Biuletyn Informacyjny "SOLIDARNOŚĆ ZIEMI PUŁAWSKIEJ"

« poprzednie Wszystkie strony następne » (Strona 18 z 75)

BIULETYN INFORMACYJNY „SOLIDARNOŚĆ ZIEMI PUŁAWSKIEJ”
listopad 1980 – grudzień 1981

 

“Orłow, szef żandarmów “żandarma Europy”, Mikołaja I odprowadzając razu pewnego swego przyjaciela, odjeżdzającego za granicę, prosił go o załatwienie małego interesu. Gdy będziesz pan w Norymberdze – mówił mu – zajdź pan pod pomnik Gutenberga, wynalazcy druku, i pluń mu pan ode mnie w oczy. Od niego całe zło na świecie pochodzi”.

J. Piłsudski[1]

Mija właśnie 25 lat od chwili pojawienia się w kolportażu pierwszego numeru Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławaskiej”. Wydawałoby się, że to niewiele. Ale jednak okres ten okazał się wystarczająco długi dla doszczętnego wymazania z pamięci większości Puławian faktu, że pismo to odegrało piewszoplanową rolę w dziejach ruchu społecznego “Solidarność” w naszym mieście. A przecież w latach 1980/1981 to właśnie wokół Biuletynu, koncentrowało się życie społeczne miasta. Bo też nie było to pismo zwyczajne. Parafrazując opinię Stanisława Barańczaka o piosenkach Jana Kelusa[2], bez przesady można powiedzieć, że to właśnie na tekstach zamieszczanych przed ćwierćwieczem w Biuletynie “Solidarność Ziemi Puławskiej” “moje pokolenie uczyło się trudnej sztuki otwartego nazywania rzeczy, które pozwalano nam przedstawiać tylko w przebraniach i pseudonimach.” Jeszcze dobitniej wyraził to jeden z współpracowników Biuletynu, B. Szewczyk:“W naszych puławskich warunkach, działanie przywracające wiarę człowieka w skuteczność walki, utrzymanie i rozszerzenie tego co zostało wspólnym wysiłkiem zdobyte, podtrzymanie nadziei w nieprzemijającą wartość odzyskanej wolności osobistej, a przede wszystkim działalność, która uwalnia od paraliżującego s t r a c h u – pełni grupa ludzi z Biuletynu Informacyjnego NSZZ “Solidarność” Ziemia Puławska. Działalność ta jest znakomita, czego dowodem są bardzo wysokie oceny, jakie wystawiają Biuletynowi – czytelnicy. Nakład tego pisma rozchodzi się w całości błyskawicznie”[3]

Odnotowując nader smutny fakt niemal całkowitego wyparcia ze świadomości Puławian pamięci o Biuletynie, jako były członek prezydium Zarządu Oddziału NSZZ „Solidarność” Ziemia Puławska w 1981 r. odpowiedzialny za wydawnictwa związkowe[4], a zarazem najbliższy współpracownik Redakcji Biuletynu i pilny obserwator jej poczynań, czuję się w obowiązku ocalić od zapomnienia choćby strzępy wspomnień związanych z tym pismem, które pozostały mi jeszcze w pamięci. Tylko w ten sposób mogę spłacić choć część długu, jaki społeczeństwo Ziemi Puławskiej zaciągnęło wobec tych kilku niezwykle zasłużonych ludzi, którzy Biuletynowi dobrowolnie poświęcili ponad rok życia, a niektórzy z nich dołożyli do tego (już nie dobrowolnie) drugi rok spędzony w obozie dla internowanych.

Jeśli uwzględnić tylko oficjalny nakład Biuletynu uwidoczniony w stopce redakcyjnej 5.000 egzemplarzy (w rzeczywistości drukowano go znacznie więcej), to w co trzeciej puławskiej rodzinie powinien być większy lub mniejszy zbiór numerów Biuletynu. Pamiętam jednak, że po 13 grudnia 1981 r. w wielu puławskich śmietnikach walały się, obok innych pism niezależnych i dokumentów „Solidarności”, całe sterty puławskiego Biuletynu. To niektórzy niedawni wierni czytelnicy i admiratorzy tego pisma wyzbywali się pośpiesznie najmniejszych choćby śladów swojej sympatii do Związku i jego organu prasowego. Sądzę więc, że do dnia dzisiejszego zachowało się w piwnicach czy na strychach niezbyt wiele pojedynczych egzemplarzy, a kompletne zbiory wszystkich 74 numerów należą już chyba do rzadkości. Z tego przeto względu, jak również dlatego, że nowe pokolenie Puławian, które w międzyczasie dorosło, może być również zainteresowane życiem społecznym w Puławach w owych pełnych emocji i nadziei latach, w poniższym opracowaniu przypominam nie tylko fakty i zdarzenia, ale i co smakowitsze teksty zamieszczone w niektórych numerach Biuletynu.

Na koniec pozwolę sobie na refleksję osobistą. Fakt, iż niegdyś przystałem do garstki “nawiedzonych”, skupionych wokół Redakcji Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej”, którzy nie bacząc na okoliczności i nie żałując trudu, usiłowali zastaną rzeczywistość zmienić choćby na jotę, zaliczam do moich najtrafniejszych wyborów życiowych. Jest on dla mnie do dziś dnia przedmiotem niemałej dumy i satysfakcji.


GENEZA

W połowie września 1980 r., dwaj członkowie Komitetów Założycielskich NSZZ “S” w Puławach: Ireneusz Ostrokólski z Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa i Włodzimierz Zbiniewicz z Instytutu Weterynarii, krążyli po pomieszczeniach MKZ Regionu Środkowo-Wschodniego w Lublinie przy ul. Okopowej szukając natchnienia do działania w macierzystych organizacjach związkowych, w nadziei, że uda im się podpatrzeć w sposobie funkcjonowania MKZ coś, co można by wykorzystać w Puławach. Wtedy natknęli się przypadkiem na rzecznika prasowego MKZ, Wojciecha Samolińskiego. Po rozpoznaniu osoby W. Zbiniewicza (okazało się, że mają wspólną znajomą z konspiracji – Danutę Winiarską), W. Samoliński zaproponował im współpracę przy druku projektowanego biuletynu związkowego, którą to propozycję obydwaj z entuzjazmem przyjęli. Niezwłocznie po uzyskaniu aprobaty przewodniczącego lubelskiego MKZ, Czesława Niezgody i powołaniu redaktora naczelnego pisma, którym został Bronisław Kowalski, prace przygotowawcze ruszyły pełną parą, przy czym zadanie obydwu Puławiaków sprowadzało się do spraw technicznych. Dzięki swoim kontaktom ze środowiskiem NOW-ej W. Zbiniewicz przywiózł z Warszawy dokładne plany ramki do powielania z matryc woskówkowych, na podstawie których pracownicy Lokomotywowni natychmiast wykonali potrzebny sprzęt. Druk odbywał się w siedzibie MKZ przy ul. Okopowej w Lublinie, a uczestniczyli w nim I. Ostrokólski, W. Zbiniewicz oraz Hanna Czekaj z puławskiego IWet. Po wydrukowaniu trzech numerów Informatora Regionu Środkowo-Wschodniego B. Kowalski z dnia na dzień zrezygnował ze wspólpracy z zespołem drukarskim, gdyż właśnie uzyskał dostęp do offsetu w lubelskim Domu Kultury. Trójka nagle “bezrobotnych” puławskich drukarzy wracała zatem do domu pociągiem osobowym w bardzo podłych nastrojach popijając wino “Sofia” (bo było tanie, a drukarze niebogaci). Myśl, że przecież można wydawać biuletyn w Puławach zrodziła się gdzieś w okolicach Nałęczowa i reszta podróży upłynęła już na planowaniu zabiegów, których należy dokonać dla urzeczywistnienia tych projektów[5].

Zaraz następnego dnia, 28 października, H. Czekaj, I. Ostrokólski i W. Zbiniewicz, korzystając z faktu, że posiedzenia władz wszystkich szczebli organizacyjnych Związku “Solidarność” były wówczas otwarte, udali się na posiedzenie MKZ w puławskim Klubie “Mozaika” przy ul. PCK. W trakcie posiedzenia I. Ostrokólski zgłosił projekt wydawania w Puławach pisma związkowego. Propozycja zrazu nie wzbudziła entuzjazmu; groziło mu nawet odłożenie ad acta. Dopiero ponowne zgłoszenie wniosku wraz z prośbą o natychmiastową decyzję zapoczątkowało rzeczową dyskusję. I. Ostrokólski zapytany przez przewodniczącego MKZ, Bogdana Masiaka, czy podjąłby się zorganizowania redakcji odpowiedział twierdząco, proponując następujący skład zespołu redakcyjnego: H. Czekaj, I. Ostrokólski i W. Zbiniewicz. Projekt uzyskał aprobatę członków MKZ a skład redakcji uzupełniono osobą zgłoszonego z sali Grzegorza Wołczyka oraz Andrzeja Kowalczyka, który zgłosił się sam. Ustalono, że będzie to tygodnik i że będzie wychodził w takich terminach, aby w kolportażu trafiał najpóźniej w piątki, tak by do czytelników mógł dotrzeć jeszcze przed weekendem. Termin ukazania się pierwszego numeru wyznaczono na następny piątek nie wierząc ani przez chwilę, że może on być realny. A jednak ten nierealny - wydawałoby się - termin został przecież dotrzymany. Był to pierwszy sukces Redakcji Biuletynu.

Ówczesną sytuację prawną pism związkowych wyjaśnił na posiedzeniu Sądu Rejonowego w Puławach w dniu 7 grudnia 1981 r., pracownik Głównego Urzędu Kontroli Prasy Publikacji i Widowisk, J. Duda: “Zgodnie z treścią obowiązującego w chwili czynu dekretu z dnia 5 sierpnia 1946 r. O utworzeniu Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk /Dz.U.Nr 34 poz.210/ oraz ustawy o zakresie i trybie sprawowania nadzoru i kontroli prasy przez GUKPPiW /Dz.U. Nr 13 poz.75 z 1975 r./ wydawanie czasopism wymaga zezwolenia i kontroli Głównego Urzędu. Zmiany społeczno-polityczne w kraju, które nastąpiły w 1980 r., treść zawartych Porozumień Gdańskich oraz znany wówczas projekt nowej ustawy o kontroli, która w swym obowiązującym 1 października 1981 r. przepisie art.4 stwierdzała, iż biuletyny przeznaczone dla członków Związku nie podlegają cenzurze – spowodowały iż pomimo formalnego obowiązywania przepisów prawnych, nie były już one w tych warunkach przez Główny Urząd stosowane”.[6]

W owym czasie biuletyny NSZZ „Solidarność” powstawały więc jak grzyby po deszczu; każdy szanujący się MKZ starał się powołać własny organ prasowy, który by ograniczył zakres funkcjonowania cenzury państwowej, poprawił znacznie wówczas ograniczony obieg informacji niezależnej, a także zwiększyłby jego prestiż. Niewiele później ambicje tego rodzaju przeniosły się na poziom związkowych Komisji Zakładowych. W Puławach obok biuletynu MKZ powstały wkrótce aż trzy biuletyny zakładowe: w Instytucie Uprawy Nawożenia i Gleboznastwa, Puławskim Przedsiębiorstwie Budownictwa Przemysłowego i Zakładach Azotowych Puławy. Biuletyn Informacyjny KZ NSZZ Pracowników IUNG Nr 1 ukazał się już 15.IX.1980 r.[7] ale na regularne pismo Związkowcy z IUNG musieli jeszcze trochę poczekać. Pierwszy numer Informatora KZ NSZZ „Solidarność” w Instytucie Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa „Przeszłość – Przyszłości” nosi bowiem datę 8.V.1981 r.[8] Od 14.X.1980 r. wychodził Biuletyn Informacyjny NSZZ „Solidarność” Przedsiębiorstwa Budownictwa Przemysłowego Puławy[9], a Biuletyn Informacyjny NSZZ „Solidarność” KZ Zakładów Azotowych Puławy[10] pojawił się 12.XII.1980 r. Wiele powstających wówczas pism związkowych okazało się efemerydami. Kończyły one żywot już po ukazaniu się kilku numerów, wiele z pozostałych ograniczało się wyłącznie do roli kroniki uchwał i opinii władz Związku. Tymczasem wszystkie cztery puławskie biuletyny rozwijały się nad podziw pięknie i do końca swego żywota (13 grudnia 1981 r.) utrzymywały wysoki poziom, zachowały pełną niezależność i oprócz tekstów uchwał, opinii oraz komunikatów władz związkowych zamieszczały wiele materiałów publicystycznych i historycznych, a nawet utworów literackich. Biuletyn Informacyjny Solidarność Ziemi Puławskiej był przy tym, rzadkim w skali całego kraju związkowym pismem ilustrowanym, a Biuletyn KZ NSZZ “S” w IUNG “Przeszłość-Przyszłości” wyróżniał się wyszukaną szatą graficzną.

Informacje, kto zaproponował nazwę Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej”, jego format i częstotliwość ukazywania się utonęły już w mrokach niepamięci, wiadomo natomiast, że jego winietę opracował pracownik IUNG, Bogdan Oroń . Winieta ta była z reguły czarno-biała; jedynie Nr 1 ma nazwę Związku wydrukowaną na czerwono, a Nr 26(34), 27(35), 28(36) i 29(37) ozdobiono winietami wielobarwnymi. W lutym 1981 r. winietę pisma wzbogacono o herb Puław - Pogoń będący modyfikacją herbu założycieli miasta, książąt Czartoryskich. Pierwszy człon nazwy (“Biuletyn Informacyjny”) nawiązywał zapewne do tytułu bardzo wówczas popularnego Biuletynu Informacyjnego KOR (który z kolei zapożyczył nazwę od Biuletynu Informacyjnego AK redagowanego przez hm. A. Kamińskiego w czasie okupacji niemieckiej). Człony tytułu określające nazwę Związku i obszar działania jego regionalnej struktury w tamtym czasie stanowiły normę.


USYTUOWANIE BIULETYNU W STRUKTURACH NSZZ “SOLIDARNOŚĆ”

Relacje między MKZ NSZZ “Solidarność” a Redakcją Biuletynu ewoluowały stopniowo od pełnej harmonii poprzez fazę nacisków MKZ-u i buntu Redakcji, aż do jej całkowitego usamodzielnienia się. Stanowisko Redakcji w tej kwestii jasno wyłożył jeden z jej liderów, W. Zbiniewicz[11]:

Istotą prasy jest krytyka, wiadomo zaś, że krytyki nikt nie lubi, szczególnie gdy nie chodzi o merytoryczne poglądy, o walkę o władzę i dzielenie stołków, co obserwuje się w wielu MKZ-ach. Krytyka takich postaw i poszczególnych działaczy wywołuje z reguły najbardziej zacięte ataki na prasę.

Pomińmy jednak tego rodzaju wynaturzenia życia związkowego. Istotniejsza jest dyskusja merytoryczna nad programami i postawami. W tej kwestii trwają i trwać będą spory, a prasa musi je relacjonować. Chodzi jednak o to, aby dyskusje te dotyczyły naprawdę płaszczyzn i programów działania, a nie spraw personalnych. Ważne jest, co zostało powiedziane, a nie przez kogo i tylko w tym kontekście konkretnych posunięć można oceniać działaczy”.

Podobnie rolę pism związkowych rozumieli przedstawiciele ponad 100 redakcji, którzy opracowali i uchwalili status pisma związkowego[12]:

 

STATUS PISMA ZWIĄZKOWEGO

W wielomilionowej społeczności, jaką jest nasz Związek niezależna prasa jest jednym z podstawowych gwarantów demokracji. Na pismach NSZZ “Solidarność” spoczywa obowiązek informowania o sytuacji Związku, prezentowania opinii członków wobec jego władz, krytyki instancji związkowych. Prasa “Solidarności” winna być przede wszystkim narzędziem społecznej kontroli.

Aby mogła pełnić tę funkcję:

  1. Redakcje winny mieć zapewnione warunki techniczno-organizacyjne dla wydawania pisma, w szczególności możliwości dysponowania środkami poligraficznymi.
  2. Redakcja samodzielnie redaguje każdy numer i ponosi odpowiedzialność za jego treść.
  3. Redaktor naczelny jest powoływany i odwoływany przez zespół redakcyjny.
  4. Jedynym ciałem władnym odebrać redakcji status pisma związkowego jest Walne Zebranie Delegatów odpowiedniego szczebla.
  5. Niedopuszczalna jest cenzura ze strony instancji związkowych, jak też jakiekolwiek ingerencje w prace redakcji (z wyjątkiem sytuacji przewidzianych w pk-cie 8).
  6. Obowiązkiem redakcji jest prezentowanie stanowisk instancji związkowych nawet wtedy, gdy redakcja stanowiska tego nie podziela.
  7. Pisma winny być samowystarczalne finansowo i prowadzić samodzielną finansową politykę.
  8. Za oczywistą uznajemy pełną dyspozycyjność redakcji wobec instancji związkowych w wypadku ogłoszenia gotowości strajkowej i strajku.

Przez cały okres funkcjonowania Redakcja Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej” skrupulatnie tych zasad przestrzegała. Początkowo przestrzegał ich również MKZ Puławy, co nie stwarzało pola do żadnych konfliktów. Brak jakichkolwiek zadrażnień między MKZ-em a Redakcją w tym okresie odzwierciedla fakt, że do lutego 1981 r. pełna nazwa pisma brzmiała „Biuletyn Informacyjny Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Solidarność Ziemi Puławskiej”, co sugeruje pełne podporządkowanie się Redakcji MKZ-owi. Takie usytuowanie Redakcji względem MKZ zdaje się potwierdzać uwaga zamieszczona w 3 numerze pisma:”...informujemy, że całą naszą działalność firmuje MKZ NSZZ SOLIDARNOŚĆ w Puławach”[13] oraz. treść odręcznego pisma z 16 listopada 1980 r.[14], informującego, że:

 

Kolega Ireneusz Ostrokólski działa w sprawie wydawnictw Związku SOLIDARNOŚĆ i poligrafii na polecenie MKZ SOLIDARNOŚĆ Puławy

Przewodniczący MKZ Puławy / - / Bogdan Masiak”


Idylla nie trwała jednak długo, gdyż Redakcja Biuletynu traktowała swoje obowiązki bardzo serio i jeśli tylko miała po temu ważkie powody, krytykowała błędy władz Związku bez ogródek, co nie zawsze spotykało się ze zrozumieniem krytykowanych. Stosunki zaczęły się psuć ostatecznie po opublikowaniu w Biuletynie[15] notatki pt. “Dygnitarstwo w “Solidarności”, której treść nie przypadła do gustu przewodniczącemu MKZ:

Pewien członek puławskiej MKZ, którego tym razem nie wymienimy jeszcze z nazwiska, dwukrotnie odmówił udania się na zebranie do przedsiębiorstwa, które nie przysłało po niego samochodu. Chodziło tu o niezbyt odległy Prefabet, dokąd z łatwością dojechać można autobusem komunikacji miejskiej.

SKĄD MY ZNAMY TAKIE MANIERY?!

Wszyscy ci, którzy uważają, że już dojrzeli do limuzyn, gabinetów z palmą i osobistych sekretarek niech czym prędzej wsadzą łeb do wiadra z zimną wodą lub, jeśli to nie pomoże, skierują się pod inny adres”.

W celu zagwarantowania sobie prawa do krytycznej oceny władz Związku, które jest niezbywalnym obowiązkiem prasy w strukturach demokratycznych, Redakcja postanowiła uniezależnić się od MKZ-u. Zaczęła od precyzyjnego określenia swego stanowiska w kwestii optymalnych relacji między władzami Związku a Biuletynem. Zostało ono sformułowane w artykule wstępnym, zamieszczonym w 5(13) numerze pisma:

Biuletyn nasz nie jest „organem” emkazetu, chociaż staramy się zawsze umieszczać informacje co emkazet robi i drukować jego wszystkie uchwały. Związek nasz musi mieć niezależną prasę, która będzie nie tylko informować, ale również alarmować kiedy we władzach związku coś dzieje się nie tak, jak spodziewają się związkowcy. Tylko taka forma działania naszej prasy zapewni kontrolę związkowców nad zarządami , którym będziemy ufać, ale i ciągle krytykować. / - /

Biuletyn jest otwarty dla wszystkich, również tych, którzy chcą coś w Związku skrytykować – jeżeli tyko mają czyste ręce i dobre intencje. Jednocześnie będziemy twardo bronić Związku przed wulgarnymi napaściami środków masowego przekazu na cały Związek, jego ogniwa i poszczególnych działaczy”[16].

Następnym krokiem było usunięcie z winiety kolejnego, 6(14) numeru pisma, datowanego 12.II.1981 r,[17] członu „Międzyzakładowy Komitet Założycielski”, i dodaniem pod winietą informacji: Pismo wydawane przy MKZ w Puławach (po czerwcowych wyborach przy Zarządzie Oddziału „Solidarność” Ziemia Puławska). Zmiana ta była reakcją zespołu redakcyjnego na ciągle ponawiane próby przewodniczącego MKZ, Bogdana Masiaka poddania Biuletynu kontroli MKZ. Przewodniczącemu i niektórym członkom MKZ nie podobały się zarówno krytyczne uwagi pod adresem władz związkowych, pojawiające się w obfitości na łamach pisma, jak i politycznie śmiałe artykuły własne, a szczególnie przedruki z niemile widzianych przez władze PRL pism drugoobiegowych, podpisane nierzadko nazwiskami trudnymi dla owych władz do strawienia.

Bezpośrenią przyczynę zaostrzenia się stosunków między Redakcją a MKZ-em w połowie lutego 1981 r., zdradza E. Owczarski w “Liście do Redakcji” pisząc[18]:

...Redakcja naszego pisma obawiając sie likwidacji naszego MKZ-u, postanowiła wystosować w tej sprawie list otwarty i rozkolportować go wraz z Biuletynem podając temat pod dyskusję załóg. W myśl ich założeń w poniedziałek 16 lutego członkowie Komisji Zakładowych na zebraniu mieli tę sprawę, że tak powiem, przerobić prezentując stanowiska swoich załóg. Kiedy jednak o tej inicjatywie dowiedziało się Prezydium MKZ w liczbie dwóch panów, ku mojemu zdziwieniu, ci panowie zakazali tego /w tym jeden stanowczo, a drugi chowając się za jego pleczmi przytakiwał/ tłumacząc, że to bez ich wiedzy /czyt. cenzury/, a poza tym, że się podpisali jako Redakcja /a na stronie tytułowej pisze, że to jest pismo MKZ-u. Wszystko to może sugerować, że jest to stanowisko MKZ-u, a tak nie jest i w związku z tym może to osłabić ich wiarygodność w regionie /znaczy w Lublinie – domysł autora/. A w ogóle to stwierdzili, ze Redakcja to smarkacze z wybujałą aktywnością i fantazją i jak będą tacy samodzielni to nie wiadomo, czy nie odwalą kiedy takiego numeru, że aż Prezydium pójdzie do kryminału. / - /

Teraz rozumiem dlaczego np. w Trybunie Ludu wszystkie informacje są tak oficjalne, przecież to organ KC PZPR i pewnie I Sekretarz nie pozwala na własną inicjatywę dziennikarzom w obawie, żeby go nie zamknęli. Ale może dziennikarze “TL” postąpią tak, jak nasi Redaktorzy....”


Zaognione na tym tle stosunki między Redakcją uporczywie broniącą swej niezależności, a MKZ niechętnym krytyce swoich poczynań (lub zaniechań) i przestrzeganym przed skutkami zbytniego liberalizmu politycznego i ideologicznego przez puławskie organy ścigania, znalazły rozwiązanie w ustaleniu, że Biuletyn przestaje być pismem MKZ a jest jedynie wydawany przy MKZ, co wiązało się oczywiście z przyjęciem przez Redakcję całej odpowiedzialności za treść pisma. Zapewne to właśnie wtedy przewodniczący MKZ, B. Masiak uznał za konieczne złożenie w Prokuraturze oświadczenia, które zapewniało członkom MKZ całkowite bezpieczeństwo w razie ewentualnych represji wobec Biuletynu. Ślad tego wydarzenia pozostał m.in. w Nr 65(73) Biuletynu, w postaci zapisu wypowiedzi prokuratora Fryszkiewicza na spotkaniu ze Związkowcami z Lubelskich Zakładów Futrzarskich w Kurowie w dniu 25 listopada 1981 r. Odpowiedni fragment tej wypowiedzi brzmi[19]:

Swego czasu przyszedł do nas przewodniczący MKZ p. Masiak i powiedział, że MKZ odcina się od działalności Biuletynu”.

W rezultacie tych wydarzeń, Biuletyn pozostał do końca pismem całkowicie niezależnym, zobowiązanym wszelako, jako pismo związkowe, do publikacji uchwał, oświadczeń i wszelkich innych materiałów dostarczonych Redakcji przez MKZ, a później przez Zarząd Oddziału. Stosunek Redakcji do Komisji Zakładowych Związku najlepiej oddaje następująca deklaracja zamieszczona w 35(43) numerze Biuletynu[20]:

Otóż pierwsze przykazanie w naszym redakcyjnym dekalogu brzmi: wszystko co przyślą Komisje Zakładowe do Biuletynu jest święte, pozwalać sobie możemy tylko na komentarze.”

Stosunek władz MKZ-u do Redakcji był w tym okresie złożony: z jednej strony niektórzy z jego członków boczyli się na Redakcję po każdym krytycznym artykule (choć nie próbowali ingerować w publikowane treści), z drugiej – szczycili się poziomem pisma i uznaniem, jakim cieszyło się ono wśród czytelników. Np. przewodniczacy MKZ, B. Masiak wynegocjował z Redakcją 50 darmowych egzemplarzy, które z dumą rozdawał przy okazji spotkań z działaczami związkowymi spoza Puław, ku wielkiej zresztą ich kontentacji. Następne 50 bezpłatnych egzemplarzy zabierał na posiedzenia OKPN[21] S. Głażewski gdzie rozdawał je przedstawicielom różnych regionów w celach promocyjnych.

Latem 1981 r.autonomia Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej” (i innych pism związkowych) została zagrożona ze strony najmniej spodziewanej. Informację na ten temat zamieściła Redakcja w numerze 29(37) w formie refleksji z II Zjazdu Prasy NSZZ “Solidarność” w Ursusie[22]:

Niezależność Zwiazku od władz państwowych i politycznych jest faktem. Faktem jest więc także tak rozumiana wolność prasy. Gdybyśmy jednak chcieli się do tego ograniczyć, gdyby pisma związkowe stały się organami poszczególnych Zarządów (wzorem Trybuny Ludu lub Żołnierza Wolności) w krótkim czasie doprowadziłoby to w życiu związkowym do sytuacji takiej, jaka panowała w kraju przed Sierpniem, kiedy żaden głos krytyczny nie mógł ujrzeć światła dziennego, a twierdzenia o demokratycznym i oddolnym charakterze Zwiazku stałyby się pustym frazesem.

W naszym pojęciu pisma związkowe powinny wyrażać wolę ś r o d o w i s k a, w którym działają i przed tym środowiskiem być odpowiedzialne.

Na Zjeździe prasy NSZZ “Solidarność” w Ursusie z niepokojem mówiono o konfliktach pomiędzy pismami a MKZ-ami, które mają miejsce w wielu regionach, o utrudnianiu pracy pism...czy wręcz próbach ich rozwiązania arbitralną decyzją Zarządu.... Wiadomo o istnieniu koncepcji, przypisywanej Lechowi Wałęsie i grupie działaczy KKP zmierzającej do likwidacji małych pism i biuletynów, których jakoby “jest za dużo”. Dochodzi do sytuacji, w której pismom Solidarności zagraża niebezpieczeństwo nie ze strony władz państwowych czy partii, lecz ze strony władz Związku. Tego rodzaju sytuacja jest niedopuszczalna i nie może istnieć stan konfliktu pomiędzy pismami “Solidarności” a MKZ-ami. Jesteśmy jednym Związkiem i cele nasze są wspólne Jednakże prasa związkowa musi mieć zapewnione warunki do normalnego działania i gwarancje swojej wewnątrzzwiązkowej niezależności”.

W czerwcu sytuacja jeszcze się zaostrzyła o czym Redakcja poinformowała czytelników w 39(47) numerze Biuetynu, relacjonując posiedzenie KKP, które odbyło się pod bezpośrednim wpływem rozmów między “Solidarnością” a Rządem RP, na którym wicepremier Rakowski wyraził przemożną chęć “wzięcia za pysk” redaktorów pism zwiazkowych i oskarżył Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” o ”jazgot antykomunistyczny i antyradziecki”[23]:

O godź.12.30 [25.06.1981 r., przyp. S.G.] rozpoczęło obrady Tymczasowe Prezydium KKP w składzie: L. Wałęsa, A. Gwiazda, J. Rulewski, A. Słowik, T. Jedynak, A. Niezgoda, J. Onyszkiewicz oraz A. Celiński, W. Chrzanowski, R. Bugaj, A. Wielowieyski i B. Geremek....omawiano poszerzenie uprawnień Komisji Wydawniczo-Poligraficznej o ocenę pism związkowych. J. Onyszkiewicz i A. Gwiazda podkreślali, że w pismach związkowych musi się znaleźć miejsce na oficjalne stanowisko MKZ-ów i KKP. Zastanawiano się czy w przypadku skrajnych wypowiedzi w pismach Komisja Wydawniczo-Poligraficzna ma prawo stosowania sankcji wobec redakcji. Przeważały głosy, że winna ona być tylko ciałem opiniodawczym, a jej wnioski powinny rozpatrywać MKZ-y, bądź KKP. M.in. J. Onyszkiewicz proponował następującą procedurę: w wypadku zgłoszenia przez władze do KKP zastrzeżeń odnośnie publikowanych materiałów, KKP przekazuje sprawę Komisji, która odrzuca zastrzeżenia lub przeprowadza rozmowę z redakcją. W razie powtarzających się rozmów Komisja – jak proponowali zebrani – winna zgłosić do KKP lub MKZ-u wniosek o pozbawienie pisma statusu biuletynu związkowego lub rozważyć konsekwencje personalne. Chrzanowski i Rulewski zwracali uwagę na konieczność sporządzenia rejestru pism związkowych, gdyż obecnie nie jest jasne, jaki mają one status (związkowe, współpracujące ze związkiem itp). Rozwazano ponadto, jak określić przypadki, które wymagałyby interwencji Komisji. Proponowano takie sformułowania, jak “naruszenie zasad zdrowego rozsądku”, “czy to służy interesom Związku”, “naruszenie podstawowych interesów Zwiazku i kraju”, “zgodność ze Statutem i programem Związku”, bądź ich podstawowymi zadaniami, “sprzeczność z linią Zwiazku”. Podkreślano, z jednej strony względność takich ocen i trudności w zdefiniowaniu pojęć typu “interes Związku”, a z drugiej strony - konieczność precyzyjnego określenia przypadków, w których Komisja miałaby interweniować. Ostatecznie ustalono, że Onyszkiewicz sformułuje ustęp o rozszerzeniu kompetencji Komisji Wydawniczo-Poligraficznej..”.

Sprawa niezależności pism zwiazkowych stanąła jeszcze raz, choć już nie w tak ostrej formie, na III Zjeździe Prasy Związkowej w Puławach w dniach 15-16.08. Sprawę referował S. Blumsztajn, którego zdaniem Status Pism Związkowych uchwalony na II Zjeździe w Ursusie ma niewielkie szanse realizacji, ponieważ “na przeprowadzenie kampanii o niezależności prasy Związku od jego instancji jesteśmy jeszcze za słabi. Prasa Związkowa tylko budując swój autorytet może powiększać zakres własnej autonomii”.[24]

Dla Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej” były to już jednak sprawy drugorzędne: autorytet pisma był już tak wysoki, że nikt nawet nie usiłował kwestionować autonomii pisma. Zresztą wybrany w czerwcu 1981 r. Zarząd Oddziału NSZZ “Solidarność” Ziemia Puławska w pełni podzielał pogląd, że całkowita autonomia Redakcji leży zarówno w interesie czytelników, jak i władz Związku.

Przez większość okresu funkcjonowania Redakcja Biuletynu kontaktowała się z puławskim MKZ (od czerwca 1981 r. z Zarządem Oddziału) bezpośrednio. Dopiero 25.VI.1981r. Zarząd Oddziału zobowiązał jednego z członków swojego Prezydium, S. Głażewskiego, który przypadkiem był zwolennikiem całkowitej autonomii Biuletynu, do współpracy z Redakcją[25], powierzając mu zarazem obowiązki rzecznika prasowego. Odtąd stanowisko Zarządu Oddziału było przekazywane Redakcji w formie oświadczeń rzecznika prasowego. Tych oświadczeń było zresztą niezbyt wiele, bo zaledwie sześć: w Nr 52(60), 54(62), 56(64), 59(67), 60(68) i 64(72).


REDAKCJA

Do redakcji Biuletynu Informacyjnego powołanego przez MKZ NSZZ „Solidarność” w Puławach w październiku 1980 r. zgłosili się ochotniczo: Apoloniusz Berbeć i Ireneusz Ostrokólski z Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa (IUNG), Hanna Czekaj, Andrzej Hoszowski i Włodzimierz Zbiniewicz z Instytutu Weterynarii (IWet) oraz Grzegorz Wołczyk z PAX i pracownik Domu Kultury w Puławach, Andrzej Kowalczyk. Żaden z nich nie był zawodowym dziennikarzem, czemu zresztą Redakcja dała wyraz w tekście opublikowanym w 44 numerze Biuletynu pisząc: ...do tego żeby pisać wcale nie potrzeba być „redaktorem” /w redakcji też nie ma ani jednego zawodowca/...[26] Jedynie dwaj ostatni spośród wymienionych mieli wykształcenie humanistyczne, H. Czekaj, A. Hoszowski i W. Zbiniewicz byli biologami lub lekarzami weterynarii, A. Berbeć był z wykształcenia rolnikiem, a I. Ostrokólski – fizykiem. Jeden z członków redakcji (W. Zbiniewicz) jako współpracownik KOR-u miał znajomości zarówno w NOW-ej, jak i w wydawnictwach Regionu „Mazowsze”. Bardzo to ułatwiało dostęp do materiałów wydawanych w drugim obiegu.

Członkowie Redakcji Biuletynu pracowali społecznie na zasadzie dobrowolności, nie byli w żaden sposób wynagradzani, funkcja zaś redaktora naczelnego nie istniała, ponieważ członkowie Redakcji traktowali się na zasadzie równych praw – co miało być przejawem pełnej demokracji.”[27] zeznali zgodnie na procesie I. Ostrokólskiego Przewodniczący MKZ Puławy B. Masiak oraz Przewodniczący Zarządu Oddziału NSZZ “Solidarność” A. Starzak. Podczas tego samego przesłuchania stwierdzili oni również, że “koniecznym było przy załatwianiu konkretnych spraw by Redakcję reprezentowała jedna osoba i w tym wypadku otrzymywała ona upoważnienie. ... Ireneusz Ostrokólski, który był pracownikiem IUNG dysponował większą ilością czasu oraz znajomością ludzi, z którymi pracował i on też w związku z tym załatwiał znaczną część spraw dotyczących Redakcji Biuletynu. Również i świadek Stanisław Mełgieś – kierownik Zakładu Małej Poligrafii IUNG – przyznaje iż nie znana mu była w Redakcji funkcja redaktora naczelnego i zlecenia do druku podpisywali różni członkowie Redakcji”. W zespole redagującym Biuletyn nigdy więc nie było formalnego redaktora naczelnego; jego obowiązki pełnił zawsze ten członek Redakcji, który akurat zamykał numer i podpisywał zlecenie na jego druk. (najczęściej byli to I. Ostrokólski lub W. Zbiniewicz[28]). Zaraz na początku działalności wydawniczej członkowie Redakcji podzielili między siebie zadania związane z redakcją pisma według własnych gustów, upodobań i uzdolnień. Niewątpliwymi liderami Redakcji, których głos zarówno w kwestii doboru materiałów do publikacji, jak i w sprawach organizacyjnych był decydujący byli I. Ostrokólski i W. Zbiniewicz, przy czym ten pierwszy poświęcał swój czas głównie sprawom organizacyjnym, a drugi – utrzymywaniu kontaktów z redakcjami innych pism związkowych i poza puławskimi strukturami NSZZ “S”. H. Czekaj wyspecjalizowała się w pracach redakcyjnych, takich jak oprawa graficzna pisma, przygotowanie maszynopisów i makiet itp. Pozostali członkowie Redakcji zajmowali się głównie zbieraniem materiałów do druku, publicystyką własną i utrzymywaniem kontaktu ze strukturami organizacyjnymi Związku.


Skład Redakcji, a także jej liczebność zmieniały się kilkakrotnie. Po wydrukowaniu 5 numeru, a więc już na początku grudnia Redakcję opuścił G. Wołczyk. Przyczyną tej decyzji była zasadnicza różnica poglądów między nim a pozostałymi członkami Redakcji, na temat opozycji demokratycznej skupionej wokół KOR. Okazją do dyskusji na ten temat był zamiar przedrukowania w Biuletynie listu otwartego Jacka Kuronia “Do stoczniowców i Robotników Wybrzeża”, (to ten w którym Kuroń pisze: “Zbliżam się do pięćdziesiątki, nie mam stanowisk, majątku, tytułów; dorobiłem się tylko dobrego imienia, a właśnie dobrego imienia chcą mnie pozbawić”)[29], czemu ostro sprzeciwił się G. Wołczyk, grożąc nawet interwencją u przewodniczącego MKZ[30]. Spór rozstrzygnięto w trybie głosowania, którego wynik skłonił G. Wołczyka do opuszczenia Redakcji, a u niektórych z pozostałych wzbudził upodobanie do noszenia dosyć wówczas popularnego znaczka z literami EA (Element Antysocjalistyczny) oraz zaowocował przedrukowaniem z 9 numeru ZAPISU eseju Guentera Grassa Aż do wymiotów w 7 numerze Biuletynu[31]. Już w końcu stycznia miejsce G. Wołczyka w Redakcji zajął pracownik IUNG, Antoni Faber, który podjął się opracowywania materiałów dotyczących rolnictwa i redagowania dodatku dla rolników Korzenie. Na początku marca 1981 r. ze względów zawodowych opuścił Redakcję A. Hoszowski, którego miejsce już na początku kwietnia zajął Krzysztof Małagocki, projektant w Lubelskich Zakładach Futrzarskich w Kurowie. K. Małagocki zajął się głownie ilustrowaniem pisma. Dalsze zmiany to odejście z Redakcji Antoniego Fabera (pod koniec czerwca), Ireneusza Ostrokólskiego (pod koniec lipca) i Andrzeja Kowalczyka (w połowie października). Powodem odejścia A. Fabera była zbytnia czasochłonność prac redakcyjnych, co w jaskrawy sposób kolidowało z jego pracą zawodową. A. Kowalczyk odszedł w związku z przygotowaniami do emigracji, natomiast formalnym powodem odejścia I. Ostrokólskiego była różnica zdań między nim a W. Zbiniewiczem m.in. na temat publicystyki A. Lekan, a szczególnie jej artykułu “Bez złudzeń” opublikowanego w (42)50 numerze pisma[32]. Było to zresztą i tak nieuniknione; dwie tak wyraziste osobowości na dłuższą metę w jednej Redakcji pomieścić się nie mogły. Na trudnościach w koegzystencji liderów Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej” skorzystała Redakcja Informatora KZ w IUNG „Przeszłość – Przyszłości”, którą I. Ostrokólski wkrótce zasilił. Jego miejsce w Redakcji Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej” zajął pracownik PPBP, Czesław Stolar, a W. Zbiniewicz już do końca.liderował w zespole redakcyjnym samotnie. Bardzo ważnymi osobami w Redakcji przez cały okres wydawania Biuletynu były dwie pracownice IUNG, Teresa Celuch i Jagoda Klaudel, które niemal bezbłędnie przepisały na maszynie, nierzadko z mało czytelnych rękopisów, wszystkie materiały przeznaczone do druku, a zebrało się ich ponad 1400 stron. Przez przeważającą część działalności Redakcji podstawą makiety każdego numeru był bowiem maszynopis. Dopiero w połowie maja 1981 r. Redakcja uzyskała (nieformalny) dostęp do kserografu, a i to w ograniczonym zakresie.

W stopkach redakcyjnych czterech pierwszych numerów nie ujawniano składu Redakcji ograniczając się do informacji, że “pismo redaguje kolegium”; pełny skład redakcji zaczęto podawać dopiero począwszy od numeru piątego. W każdym numerze zamieszczano natomiast uwagę: „Biuletyn do użytku wewnątrzzwiązkowego” co zwalniało redakcję od obowiązku konsultowania treści pisma z cenzurą. Nie oznacza to bynajmniej, że Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk (zajmujący się w PRL cenzurowaniem wszystkiego co służyło do czytania, oglądania i słuchania), Biuletynem się nie interesował. Dowodem tego niezdrowego (dla Redakcji) zainteresowania może być pismo kierownika Sekcji Poligrafii IUNG, który informuje GUKPPiW, że w załączeniu przesyła Biuletyny Informacyjne NSZZ Solidarność wykonane w IUNG w Sekcji Małej Poligrafii[33]. Później zresztą okazało się, że nie tylko GUKPPiW z zapałem studiuje materiały drukowane w piśmie.

Początkowo członkowie Redakcji starannie unikali podpisywania swoimi nazwiskami publikowanych w Biuletynie tekstów tłumacząc swoje stanowisko w 3 numerze pisma następująco:

Pytano nas – dlaczego nie podpisujemy artykułów? Sprawa jest prosta, większość artykułów /te nie podpisane/ są wspólnym dzieckiem całego zespołu redakcyjnego. Rodzą się jako rezultat dyskusji w naszym gronie. Natomiast listy do redakcji i nadesłane artykuły drukujemy z podpisami i bez zmian”[34].


Wydaje się, że wyjaśnienie to zawiera tylko część prawdy a niechęć członków Redakcji do ujawnienia swoich nazwisk brała się głównie z – szybko zresztą przełamanej – niepewności, jak zostanie w wybrednym środowisku puławskim przyjęte pismo redagowane przez amatorów i jaką ocenę wystawią czytelnicy autorom tekstów. Obawy te, znajdowały zresztą pełne uzasadnienie w nieprofesjonalnym składzie Redakcji. Niemal każdy z jej członków zamieszczając w biuletynie swoje teksty podejmował bowiem zawsze ryzykowne próby publicystyczne po raz pierwszy w życiu. Dotyczy to zresztą również współpracowników pisma spoza Redakcji.

Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” był pismem społeczno-politycznym z wyraźną preferencją tematyki związkowej. Wychodził co najmniej raz w tygodniu. Fakt, że wszyscy członkowie i współpracownicy Biuletynu przedpołudnia poświęcali pracy zawodowej sprawiał, że poszczególne numery pisma rodziły się w godzinach wieczornych. Nierzadko Redakcja funkcjonowała do późnej nocy. Materiały przeznaczone do publikacji były z konieczności przepisywane na maszynie i włączane do numeru stopniowo, w kolejności napływania do Redakcji. Z tego względu były one na łamach pisma rozmieszczone dosyć chaotycznie i przemieszane ze sobą. W każdym razie Redakcji nigdy nie udało się wydzielić stałych bloków tematycznych i ustalić ich kolejności. Wyjątek stanowiły KORZENIE, autorski dodatek redagowany przez A. Fabera oraz dodatek KIK, przygotowywany przez oddzielny zespół redakcyjny. Materiały te były dostarczane Redakcji Biuletynu w całości lub nawet w postaci gotowej makiety.

Brak wyodrębnionych rubryk tematycznych i dosyć przypadkowa kolejność zamieszczanych w piśmie materiałów szła w parze z wysokim poziomem redakcyjnym pisma. Niech za przykład posłuży 14 strona Nr 36(44), na której obok kserokopii fragmentu Trybuny Ludu z Uchwałą XI Plenum KC PZPR, zapowiadającą czystki w środowisku dziennikarskim, mające ukrócić wystąpienia niezgodne z oczekiwaniami partii, zamieszczono starannie dobrany wiersz z 1968 r. Doskonale korespondujący z tą uchwałą, a także odpowiedni rysunek (ilustracja 1) Wyszukanie tych materiałów zapewne zabrało Redakcji niemało czasu. Wymagało ono ponad to sporej dozy inwencji i świetnej orientacji w najnowszych dziejach Polski..

Pierwszą siedzibą Redakcji było tymczasowe pomieszczenie w starym, nieogrzewanym budynku przy ul. Sieroszewskiego 4a, zajmowane wspólnie z MKZ. W połowie listopada Redakcja uzyskała oddzielny lokal (pokój nr 136, a od początku kwietnia nr 140) usytuowany na parterze budynku ówczesnej Powiatowej Rady Narodowej przy Al. Jedności 19, tuż obok siedziby MKZ. Trzeci i dalsze numery Biuletynu powstały już w nowym, samodzielnym lokalu. Budynek, w którym mieściły się biuro Zarządu Oddziału NSZZ “Solidarność” Ziemia Puławska i Redakcja Biuletynu przedstawia ilustracja 2.

