O Trzech Takich

« poprzednie Wszystkie strony następne » (Strona 6 z 16)

O trzech takich, co w grudniu 1981 r. usiłowali
osłabić gotowość obronną PRL oraz wywołać rozruchy i niepokój społeczny [1]

 

W 10 dni po wprowadzeniu stanu wojennego a w przeddzień wigilii Bożego Narodzenia, 23 grudnia 1981 r. o godz. 19.00 trzej niedawni uczniowie Liceum im. ks. Adama Jerzego Czartoryskiego w Puławach, a obecnie studenci: Stanisław Głażewski, Grzegorz Nakonieczny i Jakub Skiba[2] wybrali się na akcję plakatową przy ul. Kołłątaja w Puławach. Nie zabawili przy tym zajęciu zbyt długo, bo już około godz.19.10 zostali namierzeni i zgarnięci do „suki”[3] przez patrol MO czujnie, jak żurawie, strzegący bezpieczeństwa socjalistycznego ustroju PRL. Nim opowiem jak potoczyły się dalsze losy tej trójki[4] muszę wrócić do okoliczności, które sprawiły, że znaleźli się oni w tym właśnie czasie w miejscu, w którym – na ich nieszczęście - operowali trzej dzielni i oddani sprawie socjalizmu chłopcy z MO[5]: Bogumił Rosiak, Wojciech Adamowicz i Ryszard Jeżewski.

13 grudnia 1981 r. zastał w Puławach tylko Grzegorza Nakoniecznego. Świadczy o tym jego zeznanie w czasie śledztwa, że “od dnia 13 grudnia 1981 r....często przebywał w pobliżu siedziby Zarządu Oddziału NSZZ “Solidarność” w Puławach”[6], jak również fakt, że według wielu świadków, to właśnie on 14 grudnia 1981 r. pomagał wynosić z pomieszczeń Redakcji Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej” powielacz i materiały drukarskie[7]. Pozostali dwaj w chwili ogłoszenia stanu wojennego brali udział w strajkach okupacyjnych ogłoszonych przez NZS na uczelniach: Stanisław Głażewski na Uniwersytecie Warszawskim a Jakub Skiba na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Po zakończeniu strajków i zawieszeniu zajęć na uczelniach pod koniec grudnia wszyscy znaleźli się w Puławach. W przypadku Stanisława Głażewskiego stało się to 18 grudnia, taką bowiem datę nosi zezwolenie na przejazd z Warszawy do Puław. W tamtych pięknych czasach obywatele PRL nie mogli bowiem zmieniać miejsca pobytu wedle własnych fantazji i potrzeb, bez zezwolenia ludowej władzy. Treść tego kuriozalnego – jak na warunki europejskie – dokumentu, bez którego nie można było legalnie nabyć biletu na przejazd, brzmi następująco (Załącznik 2):

Na podstawie par. 2 rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 13.12.1981 w sprawie zezwoleń na zmianę miejsca pobytu w czasie obowiązywania stanu wojennego oraz zasad i trybu postępowania w tych sprawach zezwalam Głażewskiemu Stanisławowi na zmianę miejsca pobytu z m. Warszawy, ul. Żwirki i Wigury 95 do m. Puław, Waryńskiego 4/3 w czasie od 18.12.81. Decyzja niniejsza jest ostateczna

