Podziemny Tygodnik MAZOWSZE

« poprzednie Wszystkie strony następne » (Strona 1 z 41)

KRYPTONIM N-15

Rzecz o druku i kolportażu w latach 1985-1989

TYGODNIKA MAZOWSZE[1]

 

                   Doprawdy, w tajnych drukarniach i w ryzykownym
          kolportażu nie było tłoku, chociaż potem, kto tylko
mógł, bajdurzył o swoim patriotycznym
                                    poświęceniu.

J. Surdykowski, GW 7-8 08.2004

 

Według Jacka Kuronia[2] po 13 grudnia 1981 r. “podziemie i konspirację budował tylko niewielki procent ludzi najbardziej ideowych i zaangażowanych. Najaktywniejsi działacze komisji zakładowych sprzed 13 grudnia... zostali internowani, ukrywali się, trafili do więzień po grudniowych strajkach czy demonstracjach, podpisali deklaracje lojalności albo po prostu nie chcieli się angażować w nielegalną działalność. /.../ Generalnie ludzie raczej nie chcieli ryzykować w sprawie, którą uważali za z góry przegraną”. Dokładnie taka właśnie sytuacja panowała wówczas w Puławach. Po 13 grudnia aktywne pozostały niewielkie, na ogół izolowane grupki zaprzyjaźnionych ze sobą działaczy ocalałych z pogromu, którzy sami wyznaczali sobie cele, zdobywali środki i organizowali działalność.

Jedna z takich puławskich grupek zorganizowała się tuż po 13 grudnia[3]. W jej skład wchodzili początkowo Maria i Bogdan Szewczykowie[4], oraz Stanisław Głażewski[5], którzy wykorzystując technikę sitodrukową przystosowaną do druku bibuły przez Witolda Łuczywo[6], drukowali (znakując niektóre swoje “wyroby” kryptonimem “Familia”) ulotki, plakaty, pocztówki z życzeniami dla internowanych lub uwięzionych kolegów, cegiełki na fundusz zapomogowy dla aktorów bojkotujących TV, a później nawet Tygodnik Wojenny z klisz przywożonych z Warszawy przez pracownika IUNG, Stanisława Gędka[7]. Ta dobrze zapowiadająca się działalność została silnie ograniczona w sierpniu 1982 r. na skutek internowania S. Głażewskiego.

Po zakończeniu stanu wojennego, na przełomie zimy i wiosny 1983 r. nasza grupa powiększona o internowanych już 13 grudnia 1981 r. i niedawno zwolnionych Ireneusza Ostrokólskiego[8] oraz Krzysztofa Małagockiego[9] reaktywowała się i zmieniła zakres działania. Nie zaniedbując druku okolicznościowych ulotek i plakatów, grupa rozszerzyła swoją działalność: zespół składający się ze Stanisława Głażewskiego, Ireneusza Ostrokólskiego i Bogdana Szewczyka {wydawnictwo SGO = S(zewczyk), G(łażewski), O(strokólski), używające również kryptonimu BIS = B(ogdan), I(reneusz), S(tanisław)] skoncentrował się na druku broszur. Grupa korzystała czasami z pomocy osób z zewnątrz: np z Antonim Faberem[10] i Krzysztofem Małagockim drukowaliśmy plakaty upamiętniające 3 rocznicę Sierpnia`80, z Alicją Skibową[11] cegiełki na fundusz pomocowy dla aktorów bojkotujących TV oraz koperty z nadrukiem upamiętniającym II Pielgrzymkę papieża Jana Pawła II do Polski (według projektów Marii Szewczyk) z Wacławem Hennelem[12] zimą 1983 r. wydaliśmy broszurę o wydarzeniach w Miętnem[13] pt. “Nie było miejsca dla Ciebie...” a wiosną 1985 r. wydrukowaliśmy w dużym nakładzie zestaw ulotek wyborczych. Z Józefem Gądorem[14] redagowaliśmy i drukowali pisemko “Polska Zwycięży”. Fundusze na pokrycie kosztów papieru, farby i innych niezbędnych materiałów gromadziliśmy drukując wielobarwne znaczki Poczty Podziemnej Solidarności[15] .Pierwsze nasze znaczki projektowali Maria Szewczyk i Krzysztof Małagocki, nieco później dołączył do grona projektantów Andrzej Znojkiewicz[16] z Warszawy.


Kolportażem “puławskich” znaczków zajmowali się wówczas członkowie warszawskiej grupy opozycjonistów związanej z Regionem Mazowsze Jej trzon stanowili byli działacze “Solidarności” w Komisji Planowania przy Radzie Ministrów. Po 13 grudnia zostali oni w trybie natychmiastowym usunięci z pracy z przyczyn politycznych. Do zespołu tego należeli: Elżbieta i Wiesław Leszczyńscy, Milada i Leszek Fabryccy, Ewa Dutkiewicz-Bury i jej mąż Roman Bury, Krystyna i Feliks Sadurscy, Janina i Roman Misiakowie, Andrzej Skupiński, Irena Mazanek, Elżbieta Murawska. oraz – niezależnie od nich - działacze ROPCiO z Bogdanem Studzińskim na czele Wpływami ze znaczków pokrywaliśmy bieżące wydatki wydawnictwa, oraz wydatki na zakup książek II obiegu do trzech bibliotek. Znaczną część dochodów z wydawnictwa przeznaczaliśmy na pomoc dla rodzin aresztowanych, pozbawionych pracy lub w inny sposób poszkodowanych kolegów. Pozostałą (niewielką) część wpływów gromadziliśmy w nadziei, że kiedyś uda nam się nabyć powielacz albo nawet offset. Niebawem pieniądze te bardzo się przydały przy organizowaniu zespołu N-15.

W tym czasie najczęściej wykorzystywanym miejscem druku było mieszkanie Marii i Bogdana Szewczyków przy ul. Krańcowej, albo ich pracownia “Zachta” przy ul. Filtrowej. Sporadycznie korzystaliśmy również z gościny Izabelli Bronikowskiej[17] przy ul. Wróblewskiego, Janiny Dutkiewicz[18] przy ul. Waryńskiego, Aliny Hennel[19] przy ul. Krańcowej, Elżbiety Poźniak[20] przy ul. Lubelskiej, oraz Jadwigi i Leonarda Zinkiewiczów[21] przy ul. Waryńskiego.

Po niespodziewanym i dosyć burzliwym rozpadnięciu się grupy w maju 1985 r.[22] Irek Ostrokólski namówił mnie do nawiązania kontaktu z pozapuławskimi środowiskami opozycyjnymi wydającymi ogólnopolskie pismo na przyzwoitym poziomie i zaoferował pomoc w organizacji drukarni. Wybór padł na największe i najważniejsze pismo opozycyjne wydawane w drugim obiegu po 13 grudnia 1981 r., warszawski Tygodnik Mazowsze[23], znany nam ze sporadycznie docierających do Puław pojedyńczych egzemplarzy, bądź też maszynopiśmiennych kopii wykonanych na przebitce i bardzo przez nas ceniony. Druk tygodnika ogólnopolskiego redagowanego na wysokim poziomie na potrzeby podziemia puławskiego wydawał nam się bowiem działaniem znacznie sensowniejszym od podejmowania prób wydawania pisemka redagowanego w Puławach, które nie mogło ani poziomem publicystyki, ani zasobem wiarygodnych informacji równać się z Tygodnikiem Mazowsze.

Przesłanki naszej ówczesnej decyzji, brzemiennej w daleko idące konsekwencje dla nas i naszych rodzin, były wielowątkowe i trudne do zdefiniowania. Z grubsza lokowały się one w okolicach motywu, który zaprowadził do opozycji Jacka Kuronia: Nie sądziłem żeby cokolwiek się zmieniło, ale robiłem to, żeby nie spuszczać oczu, gdy ktoś mnie spyta: “Gdzie wtedy byłeś?” [24]

Dzięki naszym warszawskim przyjaciołom, którzy w latach 1983-1985 zorganizowali kolportaż “puławskich” znaczków Podziemnej Poczty “S”, nawiązaliśmy kontakt z Henrykiem Wujcem. Spotkanie to, do którego doszło późnym latem 1985 r. w którymś z bloków na warszawskich Stegnach zorganizował prawdopodobnie ukrywający się kuzyn państwa Bury, Piotr Domański, ps “Krysia”, ściśle współpracujący z Regionem Mazowsze.. W którym to było bloku, nie wiem, bo młody człowiek, który miał mnie zaprowadzić na miejsce spotkania, z wprawą starego konspiratora tak kluczył po całym osiedlu, że zupełnie straciłem orientację. Byłem rad, że chociaż oczu mi nie zawiązywał. Jako identyfikator służyła mi połówka banknotu 10-złotowego (takiego zielonego z wizerunkiem gen. Bema) otrzymana od Elżbiety Leszczyńskiej (Załącznik 2.) i przekazane mi przez nią hasło, którego już nie pamiętam. Drugą połówkę banknotu miał mój przewodnik, który nim zdecydował się skontaktować mnie z szefem, z marsową miną przepytał mnie z hasła i bardzo skrupulatnie zbadał obie połówki banknotu, nie przepuszczając również mojej fizjonomii. Widocznie wszystkie badania wypadły pomyślnie, bo już niebawem stanąłem przed dobrotliwym obliczem Henryka Wujca.

Po krótkiej wymianie informacji dotyczących naszych oczekiwań oraz możliwości technicznych i finansowych ustaliliśmy, że jeśli grupa puławska podejmie druk Tygodnika Mazowsze na skalę pokrywającą zapotrzebowanie Puław i okolic .będzie otrzymywać odpłatnie komplet klisz TM. Będą one do odebrania w każdy piątek o godzinie 18-ej w mieszkaniu kontaktowym przy ul. Korotyńskiego na Ochocie u sympatycznej pani, znanej nam wówczas tylko z imienia – Pani Ewa. Dziś wiemy już, że nazwisko Pani Ewy brzmi Dutkiewicz-Bury[25] i, że w pracy konspiracyjnej wspomagał ją mąż Roman Bury[26]. Nieco później zorganizowano dodatkowy punkt kontaktowy w mieszkaniu Elżbiety[27] i Wiesława[28] Leszczyńskich przy ul. Podchorążych na Mokotowie. Wymiana informacji między grupą puławską a Redakcją TM miała się odbywać za pośrednictwem młodego człowieka używającego pseudonimu “Alik”, z którym kontakt mógł być nawiązany wyłącznie drogą korespondencyjną przez skrzynkę kontaktową (tylko raz przypadkowo doszło do kontaktu bezpośredniego). Ustaliliśmy ponad to, że grupa puławska będzie się posługiwała kryptonimem “Natolin” a egzemplarze Tygodnika Mazowsze przez nią wydrukowane będą sygnowane znakiem rozpoznawczym w postaci litery “N” (później zresztą w porozumieniu z TM praktyki tej zaniechaliśmy z przyczyn technicznych). Byliśmy z tej literki N bardzo dumni, bo niewiele się ona różniła od znaku rozpoznawczego Niezależnej Oficyny Wydawniczej (NOWA)[29]. Tak więc wszystkie egzemplarze TM, na winiecie których widnieje litera N pochodzą z drukarni puławskiej. Nazwa “Natolin” nasunęła się H. Wujcowi na zasadzie skojarzenia z nazwą jednej z wzajemnie zwalczających się w 1956 r. frakcji w łonie KC PZPR: puławskiej i natolińskiej , uwiecznionych w głośnej pracy W. Jedlickiego[30] A ponieważ przystąpiliśmy do współpracy z Tygodnikiem Mazowsze jako 15 z kolei grupa drukarska[31] (było ich w sumie 33) i takież miejsce zajmowaliśmy na redakcyjnej liście, korespondencję z Redakcją TM opatrywaliśmy zawsze kryptonimem N-15; ten sam kryptonim widniał na pakietach z przeznaczonymi dla nas kliszami lub matrycami dostarczanymi do punktu kontaktowego.


Kryptonimem N-15 posługiwaliśmy się tylko w stosunkach zewnętrznych. Na użytek wewnętrzny używaliśmy bardziej familiarnego pseudonimu “Wesołe Świstaki”, którego geneza sięga zimy 1982 r. 11 grudnia tego roku z inicjatywy Marii i Bogdana Szewczyków doszło w ich pracowni przy ul. Filtrowej do mocno spóźnionego spotkania puławskich opozycjonistów związanych ze środowiskiem “Zachty” na dorocznym święcie “kiszenia kapusty”[32]. Normalnie odbywało się ono w połowie listopada; w 1982 r. organizatorzy postanowili poczekać z nim aż do wypuszczenia z więzienia ostatniego internowanego i stąd to opóźnienie. Byli internowani stawili się na spotkaniu niemal w komplecie. Kulminacyjnym wydarzeniem wieczoru była część artystyczna w trakcie której zebrani kolejno popisywali się występami wokalnymi lub recytatorskimi. Duże wrażenie na uczestnikach zrobiła popularna wówczas piosenka “Zielona wrona” wykonana przez doraźnie powołany duet “Wesołe Świstaki” w składzie Stanisław Głażewski, Ireneusz Ostrokólski. W ten sposób zostaliśmy “Wesołymi Świstakami” a proceder, którym się w chwilach wolnych od pracy zawodowej nielegalnie paraliśmy (druk niecenzurowanych broszur, pism i ulotek) wśród wtajemniczonych, zwłaszcza w kontaktach telefonicznych, bywał nazywany “świstaniem”.

Żeby wyjaśnić pochodzenie pseudonimu Irka Ostrokólskiego “Fizyczny” należy się cofnąć aż do jesieni 1980 r. 23 10.1980 r. I. Ostrokólski współpracujący wówczas (jako sitodrukarz) z Biuletynem Informacyjnym “Solidarność” MKZ Lublin, opublikował w tym piśmie artykuł pt. “Nowe Kretowisko”[33]. Żeby zaznaczyć swoje poślednie stanowisko tekst podpisał pseudonimem “P. Fizyczny” (Pracownik Fizyczny). I tak już zostało. Pseudonim “Fizyczny” przylgnął do niego tak dalece, że jeszcze dzisiaj znajomi z tamtych czasów częściej zwracają się do niego per “Fizyczny” niż używając imienia.

Wkrótce skutki niefortunnie wybranego kryptonimu (okazało się bowiem, że Redakcja TM utrzymuje również kontakt z inną grupą używającą kryptonimu “Natolin”) nie kazały na siebie długo czekać i miały w bardzo niemiły sposób rozpocząć naszą współpracę z TM. W końcu listopada 1985 r., wraz z kolejną kliszą TM otrzymaliśmy list o wielce nieprzyjemnej i, z wyjątkiem punktu pierwszego, niezbyt dla nas zrozumiałej treści (Załącznik 3.):

 

Drodzy Koledzy!

  1. Przyjęliśmy dla Was ksywkę “Natolin”. Jest ona już w użyciu i następne listy tak będziemy adresować.

  2. Żądań nie stawialiśmy jakichkolwiek, a co najwyżej propozycje i sugestie. Również nie chcemy naruszać Waszej autonomii. Zrobiliście wiele i na ile pozwolą nasze możliwości, na tyle będziemy Wam pomagać, ale chyba zrozumiałe jest, że chcemy coś o Was wiedzieć, że stawiamy pytania i wysuwamy propozycje.

  3. Pytania pod Waszym adresem nie są czymś wyjątkowym ani nieuzasadnionym. Po prostu mieliśmy przykre doświadczenia i w związku z nimi stosujemy pewne proste zasady dla wszystkich jednakowe! Najpierw przyjrzenie się dotychczasowym wynikom nie na podstawie sprawozdania, ale realiów, później pomoc. Każda zgłaszająca się do współpracy i potrzebująca pomocy firma dotychczas nam nieznana załącza zestaw – jeśli nie kompletny to reprezentatywny – swoich wydawnictw, fotografii lub in. poparty sprawozdaniem i wykazem potrzeb lub ofertami współpracy. Jeśli istotnie otaczacie najściślejszą tajemnica nawet tytuły wydanych książek, jeśli nie firmujecie wydawnictw nawet symboliczną nazwą niczego nie wskazującą poza tym, że firma istnieje, jeśli nie możecie przysłać nam nie kompletu, a tylko paru tytułów wydanych przez Was książek, ani paru numerów wydanego przez Was czasopisma, jeśli wreszcie poza sprawozdaniem i okazowymi egzemplarzami znaczków nic więcej nie pozwala Wam przedstawić tajemnica jaką się otaczacie, to – wybaczcie – ale sytuacja rzeczywiście jest trudna i precedensowa (jeśli mielibyśmy Wam okazać realną pomoc). Dotychczas tak jest, że firmom, które nie są w stanie przedstawić nam przykładów tego, co robią – pomocy nie udzielamy i we współpracę z nimi nie wchodzimy. Piszecie o niebezpieczeństwach, których chcecie uniknąć. Zrozumcie nas. My też chcemy uniknąć niebezpieczeństw, które poznaliśmy na własnej skórze, aczkolwiek są one innego rodzaju.

  4. Zasadę samofinansowania się firm wydawniczych niestety musimy stosować. Po prostu nie siedzimy na górze pieniędzy, a nie wyobrażam sobie jaka ona musiałaby być, gdybyśmy mieli firmować wszystkie darmowe publikacje. Jeżeli uczynić to w stosunku do jednej, to dlaczego nie do innych firm. Tego po prostu nie jesteśmy w stanie zrobić.

  5. Wreszcie – wybaczcie – Wy dofinansowujecie działalność antyalkoholową, ze wszech miar słuszną i potrzebną, ale my mamy dofinansowywać Was. Jeśli my nie jesteśmy w stanie być takimi mecenasami i filantropami bo nie mamy na to pieniędzy, to jesteśmy zaskoczeni Waszą hojnością, ale wówczas tym bardziej wnioskiem o pomoc.

  6. Mówicie nie o pomocy, ale o transakcji handlowej. Mamy ułatwić Wam nabycie maszyny. Jeśli teraz powiem, że firm czekających na to mamy gdzieś między 10 a 20 i każda z nich jest nam znana nie ze sprawozdań i okazówek znaczków, ale z numerów czasopism regularnie nadsyłanych i okazowych książek, także regularnie nadsyłanych, to sami powiedzcie komu w takiej sytuacji najpierw dać maszynę (czy sprzedać nawet)? Powiem jeszcze i to, że preferujemy ośrodki poza warszawskie i przede wszystkim im pomagamy. Ostatnim przykładem Siedlce, które otrzymały pieniądze i mogą liczyć na maszynę, jak tylko będziemy mieli kolejne. Ale tam wiemy bo widzimy na co dajemy. Jeżeli obok tego prowadzą działalność charytatywna, filantropijną, zapobiegawczą czy jak tam jeszcze – to ich sprawa. My widzimy wyniki ich pracy na bieżąco, bo nam je nadsyłają. To jest bardzo ważne

  7. Raz jeszcze podkreślam – żadna nieufność. Wy się znacie. My Was nie znamy i nawet nie jesteście w stanie dać wizytówki. Zrozumcie, że to nie jest nieufność a tylko i wyłącznie skutek przykrych doświadczeń z których musieliśmy wyciągnąć wnioski i przyjąć zasady od których nie powinniśmy czynić wyjątków.

  8. Z pomocą, której udzielimy chętnie w miarę możliwości czekamy na wizytówkę w postaci nie kompletu realiów.

Prosimy o zrozumienie nas, o nie przypisywanie nam podejrzliwości zbytniej, ani złej woli. Wy widzicie, że życie jest twarde i twarde wymagania stawia, my też to widzimy nie z jednej strony.

Przyjmijcie życzenia najlepsze powodzenia w pracy zbożnej i dla publicznego dobra. Przyjmijcie podziękowania za życzenia Świąteczne i wybaczcie opóźnienie wynikające i z powolności dróg komunikacyjnych i z nawału pracy. Przyjmijcie wreszcie pozdrowienia.

Krzysztof


Natychmiast po otrzymaniu tej epistoły odpisaliśmy w równie ostrym tonie zwracajac Redakcji TM uwagę, że przecież my nie ubiegaliśmy się o żadną pomoc, ani techniczną, ani finansową, chcemy jedynie kupować od Redakcji klisze TM i robić z nich wydruki, które zamierzamy kolportować w swoim środowisku. Odpowiedź na nasz list wyjaśniła przyczynę nieporozumienia (Załącznik 4.):

 

Drodzy Przyjaciele!!!

List “Krzysztofa” dostaliście przez pomyłkę. Zmyliła mnie ksywka “Natolin”. Wybaczcie!!!

Znakujcie nadal swoje wydruki “N” - “Natolin” jest Wasz.

Korespondencja do Was będzie oznaczana Waszym numerem ewidencyjnym “15”.

Powodzenia i Pozdrowienia

ALIK

 

Powyższa korespondencja jest o tyle warta zacytowania w całości, że unaocznia rzadko na ogół podnoszony fakt, że nie same jeno anioły zaludniały zakamarki solidarnościowego podziemia i że nie wszystko w nim było takie piękne, uczciwe i bezinteresowne jak się to nieraz przedstawia.

W trakcie spotkania z H. Wujcem ustaliliśmy również, że niektóre z dostarczanych nam klisz będą opatrzone nadrukiem “Region Pomorze Zachodnie” w celu zmylenia SB. Zabezpieczenie to okazało się wyjątkowo skuteczne: puławska SB nie interesowała się zbytnio drukami wydawanymi poza cenzurą, docierającymi do Puław z zewnątrz, gdyż była rozliczana głownie z tępienia wytworów miejscowej opozycji. Równocześnie nadruk “Pomorze Zachodnie” sugerował, że egzemplarze TM kolportowane w Puławach docierają w gotowej formie z okolic Szczecina; dlatego też wielokrotnie obserwowaliśmy z niemałą uciechą puławskich funkcjonariuszy SB pilnie przyglądających się pasażerom wysiadającym z większym bagażem z pociągu Szczecin – Lublin. Tymczasem podróżnymi wysiadającymi z pociągu warszawskiego bez bagażu (matryce lub klisze mieściły się w rękawie) SB raczej się nie interesowała.

Zgodnie z umową zawartą z H. Wujcem przed przystąpieniem do druku Tygodnika Mazowsze mieliśmy przetestować swoje możliwości drukując trzy numery “Gazety Wyborowej” Jacka Fedorowicza posługując się dostarczonymi nam przez redakcję TM kliszami. Pierwsza strona “Gazety Wyborowej” Nr 1 widnieje na ilustracji 1.

Próba sił i umiejętności wypadła dla nas nader pochlebnie: Gazeta Wyborowa wydrukowana brązową farbą temperową (patent B. Szewczyka), uzyskaną przez zalanie chudego twarogu mlekiem wapiennym i dodania do w ten sposób otrzymanego wypełniacza sadzy (odkupionej od lastrykarza) i minii używanej przez malarzy do zabezpieczania elementów metalowych przed korozją, śmiało mogła konkurować z drukami krążącymi wówczas po Polsce w drugim obiegu. Później używaliśmy farby opartej na “patencie” Adama Kerstena z KUL (farba offsetowa zmieszana z półpłynnym mydłem do przesławnych pralek “Frania” marki Comfort), a jeszcze później farby olejne; nigdy jednak nie udało nam się opracować idealnej receptury i z kiepską farbą borykaliśmy się już do końca .


Gazeta Wyborowa – trzy jedno kartkowe numery formatu A-4 była pomyślana jako organ propagandowy opozycji demokratycznej przed wyborami do Sejmu PRL, które odbyły się 13 października 1985 r. Zawierała krótkie teksty nierzadko satyryczne oraz miniplakaciki wyborcze, które można było wyciąć i przykleić np w klatce schodowej lub windzie. A oto kilka próbek publicystyki z “Gazety Wyborowej”:

ZMIANY W SEJMIE

Począwszy od sesji jesiennej wędliny będą sprzedawane na parterze (pomieszczenie przy szatni), natomiast diety wypłacać się będzie w pokoju 68, I.p.

 

CO SŁYCHAĆ W KLUBACH POSELSKICH?

Klub poselski ZSL wyraził zgodę na transfer 32 letniego posła Jana Drąga do klubu poselskiego PZPR. Jan Drąg będzie grał jak mu każą.

 

OWOCNE DYSKUSJE PARLAMENTARZYSTÓW

Odbyło się spotkanie posłów na Sejm PRL z przedstawicielami Wielkiego Churału Ludowego Mongolii. Posłowie z wdzięcznością wysłuchali rad i wskazówek mongolskich parlamentarzystów.

 

ZABAWNY FIGIEL CHOCHLIKA SEJMOWEGO

Spieszący na ostatnie posiedzenie Sejmu marszałek wziął ze sobą w roztargnieniu nieco więcej papierów, co sprawiło, że Sejm uchwalił kolejno poprawki do ustawy o szkolnictwie wyższym, ustawę o nietykalności pracowników MSW, ustawę o łagrach, a następnie książkę telefoniczną i jadłospis kawiarni “Sejmowa”.

 

PARLAMENT W SOSIE WŁASNYM

Należy wybrać około 600 dorodnych moskalików i dobrze namoczyć w spirytusie. Pozbawić głów i kręgosłupów, poczem przepuścić przez maszynkę wyborczą. Z uzyskanej masy odłożyć ok. jednej trzeciej. Nie wyrzucać, ale zakonserwować w zamrażalniku. Z pozostałej masy uformować duży sejm i ułożyć na tacy. Dla dekoracji można dodać garść myślących jednostek w proporcji 1 : 100.

Tak przygotowana potrawa jest wprawdzie trudna do przełknięcia, może jednak służyć cztery lata, a jak trzeba to i dłużej. W wypadku zbyt daleko posuniętego zepsucia można smarować przysmak miodem; można też z lekka (na osobności) opieprzyć. W swoim czasie wyrzucimy całość na śmietnik.

 

POMYŚLNE WYNIKI W BUDOWNICTWIE

Wyniki pracy budownictwa potwierdzają słuszność decyzji o koncentracji środków. Dzięki zmniejszeniu nakładów na kosztowne budownictwo mieszkaniowe, udało się zwiększyć tempo budownictwa socjalistycznego.

 

OBYWATELSKIE KONSULTACJE

Rząd coraz częściej odwołuje się do opinii publicznej w najważniejszych dla kraju sprawach. Ostatnio badano poglądy obywateli na temat zbliżającej się zimy. Za wariantem I (zima lekka ale długa) wypowiedziało się 46% badanych, za wariantem II (zima ostra ale krótka) głosowało 47% obywateli. Reszta (7%) pragnie, aby decyzję w tej sprawie podjął Sejm PRL. Przebieg konsultacji potwierdził poparcie społeczeństwa dla linii walki i porozumienia. Zdarzały się wzruszające przykłady postaw świadczących o głębokim zaufaniu do władzy. Np. Pułkownik LWP, Stanisław R. prosił ankieterów o przekazanie jego osobistych życzeń premierowi Jaruzelskiemu: “Niech wam zima lekką będzie, towarzyszu generale!”.

Niezrównane są również lansowane przez Gazetę Wyborową hasła wyborcze:

  • Wyborco, nie irytuj się zostań w domu

  • Każdy głos na wagę błota!

  • Boisz się? Masz prawo, ale...

  • Uważaj. Jeśli oddasz swój głos, możesz go już nie odzyskać

  • Bojkot krzepi

  • Na pamiątkę 13 grudnia dnia 13 października odbędą się WYBORY, o czym z radością zawiadamia generał z przyjaciółmi (to w formie nekrologu)

oraz mnóstwo wielce dowcipnych plakacików rysunkowych.

Każdy egzemplarz Gazety Wyborowej kończy się apelem: PRZEPISZ, PRZEDRUKUJ, PRZEKAŻ DALEJ!

Po pomyślnym zdaniu praktycznego egzaminu z naszych możliwości drukarskich mogliśmy przystąpić do inwentaryzacji aktywów i regularnego drukowania Tygodnika Mazowsze.


