NIE ŚWIĘCI GARNKI LEPIĄ
Pasja do czytania nie opuściła mnie już nigdy, tyle, że w czasie studiów na SGGW straciłem możliwość zaopatrywania się w książki z włocławskiej składnicy, zresztą konieczność zaliczania kolejnych przedmiotów co najmniej na czwórkę (warunek uzyskania stypendium "naukowego") i konieczność dorabiania do chudego stypendium pracą zarobkową nie pozostawiały mi wiele czasu na lekturę. Pod koniec studiów oddałem się ponadto bez reszty studiowaniu fizjologii i biochemii roślin, które stały się moją życiową pasją, a po rozpoczęciu pracy w puławskim IUNG, również i zawodem. Większość wolnego czasu spędzałem w bibliotece CBR, która gromadziła wszystkie najważniejsze czasopisma naukowe z całego świata, pozwalając na wyrobienie sobie niezależnego poglądu na każdy temat i uniknięcie ideologicznego skrzywienia. W ciągu pierwszego 10-lecia w IUNG podporządkowanie Pracowni Izotopowej, której byłem pracownikiem, dyrektorowi IUNG, Profesorowi Anatolowi Listowskiemu izolowało nas od wpływów nieprzyjaznego otoczenia i stwarzało płaszczyznę do swobodnej, nieskrępowanej dyskusji na wszystkie bez wyjątku tematy. Sytuacja diametralnie się zmieniła po 1968 r., po usunięciu (z przyczyn politycznych) Prof. Listowskiego ze stanowiska (z zakazem zbliżania się do siedziby IUNG). Nowa Dyrekcja IUNG, z partyjnego nadania, natychmiast dokonała zmian zmierzających do zmiany IUNG z forum dyskusji naukowej i odkrywania tajników przyrody w celu formułowania nowych propozycji dla nauk stosowanych w instytucję dostarczającą "naukowego" sztafażu decyzjom politycznym, często nie mających żadnego biologicznego ani gospodarczego uzasadnienia[5]. Pracownicy Pracowni Izotopowej buntowali się przeciwko tym zmianom od samego początku powierzając sformułowanie naszych oczekiwań wobec Dyrekcji właśnie mnie. Nieopatrznie podjąłem się tej misji i w dobrej wierze przedstawiłem nasze zastrzeżenia na zebraniu zwołanym zresztą przez Dyrekcję w celu poznania oczekiwań pracowników. I wówczas po raz pierwszy poznałem na własnej skórze smak ostracyzmu: koledzy, którzy razem ze mną przygotowywali nasze postulaty wycofali się z nich jak tylko ujrzeli zmarszczoną brew dyrektora zostawiając mnie na pastwę losu. Usilnie namawiany przez t.zw. "życzliwych", pod groźbą natychmiastowego relegowania z Instytutu zostałem zmuszony do odwołania wszystkich zarzutów i publicznego pokajania się. Musiałem zgodzić się na te warunki, bo jeszcze wtedy wierzyłem w możliwość pracy naukowej w IUNG, a ponadto musiałem utrzymywać rozrastającą się rodzinę, ale obiecałem sobie, że będzie to pierwszy i ostatni akt sprzeniewierzenia się własnym poglądom i ulegnięcia przed siłą. I słowa dotrzymałem. Wtedy zostałem również usunięty ze składu Pracowni Izotopowej bezpowrotnie tracąc warsztat pracy naukowej i jako jednostka buntownicza i kontrowersyjna, rozpocząłem peregrynację po całym IUNG-u przerzucany z zakładu do zakładu jak gorący kartofel. Przez następne 20 lat zwiedziłem Zakłady: Biochemii, Roślin Pastewnych i Fizjologii Żywienia Roślin.
W tamtym czasie uzyskałem wsparcie jedynie od dwóch osób: pracownika Zakładu Upowszechnienia IUNG, Aleksego Bornusa[6] i pracownika Zakładu Roślin Zbożowych, Jana Nakoniecznego. To właśnie oni przekonali mnie, że w pojedynkę nic nie zdziałam, że dziś trzeba milczeć i wszechstronnie przygotowywać się do masowych wystąpień opozycyjnych, które niezawodnie prędzej czy później wybuchną. Oprócz wsparcia moralnego uzyskałem regularny dostęp do przebogatego księgozbioru Aleksego Bornusa, w tym do wydawnictw II obiegu, głównie kolejnych zeszytów Kultury i Biblioteki Kultury oraz możliwość swobodnej wymiany poglądów i spostrzeżeń. Wydawnictwa drugoobiegowe dostawałem najczęściej na jedną noc, i była to z reguły noc nieprzespana, ale jeśli po przeczytaniu starczyło mi czasu, najciekawsze artykuły przepisywałem w kilku egzemplarzach na maszynie i kolportowałem wśród członków rodziny lub podrzucałem wybranym kolegom. W ciągu lat zebrało się tych maszynopisów kilka setek (później, w okresie współpracy z solidarnościowymi Biuletynami były mi one wielką pomocą przy przygotowywaniu artykułów i komentarzy). Po 1986 r. doszły do tego wydawnictwa lubelskich "Spotkań" KSS KOR, ROPCIO, a także opracowania Konwersatorium Doświadczenie i Przyszłość i inne drugoobiegowe materiały. Skąd otrzymywał je Aleksy Bornus – nie wiem. Wtedy takich pytań po prostu się nie zadawało a później jakoś zapomniałem. Znacznie później dowiedziałem się jednak, że Aleksy utrzymywał ożywione stosunki z opozycyjnymi kręgami na KUL i UMCS, a szczególnie z profesorem Stefanem Świeżawskim.
