NIE ŚWIĘCI GARNKI LEPIĄ
NIE ŚWIĘCI GARNKI LEPIĄ
czyli jak zostałem publicystą (a potem nawet dziejopisem) w służbie "SOLIDARNOŚCI"
Będzie to opowieść o tym jak ja, absolwent Technikum Ogrodniczego w Aleksandrowie Kuj. (w czasach, gdy program przewidywał wykłady z języka polskiego, historii, geografii itp. tylko w klasie I) i Wydziału Ogrodniczego SGGW a biolog z upodobania i zawodu zostałem czołowym publicystą biuletynów związkowych, a po latach nawet kronikarzem puławskiej opozycji solidarnościowej.
Wyjaśnienie wymaga cofnięcia się do późnych lat 40-ych kiedy to jako niespełna 10-letni chłopak, mocno sponiewierany psychicznie w czasie Powstania Warszawskiego znalazłem się we Włocławku. Przeżycia wojenne, a zwłaszcza utrata Ojca[1] i rodzinnego domu[2] a także poczucia bezpieczeństwa[3] sprawiły, że moja nieufność wobec świata (i zasiedlających go ludzi) osiągnęła tak monstrualne rozmiary, że całkowicie odizolowałem się od niego pogrążając się w świecie literatury, który pozwolił mi nie myśleć o okropnościach wojny. Zamiast więc uczyć się w szkole zasad marksizmu-leninizmu i łysenkowskiej biologii, szlifować ideologię na zebraniach ZMP czy wykonywać prace społeczne, jak nakazywały ówczesne programy i regulaminy szkolne, wędrowałem przez prerie z Sokolim Okiem albo Winetou, z Mukokim pokonywałem w czółnie z kory brzozowej bystre wody Yukonu, z Fileasem Foggiem okrążałem kulę ziemską żeglowałem szkunerem "Upiór" z Wolfem Larsenem lub z bohaterami Jacka Londona po Morzu Koralowym albo wędrowałem z Rob Royem po szkockich pustkowiach. Sekundował mi w tym procederze mój rówieśnik Andrzej Chwist, podobnie jak ja poświęcający większość dnia i sporą część nocy lekturom nie związanym z programem nauczania. Podstawowy nasz kłopot polegał na tym, że w księgarniach i bibliotekach królowały wówczas tzw. "produkcyjniaki" czyli rodzime lub tłumaczona z języka rosyjskiego literatura traktująca o zdobyczach rewolucji proletariackiej i wyższości socjalizmu nad komunizmem. W poszukiwaniu źródeł zaopatrzenia w książki przygodowe przypadkowo zdobyliśmy informację, że w budynku, w którym mieszkaliśmy została zlokalizowana składnica książek wycofanych z publicznych i szkolnych bibliotek, ze względu na niezgodność ich treści z obowiązującą ideologią i zasadami wychowania młodzieży. Szybko znaleźliśmy sposób, żeby się do tej składnicy dobrać. Oczywiście z jej zasobów mogliśmy korzystać tylko w nocy, co miało tę dobrą stronę, że zapewniało nam bezpieczeństwo, a tę złą, że musieliśmy działać w całkowitych ciemnościach. Trzeba trafu, ze w najbliższym sąsiedztwie drzwi, obok powieści przygodowych Dumasa, Courwooda czy Londona, królowała Biblioteka Boy`a z Kandydem i Powiastkami filozoficznymi Voltera, Kubusiem Fatalistą Diderota i "Umową społeczną" Rousseau. Niewiele z nich wówczas rozumieliśmy, ale pochłanialiśmy te książki namiętnie ze względu na piękny język, atrakcyjną treść i prostotę wywodu jeszcze bardziej wyobcowując się z tzw. "socjalistycznej rzeczywistości". Wkrótce, gdy trochę wydorośleliśmy, doszliśmy do wniosku, że przygody Kubusia Fatalisty i Prostaczka we Francji, czy Kandyda w Portugalii mogą być równie ciekawe, albo nawet ciekawsze, od przygód młodego Hawkinsa na Wyspie Skarbów, Mowgliego w indyjskich dżunglach lub Tarzana w krainie małp, a nawet od zdobywania Fortu Świętego Gerwazego pod La Rochelle z D`Artagnanem, Atosem, Portosem i Aramisem. W ten sposób po raz pierwszy zetknąłem się z literaturą filozoficzną i polityczno-społeczną stopniowo budując swoją wiedzę ogólną w dużej mierze niezależną od tej wykładanej w szkole. Z tego źródła literatury korzystałem również w czasie nauki w Technikum Ogrodniczym. Tam trafiłem na środowisko, które pozwoliło mi poszerzać tę wiedzę w swobodnej dyskusji. W 1951 r., gdy ja rozpoczynałem naukę w pierwszej klasie tej szkoły do matury przygotowywali się