Inspektor Dzielnicowy


Zaopatrzony w taki dokument Stanisław Głażewski 18 grudnia przyjechał do Puław, akurat wtedy, gdy w kłopoty popadło kilku członków rodzin jego kolegów szkolnych. Najpierw wpadł młodszy brat Grzegorza Nakoniecznego – Paweł[8], który korzystając ze swobody, jaką dawał mu fakt, że jego ojciec[9] ukrywał się przed internowaniem oraz że zajęcia w szkole zostały zawieszone, włączył się w główny nurt działań opozycyjnych, znaczną część nocy poświęcając na rozlepianie plakatów drukowanych na uratowanym powielaczu najpierw w piwnicy Hali Wegetacyjnej IUNG, a później na strychu pałacu przez grupę działaczy z IUNG[10], jak również przez strajkujących pracowników Zakładów Azotowych[11]. Nieszczęście chciało, że Paweł Nakonieczny zwykł był udawać się na akcje plakatowe w ulubionym, ale łatwo wpadającym w oko jasnym kapeluszu. Kilkakrotnie udało mu się wywinąć gęsto przeczesującym miasto patrolom MO, ale 16 grudnia powinęła mu się noga: został pojmany i osadzony w puławskim areszcie. Następnego dnia, 17 grudnia, matka jednego z jego kolegów Alicja Skibowa,[12] wiedząc, że ojciec chłopca ukrywa się, postanowiła upomnieć się o małoletniego aresztanta i w tym celu udała się do budynku Komendy Powiatowej MO. Tam wskutek napięcia w jakim wszyscy żyliśmy od kilku dni, trochę puściły jej nerwy więc za – zdaniem zainteresowanych nieuprawnione - przyrównanie funkcjonariuszy MO do gestapowców została zatrzymana właśnie wtedy, gdy posterunek opuszczał zwolniony Paweł Nakonieczny[13]. Już następnego dnia, 18 grudnia o godz. 9.30 Alicja Skibowa została osądzona w trybie dorażnym i na podstawie niezbyt wiarygodnych zeznań dwóch milicjantów, skazana przez sędziego Wróbla na 3 miesiące więzienia za zniesławienie funkcjonariuszy MO. Wszystko to odbyło się tak szybko, że jeszcze przed południem skazana została przewieziona do aresztu w Lublinie[14]. W kilka dni później, 23 grudnia starszy syn skazanej, student KUL Jakub Skiba wystarał się o pozwolenie na widzenie z matką tego samego dnia w towarzystwie kolegi szkolnego i podwórkowego, Stanisława Głażewskiego oraz kolegi szkolnego Cezarego Jędrzejczyka wyruszył do Lublina, gdzie zostali oni potraktowani w sposób arogancki i obelżywy przez funkcjonariusza więzienia przy ul. Południowej, który zakwestionował ważność pozwolenia na widzenie wystawione przez Sąd Rejonowy w Puławach i na widzenie nie zezwolił. Pod wpływem tych wydarzeń, w drodze powrotnej wszyscy trzej prześcigali się w złorzeczeniach pod adresem władz stanu wojennego i w pomysłach, których realizacja mogłaby im zrekompensować niedawno doznane upokorzenia i zniewagi. Okazja do tego nadarzyła się natychmiast po przyjeździe do Puław (co nastąpiło ok. godz. 18-ej), gdy po drodze z dworca PKP do domów dwaj pierwsi spotkali swojego szkolnego kolegę, Grzegorza Nakoniecznego, który zaproponował im wspólną akcję ulotkową. S. Głażewski, od którego zaczerpnąłem większość informacji dotyczących tych zdarzeń pośpiesznie zjadł obiad i kilka minut przed godziną 19-ą pośpieszył na spotkanie z kolegami. Już kilkanaście minut później, wszyscy trzej skuci kajdankami, konwojowani przez funkcjonariuszy MO, którzy ich zatrzymali: Bogumiła Rosiaka, Wojciecha Adamowicza i Ryszarda Jeżewskiego, zdążali milicyjną “suką” na Komendę Milicji w Puławach. Okoliczności, które do tego doprowadziły zreferował w miarę precyzyjnie Podprokurator Wojskowej Prokuratury Garnizonowej w Lublinie, st. szer. pchor. mgr Tadeusz Korczak w Uzasadnieniu Aktu Oskarżenia przeciwko G. Nakoniecznemu J. Skibie i S. Głażewskiemu[15] przesłanego 9 stycznia 1982 r do Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego:

...w oparciu o zeznania świadków, treść zatrzymanych wydawnictw i częściowo wyjaśnienia podejrzanych ustalono następujący stan faktyczny. Od dnia 13 grudnia 1981 r. tj. wprowadzenia w PRL stanu wojennego, Grzegorz Nakonieczny często przebywał w pobliżu siedziby Zarządu Oddziału NSZZ “Solidarność”w Puławach i tam kilkakrotnie rozmawiał z mężczyzną podającym się za działacza tegoż Związku. Podczas jednego ze spotkań mężczyzna ten zaproponował mu udział w akcji rozklejania ulotek, na co ten wyraził zgodę. Wieczorem dnia 23 grudnia 1981 r. - tak jak to było wcześniej ustalone - Grzegorz Nakonieczny otrzymał od tego mężczyzny rulon ulotek wraz z dwoma tubami kleju i miał rozkleić te ulotki na klatkach schodowych budynków mieszkalnych w okolicach ul. Kołłątaja.