Dogodne usytuowanie siedziby Redakcji niemal w centrum miasta, w zasadzie tygodniowy popołudniowo-nocny cykl przygotowywania kolejnych numerów do druku, jak również wielka popularność pisma w środowisku sprawiały, że atmosfera w lokalu Redakcji była niepowtarzalna. Oprócz straszliwego bałaganu – nieodstępnego towarzysza pracy twórczej, pośród którego uwijali się Redaktorzy - uwagę nieprzygotowanego gościa przykuwał kolorowy portret W. I. Lenina wielkości naturalnej, królujący na głównej ścianie. Dysonansem w nieskazitelnej postaci Wodza Rewolucji był egzemplarz Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej”, niedbale wetknięty mu w zanadrze oraz kartka na 1 kg cukru przylepiona do jego kaszkietu. Członkowie Redakcji oficjalnie pytani o symbolikę tej inscenizacji odpowiadali zazwyczaj wymijająco odwołując się do wyobraźni i pomysłowości interlokutora. Z rozmów prywatnych wiem, że chodziło o podkreślenie kontrastu między dokonaniami Wodza a zawartością Biuletynu. Jeden z redaktorów indagowany kiedyś w tej sprawie przez Bardzo Ważnego Gościa odpowiedział podobno: “a ty, gdybyś miał okazję powiesić Lenina, oparłbyś się pokusie?” Osoby z kręgów nieprzyjaznych Biuletynowi i zawistnicy (bo byli i tacy) złośliwie napomykali, że miała to być swoista “polisa ubezpieczeniowa” redaktorów i dowód ich prawomyślności. W świetle treści publikowanych w Biuletynie przypuszczenie takie było z gruntu nietrafne a rzekoma polisa - jak się wkrótce miało okazać – nieskuteczna. PRL-owscy prokuratorzy i SB-cy swoje wnioski opierali bowiem raczej na analizie zawartości pisma niż na alegorycznej symbolice wystroju pomieszczeń Redakcji.


Pomieszczenie to niemal bez przerwy oblegały tłumy Związkowców (i nie Związkowców) żądnych najnowszych wiadomości (członkowie Redakcji słusznie uchodzili za osoby najlepiej poinformowane), autorów artykułów, osób pragnących podzielić się z Redakcją swoimi kłopotami czy przedyskutować treść jakiejś audycji nadanej przez Wolną Europę, pośmiać się z nowego dowcipu czy pochwalić (najczęściej) lub zganić (raczej rzadko, ale i to się zdarzało) jakiś tekst zamieszczony w Biuletynie, bądź też zwykłych gapiów. To właśnie w lokalu Redakcji odbywały się najgwałtowniejsze spory ideologiczne i polityczne. Tu były staczane najzaciętsze boje na temat strategii i taktyki Związku. Jeden z takich sporów, dotyczący celowości organizowania w Klubie Związkowym odczytu M. Strzemskiego na temat “Dlaczego wystąpiłem z PZPR i „Solidarności”, odbył się w pomieszczeniu Redakcji na początku grudnia 1981 r. Dyskutanci starali się w tym sporze nawzajem przelicytować radykalizmem, bezkompromisowością, pryncypialnością i odwagą. Deklarowany wówczas radykalizm i prezentowaną niezłomną postawę wielu z nich miał zweryfikować już za kilka dni stan wojenny; nie dla wszystkich chlubnie. Wreszcie wiele osób wpadało do Redakcji na krótszą czy (najczęściej) dłuższą chwilę, tylko po to, żeby spędzić w miłej atmosferze jedną, czy dwie godzinki. Wszystko to tonęło w kłębach dymu tytoniowego i w nieopisanym hałasie, przerywanym tylko od czasu do czasu trwożliwą prośbą o litość maszynistki, pani Tereski Celuch lub przygotowującej makietę numeru Hanki Czekaj (których praca wymagała skupienia i uwagi), albo też porykiwaniem redaktorów Ostrokólskiego lub Zbiniewicza. Jak w takiej atmosferze mogło powstać coś tak wartościowego jak Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” – pojęcia nie mam. Ale wiem, że przez ponad rok powstawało.

Członkowie zespołu redakcyjnego, oprócz kwalifikacji i przygotowywania do druku tekstów docierających do Redakcji z zewnątrz prowadzili bardzo ożywioną działalność publicystyczną. W ciągu niespełna 14 miesięcy spod piór członków Redakcji wyszło aż 114 artykułów podpisanych i 60 nie podpisanych tekstów redakcyjnych, co stanowi 54% wszystkich tekstów oryginalnych opublikowanych w Biuletynie. Najpłodniejszymi publicystami spośród redaktorów byli: W. Zbiniewicz (29 tekstów podpisanych), A. Kowalczyk (28) i A. Berbeć (23). I. Ostrokólski (14 tekstów podpisanych), A. Faber (11), H. Czekaj (4), A. Hoszowski (2), Cz. Stolar (2) i G. Wołczyk (1) wydają się być pod tym względem mniej aktywni. Uwzględnić jednak należy fakt, że znakomita część spośród 60 ważnych tekstów redakcyjnych zdradza cięte pióro I. Ostrokólskiego. Również A. Faber nie podpisał większości swoich znakomitych tekstów zamieszczonych w autorskim dodatku KORZENIE.

Jesienią 1981 r w czasie I Zjazdu Delegatów NSZZ “Solidarność” w Gdańsku, Redakcja Biuletynu “wzbogaciła się” o doradcę w osobie “dr Tadeusza Winkowskiego”.A oto jak do tego doszło:,[35]

Paranoja czy specjalna troska?

W dniu 5 października jeden z uczestników Zjazdu rozpoznał wśród obserwatorów osobnika, znanego mu jako ubek z Lublina. Osobnik ten posiadał identyfikator zjazdowy wystawiony na nazwisko dr Tadeusza Winkowskiego, “Ziemia Puławska”. Został on następnie odszukany i zatrzymany przez służby porządkowe Zjazdu. Wylegitymował się dowodem osobistym na nazwisko J a n W i l k o ł a s k i. Jednocześnie znaleziono przy nim delegację służbową, wystawioną na “dra Tadeusza Winkowskiego, doradcę Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej”. Delegacja ta była opatrzona pieczątką redakcji oraz redaktora naczelnego, z podpisem przypominającym podpis kol. Ostrokólskiego.

Zatrzymany osobnik tłumaczył, że zarówno delegację, jak i identyfikator zjazdowy zostawił mu przyjezdny, który u niego mieszkał. Ponieważ nikt z delegatów Regionu, jak również nikt z dziennikarzy “Ziemi Puławskiej” akredytowanych przy Zjeździe nie znał tego osobnika, ani też nigdy nie słyszał o “doradcy Redakcji T. Winkowskim”, zwróciliśmy się teleksem z pytaniem do Puław.

W odpowiedzi czytamy:

Nikogo nie wysyłałem, nikomu też nie wystawiałem dokumentów identyfikacyjnych do Gdańska. Pytałem również w MKZ, nie wystawiali żadnej dodatkowej delegacji.

Ireneusz Ostrkólski”

Po wyjaśnieniu sprawy niefortunny “obserwator” został przez służbę porządkową usunięty z terenu Olivii.

Nie był to pierwszy tego rodzaju przypadek – służba porządkowa Zjazdu posiada długą listę nazwisk podobnych “gości”.

Rozumiemy szczególną troskę, jaką wiadomy resort darzy nasz Zjazd, jednocześnie jednak dziwimy się, jak można wysyłać ludzi, którzy tak partolą robotę.

Redakcja

 

Najlepszym dowodem uznania PRL-owskiej Służby Bezpieczeństwa dla dokonań Redakcji Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej” był fakt, że po 13 grudnia 1981 r.aż 5 członków zespołu redakcyjnego: A. Berbeć, H. Czekaj, K. Małagocki, I. Ostrokólski i W. Zbiniewicz znalazło sie w miejscach odosobnienia dla internowanych a szósty – A. Faber został osadzony w areszcie domowym[36]. Zasługi I. Ostrokólskiego, PRL-owski Sąd Wojewódzki w Lublinie, wycenił dodatkowo na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata w procesie “o myszy i niedźwiedzia”.


WSPÓŁPRACOWNICY

Jedną z głównych trosk zespołu redakcyjnego były trudności z pozyskiwaniem korespondentów terenowych, których nieodzowność dla pisma związkowego była dla Redakcji oczywista. Najlepiej kłopoty Redakcji z tym związane oddaje tekst “Korespondenci pilnie poszukiwani” zamieszczony w 44 numerze Biuletynu[37]:

Na Walnym Zebraniu delegaci dyskutowali o roli prasy związkowej, wypowiadali swoje uwagi pod adresem naszego biuletynu. Argumenty krytyczne sprowadzały się w zasadzie do tego, że w biuletynie jest zbyt dużo przedruków, natomiast zbyt mało materiałów o Puławach, o sytuacji w Związku tu, na miejscu, o problemach załóg i środowiska. Głosy te nie były dla nas zaskoczeniem; już wcześniej zwracali nam na to uwagę przedstawiciele naszych komisji zakładowych. Problem jest ważny; spróbujmy się w tym miejscu nad nim zastanowić./.../

Jeżeli ... chodzi o nasze lokalne problemy związkowe, to zgadzamy się w zupełności, ze nie są one poruszane wyczerpująco. Jest to od dawna nasz poważny problem, zresztą nie tylko nasz. Problem ten dotyczy znakomitej większości pism związkowych w naszym kraju.

W tym miejscu wypada stwierdzić, że ż a d n a redakcja, ani nasza, ani jakakolwiek inna, nie jest w stanie s a m a dotrzeć do wszystkich problemów środowiska, w szczególności gdy dysponuje tak szczupłymi środkami, gdy problemem jest nie tylko to, c o napisać, ale także g d z i e i n a czym wydrukować. /Wydawanie tygodnika w „normalnych”, profesjonalnych warunkach angażuje nieporównywalnie większy zespół ludzi i środków/.

Biuletyn nasz jest przede wszystkim pismem środowiska i ma wyrażać jego opinię, jednakże – trzeba sobie to wyraźnie powiedzieć – związkowcy naszego rejonu, poza szczupłym gronem stałych współpracowników, zadania nam nie ułatwiają. Dociera do nas mało głosów krytycznych, polemiki prawie się nie zdarzają (nawet tak poważny problem, jak manipulacja wyborami i stosowanie niegodnych metod, poruszony w poprzednim numerze, nie wywołał odzewu). Czy w naszym Związku nie ma problemów nurtujących załogi, czy też są one aż tak błahe, że nie wymagają poruszenia w prasie, która jest do dyspozycji związkowców? Głosy docierające do nas publikujemy w formie listów do redakcji bądź artykułów: łatwo jest sprawdzić, ile ich dotąd było. W jaki sposób rozwiązać ten problem? Związkowcy muszą sami sygnalizować swoje problemy: nawet najlepsi dziennikarze (zakładając, że byliby w stanie dotrzeć wszędzie) zawsze będą ludźmi z zewnątrz.

Warto może przypomnieć istniejącą przed wojną w międzynarodowym ruchu robotniczym instytucję „korespondentów robotniczych”, która polegała na tym, że społeczni współpracownicy, zaangażowani ideowo, przekazywali informacje z własnych środowisk. Instytucja ta doskonale zdała egzamin i można by skorzystać z jej doświadczeń.

Biuletyn potrzebuje korespondentów z poszczególnych załóg, z komisji zakładowych, którzy sygnalizowaliby problemy swych środowisk. A do tego by pisać, wcale nie potrzeba być „redaktorem” ... wystarczy zaangażowanie w problemy Związku, ołówek i kawałek papieru...”

Nic nie wskazuje na to, że ten dramatyczny apel przyniósł jakąś radykalną zmianę sytuacji: korespondentów z zakładów pracy i komisji zakładowych nadal miała Redakcja jak na lekarstwo. Nie mogła ona jednak narzekać na brak współpracowników poruszających tematy bardziej ogólne. Lista związkowców z Ziemi Puławskiej , których teksty ukazały się na łamach Biuletynu obejmuje bowiem aż 51 nazwisk. Doliczając do tego 6 osób, które podały swoje nazwiska tylko do wiadomości redakcji, autorów tego typu było 57. Spod ich pióra wyszło aż 149 artykułów, co w stosunku do liczby tekstów autorstwa członków Redakcji (174), stanowi liczbę ze wszech miar godną uwagi i świadczy o wielkiej zdolności Redakcji do przyciągania samorodnych talentów publicystycznych.

Pełna lista współpracowników Redakcji z obszaru działania NSZZ „Solidarność” Ziemia Puławska obejmuje następujące nazwiska (w nawiasach liczba podpisanych tekstów opublikowanych przez nich w Biuletynie): S. Głażewski (32), A. Lekan (21), B. Szewczyk (8), J. Łodyga (6), W. Hennel (5), H. Nowak (5), M. Strzemski (5), J. Chmielewski (4), L. Gryniewicz (4), R. Celarski (3), K. Lekan (3), E. Owczarski (3), M. Szewczyk (3), W. Boguszewski (2), J. Ciepielewski (2), I. Czeżyk (2), J. Grajper (2), J. Grundboeck (2), W. Kuba (2), M. Legieć (2), A Lipowski (2), C. Świerczyński (2), A. Bobrowska (1), D. Dąbrowska (1), J. Gądor (1), K. Gądor (1), S. Gędek (1), K. Goluch (1), A. Jackiewicz (1), Z. Jakubczak (1), M. Jakubiak (1), St. Jasiocha (1), A. Jelinowska (1), S. Karpiński (1), K. Kaczmarek (1), A.D. Kozak (1), J. Krasiński (1), Z. Kudyk (1), A. Kuba (1), J. Kurczewski (1), Z. Lesisz (1), A. Maczuga (1), Z. Mazur (1), T. Onoszkiewicz (1), Piwowarek (1), J. Strękowski (1), E. Szczygieł (1), A. Szkutnik (1), H. Sztaba (1), M. Wójcik (1), S. Zadura (1).

Oprócz autorów tekstów publicystycznych i korespondencji, z Redakcją Biuletynu współpracowały dziesiątki dostarczycieli ustnych informacji, drukarzy, kolporterów, dostawców papieru, a także recenzentów jej poczynań. Uwzględniając wszystkie te osoby, środowisko współpracowników Biuletynu można ocenić na dobre kilkaset osób.


DRUK

Ukonstytuowany na zebraniu w Klubie “Mozaika” zespół redakcyjny natychmiast przrystąpił do pracy rozglądając się równocześnie za dostępem do jakiejś drukarni. Najbliżej było do zakładu Małej Poligrafii IUNG i to właśnie tam powstał pierwszy numer pisma datowany na 4 listopada. Został wydrukowany w nakładzie kilkuset egzemplarzy i to – na wniosek Kierownika Małej Poligrafii S. Mełgiesia – z kolorową winietą (choć wymagało to wykonania dodatkowej matrycy). Odbyło się to na zasadzie cichej umowy, o treści mniej więcej następującej: S. Mełgieś na godzinę lub dwie opuści Zakład “w bardzo pilnej sprawie” a w tym czasie I. Ostrokólski z pracownikami Zakładu wykonają matryce i wydrukują na offsecie tyle egzemplarzy pisma na ile wystarczy zapas papieru przyniesiony przez I. Ostrokólskiego. Oczywiście układ ten mógł działać tylko dlatego, że zarówno S. Mełgieś, jak i inni pracownicy Małej Poligrafii IUNG, traktowali druk Biuletynu jako swój obywatelski obowiązek i poświęcili tej sprawie, całkowicie bezinteresownie, mnóstwo czasu, wysiłku i inwencji. Wielka im się za to należy wdzięczność środowiska. Redakcja Biuletynu miała tego pełną świadomość, czego dowodem jest podziękowanie zamieszczone na ostatniej stronie dodatku jubileuszowego do Nr 50[38]

Następny numer nie mógł być wydrukowany na takich samych zasadach jak pierwszy, gdyż akurat rozpoczął się pierwszy ciężki kryzys w stosunkach między Rządem PRL a “Solidarnością” (wywołany bezprawnym dopisaniem przez Sąd Rejestracyjny do Statutu Związku obowiązku respektowania kierowniczej roli PZPR i “sojuszu” z ZSRR), w związku z czym wszystkie drukarnie w Polsce, w tym i ta IUNG-owska, zostały zablokowane. Ukazał się on więc w bardzo niewielkim nakładzie i był dostępny wyłącznie w formie kserokopii. Każdy z szczęśliwych nabywców tego numeru musiał podjąć zobowiązanie, że we własnym zakresie “rozmnoży” swój egzemplarz przynajmniej 10-krotnie i kopie rozkolportuje wśród kolegów.

Numery trzeci i czwarty zostały wydrukowane podobnie jak pierwszy dzięki odwadze i poświęceniu kolegów z Zakładu Małej Poligrafii IUNG, ale wobec przeciągających się rozmów z władzami w sprawie legalizacji druku, następny, piąty numer musiał być wydrukowany gdzie indziej. Zadania tego podjął się, choć nie bezinteresownie, jeden z pracowników Poligrafii Zakładów Azotowych. Wykorzystując matryce wykonane w Zakładzie Małej Poligrafii IUNG, wydrukował kilkaset egzemplarzy Biuletynu, umieścił je w worku i telefonicznie zażądał natychmiastowego odbioru. I. Ostrokólski, który się po nakład zgłosił wszedł wprawdzie do budynku Zakładu Poligrafii ZA normalnie, ale zagrożony dekonspiracją, musiał z workiem zawierającym Biuletyn na plecach uchodzić do lasu przez okno od ubikacji, które zresztą natychmiast potem okratowano. Wynika stąd, że ryzykowali wówczas nie tylko drukarze.

Po takim doświadczeniu, opisanej wyżej metody druku Biuletynu zaniechano ostatecznie, a jedynym śladem tego procederu utrwalonym na piśmie jest cytowana już wzmianka zamieszczona w jubileuszowym dodatku do 50 numeru zawierająca “podziękowania kolegom drukarzom, którzy nie wahali się ryzykować wydając nasze pierwsze „partyzanckie” numery w roku 1980.”

Pierwsze oznaki buntu Redakcji wobec braku uregulowań umożliwiających legalny druk Biuletynu pojawiły się na jego łamach już w numerze 3. Najlepiej oddaje go tekst artykułu redakcyjnego zamieszczonego na stronie 2 tego numeru.[39]:

Wysiłkiem społecznym, dzięki poparciu naszych Czytelników, wydajemy 3 numer naszego pisma. Wciąż jednak pracujemy w nadzwyczaj trudnych warunkach. Nasz Związek SOLIDARNOŚĆ jest legalną organizacją. Ale wciąż jeszcze nie mamy przydziału papieru. Dostęp do drukarń zamyka się nam przed nosem. Jak długo jeszcze?/.../ W drukarniach słyszymy magiczne słowo „cenzura”.

Piąty numer biuletynu jest pierwszym, w którym ujawniono imienny skład Redakcji. Poprzednio podawano tylko, że numer przygotował Zespół. Natomiast pierwszy artykuł podpisany nazwiskiem autorów (Ewa Szczygieł, Maria Legieć) ukazał się już w Nr 3 pisma.

Numer szósty udało się wydrukować w Zakładzie Małej Poligrafii IWet, metodą zbliżoną do zastosowanej przy druku numerów 1, 3 i 4, z tą różnicą, że tym razem, dla przezwyciężenia strachu, musiało przejść z ręki do ręki nieco mamony.[40]


Równocześnie trwały gorączkowe, wielokierunkowe negocjacje mające zapewnić redakcji Biuletynu legalny dostęp do poligrafii. Zabiegi te opisał I. Ostrokólski w komediodramacie pt. “Szopka Puławska”[41]

 

SZOPKA PUŁAWSKA

udział biorą:

Redakcja Biuletynu

Bogdan Masiak

Lech Wałęsa

Legalny Statut

Kolega Kudyk

Kolega Stasio

oraz:

Stanisław Jędrych

Tadeusz Piasecki

Zygmunt Czajkowski

i telefony miejskie a także międzymiastowe

 

Listopad 1980. „Solidarność” zarejestrowana. Spotykamy się z przewodniczącym.

- Panie Bogdanie, cała „Solidarność” jest już legalna, Biuletyn również, musimy mieć formalny dostęp do poligrafii. Koniec z partyzantką i drukowaniem gdzieś w Polsce po borach i lasach. Trzeba wystąpić do władz puławskich o wskazanie drukarni dla Biuletynu.

(Czytelniku, trzeba Ci było słyszeć śmiech Masiaka – ten poważny facet zareagował jak na dobry dowcip. No ale otarł łzy radości i papiery podpisał).

Idziemy.

Spróbujemy po raz pierwszy rozmawiać z Partią.

- Panie sekretarzu, sprawa jest taka: trudności z drukiem będą zaostrzać biuletyn, ale wychodzić będzie, bo Związkowcy tego chcą, a cenzura nadal nas nie interesuje.

- Panowie, ja was rozumiem. Ale ja muszę zadzwonić, zapytać, uzgodnić.

- Dobra jest, przyjdziemy za dwa dni.

No i przyszliśmy.

- Panowie, ja już: zadzwoniłem, zapytałem, uzgodniłem – będziecie drukować w Zakładach Azotowych – ale musicie mieć pismo z Gdańska, bo wiecie Gdańsk ma taką umowę z Rządem.

Trudno nam ukryć zaskoczenie. Nic nie wiemy o takiej umowie. Cóż, grzecznie się uśmiechamy – pojedziemy do Gdańska.

MKZ daje delegacje dla dwóch osób. Przywożą pismo[42]:

Gdańsk, dn.17.12.1980 r.

MKZ NSZZ „Solidarność” Gdańsk zwraca się do władz miejskich w Puławach z prośbą o nie utrudnianie wydawania przez MKZ NSZZ „Solidarność” Puławy Biuletynu Informacyjnego „Solidarność Ziemi Puławskiej”

W szczególności prosimy o umożliwienie dostępu do drukarni Zakładów Azotowych w Puławach.

Jednocześnie nadmieniamy, że w/w pismo jest przeznaczone do użytku wewnątrzzwiązkowego i jako takie nie podlega cenzurze”.

Przewodniczący MKZ Gdańsk / - /Lech Wałęsa

Przewodniczący Działu Propagandy / - /Andrzej Butkiewicz


Błyskawicznie robimy odbitki kserograficzne i jedną po okazaniu oryginału składamy u sekretarki sekretarza KM PZPR /on sam aktualnie nieobecny/

Teraz do Azotów.

W drukarni pokazujemy pismo Lecha.

- Śliczne pismo – mówi kierownik – ale Gdańsk daleko a mnie utną głowę, tutaj, na mniejscu i dzieci będą płakały. Niech dyrektor ZA poleci mi na piśmie drukowanie.

- Dobra jest, Piasecki, to dyrektor, którego załoga ZA sobie wybrała – na pewno podpisze, wszak jest piśmienny.

- Kolego Kudyk, idziemy do dyr. Piaseckiego, ty idź z nami.

- Koledzy, ja tu tego jestem zajęty. Stasiu, ty idź z nimi.

Stasio idzie, a tu u dyrektora narada.

Dobra, u nas też narada. Mamy plan. Tubylec wślizgnie się na naradę, podsunie papiery – dyrektor przeczyta, podpisze – no i po herbacie.

Tubylec wraca z pustymi rękami. KAZANO CZEKAĆ.

No to czekamy, sami, choć jeszcze z optymizmem, tuż obok załoga ZA produkuje nawozy. To jest ponad pięć tysięcy ludzi z „Solidarności” – TO JEST SIŁA.

Ten Biuletyn jest ich. I ta drukarnia jest ich.

Trzy godziny = sto osiemdziesiąt minut

No nareszcie, jesteśmy przed obliczem.

- Panie dyrektorze, byliśmy w KM PZPR i pan Jędrych powiedział, że tu będziemy drukować Biuletyn.

- A, a, a, a, a pan Jędrych to mi może naskoczyć na...

- To już sprawa między oboma Panami. My chcemy tylko drukować Biuletyn.

- Ja, ja, ja, ja odpowiadam tu za produkcję i nic mnie więcej nie obchodzi. Niech ktoś inny wyda polecenie.

- K T O? – Panie dyrektorze

- Nie wiem, to nie moja sprawa.

- No cóż, prosimy napisać na naszym piśmie, że się Pan nie zgadza.

- Ani mi się śni, nic nie napiszę.

Chyba przyszły wytyczne o oszczędzaniu długopisów.

Wracamy do MKZ. Teraz zaczynamy rozumieć, z czego śmiał się Masiak. Ale nam teraz nie do śmiechu, ktoś proponuje telefonowanie do Gdańska, ktoś inny tłumaczy, że to ostateczność i musimy radzić sobie sami nie oglądając się ciągle na Gdańsk.

Tu w Puławach jest około 10 tysięcy ludzi w „Solidarności”, jest załoga ZA – możemy się w każdej chwili do nich odwołać.

Czas płynie. Trzeba zamykać kolejny numer biuletynu. Partyzanci ruszają gdzieś w Polskę. Ukazuje się numer 6, potem numer 7, a przed świętami jest ósemka. Niewielu czytelników domyśla się, jakim nakładem sił zrobiono biuletyn, który spokojnie czytają.

Szykujemy numer 9. Będziemy robić wywiad z Naczelnikiem.

- Panie Bogdanie, może to właśnie Czajkowski jest tym ODPOWIEDZIALNYM?

- Może.

Tym razem Masiak się nie śmieje, wyraźnie nas oszczędza.

Próbujemy:

- Panie Naczelniku –sprawa jest taka....

- Panowie, ja was rozumiem. Ale ja muszę zadzwonić, zapytać, uzgodnić.

C.D.N.

I. Ostrokólski

Fakty podane w “Szopce” uzupełnić należy informacją, że negocjacje w Puławach prowadzili głównie I. Ostrokólski i A. Kowalczyk a po pismo L. Wałęsy pojechali do Gdańska H. Czekaj i W. Zbiniewicz.[43]

Numery siódmy i ósmy wydrukowali znów pracownicy Zakładu Małej Poligrafii IUNG i to już były ostatnie numery drukowane nielegalnie z doskoku. Niespodziewanie bowiem nastąpił przełom w negocjacjach mających na celu legalizację druku Biuletynu. Pomoc przyszła z najmniej oczekiwanej strony. A było to tak:[44]

Pod koniec grudnia 1980 roku do jednego z redaktorów Biuletynu, I. Ostrokólskiego przyszedł z ósmym numerem pisma w ręku, czołowy działacz PZPR, do niedawna sekretarz POP w IUNG, Mariusz Fotyma i oświadczył, że po przeczytaniu zamieszczonych w nim materiałów dotyczących wydarzeń na Wybrzeżu w grudniu 1970 r. jest głęboko wstrząśnięty i przeświadczony, że pismo spełnia ważną funkcję społeczną, w związku z czym oferuje swoją pomóc w zawarciu umowy między Dyrekcją IUNG a Redakcją na druk biuletynu. M. Fotyma przekonał następnie aktualnego sekretarza POP PZPR, Józefa Bochniarza.o celowości poparcia wniosku Redakcji o umożliwienie druku pisma w Zakładzie Małej Poligrafii IUNG. W rezultacie 9.01.1981 r. spisany został dokument o następującej treści[45]:


P O R O Z U M I E N I E

zawarte w dniu 9.01.1981 r. w Puławach między Dyrekcją Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa a Redakcją Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej” - działającą z upoważnienia MKZ NSZZ “Solidarność” w Puławach – w sprawie:

 

korzystania z maszyny offsetowej IUNG dla wydawania wyżej wymienionego biuletynu

 

  1. Dyrekcja IUNG w oparciu o pismo MKZ NSZZ “Solidarność” Gdańsk, podpisane przez Przewodniczącego Krajowej Komisji Porozumiewawczej – Lecha Wałęsę, pismo Naczelnika Miasta Puławy (kserokopia w załączeniu) oraz wniosek Podstawowej Organizacji Partyjnej w IUNG (w załączeniu), zapewnia korzystanie przez Redakcję Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej” z maszyny offsetowej IUNG dla drukowania wymienionego biuletynu w okresie do 31 marca 1981 r.w nakładzie 5.000 egz. (słownie: pięć tysięcy).
  2. Redakcja Biuletynu zapewni dostarczenie dla Sekcji Małej Poligrafii IUNG papieru w odpowiedniej do nakładu ilości
  3. Druk Biuletynu dokonywany będzie nieodpłatnie w ramach niewykorzystanych możliwości produkcyjnych maszyny.
  4. Biuletyn będzie wydawany z klauzulą “Do użytku wewnątrzzwiązkowego”, całkowitą odpowiedzialność za treść biuletynu ponosi Redakcja.
  5. Dyrekcja Instytutu zastrzega sobie prawo rozwiązania niniejszego porozumienia w przypadku stwierdzenia, że w którymś z numerów Biuletynu ukazały się materiały niezgodne z duchem Porozumienia Gdańskiego. W przypadku rozwiązania porozumienia z tej przyczyny Redakcji Biuletynu gwarantuje się wydanie jeszcze jednego kolejnego numeru tego Biuletynu bez zmiany warunków.

Porozumienie niniejsze spisane zostało w 5 egz. i obowiązuje od dnia podpisania przez obie strony.

Z up. MKZ NSZZ “Solidarność” w Puławach Dyrekcja IUNG

 

za Redakcję: / - / Ireneusz Ostrokólski / - / Prof.dr hab. St. Nawrocki

 

 

Puławy, dnia 10.01.1981 r.


Dzięki tym wszystkim zabiegom i uzgodnieniom już 14 stycznia 1981 r. zespół redakcyjny mógł donieść swoim czytelnikom[46]:

A jednak znalazło się w Puławach kilku ludzi, którzy będąc decydentami zdecydowali się zdecydować. Otrzymaliśmy już formalny dostęp do poligrafii i po trzech miesiącach po raz pierwszy wydaliśmy numer 9 naszego biuletynu bez poślizgu spowodowanego trudnościami z dotarciem do maszyn drukarskich.

9 stycznia zawarliśmy porozumienie z dyrekcją Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach w sprawie korzystania z poligrafii Instytutu dla wydawania Biuletynu. Aby nie było żadnych wątpliwości – nikt nie cenzuruje naszego pisma i całą odpowiedzialność za jego treść ponosi redakcja.

A więc będziemy “wychodzić” dopóki Wy będziecie chcieli czytać to pismo, które powinno być Wasze i które Wy wszyscy – członkowie puławskiej Solidarności – powinniście wypełnić relacjami o tym, co robicie i co zamierzacie.

Teraz kolej na podziękowania, choć bardzo nie lubimy dziękować za rzeczy oczywiste.

Tak więc dziękujemy Solidarności w IUNG i Dyrekcji tego Instytutu, a także panom: Bochniarzowi, Czajkowskiemu i Jędrychowi za doprowadzenie do zawarcia tego porozumienia.

Dzięki Bogu nie musimy dziękować naszemu Wałęsie i sobie.

Natomiast zdecydowanie nie dziękujemy, a nawet wprost przeciwnie, panu Piaseckiemu, dyrektorowi Zakładów Azotowych w Puławach.”

Dziewiąty numer Biuletynu, datowany 8.01.1981 r. mógł więc ukazać się już z nadrukiem na odwrocie “Druk IUNG Puławy, zam. 6/F/81 nakł. 5000 egz. A5” a jego redaktorzy, mając na najbliższy kwartał zapewniony dostęp do drukarni, mogli spokojnie zająć się redagowanem następnych numerów. Wiele natomiast wskazuje, że J. Bochniarz, naciskany przez swych bardziej ortodoksyjnych towarzyszy, musiał nieraz żałować swego poparcia dla Biuletynu, czemu niejednokrotnie dawał wyraz w rozmowach z przedstawicielami “Solidarności” w IUNG; nigdy jednak nie usiłował ingerować w sprawy redakcyjne, ani wpływać na linię programową pisma.

W tym miejscu przypomnieć należy, że tak chwaleni przez Redakcję panowie. Bochniarz i Jędrych to w rzeczywistości towarzysze sekretarze, odpowiednio POP w IUNG i puławskiego Komitetu Miejskiego, a tak ganiony pan Piasecki to „solidarnościowy” dyrektor ZA Puławy. Pan Czajkowski pełnił wówczas funkcję Naczelnika Miasta (ówczesny odpowiednik obecnego Prezydenta).

Dzięki zawartej umowie, od początku 1981 r. (od 9 numeru) Biuletyn ukazywał się w oficjalnym nakładzie 5.000 egzemplarzy. Faktycznie dzięki dobrej woli pracowników poligrafii IUNG drukowano zawsze o kilka tysięcy egzemplarzy więcej, a nierzadko nakład przekraczał 10.000 egzemplarzy. Czynnikiem ograniczającym wysokość nakładu był z reguły niedobór papieru (o który redakcja musiała starać się sama, a potrzeby w tym względzie były niebagatelne – na potrzeby jednego numeru o objętości 16 stron i nakładzie 5.000 egzemplarzy zużywano 40 ryz papieru formatu A-4), natomiast popyt na Biuletyn i to nie tylko w Puławach był w zasadzie nieograniczony.


Kłopoty Biuletynu z dostępem do drukarni bynajmniej się na tym nie skończyły. Na trzy tygodnie przed upływem terminu wygaśnięcia porozumienia, 9.03.1981 r., na wniosek Redakcji, Prezydium MKZ Ziemi Puławskiej wydało utrzymane w dramatycznym tonie oświadczenie, w którym czytamy[47]:

... Przypominamy, ze ukazujący się w Puławach Biuletyn Informacyjny Solidarność Ziemi Puławskiej drukowany jest w drukarni Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa na zasadzie porozumienia zawartego z Dyrekcją IUNG na wniosek przewodniczacego KKP Lecha Wałęsy oraz MKZ w Puławach. Wniosek ten był poparty przez organizacje społeczne oraz Naczelnika Miasta Puławy.

Porozumienie z Dyrekcją zostało zawarte wstępnie na okres 3 miesiecy, tj. do dnia 31 marca 1981 r. Liczyliśmy, że do tego czasu ukaże sie oczekiwana przez wszystkich ustawa o cenzurze. Ustawy nie widać, a termin się zbliża.

Informujemy, że pojawiają się sygnały o zamiarze nieprzedłużenia porozumienia, aby uniemożliwić druk. Za podkładkę służy wymówka: “Będziecie przecież mieli Tygodnik Solidarność, po co wam pismo regionalne”. Zapytujemy władze: czy dlatego, ze Trybuna Ludu jest pismem ogólnokrajowym, zamierzają także zlikwidować wszystkie inne pisma regionalne, jak np. Sztandar Ludu czy Kurier Lubelski?

Krajowa Komisja Porozumiewawcza powiedziała wyraźnie, że podstawą działalności Związku będą pisma zakładowe i regionalne do użytku wewnątrzzwiazkowego, nie podlegające cenzurze. Istotny jest także fakt, że ze wzgledu na ograniczony nakład, jeden egzemplarz tygodnika przypadać będzie na kilkudziesięciu członków Związku.

Przypominamy, że uchwała KKP z dnia 29.01.1981 r. nakazuje MKZ-tom traktować przypadki wstrzymania druku biuletynów jako represje uniemożliwiające normalne działanie instancji związkowych, co zgodnie z par. 33 naszego Statutu, zobowiazuje do proklamowania strajku.

Solidarność Ziemi Puławskiej wychodzi dzięki Waszemu poparciu, jest pisana dla Was i przez Was czytana.

Jezeli władzom uda się wstrzymać druk Solidarności Ziemi Puławskiej, te wkrótce potem wezmą się za biuletyny zakładowe.

NIE WOLNO DO TEGO DOPUŚCIĆ.

O PRASIE ZWIĄZKOWEJ DECYDOWAĆ MOŻEMY TYLKO MY – ZWIĄZKOWCY – I W RAZIE POTRZEBY POTRAFIMY JĄ OBRONIĆ”.

 

Tego samego dnia Redakcja Biuletynu, zwróciła się do Dyrekcji IUNG z prośbą o prolongatę porozumienia[48]:

 

Puławy, 9.03.1981 r.

Dyrekcja IUNG
Puławy

Redakcja Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej” zwraca się do Dyrekcji IUNG z prośbą o przedłużenie ważności porozumienia na wydawanie biuletynu w Małej Poligrafii IUNG na dotychczasowych warunkach do momentu uchwalenia przez Sejm PRL nowej ustawy o cenzurze.

Z upoważnienia MKZ w Puławach
za redakcję: / - / Iteneusz Ostrokólski

 

Negocjacje trwały kilka dni, ale ostatecznie Dyrektor IUNG przychylił się do prośby Redakcji Biuletynu i 26 marca 1981 r.spisano następny dokument[49]:

 

A n e k s

do porozumienia zawartego w dniu 9.I.1981 r. pomiędzy Instytutem Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa i Redakcją Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej”

Obie umawiające się strony zgodnie postanawiają co następuje:

  1. Moc obowiązujacą porozumienia z dnia 9.I.1981 r. w sprawie udostępnienia Redakcji Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej”, maszyny offsetowej IUNG w celu wydawania druku w/w Biuletynu – przedłuża się do dnia 30 czerwca 1981 r.
  2. Warunki drukowania i wydawania Biuletynu, określone w porozumieniu z dnia 9.I.1981 r. nie ulegają zmianie.

Redakcja Biuletynu Dyrektor IUNG

 

/ - / I. Ostrokólski / - / Prof.dr hab. St. Nawrocki

 

 

Puławy, dnia 26 marca 1981 r.


Ale i na tym kłopoty Redakcji z drukiem Biuletynu jeszcze się nie skończyły. Przed upływem terminu ważności umowy z Dyrekcją IUNG Zarząd Oddziału, naciskany przez Redakcję uzgodnił spotkanie z władzami miasta w dniu 26 VI. 1981 r. Dzień wcześniej, 25 czerwca “ustalono skład grupy na rozmowy 26.VI. z Naczelnikiem Miasta (A. Starzak, J. Łodyga, Z. Górecka, S. Głażewski, A. Kuba, J. Klimkiewicz i B. Masiak) Przedmiotem rozmów mają być sprawy funkcjonowania Oddziału, w tym wydawnictw związkowych[50] Rozmowy miały bardzo burzliwy przebieg i - jeśli chodzi o dostęp Redakcji Biuletynu do drukarni – zakończyły się fiaskiem. Naczelnik Miasta postawił redakcji takie warunki (m.in. ograniczenie zakresu tematów poruszanych w piśmie do spraw czysto związkowych), których ona nie mogła przyjąć. Zgodził się jedynie na interwencję w IUNG mającą na celu przedłużenie obowiązywania umowy na dostęp do drukarni do końca lipca i zobowiązał się do zorganizowania przed upływem tego terminu spotkania przedstawicieli Zarządu Oddziału z Wojewodą Lubelskim, który podejmie ostateczną decyzję..

W międzyczasie jednak nad wydawnictwami związkowymi zebrały się czarne chmury. Pisał o tym w 43 numerze Biuletynu A. Berbeć w doskonałym artykule pt. “Klasowy charakter prawdy”[51], który przytoczyć wypada w całości, nie tylko ze względu na jego frapującą treść, ale również ze względu na fakt, że artykuł ten został odczytany (jako jedyny tekst z Biuletynu) na antenie Radia Wolna Europa. Nie muszę chyba dodawać, że i Autora i Redakcję fakt ten natychmiast podniósł w oczach czytelników na niebotyczne wyżyny.

 

KLASOWY CHARAKTER PRAWDY”

Pamiętam jak mniej więcej rok temu, kiedy coś już jakby zaczęło się rysować w wypolerowanej fasadzie „drugiej Polski”, w którymś z czasopism (był to bodajże nieboszczyk RADIO i TV), partyjny prominent jakoś związany z informacją, na pytanie dziennikarza wyrażające obecne tu i ówdzie wątpliwości co do bezwzględnego ścisłego przylegania do prawdy doniesień zawartych w naszych środkach przekazu, z całą otwartością stwierdził, że polityka informacyjna PRL nigdy nie kierowała się i nie zamierza się kierować prawdą w jej burżuazyjnym pojęciu, a jej zadaniem jest stać na straży zdobyczy ustrojowych, co jest zgodne z „klasowym charakterem prawdy”.

Zaraz potem wybuchła „SOLIDARNOŚĆ” i rozpleniły się biuletyny, drukowane najpierw na prymitywnych powielaczach, ale zwolna zdobywające dostęp do bardziej nowoczesnych technik poligraficznych, częstokroć udostępnianych na podstawie dwustronnych umów przez tzw. „małe poligrafie” zakładów pracy. Pisma te od samego początku zdobywały sobie wielką popularność, przede wszystkim dlatego, że autorzy w nich drukujący niewiele przejmowali się „klasowym charakterem prawdy” i pisali po prostu to, co uważali za słuszne i prawdziwe – zapominając, że prawda – to pojęcie burżuazyjne. Nie zapomniała o tym jednak władza. Niecenzurowane wewnątrzzwiązkowe biuletyny były jej zawsze solą w oku, bo odważały się pisać o sprawach, które nie mieściły się w skądinąd nieco rozluźnionym gorsecie oficjalnej informacji. I wreszcie w tych dniach zdecydowano się ruszyć do frontalnego ataku, którego zapowiedzią były słowa z trybuny sejmowej o „zbrodniczych treściach” drukowanych w „nielegalnych” pismach.

Dyrekcje przedsiębiorstw pośpiesznie zareagowały na tą bojową trąbkę i już są „owoce” na naszym terenie. Chodzi po prostu o stopniową, ale też możliwie najszybszą likwidację kanałów niezależnej informacji i odzyskanie monopolu w tej dziedzinie. A mając monopol nie będzie już żadnych przeszkód, by wrócić do starych, wypróbowanych i ukochanych wzorców, które tak pięknie określa pojęcie „klasowego charakteru prawdy”: Górnicy kopalni M w odpowiedzi na apel tow. W zobowiązali się do przedterminowego... W bieżącej pięciolatce oddano do użytku..., co stanowi wzrost w porównaniu z okresem poprzednim o... .Budowlani rzetelną i wydajną pracą manifestują swoje poparcie... .

Nie łudźmy się. Likwidacja solidarnościowych biuletynów jest pierwszym krokiem do powrotu na łamy naszych gazet i anteny naszych odbiorników „informacji” takiego właśnie autoramentu. Tylko istnienie niezależnych od siebie, alternatywnych źródeł informacji może zapewnić, na zasadzie konkurencji, ich odpowiedni poziom.

Obrona biuletynów jest zatem obroną nas samych przed groźbą ponownego ogłupiania.

U Orwella – pisarza u nas mało znanego, bo dla władzy raczej trefnego – spotykamy ponurą wizję państwa, gdzie obowiązuje hasło „Ignorancja siłą”. I hasło to jest głęboko słuszne. Pytanie tylko – z czyjej ignorancji czyja siła?

A.Berbeć


Związek zareagował natychmiast. Oto Uchwała Walnego Zebrania Delegatów NSZZ „Solidarność” Region Mazowsze z 14.06.1981 r., która została przedrukowana w tym samym, 43 numerze Biuletynu[52]:

W sprawie pism wewnątrzzwiązkowych.

  1. Możliwość wydawania pism wewnątrzzwiązkowych poza cenzurą państwową jest nierozdzielna od niezależności i samorządności Związku i wynika z ducha porozumień z Gdańska, Jastrzębia i Szczecina.
  2. Wszelkie próby ograniczania swobodnego dostępu do radiowęzła i możliwości wydawania pism związkowych bez ingerencji cenzury państwowej i ingerencjiinnych organizacji społecznych i politycznych, będzie przez organizację związkową dowolnego szczebla, uznane za pogwałcenie zasad niezależności Związku, której będziemy bronić wszelkimi dostępnymi środkami.

Podobną w treści uchwałę przyjęło Walne Zebranie Delegatów NSZZ „Solidarność” Ziemia Puławska[53]:

UCHWAŁA Nr 11

w sprawie ochrony prasy związkowej

Walne Zebranie Delegatów biorąc pod uwagę aktualną sytuację społeczno-polityczną zobowiązuje Zarząd Oddziału do zabezpieczenia ciągłości pracy informacyjnej w postaci Biuletynów Informacyjnych wydawanych w Oddziale.

W przypadku wstrzymania wydawania któregoś z nich lub w sytuacji innej ingerencji zewnętrznej w działalność Redakcji, należy to traktować jako ingerencję w wewnętrzne sprawy Związku i pogwałcenie jego niezależności.