Drugim moim źródłem myśli drugoobiegowej była "Zachta" - środowisko zorganizowane wokół pracowni artystycznej Marii i Bogdana Szewczyków, do którego wprowadził mnie w 1978 r. Józef Gądor. Środowisko to organizowało prelekcje wykładowców Towarzystwa Kursów Naukowych, dyskusje na tematy polityczne i społeczne oraz wieczornice z okazji zapomnianych rocznic narodowych (np.3 maja, 15 Sierpnia, 11 listopada).
Z początku nie zaniedbywałem swojej największej pasji: biologii. Podjąłem próbę odbudowania swojego warsztatu badawczego, z rozpędu zrobiłem doktorat, nadal czytałem dużo literatury i dużo pracowałem. Sukcesów jednak na tym polu nie odniosłem. Prawdopodobną przyczyną tego stanu rzeczy był fakt, że naukę zawsze traktowałem poważnie wzbraniając się przed każdą ingerencją polityki lub ideologii a to skazywało mnie na ciągłe scysje z cenzurą i doskonale przystosowaną do funkcjonowania w warunkach PRL kadrą kierowniczą[7]. W końcu zrozumiałem, że osoba z moją mentalnością nie ma czego szukać w PRL-owskiej nauce, bo moje koncepcje nie mają żadnych szans na przebicie się, a z kolei ja nie potrafię działać tak, jak powinien funkcjonować "socjalistyczny naukowiec" t.zn. bezdyskusyjnie popierać ideologiczne i polityczne pomysły PZPR, bez żalu zrezygnowałem z ukończenia zaawansowanej już pracy habilitacyjnej a IUNG zacząłem traktować wyłącznie jako miejsce pracy i zarobkowania, a nie jak przybytek nauki. Takim postępowaniem zasłużenie zarobiłem sobie na opinię oderwanego od życia ekscentryka i nieszkodliwego dziwaka, co wcale mi nie przeszkadzało w trwaniu na swoim stanowisku, gdyż z racji usposobienia i traumy przeżytej w czasie wojny i tak przez całe życie ustawiałem się na pozycji. outsidera. Studiowanie biologii pozostało wprawdzie nadal moją największą pasją, ale pozostawiała mi ona sporo czasu na zgłębianie treści drugoobiegowych pism, uczestniczenie w dyskusjach oraz – w miarę okazji i możliwości – uczestniczenie w działaniach opozycji demokratycznej. Np. jeszcze na kilka miesięcy przed Sierpniem`80 uczestniczyłem w urządzaniu t.zw. "Dołka Katyńskiego" na puławskim cmentarzu[8].
Przypisy
- ↑Mój ojciec, Stanisław Głażewski został pojmany przez Niemców w czasie Powstania Warszawskiego w połowie sierpnia 1944 r., osadzony w Obozie Koncentracyjnym w Dauchau, skąd z 1000-osobową grupą więźniów z Warszawy przewieziono go do KL Katzbach we Frankfurcie nad Menem, gdzie zmarł 19.03.1945 r.
- ↑W połowie września 1944 r.
- ↑
- ↑Nowy dyrektor okazał się bowiem płomiennym ideologiem komunizmu i żadnych odstępstw od obowiązującej ideologii.
- ↑Po latach, tak o tych wydarzeniach pisałem: To właśnie wtedy placówki naukowe utraciły autonomię, a ocenę kadr uwzględniającą w pierwszym rzędzie kryteria naukowe, zastąpiła selekcja według zasady: "mierny, bierny ale wierny". Efektem tych zmian był stopniowy upadek nauki i przekształcenie się placówek naukowych w instytucje o cechach centralnie sterowanych przedsiębiorstw produkcyjnych przetwarzających kredyty na wyniki, którymi można zadowolić ministerialną biurokrację i podeprzeć decyzje władz politycznych, nawet te najgłupsze i najbardziej zgubne dla kraju.