W tym miejscu wspomnieć wypada, iż organizacja druku i kolportażu tego pisma, przynajmniej w okresie naszej z nim współpracy, przewidywała, że całość prac redakcyjnych oraz przygotowywanie klisz i matryc odbywa się w redakcji mieszczącej się w Warszawie. Druk i kolportaż pisma były natomiast zdecentralizowane i odbywały się w kilkudziesięciu ośrodkach rozmieszczonych w całej Polsce (na początku 1989 r. liczba zespołów drukujących TM doszła do 33). Taka organizacja pozwoliła na wyeliminowanie transportu dużych ilości nielegalnie zadrukowanego papieru, co wydatnie zmniejszało ryzyko wpadki (zamiast gotowego nakładu transportowano zajmujące mało miejsca a więc łatwe do ukrycia klisze lub matryce), a równocześnie aktywizowała ośrodki terenowe, na których barkach spoczywała, oprócz organizacji kolportażu, odpowiedzialność za zaopatrzenie drukarni w papier i materiały drukarskie oraz zapewnienie im bezpiecznego lokum. W przypadku naszej drukarni wszystkie te czynności wykonywała grupka licząca zaledwie 4 osoby, od czasu do czasu wspomagana przez dalsze dwie, z których jedna była wówczas jeszcze nieletnia. Przez cały okres od jesieni 1985 r. do wiosny 1989 r. drukarnia mieściła się w mieszkaniu Zdzisławy[34] i Stanisława Głażewskich w Puławach przy ulicy Waryńskiego.

Przystępując do organizacji drukarni rozporządzaliśmy czterema ramkami do sitodruku w formacie A-4, raklem gumowym, kilkoma ryzami papieru, zawiasem do umocowania matrycy i pojemnikiem na papier (patenty B. Szewczyka), sporym zapasem farby offsetowej, mikserem do jej mieszania a także zapasem składników emulsji: alkoholu poliwinylowego oraz dwuchromianu amonu oraz kwotą około 200.000 zł stanowiącą wpływy ze sprzedaży znaczków Podziemnej Poczty “S” (zwiększoną później o 65.000 zł pochodzących ze sprzedaży radiomagnetofonu otrzymanego w darze od kolegów z Holandii na początku stanu wojennego). Te 265 tysięcy złotych stanowiło całkiem pokaźną sumę, a zważywszy, że całkowity koszt wydrukowania jednego numeru TM (koszty papieru, farby oraz matryc wraz z kosztem i ich transportu do Puław) wynosił około 4 – 5 tysięcy zł, dysponowaliśmy kwotą pozwalająca nam na wydrukowanie około 50 numerów pisma Czując się aż tak bardzo bogaci postanowiliśmy pismo kolportować bezpłatnie, a o

pozyskiwaniu funduszów na druk dalszych numerów pisma pomyśleć dopiero po wyczerpaniu się zasobów gotówki..

Ważnym, bo niemożliwym do zastąpienia, składnikiem naszych aktywów był spory zapas stylonowej tkaniny do sitodruku, którą w przemyślny sposób, w zalutowanych puszkach zawierających jakoby kompot brzoskwiniowy, przemycił w stanie wojennym z Paryża nasz kolega z obozu dla internowanych, współpracownik lubelskich “Spotkań”, Jan Stepek. Dysponowaliśmy ponad to sporą wiedzą na temat technik drukarskich i rutyną nabytą w ciągu czterech lat uczestnictwa w wydawaniu druków drugiego obiegu oraz nieograniczonymi zasobami dobrej woli. Rozporządzaliśmy również ustnym pozwoleniem współwłaścicielki mieszkania, które sobie upatrzyliśmy, Zdzisławy Głażewskiej na bezkarne przekształcanie łazienki w ciemnię fotograficzną w każdy czwartek i piątek, a kuchni lub wskazanego przez nią pokoju - w warsztat drukarski w każdą sobotę a czasem i niedzielę. Mieliśmy również prawo dysponować kluczem do piwnicy zaprzyjaźnionej sąsiadki, w której po zakończeniu pracy mogliśmy schować sprzęt i materiały. I to już były chyba wszystkie nasze zasoby. Tak wyposażeni jesienią 1985 roku przystąpiliśmy do działalności, która w ciągu następnych 4 lat. zabrała nam wszystkie soboty i niejedną niedzielę.

Niewtajemniczonym należy się krótki opis sitodruku Mały Poradnik Drukarski [35] tak definiuje tę technikę:

Technika sitodruku polega na wytworzeniu rodzaju matrycy na specjalnej (musi być oryginalna) tkaninie sita. W trakcie przygotowania do druku sito nasyca się równomiernie światłoczułą emulsją, którą po wysuszeniu naświetla się stykowo poprzez diapozytyw (litery czarne

na przezroczystej błonie) tekstu. W miejscach naświetlonych następuje zgarbowanie emulsji, staje się ona tam mniej rozpuszczalna. Wywoływanie sita dokonuje się wodą – wówczas wypłukuje się emulsja nienaświetlana (litery). W miejscach naświetlonych otworki pomiędzy nitkami sita są zamknięte zgarbowaną emulsją i nie przepuszczają farby. Zamiast emulsji fabrycznych (fotorezyst używany w przemyśle elektronicznym) można używać roztworów alkoholu winylowego (proszek) lub żelatyny z dodatkiem dwuchromianu amonu lub dwuchromianu potasu./ - / Emulsja w stanie płynnym nie jest światłoczuła, ale sito po nasączeniu trzeba już suszyć w świetle czerwonym. Diapozytyw ze zmniejszonym fotograficznie tekstem (np. Błona rentgenowska) powinien przylegać dokładnie do powierzchni sita. Ze względu na to, że maksymalna czułość emulsji występuje w ultrafiolecie, najlepiej jest naświetlać lampą kwarcową lub inną silną lampą rtęciową. Czas naświetlania przy 1000 lux rzędu kilku minut – należy go dobrać doświadczalnie. Po wywołaniu wodą o temperaturze 30-40 stopni C trzeba sito wysuszyć, a następnie utrwalić przez 1 godzinę w temperaturze ok. 60 stopni C Do druku używać farb tłustych. Technika ta wymaga własnego doboru receptur i precyzji na każdym etapie W oryginalnej technice sitodruku używa się do przeciskania gęstej farby przez sito tzw. Rakli w postaci np. Kawałka winileum czy twardej gumy. Z jednego sita uzyskuje się parotysięczne nakłady.

Tyle teoria. Praktyka wyglądała zaś następująco:.

Z otrzymanych z Wydawnictwa klisz pozytywowych (diapozytywów) należało sporządzić matryce sitodrukowe spreparowane w następujący sposób: dokładnie odtłuszczoną alkoholem stylonowa tkaninę do sitodruku o gęstości 400 mesh, silnie naciągniętą na drewnianą ramę należało pokryć w ciemni przy czerwonym świetle cienką warstwą światłoczułej emulsji (otrzymanej przez zmieszanie zawiesiny alkoholu poliwinylowego w gorącej wodzie z wodnym roztworem dwuchromianu amonu), przygotowanej przez Irka Ostrokólskiego, dokładnie wysuszyć chłodnym powietrzem (najlepiej z suszarki do włosów). Naświetlanie matryc przeprowadzało się również w ciemni. Najlepiej przeprowadzić tę operację w następujący sposób: Na brzegach dwóch taboretów kuchennych należy oprzeć dokładnie umytą i wysuszoną szybę o wymiarach nieco większych od ramki matrycy (doskonale do tego celu nadaje się szyba wyjęta z regału bibliotecznego). Na szybie należy ułożyć kliszę pozytywową i przykryć ją matrycą. Całość powinna być przykryta czarną tkaniną (może być np. czarny sweter) i dociśnięta do szyby np. stertą odpowiedniej wielkości książek. Po wykonaniu tych czynności na podłodze pod szybą należy umieścić źródło światła (my używaliśmy lampy kwarcowej lub halogenowej lampy fotograficznej) i naświetlać matrycę przez 5 – 30 min w zależności od napięcia w sieci, mocy i stopnia zużycia żarnika oraz jego odległości od matrycy (optymalny czas naświetlania matryc należy każdorazowo ustalić eksperymentalnie, gdyż matryca naświetlana zbyt krótko “sieje” farbę, a naświetlana zbyt długo nie przepuszcza farby wcale). Naświetloną matrycę, pracując ciągle w ciemni przy czerwonym świetle, należy wypłukać silnym strumieniem letniej wody z natrysku. Nienaświetlona emulsja sitodrukowa jest łatwo rozpuszczalna w wodzie a po naświetleniu staje się wodoodporna, wobec czego fragmenty emulsji osłonięte przez zaczernione fragmenty kliszy pozytywowej (np.litery) w strumieniu wody ulegają wypłukaniu a fragmenty naświetlone (powierzchnie poza literami) pozostają nienaruszone. Dalsze czynności (suszenie, doświetlanie dla utrwalenia i podklejanie marginesów papierową taśmą w celu zabezpieczenia emulsji przed wytarciem krawędziami rakla) można już wykonywać przy normalnym oświetleniu.


Ilustracja-1

Ilustracja 1. Reprodukcja pierwszej strony Gazety Wyborowej Nr 1 Jacka Fedorowicza. Jej druk był naszym pierwszym zadaniem w okresie współpracy z Tygodnikiem Mazowsze.

Do przeciskania farby używaliśmy rakla, który stanowił pasek olejoodpornej gumy osadzony w drewnianym uchwycie, przesuwany po powierzchni matrycy ruchem jednostajnym ze sporym naciskiem Ramę matrycy osadzaliśmy w zawiasie nad specjalnym pojemnikiem z plikiem papieru przeznaczonego do zadrukowania. Osoba operująca raklem po przesunięciu go wzdłuż matrycy podnosiła ramkę lewą ręką aby umożliwić drugiej osobie wyjęcie zadrukowanego papieru. (Ilustracja 1) W innym wariancie tej techniki po przesunięciu rakla matrycę unosi do góry guma bieliźniana, przymocowana do ramy matrycy w miejscu przeciwnym zawiasowi. Zadrukowuje się najpierw jedną stronę papieru, a następnie po zmianie matrycy (i przeschnięciu farby) zadrukowuje się drugą stronę tych samych arkuszy. I to już właściwie wszystko, jeśli nie liczyć faktu, że wprawa, kondycja i nastrój osoby operującej raklem, obok jakości farby i papieru, mają decydujący wpływ na jakość druku.

Mały Poradnik Drukarski na zakończenie podaje jeszcze zasady “BHP”:

Tak długo póki SB i MO poluje na niezależne drukarnie (łamiąc zasady Konstytucji i Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych) należy zachowywać ścisłe zasady pracy konspiracyjnej. Główna przyczyna wpadek ... jest niepotrzebne gadulstwo i skłonność do “chwalenia się”.

Odbitki próbne i nieudane należy palić; tusz stemplowy zmywa się z rąk spirytusem (dość trudno); kolportaż powinien być oddzielony od zaopatrzenia organizacyjnie; należy stosować często zmieniane metody postępowania, miejsca pracy, systemy transportu itp.

Jeżeli już jednak dojdzie do konfrontacji z SB pamiętaj, że możesz zawsze odmówić zeznań powołując się na art. 166 lub 167 KPK. Możesz również niczego nie pamiętać lub nie zauważyć. Do tego potrzebne jest tylko trochę odwagi cywilnej i hartu ducha. Mamy jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie.

Życzymy powodzenia i pomyślnego druku.

 

Uzbrojeni w taką wiedzę (nie zawsze zresztą nadającą się do zastosowania w naszych warunkach) i w nadzieję, że do “konfrontacji z SB” jednak nie dojdzie, przystąpiliśmy do organizowania drukarni w następujący sposób:

Właścicielom lokalu przyznaliśmy prawo wyboru miejsca druku (najczęściej drukowaliśmy w kuchni, ale nierzadko miła gospodyni przeganiała nas do pokoju, prawo do użytkowania kuchni rezerwując dla siebie. Na ogół było to dla nas korzystne ze względu na związaną z tym możliwość podkarmiania ludzi ciężkiej pracy), przygotowanie sprzętu i sprzątnięcie mieszkania po zakończeniu pracy.

Korespondencją z redakcją TM i pozyskiwaniem środków finansowych, a także przygotowywaniem matryc sitodrukowych i czyszczeniem ich po zakończeniu druku zajmowałem się ja (Stanisław Głażewski). Przewożenie diapozytywów a potem matryc ze skrzynki kontaktowej w Warszawie do Puław należało do obowiązków mojego syna Stanisława Jr.[36], wówczas studenta Uniwersytetu Warszawskiego. Tylko w początkowym okresie, do zakończenia okresu zawieszenia kary 1,5 roku więzienia, na którą syn zdążył już sobie zasłużyć działalnością opozycyjną (i z tego względu musiał wystrzegać się recydywy), matryce odbierałem ze skrzynki ja lub ktoś z naszych warszawskich współpracowników: Elżbieta Leszczyńska, Milada Fabrycka[38], Leszek Fabrycki[39], Roman Bury lub Krystyna Sadurska[40] . Przygotowywanie emulsji do sitodruku (przez zmieszanie zawiesiny alkoholu poliamylowego w gorącej wodzie z roztworem dwuchromianu amonu) oraz farby drukarskiej (przez dokładne zmieszanie farby offsetowej z pastą mydlaną Comfort według receptury Adama Kerstena z KUL lub z olejem sojowym i rozpuszczalnikiem) należało do Ireneusza Ostrokólskiego. Drukowali Stanisław Głażewski i Ireneusz Ostrokólski (który również miał na koncie 2-letni wyrok w zawieszeniu za zamieszczenie wizerunków “myszy i niedźwiedzia” w Biuletynie Informacyjnym “Solidarność Ziemi Puławskiej”[41] i z tej racji w takie ryzykowne przedsięwzięcia jak kupowanie papieru czy przewożenie matryc angażować się nie mógł). W ostatnim okresie, od początku 1989 r. do połowy kwietnia I. Ostrokólskiego, który wyjechał do USA musieli zastąpić moja żona, Zdzisława oraz synowie Stanisław Jr., Krzysztof, a zwłaszcza 15-letni wówczas Łukasz. Druk TM stał się zatem w tym okresie przedsięwzięciem czysto rodzinnym.


Ilustracja-2

Ilustracja 2.Reprodukcja znaczka Podziemnej Poczty Solidarności z wizerunkiem drukarzy pracujących techniką sitodruku (w 4-krotnym powiększeniu). Projekt znaczka wykonała w maju 1984 r. Maria Kapturkiewicz-Szewczyk. Pozowali, a potem znaczek wydrukowali: Stanisław Głażewski (z lewej) i Bogdan Szewczyk. W ten właśnie sposób drukowaliśmy Tygodnik Mazowsze od jesieni 1985 r. do wiosny 1987 r. W 1986 roku serię profesjonalnych zdjęć przy druku Tygodnika Mazowsze techniką sitodrukową wykonał nam młody szwedzki dziennikarz zbierający materiały do artykułu o antykomunistycznym podziemiu w Polsce. Skontaktował go z nami Włodzimierz Zbiniewicz[37]. Zdjęcia wówczas wykonane były podobno opublikowane w prasie szwedzkiej i polonijnej, ale myśmy ich nigdy nie widzieli. Sami żadnej dokumentacji fotograficznej naszej pracy nie robiliśmy z obawy przed dekonspiracją.

 

Cała nasza rodzina musiała również zadbać o zaopatrzenie drukarni w papier, którego potrzebowaliśmy co najmniej 2 ryzy tygodniowo. Zaopatrzenie w papier wyglądało w ten sposób, że wszyscy mieliśmy obowiązek wypatrywać czy do sklepów papierniczych nie “rzucili” papieru,

który był wtedy w sklepach niemal taką samą rzadkością jak papier toaletowy. Szczęściarz, który papier wypatrzył niezwłocznie wszczynał alarm i ogłaszał pospolite ruszenie. Wtedy rozbiegaliśmy się po mieście i staraliśmy się kupić jak najwięcej, nie kupując jednak w żadnym sklepie więcej niż jedną ryzę. Przy optymalnym układzie okoliczności (duża dostawa, dostatecznie wczesny alert, duża grupa aktualnie dyspozycyjnych “zaopatrzeniowców”). udawało nam się nabyć przy jednym pojawieniu się papieru nawet 3 – 5 ryz, ale zdarzały się nierzadko zdobycze zaledwie 1-ryzowe. Zalecenia autorów Małego Poradnika Drukarskiego dotyczące papieru nie są zbyt skomplikowane:

Papier właściwy do powielania, oprócz specjalnego, bibulastego papieru do powielaczy (papier do powielaczy V lub VII klasy) to niskie gatunki papieru dla maszyn do pisania (klasa V). Dzięki swej porowatości pozwalają one na szybkie wsiąkanie nośnika, dzięki czemu druk nie rozmazuje się i nie odbija na drugiej stronie składanych na stos zadrukowanych kartek.

My preferowaliśmy papier do powielaczy offsetowych i pyłorysów lub papier piśmienny VII klasy z Włocławka, ale wobec olbrzymich niedoborów papieru na rynku nie ośmielaliśmy się kręcić nosem na gatunki o wiele mniej bibulaste i porowate. Zazwyczaj z radością braliśmy wszystko, co tylko udało się kupić.

Nasze ciągłe kłopoty z farbą najlepiej ilustruje zachowana korespondencja (Załącznik 5) zawierająca jeden z licznych wypróbowywanych przez nas przepisów:

  1. Klej do tapet rozrobić na gęsto (gęstość trzeba po prostu wypróbować), dodać tusz czy inny pigment; można dodać trochę płynu “K” (nie elektryzuje).

  2. 30.V., 6.VI., 13.VI., 4.VII.,18.VII., 1.VIII.,15.VIII., 29.VIII., 12.IX.

  3. Dodatek ilustrowany (?), form. A-5.

  4. Celina” b. dziękuje za notatkę i znaczki, jest zachwycona i wdzięczna, ma napisać do Was list, ale obecnie nie ma jej w W-wie. Katalog już przygotowany do druku – ale kiedy będzie wydrukowany trudno określić; miejmy nadzieję, ze do jesieni. Klisza do rastra obiecana - będzie w najbliższym czasie.

  5. Zdjęcia z “Dodatku” trzeba wyciąć żyletką i przylepić przezrocz. poliestrem. Klisze trzeba raz jeszcze wypłukać w letniej wodzie, ew. z bardzo małym dodatkiem płynu typu “Ludwik”

Pozdrowienia! Wybaczcie bazgroty!

E.

PS. Jeśli można – prosimy dodatkowo o 5 egz. TM.


List napisała oczywiście nasza pierwsza “skrzynka kontaktowa”, Pani Ewa, która w ten sposób podała nam przepis na farbę, poinformowała o terminach odbioru klisz w okresie wakacyjnym i o zaleceniach dotyczących druku dodatku ilustrowanego (Nr 173). Punkt czwarty listu dotyczy znaczków Poczty Podziemnej “S”, drukowanych przez nas w latach 1983-1985, które znalazły się w katalogu aktualnie przygotowywanym do druku przez A. Kobylińskiego[42].

Miarą naszej zażyłości z Panią Ewą niech będzie fakt, że na jej prośbę I. Ostrokólski przeprowadził w którąś z nielicznych sobót wolnych od druku TM, dla grupy jej konspiracyjnych współpracowników, skrócony kurs sitodruku, podczas którego przekazał nowym adeptom sztuki drukarskiej całą naszą teoretyczną i praktyczną wiedzę, a jako premię za doskonale zdany egzamin z nowo nabytych umiejętności, wręczył im kompletne wyposażenie domowej drukarni sitodrukowej (komplet sit, rakiel)[43] wraz z niezbędnymi materiałami (emulsja do sporządzania matryc, chemikalia niezbędne do usuwania zużytej emulsji z tkaniny, farba drukarska, itp.) i szczegółową instrukcją ich użycia. Trwały ślad po tych wydarzeniach zachował się w korespondencji Pani Ewy z wiosny 1987 roku (Załącznik 6.):

 

DZIĘKUJĘ BARDZO za przekazane materiały i instrukcję. Sądzę, że bezpośredni instruktaż nie będzie konieczny.

W pierwszym numerze (który ma się ukazać po Nowym Roku) zamieszczone będzie podziękowanie za Waszą pomoc. (Nie wykluczone, że będzie też zamieszczone w TM).

E.

 

Kurs odbył się w warszawskim mieszkaniu Milady i Leszka Fabryckich. Według informacji uzyskanych od Krystyny Sadurskiej nasi warszawscy przyjaciele przygotowywali się w ten sposób do przejęcia naszych obowiązków w razie wpadki drukarni w Puławach. Z nieco późniejszego listu od Pani Ewy (Załącznik 7):

 

Ponieważ grafik robi projekty jakichś znaczków – może macie jakiś papier (np. złoty lub srebrny!) - to przyślijcie takowy. Wasz list do TM – przekazany.

Pozdrowienia

E.

 

wynika, że zamierzali oni również wypróbować swoje umiejętności drukując znaczki Poczty Podziemnej “Solidarności”. Oczywiście ozdobnego papieru dostarczyć im nie mogliśmy, gdyż w tamtych czasach był on ściśle reglamentowany. Żeby go nabyć trzeba było uzyskać zgodę Związku Polskich Artystów Plastyków, a my takich możliwości nie mieliśmy.

Przed wyborami w 1989 roku sprzęt przekazany naszym warszawskim współpracownikom był wykorzystywany do druku ulotek kolportowanych następnie na ulicach Warszawy oraz przekazywanych (przez S. Jaworskiego) do Huty Warszawa.

Wracając do naszej puławskiej drukarni, obowiązek policzenia nakładu i zapakowania go w paczki przeznaczone dla poszczególnych odbiorców oraz przekazanie jednej z nich w poniedziałek rano jednemu z głównych odbiorców pisma, Julianowi Migdalowi[44] wzięła na siebie Zdzisława Głażewska. Z kolei Julian Migdal otrzymane egzemplarze TM przekazywał za pośrednictwem A. Kwit[45] do Zakładów Azotowych, do środowiska służby zdrowia (za pośrednictwem A. Niemczyk) i za pośrednictwem W. Skowronka[46].do Oddziału Pszczelnictwa Instytutu Sadownictwa i Kwiaciarstwa (OPISiK)[47]


Pozostali kolporterzy, Henryk Sztaba[48] i Wacław Hennel[49] odbierali przeznaczone dla nich egzemplarze osobiście, zazwyczaj w niedzielę. Jeśli któryś z nich przyszedł przed ukończeniem druku, my przerywaliśmy pracę i za zamkniętymi drzwiami czekaliśmy, aż gospodyni zniechęci gościa do czekania i namówi go do przyjścia w późniejszym terminie. Gorzej było, jeśli któryś postanowił czekać na “przybycie łącznika z nakładem”. Wtedy gospodyni, angażując cały swój wdzięk, zabawiała gościa miłą gawędą, a my zgrzytając ze złości zębami siedzieliśmy bezczynnie, dopóki gość się nie znudził, albo nie uznał, że “dziś już łącznik nie przyjedzie”. Czasem następowało to dopiero po godzinie czy dwóch. Dla bezpieczeństwa, kolporterów utrzymywaliśmy bowiem w przekonaniu, że dostarczane im numery TM są przywożone spoza Puław; o rzeczywistej lokalizacji drukarni i składzie zespołu ją obsługującego wiedziało tylko 6 osób: piątka mieszkańców lokalu, w którym odbywał się druk oraz jedyny człowiek dochodzący: Irek Ostrokólski, który dla zmylenia ewentualnych kapusiów odwiedzał nasze mieszkanie niemal codziennie i o różnych porach dnia. Dzięki takim zabezpieczeniom istnienie drukarni przez niemal 4 lata jej funkcjonowania nigdy nie było zagrożone, mimo, że budynek, w którym była zlokalizowana był często ostentacyjnie obserwowany przez “niezidentyfikowanych” panów, godzinami siedzących w samochodzie z wygaszonymi światłami zaparkowanym na ul. Waryńskiego koło Muzeum Regionalnego.

Cotygodniowy cykl pracy “załogi” naszej drukarni w okresie wykorzystywania techniki sitodruku (tzn. od 14.XI.1985 do 25.II.1987 r.) wyglądał następująco:

W czwartek wieczorem ignorując protesty domowników przynosiłem ramki sitodrukowe z piwnicy zaprzyjaźnionych sąsiadów, gdzie (bez ich wiedzy) były zwykle przechowywane, i w łazience przemianowanej czasowo na ciemnię nanosiłem na tkaninę emulsję. Wysuszone matryce w światłoszczelnym pojemniku wynosiłem z powrotem do piwnicy a łazienka wracała do swej naturalnej roli. Umycie, odtłuszczenie i pokrycie emulsją 4 matryc zajmowało mi zazwyczaj około 4 godzin.

W piątek, aby zdążyć odebrać klisze w skrzynce kontaktowej w Warszawie, (która była dostępna tylko o godzinie 18-ej) musiałem pod jakimś pretekstem wyjść z pracy w IUNG przed godziną 15-ą i złapać pociąg do Warszawy o 15,25 . Początkowo dla bezpieczeństwa zmieniałem środki lokomocji, często przesiadałem się itp; później w miarę nabierania pewności bezpieczeństwa i narastania zmęczenia, praktyk tych zaniechałem. Nasze kontakty ze “skrzynką” najlepiej ilustruje instrukcja, którą otrzymaliśmy na początku 1986 r.(Załącznik 8):

 

Do odbiorców blach, matryc i diapozytywów

Drodzy Koledzy,

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

  1. Jak wiecie, blachy itp. są od 1.I. płatne. Liczymy, że najpóźniej w ostatni piątek stycznia dostaniemy pieniądze za pierwszy miesiąc (tym razem wypada 5 x 7 tys. za blachy, 5 x 4 tys. za matryce i 5 x 2 tys. za diapozytywy).

  2. Z większością z Was uzgodniliśmy, że rezerwowym terminem otwarcia skrzynki będzie sobota godz. 16-18. Przypominamy więc, że jeżeli nikt się do nas nie zgłosi w piątek – prośba do gospodarzy, żeby byli w domu w sobotę po południu.

  3. Zgłaszają się do nas nowi odbiorcy TM-u, których nie jesteśmy w stanie obsłużyć. Czy chcielibyście przyjąć nowe skrzynki kolportażowe?

  4. Bardzo nam zależy na ankietach z nr świątecznego. Prosimy – za Waszym pośrednictwem – o poparcie w kolportażu. Czekamy na mnóstwo odpowiedzi.

  5. Jak w każdym liście przypominamy, że powinniście nam dostarczać po 1 egz. Waszego wydruku z informacją o nakładzie. Prosimy też o przekazywanie dochodzących do Was biuletynów i informacji do opublikowania w TM-ie.

  6. Mamy nadzieję, że jesteście w porozumieniu z naszym łącznikiem co do znaków ostrzegawczych, ew. legendy itp. strzeżonego Pan Bóg strzeże.

Serdecznie pozdrawiamy

Red. TM


Znaki ostrzegawcze, o których mowa w punkcie 6 miały uprzedzać łączników dostarczających klisze lub matryce do skrzynek kontaktowych o ewentualnym niebezpieczeństwie wpadki. Takim znakiem w skrzynce prowadzonej przez Panią Ewę (która mieszkała na parterze), był brak termosu na parapecie okna. Jeśli termos tam stał – łącznik mógł bezpiecznie wejść do mieszkania. W skrzynce kontaktowej usytuowanej w mieszkaniu Elżbiety i Wiesława Leszczyńskich mieszczącym się na trzecim piętrze obowiązywał rytuał o wiele bardziej wyrafinowany. Bezpieczną drogę sygnalizowała szpilka wbita w drzwi mieszkania. W razie najścia nieproszonych gości szpilkę można było usunąć pociągając za przywiązaną do niej nitkę przeciągniętą do wnętrza mieszkania. Na szczęście w ciągu całego okresu naszej współpracy znaki sygnalizujące niebezpieczeństwo nigdy nie znalazły zastosowania: termos w pierwszej naszej skrzynce zawsze stał na parapecie, a szpilka przez nikogo nie niepokojona tkwiła sobie spokojnie w drzwiach drugiej.