uczniowie klasy IV w dużej części niedawni partyzanci z konspiracji AK-owskiej i po-AK-owskiej. Byli to ludzie nierzadko zbliżający się do 30-ki, żonaci i ojcowie dzieciom, którzy próbowali urządzić sobie powojenne życie zawodowe. Ich nadreprezentacja w naszej szkole wiązała się z faktem, że dyrektorem szkoły była wówczas aktywna uczestniczka konspiracji AK-owskiej, kombatantka Powstania Warszawskiego. Ci starsi koledzy z IV klasy byli naszymi największymi autorytetami bo chodzili w butach – oficerkach, mówili wojskowym językiem, a nawet zdarzało im się zwracać do siebie stopniami woskowymi lub trzasnąć po żołniersku kopytami. Wieczorem w internacie niektórzy z nich zbierali dookoła siebie grono starannie dobranych młodziaków, którym próbowali oględnie zwrócić uwagę, że nie o taką Polskę toczyła się wojna i że nie powinniśmy bezkrytycznie wierzyć we wszystko to, co usłyszymy w szkole, czy przeczytamy w gazetach. W trakcie tych, nierzadko całonocnych, dyskusji weryfikowałem swoją wiedzę nabytą w toku lektury książek "wypożyczanych" z włocławskiej składnicy. Wkrótce okazało się zresztą, że potrafię z tymi o kilka lat starszymi i bogatymi w wiedzę praktyczną kolegami rozmawiać jak równy jeśli nie lepszy. Z czasem, dzięki znajomości literatury oświeceniowej stałem się w tym środowisku cenionym partnerem do dyskusji, co z kolei tak mnie nobilitowało w gronie moich rówieśników, że po ukończeniu nauki w Technikum przez "Czwartaków" to właśnie ja zostałem animatorem nocnych rozmów w internatowej sypialni. Nie trwało to wprawdzie długo, gdyż po dwóch latach swobody nastąpiła zmiana dyrektora i dyskusji nie objętych programem nauczania musieliśmy zaprzestać przynajmniej w internacie[4]. Kontynuowaliśmy je jednak podczas spacerów po parku lub wypraw do lasu, czego zabronić nam nie mógł. Myślę, że to właśnie te swobodne rozmowy w gronie kolegów uodporniły mnie raz na zawsze na uroki realnego socjalizmu i jego ideologii oraz wyrobiły we mnie skłonność do samodzielnego myślenia i nieprzepartą niechęć do wszelakiego konformizmu. Obydwie te cechy, które dominowały w moim charakterze przez całe życie skazywały mnie w PRL na marginalizację zarówno w działalności zawodowej jak i społecznej.
Przypisy
- ↑Mój ojciec, Stanisław Głażewski został pojmany przez Niemców w czasie Powstania Warszawskiego w połowie sierpnia 1944 r., osadzony w Obozie Koncentracyjnym w Dauchau, skąd z 1000-osobową grupą więźniów z Warszawy przewieziono go do KL Katzbach we Frankfurcie nad Menem, gdzie zmarł 19.03.1945 r.
- ↑W połowie września 1944 r.
- ↑
- ↑Nowy dyrektor okazał się bowiem płomiennym ideologiem komunizmu i żadnych odstępstw od obowiązującej ideologii.
- ↑Po latach, tak o tych wydarzeniach pisałem: To właśnie wtedy placówki naukowe utraciły autonomię, a ocenę kadr uwzględniającą w pierwszym rzędzie kryteria naukowe, zastąpiła selekcja według zasady: "mierny, bierny ale wierny". Efektem tych zmian był stopniowy upadek nauki i przekształcenie się placówek naukowych w instytucje o cechach centralnie sterowanych przedsiębiorstw produkcyjnych przetwarzających kredyty na wyniki, którymi można zadowolić ministerialną biurokrację i podeprzeć decyzje władz politycznych, nawet te najgłupsze i najbardziej zgubne dla kraju.
Pomarcowa polityka Gomułki poczyniła w polskich placówkach naukowych tym większe spustoszenia, im większą werwę wykazywały ich nowe, socjalistyczne kierownictwa i im mniejszy był opór środowiska. Tam, gdzie opór ten był dostatecznie duży rozwinęli się i dojrzeli wspaniali ludzie, którzy po 1976 roku przystąpili do montowania ośrodków opozycyjnych i niezależnych grup opiniotwórczych w rodzaju DiP czy TKN. W Sierpniu`80 nadali polityczny kierunek strajkom na Wybrzeżu i wywarli decydujący wpływ na program Solidarności, a obecnie stanowią najaktywniejszą grupę parlamentarzystów i członków Rządu Rzeczpospolitej.