Komisja Uchwał i Wniosków

Przewodniczący / - / Jan Nakonieczny

 

W takich to niesprzyjających okolicznościach, ale uzbrojona w powyższe uchwały przystąpiła Redakcja do starań o przedłużenie umowy na druk Biuletynu w IUNG lub w drukarni innej instytucji. Rozpoczęły się one od pisma do Naczelnika Miasta, którego kopię zamieszczono w 38(46) numerze pisma[54]:

W związku z wygaśnięciem w dniu 30.06.1981 r. umowy o druk Biuletynu Informacyjnego Solidarność Ziemi Puławskiej zawartej między Dyrekcją IUNG a Redakcją Biuletynu oczekujemy w terminie do dnia 20.07.81 wskazania drukarni, która będzie powielać pozycje wydawnicze, plakaty i druki niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania Związku. Zapewnienie legalnie działającemu Związkowi dostępu do drukarń jest obowiązkiem administracji państwowej wynikającym z art. 83 Konstytucji PRL. Rozwijanie działalności wydawniczej i prasowej jest zapisane w paragrafie 7 pkt. 14 Statutu Związku jako jeden z głównych sposobów realizacji jego celów i zadań.

Zarząd Oddziału będąc zobowiązanym uchwałą nr 11 Walnego Zebrania Delegatów do zabezpieczenia ciągłości pracy informacyjnej jest zdecydowany użyć w tym celu wszelkich środków przewidzianych w Statucie.

Przewodniczący Zarządu Oddziału

Andrzej Starzak

 

Reakcją na to pismo było spotkanie przewodniczącego Zarządu Oddziału, A. Starzaka i członka Redakcji I. Ostrokólskiego z wicewojewodą lubelskim A. Koprukowniakiem i Naczelnikiem Miasta Z. Czajkowskim. W spotkaniu tym uczestniczyli również zastępca Naczelnika (obecny Prezydent Puław) J. Grobel i członek Zarządu Oddziału odpowiedzialny za wydawnictwa, S. Głażewski. Na spotkaniu wicewojewoda przedstawił stanowisko władz: zgoda na druk Biuletynu pod warunkiem zrezygnowania przez Redakcję z niektórych tematów i poddania pisma autocenzurze, której zakres wyznaczą władze. Przedstawiciel Redakcji kategorycznie te warunki odrzucił. Powstały na tym tle impas zażegnał w najprostszy sposób stary wyga negocjacyjny I. Ostrokólski. Zapowiedział mianowicie, że ostatni numer wydrukowany w IUNG ukazał się 30 lipca, i jeśli następny nie ukaże się w przewidzianym terminie tzn. 6 sierpnia to siódmego sierpnia rozpocznie się strajk protestacyjny w Zakładach Azotowych. Natychmiast poskutkowało Szybko opracowano harmonogram, który przewidywał, że przez następne trzy miesiące Biuletyn będzie drukowany w Wojewódzkim Ośrodku Postępu Rolniczego w Końskowoli, później obowiązek ten przejmie na 3 miesiące drukarnia IWet w Puławach i Zakładów Azotowych a nową 3-miesięczną rotację rozpocznie znów drukarnia IUNG. Te ustalenia definitywnie zakończyły kłopoty Redakcji z drukiem Biuletynu: numery 47(55) – 60(68) wydrukowano zgodnie z harmonogramem w powielarni WOPR, a numery 61(69) – 66(74) w IWet. A potem był już stan wojenny i niemal cały skład Redakcji znalazł się pod kluczem w ośrodkach odosobnienia dla internowanych..

Wykorzystywanie wyznaczonych przez władze administracyjne drukarń było jedynym sposobem powielania materiałów związkowych NSZZ “Solidarność” Ziemia Puławska tylko do pewnego czasu. W maju 1981 r. na zaproszenie jednej ze szwedzkich organizacji młodzieżowych, której przedstawiciele odwiedzili Puławy, do Szwecji wyjechali dwaj członkowie Redakcji A. Berbeć i I. Ostrokólski.. Przywieźli stamtąd dar młodzieży szwedzkiej: elektryczny powielacz woskówkowy marki Gestetner oraz duży zapas woskówek, farby i innych materiałów. Powielacz ten nie nadawał się wprawdzie do drukowania Biuletynu, gdyż nawet najlepsza matryca woskowa nie wytrzymałaby druku 5.000 egzemplarzy, ale stanowił cenne rezerwowe urządzenie powielające na wypadek strajku i odcięcia od drukarni. To właśnie na tym powielaczu był drukowany 45(53) wszechnicowy numer Biuletynu oraz strajkowy numer 59(67), kilkanaście numerów Wiadomości Bieżących, redagowanych przez Cz. Stolara, jak również liczne plakaty, ulotki i druki związkowe.

Powielacz, woskówki i papier były przez Redakcję udostępniane każdemu, kto miał do wydrukowania coś sensownego. Korzystali z tego np. uczniowie z Liceum im. ks. A. Czartoryskiego w Puławach drukując swoje pismo “Zawiszak”, a szef kolportażu Biuletynu, Z. Lipa przymierzał się nawet do druku “Archipelagu Gułag” A. Sołżenicyna..


PAPIER

Drugim, obok dostępu do poligrafii, nieustającym problemem Redakcji :był permanentny brak papieru sygnalizowany czytelnikom w niemal każdym numerze pisma. Apel z 1 numeru[55]:

Serdecznie prosimy naszych Czytelników o dostarczenie dla potrzeb naszego pisma materiałów poligraficznych: farby powielaczowej lub offsetowej, matryc woskówkowych oraz papieru powielaczowego lub offsetowego /kl. V lub VII/ lub papieru piśmiennego /Włocławek kl. V/. Dziękujemy!”

powtarzał się w takiej czy innej formie także w numerach 2 i 3. W numerze 5(13) Redakcja sygnalizuje sytuację wręcz dramatyczną[56]:

 

UWAGA CZYTELNICY !

Skończyły nam się zapasy papieru. Nie mamy na czym wydać następnego numeru. Potrzebujemy Waszej pomocy. Ktokolwiek ma papier offsetowy lub maszynowy formatu co najmniej A-3 proszony jest o skontaktowaniem się z MKZ w Puławach /telefon 33-69/. Chętnie przyjmiemy papier jako dar dla „SOLIDARNOŚCI”, ale gotowi jesteśmy również odkupić każdą ilość zarówno od osób prywatnych, jak i od instytucji.

Czytelnicy i tym razem stanęli na wysokości zadania i groźba katastrofy została na razie zażegnana. Już w następnym 6(14) numerze Biuletynu Redakcja mogła donieść[57]:

Redakcja serdecznie dziękuje wszystkim czytelnikom i Komisjom Zakładowym za pomoc w uzyskaniu papieru do wydania tego numeru. Pomoc tę odczytujemy jako uznanie tego biuletynu za swój – przez załogi puławskich przedsiębiorstw”.

. Brak papieru był oczywiście tym dotkliwszy im większa była objętość numeru i jego nakład. Zdarzyło się, że jeden z redaktorów (I. Ostrokólski) naglony terminem druku pożyczył od jednego ze współpracowników pisma W. Hennela kilka ryz papieru offsetowego i zobowiązał się oddać go w ciągu tygodnia, nieopatrznie w zastaw dając głowę. Po tygodniu nie mogąc wywiązać się z zobowiązania, poszedł do wierzyciela i wyciągając szyję, zaproponował: tnij Pan! Wierzyciel oczywiście zrezygnował z takiej formy egzekucji długu i rzecz rozeszła się po kościach. Incydent ten przytaczam jako ilustrację forteli, jakich musieli się imać redaktorzy, żeby dostarczyć czytelnikom nowy numer pisma w końcu każdego tygodnia (tak, aby całą niedzielę czytelnicy mogli poświęcić na jego studiowanie).

Zdarzyło się również kilkakrotnie, że z powodu braku papieru offsetowego pismo wydrukowano na brązowym papierze pakunkowym [numery 54(62), 56(64), 57(65), 58(66)]. Przyczyną tego stanu rzeczy był jednak nie tyle brak papieru, ile “dobre serce” niektórych członków Redakcji, oddelegowanych do prasowej obsługi I Krajowego Zjazdu Delegatów w Gdańsku. W czasie Zjazdu (właśnie wtedy, gdy Biuletyn był drukowany na papierze pakunkowym) grupa redaktorów biuletynów związkowych pod wodzą J. Orła z NTO wydała bowiem „nakładem i papierem Biuletynu Informacyjnego Solidarność Ziemi Puławskiej”[58] 8 numerów satyrycznego pisemka zjazdowego Pełzający Manipulo.

Mimo ciągłych kłopotów z papierem i z drukiem w ciągu całego 57-tygodniowego okresu wydawania biuletynu opóźnienie druku choćby o jeden dzień zdarzało się niezmiernie rzadko.


FINANSE

W parze z autonomią merytoryczną pisma szła jego autonomia finansowa trochę wymuszona faktem, że ani MKZ, ani późniejszy Zarząd Oddziału nie miały osobowości prawnej, w związku z czym w sprawach finansowych były całkowicie zależne od władz Regionu Środkowo-Wschodniego. Działając w tych warunkach pismo musiało się zatem finansować samo. Z tego względu mimo, że Biuletyn był formalnie bezpłatny, (a w każdym razie jego cena nie była na łamach pisma ujawniana) Redakcja była zmuszona pobierać za nie od czytelników niewielką opłatę (o ile pamiętam było to 5 zł., ale w okresach kryzysowych, np. w czasie prowokacji bydgoskiej pismo było rozdawane pod zakładami pracy bezpłatnie). Opłata ta pokrywała nie tylko koszty papieru i materiałów redakcyjnych (redaktorzy Biuletynu i ich współpracownicy pracowali oczywiście społecznie a druk był bezpłatny), ale w wypadku większego nakładu niż deklarowane 5.000 egz. umożliwiała uzyskanie pewnej nadwyżki. Nadwyżka ta, stanowiąca rezerwę finansową Redakcji, była gromadzona – w braku innych możliwości – na rachunku oszczędnościowym PKO Nr 00019028, otwartym na nazwisko sekretarki Zarządu Oddziału Joanny Krzywiec z upoważnieniem dla wiceprzewodniczącego Zarządu Oddziału NSZZ „Solidarność” Ziemia Puławska, Jana Łodygi . Do 13 grudnia uzbierała się na tej książeczce całkiem pokaźna kwota 555.000 zł[59]. Pieniądze leżały sobie spokojnie przez kilka miesięcy w banku. Później J. Łodyga, za wiedzą i zgodą Prezydium Zarządu Oddziału NSZZ “Solidarność”, (które zbierało się kilkakrotnie w niemal pełnym składzie pod koniec grudnia 1981 r. i na początku stycznia 1982 r. w mieszkaniu Krystyny Knapik), podjął niemal całą kwotę, upewniwszy się przed tym, czy ruchy na rachunku nie są obserwowane przez władze stanu wojennego. Równocześnie J. Łodyga pobrał z PKO bony rewaloryzacyjne na kwotę 110.5000 zł.

40 tysięcy zł. z pieniędzy zgromadzonych na rachunku przez Redakcję Biuletynu, na wniosek b.członka Redakcji I. Ostrokólskiego, przy aprobacie Przewodniczącego Zarzadu Oddziału, A. Starzaka zostały przeznaczone na wypoczynek wakacyjny dla dzieci wyrzuconych z pracy działaczy Związku, za resztę J. Łodyga, już bez niczyjej zgody czy aprobaty, nabył 10,4 ha ziemi ornej w gminie Wąwolnica, na której założył gospodarstwo rolne. Na nieszczęście wiosną 1986 r. wiadomość o “biuletynowych pieniądzach” dotarła do funkcjonariuszy SB, którzy posiedli ją podczas przesłuchania J. Krzywiec. 6 maja 1986 r. zarządzono aresztowanie J. Łodygi i przejęcie odnalezionej w czasie rewizji w jego mieszkaniu nieopatrznie przechowywanej pustej książeczki oszczędnościowej wystawionej na nazwisko J. Krzywiec.. Finał tej sprawy rozegrał się w Sądzie Wojewódzkim w Lublinie, który oprócz kary 2 lat więzienia i zwrotu pobranych z książeczki PKO 199 tys. zł, orzekł jeszcze zwrot kosztów procesu i grzywnę w wysokości 200 tys. zł[60]. Ostatecznie Janusz Łodyga, aresztowany w maju 1985 r. opuścił więzienie w lutym 1986 r. Resztę wyroku darowano mu z mocy amnestii ogłoszonej 22 lipca 1985 r[61] Te smutne wydarzenia ostatecznie zamknęły finanse Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej”.


ZAŁOŻENIA IDEOWE

Zgodnie z Programem uchwalonym przez I Krajowy Zjazd Delegatów:

NSZZ “Solidarność” zespala w sobie wiele nurtów społecznych, łączy ludzi o różnych światopogladach, różnych przekonaniach politycznych i religijnych, niezależnie od narodowości”[62].

Jeszcze dobitniej tę myśl precyzuje Program Działania uchwalony przez I Walny Zjazd Delegatów NSZZ “SOLIDARNOŚĆ” Ziemia Puławska[63].

Związek określa się jako organizacja zawodowa apolityczna i nie przyjmuje żadnego światopoglądu ani ideologii politycznej za obowiązujące jego członków/../ Równość rozumiemy w sposób humanistyczny, tzn. że ludzie są sobie równi bez względu na: stosunek do pracy i wydajność pracy, światopogląd i ideologię, przynależność organizacyjną, narodowość, pochodzenie i płeć, wykształcenie i wiek”

Do tych właśnie zapisów nawiązywał program Biuletynu Informacyjnego „Solidarność Ziemi Puławskiej”. Mieścił się on w opozycyjnym nurcie liberalno-demokratycznym z mocnym akcentem związkowym. Głównymi wyznacznikami tego nurtu była sympatia dla ruchów demokratycznych i antypatia do wszelkich totalitaryzmów. Z liczby przedruków i tonu komentarzy wynika, że sympatie przeważającej części członków Redakcji lokowały się po stronie KOR-owskiej [np. Nr 9, 26(34), 55(63), 56(64)] a także KPN-owskiej [Nr 44(52), 48(56), 51(59)] opozycji demokratycznej, a antypatie po stronie organizacji neoendeckich i faszyzujących, takich jak gdańska kontynuacja przedwojennej Falangi, Niezależna Grupa Polityczna [Nr 29(37)], czy Zjednoczenie Patriotyczne „Grunwald” [Nr 30(38), 33(41)]. Opozycyjny stosunek pisma do rządzącej PZPR i stworzonego przez nią systemu - chociaż w owym czasie nie mógł być zbyt jednoznacznie manifestowany - nie podlega oczywiście dyskusji. Zarówno Biuletyn, jak i cały Związek „Solidarność” powstały przecież w opozycji do komunizmu i PZPR sprawującej z nadania Moskwy kierowniczą rolę w PRL. Stosunek Redakcji do PRL-owskiego socjalizmu wyłożył bez ogródek A. Faber[64]:

Nie godziliśmy się i nie godzimy z socjalizmem głoszącym, jak w ostatnim dziesięcioleciu, hasła sprawiedliwości, równości, godności, demokracji i samorządności, a zarazem negującym te wartości w praktyce społecznej. Protestowaliśmy i protestować będziemy przeciw “marksizmowi urzędowemu” .

Środowisko Biuletynu miało co najmniej niechętny stosunek do wszelkich ideologii jako podstawy kształtowania ładu politycznego, społecznego i gospodarczego. M.in. dał temu wyraz S. Głażewski[65]:

Nie jest prawdą – jak twierdzi PZPR – że celem społeczeństwa polskiego jest budowa socjalizmu. Polską racją stanu (podobnie jak racją stanu wszystkich innych społeczeństw) jest bowiem zapewnienie niepodległego bytu narodu i stworzenie wszystkim obywatelom warunków do godnego życia i wszechstronnego rozwoju na miarę aspiracji nowoczesnych społeczeństw XX wieku.

Partia przez 36 lat udawadniała nieustannie, ze nie jest zdolna do opracowania i realizacji takiego programu. Ustrój nazywany przez PZPR “socjalizmem”, który miał być właśnie środkiem do urzeczywistnienia tak pojmowanej polskiej racji stanu, a wprowadzony w Polsce nie na drodze dobrowolnego wyboru większości obywateli, ale pod osłoną obcych wojsk, i utrzymywany wyłącznie metodami terroru fizycznego i psychicznego, zrobił ostatnio generalna klapę spychając nas do rzędu najbardziej zacofanych krajów Europy. Wystarczy porównać poziom życia i swobód obywatelskich w tak pogardzanych przez partię krajach Zachodu z poziomem życia w PRL i w pozostałych “bratnich krajach”, szczycących się realizacją najlepszych programów leninowskich partii opartych na przodującej i jedynie słusznej ideologii, ale których obywatele – nie ma co ukrywać – trochę głodują.

Wielką zasługą “Solidarności” jest właśnie uświadomienie społeczeństwu polskiemu, że nie ideologia ale zdrowy rozsądek musi być podstawą programów działania, jeśli mają one uzyskać społeczne poparcie. Bo cóż społeczeństwu z tego, że rolnictwo socjalistyczne jest teoretycznie wydajniejsze od niesocjalistycznego, albo socjalistyczne metody zarządzania teoretycznie powinny dawać lepsze efekty od niesocjalistycznych, jeśli w praktyce jest odwrotnie.

To właśnie “Solidarność” zerwała z ideologicznym podziałem na to, co jest socjalistyczne a więc przodujące, postępowe, moralne i dobre i na to, co niesocjalistyczne a więc burżuazyjne, kontrrewolucyjne i złe, wprowadzając w to miejsce podział oparty na zdrowym rozsadku: na to co jest obiektywnie dobre nawet choćby nie było w pełni socjalistyczne i na to co złe, choćby było najbardziej socjalistyczne i zgodne z przodującą ideologią.


Mimo starań Redakcji, by pismo nie przekraczało granic zakreślonych w Statucie i umiaru w manifestowaniu niechęci do systemu PRL, to właśnie owa niechęć była przyczyną kłopotów Redakcji z SB i Prokuraturą.

Pomijając nurty skrajne, zróżnicowanie preferencji ideowych i politycznych w obrębie ruchu “Solidarność” uważała Redakcja Biuletynu za zjawisko całkowicie normalne, czego dowodem jest następująca konstatacja Z. Zbiniewicza[66]:

I naraz okazuje się, że...zupełnie nie rozumiemy mechanizmów politycznych. Dziwią nas one. Zaskakują. Trzeba szybko nadrobić braki, niestety wieloletnie.

Wymownym przykładem takiego niezrozumienia mechanizmów politycznych – obowiązujących w normalnym demokratycznym państwie – była reakcja członków Związku, którzy po pierwszej turze Zjazdu dowiedzieli się o istnieniu podziałów politycznych wśród delegatów. “Są podziały – to znaczy, że źle się dzieje”. Otóż nic bardziej mylącego.

Wbito nam do głowy mit “jedności”. Łatwo przenieśliśmy go na Związek, którego obraz jawił się nam następująco: jest jeden wódz o niekwestionowanym zaletach, nieomylny. Za nim zwarta masa związkowców. Monolit. Obraz, do jakiego nas przyzwyczajono przez kilkadziesiąt lat. Łatwy w odbiorze, wygodny, lecz niestety nieprawdziwy. Bo taka doskonała jedność, taki monolit w rzeczywistości nie istnieje. Słyszeliśmy o “jedności ideowej członków PZPR”. “Jedność” ta polegała na tym, że to, co się naprawdę wewnątrz partii działo, było starannie ukrywane przed oczyma niepowołanych, t.j. całego społeczeństwa. Skutki są znane.

Wracając do Zjazdu: tak, wśród delegatów są podziały polityczne. Są, bo różni ludzi mają różne poglądy. Wolno im. Jeżeli zrobimy wolne wybory do władz Związku, to takie podziały muszą się ujawnić. Na sali tworzą się bloki. Bloki te głosują na swoich kandydatów. Tak realizuje się demokracja.

Rozmaitość postaw, poglądów politycznych nie uniemożliwia bynajmniej jedności działania, koniecznej szczególnie w warunkach zagrożenia. Jeżeli ktoś ma wątpliwości, to niech sobie przypomni, że podczas okupacji, w warunkach zagrożenia nieporównywalnie większego, w Polskim Państwie Podziemnym działało mnóstwo organizacji społecznych i politycznych o najróżniejszych, nieraz zupełnie przeciwstawnych orientacjach. Nie przeszkadzało im to jednak całkiem nieźle dodadywać się w sprawach zasadniczymch.”

To głównie dzięki temu, że w Redakcji Biuletynu dominowały osoby mające takie właśnie poglądy oraz, że zebrały się w niej osoby o odmiennych preferencjach ideowych i politycznych na łamach Biuletynu mogły koegzystować teksty propagujące wszelkie nurty z wyjątkiem skrajnych a czytelnicy Biuletynu mogli poznać poglądy i dokonania takich osobistości, jak: L. Kołakowski [Nr 32(40), 61(69], C. Miłosz [Nr 8, 5(13), 6(14), 15(23)], G. Orwell [Nr 63(71)], A. Sacharow [Nr 51(59)], czy A. Sołżenicyn [Nr 61(69)]. Ze względu na cenzurę z niejednym z tych nazwisk wielu mieszkańców Ziemi Puławskiej zetknęło się dzięki Biuletynowi po raz pierwszy. Na łamach Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej” czytelnicy mogli również zaleźć informacje o programach i działalności takich niezależnych organizacji i instytucji, jak: Konwersatorium Doświadczenie i Przyszłość [DIP] [Nr 9], Towarzystwo Kursów Naukowych [TKN] [Nr 2(10), 9(17), 37(45)], Instytut Literacki w Paryżu [Nr 6(14)], Niezależna Oficyna Wydawnicza [NOWA] [Nr 30(38), 40(48)], Komitet Obrony Robotników (KOR) [Nr 12(20), 55(63), 56(64)], Konfederacja Polski Niepodległej [KPN] Nr 44(52), 48(56)], Dziennik Polski w Londynie [Nr 42(50], Amnesty International [Nr 49(57)], czy Kluby Samorządnej Rzeczpospolitej [Nr 66(74)].

Otwartość Redakcji na różne nurty sprawiała, że na łamach Biuletynu można było znaleźć zarówno Komunikat z 179 Konferencji Plenarnej Episkopatu Polski [Nr 38(46)], Apele Prymasa Wyszyńskiego do Sejmu PRL i do studentów [Nr 66(74)], dwa dodatki zredagowane przez puławski KIK [Nr 53(61), 63(71)], teksty takich działaczy prawicowych, jak A. Macierewicz [Nr 33(41), 57(65)], P. Wierzbicki [Nr 8(16), 10(18), 24(32)], czy katolickich, jak: T. Mazowiecki [Nr 54(62)], ks. J. Tischner [Nr 56(64)], jak i teksty działaczy zaliczanych wówczas do lewicy laickiej: J. Kuronia [Nr 9, 8(16), 46(54), 54(62), 57(65)], J. J. Lipskiego [Nr 36(44), 37(45), 56(64)], L. Kołakowskiego [Nr 32(40), 61(69)], A Michnika [Nr 9, 3745)], czy A. Bratkowskiego [Nr 19(27)].

W tym miejscu podkreślić należy z całą mocą, że – wyjątkiem nieudanej próby zablokowania druku “Listu Otwartego do Stoczniowców...” J. Kuronia w Nr 9 Biuletynu przez G. Wołczyka - Redakcja nigdy nie przejawiała skłonności do cenzurowania publikacji przeznaczonych do druku. Oczywiście, nie wszystkie teksty docierające do niej mogły liczyć na zamieszczenie na łamach pisma. Jedne z powodu deaktualizacji tematu, inne ze względu na mało interesujacą treść, bądź też po prostu z braku miejsca. Braki warsztatowe lub niedostatki stylistyczne nie były żadną przeszkodą w zamieszczeniu tekstu,jeśli tylko jego treść była ciekawa i społecznie wartościowa. Autorzy takich tekstów często zresztą prosili członków Redakcji o pomoc w ich stylizacji. Bezwzględnie odrzucane były natomiast nadsyłane materiały o charakterze obscenicznym. W archiwach Redakcji zachowały się np. rebusy i fraszki, których w żaden sposób nie dałoby się recytować w towarzystwie dam. Odrzucenie tekstu z powodów politycznych nie zdarzyło się natomiast nigdy.

W ciągu mojej, trwającej ponad rok, współpracy z Redakcją zdarzyło się, że w trakcie przygotowywania do druku artykułu o Powstaniu Warszawskim[67] red. W. Zbiniewicz zaproponował mi ponowne rozważenie celowości druku wiersza Józefa Szczepańskiego “Czerwona Zaraza”, (który stanowił fragment tekstu), ze względu na jego jednoznacznie antysowiecką treść. Zgodziłem się z nim i wiersz został z artykułu usunięty, ale decyzję podjąłem ja a nie Redakcja. Później zresztą ta decyzja doskwierała mi na tyle dotkliwie, że przy pierwszej nadarzającej się okazji, czyli w 38 rocznicę Powstania, w sierpniu 1982 r., naprawiłem swój błąd namawiając Bogdana Szewczyka do wydrukowania “Czerwonej Zarazy” ozdobionej rysunkiem Marii. Kapturkiewicz-Szewczyk w formie rocznicowej ulotki. I to był jedyny znany mi wypadek zaniechania druku czegokolwiek przez wzgląd na prawdopodobną reakcję władz Polski bądź ZSRR.


ZAŁOŻENIA PROGRAMOWE

Głównym celem Biuletynu, jak na pismo związkowe przystało, była możliwie pełna informacja związkowców o uchwałach, dokumentach, zamierzeniach i poczynaniach NSZZ „Solidarność”, jak również zapewnienie wymiany informacji między władzami a członkami Związku. Za niemniej ważny, chociaż mniej eksponowany, cel swojego działania Redakcja Biuletynu uznała udostępnienie swoim czytelnikom publikacji traktujących o sprawach politycznych i społecznych z pozycji opozycji demokratycznej, a także tekstów wypełniających t.zw. „białe plamy” w historii Polski. W owych czasach teksty tego rodzaju były dostępne wyłącznie w wydawnictwach drugoobiegowych więc powielenie zawartych w nich informacji w nakładzie 5.000 egzemplarzy miało nieocenione znaczenie. To z łamów Biuletynu Informacyjnego „Solidarność Ziemi Puławskiej” wielu związkowców z Ziemi Puławskiej dowiedziało się prawdy o stanie polskiej kultury i gospodarki po 35 latach komunistycznego eksperymentu, o wydarzeniach Października `56, Marca`68, Grudnia`70, Czerwca`76 i Sierpnia`80, o pakcie Ribbentrop-Mołotow, Katyniu, Powstaniu Warszawskim i innych wydarzeniach z najnowszej historii Polski. Redakcja Biuletynu zdając sobie sprawę z zagrożeń dla zdobyczy Sierpnia`80 i chmur zbierających się nad Związkiem „Solidarność”, uznała bowiem, że niezależnie od rozwoju wydarzeń, inwestycje poczynione w świadomość społeczeństwa, w wyrabianie w ludziach nawyku do samodzielnego, krytycznego myślenia i poszukiwania prawdy będą zawsze społecznie opłacalne i muszą prędzej czy później przynieść pożądane owoce. I to właśnie najlepiej się Redakcji Biuletynu udało. Nie ulega bowiem wątpliwości, że Biuletyn Informacyjny „Solidarność Ziemi Puławskiej,”podobnie zresztą jak i pozostałe puławskie pisma związkowe był ważnym źródłem niezależnych informacji oraz skuteczną szkołą odwagi cywilnej, tolerancji, niezależnego myślenia i samodzielnego działania; to im m. in. zawdzięczamy, że po 13 grudnia 1981 r. tak szybko i na tak wielką skalę odrodziło się i rozwinęło niezależne życie społeczne w naszym mieście.

Wiele miejsca w Biuletynie poświęcano demokracji związkowej i mechanizmom demokratycznym w państwie, funkcjonowaniu gospodarki a także sprawom wsi i rolnictwa (Korzenie). Ważną rolę odgrywały niezależne komentarze – również rysunkowe - dotyczące aktualnych wydarzeń, które można było na bieżąco skonfrontować z komentarzami publicystów z Trybuny Ludu, Żołnierza Wolności, czy TVP. Redakcja nigdy nie skąpiła miejsca utworom poetyckim, zarówno współczesnym, jak i klasycznym a także tekstom ściśle literackim. Jednym słowem w Biuletynie Informacyjnym “Solidarność Ziemi Puławskiej” każdy mógł znaleźć coś co go interesowało, dowiedzieć się czegoś nowego czy prześledzić sposób rozumowania i argumentację autorytetów reprezentujących różne opcje ideowe i polityczne.

Trzeba jednak zaznaczyć, że Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” daleko wykraczał poza ramy zakreślone przez Program Działania przewidujący, że związkowy biuletyn informacyjny powinien być organem Oddziału koordynowanym programowo przez Zarząd Oddziału[68]. Tymczasem Biuletyn “Solidarność Ziemi Puławskiej” przez cały okres swojego istnienia był programowo koordynowany wyłącznie przez Redakcję, a jego zobowiązania względem Zarzadu Oddziału ograniczały sie do zamieszczania dokumentów Związku.


Najtrafniej i w sposób niezbyt odległy od prawdy, miejsce Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej” w społeczno-politycznej rzeczywistości schyłkowej PRL określili, wychodząc z pozycji zdecydowanie nieprzyjaznych pismu, sędziowie Sądu Wojewódzkiego w Lublinie[69], którzy w uzasadnieniu wyroku skazującego I. Ostrokólskiego na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata napisali, że:

Nie wymaga ...dowodzenia to, iż biuletyn informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, realizował, jako środek masowego przekazu, cele polityczne opozycji”.

W archiwach Redakcji Biuletynu zachowały się dwa dokumenty wskazujące, że pod koniec 1981 r. w łonie Redakcji trwały przygotowania do rozbudowy i reorganizacji wydawnictwa związkowego. Pierwszy z tych dokumentów to rękopiśmienny szkic stanowiący propozycję schematu ogranizacyjnego przyszłego wydawnictwa, sporządzony ręką W. Zbiniewicza[70]:.

 

Wydawnictwa

  1. Biuletyn Informacyjny – tygodnik, stała rubryka do dyspozycji Zarządu, prawo Komisji Zakładowych do druku swoich oficjalnycj pism, samofinansuje się.
  2. Wiadomości Bieżące – ukazują się w sytuacjach, kosztuje 1 zł., finansowany z wpływów za Biuletyn, osobna redakcja.
  3. Druki Ulotne – na zlecenie Komisji Zakładowych i Zarządu Oddziału, odpowiedzialny redaktor techniczno-organizacyjny Biuletynu Informacyjnego
  4. Wszechnica – materiały szkoleniowe dla Komisji Zakładowych, materiały historyczne, społeczno-polityczne i kulturalne, odpowiedzialni J. Łodyga i A. Kuba.

Pozycje zwarte – kolportaż pozycji wydawnictw niezależnych.

Do dyspozycji Biuletynu Informacyjnego, Wiadomości Bieżących i Druków Ulotnych musi być teleks.

Drugi dokument – gotowy projekt uchwały – dowodzi, że rozwiązania te w zamierzeniach Redakcji miały już wejść w fazę realizacji[71]:

Uchwała (projekt)

Zarząd Odziału NSZZ “Solidarność” Ziemia Puławska – widząc konieczność szybkiego informowania członków o aktualnej sytuacji społeczno-politycznej i działaniach naszego Związku postanawia:

  1. Wydawać specjalny biuletyn pod nazwą “Biuletyn Telex Solidarność”, który z powołaniem się na źródła będzie publikował informacje i serwisy znajdujące się w teleksowej siatce informacyjnej “Solidarność”, a także niektóre dostępne serwisy agencji prasowych;

    a) nakład biuletynu – wstępnie 2.000 egz do kolportażu wewnętrznego,

    b) objętość nie większa niż arkusz formatu A3, tzn. 4 lub 8 stron formatu A5,

    c) częstotliwość – 2 razy w tygodniu (w przypadku ogłoszenia przez Region gotowości strajkowej lub strajku – codziennie,

    d)wszelkie koszta pokrywane przez Zarząd Oddziału z funduszy będących w jego dyspozycji (biuletyn bezpłatny),

  2. Redagowanie biuletynu powierza się kolegom.................................................................................
  3. Jednocześnie utrzymać dotychczasowy charakter publicystyczny Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej” zmieniając jego nazwę na “Biuletyn Związkowy Solidarność Ziemi Puławskiej”.

Zarząd Oddziału zwraca się do Komisji Zakładowej w IUNG o bezpośrenią realizację uchwały, zobowiązując tę Komisję do zabezpieczenia druku biuletynu – co powinno nastąpić po odpowiednich uzgodnieniach z Dyrekcją IUNG w oparciu o art. 1 par.2, art. 4 par.11 uchwalonej już przez Sejm PRL Ustawy o Kontroli Publikacji i Wydawnictw.

 

Z planów tych oczywiście nic nie wyszło ze względu na wprowadzenie stanu wojennego, a projekt uchwały pozostał w archiwum Redakcji, jako materialny dowód jej planów i zamierzeń.


PUBLIKACJE

W ciągu 58 tygodni (od 4.11.1980 r. do 10.12.1981 r.) wydano 74 numery pisma (plus nienumerowany dodatek do numeru 50) w formacie A-5 (tylko jeden numer- 53, zawierający opowiadanie S. Żeromskiego „Na Probostwie w Wyszkowie” wydano w formacie A-6), o objętości od 4 stron [Nr.2, 16(24), 18(26), 19(27) i 20(28)] do 32 stron [Nr 29(37), 37(45), 39(47), 53(61), 54(62), 57(65), 60(68), 62(70), 63(71), 65(73) i 66(74)]. Przeciętnie w ciągu miesiąca wydawano 4,5 numeru pisma a przeciętny numer Biuletynu liczył nieco ponad 19 stron. Łącznie daje to 1408 stron druku w nakładzie (od 9 numeru) co najmniej 5.000 egzemplarzy. Liczba numerów pisma wydanych w poszczególnych miesiącach wahała się w bardzo szerokich granicach: od 4 (w listopadzie i grudniu 1980 r oraz w sierpniu 1981 r.) do 8 (w lipcu 1981 r.), a nawet 11 (w marcu 1981 r.). Ze względu na zróżnicowaną objętość poszczególnych numerów proporcje te wyglądają nieco inaczej jeśli za podstawę przyjąć liczbę stron w miesiącu. Wynosiła ona średnio 104 strony/miesiąc i wahała się w granicach od 28 (w listopadzie 1980) i 44 (w grudniu 1980) do 156 (w październiku 1981) i nawet 192 (w lipcu 1981).

Na łamach Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej” mógł publikować swoje teksty każdy członek Związku, jeśli tylko mieściły się one w granicach dobrych obyczajów i swobody wyznaczonej przez Statut Związku (nie mogły np. wprost podważać konstytucyjnych podstaw PRL - kierowniczej roli PZPR i sojuszu z ZSRR). Przez cały okres działalności Redakcja borykała się jednak raczej z brakiem niż z nadmiarem tekstów, szczególnie własnych.

Teksty własne. docierały do Redakcji w formie najczęściej mało czytelnych rękopisów, które należało przepisać na maszynie. Były wśród nich artykuły zamawiane, jak również powstające spontanicznie, pod wpływem własnych przemyśleń, aktualnych wydarzeń czy spostrzeżeń. Podpisane i nie podpisane artykuły Związkowców z Puław i okolic stanowiły około 85% wszystkich zamieszczonych w biuletynie tekstów publicystycznych. Teksty te, pisane przez osoby należące do tego samego środowiska co czytelnicy, najłatwiej trafiały tym ostatnim do przekonania, a poza tym z reguły poruszały tematy dla tego środowiska najważniejsze. Były one chętniej czytane od przedruków również dlatego, że ich prosty język był bardziej zrozumiały dla przeciętnego czytelnika niż uczone wywody zawodowych intelektualistów. Artykuły napisane przez osoby znajome, kolegów z pracy, czy sąsiadów zachęcały coraz to nowe kręgi czytelników do podjęcia prób publicystycznych, często bardzo udanych, co stopniowo poszerzało, zrazu bardzo szczupłe, grono ludzi blisko z Biuletynem związanych. Dlatego też Redakcja bardzo dbała o to, żeby tekstów własnych było w Biuletynie jak najwięcej. I to jej się na ogół udawało.

Jeśli pominąć ponad 60 nie podpisanych artykułów redakcyjnych, to okazuje się, że najpłodniejszymi publicystami biuletynu byli: S. Głażewski (32 teksty podpisane), W. Zbiniewicz (28), A. Kowalczyk (27), A. Berbeć (23), A. Lekan (21) i I. Ostrokólski (14). Wiele cennych tekstów zamieścił w biuletynie A. Faber, ale tylko 11 artykułów podpisał własnym nazwiskiem.

Oprócz tekstów własnych oraz artykułów swoich puławskich współpracowników znaczną część objętości każdego numeru Biuletynu Redakcja zapełniała publikacjami przedrukowanymi z innych wydawnictw niezależnych. Uzasadnienie tej praktyki można znaleźć w cytowanym już artykule redakcyjnym w 44 numerze Biuletynu[72]:

Przedrukowując liczne artykuły z prasy związkowej wychodzimy z założenia, że jest to jedyny sposób udostępnienia naszym czytelnikom najcelniejszych materiałów z pism, których tylko pojedyncze egzemplarze docierają do Puław. Poza tym w ten sposób przedstawiamy różne punkty widzenia, rozmaite opinie i poglądy; redakcja niekoniecznie musi się z nimi zgadzać, stanowią one jednak materiał do przemyśleń i dyskusji. Dlatego naszym zdaniem z przedruków rezygnować nie należy; jest to zresztą zasada stosowana powszechnie w praktyce prasowej.”

Przedruki stanowiły zaledwie 15% tekstów publicystycznych zamieszczanych w Biuletynie, ale ze względu na wagę poruszanych w nich problemów, ich zazwyczaj wysoki poziom, a także autorytet autorów, którzy z reguły należeli do czołówki polskich intelektualistów opozycyjnych stanowiły ważny element programowy pisma. Teksty te wynajdywali w publikacjach drugoobiegowych lub zagranicznych członkowie Redakcji lub wskazywali je zaprzyjaźnieni z Redakcją czytelnicy.


Lista nazwisk autorów, których teksty za pośrednictwem Biuletynu zostały udostępnione Związkowcom z Ziemi Puławskiej jest bardzo długa, przypominam więc tylko niektóre z nich: W. Bieńkowski [Nr 14(22)], K. Brandys [Nr 24(32), 37(45)], S. Bratkowski [Nr 19(27)], B. Geremek Nr 55(63)], G. Grass [Nr 7], J. Groszkowski [Nr 5], A. Drawicz [Nr 51(59)], J. Jedlicki [Nr 9(17)], M. Jurczyk [Nr 61(69)], A. Kijowski [Nr 5(13)], S. Kisielewski [Nr 9], L. Kołakowski [Nr 32(40), 61(69)], T. Konwicki [39(47), 44(52), 46(54)], J. Kuroń [8(16), 46(54), 54(62), 57(65)], S. Kurowski [9(17), 24(32), 25(33)], J. Kuśmierek [Nr 38(46), 61(69), 64(72)], O. Lange [37(45)], J. Lechoń [Nr 28(36)], J.J. Lipski [36(44), 37(45), 56(64)], A. Macierewicz [Nr 33(41), 57(65)], T. Mazowiecki [Nr 54(62)], A. Michnik [8(16), 24(32), 49(57)], C. Miłosz [Nr 8, 5(13), 6(14), 15(23)] L. Moczulski [Nr 48(56)], J. Onyszkiewicz [Nr 53(61)], G. Orwell [Nr 63(71)], W. Pobóg-Malinowski [Nr 44(52)], A. Sacharow [Nr 51(59)], A. Słonimski [Nr 3, 4], A. Sołżenicyn [Nr 61(69)], A. Szostkiewicz [Nr 28(36), 55(63)], J. Staniszkis [Nr 54(62)], J. Taylor [Nr23(31)] ks. J. Tischner [Nr 56(64)], L. Wałęsa [Nr 24(32)], P. Wierzbicki [Nr 8(16), 10(18), 24(32)], K. Wierzyński [Nr 43(51), 63(71)], S. Żeromski Nr 45(53)].

Szczególną grupę stanowiły przedruki z prasy PRL-owskiej i wydawnictw “bratnich krajów socjalistycznych”, które Redakcja traktowała jako materiały o charakterze satyrycznym. Szczególną wesołość przy czytaniu tych tekstów budziły od dawna już w Polsce nieznane, apostolskie zadęcie, namaszczony ton, proletariackie słownictwo i prymitywne fałsze. Ulubionym źródłem tekstów tego typu był redagowany po polsku organ Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Litwy, Czerwony Sztandar. Trudno się zresztą dziwić Redakcji, że upodobała sobie to pismo bo zamieszczało ono regularnie smakowite fałszywki, tzw. “listy z Polski” zawierające apokaliptyczne opisy sytuacji w naszym kraju. W zamyśle autorów z Czerwonego Sztandaru miały one chyba odstraszyć obywateli Litwy polskiego pochodzenia od prób naśladowania “Solidarności”. Dla przykładu poniżej zamieszczam jeden taki “list z Polski” przedrukowany w 37(45) numerze Biuletynu. Jest on ciekawy o tyle, że pochodził jakoby od mieszkańca Puław niejakiego S.L i opisywał nastroje panujące w naszym mieście, tak jak je chciała widzieć redakcja “Czerwonego Sztandaru”[73]:

Mamy dobrych przyjaciół i sąsiadów

Drodzy towarzysze! Z trwogą i niepokojem śledzimy wydarzenia we własnym kraju. Dociera do nas, choć rzadko, wasza prasa. Całkowicie się zgadzamy z podawaną w niej oceną zachodzących wydarzeń w naszym kraju. Bo trudno się nie zgodzić. Sam fakt, że jest jeszcze ktoś, kto myśli podobnie jak my, napawa nas nadzieją. My, młodzi komuniści, mamy już wszystkiego dosyć. Tyle zła ostatnio nam wyrządzono, że zaczyna przerastać to nasze siły. Narobiła tego przede wszystkim “Solidarność”, a zwłaszcza jej prawicowe i nacjonalistyczne skrzydła. Sprzedali się za nędzne dolary i uważają się za odnowicieli. Jest to przecież jawna kontrrewolucja, z której określeniem nie wszyscy się godzą. Człowiek nie należący do “Solidarności” to wróg numer jeden. Cierpimy na tym nie tylko my, ale i nasze dzieci. Szykanowane są nawet za to, że nie chodzą do kościoła, otrzymują z tego powodu gorsze oceny. Na własnej skórze doświadcza tego mój syn, który zdał do piątej klasy.

Nie wszyscy chcą się zgodzić z tym, że w Polsce jest dwuwładza, ale taka jest prawda. Panuje dwuwładza i to od kilku miesięcy. Bo jak można wytłumaczyć fakt zwalniania dyrektorów tylko dlatego, że są członkami partii, a nie należą do “Solidarności”. Atakowanie milicji i służby bezpieczeństwa. Ich dzieci nie są przyjmowane do przedszkoli, odmawia im się przyznawania obiadów w szkołach. Nagminne jest atakowanie naszych sojuszników, a zwłaszcza Związku Radzieckiego, Czechosłowacji i NRD. “Solidarność” wpatrzona jest tylko w Zachód. Trudno temu się dziwić, skoro odebrali tam szkołę i są nadal wynagradzani przez państwa zachodnie.

Przepraszam, ze piszę o tym tak chaotycznie, ale sytuacja panująca w Polsce staje się nie do zniesienia. Do tego dochodzą pustki w sklepach. Żyjemy nadzieją, że IX Zjazd PZPR coś postanowi i dodaje otuchy to, że mamy dobrych przyjaciół i sąsiadów, którzy podobnie jak my w Polsce myślą inaczej niż “Chadecja” z “Solidarności”. Mamy wielką prośbę w przypadku drukowania listu lub jego fragmentów nie ujawniać naszych nazwisk gdyż moglibyśmy mieć z tego powodu kłopoty.