Po odebraniu klisz ze skrzynki kontaktowej wracałem do Puław najbliższym środkiem lokomocji. Do domu docierałem zazwyczaj około 21-ej i natychmiast zabierałem się do naświetlania matryc w łazience ponownie pełniącej rolę ciemni. Przy naświetlaniu .wykorzystywałem oczywiście klisze pozytywowe właśnie przywiezione z Warszawy (uprzednio oznakowane naszym “gmerkiem”: literą N). Naświetlanie, płukanie, suszenie, utrwalanie i podklejanie matryc zabierało zazwyczaj około 4 godzin, ponczem matryce wędrowały ponownie do piwnicy, a ja nareszcie do łóżka. Po przejęciu roli kuriera przez mojego syna Stanisława piątkowe popołudnia miałem wolne, a w piątkowe wieczory przed nudą zabezpieczało mnie tylko naświetlanie matryc.

W sobotę rano około godziny 9-ej do akcji włączał się Irek. Ostrokólski: przyniesione z piwnicy naświetlone matryce umieszczaliśmy kolejno w zawiasowym uchwycie. Pod matrycą umieszczaliśmy specjalny pojemnik na papier skonstruowany niegdyś, podobnie jak uchwyt i rakiel, przez Bogdana Szewczyka. W naszym zespole raklem operowałem zawsze ja, a manewrowanie papierem, wymagające dobrego wzroku, szybkiego refleksu i pewnej ręki należało do I. Ostrokólskiego.

Przeciętny nakład TM w naszej drukarni oscylował wokół 500 egzemplarzy w zależności od zgłaszanego przez kolporterów zapotrzebowania. Wydrukowanie tylu egzemplarzy zazwyczaj 4-stronicowego pisma wymagało zadrukowania 2000 stron (500 pociągnięć raklem x 4 matryce) i teoretycznie powinno zajmować około 4 godzin. Praktycznie nigdy nie udawało nam się skończyć w czasie krótszym niż 8 godzin, a bywało, że te 500 egzemplarzy drukowaliśmy pełne dwa dni. Najczęściej powodem zwłoki była farba, której parametry techniczne zmieniały się w zależności od temperatury i wilgotności powietrza, a także właściwości używanego przez nas nośnika (pasta do prania Comfort lub olej sojowy); czasem winę ponosił papier zbyt wolno wchłaniający farbę, zbyt silnie względnie zbyt słabo naświetlone matryce lub zmęczenie drukarzy. Najczęściej jednak tempo druku ograniczały wszystkie te przyczyny razem, tyle tylko, że zmieniały się proporcje ich udziału.

Wydawać by się mogło, że nakład pracy przy druku 500 egzemplarzy TM tygodniowo był niewspółmierny do efektów, jeśli przyrównać go do obecnych metod powielania. Jeśli jednak porównać go z katorżniczą pracą J. Piłsudskiego na początku XX w. przy druku “Robotnika”, nasz wysiłek wydaje się śmiesznie mały. A oto odpowiedni fragment broszury J. Piłsudskiego pt. “Bibuła”[50]:

W lipcu /dnia 12/ 1894 r. Z tajnej drukarni PPS ukazał się pierwszy numer “Robotnika”, którego dotąd wyszło 52 numery, tj. pięć razy więcej w porównaniu z Narodną Wolą, organem najsilniejszej z doby popowstaniowej organizacji rewolucyjnej w państwie cara do niedawnych czasów. Fakt istnienia drukarni w kraju, stałe ukazywanie się “Robotnika” wywarł w swym czasie głębokie i silne wrażenie na wszystkich, co czuli jakąkolwiek chęć do walki z uciskiem rządowym.

W lutym 1900 r. Drukarnia “Robotnika” w Łodzi obsługiwana przez Józefa Piłsudskiego i Karola Rożnowskiego została wykryta przez policję przy pracy nad pierwsza stroną “Robotnika” Nr 36 z 25 lutego, którego wstępny artykuł “Tryumf swobody słowa” zaczynał się od słów:

“Orłow, szef żandarmów “żandarma Europy”, Mikołaja I, odprowadzając razu pewnego swego przyjaciela, odjeżdżającego za granicę, prosił go o załatwienie małego interesu. Gdy będziesz pan w Norymberdze – mówił mu – zajdź pan pod pomnik Gutenberga, wynalazcy druku, i pluń mu pan ode mnie w oczy. Od niego całe zło na świecie pochodzi”

W tej drukarni nakład 1900 numerów 12-stronicowego “Robotnika” wymagał 15-16 dni uciążliwej 9-11 godzinnej pracy. “Robotnik” wychodził raz na 1-2 miesiące./ .../

Nakład 1900 egzemplarzy każdego numeru “Robotnika” trafia, jak to stwierdzono w specjalnych badaniach do 10-krotnie większej liczby czytelników. Najczęściej czytelnicy zrzeszają się w kółka, które zadowalają się jednym egzemplarzem pisma.


Wysiłek drukarzy “Robotnika”, niewspółmierny do naszego, wynagradzała jednak w dwójnasób myśl, że jest on przez czytelników doceniany i przyczynia się do czegoś ważnego. My rzadko miewaliśmy przeświadczenie, że drukowany przez nas Tygodnik Mazowsze jest czytany przez równie liczne rzesze czytelników; tym bardziej wątpimy w to obecnie obserwując polityczne i społeczne poczynania ówczesnych potencjalnych odbiorców pisma.

Praca była brudna, wymagająca sporego wysiłku fizycznego a nade wszystko wyjątkowo monotonna. Siedząc przez niemal 4 lata po kilka lub kilkanaście godzin tygodniowo naprzeciwko siebie i mając zajęte ręce, ale nie umysł, opowiadaliśmy sobie dowcipy, treść przeczytanych książek, omawialiśmy sytuację polityczną Polski, Europy a nawet Świata, planowaliśmy, co zrobimy jeśli ONI zaczną dobijać się do drzwi (Irek zapowiadał skok przez okno, ja odkładałem decyzję do czasu, aż TO się stanie)[51], wiedząc oczywiście, że i tak żadnych szans na ucieczkę nie mamy, marzyliśmy jak zagospodarujemy sobie weekendy gdy się to wreszcie skończy, psioczyliśmy na los i własną głupotę, które nas wmanewrowały w taką orkę, potem w miarę narastającego zmęczenia milkliśmy i każdy z nas zabijał czas wedle własnej receptury. Nie wiem, jakie metody zabijania czasu wypracował sobie Irek Ostrokólski; ja albo liczyłem pociągnięcia rakla, albo bezdźwięcznie śpiewałem sobie melodie, które akurat kołatały mi się po głowie. Przerw na wypoczynek staraliśmy się unikać, bo potem strasznie trudno było wziąć się z powrotem do pracy; jeśli szychta sie przedłużała robiliśmy jedynie przerwę na posiłek.

Dodać do tego należy, że przynajmniej w pierwszym roku przez cały czas towarzyszyło nam stałe poczucie zagrożenia nagłą rewizją i aresztowaniem, gdyż zdawaliśmy sobie sprawę, iż mimo przedsięwziętych środków ostrożności, pojawiający się w budynku regularnie co sobota charakterystyczny zapach farby i wielogodzinny monotonny odgłos wywoływany przesuwaniem rakla po matrycy, zwłaszcza latem przy otwartych oknach (nasze mieszkanie jest usytuowane na parterze) może w końcu zwrócić uwagę sąsiadów (byli wśród nich tacy, którzy – broniąc robotniczo-chłopskiego ustroju przed ekstremą “S” chętnie podzieliliby sie swoją wiedzą z zainteresowanymi władzami) albo nawet przypadkowych przechodniów[52]. Później zmęczenie brało górę nad strachem tak, że przez większość tego 4-letniego okresu, w czasie druku marzyliśmy raczej o szybkim zakończeniu pracy i wyobrażaliśmy sobie błogostan jaki wtedy nastąpi niż nadsłuchiwaliśmy kroków ewentualnych “nieproszonych gości”. Myślę, że znacznie gorzej znosiła współżycie z drukarnią moja rodzina: żona, co tydzień pozbawiana w czwartkowe i piątkowe wieczory dostępu do łazienki zmienionej w ciemnię, a przez niemal całą sobotę, a często i niedzielę dostępu do kuchni, mająca ponad to sporo czasu na rozmyślanie, co będzie jeśli szczęście i dobra passa w końcu nas opuszczą a także dzieci w “dni robocze” pozbawione ciepłych posiłków (jeśli drukowaliśmy w kuchni) lub miejsca do odrabiania lekcji i spania (jeśli przenosiliśmy się do ich pokoju – pozostałe pokoje wychodzące na ulicę do naszych celów się nie nadawały). Po zakończeniu pracy (co nie rzadko następowało dopiero koło północy) Irek Ostrokólski szedł do domu a ja likwidowałem drukarnię: czyściłem matryce z farby (gorącą wodą z mydłem) i emulsji (przez jej utlenienie nadmanganianem potasu i zmycie roztworem pirosiarczynu sodowego, a następnie kwasu szczawiowego), wynosiłem je do skrytki w piwnicy, usuwałem ślady farby ze stołu i podłogi, czyściłem wannę po myciu matryc, usuwałem niedodruki (których liczba sięgała czasem 10-15% nakładu). Dopiero wtedy można było się umyć, przebrać, napić się herbaty i położyć się spać. Położyć się, a nie zasnąć, bo ból we wszystkich kościach ustępował dopiero nad ranem.

Nakład w postaci dwóch stosików obustronnie zadrukowanych kartek pozostawał w mieszkaniu, a o jego dalszych losach decydował główny kolporter – Zdzisława Głażewska. Po wprowadzeniu pisma do kolportażu (zawsze w poniedziałek, tylko jeden jedyny raz przekazaliśmy

je do kolportażu dopiero we wtorek) my, drukarze mieliśmy wolne aż do piątku, co nie znaczy, że mogliśmy zaniechać poszukiwania papieru, składników farby i innych potrzebnych materiałów.

Druk Tygodnika Mazowsze techniką sitodrukową rozpoczęliśmy od numeru 142 datowanego na 17.X.1985 r (pierwsza strona tego numeru została przedstawiona na ilustracji 2), a zakończyliśmy numerem 200 z 25.II.1987 r. Przez cały ten czas pozwoliliśmy sobie tylko na jeden tydzień wakacji w sierpniu 1988 r. Ten tydzień spędziliśmy na Kaszubach zaszyci w leśnej chacie nad jeziorem Kamionko. Czas spędzaliśmy na łowieniu ryb, zbieraniu grzybów, ale przede wszystkim na leniuchowaniu. Był to piękny tydzień, ale tylko jeden, bo w sobotę trzeba było wracać i jak zawsze w końcu tygodnia uruchomić drukarnię.


Do dnia dzisiejszego zachowały się niemal wszystkie egzemplarze pisma z okresu sitodrukowego i niemal komplet klisz (diapozytywów).W tym czasie kilka numerów TM szczególnie utkwiło nam w pamięci:

  1. Nr 146 z 14 listopada 1985 r. przynoszący wyniki niezależnego badania frekwencji wyborczej przez struktury podziemnej “Solidarności”. Byliśmy nimi mocno rozgoryczeni, gdyż okazało się,

    iż mimo naszych argumentów, mimo milionów plakatów, ulotek i apeli, 13.XI. do urn pofatygowało się aż 66% Polaków. Pocieszaliśmy się jedynie myślą, że bez naszych wysiłków tych głosujących mogłoby być znacznie więcej.

  2. Nr 150/151 z 12.XII.1985 r. Przyniósł pokrzepiające życzenia od Redakcji, świąteczną krzyżówkę wymagającą sporego oczytania “bibułą” oraz ankietę dotyczącą treści zamieszczanych w TM (wyniki ankiety, niezwykle pochlebne dla TM, podano w Nr 163 z 20.III.1986 r.). O ankietowych badaniach opinii czytelników przypomina nie podpisana kartka dołączona do klisz następnego numeru (Załącznik 10 ):

Prosimy o przekazanie wypełnionych ankiet (możliwie przed 24.01). Pożądane też jakieś informacje z terenu” .

O ile sobie przypominam, nie wróciła do nas ani jedna wypełniona ankieta, co uznaliśmy za oznakę niezbyt silnej więzi czytelników z pismem. Może zresztą było wtedy jeszcze na to za wcześnie. Dla czytelników puławskich Nr 150/151 TM był przecież dopiero dziewiątym dostarczonym im przez nas numerem tego pisma.

O wielkim zainteresowaniu Redakcji TM wynikami ankiety, a szczególnie opinią o piśmie środowisk robotniczych, świadczy list, który otrzymaliśmy na początku 1986 r.(Załącznik 11 ) :

DO ODBIORCÓW BLACH, MATRYC I DIAPOZYTYWÓW:

DRODZY KOLEDZY!

Jak wiecie, zrobiliśmy znkietę wśród czytelników. Dostaliśmy niecałe 400 odpowiedzi, głównie z Warszawy i od inteligencji. Chcemy napisać, jak czytany jest TM i – żeby więcej się o tym dowiedzieć – bardzo Was prosimy o przekazanie nam Waszych opinii i obserwacji. Prosimy o odpowiedż na pytania:

  1. ILE DRUKUJECIE zwykle, najwięcej, najmniej? Ile wyprodukowaliście świątecznego numeru z ankietą?

  2. Jaka część Waszej produkcji idzie poza Warszawę? Czy ta część się zmniejsza, czy zwiąksza w ostatnim roku/latach?

  3. Ile Waszej produkcji idzie do zakładów, do robotników?Podajcie przykłady, jakieś liczby itp. Czy wiecie jak TM jest czytany wśród robotników? Czy to się zmienia w okresie Waszej pracy?

  4. Ile idzie do inteligentów i do jakich? Chodzi tu o wszelkie środowiska /lekarze, aktorzy, prawnicy itp./. Prosimy o jak najwięcej danych.

  5. Czy wiecie jakie są Wasze skrzynki? Ile jest zakładowych, ile takich "przez znajomości", kto z nich korzysta?

  6. Bardzo prosimy o dodatkowe informacje i uwagi.

BARDZO NAM ZALEŻY NA POŚPIECHU, WIĘC LEPSZA BĘDZIE KRÓTSZA ODPOWIEDŹ, ale koniecznie na 21.II. Jeżeli jesteście daleko, to ostateczny dla nas sensowny termin to 28.II. Dziękujemy za pomoc

redakcja TM

  1. Bardzo ważne dla całego solidarnościowego podziemia oświadczenie zamieszczono na 4 stronie 152 numeru TM. Przynosi ono zaszczyt ówczesnym władzom “S” i świadczy o tym, jak daleko współcześni architekci IV RP odeszli od zasad obowiązujących w Pierwszej “Solidarności” na którą się tak chętnie powołują. Oto pełny tekst tego Oświadczenia:

    Cała tradycja europejska głosi zasadę, że jakiekolwiek oskarżenie człowieka nie może być anonimowe, ani wyrok orzekający o winie lub niewinności musi być wydany przez niezależne ciało wyrokujące po przeprowadzeniu wnikliwego postępowania wyjaśniającego, w którym oskarżony ma prawo do obrony.

    RKW NSZZ “Solidarność” regionu Mazowsze oświadcza, że opublikowana w nr 132 Tygodnika “CDN – Głos Wolnego Robotnika” informacja, że wymieniona z imienia i nazwiska osoba jest agentem SB, sprzeczna jest z tą tradycją i wyrządziła niepowetowane straty moralne. Trudne warunki, w jakich przyszło nam prowadzić naszą działalność, nie są tu żadnym usprawiedliwieniem. Przeciwnie, musimy być szczególnie ostrożni wobec wszelkiego typu oskarżeń. Niedopuszczalne są zwłaszcza stwierdzenia, w których anonimowi autorzy uzurpują sobie prawa oskarżyciela, obrońcy i sędziego.


Ilustracja-3

Ilustracja 3. Reprodukcja strony tytułowej pierwszego wydrukowanego przez nas 142 numeru Tygodnika Mazowsze. Pod numerem, z lewej strony tytułu pisma widnieje nasze logo “N”.

 

    Dlatego stwierdzamy, że RKW Mazowsze będzie każdorazowo potępiać zamieszczanie tego typu oświadczeń i piętnować zachowanie ich autorów. Pisma zamieszczające takie informacje nie będą miały prawa do reprezentowania naszego Związku. Działania wobec osób podejrzanych o współpracę z SB polegać mogą na wyłączeniu ich z pracy organizacyjnej. W wypadkach szczególnych RKW może powołać komisję społeczną, działającą zgodnie ze statutem NSZZ “Solidarność”. Zwracamy jednak uwagę, że przeprowadzenie dochodzenia w takich sprawach jest niezwykle skomplikowane, zaś dowody rzadko są przekonujące. Wyniki badań komisji będą publikowane jedynie w przypadku orzeczenia o winie bądź na życzenie zainteresowanego.

    18 grudnia 1985 roku

    NKW NSZZ “S” Reg. Mazowsze:

    Konrad Bieliński, Zbigniew Bujak, Wiktor Kulerski, Jan Lityński

  1. Nr 154 z 16.I.1986 przyniósł wiadomość o aresztowaniu Bogdana Borusewicza, opatrzoną jego zdjęciem oraz krzepiącą informację, że w grudniu 1985 r. wychodziło w Polsce ponad 400 tytułów czasopism poza cenzurą.

  2. W Nr 157 z 6.II.1984 r. na s.4, obok nieopanowanych marzeń niejakiego pana F., zawartych w 16 punktach:

    MOICH 16 POSTULATÓW

    1. Ulica wieczorem gwarna i pełna ludzi.

    2. Mieszkanie wygodne, dla każdego pokój, łazienka i ubikacja osobno, w oknie kuchennym proszę o lufcik.

    3. Milicjant, z którym wypada i daje się pożartować.

    4. W sklepiku na rogu dobre sery, ryby, banany, a czasem ostrygi (wtedy - niech będzie i kolejka).

    5. Ludzie, którzy mówią: “Wspaniały dzień, w ogóle ostatnio żyje mi się doskonale” albo “Spieszę się na dziennik”.

    6. W Wiśle można się kąpać, a woda z kranu nie jest trująca.

    7. Szkoła, w której żadne dziecko nie musi brać korepetycji.

    8. W kinach światowa produkcja i kilka politycznych zaległości.

    9. Moi rodzice, którzy się nie boją o mnie.

    10. Kawa ze śmietanką na dworcu.

    11. Paszport w szufladzie, można go nawet zgubić – dadzą od ręki nowy.

    12. Prawie nic nie wygląda tak, jakby się miało za chwilę zawalić.

    13. Ciepła woda w rurach – inaczej jaki pożytek z łazienki?

    14. W księgarni Hemingway, Graves, Orwell, Mickiewicz, Dostojewski, a nie Adamczyk, Bobkiewicz, Cegłowski, Danecki i tak dalej aż do Z.

    15. Ludzie, którzy mają przekonania, a nie tylko poglądy polityczne.

    16. Kolejka przed kioskami – zgadnijcie, na jaki tygodnik czekają?

    znaleźliśmy niepozorną, ale krzepiącą notatkę: DZIĘKUJEMY FILADELFIJCZYKOM


    Z opóźnieniem dowiedzieliśmy się, że miasto Filadelfia i tamtejszy komitet poparcia “S” - PCSS adoptowały “Tygodnik Mazowsze”. Stało się to 21.X.85 r., podczas proklamowanego przez burmistrza miasta “Dnia Solidarności”. Z tej okazji wręczono burmistrzowi jedyny oryginalny egzemplarz TM, jaki dotarł do Filadelfii.

  1. W Nr 168 z 24.IV.1986 r. znaleźć można wyroki w procesie KPN (L.Moczulski – 4 lata, K. Król i A. Słomka – po 2,5 roku, A. Szomański i D. Wójcik – 2 lata) oraz ostatnie słowo L. Moczulskiego i K. Króla przed sądem.

  2. Numery 169 z 8.V., 170 15.V. i 171 z 22.V.1986 r. Poświęcone są głównie omówieniu przyczyn i konsekwencji katastrofy w Czarnobylu.

  3. Nr 173 z 5.VI.1986 przynosi wiadomość, że 31 maja, po 4 latach i 6 miesiącach ukrywania został aresztowany przewodniczący NSZZ “S” Regionu Mazowsze i członek podziemnej Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej, Zbigniew Bujak oraz tekst przemówienia Z. Bujaka przygotowanego na manifestację “Solidarności” 1 maja 1986 r., pod proroczym tytułem: “Za okruchy swobody przychodzi nam płacić ceną więzienia”. Z datą czerwcową wyszedł również Dodatek Ilustrowany TM Nr 2 ze zdjęciami Z. Bujaka z 1981 r.

  4. Znaczną część pierwszej strony Nr 176 z 16.VII.1986 r. zajmuje nekrolog zmarłego w 98 roku życia, 13.VII. Prof Edwarda Lipińskiego, współzałożyciela KOR i Towarzystwa Kursów Naukowych, czołowego działacza NSZZ “Solidarność”.

  5. Nr 182 z 1.X. 1986 otwiera Oświadczenie Lecha Wałęsy informujące o powołaniu w dniu 29.IX.1966 r., Tymczasowej Rady NSZZ “Solidarność” w składzie: Bogdan Borusewicz, Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Tadeusz Jedynak, Bogdan Lis, Janusz Pałubicki, Józef Pinior.

  6. Czterdziestą rocznicę paryskiej Kultury Redakcja Tygodnika Mazowsze uczciła drukując na s. 3 Nr 183 z 8.X.1986 r., obszerny wywiad z red. Jerzym Giedroyciem zawierający m. in. ocenę poczynań solidarnościowej opozycji w Polsce po 5 latach działalności w podziemiu. Ze względu

    na fakt, że jest to jedna z niewielu ówczesnych prób oceny opozycji dokonanych z zewnątrz przez obiektywnego recenzenta, warto przytoczyć fragmenty tego wywiadu dotyczące:

    - najważniejszych celów, jakie stawia sobie “Kultura” : “To co staramy się robić w tej chwili - to walczyć z nastrojami kapitulanckimi. /.../ Z takimi tendencjami trzeba za wszelką cenę walczyć, trzeba podtrzymywać wolę oporu Dlatego za najważniejsze uważam teraz utrzymanie wszystkich ukazujących się wydawnictw niezależnych i pomoc dla nich.

    Musi się też zmienić stosunek do Zachodu. Polacy powinni wreszcie zrozumieć, że poza pomocą filantropijną tutaj na nic liczyć nie możemy. Politycznie dzisiaj wygrywa Jaruzelski, gdyż Zachodowi zależy na spokoju. Powinniśmy więc przestać zapewniać, że jesteśmy pokojowi, że nie myślimy o oporze czynnym, że chcemy tylko dialogu etc. Trzeba straszyć, że możemy podpalić ten świat, a w każdym razie Europę. Mówimy o polityce, a nie o moralności.”

    - pozycji Kościoła katolickiego: “...nie podzielam entuzjazmu dla kard. Wyszyńskiego, w zbyt wielu sytuacjach ulegał naciskom i pomagał rządowi. Nawet w chwili swojego uwolnienia wystąpił z apelem o głosowanie bez skreśleń, nic w zamian nie uzyskując. Zadowolił się kilkoma mandatami do sejmu i to jest właściwie wszystko. Nie załatwił ani sprawy “Caritasu”, ani statusu prawnego Kościoła. Potem w sierpniu 1980 r. odegrał rolę straży ogniowej – poparł rząd. Bał się wojny czy interwencji sowieckiej. To samo Glemp, jest ciągle straszony i z dużym powodzeniem.

    A jeśli chodzi o niezależną działalność kulturalną, to niestety Kościół – który jest dzisiaj ostatnią taką oazą – do tej roli nie dorósł. Winię o to głównie kard. Glempa. Ciągle są ograniczenia, naciski, żeby nie występować z wystawami i przedstawieniami, które nie mają charakteru sakralnego. Kościół, moim zdaniem, przegrywa szansę odegrania wielkiej roli kulturalnej.

    Mam też pretensje do polityki Kościoła wobec Polonii./.../

    Ma się rozumieć, wzmaga to ataki na nas. Ostatnio ciągle się mówi, ze jesteśmy masonami – bo niestety Żydów z nas nie można zrobić. Ale mam wrażenie, że zyskujemy dużą sympatię wśród niższego duchowieństwa, wśród tych, którzy chcą reform, są bardziej otwarci, bardziej zdecydowani.”

    - aktualnych działań “Solidarności” na arenie międzynarodowej: “Nieszczęście “S” polega na fatalnych doradcach. To mnie ciągle zaskakuje, bo zdawałoby się, że są to ludzie, którzy powinni się orientować w świecie. Np. Ich reakcja na wizytę Brandta: mimo, ze on wyraźnie odmówił kontaktów z opozycją, jednak nie wytrzymali i poszli z nim dyskutować. Bez rezultatu. Brandt obiecał, że przyjedzie jego zastępca od spraw związków zawodowych – i rzeczywiście był, ale też nie chciał sie z nimi spotkać. Reakcja na wizytę Jaruzelskiego we Francji: nie zrozumiano, że była to po prostu sztuczka wyborcza, która się zresztą Mitterrandowi nie udała, bo nie liczył się z tak żywiołową reakcją społeczeństwa francuskiego. No i potraktowanie Jaruzelskiego – zaproszenie, a później wprowadzenie tylnymi drzwiami – było rzeczą nieprzyzwoitą. Czułem się osobiście dotknięty jako Polak, a zna Pan przecież mój osobisty stosunek do Jaruzelskiego. Potem Mitterand bąknął, że bardzo by się cieszył, gdyby Wałęsa przyjechał do Francji. I wielu doradców wzięło to na serio. Zaczęto pisać, dyskutować, robić zabiegi – nie zdając sobie sprawy, że to nie było żadne zaproszenie. Zresztą, chociaż bardzo cenię Wałęsę jako trybuna ludowego, który ma doskonałe wyczucie mas, myślę, że na terenie międzynarodowym byłby kompletnie zagubiony.

    - najważniejszych sukcesów opozycji: “Przede wszystkim wydawnictwa i prasa. Każde, nawet najmniejsze pismo to grupa ludzi aktywnie działających politycznie – i to jest bardzo ważne. Muszę też powiedzieć, że zawartość tej prasy bardzo sie poprawia. Wychodzi cały szereg coraz ciekawszych miesięczników: “Arka”, “Vacat”, “Obecność”, “Kultura Niezależna”. Z książkami jest gorzej, pozycji naprawdę liczących się z literackiego punktu widzenia jest niewiele.”

    - funkcjonowania i dokonań “Kultury”: “Kultura” funkcjonuje trochę na zasadzie maniactwa czy – jeśli nazwać to grzeczniej lub bardziej poetycko – klasztoru. Praktycznie biorąc, my wszyscy zrezygnowaliśmy z życia osobistego i żyjemy tylko tą pracą przez całe 24 godziny. Tutaj mieszkamy, tu prowadzimy gospodarstwo, stąd nie wychodzimy./.../

    Nakład “Kultury” wynosi 7 tys. egz. plus miniatury[53], rozchodzi się w 50 krajach. Do Polski idzie ok. 2 tys. miniatur i 600 egz. normalnego formatu. W Instytucie Literackim wyszło ponad 420 tytułów (razem z “Zeszytami Historycznymi”), nakłady przeciętnie po 2 tys. egzemplarzy, poezje – tysiąc. Bestsellerów mieliśmy kilka, przede wszystkim “Doktor Żiwago” Pasternaka i Sołżenicyn – po 13 tys. egzemplarzy. Z polskich pisarzy szereg razy wznawiani byli Miłosz, Gombrowicz i Herling-Grudziński.