IUNG do tych placówek niestety nie należał. Poddał się on urokom nauki socjalistycznej i dyktatury proletariatu tak dalece, że rozluźnienie systemu komunistycznego i narodziny "Solidarności" w 1980 r. IUNG-owska elita przyjęła bez entuzjazmu, lub zgoła niechętnie. Ruch ten zakłócał bowiem błogi spokój ustabilizowanej już kadry naruszając korzystne dla niej struktury, układy i przywileje, a nawet ważył się na oddolną krytykę i formułowanie niezależnych opinii. I tak już zostało do dnia dzisiejszego. (Stanisław Głażewski – Spadek po marcu – Informator NSZZ Solidarność w IUNG PRZESZŁOŚĆ-PRZYSZŁOŚCI, Nr 5/34/ z 14.03.1990, s. 8) - ↑O chwalebnej przeszłości opozycyjnej Aleksego Bornusa dowiedziałem się dopiero w 1991 r. z lubelskiego dodatku do Gazety Wynorczej (z 10.12.1991 r). Okazało się, że Aleksy w latach 1950-1954, w apogeum stalinizmu, był założycielem i kierownikiem nielegalnych (kontrrewolucyjnych – jak twierdził prokurator) organizacji "Lubelski Ośrodek Ruchu Ludowego" i "Związek Socjaldemokratów Polskich", których celem było – według Aktu Oskarżenia – obalenie przemocą ustroju PRL poprzez wypracowanie nowej ideologii, werbowanie członków, by w ten sposób stworzyć przyszłe kadry, aby na wypadek wybuchu III wojny światowej pomiędzy państwami imperialistycznymi a państwami Obozu Pokoju i w wypadku zwycięstwa imperialistów przejąć władzę w swoje ręce. Za te "potworne zbrodnie" Aleksy Bornus został w dniu 7 września 1954 r. skazany na 8 lat więzienia. W zakładach karnych w Sztumie i Rawiczu odsiedział 2 lata. Zrehabilitowany 25.10.1991 r. , zmarł 7 lutego 2006 r.
- ↑Mojemu pojmowaniu postawy naukowca jest definicja Prof. Stanisława Ossowskiego cytowana w Informatorze NSZZ "Solidarność" w IUNG "PRZESZŁOŚĆ-PRZYSZŁOŚCI" Nr 24 z 23.11.1981, s. 9.: Pracownik naukowy, to taki człowiek, do którego zawodowych obowiązków należy brak posłuszeństwa w myśleniu. Na tym polega jego służba społeczna, aby pełniąc swe zawodowe czynności nie był w myśleniu posłuszny. Pod tym względem nie wolno mu być posłusznym ani synodowi, ani komitetowi, ani cesarzowi, ani Panu Bogu.
- ↑S.G. - "Puławska Górka Katyńska" - Informator NSZZ "Solidarność" w IUNG "PRZESZŁOŚĆ-PRZYSZŁOŚCI", Nr 27/55/ z 23.04.1991, s. 1.
- ↑Wacław Hennel – Rozmowy, rozmowy... - Biuletyn Informacyjny "solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 3(11) z 22.01.1981, s. 11.
- ↑St. Głażewski – Najnowsze sensacyjne odkrycia naszych przyjaciół, opatrzone uwagami zwykłego obywatela PRL – Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 4(12) z 29.01.1981, s. 8.
- ↑Były to teksty różnej długości od kilkuzdaniowych komentarzy do opracowań wielostronicowych.
- ↑Zaliczyłem do nich tylko te teksty, których rękopisy zachowały się w moim archiwum.
- ↑Również do tej grupy zaliczyłem tylko teksty, których rękopisy zachowały się w moim archiwum.
- ↑Od 29 stycznia do 26 listopada 1981 r.
- ↑M.in. samodzielnie zredagowałem co najmniej trzy numery wojennego wydania Biuletyynu "Solidarność Ziemi Puławskiej".
- ↑Niemal, gdyż pełnej listy tekstów mego pióra zamieszczonych w puławskiej prasie podziemnej w latach 1981-1989 niesposób już dziś odtworzyć.
- ↑Dodać w tym miejscu wypada, że żarliwa obrona Lecha Wałęsy przez Pana Grudnia zawarta w tym tekście już wkrótce zamieniła się w równie żarliwą nienawiść narodowej prawicy, w imieniu której P. Grudzień występował, do pierwszego Przewodniczącego "Solidarności", z pomawianiem go o działalność agenturalną włącznie.
- ↑Pomyłka redakcji. Powinno być 23.01.1991.