W imieniu grona towarzyszy

S.L. Puławy

(nazwiska i imiona znane redakcji)


Widać, że według redaktorów Czerwonego Sztandaru lub ich mocodawców “Solidarność” już w czerwcu 1981 r. przejęła pełnię władzy a przewodniczkę narodu, PZPR zepchnęła do tak głębokiego podziemia, że w całej Polsce nie istniała instytucja, której mogłaby się na swój żałosny los poskarżyć, wobec czego “polscy komuniści” musieli słać anonimy do organu prasowego bratniej KPL. Prawdziwy horror - według Czerwonego Sztandaru – panował jednak w Warszawie skąd jakoby przyszedł do redakcji tego szacownego pisma list, jeszcze bardziej żałośliwy[74], ale tylko jeśli chodzi o przeszłość, bo oto w ostatniej chwili ze wschodu przyszedł ożywczy powiew: do Warszawy nadszedł list KC KPZR i zdziałał prawdziwe cuda. KC PZPR ustawił ofensywnie i skłonił do powrotu do jedynie słusznej linii marksistowsko-leninowskiej. Można więc oczekiwać, że IX Zjazd KC PZPR przyjmie słuszne uchwały i wszystko odmieni się jak za dotknięciem różdzki czarodziejskiej: ludzie z ulgą odetchną i poweseleją, kwiaty omdlałe ze zgrozy rozkwitną na nowo, ptaszęta z entuzjazmem porzucą narzuconą im przez siły wrogie socjalizmowi melodię Marsza Pierwszej Brygady i powrócą do pień na klasowo słuszną melodię Międzynarodówki i cała przyroda ochoczo ponownie wejdzie na świetlaną droge marksistowsko-leninowską. Eh! Łza się w oku kręci - na czytaniu takich tekstów mojemu pokoleniu zeszła cała młodość. W PRL wszakże ten styl i ten język zostały zapomniane chyba już za późnego Gomułki i stąd moje rozczulenie.

Redaktorzy Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej” nie byliby sobą, gdyby takie listy pozostawili bez odpowiedzi. Podjął się tego zadania A. Berbeć[75] a wykonał je, ku wielkiej uciesze całej Redakcji i czytelników pisma w stylu, którego nie powstydziłby się nawet sam Sekretarz Generalny KC KPZR, tow. Leonid B., a wspólcześnie, sam Kim-Dzong-Il przywódca KRL-D:

 

DO BRATNIEJ REDAKCJI

Czerwonego Sztandaru”

Powodowani głęboką troską o właściwy, pryncypialny charakter Waszej gazety, z którą łączą nas serdeczne więzy internacjonalistycznej przyjaźni, zwracamy Waszą uwagę na dwa listy opublikowane w rubryce “Korespondencje z Polski” w numerze z dnia 28.VI, a zatytułowane “List przyszedł w porę” i “Mamy dobrych przyjaciół i sąsiadów”.

Niestety towarzysze, z bólem musimy Wam powiedzieć szczerze i otwarcie, że padliście ofiarą szczególnie perfidnej prowokacji. Nawet pobieżna analiza obu tekstów pozwala w nich odkryć elementy antyradzieckie i antysocjalistyczne, które nie powinny umknąć nikomu, komu nieobca jest czujność rewolucyjna i odpowiedzialność za losy światowego pokoju.

Już tytuł pierwszego z listów zdradza prawdziwe oblicze jego autora. Cóż to znaczy, że list przyszedł w porę? [chodzi o “List KC KPZR do KC PZPR, w którym “towarzysze” radzieccy określają “Solidaarność” jako “przestępczy spisek przeciw władzy ludowej” - przyp. S.G.]. Zapytajmy się inaczej – czy mógłby On przyjść nie w porę – czy treści w Nim zawarte nie mają wiecznotrwałych proletariackich wartości i czy głęboką słuszność zawartych w Nim idei można ograniczać do jakiejś pory? Czyż wszyscy ludzie pracy w Polsce nie powitaliby Go z równą radością i równie głęboką wdzięcznością o każdej innej porze? Zwrot “List przyszedł w porę” jest, towarzysze, zupełnie jawną próbą pomniejszenia wartości tego historycznego posłania i oportunistyczno-rewizjonistycznym usiłowaniem nadania Mu krótkotrwałego i przemijającego znaczenia.

Dalsza lektura listu tylko potwierdza najgorsze przypuszczenia odnośnie jego autora. Oto pisze on, że on sam, jego rodzina i jacyś bliżej nie określeni “zdrowo myślący Polacy” z wdzięcznością powitali LIST To już jest niestety, jawnie wrogie działanie, któremu należy dać stanowczy odpór. Czy tak napisałby internacjonalista i rewolucjonista stojący na straży rewolucji i pokoju? Chyba jest aż nazbyt oczywistym, że każdy naprawdę i bez reszty oddany sprawie rewolucji, napisałby, że wszyscy ludzie pracy w Polsce z gorącym entuzjazmem i głęboką wdzięcznością powitali LIST, czemu dali wyraz w licznych wiecach, pochodach i manifestacjach. Tak winna wyglądać odpowiedzialna informacja.

Przechodząc do dalszej części tego bałamutnego listu, nie możemy się powstrzymać, by nie wytknąć Wam, towarzysze, rażącego braku czujności klasowej, którą przede wszystkim powinien się odznaczać dziennikarz w służbie pokoju i socjalizmu. Czy naprawdę nie zauważyliście szczególnie perfidnego znaczenia słów “nie będę daleki od prawdy, jeśli stwierdzę, że list przyszedł w samą porę”? Towarzysze, przecież tutaj tenże J.P. już zupełnie jawnie i bez osłonek sugeruje, posługując się w dodatku idealistycznym aparatem pojęciowym, że nie jest prawdziwe stwierdzenie, że LIST przyszedł w porę, że takie stwierdzenie go jakoś od prawdy dystansuje, bez względu na długość tego dystansu. Tym samym J.P. bezwstydnie usiłuje przemycić pogląd, że LIST nie przyszedł w porę, a więc, że nie powinien wcale przychodzić. Uświadomiło to nam w pełni kontrrewolucyjne, zimnowojenne i odwetowe intencje płatnego żołdaka światowego imperializmu, ukrywającego się pod inicjałami J.P. I z największym wstrętem i oburzeniem zaprzestaliśmy dalszej lektury tych oiszczerstw, ukrytych pod płaszczykiem troski i zaangażowania.

Drodzy towarzysze, z niemniejszym bólem musimy wam wytknąć tę samą lekkomyślność i brak czujności w przypadku drugiego listu, podpisanego przez “towarzyszy z Puław”. Roi się w nim od sformułowań nihilistycznych jak np. “my, młodzi komuniści – mamy wszystkiego dosyć”, defetystycznych jak: “z trwogą i niepokojem”, “zaczyna przerastać nasze siły” i całej masy podobnych stwierdzeń mających wyraźnie na celu zasugerowanie czytelnikowi, że młodzi komuniści w Polsce stracili wiarę w zwycięstwo światowej rewolucji i znajdują się w odwrocie pod naporem sił reakcji i międzynarodowego kapitału.

Jesty to dla nas tym bardziej bolesne, że owi renegaci podają się za mieszkańców naszego miasta, które szczególnie ucierpiało, gnębione przez feudalno-obszarnicze klany Lubomirskich, Sieniawskich i Czartoryskich, by później stać się siedliskiem burżuazyjno-klerykalnej pseudonauki, służącej utrzymywaniu mas w ciemnocie i zacofaniu, a ostatnio także prześladowane przez kilkunastu nawiedzonych z Redakcji “Solidarności Ziemi Puławskiej”.

Dlatego ufamy, że przyjmiecie towarzysze, z głęboką wdzięcznością nasze bratnie przestrogi i zewrzecie jeszcze silniej szeregi, by nie przeciskały się już więcej przez nie idee obce duchowi proletariackiego internacjonalizmu.

Z proletariackim pozdrowieniem

/za redakcję/ A. Berbeć

Czasami Redaktorzy Biuletynu posuwali się jeszcze dalej pozwalając sobie na pokpiwanie z haseł 1-majowych i przedrukowując w Biuletynie z lubością co ciekawsze z nich[76]:

Obywatele Związku Radzieckiego! Uczcie się żyć, pracować i walczyć po leninowsku, w sposób komunistyczny!”

Komuniści! Bądźcie w awangardzie ogólnonarodowej walki o wykonanie historycznych uchwał XXVI Zjazdu KPZR!”

Pracownicy rolnictwa! Zwiąkszajcie produkcję i sprzedaż państwu mięsa, mleka, jaj, wełny i innych artykułów! Hodowla – szturmowym frontem”

Niekiedy zabawiali się nawet kosztem przodowników pracy i ich dokonań produkcyjnych, nie przepuszczając nawet dojarkom. Oto próbka ich wyczynów na tym polu[77]:

...z ostatniej chwili...

Zadoiła krowę na śmierć...

Na podstawie wyników konkursu dojenia mechanicznego, w którym wzięło udział 31 najlepszych dojarek rejonu wileńskiego, zwyciężyła przedstawicielka gospodarstwa doświadczalnego, Tekla Kinduriene. Wręczono jej honorową nagrodę – kryształową wazę...

Kor.”Czerwonego Sztandaru” N. NIEZAMOW

No i czy mogły władze PRL różnych szczebli polubić takich prześmiewców, którzy krew wypiją a dziurki nie zrobią. Musiały więc, zgrzytając zębami, czekać na dogodną okazję, która się w końcu nadarzyła w postaci rysunku niedźwiedzia z twarzą tow. Leonida B.


GŁÓWNE NURTY TEMATYCZNE

Jeśli wszystkie materiały opublikowane w 74 numerach Biuletynu podzielić na działy tematyczne, to materiały ściśle związkowe zajmowały na łamach pisma 34,9% jego całkowitej objętości, z czego 45,6% stanowiły materiały własne, wytworzone na terenie Ziemi Puławskiej, a pozostałe 54,4% - przedruki .Inne, materiały o charakterze polityczno-społecznym, nie dotyczące bezpośrednio Związku zajmowały na łamach Biuletynu 46,7% objętości (z czego 48,3% stanowiły materiały własne), a materiały historyczne – 9,5% (w tym 54,9% tekstów własnych). Inne publikacje (poetyckie, graficzne itp.) zajmowały w Biuletynie 9,5% objętości.

Jak wynika z dosyć pobieżnej analizy kolejnych numerów pisma proporcje tekstów o różnym charakterze były w Biuletynie bardzo zróżnicowane i zależały w większej mierze od aktualnej sytuacji w Związku i w Kraju, od liczby przypadających w danym miesiącu rocznic – zdaniem Redakcji – godnych przypomnienia, jak również od napływu tekstów nadających się do publikacji, niż od jakiejś przemyślanej linii programowej.

 

Publikacje dotyczące spraw związkowych

W poszczególnych miesiącach proporcja tekstów związkowych wahała się w granicach od 17% w grudniu 1980 r. i lipcu 1981 r. do 47% w marcu 1981 r. (kryzys bydgoski, spór o ordynację wyborczą do Regionu), 48% w styczniu 1981 r. (strajk ostrzegawczy w sprawie wolnych sobót), 52% we wrześniu 1981 r.(pierwsza tura I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność” w Gdańsku) i 63% w październiku 1981 r. (druga tura I KZD).

Przy przeglądaniu kolejnych numerów uderza dojrzałość i doskonała od samego początku orientacja członków Redakcji (niezbyt przecież doświadczonych w sprawach organizacji społecznych funkcjonujących w warunkach demokracji) jeśli chodzi o problematykę związkową a szczególnie zadziwia u nich zdolność do prostego i klarownego przedstawiania własnej, bardzo spójnej wizji organizacyjnej Związku i jego funkcjonowania, jak również zagrożeń dla demokracji związkowej. Nadzieje towarzyszące organizacji struktur Związku i etos ruchu “Solidarność” doskonale oddaje bardzo ważny dla zrozumienia ówczesnych nastrojów, artykuł programowy, zamieszczony w Nr 2 pisma. Jest on wprawdzie niepodpisany, ale nosi wyraźne znamiona sposobu rozumowania i temperamentu I. Ostrokólskiego[78]:

Wiele mówimy dzisiaj o konieczności zbudowania trwałej struktury i silnych fundamentów nowego Związku. Mówimy wyraźnie, ze jest to ważniejsze od zdobyczy płacowych.

Potrzebny nam jest mechanizm, przy pomocy którego będziemy mogli tworzyć system sprawiedliwego podziału dochodu narodowego. I żadne doraźne porozumienia tego problemu nam nie załatwią – mogą jedynie tymczasowo złagodzić napięcie.

Chcemy więc zbudowaś silny i skuteczny Związek – a jest to duża robota organizacyjna, którą realizujemy w atmosferze urzędowych nacisków i utrudnień, bez doświadczenia i funduszy.

Nie przeczuwamy jeszcze wszelkich pułapek prawnych i biurokratycznych, które na nas czekają. Mamy jedynie entuzjazm i pewność, że tym razem musi się nam udać.

Ż e r o b i m y t o s a m i i r o b i m y d l a s i e b i e

Związek nasz nazwaliśmy Solidarność i nie jest to tylko nazwa, bo powstał on z solidarności i poparcia dla tych, którzy również w naszym imieniu wstali i powiedzieli DOSYĆ.

Oni rozpoczęli nierówną z początku walkę także o nasze prawa i naszą godność. Dzisiaj, kiedy stanowimy już siłę, której nie sposób nie dostrzegać, musimy pamiętać o początku i wciąż z niego czerpać.

Solidarność nie może być jeszcze jedną nazwą, jeszcze jednego zwiazku. SOLIDARNOŚĆ to jednolita postawa i wspólny front we wspólnej sprawie, ale nikt za nas tego nie zbuduje.

My sami musimy tworzyć codziennie solidarność, zwłaszcza wtedy, kiedy próbuje się nas skłócić i “rozbranżowić” Kiedy mówi się chłopom:

to górnicy strajkują i nie dają wam węgla”

i kiedy mówi się górnikom:

to chłopi nie dają dla was kartofli”

wtedy właśnie pamiętajmy o rolnikach, którzy przywozili strajkującym produkty rolne – aby mogli przetrwać dla wspólnej sprawy. I o robotnikach żądających rejestracji związków chłopskich.

Związek nasz jest silny solidarnością i budujemy go demokratycznie. Budujemy go od dołu aby stał na ziemi i był naprawdę nasz.

Zawsze kiedy słyszymy słowo DEMOKRACJA mówimy TAK, bo wiemy co to oznacza – tak jak wiemy co znaczy chleb, kiedy go brakuje.

Ale nasza demokracja nie będzie nas paraliżować. Nie pozwolimy się zadyskutować wtedy, kiedy trzeba działać szybko. Sami wybraliśmy naszych przywódców i ufamy im. Wierzymy, że przed każdą decyzją rozważą wszystkie argumenty i jesteśmy pewni, że zawsze pracują dla realizowania naszych interesów bo codziennie są pośród nas i nikt nie przywiózł ich na taczce.”


Ilustracją konstatacji o doskonałym rozeznaniu redaktorów Biuletynu w sprawach związkowych i jasnej wizji ich organizacji może być również następujący fragment artykułu redakcyjnego z 5(13) numeru Biuletynu[79]:

...Pełnię kompetencji w zakładzie powinna mieć Komisja Zakładowa i tu etaty mogą mieć tylko pracownicy techniczni. W większych ośrodkach miejsko-przemysłowych pełne kompetencje muszą mieć istniejące emkazety – również bez etatów dla działaczy. Te właśnie emkazety najlepiej orientują się w sytuacji panującej w Puławach czy Kraśniku, a Lublin wie o tym tylko z opowieści. Dotyczy to również samego Lublina, który powinien mieć MKZ wydzielony dla miasta i okolic.

W takiej sytuacji konieczny jest oczywiście Zarząd Regionu z siedzibą niechby nadal w Lublinie. Ten właśnie zarząd zapewniałby koordynację działań w całym regionie środkowo-wschodnim, składałby się z delegatów wybranych w poszczególnych rejonach w odpowiedniej proporcji do liczebności Związku. W ten sposób unikniemy licznych etatów i zawodowych działaczy opłacanych z naszych składek.

Należy podkreślić, że wszystko co tu piszemy nie jest oficjalnym stanowiskiem puławskiego MKZ, ale wynikiem dyskusji w zespole redakcyjnym Biuletynu, do czego inspirował nas przebieg zebrania delegatów Komisji Zakładowych puławskich przedsiębiorstw 2.02.81r. i dyskusja na tym zebraniu nad podziałem terytorialnym Związku i kompetencjach instancji związkowych.

Wszystkie decyzje, które w „Solidarności” powstają rodzą się ze starcia różnych poglądów i koncepcji. Nie można dopuszczać do rozkwitu lojalności wobec poszczególnych działaczy czy władz. Dopuszczalna i konieczna jest jedynie lojalność wobec WSPÓLNEJ SPRAWY. Ale konieczna jest również dyscyplina związkowa w realizacji demokratycznie podjętej decyzji.

I najwyższy czas zrozumieć, że krytyka jest koniecznym narzędziem demokracji. A nie jest nam potrzebny i nie jest prawdziwy cukierkowy obrazek pełnej harmonii jednomyślności. I byłoby źle gdyby taka jednomyślność zapanowała i zastąpiła dyskusję.

Sprawom polityki Związku Redakcja poświęciła m.in. cały Nr 9(17) Biuletynu przedrukowując w nim dwa wykłady: Jerzego Jedlickiego pt. “Forma i treść Umowy Społecznej” wygłoszony w ramach Towarzystwa Kursów Naukowych oraz Stefana Kurowskiego pt. “Obszary zainteresowań i przesłanki wyboru”, wygłoszony na seminarium naukowym w siedzibie NSZZ “Solidarność” w Gdańsku, w dniu 4.XI.1980 r[80].

Sporo miejsca zajęły w Biuletynie sprawy związane z wyborami do Zarządu Regionu, a zwłaszcza ze strukturą władz zwiazkowych i ordynacją wyborczą [np. Nr 5(13),s.1-3, Nr13(21),s.3-7, Nr 15(23), s.1-7], z wyborami do Zarządu Oddziału [np. Nr 41(43),s.6-9, Nr 34(42),s.Nr 35(43), s.2-6, Nr36(44), s.3-4], z przygotowaniami do I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ “Solidarność” w Gdańsku i jego przebiegiem [np. Nr 54(62),s.3-8, Nr 55(63), s.2-16, Nr56(64), s.2-14].

Na 492 stronach Biuletynu poświęconych sprawom związkowym dominowały ponad to:

  • Opracowania dotyczące polityki związkowej [np.Nr 9(17), s.2-20].
  • Zasady działania Związku w zakładach pracy [np. Nr 7(15), s.2-8].
  • Uchwały władz Związku różnych szczebli i dokumenty związkowe o bardzo zróżnicowanym stopniu doniosłości i zasięgu działania. Np. w 10 numerze Biuletynu niemal sąsiadują ze sobą fundamentalna uchwała Krajowej Komisji Porozumiewawczej w Gdańsku dotycząca wolnych sobót i wzruszająca w swojej prostocie, ale doskonale ilustrująca ówczesne nastroje uchwała MKZ Ziemi Puławskiej w sprawie postępowania z członkami „Solidarności” nadużywającymi alkoholu głosząca, że: “w stosunku do członków „Solidarności” , którzy pod wpływem alkoholu zachowują się niegodnie stosowane będą kary od upomnienia do pozbawienia członkostwa włącznie”.. Liczne uchwały i dokumenty wytworzone w Regionie Mazowsze świadczą o dobrych stosunkach redaktorów Biuletynu ze środowiskiem warszawskim.
  • Informacje o posiedzeniach KKP w Gdańsku i MKZ-u w Puławach (od czerwca 1981 r. Zarządu Oddziału Ziemia Puławska).
  • Informacje o działalności Klubu Związkowego
  • Krytyka poczynań władz Związku różnych szczebli. Ilustracją takiej krytyki niech będzie np. fragment artykułu redakcyjnego podpisanego “Ekstremistyczne Skrzydło Redakcji” z lipca 1981 r.[81]:

A zatem wróćmy do zebrań Zarządu. Te tradycje, to fakt, że zebrania o d b y w a j ą s i ę. I nic więcej. Bo ani tłumy związkowców już nie przychodzą, ani gorących dyskusji nie ma. Jest za to nuda, ględzenie, przydzielanie etatów, wnioski formalne. A często i tego nie ma, bo brakuje quorum. Ostatnio Zarząd Regionu podjął uchwałę, że do quorum wystarczy już nie 2/3 a 1/2 obecności składu Zarządu. Dobre i to, zważywszy, że podobno istniały organizacje, gdzie sam przywódca stanowił quorum. Przy czym na kilka ostatnich spotkań Zarządu w Puławach nawet przywódcy przybywali zdekompletowani. Może uznali, że ustawili sprawy, sporządzili tezy i wytyczne i wystarczy przyjść na co dziesiąte spotkanie po oklaski i medale. W końcu zadeklarowali pracę społeczną, a jak coś się robi społecznie, to podobno można nawet nic nie robić i musi być dobrze.

Nie bardzo mogliśmy się zorientować nad celem kilku ostatnich spotkań Zarządu. No bo jeśli efektem spotkania jest komunikat podpisany przez jednego z wiceprzewodniczących, oraz “protokół z zebrania”, to, w sferze kultury, jest to tzw. “sztuka dla sztuki”. A tymczasem Związek z założenia miał odbiegać od sztampy, nudy itp., a przynajmniej działać konstruktywnie.”


Na zakończenie warto jeszcze przytoczyć dwa dokumenty, od których w marcu 1981 r. w okresie prowokacji bydgoskiej, po całej Polsce powiało grozą[82]:

 

INSTRUKCJA NR 2

NA WYPADEK STANU WYJĄTKOWEGO

Istnieje możliwość, że w przypadku strajku generalnego władze ogłoszą stan wyjątkowy[83] Wiązałoby się to z militaryzacją zakładów (pracownicy otrzymują karty powołania do wojska, przełożony staje się dowódcą, a odmowa pracy jest odmową wykonania rozkazu). Przygotowywano się do tego już 18 grudnia 1970 r., lecz wycofano się później z tej decyzji

Stan wyjątkowy oznaczać będzie prawdopodobnie próbę aresztowania w skali kraju kilku tysięcy osób z “Solidarności” i opozycji demokratycznej. W naszym regionie grozi to prawdopodobnie kilkuset osobom. Dlatego w organizacjach związkowych należy tworzyć grupy, które przejmą kierownictwo organizacji zakładowych jako komitety strajkowe, gdyby aresztowano dotychczasowe komisje zakładowe. Komitety strajkowe powinny utworzyć wtedy międzyzakładowy komitet strajkowy. Na ogłoszenie przez władze stanu wyjątkowego należy odpowiedzieć strajkiem powszechnym.

INSTRUKCJA NR 3

NA WYPADEK INTERWENCJI Z ZEWNĄTRZ

Napięta sytuacja może przybliżyć interwencję z zewnątrz. W tym wypadku załogi postępują jak w instrukcji nr 1 i 2 oraz:

  • O fakcie wkroczenia obcych wojsk należy zawiadomić jak największą ilość osób wszelkimi środkami, a także włączyć syreny, klaksony, dzwony.
  • Zmieniać drogowskazy, zamieniać tabliczki, nazwy ulic, numery domów, spisy lokatorów, podając najeźdźcom fałszywe dane. Kobiety i dzieci powinny zostać w domach.
  • Należy wszelkimi dostępnymi środkami utrudniać działanie sił okupacyjnych a zwłaszcza posuwanie się ich w głąb kraju.
  • Producenci żywności powinni uniemośliwiać okupantowi jej rekwirowanie, także rekwirowanie zboża, bydła, trzody chlewnej, paszy.

Nie sądzimy aby musiało dojść do interwencji, powinniśmy być jednak przygotowani na taką możliwość.

Gdańsk, dnia 25.03.1981 r. Prezydium MKZ Gdańsk

 

Dowodem, że również pod koniec sierpnia 1981 r. panowały w Polsce podobne nastroje jest uchwała KZ NSZZ “Solidarność” w Zakładach Azotowych Puławy[84]:

 

Puławy, dnia 23.09.1981 r.

U C H W A Ł A

Komisja Zakładowa NSZZ “Solidarność” Zakładów Azotowych “Puławy” wspólnie z przewodniczącymi ogniw związkowych Kombinatu, po zasięgnięciu opinii członków Związku stwierdza, że w pełni akceptuje i popiera 7 punktową deklarację I Zjazdu Delegatów NSZZ “Solidarność” w Gdańsku oraz popiera Kierownictwo NSZZ “Solidarność” w całym jego dotychczasowym działaniu.

Jednocześnie z oburzeniem i dezaprobatą odrzucamy oskarżenia pod adresem Związku, mające miejsce w ostatnich dniach. Występujący przed kamerami telewizji i mikrofonami radia “wieloletni już odnawiacze”, powinni raz na zawsze zrozumieć, że mówią już do ściany i we własnym imieniu. Nikt nie ma prawa utożsamiać się z socjalizmem a już absolutnie ludzie skompromitowani w poprzednich okresach i zasiadający w poprzednich składach władz. Żądania odejścia skompromitowanych osób lub usunięcia istniejących nadal wypaczeń nie oznacza w żadnym wypadku walki z ideą, a wręcz przeciwnie.

Straszenie narodu użyciem siły zbrojnej o czym niedwuznacznie mówi oświadczenie Biura Politycznego do zahamowania procesu odnowy budzi sprzeciw. Przeciwko komu mogłyby być skierowane lufy karabinów żołnierzy – Polaków? Pytamy, przeciwko komu?

  • Czy przeciwko robotnikom przy warsztatach pracy?
  • Czy przeciwko społeczeństwu stojącemu w kolejkach?

W czyim imieniu i w czyim interesie nasi synowie, bracia odbywający służbę wojskową mieliby rozlewać krew swoich rodaków?

Dodajmy, że wyjście z bronią przeciwko bezbronnemu narodowi nie byłoby formą walki, a zwykłym morderstwem i ludobójstwem. Przypominamy to tym, którzy nie chcą przyjąć do wiadomości autentycznych nastrojów i opinii społeczeństwa.

Komisja Zakładowa

NSZZ “SOLIDARNOŚĆ” ZA PUŁAWY


Teksty społeczno – polityczne

 

Teksty społeczno-polityczne zajęły 657 stron druku (w tym 317 stron tekstów własnych i 340 stron tekstów przedrukowanych), i zajmowały 47% całkowitej objętości Biuletynu (od 19% objętości Biuletynu w październiku do 71% jego objętości w czerwcu). Były to najczęściej komentarze do aktualnych wydarzeń, artykuły programowe lub dokumenty Związku, względnie organizacji z “Solidarnością” związanych, jak samorządy, stowarzyszenia itp.

Spośród artykułów programowych na szczególne wyróżnienie zasługuje - obok omówionych już tekstów Kuronia - fragment rocznicowego tekstu A. Michnika zatytułowany “Jaką drogą do demokracji?”[85]:

Historia polskich dwunastu miesięcy stawia na nowo pytanie o reformowalność systemu komunistycznego. Przed 5 laty miałem okazję sformułować pogląd, że dla Polski istotne może okazać się doświadczenie z hiszpańskiej drogi do demokracji; drogi pokojowej, co nie znaczy, że wolnej od wstrząsów. Dziś można sformułować hipotezę, że to doświadczenie – przy wszystkich różnicach społecznych, politycznych i geograficznych – okazało się użyteczne.

Jeśli nad Polską zawisły dziś ciemne chmury, jeśli coraz częściej klimat społecznych nastrojów wyznacza brak żywności a nie szeroka strefa wolności słowa, to dlatego, że wciąż nie stanął na porządku dziennym problem globalnej reformy państwa opartej na instytucjonalizacji “umowy społecznej” i systemie społecznych kompromisów. Pewne głosy w prasie oficjalnej zdają się tę problematykę przybliżać, ale to dopiero początki nowego etapu.

Zadaniem stojącym przed polskim narodem jest wypracowanie realistycznego systemu demokracji politycznej świadomie ograniczonej przez interes państwowy naszego potężnego sąsiada. Pisząc powyższe opowiadam się tym samym za rozwiązaniem kompromisowym. Taki jest, myślę, nakaz chwili. Nikt rozumny nie moze postulować dzisiaj generalnej konfrontacji. “Solidarność” ma przed sobą inną perspektywę, perspektywę szukania rozwiązań pomiędzy – jak to sformułowano już w prasie niezależnej – ugodą a ewolucją. Ma to swoje konsekwencje. Szturmować Bastylię może amorficzny tłum zbrojny jedynie w emocje i odwagę; długofalową politykę demokratycznej ewolucji prowadzić może tylko ruch dobrze zorganizowany, świadomy swych celów, solidarny w swych działaniach.”

Z racji nadreprezentacji w Biuletynie Informacyjnym “Solidarność Ziemi Puławskiej” pracowników puławskich instytutów naukowych (A. Berbeć, A. Faber i I. Ostrokólski byli pracownikami IUNG a H. Czekaj A. Hoszowski i W. Zbiniewicz – IWet), Redakcja poświęcała szczególnie dużo uwagi sprawom nauki. Pierwszym tekstem poświeconym tej dziedzinie kultury na łamach Biuletynu było dramatyczne przemówienie prezesa PAN, prof. Janusza Groszkowskiego[86]:, które ze względu na zawarty w nim opis stanu polskiej nauki na przełomie lat 70-tych i 80-tych, warto przytoczyć w całości:


Przemówienie Prof. Janusza Groszkowskiego

na Zgromadzeniu Ogólnym Polskiej Akademii Nauk w dniu 23.10.1980 r.

 

Szanowni Koledzy!

Nowe błędy i wypaczenia, jakie w ciągu ostatnich dziesięciu lat nękały życie naszego kraju, nie ominęły Polskiej Akademii Nauk w tym odcinku, za który ona ponosi odpowiedzialność.

Polska nauka wraz z całym krajem przeżywa poważny kryzys. Pomimo większych niż kiedykolwiek przedtem nakładów, jej efektywność, mierzona liczącymi się odkryciami i zasilaniem gospodarki narodowej praktycznymi zastosowaniami, stale maleje. Mamy 50 tysięcy samodzielnych pracowników nauki, a mimo to, Polska zmuszona jest kupować za granica takie odkrycia, jak licencje na klej do znaczków pocztowych. Mamy pracowników nauki, którzy umieją zagajać, prezydiować, ukierunkowywać, ale którzy nie potrafią twórczo pracować.

Wśród pracowników nauki szerzy się plagiatowanie prac, nieuctwo i nieróbstwo. Nastąpiła groźna w skutkach dewaluacja stopni i tytułów naukowych, spowodowana masowym ich nadawaniem osobom nie posiadającym kwalifikacji etycznych lub zawodowych. Nie mamy wielkich nazwisk, nie mamy wielkich osiągnięć i nie mamy szans na zmianę tego stanu rzeczy, albowiem naszej młodzieży nie stworzono warunków umożliwiających nadrobienie narosłych znów opóźnień.

Działalność instytucji naukowych jest manipulowana i reżyserowana w sposób zmierzający do utrwalania istniejącego stanu rzeczy. Przepisy dotyczace funkcjonowania nauki, a zwłaszcza przepisy o postępowaniu dyscyplinarnym zostały ułożone tak, aby – jeśli władze administrujące nauką sobie tego nie życzą – nie było możliwości ścigania sprawców najcięższych nawet wykroczeń, a także, aby osoby przeciwstawiające się złu, mogły być bezkarnie szykanowane i eliminowane z instytucji naukowych.

Coraz częstsze są przypadki – z jednej strony – popierania przez docentów i profesorów, działających w organach nauki oszustów i możnych przestępców kryminalnych, - z drugiej zaś strony represjonowanie pracowników nauki usiłujących przeciwdziałać nadużyciom. Członkom Polskiej Akademii Nauk, a zwłaszcza jej Prezydium, dobrze znane są niejedne przykłady takiego postępowania.

Nikt wśród nas nie jest bez winy, bośmy nie wykorzystywali naszych autorytetów i możliwości, aby przeciwdziałać niekompetencji, nieuctwu i nieuczciwości rządzacej kliki, która wpędziła Polskę w straszliwa sytuację, w jakiej się obecnie znaleźliśmy.

Z obrzydzeniem myślę o najbardziej ponurym okresie mego życia. Gdy w roku 1975 – sądząc, że będę mógł służyć Polsce i jej nauce, dałem sie namówić na objęcie funkcji przewodniczącego OK Frontu Jedności Narodu i zastępcy przewodniczacego Rady Państwa. I chociaz nie zrobiłem tego dla awansu lub kariery, chociaż usiłowałem przeciwdziałać złu, chociaż bezczelne nadużycia prokuratora generalnego, jego kliki i organów wymiaru sprawiedliwości przypłaciłem ciężką chorobą i chociaż w proteście przeciw nadużyciom w nauce i w wymiarze sprawiedliwości zrzekłem się swych funkcji w OK FJN, a w przeddzień uchwalenia Konstytucji złożyłem mandat posła i z-cy przewodniczącego Rady Państwa – co przed społeczeństwem i posłami zatajono – nie przestałem uważać, że ta kolaboracja była największym błędem mego życia. Ale wróćmy do dnia dzisiejszego.


Obowiązkiem uczciwych ludzi związanych z Polska Akademią Nauk, jest pokierowanie procesem odnowy w taki sposób, aby nigdy podobny kryzys nie mógł się powtórzyć. Na pytanie jak tego dokonać odpowiadam:

Nie nowe dotacje, ale nowe schematy organizacyjne i metody zarządzania, nie nowe formy planowania, finansowania i sprawozdawczości, ku któremu odwracać będą naszą uwagę administratorzy nauki, ale sprawy etycznej postawy polskich uczonych są obecnie najwazniejsze, a najpilniejszym zadaniem jest pozbycie się – ze środowiska naukowego – osób nieuczciwych i nie posiadających kwalifikacji, jak również uniemożliwienia nadawania takim osobom tytułów i stopni naukowych. Musimy stworzyć instytucjonalne gwarancje ochrony środowiska naukowego polskich uczonych przed zanieczyszczeniami, a następnie wykorzystać je konsekwentnie przeciw próbom infiltracji do niego osób niewłaściwych. Jeśli się z tym uporamy, to inne sprawy organizacyjne – znacznie łatwiej dadzą się zrealizować.

Ważnym elementem gwarancji moralnej odnowy może stać się nowa ustawa o Polskiej Akademii Nauk, jeśli tylko zdołamy wywalczyć uznanie zasady niezależności od administracji, całkowitej samorządności i obieralności organów Akademii. Pomijam jednak te kwestie w swoim wystąpieniu, albowiem bardziej ode mnie kompetentne grono kolegów, właśnie projekt takiej ustawy przygotowuje.

Liczę także na niezależne związki zawodowe “Solidarność”, ponieważ widzę w nich narzędzie obrony uczonych i niezależne forum, którym zwolennicy starych porządków nie będą mogli dyrygować.

Ponieważ jednak ani nowa ustawa, ani nowe związki zawodowe nie wyręczą nas w procesie samooczyszczania środowiska uczonych od szkodliwego balastu, co uważam obecnie za najważniejsze i co jest naszym pierwszym obowiązkiem, składam wniosek o podjęcie przez Zgromadzenie Ogólne uchwały powołującej to, co roboczo nazwałbym “Sądem Dyscyplinarnym Uczonych” i powierzenie mu przeprowadzenia weryfikacji pod względem etycznym i zawodowym tej części kadr naukowych, która dopuszczała się nadużyć i która nie posiada kwalifikacji.

Sąd Dyscyplinarny Uczonych nie będzie orzekał, a jedynie będzie badał sprawy ciężkich nadużyć, popełnionych przez pracowników nauki na szkodę różnych jej interesów, albo też przypadki rażącego braku kwalifikacji naukowych i będzie występował z wiążącymi opiniami i wnioskami do instancji naukowych i administracyjnych.

Zasada tajności wyboru sędziów zapobiegnie powoływaniu na te stanowiska osób manipulowanych instrukcjami różnych instancji i uniemożliwi wpływanie na orzeczenia Sądu. Zasada nieprzedawniania, wprowadzona celowo przez Ministerstwo Nauki dla ochrony osób, które sądziły, że występki ich zostaną zapomniane, powinna być zagwarantowana. Zasada zaś, iż oskarżenie może wnieść każda osoba, której zdaniem popełniono ciężkie wykroczenie, umożliwi zbadanie każdej ludzkiej krzywdy, w tym i spraw, które instancje nauki skutecznie dotąd tuszowały.

Tak pomyślany Sąd Dyscyplinarny Uczonych nie naruszy niczyich kompetencji i nie będąc sprzeczny z ustawą, dostarczy wiążących i bezstronnych opinii polskiego świata nauki potrzebnych władzom do zapowiedzianej odnowy. Nieuczciwość jest rakiem toczącym organizm polskiej nauki. Chorobę tę trzeba usunąć operacyjnie, powierzając to zadanie powołanemu sądowi. Będzie to najlepszy wkład polskiej nauki w dzieło odnowy kraju. Ogólne zasady działalności sądu dokładniej opracowane, jestem gotów przedstawić odpowiedniej Komisji. Na brak zajęć Sąd Dyscyplinarny Uczonych nie będzie mógł narzekać. Od kilku tygodni krążą po Polsce – w setkach egzemplarzy – listy otwarte i pisma adresowane do władz państwowych i instancji społecznych oraz naukowych – w tym także do Zgromadzenia Ogólnego PAN – podpisane nazwiskami i adresami ich autorów, zawierające różne zarzuty o przestępstwach i nadużyciach popełnionych przez osoby wymienione z nazwiska, zajmowanego stanowiska i sprawowanej funkcji, od których to osób wymaga się szczególnie wysokich kwalifikacji moralnych, etycznych i zawodowych. Zarzuty te obejmują międzi innymi, tolerowanie i popieranie przestępstw kryminalnych, prześladowanie i skazywanie tych, którzy przeciwstawiali się nadużyciom, nieujawnianie fałszerstw, przewlekanie postępowań sadowych, niedopuszczanie dowodów przestępstw, ochranianie plagiatów itp.

Osoby obciążone zarzutami figurują w urzędowych wykazach pracowników nauki, zamieszczanych w “Informatorach Nauki polskiej” gdzie – obok nich – znajdują się nazwiska członków polskiej społeczności naukowej, którym nie jest obojętne, w jakim występują towarzystwie. Najwyższy czas aby zacząć uważać te osoby za niegodne posługiwania się stopniami i tytułami naukowymi i należy je wezwać do złozenia wyjaśnień przed Sądem Dyscyplinarnym Uczonych.

Jeszcze raz więc proszę Zgromadzenie Ogólne PAN o poparcie mego wniosku.

 

Warszawa, 23 października 1980 r. / - / Janusz Groszkowski

/Tekst powyższy podajemy bez wiedzy i zgody autora/


Do żadnej weryfikacji kadr naukowych ani wtedy, ani nigdy oczywiście nie doszło. Zadbali o to ci, którzy mogliby się takiej weryfikacji obawiać, ale już samo zgłoszenie takiego wniosku było w owych czasach czymś zupełnie niesłychanym, podobnie zresztą jak upublicznienie listu prof. Groszkowskiego w tysiącach egzemplarzy na łamach Biuletynu. Notka o publikacji tekstu bez wiedzy i zgody autora miała oczywiście na celu ochronę Profesora Groszkowskiego przed Prokuratorem Generalnym Lucjanem Czubińskim, którego ulubione artykuły kk to: art 271. “Kto rozpowszechnia fałszywe wiadomości, jeśli to może wyrządzić poważną szkodę interesom PRL podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”; art.273. par.1. “Kto dopuszcza się czynu określonego w art.270-272, używając druku lub innego środka masowej informacji, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10”[87].

Poza tym w Biuletynie znaleźć można wiele tekstów dotyczacych zarówno organizacji nauki i funkcjonowania placówek naukowych, jak i spraw socjalnych środowiska.

 

Teksty historyczne

Ogółem 134 strony tekstu (w tym 74 stron materiałów własnych i 60 stron przedruków) co stanowi 9,5% całkowitej objętości Biuletynu (od 0% w listopadzie 1980 r. i w lutym 1981 r. do 32% w grudniu 1980 r). Pierwszy tekst o charakterze historycznym ukazał się w Biuletynie już w grudniu 1980 r. Był to artykuł pióra pracownika Zakładów Azotowych, Zbigniewa Lesisza, poświęcony 150 rocznicy powstania Listopadowego[88]. Później Redakcja Biuletynu przypomniała swoim czytelnikom m.in. o:

  • Grudniu 1970 r.[89],
  • Marcu 1968[90]
  • Reakcji robotników Piotrogrodu na rządy bolszewików w 1918 r.[91]
  • Katyniu[92],
  • Konstytucji 3 Maja[93]
  • 46 rocznicy śmierci marszałka Józefa Piłsudskiego[94]
  • 5-leciu istnienia Niezależnej Oficyny Wydawniczej (wraz ze spisem doychczasowych publikacji NOW-ej[95]
  • Pogromie kieleckim z 4 lipca 1946 r.[96]
  • Historii Towarzystwa Kursów Naukowych[97]
  • Wypadkach poznańskich`56[98]
  • Wojnie obronnej 1939 r.[99]
  • Powstaniu Warszawskim w 1944 r.[100]
  • Wymarszu Pierwszej Kompanii Kadrowej z krakowskich Oleandrów na fronty I Wojny światowej 6 sierpnia 1914 r. i o Czynie Legionowym[101]
  • Tymczasowym Komitecie Rewolucyjnym na Podlasiu w 1920 r.[102]
  • “Cudzie nad Wisłą”[103]
  • Rocznicy Sierpnia`80 i narodzinach “Solidarności”[104]
  • Pakcie Ribbentrop-Mołotow i agresji 17 września 1939 r.[105]
  • “Praskiej Wiośnie” i agresji Układu Warszawskiego na Czechosłowację w 1968 r.[106]
  • Piątej rocznicy powstania Komitetu Obrony Robotników[107]
  • 11 listopada 1918[108]
  • Niezależnym ruchu robotniczym w ZSRR[109]

Jak widać z tego pobieżnego przeglądu, Redakcja Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej” oferowała swoim czytelnikom solidną porcję wiadomości historycznych, których w owych czasach na próżno by szukać w podręcznikach. Przez cały czas istnienia Biuletynu do Redakcji napływały informacje, że czytelnicy obficie z tych wiadomości korzystają uzupełniając w ten sposób swoją i swoich dzieci wiedzę historyczną. Redakcja odnotowała prośby czytelników o poszerzenie a nawet o wyodrębnienie działu historycznego w postaci oddzielnych zeszytów[110]. Wobec nawału pilnych spraw związkowych, permanentnego braku papieru, a także – co może najważniejsze - niechęci puławskich historyków do współpracy z Redakcją, prośby te nie mogły być niestety spełnione.

Teksty historyczne drukowane w Biuletynie zestarzały się chyba najbardziej. Dziś większości z nich nie poleciłbym chyba do czytania swoim wnukom. Ale teraz mają one do dyspozycji spory wybór opracowań najlepszych naszych historyków; nam musiało wystarczyć to, co wydrukowano w Biuletynie i innych (trudno dostępnych ze względu na małe nakłady i półkonspiracyjny kolportaż) wydawnictwach ukazujących się poza cenzurą . Artykuły te mają jednak wielką wartość jako świadectwo czasów, gdy pisanie o Katyniu, Wojnie Polsko-Bolszewickiej czy Pakcie Ribbentrop-Mołotow wymagało nie lada odwagi. Jeszcze większej odwagi wymagało powielanie tego typu tekstów w Biuletynie.

Większość publikacji zamieszczanych w Biuletynie miała charakter poważny, ale Redaktorzy pisma nie stronili również od tekstów satyrycznych. Jeden z nich “Szopka Puławska”[111] I. Ostrokólskiego został przedstawiony przy opisie starań o druk Biuletynu, inny, który tym razem wyszedł spod pióra W. Zbiniewicza zaczyna się tak[112]:

 

Niezwykłe przygody sierżanta Borsuka:

Sierżant Borsuk likwiduje groźną grupę przestępczą występującą pod nazwą“MKZ-MODAR”

Historia w 6 obrazkach wraz z epilogiem

OBRAZEK 1. Ponura melina przestępcza, nazywająca siebie “MAZOWSZE”. Stoją powielacze, rotaprinty, ryzy papieru i inne narzędzia przestępstwa. Wokół nich kręcą się różne elementy kryminalne i chuligańskie, które łatwo poznać po znaczkach różnej wielkości i kształtu, wpiętych w klapy. Uwagę zwracają dwaj osobnicy o szczególnie zwyrodniałych rysach pochyleni nad duńskim powielaczem. Są to członkowie grupy “MKZ-MODAR”. Inny osobnik – o wyglądzie psychopaty – objaśnia im działanie maszyny. Nad wszystkim unosi się atmosfera ZBRODNI...

OBRAZEK 2. Gabinet sierżanta Borsuka – jasny schludny, przestronny. Przez okno przyjaźnie zagląda słoneczko. Ale jaśniejsze niż słońce jest piękne i szlachetne oblicze sierżanta Borsuka omawiającego plan akcji... itp. w tym samym stylu, aż do happy endu, którym jest habilitacja sierżanta Borsuka za wzorową akcję rozbicia groźnej szajki i konfiskatę powielacza.