    [Samofinansowanie się “Kultury] “jest możliwe z dwóch względów. Przede wszystkim 7 tys. to bardzo wysoki nakład, takiego nie posiada żaden z miesięczników francuskich.... poza tym koszta administracyjne są niewielkie, tak że nie korzystamy z wpłat na fundusz “Kultury”, przeznaczając je wyłącznie na pomoc dla kraju i dla emigracji”.


  1. Równie ciekawy wywiad, tym razem ze Stefanem Bratkowskim, prezesem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich rozwiązanego 13 grudnia 1981 r., zamieściła Redakcja w Nr 198 z 11.II.1987 r. na s. 1. Oto fragment tego wywiadu:

    Stefan Bratkowski: Po 13 grudnia znalazło się niemało osób, które zapytały nas, czy mogłyby się odtąd czuć członkami Stowarzyszenia, a byli to nie tylko dziennikarze z prasy podziemnej, lecz także oficjalnej. Za członków SPD od niedawna uważają się na takiej właśnie zasadzie Jacek Fedorowicz i Adam Michnik./.../

    Red.: ...sporą popularność zdobyła wasza gazeta mówiona.

    Stefan Bratkowski.: Mówi Pan o “Dzwonku Niedzielnym”, robionym pod opieką czy też patronatem duszpasterstwa środowisk twórczych przy kościele NMP. Odbyło się 10 spotkań, na których dziennikarze wygłaszali publicznie specjalnie przygotowane artykuły, komentarze o bieżącej sytuacji, felietony. Niestety, ostatnio decyzją duszpasterstwa przedsięwzięcie zostało zawieszone i nie wiem, czy uda się je odtworzyć. Pewne znaczenie miały tu różnice poglądów: nasz gospodarz uważał ,że gazeta powinna być bardziej kościelna. Dla nas Kościół stał się po prostu schronieniem dla prawdy...

    Red.: A co się stało z Pana “Gazetą Dźwiękową”?

    Stefan Bratkowski: Nadal robię ją w jednym egzemplarzu. Ale wiem, że jest powielana, sprzedawana i to niestety po bardzo wysokich cenach. Nie żądam honorariów i nie chciałbym stwarzać wrażenia, że jestem uczestnikiem tych zysków. Bardzo proszę, żeby albo obniżono cenę kasety, albo zaznaczono, na jakie cele przeznacza się zyski.

  1. Nr 200 z 25.II.1987 r., donosił m.in. o mianowaniu Janusza Onyszkiewicza rzecznikiem prasowym “Solidarności”. Ponad to na stronie pierwszej tego numeru zamieszczono notatkę następującej treści:

    JANE FONDA W POLSCE

    Przyjechaliśmy tu po to, żeby poprzeć “Solidarność” - powiedziała Jane Fonda w wywiadzie dla TM (ukarze się w następnym numerze). - Bez względu na różnice geograficzne, historyczne i polityczne, idee reprezentowane przez “S” to w gruncie rzeczy te same idee, które przyświecały założycielom naszego kraju – Stanów Zjednoczonych”.

    Słynna amerykańska aktorka i działaczka pokojowa Jane Fonda wraz z mężem Tomem Haydenem – który w latach 60-tych był jednym z przywódców studenckiej kontestacji, a obecnie ubiega się o fotel senatorski z ramienia Partii Demokratycznej – przebywali w Polsce od 22 do 25 lutego.

    Była to wizyta czysto polityczna. Jane Fonda nie brała udziału w żadnych spotkaniach o charakterze kulturalnym poza krótkim oficjalnym u min. Krawczuka. W dzień przyjazdu goście złożyli kwiaty na grobie ks. Popiełuszki i uczestniczyli w mszy za ojczyznę u św. Stanisława Kostki. Następnie udali się do Adama Michnika, gdzie byli też Zbigniew Bujak i Konrad Bieliński. Nazajutrz Fonda i Heyden polecieli do Gdańska, by spotkać się z Lechem Wałęsą./.../


Druk i kolportaż Tygodnika Mazowsze nie wyczerpywały naszych ówczesnych ambicji, czego dowodem może być przypadkowo zachowana, wykonana ręką Irka Ostrokólskiego kopia listu, który wysłaliśmy do Redakcji TM w połowie lutego 1987 r. List pisany z pozycji surowych recenzentów[54], obok bezkompromisowej krytyki dotychczasowej linii programowej pisma, zawierał również nasze propozycje. Oto jego pełna treść (Załącznik 12):

 

Do Redakcji T.M.

Droga Redakcjo, robisz się nudna i marudna. Poza stałymi rubrykami lamentacyjnymi: tu nam przypieprzyli, tam nam przywalili, ówdzie dupę nam obili, poza smutną futurologią jeszcze kilku sympatycznych działaczy “S” ma różne zdania na różne sprawy i trzeba o tym napisać. No i komu z tego co?

Mamy rzetelne prawo przypieprzać się do Ciebie bo skoro walimy tę gazetkę już dość długo i wciąż i bez żadnych merkantylizmów, to chcemy mieć jakieś satysfakcje.

A w grę wchodzi tylko jedna. Jak nas w końcu dupną i coś tam sobie bekniemy, to byłoby dobrze uniknąć frustracji i móc powiedzieć sobie “warto było”.

Tymczasem sytuacja jest taka. My się pocimy solidnie, kolportaż też, ludzie biorą ale nikt się nie zachłystuje radością, że dostał TM. Ot pisemko do poczytania.

Coś tu nie gra. O czymś zapominasz.

Więc nasze prowincjonalne pretensje są takie:

  1. Zamiast kijem w mrowisko stajesz się kijem do zawracania Wisły.

  2. Zamiast życia w stronę jutra stajesz się kronikarzem wczoraj i dzisiaj.

  3. Zapominasz, że prasa (więc ty) opisując wydarzenia, sytuacje i opinie dzisiaj musisz to robić tak, aby wpływać na wydarzenia sytuacje i opinie jutro.

Swoim sykiem dzisiejszym musisz wieścić jutrzejszy wybuch. I to musi być widoczne. wieścić jutrzejszy wybuch. I to musi być widoczne. Czytelnik musi dzisiaj dojrzeć sytuację późniejszą i już dojrzewać do swojego w niej udziału. Władza musi się liczyć z zawartością każdego kolejnego numeru T.M. Inaczej cały wysiłek jest daremny.

A nasze prowincjonalne sugestie są takie:

Powołano Radę Konsultacyjną (jednak). Nie wolno tego przegapić. Albo będzie ona fasadą legalizmu dla władzy, albo ją obnaży.

Są tam różni ludzie. Do niektórych na pewno można dotrzeć[55], zrobić wywiad i wydrukować w T.M.

Jedni odmówią, inni nie.

Ci pierwsi jakoś to uzasadnią (OPISAĆ). Ci drudzy odpowiadając na pytania, komentując, deliberując, odżegnując się, zaciągną zobowiązania moralne publicznie.

Obie postawy będą miały ogromne znaczenie dla społeczeństwa i dla władzy. (za publikacje w prasie podziemnej ostatnio represjonuje się autorów – a członków Rady?).

No, przeciez to gra warta świeczki. Członek Rady Konsultacyjnej wypowiada się na łamach prasy podziemnej, któż nie będzie za tym biegał. Co na to władze? Co na to inni członkowie Rady i cała Rada? Udzielą nagany? Dymisji? Kolegium?

Jednym twarz to zbuduje z wszystkimi konsekwencjami i zobowiązaniami, innym twarz to odbierze. No i dobrze. Dwuznaczności i półcieni mamy dosyć. Że w atmosferze skandalu? O to chodzi. Przy pomocy takich numerów pismo ożyje. No i precedens.

A my sobie przeczytamy przed drukiem klisze. No i będzie nam się chciało chcieć.

Czego życzymy sobie i Tobie Redakcjo w tym i Nowym Roku czekając na numer 200.

“N”


Nie przesądzając trafności naszej ówczesnej oceny Tygodnika Mazowsze, należy przypomnieć, że sformułowaliśmy ją akurat w okresie gasnącej aktywności solidarnościowych środowisk opozycyjnych[56]. Jest natomiast rzeczą pewną, że postawiona przez nas diagnoza nie była by zasadna już kilka miesięcy później. Latem 1987 r. bieg historii uległ bowiem gwałtownemu przyspieszeniu, a zwieńczeniem działań zapoczątkowanych właśnie w tym okresie, były negocjacje przy okrągłym stole i wybory z 4 czerwca 1989 r. Tygodnik Mazowsze odgrywał w tych wydarzeniach pierwszoplanową rolę, nie tylko jako podstawowe źródło wiarygodnych informacji o decyzjach podejmowanych przez władze Związku, ale również jako ważne forum wymiany poglądów oraz inicjator dyskusji ideowych i programowych.

Pierwszą jaskółką zapowiadającą ożywienie w działaniach solidarnościowej opozycji było wydarzenie, które Jacek Kuroń i Jacek Żakowski[57] opisują w następujący sposób:

Tymczasem pod naciskiem doradców – głównie profesora Geremka – Wałęsa wykonał następny ruch i 31 maja 1987 r. w podziemiu budującego się kościoła Miłosierdzia Bożego w Warszawie zebrał 62 godne osoby, obdarzone autorytetem w swoich środowiskach, które na powitanie Papieża wydały oświadczenie o prawie Polaków do niepodległości, wolności, demokracji i samodzielnego kształtowania ładu gospodarczego

Tekst tego dokumentu, warto przytoczyć w całości, nie tylko ze względu na jego fundamentalny charakter i doniosłe konsekwencje, ale również ze względu na fakt, że jego sygnatariusze pełnili odtąd rolę podziemnego parlamentu, a już niebawem mieli powołać Komitet Obywatelski przy przewodniczącym NSZZ “Solidarność” Lechu Wałęsie, który odegrał kluczową rolę polityczną w schyłkowej fazie funkcjonowania PRL. Tekst dokumentu został zamieszczony na pierwszej stronie Nr 214 Tygodnika Mazowsze::

Grono osób zaproszonych przez Lecha Wałęsę, przewodniczącego NSZZ “Solidarność” zebrane w dniu 31 maja 1987 r. w Warszawie, postanowiło przedstawić opinii publicznej następujące oświadczenie.

W przekonaniu, ze trzecia pielgrzymka Jana Pawła II do Ojczyzny będzie wydarzeniem o doniosłym znaczeniu i dalekosiężnych skutkach , oczekując, że społeczeństwo nasze wyjdzie na spotkanie swego Papieża w poczuciu powagi, zespolone jak i poprzednimi razy, wokół podstawowych wartości moralnych i społecznych, pragniemy dać wyraz naszemu wspólnemu następującemu stanowisku:

1. Polacy – jak każdy naród świata mają prawo do niepodległości. “Nie może być sprawiedliwej Europy bez niepodległej Polski na jej mapie”. Zasady Karty Narodów Zjednoczonych, Międzynarodowych Paktów Praw Człowieka i Aktu Końcowego w Helsinkach muszą zostać w pełni zrealizowane. Żadnego z problemów polskich nie da się rozwiązać bez zapewnienia Polsce pełnej suwerenności państwowej, przez co rozumiemy swobodę co najmniej w zakresie urządzeń wewnętrznych , wolność od ingerencji zewnętrznej i równoprawne stosunki z innymi państwami. Musimy też mieć prawo do swobodnego utrzymywania stosunków rodzinnych, kulturalnych i społecznych z naszymi rodakami tak na Zachodzie jak i na Wschodzie. Mamy prawo wraz z nimi do kształtowania wspólnego losu naszego narodu. Wyprowadzenie kraju z dramatycznej sytuacji wymaga, aby Polacy byli gospodarzami swojej własnej Ojczyzny.

2. Polacy – jak każdy naród świata – mają prawo do życia w demokracji, wolności, prawdzie, poszanowaniu prawa. Żadna władza nie potrafi, jak dowiodła historia, skutecznie kierować życiem państwowym nowoczesnych społeczeństw cywilizowanych bez szerokiej akceptcji społecznej wyrażonej w sposób nieskrępowany i otwarty. Niezbędne jest zapewnienie rzeczywistej równości obywateli wobec prawa, eliminacja kastowych przywilejów społecznych, realizacja podstawowych ideałów społecznych uznawanych zarówno przez polską tradycję historyczną, jak przez naukę społeczną Kościoła. Bez wcielenia w życie ideałów takich jak wolność sumienia i przekonań, swoboda zrzeszania się w związki zawodowe, organizacje społeczne i kulturalne, wolność słowa – trudno mówić o normalnym funkcjonowaniu państwa, gospodarki i kultury. Wymaga to uznanie zasady pluralizmu w życiu społecznym i politycznym.

Nie ma współczesnej cywilizacji bez rzetelnego, godnego szacunku prawa, wiążącego nie tylko rządzonych, ale i rządzących, bez rzeczywistej niezależności sądów. Swoboda rozwoju oświaty i kultury, usunięcie barier w obiegu myśli i informacji, stworzenie możliwości istnienia niezależnych od władzy pism i domów wydawniczych – są niezbędnym warunkiem utrzymania naszej tożsamości.


3. Polacy – jak każdy naród świata – mają prawo do samodzielnie kształtowanego ładu gospodarczego , który nadaje sens pracy, zapewnia skuteczność inicjatyw ludzkich, pozwala uczestniczyć w pożytkach rozwoju cywilizacyjnego,gwarantuje godziwe warunki życia, podtrzymuje właściwe relacje między człowiekiem a środowiskiem naturalnym. Już teraz trzeba usuwać przeszkody ograniczające lub uniemożliwiające prowadzenie, tak indywidualnej, jak i społecznej, niezależnej od państwa działalności gospodarczej.

Z tych praw naczelnych Polacy zrezygnować nie mogą. One określają nasze działania i nasze nadzieje. Tkwi w tych prawach wielka siła twórcza. Tylko Polska w której realizuje się te naczelne prawa, może być aktywnym i stabilnym członkiem wspólnoty wszystkich krajów europejskich.

Zasadą naszych działań na rzecz tych praw jest wyrzeczenie się stosowania przemocy. Taki jest sens doświadczenia “Solidarności”. Tę zasadę pragniemy uczynić częścią składową filozofii pracy dla kraju. Przesłanie “zło dobrem zwyciężaj” dało Polsce mądry i bogaty posiew. Naszym głębokim pragnieniem jest, aby czerwcowa pielgrzymka Jana Pawła II stała się impulsem do uregulowania najtrudniejszych problemów polskich w imię wspólnego dobra. Wymaga to po obu stronach odwagi i wyobraźni. Jesteśmy pewni, że obecność Ojca Świętego umocni polskie aspiracje, urealni polskie nadzieje.

Janusz Beksiak, ekonomista; Jacek Bocheński, pisarz; Stefan Bratkowski, publicysta; Ryszard Bugaj, ekonomista; Zbigniew Bujak, robotnik i działacz związkowy; Andrzej Celiński, socjolog i działacz związkowy; Wiesław Chrzanowski, prawnik; Paweł Czartoryski, ekonomista; Roman Duda, matematyk; Kazimierz Dziewanowski, publicysta; Marek Edelman, lekarz; Bronisław Geremek, historyk; Władysław Goldfinger-Kunicki, biolog; Aleksander Hall, publicysta; Gabriel Janowski, rolnik i działacz związkowy; Tadeusz Jedynak, robotnik i działacz związkowy; Ryszard Kapuściński, pisarz; Maja Komorowska, aktorka; Krzysztof Kozłowski, dziennikarz; Wojciech Lamentowicz, prawnik; Andrzej Łapicki, aktor; Jacek Merkel, inżynier i działacz związkowy; Adam Michnik, historyk; Jan Olszewski, prawnik; Janusz Onyszkiewicz, matematyk i działacz związkowy; Edmund Osmańczyk, publicysta; Joanna Pensonowa, lekarz; Jerzy Puciata, artysta-malarz; Ryszard Reiff, publicysta; Henryk Samsonowicz, historyk; ks. Jacek Salij OP, teolog; Adam Stanowski, socjolog; Andrzej Stelmachowski, prawnik; Jan Strzelecki, socjolog; Klemens Szaniawski, filozof; Andrzej Szczepkowski, aktor, Józef Ślisz, rolnik i działacz związkowy; Krzysztof Śliwiński, publicysta, Jerzy Turowicz, publicysta; Lech Wałęsa, robotnik i działacz związkowy, Andrzej Wielowieyski, ekonomista; Wiktor Woroszylski, pisarz; Janusz Ziółkowski, socjolog; Tadeusz Zieliński, prawnik; Juliusz Żuławski, pisarz.

Następujące osoby, które nie mogły wziąć udziału w spotkaniu, wyraziły swoją solidarność z powyższym oświadczeniem:

Władysław Bartoszewski, historyk; Marian Brandys, pisarz; Władysław Frasyniuk, robotnik i działacz związkowy; Stanisław Janisz, rolnik i działacz związkowy; Jacek Kuroń, publicysta; Jan Józef Lipski, historyk literatury; Tadeusz Mazowiecki, publicysta; Halina Mikołajska, aktorka; Maria Joanna Radomska, biolog; Jan Rosner, prawnik; Jan Józef Szczepański, pisarz, ks. Józef Tischner, filozof; Karol Taylor, biolog; Witold Trzeciakowski, ekonomista; Andrzej Wajda, reżyser; Halina Winiarska, aktorka, Krystyna Zachwatowicz, scenograf.

Warszawa, 31 maja 1987 r.

 

Wracając do naszych kontaktów z TM należy przyjąć, że list do Redakcji z lutego 1987 r. musiał dotrzeć do adresata ze znacznym opóźnieniem, gdyż cytowane już wyżej pismo Pani Ewy ze wzmianką o jego przekazaniu adresatowi i zawierające pytanie dotyczące ozdobnego papieru mogło być aktualne dopiero za kilka miesięcy, po przekazaniu naszym warszawskim współpracownikom sprzętu do sitodruku[58].

Na początku lutego 1987 r., po wydrukowaniu 197 numeru Tygodnika Mazowsze dostaliśmy od Redakcji (oczywiście za pośrednictwem skrzynki kontaktowej) propozycję przekazania nam starego, jeszcze KOR-owskiego ręcznego powielacza bębnowego marki Roneo[59]. Wkrótce potem propozycja weszła w fazę realizacji zapowiedzianej listem od Alika (Załącznik 13):

 

Drodzy Przyjaciele!

Dziękujemy za wpłaty. Nadpłatę 3 tys. zł. zwracamy! W sprawie sprzętu zgłosi się do Was nasz kolega.

Pozdrawiamy!

Alik


Wbrew zapowiedzi Alika kolega się do nas nie zgłosił, za to przy odbiorze kliszy Nr 200 TM w skrzynce kontaktowej czekał na mnie zapakowany w karton od telewizora powielacz oraz informacja, że 10 następnych numerów wydrukują za nas nasi warszawscy koledzy, a my przez ten czas mamy naprawić mocno już zużyty i częściowo zdezelowany powielacz, nauczyć się jego obsługi, wypróbowywać różne rodzaje farby, przygotować flanelowe podkładki pod matryce itp. Byłem tym faktem tak zaskoczony, że bez sprzeciwu wziąłem pudło z powielaczem (był na szczęście niezbyt ciężki) pod pachę i tramwajem pojechałem na dworzec. Z oszołomienia wyprowadził mnie dopiero widok uzbrojonych po zęby milicyjno-wojskowych patroli przechadzających się wzdłuż peronów. Z wielkim trudem udało mi się z obojętną miną wsiąść do wagonu i umieścić pudło z powielaczem w umywalce (na półce w przedziale nie mieścił się). W czasie jazdy, obserwując z daleka drzwi od wagonowej umywalki wykombinowałem sobie, że jeśli pudłem zainteresuje się ktoś podejrzany, po prostu się do niego nie przyznam. Na szczęście podróż minęła bez niespodzianek, przed stacją w Puławach udało mi się nawet złapać taksówkę (co w owych czasach było przypadkiem nader rzadkim) i bezpiecznie dojechać w pobliże domu (zasady konspiracji nie pozwalały taksówkarzowi zdradzać swego adresu). Po odjeździe taksówki zataszczyłem pudło z powielaczem do domu, umieściłem w “zaprzyjaźnionej” piwnicy i dopiero wtedy odetchnąłem. Ten wieczór był chyba jednym z najgorszych momentów w tamtych czasach. Piszę więc o nim z odrazą, choć doskonale pamiętam wszystkie najdrobniejsze nawet szczegóły.

Dziesięć następnych numerów (w tym 8 w formacie A-5) TM wydrukowali za nas inni, a my wzięliśmy się natychmiast do urządzania drukarni na nowo. Wymiana sprzętu wiązała się oczywiście z koniecznością przygotowania bezpiecznej skrytki na powielacz, gdyż wobec jego sporych wymiarów i ciężaru wynoszenie go do piwnicy po zakończeniu pracy wiązało się ze zbyt dużym ryzykiem dekonspiracji, a ponad to podczas rewizji (a nasze mieszkanie przeszło ich kilka) przeszukiwane były również piwnice. W tej sytuacji postanowiliśmy wykonać zakonspirowany schowek w mieszkaniu. Udało nam się tego dokonać z tak doskonałym skutkiem, że skrytka razem z powielaczem egzystuje w naszym mieszkaniu do dzisiaj i nigdy dekonspiracją nie była nawet zagrożona. Schowek umieściliśmy w ubikacji, we wnęce pod półkami. Wnękę zamurowaliśmy, a jedyny do niej dostęp został zamaskowany ruchomą półką.

W tym samym mniej więcej czasie Redakcja TM powiadomiła nas zwykłą drogą o możliwości zakupu gilotyny (Załącznik 14):

 

Drodzy Koledzy,

  1. Informujemy, że za naszym pośrednictwem można kupić gilotyny (3 noże + torba) w cenie ok. 50 tys. zł.

  2. Prosimy o podanie nazw maszyn, na jakich drukujecie i czy macie kłopoty z częściami.

  3. Prosimy o zostawianie na skrzynkach po 1 egz. każdego naszego Tygodnika (z podanym nakładem) i innej prasy, którą robicie lub do której macie dostęp.

Jednocześnie ostrzegamy, że w hurtowni papieru na ul. Rewolucji Październikowej zainstalowali się ubecy ze sprzętem optycznym. Obserwują prawdopodobnie zaplecze Zakładów Świerczewskiego.

Pozdrawiamy RTM


Gilotynę oczywiście natychmiast zamówiliśmy, bo bardzo nam jej brakowało. (w tamtych czasach stosunkowo łatwo można było nabyć papier formatu A-3, ale nie mając gilotyny musieliśmy uganiać się za trudniejszym do zdobycia papierem formatu A-4). Egzemplarze naszych wydruków od początku regularnie przesyłaliśmy, innych pism raczej nie, gdyż oprócz TM w Puławach nie wychodziły wówczas żadne podziemne wydawnictwa a dostęp do lubelskiego Informatora Regionu Środkowo-Wschodniego mieliśmy tylko sporadycznie. Ostatnia uwaga Redakcji TM dowodzi, że troszczyła się ona nie tylko o sprawy techniczne, ale i o bezpieczeństwo swoich współpracowników.

Podobne listy z prośbami o wydruki własne i innych środowisk, jak również o dane dotyczące stanu urządzeń drukarskich otrzymywaliśmy bardzo często. Np. w maju 1986 r. dotarł do nas list od Alika (Załącznik 15):

 

Drodzy,

  1. Prosimy Was o przesłanie następujących danych dotyczących maszyn, na których pracujecie:

  2. - nazwa maszyny (np. Roneo Vickers, Gestetner itd.

    - rok produkcji

    - kraj produkcji

    - czy macie czy nie katalog części zamiennych

    - uwagi (np. dotyczące stanu maszyny, części zamiennych itd.)

  3. Czy moglibyście do nas wszelkie dostępne Wam zdjęcia (objaśnione i podpisane jakimś godłem lub pseudonimem) dotyczące obchodów rocznic, manifestacji itp. Chcemy zgromadzić archiwum, wykorzystywane w dodatku ilustrowanym.

  4. Bardzo nam zależy na próbkach wydruków TM. Pozwala nam to sprawdzić jakość naszych blach i matryc, a jednocześnie zorientować się w ogólnym technicznym poziomie TM. Tak więc prosimy o 1 egz. wydrukowanego przez Was TM. Jeżeli możecie, wysyłajcie nam 1-2 egz. Waszej lokalnej prasy.

Pozdrowienia

Alik

 

List o podobnej treści otrzymaliśmy również od Redakcji TM (Załącznik 16):

 

Drodzy Koledzy,

  1. Od czerwca do września TM będzie się ukazywał co 2 tygodnie. Dokładne terminy podamy za tydzień.

  2. W pierwszym z wolnych od TM tygodni czerwca wyjdzie 3-kartkowy numer, opracowany razem z TZR”S”[60] Wielkopolska i poświęcony 30 rocznicy Czerwca `56. W najbliższym czasie (23 lub 30.V) prześlemy Wam blachy, matryce i dla tego numeru. Jeśli nie będziecie go drukować, zawiadomcie jak najszybciej.

  3. Prosimy zawiadomić nas jak najszybciej, czy i kiedy przerywacie drukowanie TM podczas wakacji i jak będzie Was można znaleźć po tej przerwie (czy przez skrzynkę, czy umówicie się z osobami od nas, jeśli macie taki kontakt).

  4. Ponieważ zdarzają się nieporozumienia przypominamy, że listy do Was i od Was idą tą samą skrzynką co blachy, matryce czy dia[61].

  5. Bardzo prosimy o załączanie jednego egzemplarza wydruku. Dziękujemy za przesyłaną nam prasę i informacje. Prosimy o jeszcze!

Serdecznie pozdrawiamy

Red. TM


Uporczywie ponawiane prośby o wydruki oraz dane dotyczące sprzętu, mimo, że my skrupulatnie i bez ociągania wszystkie te prośby spełnialiśmy dowodzą, że listy, które otrzymywaliśmy zawierały teksty standardowe, i były rozsyłane do wszystkich współpracowników TM, zarówno tych bardziej zdyscyplinowanych, jak i tych mniej sumiennych. Nie mogliśmy natomiast spełnić próśb Redakcji dotyczących zdjęć z manifestacji ani wydruków z lokalnej (t.zn. puławskiej) prasy, gdyż ani takich manifestacji w Puławach w tamtym czasie nie organizowano, ani nie wychodziła w Puławach żadna lokalna prasa. Odnotować jednak należy, że już wtedy Redakcja TM zadbała o gromadzenie dokumentacji aktualnych wydarzeń, zapoczątkowując działania, które kontynuuje Ośrodek KARTA.

Pytanie o przerwę wakacyjną nas nie dotyczyło. Ze względów na wymogi pracy zawodowej i tak całe lato zazwyczaj spędzaliśmy w Puławach. Bez trudu mogliśmy się więc dostosować do wakacyjnego cyklu wydawniczego TM. Czasem (jak np. w 1986 r.), latem Redakcja przechodziła na wakacyjny cykl 2-tygodniowy (przy zwiększonej objętości pisma), częściej zawieszała pracę na cały sierpień.

Dłuższe lub krótsze przerwy w pracy Redakcji (i oczywiście drukarzy) zdarzały się również w okresie Bożego Narodzenia o czym świadczy krótki list TM z grudnia 1986 r. (Załącznik 17):

 

Drodzy Przyjaciele!!!

Przypominamy, ze następny kontakt (następny numer TM) będzie dopiero 9.I.87 o zwykłej porze.

Wszystkiego najlepszego

TM

 

Oprócz kłopotów z zabezpieczeniem powielacza, zmiana techniki druku na wiosnę 1987 r. stworzyła szereg innych problemów, z których niektóre sygnalizuje list naszej pierwszej skrzynki kontaktowej, Pani Ewy (Załącznik 18):

 

Drodzy wspólnicy – piszę na maszynie, bo dziś sporo informacji, więc nie chcę narażać Was na mozolne odczytywanie moich bazgrołów.