Pomarcowa polityka Gomułki poczyniła w polskich placówkach naukowych tym większe spustoszenia, im większą werwę wykazywały ich nowe, socjalistyczne kierownictwa i im mniejszy był opór środowiska. Tam, gdzie opór ten był dostatecznie duży rozwinęli się i dojrzeli wspaniali ludzie, którzy po 1976 roku przystąpili do montowania ośrodków opozycyjnych i niezależnych grup opiniotwórczych w rodzaju DiP czy TKN. W Sierpniu`80 nadali polityczny kierunek strajkom na Wybrzeżu i wywarli decydujący wpływ na program Solidarności, a obecnie stanowią najaktywniejszą grupę parlamentarzystów i członków Rządu Rzeczpospolitej.
IUNG do tych placówek niestety nie należał. Poddał się on urokom nauki socjalistycznej i dyktatury proletariatu tak dalece, że rozluźnienie systemu komunistycznego i narodziny "Solidarności" w 1980 r. IUNG-owska elita przyjęła bez entuzjazmu, lub zgoła niechętnie. Ruch ten zakłócał bowiem błogi spokój ustabilizowanej już kadry naruszając korzystne dla niej struktury, układy i przywileje, a nawet ważył się na oddolną krytykę i formułowanie niezależnych opinii. I tak już zostało do dnia dzisiejszego. (Stanisław Głażewski – Spadek po marcu – Informator NSZZ Solidarność w IUNG PRZESZŁOŚĆ-PRZYSZŁOŚCI, Nr 5/34/ z 14.03.1990, s. 8) - ↑O chwalebnej przeszłości opozycyjnej Aleksego Bornusa dowiedziałem się dopiero w 1991 r. z lubelskiego dodatku do Gazety Wynorczej (z 10.12.1991 r). Okazało się, że Aleksy w latach 1950-1954, w apogeum stalinizmu, był założycielem i kierownikiem nielegalnych (kontrrewolucyjnych – jak twierdził prokurator) organizacji "Lubelski Ośrodek Ruchu Ludowego" i "Związek Socjaldemokratów Polskich", których celem było – według Aktu Oskarżenia – obalenie przemocą ustroju PRL poprzez wypracowanie nowej ideologii, werbowanie członków, by w ten sposób stworzyć przyszłe kadry, aby na wypadek wybuchu III wojny światowej pomiędzy państwami imperialistycznymi a państwami Obozu Pokoju i w wypadku zwycięstwa imperialistów przejąć władzę w swoje ręce. Za te "potworne zbrodnie" Aleksy Bornus został w dniu 7 września 1954 r. skazany na 8 lat więzienia. W zakładach karnych w Sztumie i Rawiczu odsiedział 2 lata. Zrehabilitowany 25.10.1991 r. , zmarł 7 lutego 2006 r.
- ↑Mojemu pojmowaniu postawy naukowca jest definicja Prof. Stanisława Ossowskiego cytowana w Informatorze NSZZ "Solidarność" w IUNG "PRZESZŁOŚĆ-PRZYSZŁOŚCI" Nr 24 z 23.11.1981, s. 9.: Pracownik naukowy, to taki człowiek, do którego zawodowych obowiązków należy brak posłuszeństwa w myśleniu. Na tym polega jego służba społeczna, aby pełniąc swe zawodowe czynności nie był w myśleniu posłuszny. Pod tym względem nie wolno mu być posłusznym ani synodowi, ani komitetowi, ani cesarzowi, ani Panu Bogu.
- ↑S.G. - "Puławska Górka Katyńska" - Informator NSZZ "Solidarność" w IUNG "PRZESZŁOŚĆ-PRZYSZŁOŚCI", Nr 27/55/ z 23.04.1991, s. 1.
- ↑Wacław Hennel – Rozmowy, rozmowy... - Biuletyn Informacyjny "solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 3(11) z 22.01.1981, s. 11.
- ↑St. Głażewski – Najnowsze sensacyjne odkrycia naszych przyjaciół, opatrzone uwagami zwykłego obywatela PRL – Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 4(12) z 29.01.1981, s. 8.
- ↑Były to teksty różnej długości od kilkuzdaniowych komentarzy do opracowań wielostronicowych.
- ↑Zaliczyłem do nich tylko te teksty, których rękopisy zachowały się w moim archiwum.
- ↑Również do tej grupy zaliczyłem tylko teksty, których rękopisy zachowały się w moim archiwum.
- ↑Od 29 stycznia do 26 listopada 1981 r.
- ↑M.in. samodzielnie zredagowałem co najmniej trzy numery wojennego wydania Biuletyynu "Solidarność Ziemi Puławskiej".
- ↑Niemal, gdyż pełnej listy tekstów mego pióra zamieszczonych w puławskiej prasie podziemnej w latach 1981-1989 niesposób już dziś odtworzyć.
- ↑Dodać w tym miejscu wypada, że żarliwa obrona Lecha Wałęsy przez Pana Grudnia zawarta w tym tekście już wkrótce zamieniła się w równie żarliwą nienawiść narodowej prawicy, w imieniu której P. Grudzień występował, do pierwszego Przewodniczącego "Solidarności", z pomawianiem go o działalność agenturalną włącznie.
- ↑Pomyłka redakcji. Powinno być 23.01.1991.