RODOWÓD I FUNKCJONOWANIE NSZZ „SOLIDARNOŚĆ”
w świetle publikacji w Biuletynie

74 numery Biuletynu Informacyjnego „Solidarność Ziemi Puławskiej” mają nieocenioną wartość historyczną. Obok trzech pozostałych puławskich biuletynów związkowych stanowią one bowiem nieomal jedyny autentyczny, bo dokonany na gorąco, zapis myśli i obaw, poglądów i ocen, zamierzeń i dokonań, marzeń i trosk mieszkańców Ziemi Puławskiej w owych burzliwych czasach, jak również jedyny niezafałszowany obraz rzeczywistości PRL widzianej oczyma mieszkańców Ziemi Puławskiej.

Przede wszystkim pozwalają one ustalić ideowe korzenie “Solidarności”.Była nimi według większości ówczesnych opinii w głównej mierze KOR-owska opozycja demokratyczna. Najmniejszych wątpliwości co do tego nie miał np. Stefan Kisielewski, autor felietonu pt. „Moja przestroga” przedrukowanego w 9 numerze Biuletynu[113]:

...zajmijmy się tutaj „KOR-em”, Komitetem Obrony Robotników, jako najbardziej wszechstronną, najbardziej zasłużoną, a zarazem prześladowaną grupą działaczy i publicystów.

Nonsensem byłoby twierdzić, że to oni „inspirowali” strajki i manifestacje, które z Lublina i Warszawy przeniosły się na Wybrzeże Gdańskie i Szczecińskie, aby potem jak płomień objąć całą Polskę. Ale faktem jest, że „KOR” swoją paroletnią, wytrawną, odważną a pełną poświęcenia /wielokrotne aresztowania!/ działalnością, swoją publicystyką i pracą wydawniczą pośród ogólnej, cenzurą wywołanej, jałowości na tym polu, walnie przyczynił się do odrodzenia swobodnej myśli polskiej, krytycyzmu i godności. Cechował ich także rozsądek polityczny, rozumność z jaką zajęli się palącymi problemami moralno-społecznymi, nie zainteresowani hasełkami demagogów, „rewizjonizmem” czy „prawdziwym socjalizmem”, nie próbujący „przetwarzać marksizmu”, lecz tylko i wyłącznie tkwiący w sednie nabolałych problemów narodowych. Działalność ich nikogo nie inspirowała w jakimś sensie „spiskowym” lecz mogła, owszem, i była przykładem tudzież zachętą dla ludzi rzeczywiście patriotycznie zatroskanych i społecznie zaangażowanych. Zaś za swój rozsądek polityczny i poczucie odpowiedzialności zasłużyli sobie nie na drakońskie prześladowania polityczne, lecz na podziękowania władz. Bowiem bez względu na to co się stanie, dobrze zasłużyli się Ojczyźnie i jej imieniu w świecie wszyscy oni, od profesorów Lipińskiego i Kielanowskiego poczynając, po dynamicznego Michnika, nieugiętego Lipskiego czy Chojeckiego, od kombatantów okupacyjnego podziemia Rybickiego i Pajdaka po niegdyś marksistę, dziś doświadczonego demokratycznego działacza społecznego, pragmatystę Kuronia, od księdza Jana Ziei po Jerzego Andrzejewskiego i wielu innych. Ich zasługi nie przeminą, przeminie za to doraźna intrygancka akcja „opluskwiania”, mistyfikowania, odwracania uwagi społecznej, prowokacji, jaką częstują nas jeszcze niektórzy właściciele masowych, a także elitarnie tajnych środków przekazu, sądząc, że uda im się w ten sposób zastąpić informację o tym, co się naprawdę w Polsce dzieje, materiałem fikcyjnym. Jakże nie licuje ta akcja z powagą i autentyzmem wydarzeń.

Oczywiście, nie moją jest rzeczą doradzać cokolwiek ludziom ukształtowanym w innej wieloletniej sytuacji i nie obeznanym zupełnie z mechanizmem wolnej opinii publicznej,...moją jednak rzeczą jest ostrzec opinię przed próbą uruchamiania mechanizmów fałszerskich...

Proszę o zarejestrowanie tej mojej kolejnej przestrogi!

Tak 17 września 1980 r. o przedsolidarnościowych dokonaniach KOR pisał czołowy publicysta katolickiego Tygodnika Powszechnego i niekwestionowany autorytet moralny, Stefan Kisielewski.


Wśród osób i organizacji bardziej lub mniej zasłużenie ubiegających się o tytuł prekursorów “Solidarności”, dziś całkowicie uległa zapomnieniu rola Wolnych Związków Zawodowych. W latach 80-tych były to sprawy oczywiste: wspomnał o nich m.in. J. Kuroń w swoim “Liście otwartym do stoczniowców...”[114], pamiętał o nich równiez Biuletyn “Solidarność Ziemi Puławskiej”. W Nr 9 Biuletynu A. Kowalczyk pisał:

W marcu[115] 1978 r. powstał w Katowicach pierwszy Komitet Założycielski Wolnych Związków Zawodowych. Jego założyciele: Kazimierz Świtoń, Władysław Sulecki, Roman Kściuczek – prześladowani byli wyjątkowo brutalnie. W październiku 1979 r. KZWZZ powstał w Gryfinie i Szczecinie popierany silnie przez robotników elektrowni “Dolna Odra”.

Najsilniejszą grupą był utworzony w kwietniu 1978 r. KZWZZ Wybrzeża, mający oparcie wśród robotników Trójmiasta. W swoich deklaracjach programowych gdański Komitet wzywał “wszystkich pracowników – robotników, inżynierów i urzędników do tworzenia niezależnych przedstawicielstw pracowniczych.” Stwierdzał: “Nie stawiamy sobie celów politycznych, nie narzucamy naszym członkom, współpracownikom i sympatykom określonych poglądów politycznych i światopoglądowych, nie dążymy do objęcia władzy. Zdajemy sobie jednak sprawę, że nie unikniemy zarzutu o prowadzenie działalności politycznej; zakres spraw, które u nas traktuje sie jako polityczne jest bowiem niezmiernie szeroki i obejmuje prawie wszystko za wyjątkiem wycieczek na grzyby.

Wolne Związki były oczywiście organizacjami autonomicznymi, ale były zarówno personalnie, jak i programowo bardzo silnie powiązane KOR-em, co łatwo spostrzec analizując choćby powyższy strzępek programu WZZ, z każdego jego zdania wyziera główna myśl polityczna Jacka Kuronia: dążenie do demokracji przez zakładanie przeróżnych organizacji o charakterze społecznym.

O prekursorskim charakterze KOR w stosunku do NZZ “Solidarność” byli również przekonani redaktorzy Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej, czemu dali wyraz w artykule redakcyjnym zamieszczonym w 12(20) numerze Biuletynu[116]:

Trudno przecenić działalność KOR pamiętając hasło Jacka Kuronia – „Nie palcie komitetów - zakładajcie własne”. Sierpień 1980 i powstanie „Solidarności” jest prostym skutkiem tego hasła. Robotnicy Gdańska i Szczecina mądrzejsi o całe 10 lat nie wyszli w 1980 r. na ulicę z zapałkami. W najtrudniejszym okresie rozmów z rządem działacze KOR-u służyli radą i wszelką pomocą Komitetom Strajkowym. W końcu Lech Wałęsa również zdobywał ostrogi w okolicach KOR-u i nie ukrywa tego.

Szkoda, że trudne do przecenienia zasługi KOR dla “Solidarności” nie wszyscy potrafili docenić zarówno w PRL, jak i w III Rzeczpospolitej. Odsądzanie KOR-u i KOR-owców od czci i wiary zaczęło się już w czasie tworzenia się zrębów Ruchu “Solidarność”, czego dowodem jest przywoływany już, przejmujący list otwarty Kuronia do Stoczniowców z końca 1980 r.[117], którego fragment brzmi:

Nie po raz pierwszy przebywałem w więzieniu, tym razem zaledwie parę dni. Łącznie jednak przesiedziałem już 6 lat. Teraz każdy dzień za kratkami dolicza się do tamtych dni i z każdym dniem jest coraz trudniej. Mam, jak widać, osobiste powody do wdzięczności. Zwracam się do Was teraz, gdy w prasie, radio i telewizji oczernia się mnie wszelkimi sposobami. Zbliżam się do pięćdziesiątki, nie mam stanowisk, majątku, tytułów; dorobiłem się tylko dobrego imienia, a właśnie dobrego imienia chcą mnie pozbawić. Posługują się kłamstwem, fałszerstwem, prowokacją, a mają do dyspozycji najnowocześniejsze środki techniczne, potężną machinę propagandy, góry pieniędzy na przekupstwo.”

Najogólniejszą i najtrafniejszą analizę poczynań Ruchu “Solidarność” w ciągu pierwszego roku działania znaleźć można w Nr 49(57) Biuletynu, w rocznicowym tekście A. Michnika[118]:

Solidarność” - wielofunkcyjny ruch społeczny, była przez cały rok gwarantem rodzącej się polskiej demokracji i jej podstawowym składnikiem. Za wcześnie jeszcze na bilans jej blasków i cieni. Za wcześnie jeszcze na opis socjologiczny ruchu, który umie wygrywać, ale nie umie się cofać, który łączy ządanie reformy rynkowej z ethosem egalitaryzmu; który w języku narodowego solidaryzmu formułuje tradycyjnie lewicową ideę samorządu społecznego, który jest krzyżówką żywiołów sprzecznych i materii pomieszaniem; który kult przywódcy łączy z posuniętą do patologii demokracją, a zadziwiającą mądrość z rzadko spotykaną naiwnością. Ruch demokratyczny w otoczeniu antydemokratycznym; ruch wielkiej nadziei i samoograniczającej sie polskiej rewolucji. Ruch twardo respektujący geopolityczne realia, choć zmuszany do polemiki artykułami gazet z krajów ościennych.

Bowiem dla “sojuszników” samo istnienie “Solidarności” jest dowodem, że “źle się dzieje w państwie duńskim”. Pomińmy skomplikowane i hipotetyczne rozważania na temat ewentualnej interwencji militarnej w Polsce. Brak podstawowych informacji zmusza do wróżenia z fusów w tej materii. Jedno wszakze jest pewne: pełna determinacji postawa Polaków wskazuje, że konsekwencje takiej interwencji mogłyby być nieobliczalne. I to nie tylko dla Polski.

Taka właśnie była owa pierwsza “Solidarność” i w takich warunkach przyszło jej funkcjonować. Z charakterystyki przedstawionej przez A. Michnika, potwierdzanej nieodmiennie przez codzienną obserwację poczynań Związku, wyłania się obraz młodego ruchu na dorobku: niespójnego, pełnego sprzeczności i niekonsekwencji. Jeśli dodać do tego niedoświadczenie działaczy, którzy, niezależnie od wieku, częstokroć występowali w tej roli po raz pierwszy w życiu, należy uznać, że redakcje pism zwiazkowych miały mnóstwo powodów do krytyki poczynań władz Związku wszystkich szczebli.


ILUSTRACJE

Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” był jednym z niewielu w Polsce ilustrowanych pism związkowych. Pomysłodawcą takiego urozmaicenia tekstów był I. Ostrokólski i to właśnie on namówił pracownika IUNG, a prywatnie wziętego artystę-malarza, B. Oronia do wykonania kilku pierwszych rysunków ilustrujących strukturę i funkcjonowanie organizujących się instancji związkowych. Ilustracje miały przybliżyć owe zagadnienia tym członkom Zwiazku, którzy niechętnie sięgali po słowo pisane.

Pierwszą ilustrację podpisaną przez B. Oronia (autora rysunku) i I. Ostrokólskiego (pomysłodawcę) Redakcja zamieściła w Nr 4(12) pisma na s.7. Autorzy przedstawili na niej cztery różne modele relacji między dyrektorem a komisją zakładową w zakładzie pracy (ilustracja 3) . W dalszych numerach ta sama spółka autorska zaprezentowała bardzo wówczas popularny, choć niezbyt konstruktywny, sposób dyskusji wewnątrzzwiazkowej (ilustracja 4), a także dwa aktualnie dyskutowane modele struktury Regionu Środkowo-Wschodniego (ilustracja 5).

Począwszy od Nr 8(16) miejsce B. Oronia w tandemie z I. Ostrokólskim zajął K. Małagocki, który zilustrował niemal wszystkie numery Biuletynu od 8(16) z 19.II.1981 r. do 66(74) z 10.XII.1981 r.K. Małagocki do 4 rysunków wykonanych przez B. Oronia dorzucił aż 90 rysunków własnych w większości wykonanych według pomysłu I. Ostrokólskiego.

Oprócz rysunków dwóch twórców puławskich B. Oronia i K. Małagockiego, w Biuletynie “Solidarność Ziemi Puławskiej” wykorzystano: 5 rysunków Stanisława Łaskiego z Wolnego Związkowca wydawanego przez NSZZ “S” w Hucie Katowice [Nr 49(57), 61(69), 62(70), 65(73) i 66(74)], 4 rysunki J. Fedorowicza [ Nr 23(31), 39(47) i 52(60)], 1 rysunek Mleczki [6(14)] , 1 rysunek Jujki [35(43)] oraz 69 rysunków innych autorów z reguły nie podpisanych. Ryciny przeznaczone do zamieszczenia w Biuletynie były dobierane w ten sposób, że ilustrowały jakieś wydarzenie (np. ilustracja 6), lub też stanowiły dopełnienie sąsiadujących z nimi tekstów (np. ilustracja 7). Ulubionym tematem ówczesnych rysowników związkowych były sprawy związane z zaopatrzeniem w żywność, kartkowym systemem reglamentacji towarów, kolejkami do sklepów oraz z nieudolnością rządzących. Na ilustracjach 8, 9, 10 i 11 przedstawiono kilka takich rysunków autorstwa J. Fedorowicza i K. Małagockiego. Postacią, do której środowiska opozycyjne odnosiły się ze szczególną odrazą, ale ze względu na sytuację polityczną, często goszczącą na łamach Biuletynu był ZOMOlek. ZOMOlek, to pieszczotliwe miano funkcjonariusza Zmotoryzowanych Odwodów Milicji Obywatelskiej – formacji policyjnej wyspecjalizowanej w terroryzowaniu obywateli PRL, a szczególnie w zwalczaniu opozycji, rozbijaniu niezależnych manifestacji itp. Dwa takie indywidua sportretował w Nr 66(74) Biuletynu K. Małagocki.(ilustracja 12).

Większość ilustracji publikowanych w Biuletynie zawiera aluzje do wydarzeń. aktualnych (np.ilustracja 13). Dla bezpośrednich obserwatorów tych zdarzeń były więc one całkowicie zrozumiałe. Dziś większość z nich wymaga komentarza, bez którego jest słabo czytelna, bądź całkowicie niezrozumiała. .

Początkowo na pierwszej stronie pisma, pod winietą zamieszczano zazwyczaj jakiś ważny tekst redakcyjny lub utwór poetycki, Począwszy od numeru 24(32) pierwszą stronę Biuletynu z reguły zdobił jakiś rysunek (np.ilustracje 14 i 15)

Ogółem w 74 numerach Biuletynu zamieszczono aż 174 rysunki, co daje imponującą przeciętną 2,4 ilustracji w jednym numerze pisma. Przyczyniły się one w znacznym stopniu do wielkiej poplarności Biuletynu i to nie tylko w Puławach.


UTWORY POETYCKIE

Pomysłodawcą wzbogacania Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej” utworami poetyckimi był równiez I. Ostrokólski; był on także najgorliwszym poszukiwaczem wierszy nadających się do wykorzystania w piśmie. Doniosłą rolę I. Ostrokólskiego jako promotora poezji doskonale ilustruje fakt, że spośród 27 wierszy zamieszczonych w Biuletynie aż 23 wydrukowano w okresie, w którym był on członkiem Redakcji Biuletynu. Po jego odejściu do Informatora NSZZ “S” w IUNG “Przeszłość-Przyszłości”, co nastąpiło w końcu lipca 1981 r., w piśmie wydrukowano zaledwie 4 utwory poetyckie.

Pierwsze wiersze wykorzystane w Biuletynie to “Manifest” Antoniego Słonimskiego i “Siła ich” Cypriana Kmila Norwida wydrukowane w 3 numerze pisma[119]. Następny (“Dwie ojczyzny” A. Słonimskiego) widnieje na pierwszej stronie Nr 4.[120]

Autorem, po którego wiersze Redakcja Biuletynu sięgała najczęściej był zupełnie w PRL nieznany Czesław Miłosz (od października 1980 r. laureat Nagrody Nobla). Ogółem wydrukowano w Biuletynie 11 jego wierszy (w tym siedem we wkładce do Nr 8). Z dorobku A. Słonimskiego [Nr 3 i 4], K. Wierzyńskiego [(Nr 43(51) i 63(71)] i C.K. Norwida [Nr 3 i 5] Redakcja wybrała do druku w Biuletynie po 2 wiersze, a z dorobku L. Budrewicza [Nr 6], B. Hertza [Nr 12(20)], J. Kasprowicza [Nr 4(12)], F.Kurasia [Nr 62(70)], J. Lechonia [Nr 28(36)], O. Mandelsztama [Nr 37(45)], A. Migo [Nr 56(64)], A. Oppmana [Nr 47(55)] i J. Słowackiego [Nr 33(41)] po jednym wierszu. Ponad to w Biuletynie można znaleźć dwa utwory poetyckie i poświęcone przez niepodpisanych autorów wydarzeniom aktualnym. Jeden z nich przedrukowany ze szczecińskiej “Jedności” znaleźć można w Nr 2(10) Biuletynu, drugi – pochodzący ze “Śpiewnika Warchoła” (Wyd. NOW-a, Warszawa,1979) wzbogacił Nr 53(61).

Spośród utworów Czesława Miłosza znalazł się oczywiście i ten, który został wyryty na Pomniku Poległych Stoczniowców przed Stocznią Gdańską. Cieszył się on wówczas taką popularnością, że znało go na pamięć niemal każde polskie dziecko[121]:

 

Który skrzywdziłeś

 

Który skrzywdziłeś człowieka prostego

Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,

Gromadę błaznów koło siebie mając

Na pomieszanie dobrego i złego,

 

Choćby przed toba wszyscy się skłonili

Cnotę i mądrość tobie przypisując,

Złote medale na twoją cześć kując

Radzi że jeszcze dzień jeden przeżyli,

 

Nie bądź bezpieczny, Poeta pamięta.

Możesz go zabić – narodzi się nowy.

Spisane będą czyny i rozmowy.

Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy

I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta.


WSZECHNICA

Składnikiem Biuletynu, do którego Redakcja przykładała najwyższą wagę była tzw. Wszechnica Robotnicza obejmująca obszerne teksty nie mieszczące się w normalnych numerach, ale uznane przez zespół redakcyjny za godne upowszechnienia, jako materiały o szczególnych walorach poznawczych lub szkoleniowych. Wszechnica została powołana uchwałą MKZ Ziemi Puławskiej z dnia 12.01.1981 r., opublikowanej w 2(10) numerze Biuletynu[122]. Oto odpowiedni fragment tej uchwały:

Ze względu na potrzebę samokształcenia w podnoszeniu kultury politycznej, rozumieniu i ocenie zachodzących zjawisk społeczno-gospodarczych zebranie postanawia powołać Wszechnicę Robotniczą i zobowiązuje Prezydium MKZ do pracy nad realizacją tego zagadnienia od zaraz”

Numery wszechnicowe zawsze wyodrębniano w oddzielnych zeszytach, jednak przy zachowaniu jednolitej numeracji pisma. Takie specjalne numery w zamierzeniu miały się ukazywać raz w miesiącu, ale z różnych, niezależnych od Redakcji względów, w ciągu niespełna 14 miesięcy ukazało się ich tylko 9:

  1. Nr 7. Guenter Grass – AŻ DO WYMIOTÓW:
  2. Nr 15. Jacek Kurczewski – WARUNKI DEMOKRACJI ZWIĄZKOWEJ.
    1. Żelazne prawo oligarchii
    2. Doświadczenia zachodniego ruchu związkowego
    3. Możliwości Polski
  3. Nr 17. Jerzy Jedlicki – FORMA I TREŚĆ UMOWY SPOŁECZNEJ.

Stefan Kurowski – OBSZARY ZAINTERESOWAŃ I PRZESŁANKI WYBORU.

  1. Nr 22. Władysław Bieńkowski – MOTORY I HAMULCE SOCJALIZMU.
  2. Nr 35. Michał Strzemski – PUŁAWIACY W PUŁAWACH.
  3. Nr 40. Leszek Kołakowski – TEZY O NADZIEI I BEZNADZIEJNOŚCI.
  4. Nr.49. Stanisław Głażewski – ROK 1939.
  5. Nr 51. Stanisław Głażewski – POWSTANIE WARSZAWSKIE.
  6. Nr 53. Stefan Żeromski – NA PROBOSTWIE W WYSZKOWIE.

 

DODATKI NIE NUMEROWANE

Oprócz numerowanych dodatków wszechnicowych Redakcja Biuletynu wydała trzy dodatki nie numerowane: dwa z nich stanowiły wkładki do numerów bieżących, trzeci był oddzielnym zeszytem wydanym poza ogólną numeracją Biuletynu.

Pierwszy z tych dodatków był 2-kartkową wkładką do 8 numeru Biuletynu noszącą tytuł: “Dodatek Świąteczny BOŻE NARODZENIE 1980” i podtytuł: “Wieczór z CZESŁAWEM MIŁOSZEM”. Na jego treść składało się 8 wierszy, Cz. Miłosza, znanego wówczas w Polsce tylko z paryskiej Kultury lub innych wydawnictw drugoobiegowych: “W praojcach swoich pogrzebany”, “Do polityka”, “Biedny chrześcijanin patrzy na getto”, “Zadanie”, “Naród”, “Ryba”, “Przywołanie do porządku”, a przede wszystkim wiersz, który niespełna rok później został wyryty na cokole gdańskiego Pomnika Poległych Stoczniowców: “Który skrzywdziłeś”.


Dodatek do numeru pięćdziesiątego stanowił oddzielny nie numerowany zeszyt z widniejącym nad winietą nadrukiem: “Dodatek ekstra-ordynaryjny do nr 50”, a pod winietą z informacją, że “z okazji P I Ę Ć D Z I E S I Ą T E G O numeru biuletynu redakcja zaprasza na rajd po prasie związkowej”. Okładkę i wnętrze tego numeru wypełnia 26 rysunków reprodukowanych z różnych drugoobiegowych pism związkowych. Osobliwością tego dodatku są jednak dwa króciutkie, ale bardzo wymowne tekściki. Pierwszy z nich, zamieszczony na pierwszej stronie głosi:

 

Przedrukowując rysunki z pism „Solidarności” chcemy tą drogą przekazać serdeczne pozdrowienia wszystkim ludziom, którzy mówią, piszą i drukują, niosąc wolne słowo po trzydziestu sześciu latach tragicznego milczenia.

Wdzięcznej pamięci narodu polecamy tych wszystkich, którzy w minionych latach mówili i pisali choć byli wówczas bardzo samotni.

To dzięki Nim nie udało się zakneblować Polski.

Redakcja

 

Tekst ten jest niezmiernie rzadkim przykładem sytuacji, gdy dostojni jubilaci zamiast eksponować dokonania własne (w tym wypadku niepodważalne przecież i niemałe) podnoszą pod niebiosa zasługi swoich, często bezimiennych kolegów, i poprzedników.

Tekst zamieszczony na ostatniej stronie “Dodatku ekstra-ordynaryjnego do nr 50”, który niewątpliwie wyszedł spod pióra I. Ostrokólskiego, jest nie mniej osobliwy:

 

Redakcja Biuletynu składa serdeczne podziękowania kolegom drukarzom, którzy nie wahali się ryzykować wydając nasze pierwsze „partyzanckie” numery w roku 1980.

Nie publikujemy ich nazwisk, bo nie wymyślono jeszcze medalu za odwagę poligraficzną a i nie chcemy ułatwiać „roboty” naszym „przyjaciołom” z SB.

Szczególnie serdecznie dziękujemy kolegom z Zakładu Małej Poligrafii w Instytucie Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa, którzy wydrukowali już 42 numery biuletynu. Puławska „Solidarność” zawdzięcza im wiele.

Redakcja.

 

Od czasu napisania tego tekstu minęło już niemal 25 lat więc najwyższy czas podać pełną listę tych, wielce zasłużonych dla Biuletynu osób. Byli to: kierownik Zakładu Małej Poligrafii IUNG Stanisław Mełgieś, wielki przyjaciel obydwóch biuletynów drukowanych w IUNG, który z wielka pobłażliwością, a nawet z sympatią patrzył na szarogęszenie się redaktorów w podległej mu drukarni, oraz pracownicy tego Zakładu – Maria Deska, Bonifacy Maruszak, Joanna Socha, Ryszard Socha i Waldemar Sumorek. Bez ich bezinteresownego zaangażowania i odwagi, nie byłoby możliwe wydawanie pisma z zegarmistrzowską wprost regularnością (w każdy piątek o godzinie 15-ej kolejny numer Biuletynu Informacyjnego „Solidarność Ziemi Puławskiej” trafiał do kolportażu), ani jego wysoki poziom edytorski, ani też regularne zwiększanie nakładu ponad uzgodnione 5 tysięcy egzemplarzy. Warto w tym miejscu wspomnieć nazwiska dwóch innych osób niezmiernie zasłużonych dla Biuletynu, są to ówczesne pracownice Zakładu Roślin Specjalnych IUNG, Teresa Celuch i Jadwiga Klaudel, które przepisywały na maszynie, często w trybie nagłym i niezależnie od pory dnia lub nocy wiele stron tekstów przeznaczonych do druku w Biuletynie.

Nazwiska tych osób już od dawna figurują w zasobach archiwalnych Ośrodka KARTA[123], który dokumentuje dokonania opozycji demokratycznej w Polsce, ale po raz pierwszy mogą być zaprezentowane sympatykom Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej” w Puławach.


Trzeci nie numerowany dodatek do Biuletynu ukazał się jako 2-kartkowa wkładka formatu A-4 będąca w rzeczywistości reprintem 30(83) numeru WOLNEGO ZWIĄZKOWCA, biuletynu NSZZ „Solidarność” w Hucie Katowice. Redaktorzy Wolnego Związkowca całą trzecią stronę swego pisma poświęcili naszemu Biuletynowi w związku z tzw. „procesem o myszy i niedźwiedzia”. Na stronie tej pod nagłówkiem NARESZCIE KONIEC Z TYMI ŚWIŃSTWAMI i winietą 46 numeru Biuletynu Informacyjnego „Solidarność Ziemi Puławskiej” reprodukowano rysunki zamieszczone w jego numerach 36 (myszy i czatujące na nie koty) oraz 42 (niedźwiedzie o pyskach przypominających oblicze tow. Breżniewa), które stały się podstawą wytoczenia Redakcji procesu. Redaktorzy Wolnego Związkowca nie poprzestali jednak na tym dodając, już jako własny wkład intelektualny, rysunki dwóch dalszych niedźwiedzi: jednego o pyszczku nader smutnym i wcale sympatycznym oraz drugiego o pysku tak wrednym, że trudno na niego spokojnie patrzeć, a przez to o niebo podobniejszym do odpowiedniej części ciała ówczesnego sekretarza „bratniej” KPZR, tow. Breżniewa niż niedźwiedzie puławskie. Uzupełnieniem tej strony Wolnego Związkowca był zgrabniutki, wówczas politycznie bardzo ryzykowny tekścik (pióra Redaktora Naczelnego WZ, J. Cieślickiego), który nie bacząc na frywolność kończącego go wierszyka godzi się przytoczyć w całości:

Od dłuższego już czasu dochodziły do nas słuchy o nadużywaniu zwierzątek przez zwyrodnialców zgrupowanych pod szyldem redakcji „SOLIDARNOŚC ZIEMI PUŁAWSKIEJ” – najlepiej poinformowani mówili nawet o sodomii!!!

Nie ma się czego dziwić, jeżeli się weźmie pod uwagę choćby to, że stać ich na takie bezlitosne zniekształcanie mordy naszego ulubionego zwierzątka! I trzeba całkiem nie mieć serduszka, żeby wyobrażać sobie zwierzątko w takich dziwnych sytuacjach!

My, elementy antysodomistyczne zgrupowane w redakcji „Wolnego Związkowca” wyrażamy uznanie dla puławskiej prokuratury, za wszczęcie śledztwa w tej sprawie – i sprawiedliwie żądamy: na białe niedźwiedzie z nimi!!!

Przy okazji podajemy czytelnikom zgrupowanym w Lidze Ochrony Przyrody ostatnie informacje ze świata zwierząt:

Gamma – chomik – z plonami do swej norki ganiał

A Misza – dobry niedźwiedź – chomika ochraniał

Potem zżarł mu te plony, wytarł łapą mordę

Wydupczył biedne zwierzę – i przypiął mu order

podobno przyjaźni.

Kermit

Muppet Show , 3 sierpnia 1981 r.

 

Ten nieporównany w swojej prostocie wielce ucieszny wierszyk jest najkrótszym jaki znam opisem sytuacji geopolitycznej PRL i jej stosunków z “Wielkim Bratem”, choć do podręczników szkolnych raczej chyba nie trafi.

Ani rysunki, ani teksty zawarte w tym numerze Wolnego Związkowca nie wyszły na zdrowie ani pismu, ani jego redaktorom, którzy już wówczas z powodu represyjnego zamknięcia drukarni nie mieli gdzie swego pisma drukować, a już wkrótce sami stanęli przed sądem. Bez wahania podjęli jednak ryzyko wydania tych materiałów, żeby choć trochę odciążyć kolegów z Puław przez “rozcieńczenie” odpowiedzialności za te rysunki. Sądzono bowiem wówczas, całkowicie zresztą błędnie, że jeśli materiały z jakiegoś pisma objęte śledztwem prokuratorskim przedrukują inne pisma, to śledztwo zostanie umorzone (wszystkich przecież nie posadzą!).


NUMER SPECJALNY ZARZĄDU ODDZIAŁU

Osobliwością 67(72) numeru Biuletynu był fakt, że jako jedyny został on w całości zredagowany przez Zarząd Oddziału, co zostało uwidocznione zarówno pod winietą na s. 1, jak i w stopce redakcyjnej (“Numer specjalny. Redagował Zarząd Oddziału NSZZ „Solidarność” Ziemia Puławska – Region Środkowo-Wschodni – Polska”). Ten 4-kartkowy numer poświęcono „procesowi o myszy i niedźwiedzia” a wydano go w celu uświadomienia Prokuraturze, że proces ten jest wymierzony nie tylko w osobę I. Ostrokólskiego, czy w Redakcję Biuletynu, ale w cały Związek „Solidarność”, który gotów jest bronić do upadłego swego pisma i jego redaktorów.

Okładkę tego numeru zdobi rysunek K. Małagockiego, który przedstawia bardzo sympatycznego niedźwiadka w kajdanach prowadzonego na łańcuchu przez trzech bardzo niesympatycznych zbirów o zakazanych gębach (ilustracja 16) Fragment tego rysunku widniał na kartach wstępu na salę sądową podczas procesu I. Ostrokólskiego, wydawanych przez Zarząd Oddziału. Wewnątrz obok reprodukcji wezwania na rozprawę podsądnego I. Ostrokólskiego, jego zdjęcia, pełnego tekstu aktu oskarżenia i krótkiej historii śledztwa wypełniają rysunki będące podstawą oskarżenia oraz Oświadczenie Zarządu Oddziału „Solidarność” Ziemia Puławska, ostrzegające autorów procesu, że “Całą odpowiedzialność za linię programową, treść i formę biuletynu przyjął na siebie Związek i decyzję tę podtrzymuje obecnie z całą mocą”. Numer zamyka Oświadczenie Rady Programowej Zarządu Regionu Środkowo-Wschodniego w Lublinie kończące się następującą konkluzją:[124]

Rada Programowa podkreśla z całą mocą, że zarzuty oskarżenia przeciwko Ireneuszowi Ostrokólskiemu stanowią pogwałcenie gwarantowanego przez Konstytucję PRL prawa do wolności słowa i przekonań, jak również odpowiednich paktów praw społecznych ratyfikowanych przez Radę Państwa PRL w roku 1977.

Dlatego Rada Programowa domaga się uwolnienia Ireneusza Ostrokólskiego od stawianych oskarżeń, umorzenia postępowania i dania mu odpowiedniej satysfakcji”.

Ani zawoalowane groźby Zarządu Oddziału, ani nader piękny, głęboki i doskonale umotywowany tekst Rady Programowej nie zrobiły na prokuratorze zbyt wielkiego wrażenia, bo nie o racje ani o przestrzeganie prawa tu chodziło, ale o zastraszenie tych kilku ludzi, którzy ośmielili się mieć własne poglądy i opinie, a co gorsza odważyli się powielać je w 5.000 egzemplarzy.


KORZENIE

W styczniu 1981 r .na ostatniej stronie 11 numeru Biuletynu ukazała się informacja:

 

UWAGA ROLNICY

Począwszy od następnego numeru Biuletynu uruchamiamy stały dodatek poświęcony sprawom wsi, rolnictwa i chłopów polskich. Zagadnienia te są ważne dla nas wszystkich, ale szczególnie ważne są one dla wsi.

Rolnicy – informujcie nas o wszystkim, co was boli, o wszystkim z czym macie kłopoty – będziemy Wam pomagać, choć nie mamy „wpisanej w życiorys przeszłości obszarniczej”. Łamy tego dodatku otwieramy dla całej „Solidarności Wiejskiej”

Redakcja

Notatka ta zapoczątkowała jedno z najtrafniejszych przedsięwzięć Redakcji - wydawany pod nazwą KORZENIE przez pełne 5 miesięcy stały dodatek do Biuletynu, przeznaczony dla rolników. KORZENIE zajmujące zazwyczaj ostatnie strony pisma były autorską rubryką prowadzoną jednoosobowo przez pracownika IUNG Antoniego Fabera. Można w niej było znaleźć informacje o rodowodzie, programie działania i dokonaniach „Solidarności Wiejskiej” oraz o terminach i przebiegu zebrań terenowych kół tej organizacji, o problemach z kontraktacją i skupem płodów rolnych, o kłopotach rolników z zaopatrywaniem się w środki produkcji, o strajku rolników w Rzeszowie i o przebiegu rozmów przedstawicieli rolników z komisją rządową, o podnoszeniu kwalifikacji rolników, funkcjonowaniu instytucji powołanych do obsługi rolnictwa, o kłopotach z rejestracją „Solidarności Wiejskiej” i o powojennych meandrach w polityce rolnej. Nazwę dodatku jej autor, A. Faber wytłumaczył następująco[125]:

 

Dlaczego „Korzenie”?

Po opublikowaniu Biuletynu Nr 4(12) byliśmy często pytani dlaczego dodatek dla chłopów nazywa się „Korzenie” Odpowiedż jest prosta. Nazwa dodatku to apel do wszystkich chłopo-robotników oraz kolegów pochodzących ze wsi. Pamiętajcie, gdzie Wasze „korzenie”. Pomagajcie wsi bo w ten sposób pomagacie sobie. Bądźcie więc ambasadorami sojuszu robotniczo-chłopskiego. Zróbcie coś dla wsi... choćby tylko to, że ten Biuletyn trafi tam, gdzie na niego być może czekają.


Ogółem od 29 stycznia do 25 czerwca ukazało się 13 numerów Biuletynu z dodatkiem KORZENIE. Łączna objętość wszystkich 13 dodatków dla rolników przekraczała 60 stron druku, a przeciętna objętość jednego dodatku wynosiła 4,7 stron, wliczając w to 11(19) numer Biuletynu w całości poświęcony sprawom wsi i rolnictwa. Numer ten zawiera obok zwięzłego zarysu polityki rolnej w PRL na przestrzeni od 1945 do 1981 r. i doskonałego komentarza A. Fabera, pełny tekst “Protokołu Porozumienia zawartego dnia 18 lutego 1981 r. pomiędzy Komisją Rządową a Komitetem Strajkowym w Rzeszowie, działającym w imieniu Ogólnopolskiego Komitetu Założycielskiego Związku Zawodowego Rolników Indywidualnych oraz Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego NSZZ „Solidarność” w Rzeszowie przy udziale przedstawicieli Krajowej Komisji Porozumiewawczej NSZZ „Solidarność”

O tym jaka wówczas panowała na polskiej wsi atmosfera, jakie nadzieje wiązali rolnicy z “Solidarnością Wiejską”, jak również o tym, z jakimi problemami mierzyć się musieli działacze Związku najlepiej świadczy krótki tekścik redakcyjny zamieszczony w 14 numerze Biuletynu:

 

CO BĘDZIE....?

Często pytani jesteśmy, co będzie jeśli nie zostanie zarejestrowana działająca na wsi „Solidarność”. Cóż, na pewno będą Wasze organizacje związkowe, bo one istnieją, po prostu są i już nic tego nie zmieni.

Na pewno potrzeba będzie z Waszej strony wielka organizacyjna robota, zmierzająca do zjednoczenia wsi, do wyeliminowania strachu, że mi nie dadzą..., zabiorą..., nie zrobią.... Wy zresztą najlepiej wiecie co jeszcze. Może potrzebne będą nawet pewne wyrzeczenia, żeby wieś stała się znowu „GROMADĄ”, a człowiek obok – po prostu sąsiadem. Ponad wszelką wątpliwość będzie zaś to, co Was i nas wszystkich łączy „S O L I D A R N O Ś Ć”, jako postawa i sposób obywatelskiego myślenia. Będzie także wypływająca z tej postawy nadzieja na przyszłość. Od nas zależeć będzie czy lepszą.

W 14 numerze Biuletynu jednoosobowa Redakcja dodatku KORZENIE w osobie A. Fabera zamieściła następujący pełen nadziei komunikat:

Redakcja Korzeni z wdzięcznością przyjmie każdą pomoc w ich redagowaniu. Szczególnie zaś korespondencje, informacje, własne przemyślenia chłopów, wiersze i teksty chłopskich twórców itp. Chcemy pracować dla Was najlepiej jak potrafimy. To są przecież nasze wspólne „Korzenie”

Apel nie wywołał zbyt dużego oddźwięku wśród czytelników KORZENI. W każdym razie masowego napływu korespondencji ze wsi Redakcja nie odnotowała. Z tego powodu, ale również ze względu na nawał pracy zawodowej i zaangażowanie się w organizację samorządu w IUNG, w końcu czerwca A. Faber musiał zrezygnować z wydawania tego dodatku. Spotkało się to z niekłamanym żalem czytelników, czemu dali oni wyraz na spotkaniu z Redakcją w dniu 3 września 1981 r. zgłaszając jako pierwszy i najważniejszy postulat “konieczność wznowienia bardzo potrzebnej rubryki „Korzenie”.[126] Realizacja tego postulatu była oczywiście niemożliwa z co najmniej dwóch powodów: dodatek KORZENIE był przedsięwzięciem autorskim A. Fabera: więc nikt go w jego redagowaniu zastąpić nie mógł. Poza tym, mimo licznych apeli nikt nie zgłosił chęci podjęcia się tak trudnej, czasochłonnej i odpowiedzialnej pracy. Jednak już sam fakt zgłoszenia takiego postulatu świadczy o wielkiej popularności jaką cieszył się dodatek KORZENIE w środowisku związkowców Ziemi Puławskiej.


DODATEK KLUBU INTELIGENCJI KATOLICKIEJ
„BEZ POZORÓW”

Pierwszy dodatek puławskiego KIK, założonego w marcu 1981 r. przez te same osoby, które ponad pół roku wcześniej aktywnie uczestniczyły w organizacji struktur Związku „Solidarność”, ukazał się w 53(61) numerze Biuletynu. Posiadał on własną winietę opracowaną przez Marię Szewczyk i własną dewizę:

NIECH WASZA MOWA BĘDZIE: „TAK, TAK; NIE, NIE”. A CO NADTO JEST, OD ZŁEGO POCHODZI. – JEZUS CHRYSTUS (MT 5. 37)

Pod winietą pisma widniało wyjaśnienie: “Nieregularny dodatek do Biuletynu „Solidarność Ziemi Puławskiej” redagowany przez zespół członków Klubu Inteligencji Katolickiej w Puławach.” Dodatek redagowali :A. Berbeć, J. Gądor, St. Głażewski, W. Hennel, M. Kapturkiewicz, B. Szewczyk.

Cele, jakie postawiła sobie Redakcja zostały wyłożone, w artykule wstępnym do pierwszego 4-kartkowego dodatku, piórem ówczesnego prezesa KIK, Wacława Hennela:

Jak przeciwdziałać ... skłonności do konformizmu i gry pozorów? Wydaje się, że przede wszystkim zaczynając od siebie samego, przez uświadomienie sobie co w chrześcijaństwie jest ważne, że nie można tego ukrywać pod pozorami czegoś innego pomimo wszelkiego ryzyka. Przez przemyślenie sobie gdzie jest ta nieprzekraczalna granica, poza którą wszelkie ustępstwa mogą być tylko sprzeniewierzeniem się sprawom Chrystusa i narodu.

Zespół redakcyjny „Bez Pozorów” stawia sobie za cel dostarczenie materiałów pomagających w tych przemyśleniach. Będą to materiały przytaczane, a także /zwłaszcza w przyszłości/ własne, tj. wynikające z rozważań, prelekcji i dyskusji w Klubie Inteligencji Katolickiej w Puławach. Czytelników prosimy o uwagi, uzupełnienia i inne własne myśli, które powstaną podczas lektury.

Wydawanie „Bez Pozorów” jako dodatku do „Solidarności Ziemi Puławskiej” jest pomyślane jako zwrócenie członkom „Solidarności” uwagi na ogromną wartość myśli chrześcijańskiej, a zwłaszcza katolickiej nauki społecznej, jako rzetelnej podstawy ładu społecznego i jako pomocy w rozwiązywaniu spraw narodowych. Mamy nadzieję, że umieszczane w „Bez Pozorów” myśli i informacje zainteresują nie tylko wierzących członków „Solidarności”.

W pierwszym numerze dodatku KIK można znaleźć m in.: streszczenie odczytu o. Ludwika Wiśniewskiego pt. “Udział Kościoła w życiu społecznym – nadzieje i obawy”, fragment kazania ks .bp .Błaszkiewicza w Wąwolnicy pt. „..Spóźnieni jesteście o 200 przynajmniej lat...”oraz tekst ks. Huberta Czumy pt. “Być normalnymi ludźmi na tej ziemi”.

Drugi i ostatni, również 4-kartkowy dodatek KIK „Bez Pozorów” dołączony do 63(71) numeru Biuletynu rozpoczyna się obszernym tekstem J. Chmielewskiego pt. “Moralność socjalistyczna – realia i mistyfikacje”, poprzedzającym tekst ulotki stowarzyszeń „Troska o Życie” oraz „Gaudium Vitae” pt. “W sprawie obrony życia nienarodzonych” i tekst homilii wygłoszonej przez Stefana Kard. Wyszyńskiego na spotkaniu z delegacją „Solidarności” w dniu 10.11.1980 r. Ostatnie dwie strony dodatku przeznaczono na wspomnienia o Marszałku J. Piłsudskim i jego żołnierzach, o masowych akcjach przywracania i odnawiania zapomnianych i zaniedbanych pomników i tablic poświęconych legionistom i obrońcom Polski z 1920 r. oraz na dokumenty i informacje KIK. Spośród nich godny przytoczenia jest tekst Deklaracji Ideowej, ze względu na specyficzny stosunek Redakcji dodatku, (w całości inteligenckiej), do terminu „inteligencja”.


Deklaracja Ideowa Klubu Inteligencji Katolickiej w Puławach.

Cele Klubu przyjmujemy według statutu, a zwłaszcza:

  1. Pogłębianie chrześcijaństwa w nas samych, głównie przez prelekcje, studia itp.
  2. Działanie na rzecz ugruntowania miłości, prawdy i godności człowieka w życiu społecznym, narodowym ew. między narodami. Sposoby tego działania będą ustalane zależnie od okoliczności i inicjatywy członków.

Klub nie będzie dążył do żadnego reprezentowania ogółu polskich katolików ani katolicyzmu przed organami państwowymi, w Sejmie PRL itp.

Wyjaśniamy z naciskiem, że określenie „inteligencja” obejmuje świadomie wszystkich ludzi poszukujących prawdy niezależnie od poziomu wykształcenia. Uznajemy potrzebę wyeliminowania mylącego dzisiaj określenia „inteligencja” z nazwy Klubu, ale nie wcześniej niż to samo zrobią pozostałe kluby „KIK”, gdyż zależy nam na podkreśleniu naszej więzi ideowej z nimi.

Następny numer dodatku „Bez Pozorów” miał się ukazać w połowie grudnia. Nie ukazał się z powodu wprowadzenia 13 grudnia stanu wojennego.