A więc:

  • przesyłam list Alika z odpowiedziami na niektóre Wasze pytania,

  • ubezpieczenie, o które prosiliście będzie załatwione (lub nawet już jest) – w jednym z najbliższych TM będzie o tymże informacja, która jednocześnie będzie stanowić Waszą polisę. Miejmy nadzieję, że nie będzie trzeba jej realizować, ale gdyby (tu odpukuję) – to albo dotychczasową drogą, tj. przeze mnie i Alika – lub gdyby ta droga była niemożliwa, to przez żonę pana, od którego “wszystko się zaczęło” (tj. Wasza obecna działalność) – oddawca listu wyjaśni to dokładniej, gdybyście mieli wątpliwości.

  • pytaliście w liście do Alika o coś dot. Jakiegoś off-s. (pytania nie pamiętam). W odpowiedzi A. Prosi o podanie nr fabrycznego, który powinien być na ramie, ponieważ jest to maszynka sprzed 62 r.

  • w Waszej maszynce podobno brak tylko jakiejś śruby – czy doszliście, której?

  • podajnik do powielacza dla R. Jakoś pewno się załatwi, jest to dość skomplikowane urządzenie, dorobienie którego systemem gospodarczym jest mało prawdopodobne. Czy przy tym powielaczu nie brak takich “interesów” gumowych, które rozprowadzają farbę po walcu?

  • gilotyna dla Was zamówiona; będą takowe naszej produkcji. Cena ok. 50 tys. Zł

  • L.ub. ew. Mógłby dostać też off-s. ale pod warunkiem, że Wy zagwarantujecie jego właściwe i pełne wykorzystanie. Powiedziałam Alikowi (oczywiście we własnym tylko imieniu), że chyba trudno dawać za kogoś takie gwarancje – no, ale to Wy musicie “zająć stanowisko.”

  • dla pełnej jasności (bo ja np. o tym nie wiedziałam, informuje, że Wasza maszynka jest bezpłatną premią za Wasze dotychczasowe (i przyszłe ) zasługi. Jedyny koszt to ubezpieczenie (1 tys. za 6 m-cy)

  • A. przesyła Wam na próbę matrycę, żebyście poćwiczyli. To czarne trzeba odklejać od białego podłoża (ta jest już odklejona), odcinać “Główkę” - no i dalej już wiecie. A. postara się w najbliższym czasie przekazać Wam trochę dobrej, oryginalnej farby. Następne – już do norm. produkcji – po 4 tys. zł.

  • fałszywki przyszły także do szeregu osób w W-ie. Waszą A. wziął, bo nie miał jej w ręku, tylko wiedział, że poprzychodziły do różnych ludzi. Mam nadzieję, że nie zgubi i odda, on jest solidny, tylko cholernie zalatany, teraz doszły mu obowiązki ojcowskie.

  • Alkohol zawsze pożądany

  • posyłam Wam projekt zasad ubezpieczeń – jeśli macie ew. jakieś uwagi czy propozycje do niego, nadeślijcie (będą wtedy “społecznie skonsultowane”)

  • posyłam w zał. kilka znaczków – podobno zawsze na troszkę takowych reflektujecie. Ich wartość odliczę z posiadanych pieniążków.(tj.1000 zł)

  • E. mówiła mi kiedyś, że chcielibyście podsumować Wasze dotychczasowe koszty. Mam szczegółowe rozliczenia, które okresowo przekazuję El (ona z reguły nie chce ich brać, tylko “rzuca okiem”), ale ja sobie jednak co-nieco zachowuję, bo nie ufam swej pamięci. Jest to jednak dość trudne do odczytania, bez wyjaśnień, jako że używam różnych dziwnych określeń i skrótów. W każdym razie mogę Wam podać, że koszty dia wyniosły 90 tys. (do tego dojdą koszty “gotowców” - na razie r-ku nie nadesłali!) Jeśli będziecie kiedyś w stolicy – to trzymam dla Was cały “bilans” (cały tzn. W tej części dochodów i wydatków, które przechodzą przez moje ręce). Zaznaczam, że prof. Księgowości na mej uczelni, orzekł na egzaminie,że główny księgowy ze mnie nie będzie i niewątpliwie miał rację! Tak więc konieczne są moje objaśnienia dla zrozumienia tego zawiłego dokumentu.

To chyba już wszystko, więcej grzechów nie pamiętam.

Łączę serdeczne pozdrowienia

wspólnik nr #+


Zanim podam treść załączników do listu nieocenionej Pani E., wyjaśnić muszę kilka spraw: dla kogoś postronnego zapewne niezrozumiałych:

  • Ubezpieczenie o którym mowa na początku listu nie polegało oczywiście na wykupieniu polisy w PZU, ale w “podziemnej” firmie działającej pod nazwą “Fundusz Ubezpieczeniowy Wydawnictw Niezależnych“, ubezpieczającej ludzi i sprzęt na wypadek wpadki – żeby było za co odtworzyć sprzęt, wyżywić rodziny pechowców i otrzeć łzy ich dziatkom. Warunki ubezpieczenia podano w 196 numerze TM[62]:

    Składki płaci się w systemie półrocznym . Opłata za jedną osobę wynosi 6 tys. zł. W przypadku sankcji prokuratorskiej fundusz wypłaca członkom rodziny 30 tys. zł. Za każdy miesiąc przebywania w areszcie, to samo przy wyroku skazującym, z tym, że globalna suma nie może przekraczać 240 tys. zł. Kwota ta jest wypłacana w kilku ratach, bo trudno nam wziąć na siebie odpowiedzialność za uiszczanie regularnych wypłat. Zwracamy też za grzywny i koszty obrony. W przypadku przedmiotów osobistych skonfiskowanych podczas rewizji pokrywamy straty do 250 tys. zł. Ubezpieczamy również od wypadków przy pracy.

    Składka za sprzęt wynosi 1% wartości przedmiotu , na przykład powielacz na naszym rynku kosztuje ok. Miliona złotych, czyli opłata wynosi 10 tys. zł. Wtedy zwracamy całą sumę. Ale można też ubezpieczyć się na 25, 50, 75%.

    Dla pozycji wydawniczych składka równa się 5% ich wartości.

    Firmy, które pragną być członkami Funduszu wpłacają jednorazowo określony wkład (300 tys.zł.) i przysługuje im 50% zniżki”.

  • “Żona pana od którego wszystko się zaczęło” - to oczywiście Ludwika Wujec (o nawiązaniu kontaktu z TM przez Henryka Wujca pisałem na początku).

  • “Podajnik do powielacza dla R.” - to podajnik papieru do powielacza marki Roneo, który w naszym egzemplarzu (jak się z listu okazuje -sędziwym dziadku sprzed 62 r.) był haniebnie zdezelowany – nigdy nowego nie otrzymaliśmy więc w czasie druku musieliśmy ten, który był wspomagać szturchańcami albo (rzadko) przekleństwami.

  • Wspomniane przez Panią Ewę “gumowe interesy” nie służyły do rozprowadzania farby, ale były częścią podajnika papieru – ostatecznie zrobiliśmy je z gumek używanych przez dzieci do wycierania pisma ołówkowego.

  • Gilotynę do papieru zamówiliśmy dlatego, że znacznie łatwiej było wówczas dostać papier formatu A-3, niż formatu TM - A-4, a bez gilotyny ten większy był dla nas bezużyteczny. Gilotyna służyła nam również do cięcia arkuszy z ulotkami itp. Podobnie jak powielacz Roneo przechowujemy ją do dziś.

  • L.ub, to oczywiście Lublin, a dokładnie lubelski underground, który za naszym pośrednictwem próbował załatwić sobie w Mazowszu offset. Oczywiście nie mogliśmy za nich zagwarantować, że będą go racjonalnie wykorzystywali, no bo jak? Mieliśmy ich pilnować na odległość? Nie wiadomo zresztą czy by im nasza kuratela odpowiadała. I na tym stanęło.

  • E. lub El to Elżbieta Leszczyńska – nasza druga (i ostatnia) skrzynka kontaktowa – prywatnie moja siostra.

  • Fałszywki o których mowa na końcu pierwszej strony nigdy do nas nie dotarły, ale sądzę, że były to SB-kie numery TM, które wtedy od czasu do czasu pojawiały się w obiegu.

  • W liście jest oczywiście mowa o alkoholu poliwinylowym (podstawowym składniku emulsji używanej do sporządzania matryc sitodrukowych), który nam pozostał po okresie wykorzystywania techniki sitodruku i chcieliśmy go przehandlować TM.

  • W liście jest oczywiście mowa o znaczkach Podziemnej Poczty Solidarności.

  • Końcówka listu jest poświęcona rozliczeniom finansowym. Dla wygody Pani Ewa dysponowała wszystkimi zasobami naszej gotówki pochodzącej z kolportażu “naszych” znaczków Podziemnej Poczty Solidarności, które jeszcze wtedy, po prawie 2 latach od zaprzestania ich druku nadal były w kolportażu.


Teraz pora na przedstawienie załączników do listu Pani Ewy:

Pierwszy załącznik to “mały wyciąg z bilansu – za ostatnie półtora roku” (Załącznik 19) z którego wynika, że nasze dawniejsze zasoby i dochody (z kolportażu znaczków) w okresie od 21.X.85 do III.87 wyniosły ogółem 260.200 zł, a wydatki 236.235 zł. Jest tam również informacja, że w Łodzi była wpadka związana z konfiskatą znaczków, mam nadzieję, że na tym się skończyło i nikt nie poniósł szwanku.

Przy okazji my również dokonaliśmy bilansu naszych aktywów. Okazało się, że zasoby finansowe, z jakimi przystępowaliśmy do pracy przed dwoma laty praktycznie uległy wyczerpaniu i następne numery musimy odbiorcom przekazywać już odpłatnie. Średni koszt wydrukowania jednego numeru TM w tym okresie wyniósł 4,4 tys. zł, a koszt jednego egzemplarza – 12 zł (Załącznik 20).

Drugi załącznik jest projektem Statutu “Funduszu Ubezpieczeniowego Wydawnictw Niezależnych” (Załącznik 21). Ten 6-stronicowy dokument jest zbyt obszerny, żeby go tu przytaczać, ale wart jest przeczytania, gdyż szczegółowo i wyczerpująco opisuje wszelkie zagrożenia związane z drukiem i kolportażem wydawnictw niezależnych.

Trzeci załącznik do listu Pani Ewy to informacje od Alika (Załącznik 22):

 

DRODZY,

  1. ISTNIEJE PARĘ RECEPTUR FARBY

    PODSTAWOWA

    FARBĘ OFFSETOWĄ LUB TYPOGRAFICZNĄ ROZPROWADZAMY OLEJEM TRANSFORMATOROWYM (LUB INNYM) MNIEJWIĘCEJ 1:1. POTEM WLEWAMY DO GARNKA I DODAJEMY 5 CZĘŚCI WODY Z DETERGENTEM. MUSI WYGLĄDAĆ JAK RZADKA ŚMIETANA. SPRÓBUJCIE WASZEJ DOTYCHCZASOWEJ FARBY, TEŻ POWINNO PÓJŚĆ. POWODZENIA

  1. MATRYCE ELEKTROFAKSOWE SĄ CZARNE. DO ICH WYPALANIA SŁUŻY SPECJALNE URZĄDZENIE Z FOTOKOMÓRKĄ. PÓŹNIEJ IMPULS ELEKTRYCZNY JEST WZMACNIANY I ISKRA ELEKTRYCZNA PRZEPALA MATRYCĘ. MATRYCA I ORYGINAŁ ZAMOCOWANE SĄ NA JEDNYM OBRACAJĄCYM SIĘ BĘBNIE.

  2. MY WYDAJEMY TYLKO SKRÓT WYWIADU Z KUKLIŃSKIM, ALE JEŻELI UDA MI SIĘ ZAŁATWIĆ CAŁOŚĆ TO PRZYGOTUJĘ MATRYCE DLA WAS.

  3. MIEJSCE I SPOSÓB ODBIORU MATRYC TAKI SAM JAK ODBIERALIŚCIE DIA.

POZDRAWIAM ALIK

 

Z listu Alika wynika, że jeszcze wtedy czuliśmy się niedociążeni i planowaliśmy rozszerzenie oferty wydawniczej o broszurowe wydanie wywiadu z R. Kuklińskim. W zetknięciu z rzeczywistością szybko nam to jednak przeszło i cotygodniowa porcja TM całkowicie nasze ambicje i możliwości zaspakajała.


Problemem, znacznie trudniejszym do rozwiązania, od zabezpieczenia powielacza, była sprawa doboru odpowiedniej farby. Wprawdzie ludzie bardziej od nas doświadczeni twierdzą, że jako farby można w zasadzie użyć każdej substancji barwnej (ponoć Józef Piłsudski używał do tego celu nawet pasty do butów[63]), ale nie mając odpowiedniej farby nie sposób wykonać większej liczby względnie czytelnych odbitek Fakt, że brak dobrej farby był wówczas naszym najpoważniejszym problemem dowodzi obfita korespondencja z Alikiem na ten temat. Wkrótce po rozpoczęciu druku na powielaczu Alik dostarczył nam, zapewne na naszą prośbę, 5 litrów farby, o czym świadczy jego list (Załącznik 23):

 

DRODZY PRZYJACIELE!!!

PRZESYŁAM WAM 5 l FARBY POW. MUSZĘ TO POTWIERDZIĆ W T.M., ŻE WAM DAŁEM, DLA NASZEJ KOMISJI SPOŁECZNEJ.OCZYWIŚCIE POTWIERDZĘ UŻYWAJĄC CYFRY “15”. O.K?

POZDROWIENIA I POWODZENIA

 

DZIŚ JAKOŚĆ NIENAJLEPSZA. PRZEPRASZAMY.

 

Zwraca uwagę fakt, że Alik, nawet jeśli posługiwał się długopisem, w przeciwieństwie do innych naszych korespondentów z TM, preferował pismo drukowane,. Ostatnia uwaga jego listu dotyczyła oczywiście jakości matryc, (które rzeczywiście czasem były nieszczególne), a nie do jakości farby. Ale i farba Alika nie przypadła nam chyba do gustu, bo już przy następnym kontakcie dostaliśmy następna wiadomość dotyczącą farby. Wcześniej prosiliśmy zapewne o oryginalną farbę firmy Roneo Vickers, żeby jej się przypatrzeć i zorientować jaką konsystencją i lepkością powinna się charakteryzować (Załącznik 24):

 

Drodzy Przyjaciele!!!

FARBY “RONEO” .NIESTETY NIE MAMY. JEŻELI BĘDĘ MIAŁ TO NAPEWNO WAM DAM. TYMCZASEM PRZESYŁAM WAM FARBĘ “REX”. CZEKAM NA INFORMACJĘ JAK SOBIE Z NIĄ PORADZICIE I CZY CHCECIE JESZCZE. INFORMUJEMY WAS RÓWNIEŻ, ŻE OD IV MUSIMY POTWIERDZAĆ WSZYSTKIO CO DAJEMY INNYM FIRMOM> JEST TO NAM POTRZEBNE DO ROZLICZANIA SIĘ PRZED KOMISJĄ SPOŁECZNĄ. TAK WIĘC BĘDZIE TAKIE POTWIERDZENIE W T.M.

ALIK


W końcu jednak udało nam się opracować recepturę znośnej farby, której skład zapisany ręką S. Głażewskiego zachował się w archiwum drukarni (Załącznik 25):

  1. ¼ farby offsetowej

  2. ¼ oleju

  3. ¼ nafty

  4. ¼ wody z mydłem (20dkg/l).

Farba ta miała tylko jedną wadę: wymagała sporych ilości oleju sojowego, którego w sklepach wówczas nie było wcale, a na czarnym rynku bywał raczej rzadko i nigdy w takich ilościach, które mogłyby pokryć nasze zapotrzebowanie. Problem rozwiązaliśmy w końcu w ten sposób, że wykorzystywaliśmy olej dostarczany w ramach pomocy charytatywnej przez różne instytucje na Zachodzi do puławskiej Parafii Wniebowzięcia NMP.

Według autorów Małego Poradnika Drukarskiego[64] “zasada działania...powielaczy polega na przeciskaniu farby drukarskiej na papier poprzez otworki w matrycy tworzące litery. Farby tej dostarcza rodzaj cienkiej “poduszki” umieszczonej pod matrycą.

Matryce fabryczne (zwane też papierem białkowym – angielska nazwa - “stencil”) zbudowane są z drobnej siateczki celulozowej pokrytej dość miękką masą. Masa ta pod wpływem uderzenia czcionki maszyny do pisania (bez taśmy) rozstępuje się na boki, a częściowo osiada na podłożonym pod spodem kartoniku, pozwalając następnie po założeniu do powielacza na przechodzenie w tych miejscach farby”. Matryce, które dostarczała nam Redakcja TM różniły się od wyżej opisanych tylko tym, że litery były na nich wytapiane specjalną wypalarką optyczną, a nie wybijane czcionkami maszyny do pisania. Opisał to szczegółowo Alik w jednym ze swoich listów (Załącznik 22):

MATRYCE ELEKTROFAKSOWE SĄ CZARNE. DO ICH WYPALANIA SŁUŻY SPECJALNE URZĄDZENIE Z FOTOKOMÓRKĄ. PÓŹNIEJ IMPULS ELEKTRYCZNY JEST WZMACNIANY I ISKRA ELEKTRYCZNA PRZEPALA MATRYCĘ. MATRYCA I ORYGINAŁ ZAMOCOWANE SĄ NA JEDNYM OBRACAJĄCYM SIĘ BĘBNIE.

Podział pracy w drukarni po reorganizacji był identyczny jak w okresie wykorzystywania techniki sitodruku. Odpadła jedynie konieczność przygotowywania matryc drukarskich gdyż dostawaliśmy teraz z Wydawnictwa TM gotowe matryce woskówkowe, które wystarczyło naciągnąć na bęben powielacza. Korbą powielacza kręcił Stanisław Głażewski a Ireneusz Ostrokólski zajmował się produkcją farby, naciąganiem matryc na bęben powielacza, odbiorem zadrukowanego papieru itp. Drukowanie przy zastosowaniu powielacza (Ilustracja 4) nie wymagało takiego nakładu sił, jak sitodruk i pozwalało na skrócenie czasu pracy drukarni do 6-7 godzin, ale było równie, a może nawet bardziej monotonne. Tą techniką wydrukowaliśmy numery od 210 z 13.V.1987 do 290 z 12,IV.1989 r. Z powodu całkowitego wyczerpania się funduszów, z którymi którymi przystępowaliśmy do pracy jesienią 1985 r., począwszy od Nr 211 pismo trafiało do kolportażu odpłatnie. Spośród dwóch cen każdego numeru: 15 zł w Regionie Mazowsze i 20 zł. poza nim (później wskutek inflacji ceny te stopniowo rosły) wybraliśmy tę pierwszą, wobec czego wpływy z tego tytułu zaledwie pokrywały koszty druku. Niewielką nadwyżkę wpływów nad kosztami przeznaczaliśmy zazwyczaj na zakup książek drugiego obiegu do związkowych bibliotek.


Po rozwiązaniu problemu farby, niespodziewanie pojawił się nowy kłopot: zaczął przeciekać bęben powielacza, mocno już nadszarpnięty zębem czasu. Zwróciliśmy się zatem o pomoc do Redakcji TM i uzyskaliśmy obietnicę, że nowy bęben niebawem otrzymamy. Nasze nadzieje wprędce jednak rozwiał nieoceniony Alik, pisząc (Załącznik 26):

 

DRODZY PRZYJACIELE !!!

WIEM, ŻE GRUBY OBIECAŁ WAM BĘBEN, ALE NIESTETY W ŻADNYM MAGAZYNIE NIE MAMY BĘBNA DO R.V. ZAMÓWIŁEM DLA WAS TEN BĘBEN, ALE KIEDY PRZYJDZIE TRUDNO POWIEDZIEĆ. BARDZO NAM PRZYKRO, ALE NAPRAWDĘ ROBIMY WSZYSTKO.

POWODZENIA I POZDROWIENIA

ALIK

Z cieknącym bębnem wkrótce poradziliśmy sobie sami, ale machina Tygodnika Mazowsze raz wprawiona w ruch, kręciła się niezmordowanie, w wyniku czego zamiast bębna zaoferowano nam nowy powielacz, tym razem z napędem elektrycznym i z automatycznym podajnikiem farby oraz papieru. Oczywiście ofertę przyjęliśmy z radością licząc na to, że taka całkowicie zautomatyzowana maszynka odwali za nas całą robotę, a my co najwyżej będziemy się temu przyglądać rozwaleni w fotelach, popalając kartkowe papierosy i degustując zbożową kawę “Inka”. Proza życia szybko te nasze złudzenia miała rozwiać, ale tymczasem przygotowany fizycznie (przezornie zapewniłem sobie pomoc żony i syna po przyjeździe pociągu do Puław) i psychicznie wybrałem się do Warszawy po to nowe cudo. Powielacz, zdeponowany w skrzynce kontaktowej Pani Ewy, okazał się ze dwa razy większy od poprzedniego i przynajmniej trzy razy cięższy. Zapakowany był w pudło od największego chyba telewizora, jaki w PRL widziano. Trochę mnie to podłamało, ale po uzyskaniu zapewnienia, że uzyskam pomoc w dostarczeniu go na dworzec i wtaszczeniu do wagonu, nabrałem rezonu i nadziei, że wszystko skończy się dobrze. Kawalkada, którą raźnie ruszyliśmy na Dworzec Centralny składała się z dwóch pojazdów: w samochodzie W. Leszczyńskiego rozpierał się bezwstydnie powielacz pozostawiając bardzo niewiele miejsca dla kierowcy i Leszka Fabryckiego, mnie odwiozła na dworzec Milada Fabrycka drugim samochodem. Wspólnymi siłami z trudem zaciągnęliśmy owinięte grubym sznurem pudło na peron a potem do pociągu. Do Puław wszystko układało się według planu: powielacz podróżował sobie w umywalce, ja siedziałem wygodnie w przedziale, tym razem mając pewność, że choćby ze względu na ciężar i gabaryty, nikt mi tego “telewizora” nie ukradnie. Na dworcu powitała mnie zamówiona ekipa robocza. Taksówka została zajęta jeszcze przed przyjazdem pociągu (w owych czasach prawo do taksówki trzeba było sobie wywalczyć), przeniesienie ładunku do niej w trzy osoby wydawało się małym piwem. Problem zaczął się dopiero w chwili, gdy skonstatowaliśmy, że po umieszczeniu pudła w bagażniku klapa w żaden sposób nie chce się zamknąć. Biorący udział w jego upychaniu w bagażniku taksówkarz przytomnie zaproponował, żeby “telewizor” wyjąć z pudła, a wtedy zapewne się zmieści. Ze zrozumiałych względów na takie rozwiązanie nie mogliśmy jednak przystać. W końcu wynegocjowaliśmy prawo (w trakcie targów z rąk do rąk dyskretnie przeszła pewna kwota pieniędzy) umieszczenia pudła z drogocennym “telewizorem” na tylnym siedzeniu taksówki, co sprawiło, że nie wszyscy mogliśmy się w tej taksówce zmieścić i były potem kłopoty w dociągnięciu ładunku do “zaprzyjaźnionej” piwnicy.

Po rozpakowaniu i obejrzeniu powielacza skonstatowaliśmy, że może on wykorzystywać wyłącznie oryginalną farbę zapakowaną w specjalne firmowe pojemniki z ruchomym dnem (w trakcie pracy pod wpływem nacisku na dno pojemnika farba ulega wyciśnięciu

na wałki rozprowadzające). Oczywiście natychmiast poprosiliśmy Alika o farbę i otrzymaliśmy ją niezwłocznie wraz z pismem ze znaną nam już śpiewką (Załącznik 27):

 

DRODZY PRZYJACIELE!!!

PRZESYŁAM WAM FARBĘ ALE MUSZĘ MIEĆ POTWIERDZENIE W TM, ŻE WAM DAŁEM. (TO DLA NASZYCH WEWNĘTRZNYCH ROZLICZEŃ PRZED KOMISJĄ SPOŁECZNĄ

POZDROWIENIA I POWODZENIA)

 

Nie bardzo rozumiejąc o co mu chodzi, zaproponowaliśmy, że za farbę zapłacimy. Odpowiedź Alika brzmiała (Załącznik 28):

 

DRODZY PRZYJACIELE !!!

OCZYWIŚCIE, ŻE NIE PŁACICIE ZA FARBĘ, MUSIMY TYLKO DAĆ POTWIERDZENIE W TM DLA NASZYCH ROZLICZEŃ Z KOMISJĄ SPOŁECZNĄ. MATRYCE KSIĄŻKI TEŻ ZROBIMY ZA “DZIĘKUJĘ”

POWODZENIA I POZDROWIENIA


Ilustracja-4

 

Ilustracja 4. “Wesołe Świstaki” Stanisław Głażewski (z lewej) i Ireneusz Ostrokólski przy ręcznym powielaczu Roneo Vickers, na którym w latach 1987-1989 drukowali Tygodnik Mazowsze. Zdjęcie wykonano jesienią 2006 r.

 

Z treści tego listu wynika, że licząc na dużą wydajność i małą pracochłonność nowego sprzętu planowaliśmy wydrukować dodatkowo coś większego (może chodziło o realizację naszego odwiecznego marzenia – wydrukowanie w dużym nakładzie “Zniewolonego Umysłu” Czesława Miłosza?), ale nie potrafię sobie już tego przypomnieć. W każdym razie list Alika jest jedynym śladem pozostałym po naszych wielkich planach w owych latach. A że w tamtym czasie przejawialiśmy skłonność do puszczania wodzy fantazji, świadczy odpowiedź Alika na inne nasze pytanie o cenę matryc offsetowych, zwanych potocznie blachami (Załącznik 29):

 

Drodzy Przyjaciele!

Koszt jednej blachy – 7 tys zł.

Pozdrawiamy

Alik

 

Podana przez Alika cena ostudziła nasze rozpalone głowy i więcej do tego tematu nie wracaliśmy. Tymczasem wiedza o otrzymaniu przez nas nowego powielacza zataczała w środowisku TM coraz szersze kręgi, czego dowodem jest miły list niespodziewanie otrzymany zwykłą drogą przez skrzynkę kontaktową (nową) od naszej poprzedniej “skrzynki”, Pani Ewy, która właśnie przechodziła rekonwalescencję po ciężkiej chorobie (Załącznik 30):

 

Drogi Przyjacielu – piękne dzięki za piękne kwiaty! Po – niestety – makabrycznej chorobie zaczynam się czuć coraz lepiej i jest szansa, że wszystko będzie O.K.

Chciałabym bardzo wiedzieć, czy nowa maszynka pracuje normalnie; poza tym teraz w XII powinnam przedłużyć jej ubezpieczenie.

Pozwoliłam sobie na małe szaleństwo – w ub. Tygodniu wydałam 5,5 tys. naszych pieniążków na cały szereg książek W ogóle księgozbiór mam b. obfity, a nader ograniczoną ilość osób z niego korzystających.

B. chętnie powitałabym u siebie Pana, jeśli jest Pan zainteresowany tą lekturą. Gdyby np. w okresie Świąt był Pan w stolicy – niech Pan znajdzie troszkę czasu na wizytę u mnie.

Przesyłam serdeczne pozdrowienia i najlepsze życzenia miłych, wypoczynkowych Świąt

E.B.

PS. 25.12 i 1.01 – przerwa.


Dla zrozumienia treści tego listu ważna jest informacja, że Pani Ewa cały czas roztaczała pieczę nad naszymi finansami i wszelkie nadwyżki wpływów nad wydatkami, w porozumieniu z nami, wykorzystywała do wzbogacania konspiracyjnej biblioteki składającej się z wydawnictw drugiego obiegu. Utyskiwania Pani Ewy na nikłe zainteresowanie potencjalnych czytelników jej zbiorami pozostawiam bez komentarza. Z dopisku wykonanego tą samą ręką, ale innym kolorem atramentu wynika, że Pani Ewa, mimo choroby, utrzymywała stały kontakt z Redakcją TM i to właśnie za jej pośrednictwem wkrótce otrzymaliśmy list dotyczący BHP (Załącznik 31):

 

Kochani,

Parę miesięcy temu pisaliśmy o konieczności ustalenia (i przestrzegania) umownych znaków, które mają wskazywać, że wszystko w porządku i można wejść lub - przeciwnie – wchodzić nie wolno. Prosimy, traktujcie sprawę poważnie i nie zapominajcie o znakach, sprawdźcie też ich widoczność i czytelność. Przypominamy, że nasi łącznicy nie będą wchodzić do mieszkań, w których nie wystawiono sygnału “bezpieczeństwa”.

Pozdrawiamy serdecznie, dziękujemy

red. TM

W okresie świąt, podobnie jak w okresie wakacji, rytm pracy drukarni ulegał zakłóceniu. Śladem po jednej z takich anomalii jest informacja otrzymana od Alika w połowie grudnia 1988 r. (Załącznik 32):

 

Drodzy Przyjaciele!

Przypominamy, że jak zwykle nie przychodzimy w piątek 23.XII i 30.XII.88 r. Po przerwie jesteśmy w piątek: 6.I.1989 r.

Wesołych Świąt

Alik

 

Z ciekawszych informacji zamieszczonych w numerach TM wydrukowanych po 13.V.1987 r. należy wymienić:

  1. W Nr 212 z 20.V.1987 r. zamieszczono Oświadczenie RKW z 14.V.1987 r, którego początek brzmi: “W związku z notatką dotycząca używania radiowych urządzeń nadawczych zamieszczoną w “Życiu Warszawy” nr 95 z 24.IV. 1987, RKW NSZZ”S” reg. Mazowsze oświadcza, że Radio “SOLIDARNOŚĆ” powstało i pracuje już od ponad 5 lat kontynuując walkę NSZZ “Solidarność” o dostęp do środków społecznego przekazu, podjętą zaraz po Sierpniu 1980 r.”

  2. Nr 213 z 27.V.1987 r. przynosi wywiad Senatora USA, E. Kennedyego na temat jego podróży do Polski zaczynający się od informacji: “Jednym z najważniejszych celów naszej wizyty było wręczenie nagrody Praw Człowieka om. Roberta F. Kennedyego dwu młodym, zaangażowanym i odważnym Polakom, Adamowi Michnikowi i Zbigniewowi Bujakowi. Reprezentują oni to, co dziś w Polsce najlepsze, a ich przykład inspiruje miliony we własnym kraju, w moim kraju i na całym świecie. Przyjechaliśmy więc, aby wręczyć tę nagrodę. Uczyniliśmy to – i znacznie więcej. Dziś wyjeżdżamy zaszczyceni prawem nazywania Adama Michnika i Zbigniewa Bujaka naszymi przyjaciółmi.”

  3. Numery 214 z 3.VI. i 215 z 17.IV.1987 r. zawierają obszerne informacje o III Pielgrzymce papieża Jana Pawła II do Polski.


  1. Nr 219 z 2.IX.1987 r. zaczyna się informacją: “W rocznicę Sierpnia Lech Wałęsa na uroczystej mszy 30.VIII. w św Brygidzie przypomniał, jakie są dziś cele “Solidarności”: zniesienie kurateli władz nad gospodarką, wyzwolenie inicjatyw, pluralizm związkowy, wolności obywatelskie. Przemawiał też Adam Michnik. 31.VIII. tłum gromadził się przed Pomnikiem Poległych Stoczniowców. Lech Wałęsa złożył kwiaty. Po wieczornej mszy w Bazylice ludzie próbowali utworzyć pochód. Rozproszyła ich milicja” oraz artykuł Jacka Kuronia pt. “Krajobraz po bitwie”.

  2. W Nr 246 z 13.IV.1988 r., w artykule “ZSRR – początek końca”, Piotr Pacewicz, omawiając proces pierestrojki Gorbaczowa, pisze: “Tymczasem - stawiam swoją główną tezę wszystko wskazuje na to, że w końcu XX wieku mamy do czynienia w ZSRR z lawinowo narastającym, przepraszam za słowo, procesem rewolucyjnym, który może zmienić układ władza – społeczeństwo, że nie wspomnę o losach Europy i świata.”

  3. W Nr 249 z 4.V.1988 pojawiły się informacje o strajkach w Nowej Hucie, w Stoczni Gdańskiej i w Stalowej Woli wywołanych stale pogarszającymi się warunkami życia, a także podpisane przez L. Wałęsę Oświadczenie KKW zaczynające się od słów: “Fala strajkowa ogarnia nasz kraj”, a kończy stwierdzeniem: “Z robotniczego protestu powinna narodzić się nowa obywatelska perspektywa dla Polaków i Polski.”

  4. Nr 250 z 11.V.1988 r. rozpoczyna się artykułem pt. “Nie ma wolności bez “Solidarności”, który chwilowo zgasił ledwie rozbudzone nadzieje. Oto jego początek: “We wtorek 10 maja o 20-ej spod bramy Stoczni ruszył tysiąc osobowy, milczący pochód stoczniowców. Na czele krzyż i biało-czerwone flagi z napisem “Solidarność” W pierwszym szeregu Lech Wałęsa, przewodniczący Komitetu Strajkowego Alojzy Szablewski, Tadeusz Mazowiecki. Wszyscy bladzi, spięci, niektórzy płaczą. Kordon ZOMO rozstępuje się. Pochód w grobowej ciszy zmierza w kierunku kościoła św. Brygidy. Zaczynają bić dzwony. Z okien i chodników rozlegają się oklaski i okrzyki “Dziękujemy!” Napięcie powoli opada. Przy kościele jest to już pochód zwycięski. Dwie godziny wcześniej w stołówce odczytano oświadczenie Komitetu Strajkowego: “Zdecydowaliśmy się na podjęcie suwerennej decyzji opuszczenia Stoczni bez uzgodnień z władzą, której postawa uniemożliwiła porozumienie. Nie strajkowaliśmy dla siebie i nie będziemy żebrać we własnym kraju. Tym razem nie udało nam się zwyciężyć. Ale wychodzimy z podniesionym czołem, przekonani o słuszności i potrzebie naszego protestu...”

  5. Nr 253 z 1.VI. przynosi Oświadczenie KKW z 30.V.1988 r. w sprawie wyborów do Rad Narodowych: “Nie weźmiemy udziału w głosowaniu. Bojkot będzie wyrazem naszego sprzeciwu wobec pozbawiania nas elementarnych praw. Będzie wyrazem dążenia do odzyskania społecznej suwerenności”

  6. Nr 255 z 22.VI. 1988 r. zawiera materiał o największej doniosłości, a mianowicie informację, że: ”Lech Wałęsa poddaje pod dyskusję “Solidarności” listę postulatów Związku. Dokument powstał w trakcie strajku w Stoczni im. Lenina.

    Dla uczynienia z Polski normalnie rozwijającego się kraju potrzebne są zmiany, o które dopomina się wiele środowisk (...) Sądzimy, że chwila obecna jest momentem właściwym, by je zebrać i przedstawić społeczeństwu.

    1. Pierwszym postulatem, z którego społeczeństwo nie może zrezygnować, jest zalegalizowanie NSZZ “Solidarność”. Umożliwiłoby to wznowienie intensywnego dialogu i ułatwiło znalezienie kompromisowego rozwiązania wielu polskich spraw.

    Pozostałe postulaty to:

    2. Swoboda zakładania i działalności związków, stowarzyszeń, organizacji społecznych i fundacji.

    3. Przekształcenie Rad Narodowych w rzeczywiste samorządy lokalne poprzez nadanie im odpowiedniego statusu prawnego, uprawnień oraz ordynacji wyborczej pozwalającej na wysuwanie kandydatów przez grupy obywateli (podpisujących zgłoszenie kandydata) oraz niezależne grupy społeczne.

    4. Odbudowa gospodarki poprzez oddzielenie systemu politycznego od gospodarczego, w tym przede wszystkim zapewnienie wyłączności kryteriów merytorycznych przy doborze kadr kierowniczych.

    5. Zapewnienie społeczeństwu wolności informacji poprzez taką zmianę ustawy o cenzurze, która ingerencje ograniczyłaby do ściśle opisanych prawem wyjątków i całkowicie znosiła kontrolę publikacji naukowych i ekologicznych.

    6. Zapewnienie pełnej wolności nauki poprzez powrót do ustawy akademickiej uchwalonej w 1982 r. Uchwalenie nowej, opartej o zasadę autonomii, ustawy o Akademii Nauk.

    7. Uchylenie aktów prawnych i przepisów, które utrzymują nasz kraj w sytuacji stanu wojennego, jak tzw. Ustawa epizodyczna z 1985 r., ustawa o MSW, ustawa o MO, ustawa o Sądzie Najwyższym, ustawa o sądach powszechnych i uchwały o powołaniu Komitetu Rady Ministrów dla przestrzegania praworządności oraz uchwalenie na ich miejsce aktów prawnych uwzględniających zasady pełnej niezawisłości sądownictwa, podporządkowania aparatu policyjnego kontroli społecznej i ukierunkowanie jego zadań przede wszystkim na ochronę interesów obywateli i walkę z plagami społecznymi.

    8. Włączenie ratyfikowanych przez Polskę umów i konwencji międzynarodowych do wewnętrznego systemu prawnego.

    9. Podział budżetu państwowego radykalnie zwiększający udział wydatków na oświatę, naukę, kulturę i ochronę zdrowia.

    10. Poprawa sytuacji mieszkaniowej poprzez powołanie banku gospodarki mieszkaniowej, udzielanie kredytów osobom, a nie spółdzielniom mieszkaniowym, zniesienie podatków dla prywatnych przedsiębiorstw budowlanych i produkujących materiały budowlane.

    11. Równouprawnienie wszystkich sektorów gospodarki w mieście i na wsi.

    12. Zwiększenie wysiłku dla powstrzymania ekologicznej degradacji kraju i przeprowadzenie referendum w sprawie elektrowni atomowych.


  1. Nr 260 z 25.VIII.1988 r. przynosi informację, że w poniedziałek, 15.VIII wieczorem rozpoczął się strajk w kopalni “Manifest Lipcowy” w Jastrzębiu, który zapoczątkował wielką serię strajków w całej Polsce. Stanęła m.in. Stocznia Gdańska. L. Wałęsa podjął negocjacje z władzami centralnymi.

  2. Następny, Nr 261 z 31.VIII.1988 r. przyniósł sensacyjne oświadczenie Lecha Wałęsy:

    PAP podał w dniu dzisiejszym informację: “W dniu 31.VIII. w Warszawie generał broni Czesław Kiszczak spotkał się z Lechem Wałęsą. W rozmowie wzięli udział: ksiądz biskup Jerzy Dąbrowski i Stanisław Ciosek. Omawiano przesłanki spotkania “okrągłego stołu” i tryb jego odbycia”.

    W toku tego spotkania postawiłem najważniejsze w chwili obecnej zagadnienie dróg prowadzących do realizacji pluralizmu związkowego, w tym miejsca “Solidarności”.

    Rozmówcy oświadczyli, że wszystkie sprawy związane z ruchem związkowym będą omawiane przy “okrągłym stole”. Obrady “okrągłego stołu” obejmą szeroką tematykę współdziałania na rzecz reformy gospodarczej, społecznej i politycznej dla dobra kraju.

    Zgodnie z upoważnieniem uzyskanym od strajkujących załóg sprawę legalizacji “Solidarności” wysuniętą w postulatach strajkowych przejąłem do dalszych rozmów z władzami centralnymi. Postanowiłem zatem,że przerywamy obecnie akcje strajkowe. Zwracam się do MKS-ów, Komitetów Strajkowych o właściwe zakończenie negocjacji w sprawie innych postulatów i o przerwanie strajków.

Pamiętam o naszym haśle: “Nie ma wolności bez SOLIDARNOŚCI”.

Gdańsk, 31.VIII.1988

    Lech Wałęsa

przewodniczący NSZZ “Solidarność”

 

  1. Nr 265 z 28.IX. 1988 r. przynosi artykuł Edmunda Osmańczyka pt. “Koniec demokracji elitarnej czyli ludowej”, który rozpoczyna optymistyczna konstatacja: “To już nie drgnięcie systemu narzuconego nam na początku lat 50-tych, lecz głębokie pęknięcie i faza ostatnia, przejściowa: do wyłonienia się nowego systemu z dialogu opozycji obywatelskiej z komunistami”.

  2. Tuż pod winietą Nr 266 z 5.X.1988 r. artykuł: “Przed okrągłym stołem”, a w nim informacja: “Rozmowy – rozpoczęcie przewidywane jest zaraz po 15.X. - zainauguruje spotkanie dużego “stołu oficjalnego”. Dalej praca toczyć się będzie w sześciu zespołach roboczych: pluralizmu związkowego, pluralizmu społecznego, reform politycznych, gospodarczym, rolniczym oraz – w Katowicach – górniczym. Władze nie zgodziły się, zapewne ze względów prestiżowych, na zespół prawa i systemu sądowego, problematyka prawna przejdzie więc do stolika reform politycznych.

    Prace przygotowawcze koordynują: Tadeusz Mazowiecki (pluralizm związkowy), Klemens Szaniawski (pluralizm społeczny), Bronisław Geremek (reformy polityczne), Andrzej Wielowieyski (gospodarka), Andrzej Stelmachowski (rolnictwo), Alojzy Pietrzyk (sprawy górnicze).”

  3. Już jednak w następnym Nr 267 z 19.X.1988 r. optymizmu jest jakby mniej: “Termin rozpoczęcia obrad okrągłego stołu przekładano już trzykrotnie. Padały daty: 17, 19, 24, wreszcie 26.X – ta ostatnia też zresztą nie jest pewna, wciąż bowiem nie ma oficjalnego komunikatu, mimo, że spodziewano się go w miniony poniedziałek. Oficjalnie podanym powodem przełożenia terminu jest wyjazd do Rzymu biskupa Dąbrowskiego i ks. Orszulika – Kościół prosił w związku z tym o tygodniowe odroczenie rozmów.

    Strona rządowa zgłosiła szereg zastrzeżeń personalnych, obejmujących początkowo 12, później 8 osób. Kogo one dotyczą można się z łatwością domyśleć czytając “serial” w “Trybunie Ludu”, ale spektrum kwestionowanych nazwisk jest dużo szersze. I tak znalazł się wśród nich prezes ZLP Jan Józef Szczepański czy prezes ZASP Andrzej Szczepkowski, co nie najlepiej wróży negocjacjom na temat rozwiązanych stowarzyszeń. Wałęsa stoi na stanowisku, że obowiązuje zasada nie ingerowania w skład delegacji drugiej strony”.

    W tym samym, 267 numerze TM są jednak i wiadomości optymistyczne: W artykule “Metodą faktów dokonanych” można znaleźć informację, że “Coraz większego rozmachu nabiera proces organizowania się jawnych struktur “S” na wszystkich szczeblach i w różnych formach / - / Niektóre struktury w dalszym ciągu ograniczają sie do czekania na rejestrację, ale coraz częściej nowe komitety organizują zbieranie deklaracji przynależności do “S”. Do Lecha Wałęsy wciąż napływają setki listów z poparciem.”


  1. Swoją nieustępliwość w sprawach personalnych potwierdził Lech Wałęsa w wywiadzie dla TM zamieszczonym w NR 268 z 25.X.1988 r.: “W sprawy personalne nikomu nie pozwolę się wtrącać, choćby był generałem. To są nasze sprawy wewnętrzne i nikomu nic do tego. Ja się nie wtrącam w personalia generałów i nie pozwolę sobie też kart mieszać. Nie zgodziłem się w czasie internowania na wycięcie ludzi, nie zgodzę się teraz.”, a na pytanie, czy jest jeszcze jakakolwiek szansa,że władza zgodzi się na okrągły stół, odpowiedział: “Szansa – to bym nie powiedział z właściwą sobie jasnością. Jest konieczność. Konieczność i logika. Ale władza uważa, że sobie poradzi, ciągle tak uważa, a kraj ma coraz większe problemy. I teraz znów paru kozaków się dobrało, którzy myślą, że sami sobie dadzą radę. Znów kosztem kraju.

    Znów zrobią jakieś porozumienie typu PRON poza nami i to do niczego nie doprowadzi. Nawet jeśli Zachód da im jakąś zapomogę, to i tak bardzo szybko ją zmarnują. Dlatego, że w tych warunkach, z takim społeczeństwem, po takiej lekcji nic nie osiągną.” Dalej rozmowa toczy się tak:

    Redakcja: “I co wtedy?”

    Wałęsa: “Sezon jesienno-zimowy nie jest dobry, ale myślę, że latem społeczeństwo nas zdopinguje.”

    Redakcja: “Czy Pan będzie wzywał do strajków?”

    Wałęsa: “To mnie wezwą. Ja nie będę wzywał, bo jestem przekonany, że walka będzie długa i ciężka. I społeczeństwo musi do niej dojrzeć.”

  2. Nr 269 z 2.X.1988 r. Donosił, ze 28.X. Premier M. Rakowski podjął decyzję o likwidacji Stoczni Gdańskiej. 31.X.1988 r. Lech Wałęsa wydał oświadczenie: “(...) Decyzja premiera Rakowskiego o likwidacji Stoczni Gdańskiej nie została podyktowana względami ekonomicznymi. Gospodarka polska wymaga restrukturyzacji i zasadniczych zmian. NSZZ “S” opowiadał się zawsze i opowiada się nadal za takimi zmianami. NSZZ “S” będzie bronił zakładu, który jest dla niego i dla całego narodu symbolem walki o nową, lepszą Polskę. Gotowi jesteśmy poprzeć samorząd pracowniczy w wysiłkach mających na celu uzdrowienie przedsiębiorstwa: powołanie kierownictwa na zasadzie kompetencji, a nie nomenklatury, zmianę kierunków produkcji na bardziej efektywne, zasadniczą poprawę organizacji pracy.

    Decyzję premiera można w tym świetle traktować jako polityczną prowokację wymierzoną w ideę porozumienia, w okrągły stół, służące tworzeniu napięć i konfliktów, a nie pokoju społecznego, o który władze rzekomo zabiegają.”

    Ale są w tym numerze również wiadomości dobre: “26.X. We francuskim Senacie odbyło się wręczenie honorowych nagród przyznawanych przez powołaną w 1981 r. Fundację na rzecz Wolności Prasy. Tegoroczni laureaci – redaktor naczelny “Tygodnika Powszechnego” Jerzy Turowicz, “Tygodnika Mazowsze” i Alain Guillo, francuski dziennikarz więziony przez 9 miesięcy w Afganistanie.

    Seweryn Blumsztajn, który odbierał nagrodę w imieniu TM mówił, jak znaczące jest to jednoczesne uhonorowanie dwu pism “realizujących różne drogi walki o wolność prasy w reżimie totalitarnym.” “Ta nagroda – powiedział także – jest symbolicznym uznaniem dla całej prasy podziemnej prowadzącej walkę o poszerzenie sfery wolności i swobody przepływu informacji.”

  3. Nr 273 z 30.X.1988 r. przynosi omówienie telewizyjnej debaty między przewodniczącym NSZZ “Solidarność” Lechem Wałęsą i przewodniczącym OPZZ Alfredem Miodowiczem na którą Wałęsa zdecydował się wbrew opiniom doradców uważając, że “zaprezentowanie po raz pierwszy racji “Solidarności” na taką skalę warte jest każdego ryzyka”. Autor recenzji pisze: “Formuła tego spotkania była bardzo trudna dla Lecha Wałęsy. Miał dyskutować z Miodowiczem, a zarazem mówić do realnego społeczeństwa i to po raz pierwszy. W ciągu 20 minut musiał przekazać program “Solidarności”, wyjaśnić stosunek do okrągłego stołu, likwidacji Stoczni, neozwiązków. Miał zaprezentować się jako polityk-realista, a zarazem charyzmatyczny strażnik wartości “S”. Występując w telewizyjnym studio powinien błysnąć dowcipem. Najbardziej zaskakujące jest, że wszystko to się udało.”

  4. Na pierwszej stronie Nr 276 z 4.I.1989 r. Można znaleźć artykuł pt. “Jak Powstał Komitet Obywatelski”. Oto jego fragmenty: “Obecność blisko 120 wybitnych postaci, świadomość wagi decyzji o powołaniu, jak proponowano, Obywatelskiej Rady Opiniodawczej i jak ostatecznie przyjęto Komitetu Obywatelskiego przy Przewodniczącym NSZZ “Solidarność” - nadały spotkaniu uroczysty charakter. Lepsza ostatnio passa “S” sprawiła, że ta powaga nie była ponura, a gdy A. Wielowieyski i B. Geremek mylili się mówiąc, że Komitet działa przy Przewodniczącym...Rady Państwa – dostojna sala ryczała śmiechem jak szkolna klasa.

    Spotkanie w lodowatych podziemiach kościoła na Żytniej 18.XII.1988 r. otworzył Tadeusz Mazowiecki sprawozdaniem z negocjacji z władzami. Polacy, jak każdy naród mają prawo do niepodległości, do sprawiedliwego i skutecznego gospodarczo ładu – jak oświadczyło grono zaproszonych przez Lecha Wałęsę wiosną 1987 r.[65] Negocjacje są tylko środkiem realizacji tych zasadniczych celów. Dążenie do demokracji musi być jednak połączone z troską o stan kraju. Nie możemy mówić tylko “oni” są odpowiedzialni.

    Choć nie ma okrągłego stołu, trzy ostatnie miesiące nie zostały zmarnowane. Nastąpiła zasadnicza zmiana sytuacji “S”, całej opozycji, kraju. Powstało 500 komitetów założycielskich “S” - rzecz możliwa tylko w momencie zarysowania nadziei na realne rozwiązania. Środowiska opozycyjne zaprezentowały jedność w sprawie prymatu przywrócenia “S”. Kościół sformułował swe stanowisko wyraźniej niż kiedykolwiek. “S” przypomniała się opinii międzynarodowej. Towarzyszy temu radykalizacja postaw w młodym pokoleniu. Ważny jest czas. Władza liczy go dojrzewaniem swego aparatu, my – miarą społecznej cierpliwości – zakończył Mazowiecki.”

    Zebrani tak sformułowali cele Komitetu: “Celem naszym jest prezentowanie opinii niezależnych środowisk społecznych, wyrażanie społecznych potrzeb i interesów oraz formułowanie i przedstawianie programów działania. / - / Komitet postanawia;

    a/ prowadzić systematyczne prace nad analizą ważnych problemów kraju i zbierać się przynajmniej raz na trzy miesiące dla ich rozpatrzenia;

    b/ powołać komisje, które będą miały na celu badanie poszczególnych dziedzin zycia oraz przedkładanie odpowiednich informacji i wniocków;

    c/ informować opinię publiczną o pracach, poglądach i propozycjach Komitetu

    Powołano 15 komisji oraz ich organizatorów: pluralizmu związkowego (T. Mazowiecki), reform politycznych (B. Geremek), prawa i wymiaru sprawiedliwości (A. Strzembosz), warunków bytowych, pracy i polityki społecznej (J. Rosner), polityki i reformy gospodarczej (W. Trzeciakowski), wsi i rolnictwa (A. Stelmachowski), mieszkalnictwa (A. Paszyński), zdrowia (Z. Kuratowska), nauki i oświaty (H.Samsonowicz), kultury i komunikacji społecznej (A. Wajda), samorządu terytorialnego (J. Regulski), ochrony środowiska i zasobów naturalnych (S. Kozłowski), stowarzyszeń i organizacji społecznych (K. Szaniawski), współpracy z mniejszościami narodowymi (M. Edelman) oraz młodzieży (P. Czartoryski).

    Skład Komitetu nie jest zamknięty. Komitet zobowiązał się do przedłozenia w ciągu 3 miesięcy programów działania i wyboru przewodniczących. Sekretarzem Komitetu został Henryk Wujec, sekretarzami pomocniczymi: Jacek Moskwa i Kazimierz Wóycicki.

    Komitet tworzą: Janusz Beksiak, Artur Balazs, Jacek Bartyzel, Olgierd Baehr, Roman Bartoszcze, Jacek Bocheński, Halina Bortnowska, Marian Brandys, Stefan Bratkowski, Ryszard Bugaj, Zbigniew Bujak, Maria Chmiel, Jacek Czaputowicz, Paweł Czartoryski, Andrzej Celiński, Wiesław Chrzanowski Jerzy Dietl, Jerzy Dłużniewski, Roman Duda, Henryk Dutkiewicz, Mirosław Dzielski, Kazimierz Dziewanowski, Marek Edelman, Przemysław Fenrych, Jerzy Fedorowski, Władysław Findeisen, Władysław Frasyniuk, Bronisław Geremek, Mieczysław Gil, Stanisława Grabska, Aleksander Hall, Gustaw Holoubek, Julia Hartwig, Stefania Hejmanowska, ks. Henryk Jankowski, Gabriel Janowski, Cezary Józefiak, Stefan Jurczak, Jarosław Kaczyński, Leszek Kaczyński, Ryszard Kapuściński, Jerzy Kłoczowski, Maja Komorowska, Stefan Kisielewski, Krzysztof Kozłowski, Marcin Król, Władysław Kunicki-Goldfinger, Jacek Kuroń, Stefan Kurowski, Jacek Kurczewski, Zofia Kuratowska, Stefan Kozłowski, Wojciech Lamentowicz, Jan Józef Lipski, Bogdan Lis, Władysław Liwak, Jan Lityński, Witold Lutosławski, Edward Lipiec, Bogdan Lewandowski, Andrzej Łapicki, Józef Łukaszewicz, Andrzej Malanowski, Jan Malanowski, Tadeusz Mazowiecki, Jacek Merkel, Adam Michnik, Artur Międzyrzecki, Andrzej Milczanowski, Jan Mujżel, Janusz Onyszkiewicz, Stanisław Opiela, Jan Olszewski, Edmund Jan Osmańczyk, Aleksander Paszyński, Joanna Pensonowa, Aurelia Polańska, Jerzy Puciata, Andrzej Potocki, Janusz Pałubicki, Alojzy Pietrzyk, Maria Radomska, Ryszard Reiff, Jan Rosner, Jerzy Regulski, Zbigniew Romzszewski, Edward Radziewicz, Zbigniew Rokicki, Jan Maria Rokita, o. Jacek Salij, Henryk Samsonowicz, Andrzej Siciński, Adam Strzembosz, Andrzej Stelmachowski, Stefan Starczewski, Stanisław Stomma, Antoni Stawikowski, Grażyna Staniszewska, Klemens Szaniawski, Jan Józef Szczepański, Andrzej Szczepkowski, Henryk Sienkiewicz, Zygmunt Skórzyński, Adam Stanowski, Andrzej Szczeklik, Józef Ślisz, Krzysztof Śliwiński, Karol Taylor, Jerzy Turowicz, ks. Józef Tischner, Witold Trzeciakowski, Andrzej Tyc, Kazimierz Trzęsicki, Antoni Tokarczuk, Andrzej Wajda, Andrzej Wielowieyski, Wiktor Woroszylski, Stanisław Węglarz, Henryk Wujec, Andrzej Wieczorek, Jacek Woźniakowski, Zofia Wasilkowska, Halina Winiarska, Stefan Wilkanowicz, Janina Zakrzewska, Maciej Zalewski, ks. Jan Zieja, Tadeusz Zieliński, Mieczysław Zlat, Janusz Ziółkowski, Krystyna Zachwatowicz, Tomasz Ziemiński, Michał Żórawski, Juliusz Żuławski.


  1. NR 279 z 25.I.1989 r. Artykuł pt. “W przededniu kompromisu”: “Gdy 101 miesięcy temu Lech Wałęsa podpisywał Porozumienie Gdańskie, nie było w Polsce człowieka, który by nie zdawał sobie sprawy z wagi tego wydarzenia. Dziś “Solidarność” ma odzyskać prawo do legalnego istnienia, ale nie towarzyszy temu ówczesna euforia i nadzieja.