 

NAJWAŻNIEJSZE WYDARZENIA W HISTORII BIULETYNU

Wydarzenia, które na trwale zapisały sie w pamięci działaczy NSZZ “Solidarność” skupionych wokół Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej” to: wizyta w Puławach Jacka Kuronia, III Zjazd Prasy Związkowej, wrześniowe spotkanie z Czytelnikami, I Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ “Solidarność” oraz proces I. Ostrokólskiego.

 

Wizyta Kuronia

Jacek Kuroń odwiedził Puławy 7 maja 1981 r. Wizyta ta zasługuje na odnotowanie, gdyż wywarła ona wielki wpływ na sposób myślenia i działania środowiska skupionego wokól BI “Solidarność Ziemi Puławskiej”. Ironią losu jest, że tak ważne wydarzenie społeczne umknęło jakoś uwagi puławskich wydawnictw związkowych a jedyny jej pisany ślad pozostał w materiałach SB[127] oraz – na szczęście – w zapiskach uczestników spotkania[128]. Oficjalnie J. Kuroń był gościem pracowników IUNG, a formalnym organizatorem spotkania - NSZZ “Solidarność” Ziemi Puławskiej. Faktycznie zaprosili go jednak, i jego spotkanie z mieszkańcami Puław zorganizowali, członkowie Redakcji Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej”.Prelekcja J. Kuronia przyniosła srogi zawód puławskim radykałom, którzy liczyli, że ten osławiony opozycjonista wezwie ich co najmniej do budowy barykad. Tymczasem wykład Kuronia był poświęcony głównie działaniom obywatelskim w ramach obowiązującego prawa: budowaniu społeczeństwa obywatelskiego poprzez organizację komitetów, klubów, stowarzyszeń i innych organizacji społecznych zawiązanych dla realizacji jakichś społecznych celów. Kuroń przestrzegał natomiast przed odwetem, nienawiścią i hasłami zbyt radykalnymi, twierdząc, że, o wiele lepsze efekty społeczne przyniosą działania pozytywistyczne. Na pytanie dlaczego jest taki ostrożny odpowiedział metaforą o zdychającym słoniu, który padając samym swoim ogromem może poczynić wiele niepowetowanych szkód. Jako motto swego wystąpienia J. Kuroń przytoczył fragment prozy Edwarda Abramowskiego z 1905 r.[129]:

W stowarzyszeniach spoczywa siła narodu i wolność człowieka. Gdzie stowarzyszenia są liczne i rozmaite, tam życie ludzkie jest swobodne od politycznej administracji, a wszelkie zamachy rządu na wolność spotykają się z niezwalczonym oporem. Gdzie zaś stowarzyszeń nie ma, tam policja panuje wszechwładnie, sama wszystkim administruje i rządzi, nie zwracając uwagi na rozmaite potrzeby i interesy mieszkańców. Ludzie nie stowarzyszeni nie mogą oprzeć się żadnym gwałtom rządu, są na jego łasce.

/.../ Zanim przyjdzie czas, kiedy powiemy rządowi moskiewskiemu: precz z ziemi naszej! - stajemy teraz przed nim ze słowami: precz z życia naszego!


Zjazdy Prasy Związkowej

I Zjazd Prasy Związkowej odbył się 24-25.01.1981 r. w Katowicach i jedynym jego śladem na łamach Biuletynu jest jednozdaniowa wzmianka w Nr 4(12)[130].

II Zjazd Prasy Związkowej w Ursusie w dniach 9-10 maja 1981 r. doczekał się na łamach Biuletynu obszernego omówienia problemów dyskutowanych na jego forum przez przedstawicieli ponad 100 pism związkowych, pióra jednego z jego uczestników, W. Zbiniewicza[131] oraz reprodukcji dwóch najwazniejszych dokumentów przyjętych przez Zjazd. Były nimi uchwały określające status pisma związkowego oraz kompetencje powołanej przez Zjazd Komisji Pism Związkowych. Pierwszy z tych dokumentów został przedrukowany w całości w rozdziale “Usytuowanie Biuletynu w strukturach NSZZ “Solidarność”, drugi, ze względu na jego doniosłość przytaczam poniżej[132]:

Uchwała

II Zjazd Prasy Związkowej NSZZ “Solidarność” powołuje Komisję, która do następnego Zjazdu będzie reprezentować interesy prasy związkowej wobec wszystkich instancji Zwiazku. Komisja na wniosek zainteresowanych redakcji każdorazowo powołuje zespoły robocze ze swojego grona i redakcji pism, do spraw: stosunków redakcji z władzami Związku, cenzury państwowej wyposażenia technicznego redakcji i obrony praw dziennikarzy związkowych.

Komisja nie jest władzą dla redakcji. Działalność Komisji będzie oceniona na kolejnym Zjeździe. Komisja ma prawo zwołać nadzwyczajny Zjazd Prasy Związkowej z własnej inicjatywy, lub na wniosek przynajmniej 30 redakcji i zajmie się jego organizacją.

Ursus, dn. 10.05.1981 r.

Uczestnicy II Zjazdu Prasy Związkowej NSZZ “Solidarność”

 

III i ostatni Zjazd Prasy Związkowej odbył się w Puławach w dniach 15-16 sierpnia 1981 r. Gospodarzem Zjazdu była wprawdzie Komisja Zakładowa NSZZ “Solidarność” w Zakładach Azotowych, ale wybór miejsca Zjazdu był podyktowany renomą puławskiego Biuletynu i aktywnoścą jego Redakcji, która zresztą wzięła na siebie znaczną część prac organizacyjnych. Na ilustracji 17 przedstawiono widok sali obrad III ZPZ w Puławach.

Według J. Strękowskiego z Agencji Solidarności,[133] w Zjeździe wzięli udział przedstawiciele 58 pism związkowych “Solidarności” z całego kraju. A oto obszerne fragmenty sprawozdania J. Strękowskiego z obrad III Zjazdu Prasy Związkowej w Puławach:

W pierwszym dniu obrad S. Blumsztajn złożył sprawozdanie z działalności Tymczasowej Komisji Pism Związkowych. Jej praca polegała głównie na interweniowaniu w sporach pomiędzy władzami związkowymi a redakcjami pism, często jednak skuteczność wystąpień Komisji utrudniała postawa samych zainteresowanych, którzy prowadzili ze swoimi Zarządami trochę “nieuczciwą wojnę”.... Komisja w sporach pomiędzy władzami Zwiazku i pismami posługiwała się uchwałą o statusie pism zwiazkowych II Zjazdu w Ursusie, jednak uchwała ta miała i ma w dalszym ciągu niewielkie szanse realizacji, ponieważ – jak stwierdził S. Blumsztajn – na przeprowadzenie kampanii o niezależność prasy Związku od jego instancji jesteśmy dziś jeszcze za słabi. Prasa związkowa tylko budując swój autorytet może powiększyć zakres własnej autonomii. Poinformował, że przyspieszono termin III Zjazdu, by prasa związkowa mogła wypracować swoje stanowisko na Zjazd Krajowy NSZZ “Solidarność” /głównie w sprawach cenzury/.


Następnie głos zabrali zaproszeni goście – wiceprzewodniczący Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich M. Iłłowiecki i sekretarz SDP K. Klinger. M. Iłłowiecki stwierdził, że głównym zadaniem Stowarzyszenia jest ochrona niezależności prasy. Ustawa o cenzurze ściśle określa, czego nie wolno publikować oraz stwarza możliwość odwołania sie do sądu od decyzji cenzorskich, a więc – w porównaniu z pełną swobodą ingerencji, jaką miały poprzednio urzędy cenzorskie i redaktorzy naczelni – stanowi w naszych warunkach pewien postęp. Przyszłością prasy – powiedział M. Iłłowiecki – jest prasa lokalna, w rodzaju już istniejącej prasy zwiazkowej, która będzie integrować i bronić interesów konkretnych grup społecznych.

W sprawie publikowania w prasie “Solidarności” tekstów dotyczących ZSRR stwierdził, że nie powinniśmy się “bawić w wyskoki antyradzieckie”. Związek powinien skoncentrować się na tym etapie na umacnianiu dotychczasowych zdobyczy. Zaapelował o umiar i roztropność w prasie związkowej.

K.Kilinger przedstawił propozycję zorganizowania przez SDP seminariów i szkoleń dla dziennikarzy związkowych. Stwierdził, że o przyjęciu do SDP decydują wyłącznie kwalifikacje fachowe. W przypadku dziennikarzy zwiazkowych obowiązują takie same kryteria, jak w przypadku wszystkich innych.

Dyskusja, która wywiązała sie po wypowiedziach przedstawicieli SDP, dotyczyła głównie “wyskoków antyradzieckich”. Przedstawiciele pism związkowych oburzali się na propozycję ograniczania swobody wypowiedzi nt. stosunków polsko-radzieckich, zwłaszcz nt. historii tych stosunków. Z negatywną reakcją części uczestników spotkała się również propozycja współpracy dziennikarzy “Solidarności” z SDP. / ... / Przeciwny wspólpracy z SDP był... A Chyliński /”Propozycje i Dyskusje” Łódź/, który przedstawił w imieniu kilku pism /głównie z Łodzi i Wybrzeża/ projekt uchwały o powołaniu samorządu prasy związkowej./ ... /

W dalszej części obrad dyskutowano nad projektami uchwał i o zasadach przyznawania uprawnień dziennikarzy związkowych /i wydawania legitymacji dziennikarskich/, o powołaniu Komisji Pism Związkowych i Sądu Koleżeńskiego, a także nad ustawą o cenzurze i przygotowaną przez TKPZ “Oceną prawną ustawy o cenzurze”. Niektórzy uczestnicy uważali za celowe utworzenie zamiast Komisji Pism Zwiazkowych – Federacji, Związku lub Sekcji Dziennikarzy “Solidarność”. J. Orzeł /NTO, Warszawa/ zaproponował opracowanie przez KPZ statutu przyszłej federacji. / ... / W sprawie powołania Sądu Koleżeńskiego... część dyskutantów miała wątpliwości, czy Sąd powinien mieć prawo odbierania legitymacji prasowej. Zastanawiano się, czy włączenie do rejestru dziennikarzy zwiazkowych /i posiadanie legitymacji/ miałoby być tylko poświadczeniem zatrudnienia lub współpracy z pismem Związku, czy też dokumentowałoby kwalifikacje fachowe. Dyskutowano nad sposobami obrony przed ingerencją cenzury. Padały głosy, że Rada Programowa przy rzeczniku prasowym KKP powinna bronić prasę związkowa przed cenzurą. Proponowano m.in. żeby publikować zdjęte teksty oraz wyroki sądowe dotyczące artykułów zakwestionowanych przez GUKPPiW. J. Onyszkiewicz stwierdził, że zadaniem Rady Programowej będzie obrona prasy “Solidarności” przed cenzurą.

/ ... / W drugim dniu obrad J. Onyszkiewicz przedstawił zasady działania powstającej Rady Programowej. Stwierdził, że będzie to wyłącznie ciało opiniodawcze, które nie będzie niczego narzucać prasie związkowej, lecz jedynie wysuwać propozycje tematów, inspirować publicystykę, będzie też pośredniczyć w sporach między instancjami Związku a redakcjami i opiniować na życzenie władz “Solidarności” jej pisma.

J. Onyszkiewicz zaproponował organizowanie spotkań rzecznika prasowego z redakcjami, podczas których dyskutowanoby o polityce Związku i ustalano jego politykę prasową. / ... / Następnie przyjęto uchwałę o powołaniu Komisji Pism Związkowych i Sądu Koleżeńskiego oraz udzielono absolutorium TKPZ. Wybrano Komisję Pism Związkowych oraz Sąd Koleżeński.

/ ... / W ostatnim punkcie porządku obrad przedstawiona została informacja o represjach wobec “Wolnego Związkowca”, “Solidarności z Gdańskiem”, “Solidarności Ziemi Puławskiej”, “Solidarności Pilskiej”... Uczestnicy Zjazdu podjęli uchwałę w sprawie represjonowania członków redakcji pism zwiazkowych.

Na zakończenie zebrani złożyli podziękowanie gospodarzom: KZ Puławskich Azotów, redakcji “Solidarności Ziemi Puławskiej” i Oddziałowi “Solidarności” w Puławach za nadzwyczajną organizację Zjazdu.

AS Nr 30 oprac. J. Strękowski

Relację J. Strękowskiego w Biuletynie uzupełnia zabawny rysunkowy komentarz S. Łaskiego przedstawiony na ilustracji 18.


Spotkanie z Czytelnikami

W 52(60) numerze Biuletynu można przeczytać następującą relację[134]:

 

SPOTKANIE REDAKCJI Z CZYTELNIKAMI

W czwartek, dnia 3 września br., w siedzibie Zarządu Oddziału odbyło się pierwsze spotkanie Redakcji Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej” z Czytelnikami, którzy stawili się w licznej, przeszło 50-osobowej grupie. Na spotkaniu Redakcję reprezentowali: Hanna Czekaj, Andrzej Kowalczyk i Krzysztof Małagocki.

Zebrani nie podzielili poglądu jednego z Czytelników, który wyraził opinię, iż Redakcja powinna ograniczyć się do kształtowania opinii związkowców, unikając rysunków i artykułów zamieszczanych na zasadach wolnej trybuny, mogących wzbudzić zastrzeżenia władz i zradykalizować opinię publiczną. Znakomita większość Czytelników uznała, że biuletyn redagowany jest prawidłowo, reprezentuje wysoki poziom, ciekawą i dowcipną szatę graficzną oraz celnie trafia w gusta i aktualne zainteresowania środowiska.

Czytelnicy, nagradzając bukietem pięknych róż dotychczasową działalność redakcji, sformułowali pod jej adresem szereg postulatów, z których najważniejsze dotyczyły:

  1. Konieczności wznowienia bardzo potrzebnej rubryki “Korzenie”.
  2. Potrzeby wydzielenia stałej rubryki poświęconej zagadnieniom obyczajowo-wychowawczym, ze szczególnym uwzględnieniem postawy moralnej członków NSZZ “Solidarność” i problemów oświaty.
  3. Konieczności utworzenia rubryki poświęconej sprawom naszego środowiska pt.”Migawki Puławskie”.
  4. Celowości wyodrębnienia materiałów historycznych w oddzielnej serii wydawniczej o charakterze wszechnicy.
  5. Konieczności organizowania spotkań Redakcji z Czytelnikami przynajmniej co 1-2 miesiące.

Szczególną satysfakcję i przyjemność sprawiła Redakcji prośba o zamieszczenie w najbliższym numerze biuletynu karykatur i autografów członków Redakcji.

Redakcja zobowiązując się do uwzględnienia, w miarę możliwości, postulatów, wniosków i życzeń Czytelników, zaapelowała do nich o nawiązanie ściślejszych kontaktów i współpracy przy redagowaniu biuletynu. Szczególnie cenne są listy, krytyczne uwagi, propozycje tematyczne, szkice lub gotowe artykuły, a także pomoc przy zakupie materiałów poligraficznych, szczególnie papieru.

Rzecznik Prasowy Zarządu Oddziału

NSZZ Solidarność “Ziemia Puławska”

Częściową realizacją postulatów Czytelników był zbiorowy portret Redakcji (w aktualnym składzie) w tym samym numerze Biuletynu (ilustracja 19).


Obsługa prasowa I Krajowego Zjazdu Delegatów “Solidarności” w Gdańsku

W czasie obrad I Krajowego Zjazdu NSZZ “Solidarność” dwójka wydelegowanych do Gdańska redaktorów Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej”, H. Czekaj i W. Zbiniewicz na bieżąco przesyłała do Redakcji obfite korespondencje, dzięki którym puławscy Związkowcy byli świetnie zorientowani w przebiegu dyskusji nad najważniejszymi problemami Związku oraz w treści podejmowanych na Zjeździe uchwał. M.in. jako nieliczni w kraju mogli oni śledzić przebieg pierwszego poważnego konfliktu o podłożu ideologicznym w łonie “Solidarności”. Konflikt ten, wywołany przez jednego z delegatów Mazowsza Pawła Niezgodzkiego, J.Kuroń opisuje w sposób następujący[135]:

Coraz wyraźniej ujawniały się też w Związku podziały, konflikty i rywalizacje. Kiedy w czasie drugiej tury Zjazdu po ogłoszeniu przez profesora Lipińskiego rozwiązania Komitetu Obrony Robotników zaproponowano uchwalenie podziękowania dla KOR, tak zwani “prawdziwi Polacy” (dość magmatyczna formacja wszędzie węsząca żydowski albo KOR-owski spisek, złączona antykorowskim, antyrewizjonistycznym, antydysydenckim kompleksem) zaczęli robić koło tego cuda. Przeprowadzili podziękowanie dla Kościoła i dla NSZZ Milicjantów, aż w pewnym momencie okazało się, że KOR się nie podziękuje.

Ktoś[136]podszedł do mikrofonu i powiedział: - Jak to jest: milicjantom dziękujemy, a tym, którzy nas bronili i byli za to przez milicjantów bici, nie podziękujemy?

Tego nie dało się przebić i wreszcie ogromną większością głosów podziękowano KOR. Jednak wynik Zjazdu był taki, że solidarnościowe centrum zostało zmiażdżone przez nurt ugodowy z jednej i ekstremistów z drugiej strony.

Wydaje się, że oprócz wystąpienia A. Porawskiego do uchwalenia podziękowania dla KOR-u walnie przyczyniły się: interwencja honorowego gościa Zjazdu, ks. Józefa Tischnera[137], a także poruszający list delegata Regionu Mazowsze, członka KOR-u, Jana Józefa Lipskiego, który w trakcie dyskusji zasłabł i został odwieziony do szpitala[138]:

 

Do delegatów na I Zjazd NSZZ “Solidarność”

Powiadamiam Kolegów oraz Prezydium Zjazdu, że z przyczyn zdrowotnych muszę zakończyć swój udział w pracach zjazdowych. Zarazem pragnę podzielić się jedną refleksją. Sądząc po głosowaniu, czy Zjazd ma nadal pracować nad wnioskiem Regionu Małopolska dochodzę do wniosku, że bardzo duży procent delegatów uważa, iż cztery ciężkie dla moich przyjaciół i dla mnie lat – jeszcze cięższe dla naszych rodzin – to lata, które zmarnowaliśmy, gdyż jako członkowie “KOR” robiliśmy różne rzeczy nie mające nic wspólnego ani z potrzebami Polski i robotników ani z historią i genezą “Solidarności”. Muszę stwierdzić, że choćby tak sądziła większość delegatów – i tak w moim sumieniu nie mógłbym z tym się zgodzić. Nie mniej jest to dla mnie ciężki cios moralny, z którego trudno już będzie mi się pozbierać. Przez te wszystkie lata walk, jakie wypełniają moje życie – nigdy nie załamałem się wobec wroga. To jednak, co się stało, jest ponad moje siły. Nie żałuję tych 5 lat w KOR-ze (w tym 4 bardzo ciężkich). Przeciwnie, będę zawsze dumny, że byłem w KOR-ze i chcę pozostać wierny jego ideałom. Nie jestem jednak pewny, czy jeszcze kiedykolwiek w życiu umiałbym, gdyby zaszła potrzeba, zaczynać od nowa z garstką ludzi (wtedy zawsze jest tylko garstka). Nie wytrzymuję dziś atmosfery nienawiści i podstępu. Nie wytrzymuję hipokryzji i faryzeizmu, jeśli odczuwam je i zauważam nie u wroga, a u tych, których miałem, jeśli nie za przyjaciół, to przynajmniej za towarzyszy walki.

Gdańsk, Szpital A.M. 1.10.1981 r. Delegat Regionu Mazowsze / - / Jan Józef Lipski


Proces “o myszy i niedźwiedzia”

Wszystko zaczęło się od listu KC KPZR do KC PZPR podyktowanego “zaniepokojeniem o losy socjalizmu w Polsce, o Polskę jako wolne, niepodległe państwo...”. w którym to liście “towarzysze radzieccy” nazwali NSZZ “Solidarność” m.in. “przestępczym spiskiem przeciw władzy ludowej” i zapewnili “towarzyszy polskich”, że w razie zagrożenia w Polsce socjalizmu, nie pozostaną bezczynni lecz udzielą im bratniej pomocy. Gazetę z tym listem przyniósł do Redakcji W. Zbiniewicz w trakcie przygotowywania do druku Nr 34(42) Biuletynu. Wiadomość wywołała zrozumiałe zainteresowanie i ożywioną dyskusję, nie wolną od określeń powszechnie uznawanych za niecenzuralne. Pokłosiem tej dyskusji zaaprobowanym przez wszystkich uczestników był komentarz redakcyjny[139] oraz pomysł na okładki przygotowywanego właśnie numeru pisma. A odbyło się to w sposób następujący: Z. Zbiniewicz skomentował sytuację, którą wywołał ów list słowami starej dziecięcej piosenki o starym niedźwiedziu, który – jeśli nie będziemy chodzić cichutko – to “się zbudzi i nas zje”. Myśl tę w lot podchwycił I. Ostrokólski i zaproponował biuletynowemu ilustratorowi, K. Małagockiemu narysowanie dwóch konterfektów “starego niedźwiedzia” z fizjonomią tow. Leonida B. Otoczonych tańczącymi ludzikami i opatrzonych komentarzami w postaci słów piosenki “Stary niedźwiedź mocno śpi...” w dwóch wersjach: klasycznej (“jak się zbudzi to nas zje”) i zmodyfikowanej w duchu listu KPZR (“jak się zbudzi, to nam... pomoże”). W ten sposób powstał pomysł okładek Nr 34(42) Biuletynu[140], które niebawem miały tak wzburzyć kpt. SB, T. Kufla i prokuratora A. Gmocha, że obydwaj poczuli się zobowiązani do natychmiastowego wszczęcia śledztwa zakończonego po kilku miesiącach “procesem o myszy i niedźwiedzia”. Obydwa te rysunki przedstawiono na ilustracji 20.

W podobny sposób jak okładka Nr 34(42) - w rezultacie spontanicznej wymiany informacji i opinii na tematy najbardziej aktualne - rodziły się w Redakcji Biuletynu niemal wszystkie pomysły publicystyczne i graficzne

Nieco wcześniej, na początku maja, dwaj członkowie Redakcji Biuletynu, A. Berbeć i I. Ostrokólski odbyli wyprawę do Szwecji, skąd przywieźli, oprócz elektrycznego powielacza, broszurkę z satyrycznymi rysunkami dotyczącymi sytuacji w PRL wydaną w Londynie, która była akurat kolportowana w szwedzkich środowiskach polonijnych[141]. Wkrótce potem na łamach Biuletynu znalazło się kilka rysunków z tej broszurki, w tym dwa, które szczególnie nie przypadły do gustu Prokuraturze. Jeden z nich to ilustracja z “Deutsches Allgemeines Sonntagsblatt” zamieszczony na 22 stronie Nr 34(42) Biuletynu (ilustracja 21), który wedle prokuratora “przedstawia uciekających przed radzieckim czołgiem dwóch mężczyzn, z których jeden znajduje się już w wodzie, natomiast drugi – na którego koszulce widnieje napis “Polska” znajduje się tuż przed nią. Umieszczony pod rysunkiem napis niedwuznacznie sugeruje, że tonący mężczyzna nie może oczekiwać pomocy ze strony obsługi czołgu”[142]. Drugi, pochodzący z “Die Welt”, zamieszczony na okładce Nr 35(43) przedstawia robotnika, który obarcza osobnika uosabiającego partię odpowiedzialnością za kryzys gospodarczy w PRL (ilustracja 22). Ostatnim rysunkiem, który nie spodobał się czynnikom politycznym oraz wymiarowi sprawiedliwości PRL, była ilustracja z okładki Nr 28(36) Biuletynu, przedstawiająca - według prokuratora A. Gmocha - “pochód małych myszek prowadzonych przez myszkę o sumiastych wasach Wałęsy”[143], “z napisem “Polska”, na które czają się koty symbolizujące ZSRR i NRD”[144] (ilustracja 23). Pochodzenie tego ostatniego rysunku jest już dzisiaj niemożliwe do ustalenia.

Pierwszym pomrukiem nadciągającej burzy było wystąpienie ówczesnego premiera, Mieczysława Rakowskiego w czasie rozmow z przedstawicielami NSZZ “S” w sprawie ustaw o cenzurze, związkach zawodowych, o przedsiębiorstwie państwowym i samorządzie, które odbyły się w Urzędzie Rady Ministrów w Warszawie 25.06.1981 r.. Omówienie najistotniejszego - z punktu widzenia Biuletynu - fragmentu dyskursu premiera na tym spotkaniu zamieściła za AS-em Redakcja Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej” w 38(46) numerze pisma [145].

...Sformułowanie o czasowym zastosowaniu kontroli wstępnej, znajdujące się w projekcie czytanym w Sejmie nie zadawala rządu, który “wolałby za pysk wziąć redaktorów tych pisemek” zawierających “jazgot antykomunistyczny i antyradziecki”. Szkodzą one, jak stwierdza, nam wszystkim. Mówi, że nie wierzy, iż Związek zajmie się tymi pisemkami. Na razie swobodnie zamieszczają – jak wspomniany już biuletyn Ziemi Puławskiej – skandaliczne karykatury. “Przez kilku czy kilkunastu nawiedzonych – mówi dalej – nie można wystawiać na szwank interesów najważniejszych...”

Zbieżność dat między wypowiedzią M. Rakowskiego a początkiem działań MO i SB sugeruje, że to właśnie ta uwaga uruchomiła lawinę, wyzwalając niebywałą wręcz aktywność organów ścigania i że to właśnie w niej szukała inspiracji i natchnienia Prokuratura Wojewódzka w Lublinie. O wydarzeniach tych najlepiej opowiedzą ich bezpośredni świadkowie - redaktorzy numeru specjalnego Biuletynu[146]:

Zacznijmy od początku. Na początku był Biuletyn. Drukarze drukowali, zwiazkowcy czytali, zaś redakcja przygotowywała wciąż nowe numery, zastanawiając się, jak długo jeszcze? W lipcu przyszło pierwsze wezwanie, potem następne i kolejno członkowie redakcji wędrowali na przesłuchania do słynnego /jeszcze sprzed Sierpnia, kiedy to w Lublinie rozpracowywał wydawnictwa niezależne/ kapitana T. Kufla z lubelskiego UB.

Zainteresowanie okazał także I Sekretarz KW PZPR w Lublinie p. Władysław Kruk. W artykule pt. “Nadzieje ze zjazdem łączone” /Sztandar Ludu, 14.VII.81/ wezwał on członków partii do “zdecydowanego politycznego, ideowego przeciwdziałania” tego rodzaju działalności. Zapewne dlatego akta sprawy znalazły sie na biurku A. Gmocha, wiceprokuratora wojewódzkiego.

Dzięki akcji prokuratorskiej rysunki zyskały na popularności. Przedrukował je Informator Zarządu Regionu oraz Biuletyn NSZZ “Solidarność” Rolników Indywidualnych w Lublinie. W celu poinformowania jak najszerszej opinii publicznej o śmieszności całej sprawy, redakcja zwróciła się do zaprzyjaźnionego “Wolnego Związkowca”, biuletynu NSZZ “Solidarność” Huty Katowice z propozycją przedrukowania tych rysunków. Fakt ten władze wykorzystały jako pretekst do rozpętania histerycznej kampanii propagandowej przeciw “Solidarności” w Hucie Katowice, a Jacek Cieślicki, redaktor naczelny do swojego wcześniejszego zarzutu zarobił dodatkowy artykuł /283 par. 3 kk, /obraza Leonida B./.


Tymczasem w Lublinie trwały przesłuchania i oto efekt w postaci 6 postanowień o przedstawieniu zarzutów. Otrzymali je: Ireneusz Ostrokólski, Apoloniusz Berbeć, Antoni Faber, Hanna Czekaj, Krzysztof Małagocki, Andrzej Kowalczyk. Ostatni członek redakcji, Włodzimierz Zbiniewicz, jako jedyny zarzutu nie otrzymał. Prawdopodobnie dlatego, że ani razu w Prokuraturze się nie pokazał, gdyż dziwnym trafem otrzymywał bądź wezwania nieformalne, bądź po terminie, bądź bywał nieobecny.

Członkom redakcji zarzucono, przez fakt opublikowania reprodukowanych dalej rysunków i artykułu A. Lekan, popełnienie następujących przestępstw: “rozpowszechnianie fałszywych wiadomości” i “wyszydzanie Narodu Polskiego” /art. 270 i 271 kk w zw. z art.273 kk, w sumie można oberwać do 10 lat/ oraz obrazę Leonida B. /art.283 par.3 kk, do lat 3/. W ten sposób prokurator wykazał dużą dozę inwencji, ukazując to, co wielu nawet do głowy by nie przyszło.

Wkrótce jednak prokuratura poszła po rozum do głowy i pięciu osobom umorzyła śledztwo “z braku dowodów winy”. W ten sposób do strzału wystawiono jedynie Ireneusza Ostrokólskiego, równie niewinnego, jak cała reszta redakcji.

A oto ostatni elaborat wiceprokuratora A. Gmocha:

 

Prokuratura Wojewódzka, Wydział Śledczy Lublin, dnia 8 października 1981 r.

20-960 Lublin ul. Okopowa 2a

Nr Ds 107/81/S

A K T O S K A R Ż E N I A

przeciwko Ireneuszowi Marii Ostrokólskiemu oskarżonemu z art.270 par.1 kk w zw. z art. 273 par. 1 kk oraz art.283 par.3 kk

O S K A R Ż A M :

Ireneusza Marię Ostrokólskiego

syna Jerzego i Natalii z d. Staniak, urodzonego 30 października 1948 roku w Szczecinie, zamieszkałego w Puławach, przy ul. Głębokiej 9/13, pochodzenia społecznego inteligenckiego, wykształceniu wyższym, z zawodu fizyka, zatrudnionego w Instytucie Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa, żonatego, ojca dwojga dzieci w wieku 6 i 9 lat, nie karanego /na wolności, środka zapobiegawczego nie stosowano/

o to, że

  1. w maju i czerwcu 1981 roku w Puławach, województwa lubelskiego, jako redaktor naczelny Biuletynu Informacyjnego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Solidarności Ziemi Puławskiej zamieścił w numerach 28 i 34 tegoż pisma rysunki poniżajace i wyszydzające Państwo i Naród Polski, a następnie biuletyny te w nakładzie po 5000 egzemplarzy skierował do publicznego rozpowszechniania
  2. w czasie, miejscu oraz charakterze jak w pkt.1 zamieścił na okładkach Biuletynu Informacyjnego nr 34 NSZZ Solidarność Ziemi Puławskiej rysunki znieważające osoby Sekretarza Generalnego KC KPZR, przez co godził w nasze sojusze międzynarodowe, przy czym rysunki te zostały publicznie rozpowszechnione.

Czyn opisany w pkt. 1 stanowi występek określony w przepisach art.270 par.1 kk w zw. z art. 273 par.1 kk, zaś w pkt. 2 z art. 283 par.3 kk.

Na zasadzie art.16 i 21 par.1 kpk sprawa podlega rozpoznaniu przez Sąd Rejonowy w Puławach w postępowaniu zwyczajnym.


U Z A S A D N I E N I E

9 stycznia 1981 roku zawarte zostało porozumienie pomiędzy Dyrekcją Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach a Redakcją Biuletynu Informacyjnego “Solidarność” Ziemi Puławskiej mające na celu ustalenie zasad korzystania z maszyny offsetowej IUNG, na której drukowano wymieniony biuletyn.

Nakład tego pisma ustalony został na 5.000 egz., przy czym w każdym numerze zawarta była klauzula “tylko do użytku wewnątrzzwiązkowego”.

Wydany 8 maja 1981 r. Biuletyn Informacyjny nr 28 zawiera na stronie tytułowej rysunek przedstawiajacy stado myszy z napisem “Polska”, na które czają się koty symbolizujące ZSRR i NRD.

W numerze 34 Biuletynu Informacyjnego z dnia 11 czerwca 1981 r. umieszczono na stronie 22 alegoryczny rysunek Polski upostaciowanej w figurze człowieka, podtrzymujacego w rękach opadające go spodnie i uciekającego przed radzieckim czołgiem.

Treść obu tych rysunków wskazuje jednoznacznie, że ich autorom chodziło o poniżenie i wyszydzenie Państwa i Narodu Polskiego.

Tego rodzaju publikacje godzą ponadto w konstytucyjne zasady polityki zagranicznej PRL i jej sojusze, bowiem imputują naszym sojusznikom nieprzyjazne zamiary w stosunku do naszego państwa.

Natomiast na okładkach Biuletynu Informacyjnego nr 34 umieszczono dwa rysunki znieważające osobę Sekretarza Generalnego KC KPZR Leonida Breżniewa.

Zamieszczony na tych rysunkach niedźwiedź symbolizujący przywódcę ZSRR otoczony jest kręgiem ludzi. Pierwszy z tych rysunków opatrzony jest komentarzem: “My się go boimy cichutko chodzimy, jak się zbudzi to nas zje”. W przypadku drugiego rysunku ten sam komentarz kończy się słowami: “jak się zbudzi to nam pomoże”.

W toku śledztwa przesłuchano w charakterze biegłego Józefa Dudę – pracownika Głównego Urzędu Kontroli Prasy Publikacji i Widowisk z Delegatury w Lublinie. Stwierdził on między innymi, że odpowiedzialność za treść kazdego ukazującego się w naszym Kraju wydawnictwa ciąży na autorze danej publikacji oraz osobie, która zleca ją do druku i rozpowszechnia.

W toku śledztwa nie zdołano ustalić autorów podanych wyżej rysunków. Stwierdzono jedynie, że osobą zlecająca druk Biuletynów Nr 28 i 34 był Ireneusz Ostrokólski. Należy przy tym uznać, iż pełnił on w redakcji Biuletynu funkcję Redaktora Naczelnego, o czym świadczy fakt, że 19 czerwca b.r. zlecając druk kolejnego Biuletynu użył pieczatki z takim napisem.

Ireneusz Ostrokólski nie był dotychczas karany, a w miejscu zamieszkania oraz w zakładzie pracy posiada pozytywną opinię.

Przesłuchany w charakterze podejrzanego Ireneusz Ostrokólski nie przyznał się do winy i odmówił złożenia w tej sprawie wyjaśnień.

Należy nadmienić, iż pozostali członkowie zespołu redakcyjnego Hanna Czekaj, Apoloniusz Berbeć, Antoni Faber, Andrzej Kowalczyk i Krzysztof Małagocki równiez odmówili złożenia wyjaśnień. Prowadzone przeciwko nim śledztwo zostało umorzone, bowiem w jego toku nie zebrano dostatecznych dowodów wskazujących, ze są oni autorami zakwestionowanych rysunków.


WICEPROKURATOR

/A. Gmoch/

Wypada zwrócić uwagę, ze w akcie oskarżenia nie wymienia się już artykułu Alicji Lekan pt. “Bez złudzeń” z numeru 43, który figurował w zarzucie /”rozpowszechnianie fałszywych wiadomości o osobie I sekretarza KC PZPR”, art.270 kk/. W artykule tym autorka wspominała o liście Władysława Gomułki, który miał wpłynąć do sekretariatu IX Zjazdu PZPR w którym W. Gomułka obarczał Stanisława Kanię odpowiedzialnością za masakrę w grudniu 1970 r. na Wybrzeżu. Przypomnijmy, że w międzyczasie St. Kania przestał być I Sekretarzem KC PZPR; czy przez to “fałszywe wiadomości” przestały być fałszywe?

Wcześniej jeszcze zrezygnowano z poniższego rysunku, początkowo również inkryminowanego [chodzi o rysunek z okładki Nr 35(43)[147] przyp. S.G.].

W dalszej części Nr 64(72) Biuletynu, jego redaktorzy zamieścili oświadczenie Rady Programowej do Spraw Prasy Związkowej Zarządu Regionu Środkowo-Wschodniego z 3 listopada 1981r.[148], w konkluzji którego Rada “podkreśla z całą mocą, że zarzuty oskarżenia przeciwko Ireneuszowi Ostrokólskiemu stanowią pogwałcenie zagwarantowanego przez konstytucję PRL prawa do wolności słowa i przekonań, jak również odpowiednich paktów praw społecznych ratyfikowanych przez Radę Państwa PRL w roku 1977... i domaga się uwolnienia I. Ostrokólskiego od stawianych oskarżeń, umorzenie postępowania i dania mu odpowiedniej satysfakcji” oraz fragment dokumentu[149] uchwalonego 26.X.1981 r. przez Zarząd Oddziału w rozszerzonym składzie:

 

Oświadczenie Zarządu Oddziału NSZZ “Solidarność”

i przedstawicieli KZ przedsiębiorstw i instytucji Ziemi Puławskiej

... Podkreślamy z całą mocą, że biuletyn “Solidarność Ziemi Puławskiej” a także jego Redakcja zostały powołane decyzją Zgromadzenia Delegatów puławskich zakładów pracy w październiku 1980 r., stając się w ten sposób pismem całego Związku w rejonie puławskim. Inkryminowane w akcie oskarżenia - przeciwko jednemu z redaktorów Biuletynu, kol. Ostrokólskiemu – materiały były dobrze znane delegatom na I WZD Ziemi Puławskiej i zostały przez nich zaakceptowane, co też znalazło wyraz w uchwałach WZD.

Całą odpowiedzialność za linię programową, treść i formę biuletynu przyjął na siebie Związek i decyzję tę podtrzymuje obecnie z całą mocą. Wobec powyższego, akt oskarżenia przeciwko kol. Ostrokólskiemu traktujemy jako skierowany przeciwko kazdemu z nas.

Kategorycznie protestujemy przeciw tendencyjnej interpretacji rysunków w biuletynach. Z oburzeniem odrzucamy twierdzenie Prokuratora jakoby w naszym piśmie związkowym obrażono Naród Polski. Jako część tego narodu stwierdzamy, że obrażają nas nie rysunki opisujące nasza tragiczną rzeczywistość, ale inwektywy, wyzwiska i insynuacje, którymi codziennie raczą nas partyjne środki masowego przekazu.

Jako wolni ludzie żyjący we własnym kraju żądamy, aby prawo w naszej Ojczyźnie odpowiadało naszemu poczuciu sprawiedliwości, które musi być zbiorem norm akceptowanych przez całe społeczeństwo.

Za fakt haniebny uważamy, że w II już roku odnowy do sądu może wpłynąć akt oskarżenia oparty na stalinowskich paragrafach.

Oświadczamy, że członków i współpracowników Redakcji Biuletynu będziemy bronić przy użyciu wszelkich dostępnych nam środków i nie dopuścimy do jakichkolwiek szykan czy represji za działalność prowadzoną na polecenie i z upoważnienia Związku.

Stanowczo ostrzegamy autorów procesu przeciwko kol. Ostrokólskiemu, że cała odpowiedzialność za grożący w związku z tym konflikt o trudnych do przewidzenia rozmiarach spadnie wyłącznie na nich i instytucje przez nich reprezentowane.

26.X.1981 r. Rzecznik Prasowy

Zarządu Oddziału “Solidarność” Ziemi Puławskiej.


Podobne oświadczenia wydały niemal wszystkie Komisje Zakładowe NSZZ “Solidarność” w Puławach i okolicach (w jednym tylko numerze Nr 6 Informatora NSZZ “Solidarność” w IUNG[150] zamieszczono oświadczenia lub uchwały: KZ w Przedsiębiorstwie Budownictwa Przemysłowego, KZ w Puławskich Zakładach Przemysłu Bioweterynaryjnego, KZ w Samodzielnej Pracowni Projektowej “Polsport”, KZ w Lubelskich Zakładach Futrzarskich w Kurowie oraz KZ w Zakładach Przemysłu Drzewnego w Puławach). 30.XI.1981 r. dokument taki uchwalili i rozkolportowali w formie ulotki członkowie NSZZ “Solidarność” w IUNG Puławy – macierzystej organizacji związkowej I. Ostrokólskiego[151] W oświadczeniu tym czytamy m.in.:

Koledzy, którym powierzyliśmy redagowanie Biuletynu służyli ofiarnie naszej sprawie przez cały rok. To dzięki nim mamy jeden z najlepszych w Kraju biuletynów związkowych. Tę naszą własną gazetę oceniać możemy tylko my sami, a nie prokuratura realizująca obcą nam i wrogą linię polityczną.”

W przeddzień pierwszej rozprawy, 6 grudnia odbyło się bardzo burzliwe zebranie Zarządu Oddziału z przedstawicielami KZ puławskich zakładów pracy i instytucji na którym członkom Prezydium Zarządu Oddziału z wielkim trudem udało się przekonać zebranych, że działania siłowe, pozbawiające Sąd szansy wykazania się niezawisłością i praworządnością, nie jest najlepszym sposobem rozwiązania problemu. Przekonywający, w przeciwieństwie do przekonywanych, mieli przy tym świadomość, że sędzia wyznaczony do rozpoznania sprawy Biuletynu, A. Mogielnicki ma opinię prawnika rzetelnego i odpornego na naciski oraz byli w posiadaniu poufnej informacji, że w nocy na terenie puławskiej jednostki wojskowej, dokładnie naprzeciwko budynku Sądu, został skoszarowany silny oddział ZOMO. Ostatecznie większość zebranych dała się przekonać do rezygnacji z rozwiązań pozaprawnych, wyłonienia grup porządkowych zobowiązanych do utrzymania ładu w okolicach Sądu i uchwalenia następującego apelu[152]:

 

APEL DO ZWIĄZKOWCÓW I SPOŁECZEŃSTWA PUŁAW

Koledzy!

Dziś, 7 grudnia 1981 r. rozpoczyna się w puławskim Sądzie Rejonowym proces naszego kolegi, Ireneusza Ostrokólskiego z redakcji Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej”. Akt oskarżenia sporządzony przez Prokuraturę Wojewódzką w Lublinie jest jednym z etapów walki władzy ze Związkiem i społeczeństwem.

Dziś na ławie oskarżonych zasiądzie cała “SOLIDARNOŚĆ”, a dzieje się to w obliczu strajku generalnego, który może stać się naszą jedyną odpowiedzią na próby wprowadzenia stanu wyjątkowego i terroru państwowego, dla zdławienia naszej – polskiej szansy.

Mamy do obrony naszej ludzkiej godności i Związku, który jest fundamentem nadziei społecznych, tylko gołe ręce. Nie mamy czołgów, policji i potężnych sojuszników. Mamy natomiast wiarę w słuszność sprawy i determinację do jej obrony.

Musimy być zdecydowani, ale i rozważni. Walcząc o PRAWO SPRAWIEDLIWE wierzymy, że nasz kolega zostanie uwolniony od bzdurnych zarzutów wymyślonych przez prokuraturę dla celów politycznych i zlikwidowania “Biuletynu Ziemi Puławskiej”.

To nasz biuletyn i potrafimy go obronić!

Jednakże nie mamy dzisiaj powodów, aby przypuszczać, że Sąd Rejonowy w Puławach zrealizuje nadzieje tych, którzy marzą o powrocie do minionej wszechwładzy nad społeczeństwem.

Trzeba to wyraźnie podkreślić – dzisiaj nie ma powodów, aby sądzić, że prokuraturze uda się tu w Puławach zgwałcić Temidę.

Wierzymy wszyscy w to, że rozprawa sądowa obnaży całą żałosną maskaradę polityczną na jaką zdecydowała się prokuratura.

APELUJEMY DO WSZYSTKICH O ZACHOWANIE SPOKOJU I GODNOŚCI

Związkowcy z “Solidarności” z pewnością potrafią okazać swoją postawą na sali sądowej i w okolicach gmachu Sądu Rejonowego w Puławach, że rozumieją powagę sytuacji i konieczność zachowania spokoju, wykażą dojrzałość społeczną i nie dopuszczą do jakichkolwiek awantur w obliczu SĄDU. Nikt nie powinien mieć pretekstu do podjęcia próby prowokacji mającej sugerować, że “Solidarność” usiłuje wywierać jakiekolwiek naciski na zespół sędziowski.

Sąd niezawisły – to sąd podlegający jedynie przepisom prawa i opierający się na fundamencie sumienia.

Swoją godną i rozsądną postawą wykażemy dzisiaj zrozumienie dla tych zasad i poparcie dla Redakcji Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej”.

Zarząd Oddziału

z up. Rzecznik Prasowy / - / S. Głażewski

Apel ten został natychmiast powielony i ro


zplakatowany na ulicach miasta razem z wcześniej przygotowanymi przez Zarząd Oddziału NSZZ “Solidarność“ Ziemia Puławska i Komisję Zakładową NSZZ “Solidarność” w IUNG plakatami tekstowymi i rysunkowymi przez upoważnione do tego zespoły plakaciarzy. Z zachowanego planu organizacji kolportażu i ochrony budynku Sądu[153] wynika, że zespołów plakatujących było 15, każdy liczył tylu członków ile rodzajów plakatów weszło do kolportażu + 2 osoby obstawy i operował w przydzielonym mu rejonie miasta. Plakatowano w przeddzień rozprawy, w niedzielę 6 grudnia w godzinach 7-9 i ponownie w dniu rozprawy, w poniedziałek 7 grudnia w godzinach 6-8. Ulotki rozdawało w niedzielę po każdej mszy przed kościołami 6 kilkuosobowych zespołów kolporterów. Zorganizowano również 3 grupy mające za zadanie utrzymanie porządku wokół budynku Sądu Rejonowego ze szczególnym uwzględnieniem obydwu wejść i placu przed budynkiem. Każdy z kolporterów i członków służb porządkowych otrzymywał specjalne upoważnienie wydane przez Zarząd Oddziału[154].

Starannie przygotowano również organizację grup Związkowców obserwujących proces. Służby porządkowe, składające się głównie z pracowników Zakładów Azotowych, wpuszczały na salę rozpraw tylko posiadaczy specjalnych kart wstępu opatrzonych wizerunkiem zakutego w kajdany niedźwiadka oraz okrągłą pieczęcią Zarządu Oddziału[155]. Z zachowanego rozdzielnika[156] wynika, ze łącznie wydano 77 kart wstępu, przy czym Związkowcy z IUNG byli wyraźnie uprzywilejowani (10 kart + 5 kart dla pracowników drukarni IUNG). Rodzina I. Ostrokólskiego otrzymała 3 karty wstępu, Redakcja Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej” - 4 a Redakcje Biuletynów ZA, PPBP i IUNG po 2. Zarząd Oddziału mógł dysponować 10 kartami wstępu, Zarząd Regionu - 5, podobnie jak KZ Zakładów Azotowych etc. Karty były wydawane osobom fizycznym na pisemny wniosek ich macierzystych Komisji Zakładowych.

Obowiązek zorganizowania wszystkich tych służb i rozdzielników przypadł w udziale Rzecznikowi Prasowemu Zarządu Oddziału, który z tej racji otrzymał kilkudniowe oddelegowanie z pracy w IUNG[157]. Pierwsza rozprawa procesu przeciwko Biuletynowi w osobie jego (wtedy już byłego) redaktora, Ireneusza Ostrokólskiego “o myszy i niedźwiedzia” odbyła się 7 grudnia 1981 r. (ilustracje 24 i 25) i po odczytaniu aktu oskarżenia i powołaniu biegłych (J. Dudy i Szymona Kobylińskiego) została odroczona. Tydzień później rozpoczął się stan wojenny i oskarżony razem z niemal całą Redakcją Biuletynu został osadzony w obozie dla internowanych we Włodawie. Proces mógł się więc zakończyć dopiero po odwołaniu stanu wojennego. Następną rozprawę wyznaczono zatem na dzień 2.VII.1983 r. Dzięki profesjonalizmowi, mądrości, a przede wszystkim odporności na naciski prowadzącego obydwie rozprawy, puławskiego sędziego, A. Mogielnickiego, a także dzięki brawurowemu wystąpieniu powołanego przez Sąd biegłego, Szymona Kobylińskiego, na koniec dzięki zaangażowaniu i profesjonalizmowi obrońców, zarówno adwokata puławskiego mec. Z. Łuszczewskiego, jak i obrońców wyznaczonych przez Biuro Interwencji NSZZ “Solidarność” Regionu Mazowsze, mec. S. Szczuki i mec. A.Grabińskiego, proces, ku osłupieniu prokuratora, zakończył się wyrokiem uniewinniającym I. Ostrokólskiego z uzasadnieniem, że rysunki wskazane przez Prokuraturę, mieszczą się w granicach dopuszczalnej satyry politycznej.[158] Po wysłuchaniu wyroku uniewinniającego grupa redaktorów, współpracowników i sympatyków Biuletynu spotkała się w mieszkaniu A i S. Lekanów, aby należycie uczcić to radosne wydarzenie. W trakcie spotkania B. Szewczyk zrobił zebranym pamiątkowe zdjęcie (ilustracja 26).


Nie ulega wątpliwości, że do wyroku uniewinniającego walnie przyczyniło się wystąpienie biegłego Sz. Kobylińskiego, które zarówno ze względu na użytą argumentację, potoczystą narrację i klarowność wywodu, jak również ze względu na piękny, dziś już rzadko spotykany język, warto przytoczyć w całości[159]:

 

Szymon Kobyliński

07-130 Łochów,

wieś Gniazdowo-Kaliska, woj.Siedlce

Zam.st.:00-679Warszawa,

Wilcza 69/5a Gniazdowo, 4 maja 1983

Do

S Ą D U R E J O N O W E G O

II Wydziału Karnego w Puławach

Wysoki Sądzie!

Listem z 25 kwietnia i z terminem odpowiedzi do 15 maja br. - otrzymałem trzy pytania Wysokiego Sądu, uznającego we mnie biegłego w dziedzinie satyry graficznej, jakiej się istotnie w kraju i zagranicą od circa 36 lat oddaję. Pytanie pierwsze brzmi:

1. - Jakie są obowiązujące reguły i zasady oraz uznane zwyczaje dotyczące ilustracyjnej formy satyry politycznej oraz granice jej dopuszczalności?”

Otóż nie ma ż a d n y c h r e g u ł i z a s a d w tej mierze, zwłaszcza pisanych, gdyż każda cywilizacja przyjmuje własne tradycje jako stosowany tu zwyczaj umowny. My należymy do kultury śródziemnomorskiej, w której przed tysiącleciami powstała inauguracyjna karykatura faraona Amenhotepa I jako groźnego drapieżnika wobec struchlałej antylopy. Potem sztuki antyczne i ich pochodne pełne były, aż po złośliwe wizerunki olimpijskich bogów, ostrej satyry, co i swą nazwę z tej epoki powzięła. A później, z najgłębszych wieków średniowiecza wyrósł szacowny obyczaj żywienia błazna u stóp tronu, jako naturalnej odtrutki na wszechwładzę monarszą , czego w Polsce chwalebnym zwieńczeniem był wielki Stańczyk. Utrwaliła się też prastara bezkarność wszystkich Stańczyków cywilizowanego świata, tych jednoosobowych wcieleń opinii publicznej wobec władzy. Przykładem owa cześć, jaką się myśliciel-moralista cieszył na Wawelu, choć i królom Zygmuntom ciskał gorzką prawdę w oczy i ościennych sojuszników nie oszczędzał (jednego z nich przyrównał publicznie do krwiożerczego niedźwiedzia). “Granicą dopuszczalności” było tylko poczucie humoru dostojnych słuchaczy, a jak to były rozległe granice, niech świadczy fakt, iż od stuleci stanowiło ujmę obrażanie sie na trefnisia, ono dopiero doszczętnie ośmieszyłoby tego, kto by się obraził! Na tym właśnie zasadzała się uzdrawiająca i oczyszczająca rola społeczna satyry, która – dumna u nas dewizą Krasickiego, iż “prawdziwa cnota krytyk się nie boi” - pragnie czynić swoje w każdych warunkach, z intencją naprawy sytuacji.

A zatem w samym charakterze satyry nie ma znieważania i poniżania jej obiektów, bo gdyby była, nie mogłyby istnieć żadne pisma satyryczne świata, jako sprzeczne z prawem.


Natomiast subiektywny odbiór czegokolwiek w sensie obelgi czy zniesławienia – zależy od rzeczy tak nieskodyfikowanej i niepochwytnej urzędowo, jak stopień czyjejś osobistej drazliwości, u każdego odmienny, a odwrotnie proporcjonalny do poczucia humoru. Tu regułą stałą jest tylko wzrost tego stopnia w miarę malejącego poczucia własnego autorytetu. Dlatego najpewniejsi siebie zwykli mówić z godnością: “Jestem wyższy ponad to!”, - a ci, co mają wątpliwości wobec wagi własnej osoby, pilnują czujnie, by nikt nie próbował ich ukazać inaczej, niż na sztywnym piedestale: - znana była historia z E. Gierkiem i P. Jaroszewiczem, którzy bardzo długo nie zezwalali na publikację ich fotografii, gdzie spoglądają na zegarki, bo to był gest za mało “pomnikowy”... A przeciwnie: najwięksi mężowie stanu, wzorem De Gaulle`a lub Churchilla, martwią się, jeśli ilość ich karykatur (o dowolnej ostrości) maleje, bo to sygnalizuje spadek popularności u narodu, przygasanie autorytetu.

Jeśli jednak ktoś mimo wszystko ośmieszy się uznaniem swojej karykatury za obelgę, ten ma u nas jedyną drogę protestu (sądowego): - mianowicie t y l k o p r y w a t n e oskarżenie na drodze cywilnej, kodeks karny bowiem milczy w tej mierze. Większość wszakże takich pretensji – np. casusy Karpuszko i Kucia contra SZPILKI – powód przed polskim sądem przegrywa.

Obecnie mamy przed sobą trzy rysunki, przejdźmy je kolejno, zgodnie z drugim punktem, gdzie idzie o “Dokonanie interpretacji rysunków zamieszczonych w biuletynach (periodyku “Solidarności” puławskiej z lata `81) i oceny ich wymowy”.

Na najwcześniejszym, być może dającym komuś asumpt do mniemania, iż żart ten, jak czytam, “poniża i wyszydza Państwo i Naród Polski” - widzimy pochód małych myszek przed grupką dużych kotów, z których największy nosi napis ZSRR, inny NRD, dalsze są bez inskrypcji. Pochód ten prowadzi myszka o sumiastych wąsach Wałęsy, a za nią transparenty: NSZZ, POLSKA, oraz białoczerwona chorągiewka. W sumie mamy typową kolumnę związkowej manifestacji pod wodzą jej przewodniczącego, a nie imprezę państwową. Uważanie żartów o “Solidarności” za obelgę dla całego narodu i państwa, to jednak gruba przesada, bo związek ten był mimo wszystko tylko częścią społeczeństwa.

Sądząc po sposobie rysowania podejrzewam, że jest to kopia jakiegoś zagranicznego autora, a już napewno powielenie stałego, odwiecznego schematu karykatury politycznej, stosowanej permanentnie na całym bezmała świecie. Tak samo radziecki KROKODIŁ ukazuje mnogie państwa i rządy, jako ezopowe zwierzęta z odpowiednimi napisami, identycznie czyni PUNCH, HARAKIRI, SZPILKI, FIGARO, NEW YORKER i setki innych pism – a o jakimkolwiek obrażaniu się kogokolwiek głucho. Albowiem mamy tu prastary obyczaj satyryczny, wszędzie i stale stosowany. - Czy zaś wizja sytuacji odpowiada mojemu przekonaniu, to już inna kwestia, tutaj nic do sprawy nie mająca. Jestem w swym światopoglądzie przeciwny wymowie mnóstwa karykatur w naszej – również bieżącej – prasie tak, jak wielu protestuje przeciw moim satyrom gazetowym. I każdy ma prawo dać odpowiedź tym samym sposobem, przez opublikowanie kontr-karykatury, a kto ma rację, osądzi czytelnik!

Następny rysunek, według mnie również skopiowany skądeś (bo jest tak profesjonalny w formie, że musi pochodzić od zawodowca, a u nas żaden z wytrawnych karykaturzystów nie stosuje takiej akurat kreski), głosi z grubsza to samo, co poprzedni, tyle, że wśród innych rekwizytów. Tu ktoś z napisem POLSKA na piersi , idący na pomoc tonącemu i widzący bliski za pagórkiem czołg radziecki, powiada: “Władek trzymaj się, ale na litość Boga nie wołaj o pomoc.”. Znowu zestaw ogranych, schematycznych symboli, stosowany do znudzenia od niepamiętnych lat i spowszedniały w karykaturze doszczętnie; tysiące takich w karykaturze światowej, na rozmaite tematy. Tu także o procesach o zniesławienie głucho. Zamiast POLSKA może być, przypuśćmy, RFN, w miejsce sierpa i młota na czołgu znak CDU, całość może dotyczyć wewnętrznych rozgrywek zachodnioniemieckich, lub – z innymi ocechowaniami – zgoła brazylijskich. Zwykły seryjny produkt gazetowy, nieistotny banał. Mnie osobiście dziwi tylko imię Władek, pasowałoby raczej jakieś inne, ale i tak cała rzecz bez znaczenia.

Wreszcie pozycja trzecia, graficznie chyba kompilowana, bo figura misia, wzorem niezliczonych karykatur światowych – i też pewnie stamtąd przekalkowana – symbolizować ma władzę radziecką (tak jak Wuj Sam o twarzy F.D. Roosevelta uosabiał USA, również w amerykańskiej prasie, jak też w Anglii John Bull lub Lew Albionu miewali oblicza Churchilla, Heatha czy innych przywódców, jak francuska Marianna nosiła rysy De Gaulle`a etc. etc. etc.), - a krąg ludzików dokoła został zapewne dorysowany ad usum żartu, że “stary niedźwiedź mocno śpi”. Od conajmniej trzystu lat nasz wschodni sąsiad symbolizowany jest totemicznie niedźwiedziem, wszelako tu nie idzie tyle o ZSRR, ile o wykpienie wielu naszych, lokalnych i niezdarnych publicystów. Sprawa była przecież głośna, a zaczęła się od niefortunnego posła, który nas straszył rozbiorami Polski i naraził się na śmieszność. Inni dziennikarze byli, jak pamiętamy, jeszcze niezręczniejsi i grozili ustawicznie zniknięciem Polski z mapy, nie twierdząc bynajmniej, iż nam to wyrządzi kapitalizm... W efekcie doprowadzili do tezy, iż najpotężniejszy gwarant naszej niepodległości stanowi największe tejże suwerenności zagrożenie!! Toteż przeciw takim pomysłom powstał niejeden obiegowy dowcip, tu akurat ubrany w słowa, że “jak się zbudzi, to ...nam pomoże!. Podobnie w poprzednim rysunku i w nieprzebranym mnóstwie analogicznych wiców, wykpiwających niezdarność propagandy robionej poomacku, nie fachowo, naoślep.


Przy okazji dodam, iż supozycja, jakoby rzecz miała znieważyć sekretarza generalnego KC KPZR jest o tyle wątpliwa, że nie słyszało się, aby strona radziecka kiedykolwiek i gdziekolwiek wystąpiła z protestem, iż jakieś światowe pisma czynią z podobizn komunistycznych mężów stanu taki użytek, jaki czyni moskiewski KROKODIŁ z wizerunkami dostojników światowych w swej politycznej karykaturze.

To jest stały i powszechnie używany chwyt, odwieczny na całym globie i wszędzie skonwencjonalizowany. Jeśli zaś przedstawiciele ZSRR uznają, iż coś im w czyichś publikacjach nie odpowiada, sami dają o tym znać, np. jak wtedy, gdy ocenili, że rozmiar portretu Lenina w ilustrowanym przeze mnie atlasie szkolnym jest zbyt mały w zestawieniu z konterfektem cara. Jednocześnie rzecznicy RFN zgłosili zastrzeżenie do mojej ilustracji Psiego Pola tamże – i obie te interwencje uwzględniłem w drugim wydaniu podręcznika, ku satysfakcji obu przedstawicielstw. A więc w razie czego każdy potrafi interweniować sam, jeśli to uzna za potrzebne.

(Warto też skądinąd wziąć pod rozwagę prosty fakt , iż satyra ze swej natury nie jest zaczynem, ale komentarzem procesów społecznych, że stanowi jedynie echo zdarzeń, ich wynik, nie będąc siłą sprawczą. Toteż trudno jej przypisywać rolę podjudzającą, skoro zajmuje się żartobliwymi wnioskami z zastanej sytuacji – a nie stawianiem wyjściowych tez. Nie proklamuje, lecz dopowiada na marginesie.)

Tym samym odpowiedziałem automatycznie na trzecie polecenie Wysokiego Sądu, dysponującego “wypowiedzenie się czy zamieszczone rysunki uznać można za formę satyry politycznej a jeśli tak, to czy naruszone zostały jej zasady i w jakim zakresie” - W żadnym, bo ukazane karykatury aż do banalności powtarzają ustalone, notorycznie stosowane wzory światowej satyry politycznej, będąc wręcz kopiami tychże. Idzie tu także o skomentowanie wcześniej zaistniałej sytuacji, zgodnie z opinią autora rysunku i redaktora publikującego. Ewentualne negowanie tej opinii przeprowadza się na tejże płaszczyźnie dyskusyjnej: satyrą o kierunku odwrotnym; - prawo, zwłaszcza karne, w tej mierze milczy. Zresztą inkryminowane prace należą do rzędu nader łagodnych na tle praktyki światowej.

Wystarczy je porównać z takim choćby “listem gończym” przeciw pani premier Teatcher, której fotografia z napisem WANTED – poszukiwana została rozlepiona w W. Brytanii i opatrzona epitetem “morderczyni bojowników IRA”. Procesu, nawet cywilnego nie było. A kiedy australijski karykaturzysta Pickering wydrukował olbrzymi i zjadliwy portret głowy swego państwa, czyli Karola księcia Walii jako komicznego nagusa z obrzezanym i ozdobionym błękitną kokardą członkiem – monarcha tak się tym ubawił, że wyprosił oryginał rysunku od autora...

Reprodukcję tej australijskiej karykatury dołączyłem do ekspertyzy sądowej jesienią 1981 roku w sprawie przeciw ob. Marianowi Zembrzuskiemu, który opublikował w Częstochowie identycznego niedźwiedzia (wziętego zapewne z tegoż wzoru, jaki rozpatrujemy obecnie w Puławach). Dołączyłem tam też tekst przekazany mi przez red. Jana Zakrzewskiego z Polskiego Radia, kończacy się – w maszynopisie i na falach eteru – słowami: “Karykatura w obiegu publicznym nie obraża idei, nie obraża ideologii, nie umożliwia wykonania dalszych planów produkcyjnych i innych, nie poniża godności, w p r o s t p r z e c i w n i e - ujawnia ludzką godność człowieka, pokazuje go jako c z ł o w i e k a , śmiertelnego, takiego samego jak my wszyscy. W paru zachodnich pismach krajów katolickich widziałem karykatury papieża. Nie słyszałem o protestach Watykanu”.

II Wydział Karny Sądu Wojewódzkiego w Częstochowie (poparty, jak mi zakomunikowano w sferach prawniczych po definitywnym zamknięciu sprawy, opinią Prokuratury Generalnej i Sądu Najwyższego PRL) uznał czyn ob. Zembrzuskiego jedynie za w y k r o c z e n i e przeciw normom cenzury, wobec braku pieczątki zezwalającej na kolportaż, co spowodowało karę grzywny i na tym koniec.


Przekazawszy powyższą (i powtórną po wokandzie częstochowskiej) opinię, zgodną notabene z przekonaniami konsultowanych przeze mnie satyryków, -

kreślę się z głębokim szacunkiem

/ - / Szymon Kobyliński

POSTSCRIPTUM. Honorarium za ekspertyzę zrzekam się, a zarazem dziękuję – wobec kiepskiego stanu zdrowia (dolegliwości naczyń wieńcowych ii.) - za umożliwienie mi kontaktu z Wysokim Sądem drogą korespondencyjną.[160]

/ - / S.K.

POSTSCRIPTUM II. Zapomniałem nadmienić wcześniej a propos rzekomego naruszania satyrą sojuszów międzynarodowych, ze gdy po Polskim Październiku pisma satyryczne NRD i Rumunii ukazywały W. Gomułkę jako odrażającego autokratę, nie było przeciw autorom żadnych procesów, a więzy łączące kraje demokracji ludowych nie uległy, jak widać, osłabieniu.

/ - / S.K.

Prokurator A. Gmoch nie myślał jednak składać broni i 27.09.1983 r. odwołał się od wyroku uniewinniającego, ferowanego przez Sąd Rejonowy w Puławach, wywodząc, że [161]:

... już w maju i czerwcu 1981 r., a więc w czasie publikacji rysunków – antypaństwowe, wywrotowe działania sił wrogich socjalizmowi narażały suwerenność i byt biologiczny naszego narodu....Ilustracja zamieszczona w numerze 34 Biuletynu... szydzi z tradycji historycznych łączących naród polski z radzieckim, a przez to samo atakuje ustrój polityczny jaki zapanował w naszym kraju po zakończonej II wojnie światowej” Według prokuratora “Interes polityczny PRL pozostaje w ścisłym zwiazku z interesem międzynarodowym naszego Kraju wynikającym z przynależności Polski do rodziny narodów socjalistycznych. Pogląd Sądu Rejonowego w Puławach – przyjęty w ślad za opinią Szymona Kobylińskiego – iż rysunki na okładkach Biuletynu Informacyjnego nie są ilustracjami znieważającymi osobę Sekretarza Generalnego KC PZPR jest błędny... Nie może stanowić przekonywajacego dowodu fakt, że w szeregu innych krajów o odmiennych ustrojach polityczno-społecznych dopuszczalna jest podobna satyra polityczna. Już samo przedstawienie Sekretarza Generalnego KZ KPZR pod postacią niedźwiedzia ze złośliwym komentarzem tych rysunków uwłacza czci i godności tej osoby.”

24.XI.1983 r. Sąd Wojewódzki w Lublinie orzekający pod przewodnictwem Sędziego SW, K. Mielnika “utrzymał w mocy zaskarżony wyrok [uniewinniający przyp. S.G.] co do czynu opisanego pod pkt I” (“poniżanie i wyszydzanie Państwa i Narodu polskiego”), zmieniając równocześnie zaskarżony wyrok w pkt II “w ten sposób, że Ireneusza Marię Ostrokólskiego uznaje winnym tego, że w czerwcu 1981 r... zamieścił zaopatrzone komentarzem słownym dwa rysunki znieważające Sekretarza Generalnego KC Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, Leonida Breżniewa, tj. popełnienia czynu wypełniającego dyspozycję art.283 par.3 kk i na podstawie tego przepisu skazuje go na karę roku pozbawienia wolności. Na podstawie art.73 par.1 i 2 i art.74 par.1 kk wykonanie tej kary warunkowo zawiesza na okres lat dwóch.

Zasądza od oskarżonego Ireneusza Marii Ostrokólskiego na rzecz Skarbu Państwa 3600 (trzy tysiące sześćset) złotych opłaty sądowej oraz obciąża go kosztami postępowania w kwocie 150. - (stu pięćdziesięciu) złotych”.[162]

W ten sposób zakończył się ostatecznie sławetny proces “o myszy i niedźwiedzia”.


PODSUMOWANIE

Przeglądając pożółkłe już od starości numery Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej” nie można oprzeć się uczuciu podziwu dla tej niewielkiej przecież, bo zaledwie 5-7-osobowej grupki amatorów, wspomaganych przez kilkunastu współpracowników, którzy działając całkowicie bezinteresownie, w warunkach więcej niż prymitywnych i niemal bez żadnego zaplecza technicznego, zdołali wykonać tak olbrzymią pracę, przedrukowując w ciągu niespełna 14 miesięcy 670 stron tekstów czołowych niezależnych publicystów polskich oraz przygotowując do druku około 740 stron tekstów, komentarzy i ilustracji własnych lub swoich współpracowników. Wysiłek wszystkich członków Redakcji i osób z nią współpracujących był zaiste imponujący, zważywszy, że wszyscy oni pracowali zawodowo a Redakcji mogli poświęcić tylko swój wolny czas. Sądzę, że niewiele spośród licznych społecznych przedsięwzięć podejmowanych w owym czasie mogło się poszczycić osiągnięciami choćby w przybliżeniu porównywalnymi. Nic więc dziwnego, że Redakcja Biuletynu cieszyła się stałym i niezmiennym uznaniem, czego dowodem są liczne wystąpienia w jej obronie w okresie śledztwa i procesu “o myszy i niedźwiedzia”. Co ciekawe członkowie Redakcji i współpracownicy pisma cieszyli się również uznaniem swoich zwierzchników w zakładach pracy. W artykule “Uwaga! Wróg jest wśród nas!”[163] M. Strzemski przestrzegał działaczy “Solidarności”, że osłabienie aktywności zawodowej uczestników ruchu może stać się pretekstem do akcji represyjnych ze strony pracodawców i administracji publicznej. W przypadku członków Redakcji Biuletynu podobne zjawisko nigdy nie miało miejsca, chociaż niezawodnie ich aktywność zawodowa musiała silnie zmaleć, szczególnie pod koniec 1981 r., gdy dawało o sobie znać coraz większe zmęczenie.

Indywidualnych ocen Biuletynu zachowało się zaledwie kilka:

Wyraźnie nie lubili tego pisma:

  • Wicepremier M. Rakowski, który w czasie rozmów Rządu PRL z przedstawicielami NSZZ “Solidarność” oświadczył, że “wolałby za pysk wziąć redaktorów tych pisemek zawierających “jazgot antykomunistyczny i antyradziecki oraz swobodnie zamieszczających – jak wspomniany już biuletyn Ziemi Puławskiej – skandaliczne karykatury.”[164]
  • I Sekretarz KW PZPR w Lublinie, tow Władysław Kruk – autor opinii, że: “w...biuletynach podważana jest zdolność naszej partii do rządzenia krajem, ośmieszana partia i jej członkowie, szkalowany Związek Radziecki...niech tu za przykład posłuży wielce wymowna lektura puławskiego biuletynu,...którego treśc przesiąknięta jest od pierwszego do ostatniego wiersza antykomunizmem i antysowietyzmem”[165]
  • Minister Sprawiedliwości, prof. S. Zawadzki, który jest zdania, że: “ostatnio biuletyn Ziemi Puławskiej...zawiera bardzo drastyczny przykład stosunku do sprawy sojuszów, całkowicie sprzeczny z porozumieniem Gdańskim”.
  • Prokurator Wojewódzki w Lublinie A. Gmoch, według którego “Lektura biuletynów wydanych przez Solidarność Ziemi Puławskiej prowadzi do wniosku, iż była to ta część prasy związkowej, która jątrzyła stosunki społeczne... “

Przypomnieć należy, że ten “jazgot antykomunistyczny i antyradziecki” to rysunki niedźwiedzia, myszy i człowieka, który prosi, żeby nie wzywać pomocy.


Pochlebne zdanie o Biuletynie wyraził natomiast m.in B. Szewczyk, który w artykule “Przesłuchania” napisał:

W naszych puławskich warunkach, działanie przywracające wiarę człowieka w skuteczność walki, utrzymanie i rozszerzenie tego co zostało wspólnym wysiłkiem zdobyte, podtrzymanie nadziei w nieprzemijającą wartość odzyskanej wolności osobistej, a przede wszystkim działalność, która uwalnia od paraliżującego s t r a c h u – pełni grupa ludzi z Biuletynu Informacyjnego NSZZ “Solidarność Ziemia Puławska”. Działalność ta jest znakomita, czego dowodem są bardzo wysokie oceny, jakie wystawiają Biuletynowi – czytelnicy. Nakład tego pisma rozchodzi sie w całości błyskawicznie”[166].

Do pilnych czytelników i wielkich admiratorów Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej” należał m.in. naczelnik więzienia w Lublinie, p. Kwiecień, który w obecności internowanych w tym więzieniu po 13 grudnia 1981 r. działaczy “Solidarności” często tę swoją sympatię do naszego pisma podkreślał.

Pomijając liczne (zwłaszcza w okresie dochodzenia prokuratorskiego w sprawie “o myszy i niedźwiedzia”) uchwały środowisk związkowych, zawierające wyrazy uznania dla dokonań Redakcji Biuletynu przytoczę tylko dwie opinie najbardziej miarodajne, bo pochodzące od konkurencji. Pierwszą z nich można znaleźć w Nr 21 Informatora NSZZ “Solidarność” w IUNG[167]:

Dokładnie rok temu, 4 listopada 1980 r. ukazał się pierwszy numer Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej”, który od razu zyskał sobie olbrzymią popularność i wysoką markę nie tylko w obrębie Regionu Środkowo-Wschodniego, ale i daleko poza jego granicami.

Redakcja Informatora “Przeszłość-Przyszłości” składa jubilatowi serdeczne gratulacje oraz życzenia utrzymania dotychczasowego, wysokiego poziomu, podwojenia nakładu i potrojenia liczby czytelników.

Druga z tych opinii stanowi końcowy fragment teleksu, przesłanego 12.VIII.1981 r. Redakcji Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej” przez redaktora “Wolnego Związkowca” z Huty Katowice, Jacka Cieślickiego. Oto ten fragment[168]:

Dołączam szczere gratulacje ze strony naszej redakcji dla redakcji obydwu puławskich biuletynów. Jesteście naszym wzorem.”

Nie wiadomo,który z puławskich biuletynów (obok “Solidarności Ziemi Puławskiej”) miał na myśli J. Cieślicki. Serce podpowiada, że chodziło mu o Informator NSZZ “Solidarność” w IUNG “Przeszłość-Przyszłości” - rozum preferuje raczej biuletyny Zakładów Azotowych lub PPBP, a więc środowisk zbliżonych do Huty Katowice.

Opinie o Biuletynie zawarte są również w jedynych dwóch listach do Redakcji, które przypadkowo ocalały. Pozostałe, liczne listy, jednoznacznie pochlebne dla Biuletynu zostały zniszczone na początku stanu wojennego, żeby w razie wpadki archiwum Redakcji, autorzy tych listów nie doznali szykan. Obydwa ocalałe listy są podpisane nieczytelnie. A oto pierwszy z nich[169]:

 

Droga Redakcjo,

Czytając jeden z ostatnich biuletynów Solidarności Puławskiej[170] nasuwają mi się pewne refleksje. Piszecie dużo – to prawda. Jednak nie mogę zgodzić się z niektórymi zawartymi tam treściami, a raczej sformułowaniami. Dość ciekawy jest art. p. Fabera o tym m.in. aby odnowę zaczynać od nas samych. Zgadzam się z tym bo spójrzmy na siebie co reprezentujemy czy sami jesteśmy “w porządku” - a dopiero oceniajmy innych. Wydaje się mi, że niektórzy z nas zapomnieli o podstawowych prawach wiary i tak prozaicznych dziesięciu przykazaniach. Chwała Panu Faberowi za to, że podjął ten temat. Nie mogę natomiast powiedzieć tego o artykule p. Głażewskiego i innych w których przewija się brak tolerancji i wieje z nich szowinizmem. Czy w naszym związku nie ma miejsca dla ludzi niewierzących? (z różnych przyczyn) chyba nie. Zgadzając się z przyjętym statutem Związku nie mogę zgodzić się na dyskredytowanie ludzi tylko dlatego, że mają nieco inny pogląd na sprawy demokracji wewnątrz-związkowej – bo tego chyba nam brak. Uważam, że nie jest dobrym działaczem czy “dziennikarzem” biuletynu ten kto zachłystuje się antykomunizmem czy antysowietyzmem jak p. Głażewski, p. Lekan itp. Bo tym możemy zrazić niektórych oddanych sprawie Związku szarych członków.

Zdaję sobie sprawę, że po przeczytaniu tego listu niektórzy z redakcji skwitują go pobłażającym uśmiechem wyższości czy lekceważenia – trudno. Mnie tylko chodzi o to abyśmy nie zaprzepaścili tego co już jest naszym niepodważalnym sukcesem. Bądźmy krytyczni – ale bądźmy też tolerancyjni dla innych.

Łączę serdeczne pozdrowienia

Janina K.


Drugi list, pisany na maszynie dotyczy w zasadzie przebiegu wyborów do Zarządu Oddziału, a ocenie Redakcji Biuletynu jego autor poświęcił tylko kilka początkowych i końcowych zdań[171]:

 

Szanowni gniewni!

Napewno to określenie jest Waszą wizytówką na zewnątrz, a artykuły w biuletynach ukazujące się świadczą o niezależności w sposobie myślenia. Musicie atakować działaczy naszego zwiazku, którzy przez te kilka miesięcy stali się zawodowymi politykami niedobrych spraw. / .../

Życzę Wam moi drodzy, którzy nieraz bywacie kontrowersyjni, ale za to bojowi, zdrowia i wytrzymałości ponieważ jesteście siłą napędową zwiazku. Wierzę, że nie pozwolicie zasnąć działaczom, że będziecie walczyć z pewnymi układami i z tymi co chcą zdominować nasz związek na terenie Puław.

Puławy dnia 15.06.81 r. Wszystkiego najlepszego, łączę pozdrowienia.

Podpis nieczytelny

 

Ostatni tekst zawierający elementy oceny Redakcji Biuletynu jest rymowaną laurką z okazji wydania 50 numeru pisma. Świadczy on, że mimo wyjątkowej skromności Jubilatów ich dokonania zostały przecież w środowisku dostrzeżone i docenione. Okolicznościowy poemat, poświęciła temu wydarzeniu puławska fraszkopisarka Krystyna Gądor. Tekst – mimo słabej znajomości biuletynowych realiów, czarnowidztwa autorki, jak również znacznie większej jej dbałości o doskonałość rymów niż o fakty – godzi się w całości przytoczyć, choć jako źródła do badań historycznych raczej bym go nie polecał[172]:

 

Piosenka Jubileuszowa!

 

Do rana, chłopcy, do rana,

będziemy piekli barana!

A jak się baran dopieka,

porucznik Kufel się wścieka!

Wściekły jest Kufel – to jest to!

O to Irkowi chyba szło!

I choć Wołodia hamuje,

Andrzej znów wszystko zepsuje!

Poldek wciąż w “Prawdzie” nosem tkwi

Ala – wyważa ciągle drzwi,

a Hanka wszystko układa

i nowy numer poskłada!

Boguś obrońcą chłopców jest,

bo Boguś zawsze ma ten gest!

Do Puławiaków apel tka,

że Kufel nieuczciwie gra!

Stach z Mołotowem za pan brat,

wraz z Ribbentropem piszą pakt!

Choć dokumenty cytuje

sam na okładce bryluje!

Już 50-tka stuknęła,

biorą się chłopcy do dzieła!

Kiedy imć Siwak mędrkuje

Krzyś wnet wazonik rysuje!

Co teraz będzie, oj – co, co?

A już tak dobrze chłopcom szło...

Gdy złote gody przeminą

to ich UB-eki przyskrzynią!

Bo “nawiedzeni” są oni,

każdy z nich w piętkę już goni...

Rakowski głośno więc ryczy,

się z Biuletynem policzy!

Dzisiaj Redakcji życzymy,

żeby robiła cne miny.

“Sto lat” wyjemy w zachwycie,

w krzakach wróżymy im życie...


Dla wyjaśnienia - osoby występujące w poemacie (w kolejności ukazywania się na scenie) to: Irek = Ireneusz Ostrokólski, Wołodia = Włodzimierz Zbiniewicz, Andrzej = Andrzej Kowalczyk, Poldek = Apoloniusz Berbeć, Ala = Alicja Lekan, Hanka = Hanna Czekaj, Boguś = Bogdan Masiak, Stach = Stanisław Głażewski, Krzyś = Krzysztof Małagocki, 50-tka = 50 numer Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej”.

Spod tegoż pióra wyszły również trzy fraszki, które uświetniły jubileusz Biuletynu. Dwie z nich podaję poniżej (trzecia dziś jest już prawie niezrozumiała):

 

Już “złote gody” płyną w Biuletynie,

reszta numerów – w krzakach im przeminie...

 

Kiedy rysuje Krzysio Małagocki

czkawki dostają Kruk oraz Rakowski!

 

Najważniejsza dla Redakcji była jednak zawsze ocena czytelników. Że była ona więcej niż pochlebna można wnosić już z faktu, że popyt na Biuletyn przez cały okres jego wychodzenia był praktycznie nieograniczony a wszystkie egzemplarze pisma, które udało się wydrukować (5 – 10 tys.) znikały w ciągu kilku pierwszych godzin kolportażu., mimo, ze Biuletyn “Solidarność Ziemi Puławskiej” był znacznie droższy od dotowanych gazet oficjalnych. O żadnych zwrotach oczywiście nie było nawet mowy. Redaktorzy i wszystkie osoby związane z Biuletynem spotykały się na każdym kroku z dowodami sympatii i uznania w najrozmaitszej zresztą postaci. Np. w stanie wojennym wiele osób bezinteresownie oferowało cenne i rzadkie dobro jakim były kartki na papierosy dla “chlopaków z Biuletynu” przebywających wówczas w miejscu odosobnienia dla internowanych. Jedną z wielu dostarczycielek, kartek która pozostała mi w pamięci, była Pani Lidia Bilińska z IUNG. Nawet ja, nie należący przecież do zespołu redakcyjnego, nieraz doświadczałem takich, zawsze przyjemnych a czasem wzruszających, objawów sympatii. Pierwszym był fakt, że będąc człowiekiem znanym w środowisku puławskiej “Solidarności” niemal wyłącznie dzięki współpracy z Biuletynem, zostałem w czerwcu 1981 r.wybrany do Zarządu Oddział NSZZ “Solidarność” Ziemia Puławska, uzyskując przy tym nienajgorszy wynik. W tamtych czasach codziennie odbierałem również mnóstwo dowodów uznania od najczęściej nieznanych mi, przypadkowo spotykanych czytelników Biuletynu. Przykłady tej sympatii, które utkwiły mi w pamięci na zawsze miały miejsce jesienią 1982 r. , po powrocie z internowania. Wtedy właśnie leczyła mi zęby dentystka Pani Socha mająca swój gabinet przy ul. Cichockiego. Po zakończeniu leczenia odmówiła przyjęcia ode mnie zapłaty, twierdząc, że to ona czuje się moim dłużnikiem. Podobnie motywował swoją odmowę przyjęcia zapłaty za naprawę zegarka Pan Ryszard Koziej, prowadzący zakład zegarmistrzowski w pawilonie na rogu ul. Piłsudskiego i Piaskowej. Również w tamtych mniej więcej czasach I. Ostrokólski opowiadał mi, że wracając pociągiem z Kłodzka do Puław spotkał nieznaną mu mieszkankę Lublina, która po zorientowaniu się że jej rozmówca mieszka w Puławach zadeklarowała się jako wielka admiratorka puławskiego Biuletynu. Co więcej wyznała, że jej dzieci traktują nasz Biuletyn jako lekturę uzupełniająca do nauki historii. Nie taję, że obydwu nam było z tego powodu niezmiernie miło, mimo, że nie dla pochwał przeciez angażowaliśmy się w działalność publicystyczna i wydawniczą. Zresztą w owych czasach redagowanie niezależnych pism było wprawdzie zajęciem pasjonującym, ale nie należało do procederów szczególnie bezpiecznych, więc podejmowanie takich działań dla czczej chwały czy poklasku byłoby działaniem sprzecznym z instynktem samozachowawczym.


Na zakończenie zastanowić się wypada jakie czynniki sprawiły, że Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”cieszył się tak wielką popularnością i tak wyjątkowym uznaniem czytelników. Wydaje się, że przyczyn tego stanu rzeczy było kilka. Oprócz wielkiego zapotrzebowania środowiska puławskich Zwiazkowców na wydawnictwa niezależne, przywołać tu można następujące fakty:

  1. Było to pierwsze od kilkudziesięciu lat “nasze” własne pismo, które sami zorganizowaliśmy, sami redagowaliśmy, sami kolportowaliśmy, z którym - jednym słowem – czuliśmy się emocjonalnie związani: przeżywaliśy jego kłopoty, cieszyliśmy się z jego sukcesów, szczyciliśmy się jego poziomem i popularnością.
  2. Było to najłatwiej dostępne źródło niezależnej informacji (RWE była wtedy zagłuszana), prezentujące zupełnie inny punkt widzenia na rzeczywistość PRL, niż prasa oficjalna, a zatem umożliwiające konfrontację różnych ocen i stanowisk.
  3. Redaktorzy Biuletynu byli amatorami, co minimalizowało dystans między nimi a czytelnikami i ułatwiało bliskie, codzienne kontakty i co nie mniej ważne posługiwali się językiem zupełnie innym niż język, którym posługiwała się PRL-owska propaganda (t.zw. nowomowa).
  4. Stosunkowo dużą proporcję tekstów własnych w stosunku do przedruków, co zawsze wiąże czytelników z pismem.
  5. Liczne – przynajmniej na początku - teksty poświęcone (najbliższym czytelnikom) sprawom lokalnym.
  6. Trafnie dobierane przedruki, dzięki którym wielu czytelników biuletynu zetknęło się po raz pierwszy z twórczością wielu wybitnych pisarzy i publicystów w PRL-u zakazanych (np. C. Miłosz, K. Wierzyński, L. Kołakowski, J. Kuroń, A. Michnik, P. Wierzbicki, O. Mandelsztam, A. Sacharow, A. Sołżenicyn i wielu innych), jak również z dorobkiem takich niezależnych ośrodków opiniotwórczych jak paryska „Kultura” i Instytut Literacki, KSS KOR, Konwersatorium Doświadczenie i Przyszłość, Towarzystwo Kursów Naukowych czy Niezależna Oficyna Wydawnicza.
  7. Liczne komentarze na temat wydarzeń bieżących, dzięki czemu czytelnicy mogli skonfrontować oficjalne opinie na aktualne tematy (publikowane np. w Trybunie Ludu czy TVP) z opiniami niezależnymi
  8. Dużą proporcję materiałów historycznych i rocznicowych, dzięki czemu czytelnicy mogli skonfrontować swoją wiedzę historyczną wyniesioną z PRL-owskiej szkoły z wiedzą zawartą w dziełach historyków niezależnych, a także uzupełnić ją o wydarzenia z najnowszej historii Polski skazane przez cenzurę na zapomnienie (np. Wojna Polsko-Bolszewicka 1920 r., Katyń, Pakt Ribbentrop-Mołotow itp.)
  9. Doskonałe rysunki B. Oronia a później K. Małagockiego a także innych autorów, które w sposób niezwykle trafny komentowały poruszane w piśmie problemy.

Nie można jednak całkowicie wykluczyć, że jedną z przyczyn wielkiej popularności Biuletynu odkrył A. Faber, który w jednym ze swoich artykułów napisał żartobliwie[173]: “Biuletyn puławski jest pismem związkowym i będzie nim dotąd, dopóki znajdzie się choć kilku związkowców, którzy będą chcieli go czytać. Na razie idzie nam dobrze, co w części, jak sądzę, zawdzięczamy dobrej reklamie oficjeli partyjno-rządowych. O czym informując z otwartą przyłbicą – pozdrawiamy naszych związkowych i profesjonalnych czytelników.”

I na tym kończy sie opowieść o dokonaniach garstki zapaleńców, którzy startując właściwie od zera, potrafili przełamać w Puławach monopol PRL-owskiej prasy oficjalnej, oferując Związkowcom z Ziemi Puławskiej rzetelną i aktualną informację, rzeczową krytykę oraz niezależny komentarz, po godziwej cenie.

Dziś, po 25 latach materiały zamieszczane w Biuletynie Informacyjnym “Solidarność Ziemi Puławskiej” w dużej mierze uległy już dezaktualizacji, może nawet rażą naiwnością i brakiem politycznego wyrobienia autorów, ale pismo to już na zawsze pozostanie świadectwem bezinteresownej pasji, fantazji i wizji jego twórców, zapisem zainteresowań, oczekiwań i dążeń jego czytelników - mieszkańców naszego miasta w owych burzliwych, ale pełnych nadziei czasach, a także bezcennym, bo unikalnym źródłem wiedzy o rodzącej się polskiej demokracji, o sukcesach i porażkach jeszcze wówczas nie w pełni okrzepłego ruchu “Solidarność”, który po kilku następnych latach miał całkowicie zmienić oblicze naszego kraju.

 

Autor składa serdeczne podziękowania: Ireneuszowi Ostrokólskiemu – za cenne informacje i sugestie, Zdzisławie Głażewskiej - za owocną współpracę przy analizie materiałów i redakcji tekstu oraz Krzysztofowi Głażewskiemu za pomoc techniczną.

 

Artykuł został opublikowany w grudniu 2005 r. w wydawnictwie Towarzystwa Przyjaciół Puław “Studia Puławskie” Seria A Zagadnienia społeczno-polityczne tom 9(11), Puławy 2005 s.7-148.


UZUPEŁNIENIA

Informacje uzyskane po wydrukowaniu artykułu

  1. Początkowy fragment artykułu M. A. Jaworskiego wydrukowany w dzienniku SZTANDAR LUDU, Dziennik Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Nr 19 z 27.I.1982 r.na s.4.

Marek Adam Jaworski

Nad lekturą puławskiego biuletynu “Solidarności” (I)
Wyborczy Toto – Lotek

 

W “Sztandarze Ludu” z 14 lipca ub. roku ukazała się rozmowa z I Sekretarzem KW PZPR w Lublinie tow. Władysławem Krukiem. Oświadczył on wówczas m.in.: “W różnorodnych ulotkaxch i biuletynach podważana jest zdolność naszej partii do rządzenia krajem, ośmieszana partia i jej członkowie, szkalowany Związek Radziecki. Niektórzy działają z otwartą przyłbicą, inni posługują się słownym kamuflażem, jeszcze inni wykorzystują szyld “Solidarności”. Niech tu za przykład posłuży wielce wymowna lektura puławskiego biuletynu, który niewiele ma wspólnego z biuletynem związkowym, którego treść przesiąknięta jest od pierwszego do ostatniego wiersza antykomunizmem i antysowietyzmem. Tego rodzaju działalność musi się spotkać ze zdecydowanym politycznym, ideowym przeciwdziałaniem członków partii, potępieniem se strony tych wszystkich, którym leży na sercu urzeczywistnienie socjalistycznej odnowy”.