    S” wymuszona nie wielkim zrywem, ale presją sytuacji gospodarczej, rozpadem systemu, latami społecznego oporu, strajkami sprzed miesięcy i to w kilkunastu, a nie kilkuset zakładach pracy, “S” jak gdyby dana, a nie wywalczona – nie ma smaku zwycięstwa. Rozpoczynające się rozmowy z władzami wzbudzają niewielkie zainteresowanie w porównaniu z tym, sprzed 8 lat. Istnieje niebezpieczeństwo, że główni aktorzy zasiądą do stołu przy pustych trybunach.

    Od wyniku tych rozmów zależą dziś jednak losy Polski, a zagrożenia w razie ich fiaska są, być może, większe niż w Październiku czy Sierpniu. Żyjemy w epoce końca komunizmu, to może nawet kwestia lat, a nie dziesięcioleci. Szansa, że przerodzi się on w nowy system bez konwulsji właściwych takim przeobrażeniom – bez wybuchów rozpaczy, terroru i dyktatury – nie jest duża i może ją stworzyć jedynie wypracowany dziś kompromis. Złudzeniem jest przekonanie, że uda się obalić tę władzę siłą, wciąż bowiem posiada ona dostatecznie duże rezerwy, by się uchronić. Złudzeniem jest pomysł, że uda się ją przeczekać – jeszcze trochę a staniemy się już nie chorym, a umierającym “człowiekiem Europy”. Nie ma na razie innego wyjścia niż szukać takich form współpracy z władzą, które pozwolą na stopniową zmianę systemu przy możliwie najmniejszych kosztach społecznych.

    Deklarując zgodę na legalizację “Solidarności” rządzący w Polsce komuniści zdobyli się na spojrzenie w oczy rzeczywistości. Występując przeciwko większości aparatu, miażdżąc opór jedynej grupy, która daje im oparcie, obnażając partię na oczach opinii publicznej, postawili na szalę tak dużo, że trudno tym razem wątpić w ich gotowość do kompromisu.

    Jaki będzie ostateczny jego kształt, nie wiedzą pewnie nawet sami negocjatorzy...”

  2. No i wreszcie zaczęło się. Jan Klincz[66] w Nr 281 z 8.II.1989 r. w artykule “Takie czasy” tak opisuje wymarsz delegacji “S” na rozmowy okrągłego stołu: “Bratkowski – obecny, Bujak – obecny, Findeisen – obecny, Turowicz – obecny, Wałęsa – obecny. W budynku Wydziału Socjologii UW na Karowej, gdzie zebrała się nasza delegacja, ktoś sprawdza listę obecności przed wymarszem do Urzędu Rady Ministrów. “Jesteśmy jedną drużyną – przypomina przewodniczący NSZZ”S” - ta drużyna musi wygrać”. “Zmieniłeś strategię Lechu – żartuje Michnik – dotychczas mówiłeś, że zwycięstwo będzie indywidualne, a porażka zbiorowa”. Wszyscy się śmieją.

    Dochodzi druga, ale nie wyruszamy, bowiem w ostatniej chwili okazało się, że obradom przysłuchiwać się ma kilkudziesięciu dziennikarzy oficjalnych mass-mediów, podczas gdy nas poinformowano, że wpuszczenie prasy na salę obrad jest niemożliwe. Czekamy. Specjalne wydanie dtv pokazuje w tym czasie do połowy tylko zapełnioną Salę Kolumnową Pałacu Namiestnikowskiego. Ostatnie pertraktacje i w rezultacie dostajemy zgodę na wejście przedstawiciela Serwisu Informacyjnego “S”, dwuosobowej ekipy video z Mistrzejowic (gdańska otrzymała zgodę już wcześniej, również ekipa naszego radia) oraz fotoreportera.

    Na Krakowskim Przedmieściu przechodnie rozpoznają Lecha i tłum wokół nas gęstnieje, im bliżej URM-u tym trudniej nam się przedzierać. Przy ogłuszających okrzykach zaimprowizowanej manifestacji: “Solidarność”, “Nie dajcie się”, “Bądźcie czujni”, delegacja strony społecznej wkracza do Pałacu Namiestnikowskiego. Generał Kiszczak wita nas przy wejściu do sali: “Kuroń jestem” - przedstawia się Jacek. “Bardzo mi miło” - odpowiada generał (tę scenę zaserwowała telewizja). “Znamy się z korespondencji” - mówi Michnik. “Mam nadzieję, że poznamy się bliżej” - odpowiada generał (to podsłuchałem osobiście).

    Wokół okrągłego stołu kłębią się dziennikarze, ekipy telewizyjne, fotoreporterzy / - / Z20-minutowym opóźnieniem spowodowanym przepychankami o dopuszczenie naszych dziennikarzy – okrągły stół rozpoczyna się”.

Następne numery TM zawierają głownie analizy przebiegu rozmów okrągłego stołu i ogólnopolskiej dyskusji wokół kwestii, czy NSZZ “Solidarność” powinien się angażować w ewentualne wybory, czy też desygnować do tego Komitet Obywatelski, choć nie stronią również od informacji o sytuacji w kraju a numer specjalny 289 z 12.IV.1989 r. przynosi końcowe ustalenia okrągłego stołu.

Obrady okrągłego stołu i związane z nimi nadzieje silnie zakłócały tok prac redakcyjnych TM. Pierwotne plany Redakcji zdradził nam Alik w liście z początku lutego 1989 r. Załącznik 33):

 

Drodzy Przyjaciele!

  1. W tym tygodniu nie mamy numeru. Przepraszamy. Wypadek.

  2. Na przyszły tydzień mamy plany zależne od sytuacji politycznej:

    a) jeżeli “okrągły stół” rozpocznie się, to wychodzimy co dwa dni. Musicie w tym przypadku przyjść na skrzynkę nazajutrz po rozpoczęciu obrad, tj. np. jeżeli “okrągły stół” zacznie się w środę, to przyjeżdżacie w czwartek! I od tego dnia co drugi dzień, tj. w sobotę, poniedziałek itd. aż do odwołania!

    b) jeżeli “okrągły stół” nie zacznie się do środy włącznie, to spotykamy się w piątek, jak zawsze i ustalimy wtedy następny termin.

  3. Te numery co dwa dni będą jednokartkowe

Pozdrowienia

Alik


Ostatecznie jednak postanowiono zachować dotychczasowy rytm pracy Redakcji TM i punktów drukarskich a sprawozdania zamieszczać w oddzielnym informatorze. Informuje nas o tym Alik (Załącznik 34):

 

DRODZY PRZYJACIELE!!!

INFORMACJE” PROSIMY ROZPOWSZECHNIAĆ W REDAKCJACH PISM W WASZYM REGIONIE. CZY NA PRZYSZŁOŚĆ DOSTARCZAĆ I ILE?

INFORMACJE” MOŻECIE OTRZYMYWAĆ CODZIENNIE DZWONIĄC POD NUMER WSKAZANY W INFORMATORZE

POZDROWIENIA POWODZENIA

 

Wreszcie do matrycy Nr 288 dołączone zostały dwa listy z wiadomością, na którą od dawna niecierpliwie czekaliśmy. Pierwszy, bardziej oficjalny był od Redakcji TM (Załącznik 35):

 

Drodzy Przyjaciele!!!

Naturalną rzeczą jest, że gazety powstają i się rozwiązują. Zespół TM-u chce wykorzystać te możliwości, które stworzył okrągły stół i wesprzeć nowo powstające pismo oficjalnego obiegu /gazety wyborczej i dziennika opozycyjnego/. W tej sytuacji podjęliśmy decyzję o zamrożeniu sieci poligraficzno-kolportażowej TM-u. Dokładną datę podamy w następnym tygodniu, wstępnie ustaliliśmy, że TM z datą 12 kwietnia 1989 roku będzie ostatnim numerem. Do 28 kwietnia włącznie będą nadal funkcjonowały nasze skrzynki kontaktowe. Prosimy o wykorzystanie tego czasu na wszelkie niezbędne spotkania z nami i zamknięcie wszystkich rozliczeń. Jesteśmy gotowi pomagać wam w sprawach związanych ze skutkami zamknięcia naszego pisma.

Wstępnie uzgodniono, że miejsce TM-u postara się wypełnić “Wola”. Co wy na to? Bardzo prosimy o szybką odpowiedź w tej sprawie.

Dziękujemy wszystkim, że morderczy wysiłek by TM regularnie tydzień w tydzień ukazywał się bez opóźnień i w stanie nadającym się do czytania. Wszyscy wy byliście dla nas nie tylko anonimowymi współpracownikami, ale przede wszystkim przyjaciółmi realizującymi wspólne cele.

Nie chcemy z wami tracić kontaktu, kto wie, może jeszcze kiedyś........ Liczymy na waszą pomoc.

Powodzenia i pozdrowienia

 

Drugi list, bardziej techniczny pisany był ręką Alika (Załącznik 36):

 

Drodzy Przyjaciele!

Rozprowadzany dn.14.III.[67] nr 289 będzie prawdopodobnie 4-kartkowy (8 stron). Przygotujcie się technicznie! Przewidujemy, że będzie to ostatni numer.

Prosimy jednak o utrzymanie skrzynek odbioru przez cały kwiecień.

Alik


Wbrew zapowiedziom Redakcji TM i Alika Nr 289 był nie 4-kartkowy, a 2-kartkowy i nie ostatni a przedostatni; ostatnim był dopiero Nr 290 z datą 17.IV.1989 r. Redakcja informuje o tym zaraz na pierwszej stronie:

Po 7 latach zawieszamy działalność “Tygodnika Mazowsze”. Naszemu zespołowi zaoferowano pracę w “Gazecie Wyborczej”, a potem – jeśli powstanie – w dzienniku, w pierwszej od 40 lat gazecie opozycyjnej w Polsce. Przy całym naszym przywiązaniu do “Tygodnika Mazowsze” i wszystkiego, co się z nim wiąże, propozycję tę uznaliśmy za szansę, której nie wolno nam odrzucić, za wyzwanie, któremu chcemy stawić czoła. Doskonale wiemy, jak kruchy i niestabilny jest obecny układ polityczny, jak dalece nie można ufać deklaracjom władzy, jak wielkie jest ryzyko, że stracimy co mieliśmy nie zyskując nic w zamian. A jednak jest to nowa sytuacja:”Solidarność” staje się Związkiem legalnym, zbliżają się wybory, niedemokratyczne, ale mimo to takie, w których możemy albo wygrać, albo przegrać. W takiej chwili ucieczka przed ryzykiem, przeczekiwanie oznaczałoby dla nas rezygnację z nowych, nieporównywalnie szerszych możliwości działania na rzecz tych ideałów, o które walczymy od lat – ideałów “Solidarności”.

Redakcja Tygodnika Mazowsze

 

W numerze tym zamieszczona została również Uchwała Komitetu Obywatelskiego z 8.IV.1989 r.:

  1. Komitet Obywatelski przy Przewodniczącym NSZZ “Solidarność” - zgodnie z wnioskiem Przewodniczącego Lecha Wałęsy i KKW (patrz załącznik) wyraża gotowość objęcia patronatu nad kampanią wyborczą do Sejmu i Senatu. Komitet Obywatelski uformowany jako KO “Solidarność” na podstawie list regionalnych przedstawionych przez powołane zgodnie z uchwałą KKW regionalne lub wojewódzkie Komitety Obywatelskie “Solidarność” utworzy listę kandydatów opozycyjno-solidarnościowych w skali krajowej na wszystkie dostępne w wyborach mandaty. Komitet Obywatelski z zadowoleniem przyjmuje fakt, że “Solidarność” i jej Przewodniczący liście tej udzielą pełnego poparcia.

  2. W celu przeprowadzenia wyborów Komitet powołuje następujące zespoły:

  3. - d/s organizacji w składzie: Artur Balazs, Jacek Kuroń, Andrzej Wielowieyski, Henryk Wujec;

    - d/s radia i telewizji w składzie: Janina Jankowska, Andrzej Łapicki, Andrzej Wajda;

    - d/s koordynacji listy kandydatów w składzie otwartym do uzupełnienia na drodze kooptacji: Piotr Baumgart, Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Bronisław Geremek, Jerzy Kłoczowski, Marian Krzaklewski, Aleksander Paszyński, Zbigniew Rokicki, Henryk Samsonowicz, Józef Ślisz, Andrzej Stelmachowski, Stanisław Stomma, Michał Żórawski;

    - d/s gazety wyborczej w składzie: Helena Łuczywo, Adam Michnik, Ernest Skalski;

    - Rada Nadzorcza Funduszu Wyborczego w składzie: Stefan Dembiński (sekretarz), Olgierd Baehr, Andrzej Celiński, Stefania Hejmanowska, Edward Lipiec, Bogdan Lis, Janusz Pałubicki, Leszek Piotrowski;

    - Komisja d/s programu wyborczego w składzie: Halina Bortnowska, Stefan Bratkowski, Kazimierz Dziewanowski, Krzysztof Kozłowski, Jacek Kuroń, Jerzy Regulski, Ernest Skalski.


Redakcja Tygodnika Mazowsze pożegnała się z czytelnikami i współpracownikami na ostatniej stronie Nr 290, ujawniając po raz pierwszy swoje nazwiska (o niepewności pookrągłostołowej sytuacji politycznej świadczy fakt, że nie wszyscy członkowie redakcji zdecydowali się na ujawnienie swoich nazwisk i - przynajmniej jako redaktorzy TM - pozostali nadal w konspiracji):

 

W “Tygodniku Mazowsze” pracowali:

Tomasz Burski, ps. Tomasz Chudy, redaktor IKS – Informatora Kulturalnego “Solidarności” (1980-1981), redaktor “Wezwania” (1982-1987), w redakcji TM od 1985.

Zofia Bydlińska-Czernuszczyk, od 1977 współpracownik “Nowej”, w 1981 pracownik Regionu Mazowsze NSZZ “Solidarność”, współzałożyciel TM.

Barbara Dąbrowska (ps.) współzałożyciel TM.

Wojciech Kamiński, ps. Alex, absolwent filozofii UW, pracownik redakcji “Muratora”, redaktor As-a (Agencja Prasowa “Solidarności”) i NTO (1980-1981), w redakcji TM od 1984.

Anna Kruczkowska-Bikont, ps. Anna Mól, psycholog, pracownik naukowy UW, współpracownik “Nowej” (1978-1980), współzałożyciel TM.

Krzysztof Leski, ps. K. Pajka, programista, historyk, redaktor As-a, współpracownik TM od 1982, w redakcji od 1983.

Helena Łuczywo, ps. Paweł Hofer, anglistka, współpracownik KOR, redaktor “Robotnika” (1977-1980), w 1981 redaktor naczelny As-a, współzałożyciel TM.

m.z.w. (ps.) współpracownik TM od 1982, w redakcji od 1983.

Piotr Pacewicz, ps. FF – Feliks Felicki, psycholog społeczny, współpracownik TM od 1982, w redakcji od 1984.

Joanna Szczęsna, ps. Jan Klincz, polonistka, współpracownik KOR, redaktor “Biuletynu Informacyjnego” (1976-1980), w 1981 roku redaktor As-a, współzałożyciel TM.

Marta Woydt, ps. jag. - Jagna Jagman, ekonomistka, pracownik “S” regionu Mazowsze, wspólpracownik TM od 1982, w redakcji od 1984.

Ludwika Wujec, ps. Michał Kos, nauczyciel fizyki, współpracownik KOR, redaktor “Robotnika” (1977-1980), pracownik “Niezależności”, potem As-a, współpracownik TM od 1982, w redakcji od 1984.

Członkami redakcji w różnych jej okresach poza tym byli: Piotr Bikont, Agata Niewiarowska, Małgorzata Pawlicka, Brygida Pytkowska, Elżbieta Regulska, Gvido Zlatkes, a od strajków sierpniowych 1988 członkowie NZS Olga Iwaniak, Joanna Kluzik i Wojciech Świdnicki.

Wszyscy twórcy i pracownicy naszej poligrafii, kolportażu oraz zespół składający TM na komputerach postanowili pozostać anonimowi.

Dziękujemy setkom kolporterów obojga płci za trud i wysiłek w dźwiganiu naszej makulatury, świątek-piątek, w słońce i w deszcz.

Dziękujemy wszystkim numerom od 1 do 33 – za wspaniały morderczy wysiłek, by TM ukazywał się regularnie, bez opóźnień i w stanie nadającym się do czytania. Wspólnymi siłami udało nam się osiągnąć nakład w porywach do 80 tysięcy, jednocześnie drukowany w całej Polsce.

Dziękujemy setkom ludzi, którzy użyczali nam swoich mieszkań znosząc kłęby dymu i nocne hałasy, oddawali nam do dyspozycji swój czas i bezinteresowną pracę. Nie zawsze potrafiliśmy im okazać, jak ważni są dla nas.

Dziękujemy naszym najbliższym współpracownikom, którzy wytrwali przy nas 7 lat: Halinie Szymule, Annie Sianko, Tomaszowi Chlebowskiemu, Janowi Rutkiewiczowi, Romanowi Stefańskiemu, Wojciechowi Cesarskiemu i Karolinie (ps.) a także Renacie Majewskiej-Kubiak i Janowi Cywińskiemu.

W pierwszych, najtrudniejszych latach “Tygodnika” naszymi najbliższymi przyjaciółmi byli przedwcześnie zmarły Roman Kornacki i jego żona Poletka.

Przez cały czas wspaniale układała nam się współpraca z przewodniczącym regionu Zbigniewem Bujakiem – którego szacunek dla niezależności TM jest dla nas wzorem postawy działacza wobec prasy związkowej – oraz z Janem Lityńskim i Henrykiem Wujcem.

Dziękujemy za pomoc naszym zagranicznym przyjaciołom: paryskiej “Kulturze” i jej redaktorowi naczelnemu Jerzemu Giedroyciowi, bez którego nieporównanie trudniej byłoby nam wytrwać, Sewerynowi Blumsztajnowi, Joannie Stasińskiej-Weschler, “Solidarite avec “Solidarność” - za stałą i ofiarną współpracę, Markowi Michalskiemu z Komitetu “S” w Sztokholmie oraz Irenie Lasocie z Nowojorskiego Komitetu “S”, Kongresowi Polonii Amerykańskiej, Fundacji McArthura w Chicago, australijskiej Fundacji “Polcul”, Asocjacji “Solidarite France-Pologne” oraz fundatorowi naszego sprzętu komputerowego z Nowego Jorku.

Wszyscy byliście dla nas nie tylko współpracownikami, ale przede wszystkim przyjaciółmi realizującymi wspólne cele.


Nasza korespondencja z TM dotyczyła na ogół problemów technicznych lub finansowych. Tylko jeden list wyróżniał się swoją niecodzienną treścią. Dziś nawet w przybliżeniu nie potrafię określić w jakim okresie i w jakich okolicznościach do nas dotarł; doskonale natomiast pamiętam radość jaką nam sprawił i to nie tylko ze względu na załącznik. Potraktowaliśmy go bowiem jako wyraz wysokiej oceny Redakcji TM dla naszej pracy. List był krótki ale treściwy (Załącznik 37):

 

Z radością informuję o małej dotacji czy raczej premii, jaka Wam się słusznie należy. /w załączeniu/. W prasie centr. - mam nadzieję – ukaże się potwierdzenie, jego treść ustalona została “odgórnie”.

Serdeczne pozdrowienia

e

 

Załącznikiem w postaci 100 $ (kwota w owych czasach niemała) po naradzie sztabowej podzieliliśmy sie w ten sposób, że 2/3 tej kwoty przypadło gospodarzom (rodzina Głażewskich), a 1/3 gościowi (I. Ostrokólski). W ciągu 4 lat współpracy z TM, była to zresztą jedyna korzyść materialna tej współpracy towarzysząca.

W końcu kwietnia 1989 r. dotarło do nas jeszcze jedno pismo z TM tym razem napisane nie jak poprzednia na przebitce, ale na eleganckim papierze z firmowym nadrukiem (Załącznik 38) [68]:

 

SOLIDARNOŚĆ

TYGODNIK MAZOWSZE

 

Do naszych Przyjaciół i Współpracowników!

Siedem lat i 290 numerów “Tygodnika Mazowsze”. Oznacza to cotygodniowy wysiłek nas wszystkich – redakcji, poligrafii, kolportażu oraz Was, bez których nasze pismo nie mogłoby istnieć, użyczających nam swego czasu, mieszkań, wszelkiej pomocy niezbędnej, aby Tygodnik dotarł do jak największej grupy czytelników. Teraz – kiedy ukazał się ostatni już numer TM – gorąco dziękujemy Wam za podjęcie niejednokrotnie bardzo trudnej decyzji o współpracy z nami. Dziękujemy za wytrwałość, cierpliwość i tolerancję dla licznych uchybień z naszej strony: spóźnień, nagłych zmian terminów, przesiadywania do późna w nocy, często w kłębach dymu papierosowego, narażania na długotrwałe wyczekiwanie na mrozie w nieogrzanych samochodach. Wasze domy były dla nas nie tylko miejscem załatwiania spraw, ale prawdziwym ciepłym schronieniem, gdzie zawsze znajdowaliśmy pomoc, otoczeni byliśmy życzliwością i troską. Ze wzruszeniem wspominamy każdą filiżankę herbaty, kanapkę, coś słodkiego – czuliśmy się jak wśród przyjaciół. Dziękujemy za wszystko, co zrobiliście dla obrony wolnego niezależnego słowa w Polsce, dla wolnej Polski. Wiemy, ze gdy znów zajdzie potrzeba, będziemy mogli liczyć na Was, na Waszą solidarność.

TYGODNIK MAZOWSZE

/ - / Helena Łuczywo

Warszawa, kwiecień 1989 r.

 

I to już był naprawdę nasz ostatni kontakt z Tygodnikiem Mazowsze, w zmaganiach z którym w niemałym trudzie, czasem chwaląc go bez miary, czasem - również bez miary - go przeklinając, przeleciały nam ostatnie cztery lata PRL-u. Na pamiątkę tej współpracy pozostało nam trochę klisz, trochę wydruków, kilkadziesiąt listów, bardzo sfatygowany zeszyt z rozliczeniami finansowymi tak zaszyfrowanymi, że dzisiaj nie sposób już nic z tego zrozumieć[69] oraz mnóstwo wspomnień. I, co może najważniejsze, poczucie dobrze spełnionego obowiązku.


W ten sposób w połowie kwietnia, niemal z dnia na dzień przedzierzgnęliśmy się z konspiracyjnych drukarzy i kolporterów Tygodnika Mazowsze w PRL-u, w obywateli III Rzeczpospolitej i pilnych czytelników spadkobiercy idei i w prostej linii kontynuatorki TM – Gazety Wyborczej, której pierwszy numer ukazał się, w poniedziałek 8 maja 1989 r. (dokładnie w trzy tygodnie po wprowadzeniu do kolportażu ostatniego numeru Tygodnika Mazowsze)[70]. W pierwszym numerze obok winiety i motta pisma: “Nie ma wolności bez “Solidarności”[71] redakcja zamieściła swój pierwszy tekst:

 

Drodzy Czytelnicy

Oto po z górą czterdziestu latach, pierwszy w Polsce, a chyba i w całym bloku, normalny, wielkonakładowy dziennik niezależny[72]. Przez “normalny” rozumiemy taki, który stara się przede wszystkim informować – wszechstronnie, szybko i obiektywnie, wyraźnie oddzielając komentarz od informacji. Takie gazety znamy dotąd tylko ze słyszenia, teraz zamierzamy je robić. W miarę możności już teraz, będąc jeszcze gazetą wyborczą i w niedalekiej przyszłości, gdy zostaniemy po prostu dziennikiem.

Jesteśmy grupą kilkudziesięciu dziennikarzy, z różnym doświadczeniem zawodowym. W większości przypadków obejmuje ono również prasę drugiego obiegu. Gazeta powstaje w wyniku porozumienia zawartego przy “okrągłym stole”, ale sami ją wydajemy i redagujemy na własną odpowiedzialność.

Czujemy się związani z “Solidarnością”, lecz zamierzamy przedstawiać poglądy i opinie całego niezależnego społeczeństwa, różnych opozycyjnych kierunków.

Chcemy na wstępie wyjaśnić parę rzeczy. Gazeta jest mała, bo na taki tylko rozmiar przy nakładzie pół miliona[73], pozwala ilość papieru, którą nam państwo sprzedaje[74]. Jest przy tym droga[75], gdyż mamy tego papieru za mało, aby drukować ogłoszenia, jak inne gazety, a nikt nam nie pokryje deficytu. Jeśli chcecie, Drodzy Czytelnicy, mieć wolną prasę, poprzyjcie ją, kupując naszą gazetę.

Zespół redakcyjny

 

Wydawać by się mogło, ze przejście od konspiracji do normalnego życia nie powinno nam nastręczać większych problemów. A jednak prawdziwie ciężkie czasy zaczęły się dla nas dopiero w okresie budowy zrębów III RP. Lata podporządkowania się jednemu tylko celowi jakim było regularne powielanie TM poczyniły wielkie i trwałe zmiany w całej naszej i naszych rodzin egzystencji. Przede wszystkim zajmowało nam w całości niemal wszystkie soboty i niedziele. W dni powszednie przedpołudnia wypełniała nam praca zawodowa a lwią część godzin popołudniowych i wieczornych przeznaczaliśmy na poszukiwanie papieru oraz składników emulsji sitodrukowej i farby (szczególnie oleju, który w PRL był produktem nader rzadkim), jak również naprawa i konserwacja sprzętu, przygotowywanie emulsji i farby etc. Całkowite wypełnienie czasu pracą dla TM oraz wymogi konspiracyjne (trudno przyjmować gości w mieszkaniu, w którym funkcjonuje drukarnia) wyłączyły nas z wszelkich kontaktów towarzyskich i organizacyjnych w środowisku puławskim. Ta samoizolacja, naturalna, a nawet niezbędna z punktu widzenia naszego głównego celu, została w środowisku odczytana jako symptom wycofania się z wszelkiej działalności opozycyjnej ze względów oportunistycznych, co – obok wrodzonej niechęci do kombatanctwa - znacznie utrudniało nam odtworzenie dawnych więzi organizacyjnych oraz aktywne włączenie się do odbudowy struktur związku “Solidarność” i działań Komitetów Obywatelskich. I tak z aktywnych uczestników życia społecznego w całym solidarnościowym 10-leciu z dnia na dzień przekształciliśmy się w biernych tego życia obserwatorów. Ponad to przez długi okres czasu nie mogliśmy wyzbyć się nawyków nabytych w ciągu ponad 7 lat spędzonych w konspiracji: patologicznej wręcz dyskrecji, nieufności i odruchowego unikania kontaktów z osobami postronnymi. Niełatwo nam również przyszło wypełnić dotkliwą pustkę powstałą po zaniechaniu gorączkowej sobotnio-niedzielnej aktywności. Do tego dochodziło powszechnie odczuwane, postkonspiracyjne poczucie marginalizacji, które z niedościgłą precyzją i znajomością rzeczy opisał Teodor Klincewicz[76]:

Żyliśmy z czterokrotną aktywnością. Wielu zniszczyło sobie zdrowie, zrujnowało życie rodzinne. Wielu przypłaciło karierami naukowymi – nie ukończyło studiów czy doktoratów. Nie przez represje polityczne, bo te dotknęły zaledwie 5 procent podziemia, ale przez całkowite pochłonięcie. Ktoś, kto przez osiem lat rozrzucał ulotki, dla kogo normalna praca była tylko koniecznym dodatkiem do życia, jest teraz okaleczony. Wraca z trudem do życia, jak po długiej chorobie... Wydawało się książki, ale nie miało się czasu ich czytać. Człowiek się nie rozwijał, tylko walczył... Uczucie niepewności, przekonanie, że się jest niepotrzebnym, bo zrobiło się swoje, jest udziałem prawie wszystkich. Podziemie to kilka tysięcy osób. Nie można im powiedzieć: dziękuję, chłopcy, umyjcie ręce po farbie, jesteście wolni.”