Zadałem sobie trud (wcale niebagatelny!) i dokładnie przejrzałem 74 numery wspomnianej publikacji, której pełna nazwa brzmi: “Biuletyn Informacyjny Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Solidarność Ziemi Puławskiej”. Lektura to pouczająca – jak w soczewce odbija się na łamach biuletynu droga, jaką przeszła “Solidarność” od chwili swego powstania do grudniowych obrad KKP w Gdańsku.

Biuletyn zaczął się ukazywać 4 listopada 1980 r. W 1 numerze poinformowano o powstaniu NSZZ “Solidarność” w Regionie Środkowo-Wschodnim i MKZ-u regionu puławskiego, zamieszczono również obszerne fragmenty referatu programowego Komitetu Założycielskiego NSZZ “Solidarność” w Zakładach Azotowych.

Interesujący to tekst jeśli spojrzy się nań z perspektywy czasu:

“...Nie wyobrażamy sobie, aby funkcje w naszych Związkach Zawodowych pełnili urzędnicy w wygodnych fotelach... Nikt z naszych działaczy nie może liczyć na to, że nagrodą za jego działanie będą dodatkowe dobra materialne, a wręcz odwrotnie, będą musieli oni wnieść dodatkową pracę, poza tą podstawową, nie otrzymując za to wynagrodzenia. Nie dopuścimy do tego, aby pod płaszczykiem działacza krył się człowiek mający na celu uzyskanie przywilejów w przydziałach mieszkań, talonów, czy innych świadczeń,,, Każdy z działaczy musi się liczyć z tym, że buty należą się najpierw wszystkim innym członkom związku, a dla siebie można liczyć na kupno tych butów jako ostatni z potrzebujących. Dotyczy to wszystkich szczebli władzy związkowej... Pamiętajmy, że to, co wyprodukujemy w skali środowiska, regionu czy kraju będzie dzielone wśród nas, stąd konieczność wzmożenia czujności, konieczność wzmożenia ładu i porządku publicznego... Uznajemy ludzi. Uznajemy ludzi starych, którzy przepracowali życie uczciwie i stworzyli swoją pracą to, co mamy w kraju, środowisku, a przecież niemało...”.


Ładne słowa! Jednak już w następnym numerze z datą 10 listopada zamieszczono instrukcję strajkową: swoisty sposób wzmagania ładu i porządku publicznego!

Cztery kolejne numery biuletynu ukazywały się w zasadzie anonimowo. Tzw. stopka redakcyjna pojawiła się w numerze piątym. Możemy w niej przeczytać: “Redaguje Kolegium w składzie: Apoloniusz Berbeć, Hanna Czekaj, Andrzej Hoszowski, Andrzej Kowalczyk, Ireneusz Ostrokólski, Grzegorz Wołczyk, Włodzimierz Zbiniewicz”. Trzy osoby spośród tego grona (Berbeć, Czekaj, Zbiniewicz) pozostały w składzie kolegium również przy redagowaniu numeru 74 z datą 10 grudnia 1981 r.

Na razie jesteśmy jednak przy lekturze numerów biuletynu z 1980 r. Ton publikacji się zaostrza. Są to publikacje własne jak i przedruki z innych biuletynów związkowych.

“Gdzie się podziały towary z naszych sklepów?” - zapytuje anonimowy autor i odpowiada, że towar jest, “tylko ktoś go przed nami ukrył, Zakręcono kurki. Po co robi się to wszystko? Oczywiście po to, aby społeczeństwo wymęczyć...”.

Chciałoby się zapytać: strajki w lipcu i sierpniu powiększyły produkcję? Wymuszone podwyżki płac – bez pokrycia w towarach – sprzyjały zaopatrzeniu sklepów?

Redakcja nie idzie jednak jeszcze “na całego”. W innym nie podpisanym artykule (nr 4) są zdania, którym można jedynie przyklasnąć: “nie znany jest nam przypadek, żeby demokracja oznaczała samowolę. Nawet w przedemokratyzowanym forum, jakim jest angielski Hyde Park, panuje zasada nie obrażania królowej i rządu. Tymbardziej u nas powinna obowiązywać ta zasada. Jeżeli już Rząd rozmawia z nami jak równy z równym, to powinniśmy to właściwie ocenić. Nie jako objaw czyjejś siły czy słabości, a jako objaw demokratyzmu...”.

W n-rze 6 biuletynu piętnuje przejaw dygnitarstwa w “Solidarności”:”Pewien członek puławskiego MKZ, którego tym razem jeszcze nie wymienimy z nazwiska, dwukrotnie odmówił udania się na zebranie do przedsiębiorstwa, które nie przysłało po niego samochodu. Chodziło tu o niezbyt odległy Prefabet, dokąd z łatwością można dojechać autobusem komunikacji miejskiej... Wszyscy ci, którzy uważają , że już dojrzeli do limuzyn, gabinetu z palmą i osobistych sekretarek, niech czym prędzej wsadzą łeb do wiadra z zimną wodą...”.

Gdyby redakcja napisała tak po roku, sądzę, że z tej rady trudno byłoby wszystkim skorzystać – po prostu zabrakłoby w kraju wiader z wodą... Ale to dygresja.


W tym samym numerze bodaj po raz pierwszy pojawia się słowo d w u w ł a d z a i to w tekście sygnowanym “od redakcji”. Tytuł brzmi: “Czego można oczekiwać od Solidarności, czyli czym Związek nasz zajmować się nie powinien”. Pozwolę sobie charakterystyczny fragment przytoczyć:

“Przepychałem się przez korytarz (jeśli redakcja się przepychała, to skąd ta forma “ja”?) przepełnionego pociągu, mając w klapie znaczek Solidarności, gdy zagadnął mnie starszy facet:

- Te, Solidarność, kiedy będzie mięso?

- Mnie się pan pytasz? Rządu się pan zapytaj!

- Przecież wy teraz rządzicie!

- Pan się mylisz. My jesteśmy związkiem zawodowym.

Problem powyższy nie jest niestety taki prosty. Tak, Solidarność jest związkiem zawodowym. Ale jej obecna działalność jest o wiele szersza. W dniu dzisiejszym w Polsce faktem jest istnienie pewnego rodzaju d w u w ł a d z y...”.

I chyba dlatego wywiad z Naczelnikiem Puław, który ukazał się w n-rze 8 stycznia 1981 r., a który przeprowadzili członkowie kolegium biuletynu, I. Ostrokólski i A. Berbeć, brzmi miejscami tak, jakby to w ł a d z a rozmawiała z w ł a d z ą:

- “Na pewno słyszał pan o W. Broniewskim – poecie – który opowiadał harcerzom, że bez wódki to mamy g... a nie poezję. Czy na tym twierdzeniu oparto decyzję usytuowania tzw. “piwiarni” nad Domem Księżki w Puławach?

(Dokończenie na str.5)

 

 

  1. Informacja o kursie dla drukarzy II obiegu w Kaliszu, w którym uczestniczyli współpracownicy Biuletynu Informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej"

Po prowokacji bydgoskiej w marcu 1980 r. dla działaczy “Solidarności” stało się jasne, że rządzący w PRL komuniści przygotowują się do siłowego rozwiązanie narastających konfliktów społecznych[174].

W przewidywaniu bardzo prawdopodobnej delegalizacji Związku i likwidacji prasy związkowej członkowie Redakcji Biuletynu postanowili zatem postarać się o własny powielacz, który można by wraz z zapasem papieru, woskówek i farby, umieścić w jakimś zakonspirowanym lokalu na wypadek konieczności druku Biuletynu w podziemiu. Od zaprzyjaźnionych działaczy Regionu Mazowsze Redaktorzy uzyskali wiadomość, że “Solidarność” w Kaliszu ma do odstąpienia maszynę drukarską. Ireneusz Ostrokólski i Włodzimierz Zbiniewicz pojechali do Kalisza autostopem, gdzie przedstawiono im przedwojenną, ważącą około tony, potwornie skorodowaną, maszynę, która przeleżała w ukryciu od zakoczenia działalności przez konspirację po-AK-owską, a więc ponad 30 lat.. Maszyna nie nadawała się oczywiście do użytku i trzeba było z niej zrezygnować[175]. Wyprawa do Kalisza nie okazała się jednak całkowicie chybiona, gdyż przy okazji uzgodniono wspólną organizację kursu poligrafii

W kursie, który odbył się w Kaliszu w lipcu 1981 r. udział wzięło 5 ochotników z Puław:Hanna Czekaj, Andrzej Kowalczyk, Zbigniew Lipa, Czesław Stolar i Mariusz Szewczyk.[176] Uczestnicy kursu w ramach zajęć praktycznych wydrukowali poemat Janusza Szpotańskiego “Towarzysz Szmaciak”. [177].


  1. Informacja o TW "Lidka"

 

W 2006 r. na stronie internetowej Zarządu Regionu Środkowo-Wschodniego NSZZ "Solidarność" w Lublinie pojawiła się lista tajnych współpracowników SB. Na liście tej widnieje nazwisko jednego z redaktorów Biuletynu Informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej" , Andrzeja Kowalczyka ps. Lidka"

 

  1. Dodatek nadzwyczajny z 4.12.1980 r.

 

W rozdziale "Dodatki nie numerowane" pominięty został jednostronicowy Dodatek Nadzwyczajny do Biuletynu z 4.12.1980 r., wydany na ręcznym powielaczu białkowym w formacie A-4, w całości poświęcony uprowadzeniu, pobiciu i porzuceniu w lesie w dniu 1 grudnia 1980 r., członka MKZ NSZZ "Solidarność" Puławy, Zbigniewa Sycińskiego. Oto kopia tego Dodatku:

 

4. Plakaty wydrukowane przez członków Redakcji Biuletynu Informacyjnego "SOLIDARNOŚĆ ZIEMI PUŁAWSKIEJ na powielaczu Gestetner

 

a) plakat wydany w marcu 1981 r., nawiązujący do "prowokacji bydgoskiej":


b) dwa plakaty nawiązujące do IX Zjazdu KC PZPR:

    

c) dwa plakaty nawiązujące do braków w na rynku żywnościowym:

    


d) dwa plakaty nawiązujące do popularnego wówczas hasła: "TELEWIZJA ŁŻE":

    

e) plakat opisujący sytuację w Wyższej Oficerskiej Szkole Pożarnictwa MSW w dniu 2.12.1981 r.:


f) seria sześciu plakatów związanych z "procesem o myszy i niedźwiedzia":

    

    


    

g) Oświadczenie człónków NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" w IUNG w sprawie "procesu o myszy i niedźwiedzia":


h) Satyryczny plakat wydany w grudniu 1981 r. przez redakcję katowickiego "Wolnego Związkowca", nawiązujący do puławskiego procesu "o myszy i niedźwiedzia":

i) Satyryczny plakat wydany (techniką sitodruku) w związku z "procesem o myszy i niedźwie-dzia" przez rodzące się właśnie podziemne wydawnictwo "FAMILIA" związane ze środowis-kiem ZACHTY (pomysł: Bogdan Szewczyk, druk Stanisław Głażewski i Bogdan Szewczyk):


j) Dwa plakaty wydrukowane w stanie wojennym (w nocy 13.12.1981 r.) w piwnicy Hali Wegetacyjnej puławskiego IUNG na powielaczu Gestetner (druk Zbigniew Lipa i Czesław Stolar):

    

Przypisy

  1. J. Piłsudski - “Bibuła”, Kraków, 1903 r. - cyt. za Informatorem NSZZ “Solidarność” w IUNG “PRZESZŁOŚĆ-PRZYSZŁOŚCI” Nr 2 z 25.V.1981 r.,s.2.
  2. Jan Krzysztof Kelus - “Był raz dobry świat...” - Wybór ze starych kaset – cz.2. - recenzje
  3. B. Szewczyk - “Przesłuchania” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 38(46) z 9.VII.1981 r.,s.19.
  4. Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 36(44) z 25.06.1981 r.,s.4.
  5. Autoryzowane informacje uzyskane od I. Ostrokólskiego.
  6. Uzasadnienie Wyroku Sądu Rejonowego w Puławach w procesie przeciwko I. Ostrokólskiemu z 2 lipca 1983 r.s.5-6.
  7. Biuletyn Informacyjny KZ NSZZ Pracowników IUNG Nr 1 z 15.IX.1980 r.- kserokopia maszynopisu
  8. Informator NSZZ “Solidarność” w IUNG “PRZESZŁOŚĆ-PRZYSZŁOŚCI” Nr 1 z 8.V.1981 r.
  9. P.Wojtowicz - “NSZZ SOLIDARNOŚĆ ZIEMI PUŁAWSKIEJ W LATACH 1980-1981”- praca magisterska napisana w Zakładzie Myśli Politycznej XIX i XX wieku UMCS, Lublin 2004 r.,s.39 - maszynopis
  10. P.Wojtowicz - “NSZZ SOLIDARNOŚĆ ZIEMI PUŁAWSKIEJ W LATACH 1980-1981”- praca magisterska napisana w Zakładzie Myśli Politycznej XIX i XX wieku UMCS, Lublin 2004 r.,s.52. - maszynopis
  11. W. Zbiniewicz - “Kto się boi prasy związkowej. Refleksja na marginesie II Zjazdu Prasy NSZZ “Solidarność” w Ursusie”.- Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 29(37) z 14.05.1981 r.,s.21-22.
  12. “Status Pisma Związkowego” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 29(37) z 14.05.1981 r.,s.21.
  13. Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 3 z 17.XI.1980 r.,s. 2.
  14. Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 65(73), z 27.XI.1981 r.,s.12.
  15. “Dygnitarstwo w Solidarności” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 6 z 10.XII.1980 r. s.7.
  16. “Jest taka sprawa...” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 5(13) z 5.II.1981 r.,s.1-2.
  17. Biuletyn Informacyjny NSZZ “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 6(14) z 12.II.1981 r.
  18. Edward Owczarski - “List do Redakcji” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 8(16) z 19.II.1981 r.,s.5.
  19. “Nie jestem autorem aktu oskarżenia..” - Biuletyn Informacyjny NSZZ “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 65(73) z 27.XI.1981 r.,s.11-12.
  20. “Od Redakcji...” - Biuletyn Informacyjny NSZZ “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 35(43) z 20.06.1981 r.,s.18.
  21. OKPN = Ogólnopolska Komiska Porozumiewawcza Nauki NSZZ “Solidarność” zorganizowana w październiku 1980 r. jako sekcja branżowa Krajowej Komisji Porozumiewawczej NSZZ “Solidarność” w Gdańsku. Gromadziła przedstawicieli wyższych uczelni oraz instytutów resortowych i PAN-owskich ze wszystkich regionów Związku.
  22. W. Zbiniewicz - “Kto się boi prasy związkowej. Refleksja na marginesie II Zjazdu Prasy NSZZ “Solidarność” w Ursusie” - Biuletyn Informacyjny NSZZ “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 29(37) z 14.05.1981 r.,s.21-22.
  23. Anna Dodziuk - “Rozmowy” - “AS” Nr 22 z 22-28.06.1981 r. cyt. za: Biuletyn Informacyjny NSZZ “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 39(47) z 16.VII.1981 r.,s.9-10.
  24. J. Strękowski -“O niezależność prasy. III Zjazd Prasy w Puławach” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 49(57) z 20.VIII.1981 r.,s.9-11 – przedruk z AS Nr 30.
  25. “Zarząd Oddziału – Informacje” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 36(44) z 25.VI.1981 r.,s. 3-4.
  26. “Korespondenci pilnie poszukiwani” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 36(44) z 25.VI.1981 r.,s.2.
  27. Zeznania B. Masiaka i A. Starzaka na procesie I. Ostrokólskiego w dniu 2 lipca 1983 przytoczone w uzasadnieniu wyroku na s.6.
  28. Uzasadnienie Wyroku Sądu Rejonowego w Puławach w procesie przeciwko I. Ostrokólsjiemu z 2 lipca 1981 r.,s.6-7.
  29. Jacek Kuroń - “Do Stoczniowców i Robotników Wybrzeża list otwarty” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 9 z 8.I.1981 r. s.13-15
  30. Autoryzowana informacja I. Ostrokólskiego.
  31. Guenter Grass - “Aż do wymiotów” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 7 z 16.XII.1980 r.,s.1-7.
  32. A. Lekan - “Bez złudzeń” - Biuletyn Informacyjny NSZZ “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 42(50) z 24.VII.1981r., s.13-14.
  33. Pismo kierownika Sekcji Poligrafii IUNG, Stanisława Mełgiesia do Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk z 4.03.1981 r. - maszynopis
  34. “Od Redakcji” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 3 z 17.XI.1980 r.,s.2.
  35. “Paranoja czy szczególna troska? - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr Nr 57(65) z 16.X.1981 r.,s.30.
  36. “Represje w Puławach” – Informator Strajkowy Solidarności Ziemi Puławskiej z 16.12 1981 r.,s.2.
  37. “Korespondenci pilnie poszukiwani” -Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 36(44) z 25.VI.1981 r.,s.2.
  38. Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” - Dodatek ekstra-ordynaryjny do nr 50 z 25 lipca 1981 r.
  39. “Od Redakcji” - Biuletyn Informacyjny MKZ NSZZ “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 3 z 17.XI.1980 r.,s.2.
  40. Autoryzowana relacja Ireneusza Ostrokólskiego
  41. I.Ostrokólski -“Szopka Puławska” – Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 9 z 8.I.1981 r.,s.4-6.
  42. Pismo Przewodniczącego MKZ. Lecha Wałęsy i Kierownika Działu Propagandy MKZ w sprawie druku Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej” z 17.12.1980 r. - kserokopia
  43. Autoryzowana relacja Ireneusza Ostrokólskiego
  44. Autoryzowana relacja Ireneusza Ostrokólskiego
  45. Porozumienie między Dyrekcją IUNG a Redakcją Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej w sprawie druku Biuletynu z 9.01.1980 r. - maszynopis
  46. “ Szopki Puławskiej – na razie koniec” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 2(10) z 14.I.1981r.,s.8.
  47. “Oświadczenie Prezydium MKZ Ziemi Puławskiej z dnia 9.03.1981 r.” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 13(21) z 14.III.1981 r.,s.2.
  48. Pismo MKZ NSZZ “Solidarność” Ziemi Puławskiej do Dyrekcji IUNG z 9.03.1981 r. - kserokopia
  49. Aneks do porozumienia zawartego w dniu 9.I.1981 r. pomiędzy Instytutem Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa i Redakcją Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej” z 26 marca 1981 r. - maszynopis
  50. “Zarząd Oddziału – Informacje” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 36(44) z 25 VI.1981 r.,s.3-4.
  51. A. Berbeć - “Klasowy charakter prawdy” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 35(43) z. 20.VI.1981 r.,s. 9.
  52. Uchwała Walnego Zebrania Delegatów NSZZ “Solidarność” Region Mazowsze w sprawie pism wewnątrzzwiązkowych z dnia 14.06.1981 r. - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 35(43) z 20.06.1981 r.,s.20.
  53. Uchwała WZD NSZZ “Solidarność” Nr 11 w sprawie ochrony prasy zwiazkowej – Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 38(46) z 9.VII.1981 r.,s.16.
  54. Pismo Zarządu Oddziału NSZZ “Solidarność” Ziemia Puławska do Naczelnika Miasta - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 38(46) z 9.VII.1981 r.,s.15.
  55. Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 1 z 4.XI.1980 r.,s.8.
  56. Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 5(13) z 5.II.1981 r.,s.24.
  57. Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 6(14) z 12.II.1981r.,s.16.
  58. W. Zbiniewicz - “Pełzający Manipulo” - “Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 56(64) z 9.10.1981 r.,s. 3-4.
  59. Wiceprokurator Prokuratury Rejonowej dla miasta Lublina dr Juljan Bluj - Akt Oskarżenia przeciwko Janowi Leonardowi Łodydze z 6 sierpnia 1986 r. - maszynopis.
  60. W 193 numerze Tygodnika Mazowsze z 7.I.1987 r. znaleźć można na s.4 , niezupełnie zgodną z prawdą, notatkę: “Janusza Łodygę z Zakładów Azotowych w Puławach skazano 15.XII.86 na 2 lata więzienia, 200 tys. zł grzywny i koszta sądowe oraz zasądzono zwrot “zagarniętej” kwoty 199 tys. zł. Był on oskarżony z art. 201 kk o zabór mienia, tj. o przechowywanie funduszy “S” na książeczce PKO.
  61. Tygodnik Mazowsze, Nr 198 z 11.II.1987 r.,s.2.
  62. Program NSZZ “SOLIDARNOŚĆ” uchwalony przez I Krajowy Zjazd Delegatów – Biblioteka Informatora Regionu Środkowo-Wschodniego NSZZ SOLIDARNOŚĆ, Lublin 1983, s.1.
  63. Program Działania Oddziału Regionu Środkowo-Wschodniego “Ziemia Puławska” uchwalony przez I Walny Zjazd Delegatów NSZZ “SOLIDARNOŚĆ” Ziemia Puławska odbywający się w dniach 30.V.-13.VI.1981 r.,w Puławach, s.5.
  64. A. Faber – “W sprawie otwarcia przyłbicy, lub z przyłbicą, ale bez łba” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 39(47) z 16.VII.1981 r.,s.29.
  65. S. Głażewski - “W obronie zdrowego rozsądku” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 53(61) z 17.09.1981 r.,s.7-8
  66. W. Zbiniewicz - “Po Zjeździe Delegatów. Kilka uwag osobistych” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 57(65) z 16.X.1981 r.,s.2-3.
  67. S. Głażewski - “Powstanie Warszawskie” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 43(51) z 25.VII.1981 r.,s.1-16.
  68. Program Działanie Oddziału Regionu Środkowo-Wschodniego “Ziemia Puławska” uchwalony przez I Walny Zjazd Delegatów NSZZ “SOLIDARNOŚĆ” Ziemia Puławska odbywający się w dniach 30.V.-13.VI.1981 r.,w Puławach, s.12.
  69. Wyrok Sądu Wojewódzkiego w Lublinie w procesie I. Ostrokólskiego z 24 listopada 1983 r. Sygn.akt II Kr.1373/83, s.3.
  70. “Wydawnictwa” - rękopis sporządzony przez W. Zbiniewicza.
  71. Uchwała (projekt) Zarządu Oddziału w sprawie wydawnictw związkowych – rękopis sporządzony przez W. Zbiniewicza.
  72. “Korespondenci pilnie poszukiwani” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej Nr 36(44) z 25.VI.1981 r.,s.2.
  73. S.L. Puławy w imieniu grona towarzyszy (nazwiska i imiona znane redakcji) - “Mamy dobrych sąsiadów i przyjaciół” - list do redakcji “Czerwonego Sztandaru” z 28.VI.1981 r., - cyt za: Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej Nr 37(45) z 1.VII.1981 r.,s.16.
  74. J. P. Warszawa (nazwisko i imię znane redakcji) - “List przyszedł w porę - List do redakcji “Czerwonego Sztandaru” z 28.VI.1981 r., - cyt za: Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej Nr 37(45) z 1.VII.1981 r.,s.17.
  75. A. Berbeć - “Do Bratniej Redakcji Czerwonego Sztandaru” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej Nr 37(45) z 1.VII.1981 r.,s 18.
  76. Hasła na 1 maja proponowane przez Redakcję “Czerwonego Sztandaru z 12.IV.1981 r. - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 24(32) z 16.04.1981 r.,s.15-16.
  77. “...z ostatniej chwili...” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 30(38) z 21.05.1981 r.,s.24.
  78. “Solidarność – nazwa czy postawa” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 2 z 10.XI.1980 r.,s.4.
  79. “Jest taka sprawa” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 5(13) z 5.II.1981 r.,s.2-3.
  80. Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 9(17) z 25.II.1981 r.,s.2-20.
  81. Ekstremistyczne Skrzydło Redakcji - “Uwagi bez quorum” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 42(50) z 24.VII.1981 r.,s.2.
  82. Instrukcje Prezydium MKZ NSZZ Gdańsk na wypadek strajku generalnego, stanu wyjątkowego i interwencji z zewnątrz z 25.03.1981 r.,- Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 19(27) z 2.III.1981 r.godź. 8.00, s.1-2.
  83. Według informacji ujawnionych dopiero po 25 latach groził nam wtedy nie tylko stan wyjątkowy. Oto treść tekstu, który pojawił się 19.03.2006 r. w Telegazecie TVP I: “Około 23 marca 1981 r. miało dojść do interwencji wojsk radzieckich w Polsce – ujawnił prof. Romuald Kukołowicz. Dawny doradca prymasa Stefana Wyszyńskiego powiedział, że zapobiegło temu porozumienie “Solidarności” z władzami. Podczas obchodów 25 rocznicy tzw. Wydarzeń bydgoskich Kukołowicz ujawnił, że niewymieniona z nazwiska osoba przekazała mu plany inwazji. Prymas Wyszyński uznał, że o sprawie trzeba powiadomić gen. Jaruzelskiego. Uzgodniono, że jeżeli nie dojdzie do ugody, dokumenty zostaną ujawnione na Zachodzie. Kukołowicz ujawnił te informacje po 25 latach, bo był zobowiązany do dyskrecji przez prymasa Wyszyńskiego, papieża i prymasa Glempa. (IAR, PAP)”
  84. Uchwała Komisji Zakładowej NSZZ “Solidarność” ZA Puławy z 23.09.1981 r., - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 55(63) z 1.X.1981r.,s. 17.
  85. A. Michnik - “Minął rok” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 49(57) z 20.VIII.1981 r.,s.2-5.- przedruk z Nr 109 “Niezależności”
  86. “Przemówienie Prof. Janusza Groszkowskiego na Zgromadzeniu Ogólnym Polskiej Akademii Nauk w dniu 23.10.1980 r. - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 5 z 1.XII.1980 r.,s.5-7.
  87. “Dziś w programie: Ulubione artykuły Lucjana Cz”. - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 57(65) z 16.X.1981 r.,s.28.
  88. Z. Lesisz - “Czy tylko czas przeszły....i zapomniany?” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 5 z 1.XII.1980 r.,s.4-5.
  89. H. Czekaj, W. Zbiniewicz – Sprawozdanie z uroczystości odsłonięcia Pomnika Poległych Stoczniowców oraz “Grudzień 1970. Kalendarium wydarzeń w Gdańsku i Gdyni” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 8 z 22.XII.1980 r.,s. 1-16.
  90. “Marzec 68 w 13 lat później” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 13(21) z 14.III.1981 r., z 14.III.1981 r.,s.13-19 oraz W. Bieńkowski “Motory i hamulce socjalizmu” (fr) – przedruk z Instytut Literacki, (Paryż 1969) i inne materiały - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 14(22) z 18.III.1981 r.,s.1-20.
  91. Deklaracja pełnomocników fabryk i zakładów m. Piotrogrodu pt. “Nadzieje nasze brutalnie zdeptano” z 18 marca 1918 r. - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 61(69) z 4.XI.1981 r.,s.22-24.
  92. S. Głażewski - “Katyń” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 25(33) z 24.IV.1981 r.,s.8-12
  93. S.Głażewski -“3 maja 1791”- Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”,Nr 26(34) z 30.IV.1981 r.,s.2-5.
  94. S. Głażewski - “W 46 rocznicę śmierci marszałka Józefa Piłsudskiego” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 30(38) z 21.05.1981 r.,s.16-18.
  95. Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 30(38) z 21.05.1981 r.,s.5-10.
  96. S. Głażewski - “Syjoniści czyli socjalistyczni chłopcy do bicia” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 34(42) z 11.VI.1981 r.,s.16-17.
  97. M. Brandys - “Miesiące” (fragm.) - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 37(45) z 1.VII.1981r.,s.19-22.
  98. “Poznań 1956. Dwa przemówienia” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 37(45) z 1.VII.1981r.,s.24-29.
  99. S. Głażewski - Wszechnica robotnicza: “Rok 1939” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 41(49) z 20.VII.1981 r.,s.3-26
  100. S. Głażewski – Wszechnica robotnicza: “Powstanie Warszawskie” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 43(51) z 25.VII.1981 r.,s.3-16.
  101. S. Głażewski - “Czyn Legionowy” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 46(54) z 6.VIII.1981 r.s.9-10.
  102. Stefan Żeromski - “Na probostwie w Wyszkowie” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 45(53) z 3.VIII.1981 r.,s.3-16.
  103. S. Głażewski - “Cud nad Wisłą” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 47(55) z 12..VIII.1981 r.,s. 15-19.
  104. A. Kowalczyk - “Rocznica” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 49(57) z 20.VIII.1981 r.,s.5-7.
  105. S. Głażewski - “Refleksje na temat 17 września” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr54(62) z 24.IX.1981 r.,s.23-25.
  106. W. Wypych - “Czechosłowacja`68” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr54(62) z 24.IX.1981 r.,s. 25-28. Przedruk z NTO Nr 9.
  107. Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 55(63) z 1.X.1981 r.,s.2-2-5.
  108. A. Oracz - “Dzień 11 listopada” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 62(70) z 12.XI.1981 r.,s. 2-4. Przedruk z “Przeszłość-Przyszłości” Nr 22.
  109. Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 62(70) z 12.XI.1981 r.,s.26-30. Przedruk z NTO Nr 10.
  110. Rzecznik Prasowy Zarządu Oddziału NSZZ “Solidarność” Ziemia Puławska - “Spotkanie Redakcji z Czytelnikami” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 52(60) z 11.IX.1981 r.,s.19-20.
  111. I.Ostrokólski - “Szopka Puławska” - Biuletyn Informacyjny NSZZ “Splidarność Ziemi Pułaskiej” Nr 9 z 8.I.1981 r.,s.4-6.
  112. “Niezwykłe przygody sierżanta Borsuka: Sierżant Borsuk likwiduje groźną grupę przestępczą pod nazwą MKZ-”MODAR”. Historia w 6 obrazkach wraz z epilogiem. - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 8(16) z 19.II.1981 r.,s.7-8.
  113. S.Kisielewski - “Moja przestroga”- Przegląd Nr 5/80, 1980 r.,s.76, cyt za Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 9 z 8.I.1981 r.,s.12.
  114. J. Kuroń - “Do Stoczniowców i wszystkich Robotników Wybrzeża list otwarty” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 9 z 8.I.1981 r.,s.13-15.
  115. A. Kowalczyk - “...z nicości” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 9 z 8.I.1981 r.,s.15-16.
  116. “Śledztwo przeciw KOR” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 12(20) z 6.III.1981 r.,5.
  117. J. Kuroń - “Do Stoczniowców i wszystkich Robotników Wybrzeża list otwarty” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 9 z 8.I.1981 r.,s.13-15.
  118. A. Michnik - “Minął rok” - “Niezależność” Nr 109, cyt za: Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 49(57) z 20.VIII.1981 r.,s.2-5.
  119. Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 3 z 17.XI.1980 r.,s.1.
  120. A. Słonimski - “Dwie ojczyzny” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 4 z 21.XI.1980 r.,s.1.
  121. Czesław Miłosz - “Który skrzywdziłeś” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 8 z 22.XII.1980 r. - Dodatek świąteczny BOŻE NARODZENIE 1980, “Wieczór z Czesławem Miłoszem”
  122. Uchwała MKZ Ziemi Puławskiej w sprawie utworzenia wszechnicy robotniczej z 12.I.1981 r. - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 2(10) z 14.I.1981 r.,s 3.
  123. Ośrodek KARTA – Archiwum Peerelu - 02-536 Warszawa, ul. Narbutta 29, tel. 848-07-12, faks 48-07-28; e-mail karta@ikp.atm.com.pl; WEB: http://karta.icm.edu.pl
  124. “Komu potrzebny ten proces?! Rada Programowa o procesie I. Ostrokólskiego” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 64(72) z 23.XI.1981 r.,s.7-8.
  125. “Dlaczego Korzenie?” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 5(13) z 5.II.1981 r.,s.20.
  126. “Spotkanie Redakcji z Czytelnikami” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 52(60) z 11.IX.1981 r.,s.19
  127. Informacja sytuacyjna nr 113/81 z 8.05.1981, sygn. IPN Lu 067/2, k.75., - cyt. Za P. Wojtowicz - “NSZZ SOLIDARNOŚĆ ZIEMI PUŁAWSKIEJ W LATACH 1980-1981- praca magisterska napisana w Zakładzie Myśli Politycznej XIX i XX wieku UMCS, Lublin 2004 r.,s.52. - maszynopis
  128. Odręczna notatka S. Głażewskiego ze spotkania z Jackiem Kuroniem w dniu 7.V.1981 r.,
  129. Edward Abramowski – “Zmowa powszechna przeciw rządowi”, Warszawa, 1905 r., - reprint współczesny.
  130. “Wielka biała plama – Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 4(12) z 29.I.1981 r.,s.3.
  131. W. Zbiniewicz - “Kto się boi prasy związkowej?” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 29(37) z 14.05.1981 r.,s.21-22.
  132. Uchwała II Zjazdu Prasy Związkowej powołująca Komisję Pism Zwiazkowych z 10.05.1981 r. - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 29(37) z 14.05.1981 r.,s 23.
  133. J. Strękowski - “ O niezależność prasy. III Zjazd Prasy w Puławach” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 49(57) z 20.VIII.1981 r.,s. 9-11. - przedruk z AS Nr 30.
  134. “Spotkanie Redakcji z Czytelnikami” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 52(60) z 11.IX.1981 r.,s.19-20.
  135. Jacek Kuroń Jacek Żakowski – PRL dla początkujących – Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1995, s.228.
  136. Był to A. Porawski z Poznania – patrz Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 56(64) z 9.10.1981 r.,s.9.
  137. Ks. Józef Tischner - “Wierzę w nieomylny instynkt Zjazdu” - wystąpienie na I Krajowym Zjeździe NSZZ “Solidarność” w dniu 30.09.81. - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 56(64) z 9.10.1981 r.,s.7-8.
  138. List Jana Józefa Lipskiego do delegatów na I Zjazd NSZZ “Solidarność” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 56(64) z 9.10.1981 r.,s.9.
  139. “Kto nas nie opuszcza w biedzie” Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 34(42) z 11.VI.1981 r.,s.23.
  140. Autoryzowana informacja uzyskana od I. Ostrokólskiego
  141. A. J. Chilecki – “Polskie lato 1980 (w karykaturze)” - Polonia Book Fund LTD., Londyn 1980
  142. Rewizja Prokuratora Wojewódzkiego w Lublinie od wyroku Sądu Rejonowego w Puławach z dnia 2 lipca 1983 r. w sprawie przeciwko Ireneuszowi Marii Ostrokólskiemu...” z dnia 27 września 1983 r. - kopia dokumentu.
  143. Rewizja Prokuratora Wojewódzkiego w Lublinie od wyroku Sądu Rejonowego w Puławach z dnia 2 lipca 1983 r. w sprawie przeciwko Ireneuszowi Marii Ostrokólskiemu...” z dnia 27 września 1983 r. - kopia dokumentu.
  144. Akt Oskarżenia przeciwko Ireneuszowi Marii Ostrokólskiemu z 8 października 1981 r. - Biuletyn Informacyjny NSZZ “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 64(72) z 23.XI.1981 r.,s.3-4.
  145. AS nr 22 – cyt za “Lubią nas...” - Biuletyn Informacyjny NSZZ “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 38(46) z 9.VII.1981 r.,s.7.
  146. “Proces Irka Ostrokólskiego został wyznaczony na 7.XII.1981 godź. 10.00 w Sądzie Rejonowym w Puławach” - Biuletyn Informacyjny NSZZ “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 64(72) z 23.XI.1981 r.,s.2-4
  147. Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 35(43) z 20.06.1981 r.,s.1.
  148. “Komu potrzebny ten proces?” - Oświadczenie Rady Programowej do Spraw Prasy Związkowej przy Zarządzie Regionu NSZZ “Solidarność” Regionu Środkowo-Wschodniego z 3 listopada 1981 r. - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 64(72) z 23.XI.1981 r.,s.7-8. - przedruk z Informator Nr 126.
  149. “Odpowiedzialność przyjął na siebie Związek” - Oświadczenie Zarządu Oddziału NSZZ “Solidarność” i przedstawicieli KZ przedsiębiorstw i instytucji Ziemi Puławskiej z 26.X.1981 r. - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 64(72) z 23.XI.1981 r.,s.7.
  150. Informator NSZZ “Solidarność” w IUNG “Przeszłość-Przyszłości” Nr 6 z 20.07.1981 r.,s.3-4.
  151. Oświadczenie członków NSZZ “Solidarność” w Instytucie Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa z 30.XI.1981 r. - ulotka.
  152. Apel Zarządu Oddziału do Związkowców i społeczeństwa Puław z 7.XII.1981 r. - maszynopis
  153. Plan plakatowania, ulotkowania i ochrony budynku Sądu w czasie procesu “o myszy i niedźwiedzia” - rękopiśmienny projekt wykonany przez S. Głazewskiego
  154. Upoważnienie Zarządu Oddziału “Solidarność” Ziemia Puławska do rozlepiania plakatów i kolportażu ulotek w dniach od 5 do 7.12.1981 r. wydane 4.12.1981 r. na nazwisko Zdzisław Wiśniewski.
  155. Zachowała się Karta Wstępu na salę rozpraw w dniu 7.12.1981 r., wydana przez Zarząd Oddziału NSZZ “Solidarność” “Ziemia Puławska” na nazwisko Krystyna Ostrokólska.
  156. Rozdzielnik Kart Wstępu na salę nr 1 Sądu Rejonowego w Puławach w dniu 7.12.1981.
  157. Wniosek Zarządu Oddziału o oddelegowanie S. Głażewskiego do prac przy organizacji służb porządkowych i kolporterskich w okresie poprzedzającym proces I. Ostrokólskiego.
  158. Wyrok Sądu Rejonowego w Puławach z 2 lipca 1983 r., w sprawie I. Ostrokólskiego - maszynopis
  159. Sz. Kobyliński – Ekspertyza sądowa z 4 maja 1983 r., dotycząca rysunków zamieszczonych w Biuletynie Informacyjnym “Solidarność Ziemi Puławskiej” - maszynopis
  160. Ostatecznie A. Kobyliński stawił się na rozprawę osobiście i po odczytaniu swojej ekspertyzy odpowiedział na szereg pytań sędziów, prokuratora i obrońców, obnażając całą absurdalność aktu oskarżenia i ignorancję eksperta prokuratury, na codzień pracownika GUKPPiW, J. Dudy.
  161. Rewizja Prokuratora Wojewódzkiego w Lublinie od wyroku Sądu Rejonowego w Puławach z dnia 2 lipca 1983 r. w sprawie przeciwko Ireneuszowi Marii Ostrokólskiemu...” z dnia 27 września 1983 r. - kopia dokumentu.
  162. Wyrok Sądu Wojewódzkiego z dnia 24 listopada 1983 r. w sprawie I. Ostrokólskiego - maszynopis.
  163. M. Strzemski – “Uwaga! Wróg jest wśród nas!” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 5 z 1.XII.1980 r.,s.4.
  164. M. Rakowski – wystąpienie w czasie rozmów w URM 25.06.1981 r.,cyt za Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 38(46) z 9.VII.1981 r.,s.7.
  165. Tow. Władysław Kruk - “Nadzieje ze Zjazdem łączone” - Sztandar Ludu Nr z 14.VII.1981 r.,s.1.
  166. B. Szewczyk - “Przesłuchania” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej”, Nr 38(46) z 9.VII.1981 r.,s.19.
  167. Informator NSZZ “Solidarność” w IUNG “Przeszłość-Przyszłości” Nr 21 z 5.11.1981 r.,s.12.
  168. Teleks Redakcji “Wolnego Związkowca” do Redakcji Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej” z 12.VIII.1981 r. - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 47(55) z 12.VIII.1981 r.,s.20.
  169. List do redakcji – rękopis podpisany Janina K. - maszynopis
  170. Chodzi o Nr 34(42) Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej” z 11.VI.1981 r., w którym zostały zamieszczone obok siebie chwalony przez autorkę listu artykuł A. Fabera pt. “Odnowa po polsku” (s.14-15) oraz przez nią ganione artykuły A. Lekan pt. “Na zdrowy rozum” (s.3) i S. Głażewskiego “Wicepremiera M. Rakowskiego poglądy na demokrację, praworządność i suwerenność” (s.3-6) oraz “Syjoniści, czyli socjalistyczni chłopcy do bicia”(s.16-17).
  171. List do Redakcji z 15.06.81 r. - maszynopis
  172. K. Gądor - “Piosenka Jubileuszowa” * Fraszki - maszynopis
  173. A. Faber – W sprawie otwarcia przyłbicy, lub z przyłbicą, ale bez łba.” - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” Nr 39(47) z 16.VII.1981r.,s.29.
  174. Później okazało się, że to właśnie wtedy rozpoczęto przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego i sporządzano listy działaczy “Solidarności” przewidzianych do internowania.
  175. Ireneusz Ostrokólski wspomina te zdarzenia następująco: Od prowokacji bydgoskiej mieliśmy z Włodkiem obsesję „druga linia”. Planowaliśmy utworzenie zapasowej redakcji Biuletynu i wyszkolenie drukarzy spośród nieumoczonych jeszcze i nie znanych Esbecji. Chcieliśmy zrobić tajny magazyn papieru i zadołować przywieziony ze Szwecji powielacz plus kilka ramek i zapas woskówek.

    Zaczęliśmy tę sprawę kręcić chyba w czerwcu 1981. Włodek chciał szkolenia zorganizować przez Chojeckiego, ale w międzyczasie wyszła sprawa po-AK-owskiego powielacza do wzięcia z Kalisza.

    Nie pamiętam kto tą sprawę przyniósł. Może Hennel? A może ktoś z Warszawy. Rozmawiałem z jakimś starym chudym facetem, byłym AK-owcem, który w wielkiej tajemnicy powiedział, że ma „maszynę drukarską” i chce ją przekazać. Odbiór miał być w Kaliszu. Pojechaliśmy z Włodkiem autostopem do Kalisza i obejrzeliśmy. To był zardzewiały rupieć ważący ponad tonę (zakopany w ziemi na jakieś 35 lat i teraz wydobyty). Stał w kaliskim MKZ. Zrezygnowaliśmy.

    Przy tej okazji rozmawialiśmy jeszcze z tym starym AK-owcem, który aż się popłakał – bo „nie wiecie ilu dzielnych ludzi ryzykowało aby ukryć tę maszynę po wojnie”. - Ireneusz Ostrokólski – Wspomnienia spisane we wrześniu 2006 r. - maszynopis.
  176. Czesław Stolar – Wspomnienia spisane latem 2006 r. - rękopis.
  177. I. Ostrokólski organizację tego kursu zapamiętał następująco: Kandydatów szukaliśmy później w Azotach – stąd Czesio Stolar, z IUNG Lipa, który tak się napalił, że po kursie zaczął na zgromadzonych rezerwach i powielaczu ze Szwecji walić „Archipelag Gułag” - w pomieszczeniach redakcji – nocami... i sprzedawał prywatnie... Takie były czasy i tacy ludzie.

    Kurs w Kaliszu był chyba w lipcu 1981. Ja zdecydowałem, że koszty zostaną pokryte z dochodów biuletynu – diety, noclegi itd. Sam na kurs nie pojechałem (ktoś musiał zrobić następny biuletyn). Pojechał Włodek... no to Hanka też..., Czesio, Lipa, chyba Kowalczyk... i jeszcze ktoś – nie pamiętam. Wiem tylko, że na kursie pojawił się Chojecki... bo Hanka później chwaliła, że poznała osobiście.

    Pamiętam jeszcze awanturę z Masiakiem, że sam się rozporządziłem pieniędzmi na finansowanie... Wtedy powiedziałem Masiakowi, że te pieniądze zarobił biuletyn, który dodatkowo utrzymuje finansowo cały MKZ... więc niech zapomni o tej sprawie i cmoknie mnie w d.

    Wiem, że Masiak deliberował o tej sprawie z Kudykiem, bo ten mi przygrażał, że beknę za organizowanie kursów CIA.- Wspomnienia spisane we wrześniu 2006 r. - maszynopis.
Czytany 127091 razy
Więcej w tej kategorii: Dni bez prasy 19-20.08.1981 r. »

Sponsorzy

solidarnosc

Wyszukaj

Multimedia

Statystyki

Dziś47
Wczoraj257
Wszystkich404942
Aktualnie jest 34  gości na stronie