My niestety nie byliśmy takimi szczęściarzami jak współpracownicy Klincewicza i dlatego radość z upragnionej wolności psuło nam poczucie niezasłużonego odrzucenia. Niemal nazajutrz po podziękowaniu za “morderczy wysiłek by TM regularnie tydzień w tydzień ukazywał się bez opóźnień i w stanie nadającym się do czytania” i mianowaniu nas “nie tylko anonimowymi współpracownikami, ale przede wszystkim przyjaciółmi realizującymi wspólne cele”, w kwietniu 1989 r., zostaliśmy raz na zawsze skreśleni z rejestru byłej Redakcji TM Zrywając z nami wszelkie kontakty dała nam ona do zrozumienia to, przed oświadczeniem czego swoim współpracownikom wzdragał się Teoś Klincewicz: ”dziękuję, chłopcy, umyjcie ręce po farbie, jesteście wolni.”. Poczuliśmy się wtedy jak Kostuś z ostatniej zwrotki poematu Janusza Szpotańskiego “Pan Karol i Kostuś”[77]:

Gdy skończy się wojna[78], po Pana Karola

zajedzie wspaniały Mercedes

a Kostuś z obozu[79], jak biedny sierota,

odejdzie z węzełkiem per pedes.


Dawni członkowie Redakcji Tygodnika Mazowsze, dysponujący od maja 1989 r. największym w RP organem prasowym i od tego czasu występujący już pod własnymi nazwiskami, przez następne 16 lat nie zadbali o ujawnienie tożsamości swoich wieloletnich współpracowników z okresu konspiracji, co więcej, nie byli nawet ciekawi naszych nazwisk, naszych losów w Niepodległej Rzeczpospolitej, ani nawet naszego wyglądu. Tymczasem podyktowane względami konspiracji wyobcowanie z puławskiego środowiska opozycyjnego i niechęć do kombatanctwa sprawiły, że my przez wszystkie te lata uchodziliśmy za tych “przedwojennych” działaczy “Solidarności”, którzy po ogłoszeniu stanu wojennego zaniechali wszelkiej aktywności opozycyjnej. Dopiero teraz, w 25 rocznicę narodzin NSZZ “Solidarność” i w 16 rocznicę Okrągłego Stołu, mamy okazję publicznie ujawnić skład osobowy konspiracyjnej grupy N-15 i po raz pierwszy wystąpić pod własnymi nazwiskami.

 

Puławy, lipiec 2005 r.

 

Pracę tę dedykuje przede wszystkim niezmordowanej i zawsze gotowej do pomocy towarzyszce mego nadziemnego i podziemnego życia, żonie Zdzisławie, która nigdy nie przepędziła nas, zapaćkanych farbą drukarzy, ze swojej kuchni (chociaż niejednokrotnie miała na to nieprzepartą ochotę), oraz zawsze z aprobatą odnosiła się do naszych przedsięwzięć, często włączając się do nich osobiście, a także moim synom, Stanisławowi, Krzysztofowi i Łukaszowi, którzy nigdy nie narzekali, mimo, że moja działalność narażała ich na częste wizyty nieproszonych gości z SB i na długie lata pozbawiło ich niemal całkowicie normalnego domu, który w każdą sobotę i niedzielę zamieniał się w drukarnię, a nawet gdy było trzeba bez szemrania zakasywali rękawy i stawali do pomocy oraz wnukom, Agnieszce, Piotrowi, Ani, Karolowi i Marynce Głażewskim, żeby zdały sobie sprawę, iż fakt, że ich pokolenie może normalnie żyć w wolnej, niepodległej Ojczyźnie oraz korzystać z całego europejskiego dziedzictwa cywilizacyjnego zostało okupione wieloletnim ciężkim trudem pokoleń ich rodziców i dziadków.

 


EPILOG

 

Po 17 latach od wydania ostatniego numeru Tygodnika Mazowsze, na pierwszej stronie Gazety Wyborczej z 21.09.2006 r. ukazała się następująca informacja:

 

W 25. rocznicę "Tygodnika Mazowsze"

Organizujemy uroczyste spotkanie ludzi, którzy "Tygodnik Mazowsze" robili, kolportowali i gościli. Wielu z Was nie znamy, z wieloma straciliśmy kontakt. Chcemy Was wszystkich zaprosić. Prosimy o zgłoszenia (z dopiskiem "Rocznica "Tygodnika Mazowsze" i adresem zwrotnym) na adres "Gazety Wyborczej" (ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa) lub na e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.. Prosimy o podanie dwóch osób, z którymi się wtedy kontaktowaliście i informację, co robiliście.

Pracownicy "TM" z "Gazety Wyborczej".

 

Oczywiście cała grupa puławskich współpracowników TM natychmiast nawiązała kontakt z organizatorami spotkania i przesłała komplet informacji. W odpowiedzi na początku listopada zjechała do Puław ekipa filmowa kierowana przez bardzo przejętą młodą reżyserkę Edytę Wróblewską, która przeprowadziła wywiad z drukarzami Stanisławem Głażewskim i Ireneuszem Ostrokólskim. Wywiad ten został wykorzystany w filmie Edyty Wróblewskiej "Podziemny Tygodnik Mazowsze".

Następna informacja o spotkaniu pojawiła się na pierwszej stronie "Gazety Wyborczej" z 30.11.2006:

 

25 lat "Tygodnika Mazowsze"

W rocznicę powstania "Tygodnika Mazowsze" uruchamiamy serwis internetowy www.gazeta.pl/TM poświęcony ludziom, którzy robili, kolportowali lub gościli to największe pismo podziemnej "Solidarności" Drukowaliśmy "Tygodnik" w kilkudziesięciu podziemnych drukarniach w różnych miastach i kolportowaliśmy w całej Polsce. Niektórzy przypłacili to więzieniem, choć jak na skalę przedsięwzięcia – wpadek było bardzo mało.

Pierwszy raz ukazał się z datą 2-11 lutego 1982 r., jako numer drugi. Tak oddaliśmy hołd mianowanemu na naczelnego TM w czasach legalnej "S" Jerzemu Zieleńskiemu, który nie zdążył wydać numeru 1, a na wieść o wprowadzeniu stanu wojennego popełnił samobójstwo. Numer ostatni – 290 – ukazał się 12 kwietnia 1989 r.

Po naszych apelkach otrzymaliśmy kilkaset listów i e-maili opisujących, co robiliście w tamtych latach. Umieściliśmy w internecie informacje o 600 osobach. Ukazują wspaniałą, w większości nieznaną historię tego fragmentu solidarnościowego podziemia.

Prosimy o uzupełnienia i korygowanie (nieuchronnych) błędów.

Pracownicy TM z "Gazety Wyborczej"


Spotkanie współpracowników podziemnego "Tygodnika Mazowsze" odbyło się 9 grudnia 2006 r. w holu głównym siedziby "Gazety Wyborczej" i przebiegało w podniosłej atmosferze zgodnie z poniższym programem:

 

Ilustracja-5

 

Sprawozdanie z uroczystości, pióra Pawła Smoleńskiego, ukazało się na stronie drugiej "Gazety Wyborczej" z 11 grudnia 2006 r.[80]:

Na spotkanie w "Gazecie" przybyło z rodzinami kilkuset współtwórców sukcesu "Tygodnika Mazowsze" wydawanego i kolportowanego od Bałtyku po Tatry od lutego 1982 r. Ale – jak zauważył Tomasz Chlebowski – jeśli drukowało się 70 tys., to musiało nas być z 10 tys.

Największe pismo podziemnej "Solidarności". Bez mała 300 numerów wchodzących w kolportaż z zadziwiająca na konspirację regularnością...

Kilkadziesiąt podziemnych drukarni: wydawnictw książkowych NOW-a, CDN, Rytm, niezależnych, przedruki w regionach. Misterne i sprawne siatki dystrybucji i zbierania informacji. Setki lokali-skrzynek. Tony papieru wynoszone z biór i urzędów, kupowane w zaprzyjaźnionych sklepach, ale i na lewo całymi ciężarówkami. I mało wpadek, a przynajmniej nie takich, które mogłyby sparaliżować "TM". Choć – jak mówił prof. Friszke – nie ulegało najmniejszej wątpliwości, że PRL-owska bezpieka uważała zniszczenie "TM' za priorytet.

Tygodnik był cudem konspiracji, jaki wcześniej nie przytrafił się nawet nam – zaprawionym w knuciu Polakom, spiskującym przeciwko carom, Hitlerowi i rodzimym dzierżymordom. Był – a uczył tego już Józef Piłsudski w podziemnej broszurze "Bibuła" – krwiobiegiem konspiracyjnej roboty. Ale też smakiem wolnej Polski w czasach zniewolenia. Słowem prawdy dla setek tysięcy Polaków czekających na tych kilka kartek formatu A-4 wydrukowanych na powielaczu białkowym, sicie, offsecie i Bóg raczy wiedzieć, jak jeszcze. I przy okazji wielka przygoda dla ludzi z "TM". Tomasz Chlebowski (twórca tzw. siatki astronomów: wykłady z podziemnego BHP dla redakcji "TM", symulacja milicyjnych przesłuchań) wzbudził salwy śmiechu, gdy zapytał: - No bo jakie myśmy wtedy mieli rozrywki?

Lecz szło o sprawy najważniejsze. Kiedy w sobotę zaśpiewaliśmy Mazurka Dąbrowskiego, popłynęły łzy. W końcu do słów "Jeszcze Polska nie zginęła" niewielu ludzi ma tak wielkie prawo, jak ci, którzy robili "Tygodnik".

Joanna Szczepkowska odczytała listę ponad stu ludzi związanych z "TM", którzy już nie żyją/.../

Przybyli warszawiacy i krakowiacy, gdańszczanie i wrocławianie. Łodzianie, skierniewiczanie, mieszkańcy Bielska-Białej i Kielc, Ślązacy i kolporter ze Żnina. Inteligenci, robotnicy, profesorowie, górnicy, gospodynie domowe i matki dzieciom, kierowcy i fachowcy – wówczas drukarze, kolporterzy, łącznicy, gospodzarze mieszkań. Obok nich dzieci stanu wojennego – dziś dwudziestoletni, ale jakoś przejęci, ciekawi tego, co robili rodzice. I wnuczęta konspiry biegające między zielonymi roślinami w holu "Gazety". Fajnie być wnuczkiem dzielnej babci lub odważnego dziadka./.../ wreszcie można było poznać prawdziwe imiona i nazwiska, choć – jak wtedy – wołano się pseudonimami, jakby nadal obowiązywały reguły tajności.

Pomidorowa, kiełbasa, bigos, kieliszek wódki. Wspólne zdjecia, rozmowy, pogwarki, anegdoty. Ciepło i jakaś wielka radość. Spotkali się ludzie, którzy dziś są z różnych bajek, i – zdawałoby się – nie mogą patrzeć na siebie bez niechęci. Lecz tego wieczora było jak wtedy. A wtedy – wiadomo – było lepiej niż dziś pod tym względem.

Obejrzeliśmy film Edyty Wróblewskiej "Podziemny Tygodnik Mazowsze". Przemówił Zbigniew Bujak jako szef regionu, którego organem było pismo. Adam Michnik wygłosił toast na cześć "Rzeczpospolitej Podziemnej" jako reprezentant "Rzeczpospolitej Więziennej", który nie mógł uczestniczyć w pracy "TM" ze "względów od siebie niezależnych".

Na spotkaniu był też Dudek Liniecki, dziecko późnego stanu wojennego. Powiedział do mamy (łączniczka, autorka podziemnych znaczków "Poczty Solidarność", gościła poligrafię "TM"), że ludzie "TM" mają inne twarze niż ci z państwowej telewizji, z Sejmu i z wieców poparcia. Zapytajmy osiemnastolatka, co to znaczy.

Puławy, 20.12.2006

Tekst został wydrukowany w tomie: S.T. Głażewski – "W imię "Solidarności". Wspomnienia z lat 1981-1989" wyd. Towarzystwo Przyjaciół Puław, Puławy 2010, s. 198

(Strona 1 z 41)

Przypisy

  1. Rozszerzony tekst nigdy nie wygłoszonego sprawozdania z kontynuowanej w podziemiu działalności Zarządu Oddziału "Solidarność" Ziemia Puławska, wybranego w czerwcu 1981 r.
  2. Jacek Kuroń i Jacek Żakowski – PRL dla początkujących, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1995, s..243
  3. Informacja o działalności wydawniczej – notatka maszynopiśmienna sporządzona wiosną 1988 r. na prośbę p. Anatola Kobylińskiego
  4. Małżeństwo artystów-plastyków, prowadzące pracownię w Puławach przy ul. Filtrowej, przed 1980 r. pracownia ta (“ZACHTA”) stanowiła miejsce spotkań puławskiej opozycji demokratycznej. Po 1980 r. działacze Komisji Oświaty i Kultury NSZZ “S, współzałożyciele puławskiego KIK-u. .
  5. Pracownik puławskiego Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa (IUNG), przed 1980 r. członek środowiska “Zachty”, po 1980 r. członek OKPN NSZZ “S”, członek Zarządu Oddziału NSZZ “S” Ziemia Puławska, wspólzałożyciel KIK, współpracownik Biuletyny Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej”, redaktor Informatora NSZZ “S” w IUNG “Przeszłość-Przyszłości”.
  6. Jacek Kuroń i Jacek Żakowski - PRL dla początkujących, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1995, s. 205
  7. Pracownik IUNG w Puławach a potem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego (KUL), przed 1980 r. bywalec “Zachty”, po 1980 r. współzałożyciel i działacz KZ NSZZ “S” w IUNG.
  8. Pracownik IUNG, współzałożyciel i działacz KZ NSZZ “S” w IUNG, współzałożyciel i redaktor Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej”, redaktor Informatora NSZZ “S” w IUNG “Przeszłość Przyszłości”.
  9. Pracownik Lubelskich Zakładów Futrzarskich (LZF) w Kurowie, członek redakcji Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej”, autor większości zamieszczonych w nim ilustracji.
  10. Pracownik IUNG, redaktor Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej”i Informatora NSZZ “S” w IUNG “Przeszłość Przyszłości”, działacz samorządowy.
  11. Pracownica IUNG, działaczka “Solidarności”
  12. Pracownik Instytutu Nawozów Sztucznych w Puławach, działacz “Solidarności” i puławskiego Klubu Inteligencji Katolickiej.
  13. Uczniowie Technikum Rolniczego w Miętnem koło Garwolina zorganizowali głośny protest przeciwko akcji usuwania krzyży z klas lekcyjnych ,nakazanej przez władze oświatowe.
  14. Pracownik IUNG, działacz “Solidarości”, redaktor Informatora NSZZ “S” w IUNG “Przeszłość Przyszłości”.
  15. S. Głażewski – “Wspomnienia współwydawcy znaczków podziemnych”; Filatelista Podziemny Nr 8 i 9 z października i listopada 1994 r.; “Poczta Podziemna Solidarności” - maszynopis.
  16. Warszawski inżynier-architekt pozyskany do współpracy przez Feliksa Sadurskiego. Zaprojektował kilkaset wielobarwnych znaczków dla poczty Podziemnej Solidarności drukowanych w Puławach oraz dla KPN.
  17. Działaczka NSZZ “Solidarność” Nauczycielka w LO im ks. Adama Czartoryskiego, na początku stanu wojennego internowana, później usunięta z pracy.
  18. Emerytka IUNG. Wielka admiratorka “Solidarności” i wszelkich działań opozycyjnych.
  19. Wówczas studentka.,córka Wacława Hennela.
  20. Działaczka NSZZ “Solidarność”, nauczycielka LO im ks. Adama Czartoryskiego, na początku stanu wojennego internowana.
  21. Emeryci IUNG, sympatycy opozycji.
  22. Stanisław Głażewski – “Przyczynek do dziejów puławskiej opozycji solidarnościowej w latach 1980-1989” - Puławy, 2001, maszynopis.
  23. Założenia ideowe i cele Tygodnika Mazowsze (oraz kilku innych wydawnictw podziemnych) zostały sformułowane w "Deklaracji Solidarności" z 12.XII.1982 r. (Załącznik 1.)
  24. Jan Krzysztof Kelus - “Był raz dobry świat...” - wybór ze starych kaset cz.2 – wyd Altmaster sp. z o.o. 1999 - recenzje
  25. Przewodnicząca KZ NSZZ “Solidarność” w Komisji Planowania usunięta z pracy 13.XII.1981 r. Operatorka skrzynki kontaktowej grupy N-15 i jej księgowa. W mieszkaniu Ewy i Romana Bury odbywał się kolportaż książek i broszur II obiegu oraz kaset z nagraniami “Gazety mówionej” Stefana Bratkowskiego, “Dzwonka Niedzielnego” z kościoła na Woli, homilii ks. Jerzego Popiełuszki etc.
  26. Działacz NSZZ “Solidarność” w Ministerstwie Komunikacji. Współoperator skrzynki kontaktowej grupy N-15.
  27. Działaczka NSZZ “Solidarność” w Komisji Planowania zwolniona 13.XII.1981 r. Współoperatorka drugiej skrzynki kontaktowej grupy N-15. Prywatnie siostra S. Głażewskiego.
  28. Działacz NSZZ “Solidarność” w Ministerstwie Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Nauki. Współoperator drugiej skrzynki kontaktowej grupy N-15.
  29. NOWA sygnowała wszystkie swoje wydawnictwa znakiem rozpoznawczym “n”
  30. Witold Jedlicki - “Chamy i Żydy” - Wydawnictwo KRĄG, Warszawa 1981
  31. Nadanie nam kryptonimu N tłumaczy również fakt, że litera N jest 15 z kolei literą alfabetu, więc 15 zespołowi drukarskiemu przypadła ona niejako automatycznie.
  32. Kiszenie kapusty było pretekstem do corocznych obchodów rocznicy 11 listopada.
  33. P. Fizyczny – Nowe Kretowisko, Biuletyn Informacyjny MKZ NSZZ “Solidarność” Region Środkowo-Wschodni, Nr 3 z 4.XI.1980 r.,s.4.
  34. Pracownica IUNG, członek NSZZ “Solidarność”, działaczka samorządowa. Po 13.XII.1981 r. aktywnie uczestniczyła w organizowaniu pomocy dla rodzin poszkodowanych działaczy “Solidarności”.
  35. Mały Poradnik Drukarski, Wydawnictwo GŁOS, Warszawa 1980, s 6-7
  36. Głażewski Stanisław Jr. po ukończeniu studiów na UW w 1986 r. został pracownikiem naukowym Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego w Warszawie. Obecnie jest profesorem neurobiologii na Uniwersytecie Keele w Anglii.
  37. Włodzimierz Zbiniewicz do 13 grudnia 1981 r był pracownikiem puławskiego Instytutu Weterynarii i redaktorem Biuletynu Informacyjnego NSZZ SOLIDARNOŚĆ “Solidarność Ziemi Puławskiej”. W stanie wojennym przez kilka tygodni ukrywał się, poczem został internowany w Lublinie. Latem 1982 r. emigrował do Szwecji.
  38. Działaczka KZ NSZZ “Solidarność” w PP “ORBIS”, po 13.XII.1981 r. pośpiesznie przeniesiona na wcześniejszą emeryturę.
  39. Działacz NSZZ “Solidarność” w Komisji Planowania 13.XII.1981 r. Usunięty z pracy z wilczym biletem.
  40. Działaczka NSZZ “Solidarność” w Komisji Planowania 13.XII.1981 usunięta z pracy z przyczyn politycznych.
  41. S. Głażewski – Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” listopad 1980 – grudzień 1981 - maszynopis
  42. Anatol Kobyliński – SZEŚĆ LAT PODZIEMNEJ POCZTY W POLSCE (1982-1988), Muzeum Polskie Rapperswil, 1989
  43. Był to sprzęt wykorzystywany przez nas do lutego 1987 r. Później zastąpiliśmy go powielaczem mechanicznym.
  44. Członek KZ NSZZ “Solidarność” w IUNG, po 13.XII.1981 r. aktywny działacz opozycji.
  45. Pracownica Zakładu Hodowli i Uprawy Chmielu IUNG, której mąż był pracownikiem Zakładów Azotowych.
  46. Bardzo zasłużony dla nadziemnej i podziemnej “Solidarności” dyrektor OPISIK.
  47. Julian Migdal - “Mój stan wojenny”, wspomnienia spisane w maju 2006 r.,s.2.
  48. Działacz NSZZ “Solidarność” w Zakładach Azotowych Puławy, uczestnik strajku w ZA w grudniu 1981 r., internowany w sierpniu 1982 r., po uwolnieniu działał w konspiracji.
  49. Aktywny działacz NSZZ “Solidarność” w Instytucie Nawozów Sztucznych zarówno przed 13 grudnia jak i w podziemiu. Prezes puławskiego KiK. Członek środowiska “Zachty”.
  50. J. Piłsudski – Bibuła, Kraków 1903 r. Cyt. Za Informator NSZZ “Solidarność” w IUNG “PRZESZŁOŚĆ-PRZYSZŁOŚCI” Nr 2 z 25.V.1981 r.,s.2.
  51. O zagrożeniach jakie czyhały na całą naszą grupę świadczy następująca informacja zamieszczona w Tygodniku Mazowsze Nr 142 z 17.X.1985 r. na s.3 : “Oskarżeni o druk Tygodnika Mazowsze i innych publikacji Piotr Stomma z Instytutu Lotnictwa i Andrzej Kwiatkowski, sanitariusz z Instytutu Psychoneurologicznego w Warszawie zostali 10.X skazani na rok więzienia”. Za druk wydawnictw niezależnych można było również zapłacić dotkliwą karę pieniężną z art 52a Kodeksu Wykroczeń. Na przykład w 194 Nr Tygodnika Mazowsze z 14.I.1987 r. na s.2 mogliśmy sobie w chwilach wolnych od drukowania TM przeczytać: “Za drukowanie wydawnictw bezdebitowych grzywnami 50 tys.zł. ukarani zostali 12.XII.86 Ewa Bajszczuk, Halina Fedyk i Ryszard Bajer z Gdańska. Właściciel mieszkania Piotr Kubaj otrzymał grzywnę 30 tys. zł.” Jedna wpadka kosztowała ich więc 180 tys. zł. Była to dla nas i wówczas i obecnie kwota niewyobrażalnie wielka.
  52. O tym, że byliśmy na taką ewentualność przygotowani świadcze rękopiśmienne notatki mojej żony Zdzisławy Głażewskiej zawierające wyciąg z KPK i praktyczne rady jak zachowywać się w razie zatrzymania (Załącznik 9)
  53. Miniatury = egzemplarze “Kultury” wydrukowane na cienkiej bibułce w formacie zmniejszonym do 12x8 cm. Egzemplarze miniaturowe łatwo było przemycać przez granicę i kolportować, ale bardzo trudno było je czytać ze względu na mikroskopijne litery.
  54. Upoważniał nas do tego fakt, iż w latach 1980/81 obydwaj aktywnie uczestniczyliśmy w redagowaniu puławskich biuletynów związkowych: Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej” i Informatora NSZZ “Solidarność” w IUNG “Przeszłość-Przyszłości”.
  55. Chodziło głównie o Władysława Siłę-Nowickiego, wieloletniego opozycjonistę, który właśnie - ku zgorszeniu wszystkich środowisk opozycyjnych - zgodził się zasiąść w Radzie Konsultacyjnej powołanej przez gen. W. Jaruzelskiego dla uwiarygodnienia władz PRL.
  56. Jacek Kuroń ówczesną sytuację w opozycji ocenia w następujący sposób: “W Krajobrazach po bitwie, artykule, który napisałem jesienią 1987 r., stwierdziłem, że nas – czyli opozycję – popiera 30% ludzi. I był to bardzo optymistyczny szacunek. Po siedmiu latach politycznego zamieszania, /.../ z 10 mln członków “Solidarności” w całej Polsce zostało może kilkadziesiąt, a może tylko kilkanaście tysięcy osób naprawdę zaangażowanych, skłonnych do jakiegoś działania i podjęcia pewnego ryzyka, z jakim wciąż wiązała się niezależna działalność.” (Jacek Kuroń, Jacek Żakowski – PRL dla początkujących - Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1995, s.259)
  57. Jacek Kuroń, Jcek Żakowski – PRL dla początkujących – Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1995, s.257.
  58. Miało to miejsce późną wiosną 1987 r.
  59. Powielacz bębnowy Roneo Vickers wyprodukowany przez Roneo Vickers Ltd., Romford, Essex, GB.
  60. TZR”S” = Tymczasowy Zarząd Regionu “Solidarność”, działający oczywiście w konspiracji
  61. Dia = skrót słowa “diapozytywy” = klisze pozytywowe służące do sporządzania matryc sitodrukowych.
  62. “Wydawco, ubezpiecz swoje mienie” - Tygodnik Mazowsze, Nr 196 z 28.I.1987 r.,s.1.
  63. Mały Poradnik Drukarski – Wydawnictwo GŁOS, Warszawa 1980 r.,s.6.
  64. Mały Poradnik Drukarski – Wydawnictwo GŁOS, Warszawa 1980 r.,s.1.
  65. Tekst tego ważnego oświadczenia, wydanego w maju 1987 r., przededniu wizyty Jana Pawła II, został w całości zacytowany przy omawianiu treści Nr 214 TM.
  66. Pseudonim Joanny Szczęsnej
  67. Oczywista pomyłka – powinno być IV.
  68. Pismo Tygodnika Mazowsze “Do naszych Przyjaciół i Współpracowników!” z kwietnia 1989 r
  69. Zeszyt z rozliczeniami finansowymi w okresie druku TM
  70. Redaktorem naczelnym Gazety Wyborczej z woli Lecha Wałęsy został Adam Michnik. Redakcja mieściła się w budynku przedszkola na Mokotowie, spotkania odbywając nierzadko w piaskownicy.
  71. Słowo “Solidarność” zostało napisane “solidarycą” i dodatkowo wyróżnione czerwonnym kolorem.
  72. Ostatnim była mikołajczykowska Gazeta Ludowa, która straciła niezależność po ucieczce S. Mikołajczyka w październiku 1947 r.
  73. Pierwszy numer ukazał się w nakładzie 150 tys. egz.
  74. Papier był w PRL również reglamentowany.
  75. Pierwszy numer Gazety Wyborczej kosztował 50 zł (tyle samo, co ostatnie numery Tygodnika Mazowsze), podczas gdy w tym samym czasie objętościowo znacznie większy organ KC PZPR, Trybuna Ludu kosztowała tylko 25 zł (jedynie wydanie sobotnio-niedzielne 50 zł).
  76. P. Smoleński – “Umyjcie ręce po farbie” Gazeta Wyborcza nr 134, 4847 z 11-12 czerwca 2005 s.20-21
  77. J. Szpotański - “Zebrane utwory poetyckie”, PULS publications, London 1990.
  78. Chodzi tu oczywiście o stan wojenny wprowadzony przez gen. W. Jaruzelskiego 13 grudnia 1981 r.
  79. Mowa o obozie dla internowanych działaczy opozycyjnych w Białołęce, w którym znaleźli się 13 grudnia 1981 r. zarówno autor wiersza, Janusz Szpotański, jak i tytułowi bohaterowie poematu Stefan Niesiołowski (“Kostuś”) oraz Karol Modzelewski (“Pan Karol”).
  80. Pełny tekst sprawozdania Pawła Smoleńskiego ze spotkania współpracowników Tygodnika Mazowsze w 25 rocznicę pisma zamieściłem w Załączniku 39.
Czytany 83005 razy

Sponsorzy

solidarnosc

Wyszukaj

Multimedia

Statystyki

Dziś111
Wczoraj180
Wszystkich362355
Aktualnie jest 5  gości na stronie