Następnie udał się on na umówione już spotkanie ze swoimi byłymi kolegami szkolnymi Jakubem Skibą i Stanisławem Głażewskim. Poinformował ich o miejscu rozklejania ulotek i wspólnie ustalili podział swoich zadań. Zgodnie z nim udali się do jednego z bloków przy wspomnianej ulicy. Do klatki schodowej weszli Grzegorz Nakonieczny i Stanisław Głażewski, zaś Jakub Skiba pozostał na zewnątrz z zadaniem uprzedzenia kolegów w przypadku gdyby ktoś nadchodził. Dwaj pierwsi nakleili na ścianach windy dwustronicowy “Informator Strajkowy” Solidarność Ziemi Puławskiej” z dnia 16 grudnia 1981 r.[16], a także podpisany przez “Solidarność” Ziemi Puławskiej plakat o treści ”Wojsko zawsze z narodem a nie przeciw narodowi”(Załącznik 4). Przed naklejeniem ulotki trzymał G. Nakonieczny, zaś St. Głażewski smarował je klejem[17]. Po opuszczeniu tej klatki schodowej G. Nakonieczny przekazał 5 sztuk “Informatorów Strajkowych” i jedną tubę kleju Jakubowi Skibie i wszyscy trzej udali się do następnego budynku mieszkalnego, do którego tak jak poprzednio weszło dwóch podejrzanych, a J. Skiba pozostał przed klatką schodową. /k. 1,2,9,16,43-45/.

W tym czasie Jakub Skiba obserwowany był już przez funkcjonariuszy z patrolu MO pod dowództwem Wojciecha Adamowicza. Stało się tak, ponieważ kilka minut wcześniej, było wówczas około godz. 19.00, członkowie tego patrolu zauważyli naklejone przez podejrzanych ulotki i po stwierdzeniu, iż klej pod nimi jest jeszcze świeży domyślili się, że trwa rozklejanie ulotek.

Stojący przed jednym z bloków mieszkalnych młody mężczyzna, którym następnie okazał się Jakub Skiba, wzbudził ich podejrzenia sprawiając wrażenie, iż prowadzi obserwację tego, co dzieje się na ulicy. Po spostrzeżeniu dwóch wychodzących z budynku mężczyzn, którzy od razu podeszli do niego, funkcjonariusze pobiegli w ich kierunku i dokonali zatrzymania. /k.26-28,56-58/.

W czasie przeszukań odzieży zatrzymanych znaleziono m.in. przy Jakubie Skibie 5 sztuk ulotek “Informator Strajkowy” i tubę kleju, a przy Grzegorzu Nakoniecznym 1 egzemplarz takiego samego “Informatora”, nożyce, taśmę klejącą i także tubę kleju. /k.9,16/.


Przeszukanie zatrzymanych nie było zbyt dokładne, gdyż przy S. Głażewskim nie znaleziono m.in. pliku ulotek wetkniętych za pasek od spodni. W czasie transportu, mimo, że ręce miał skute kajdankami, zdołał on wepchnąć te ulotki w szparę między siedzeniem a oparciem fotela. Opis Prokuratora T. Korczaka uzupełnić również należy informacją, że w pierwszej klatce schodowej, do której weszli aresztowani wkrótce plakaciarze zastali oni świeżo przyklejone dwie ulotki o podobnej treści wobec czego wycofali się z zamiaru powieszenia własnych.[18] Fakt ten zmienia w relacji prokuratora tylko to, że zamiast trzech ulotek o których rozplakatowanie byli sądzeni i skazani, zdołali oni powiesić tylko jedną. Wyjaśnić należy również przyczyny, dla których trzej młodzi, wysportowani[19] ludzie, mający w dodatku kilkadziesiąt metrów przewagi nad szarżującymi napastnikami, pozwolili się pojmać i powiązać jak barany i zawieźć do kryminału. Przyczyną tego stanu rzeczy było zaniedbanie wcześniejszego rozpoznania terenu. Dopiero w chwili ataku funkcjonariuszy MO, plakatujący zorientowali się, że mają za plecami narożnik wysokiego płotu otaczającego plac budowy. Sforsowanie tego płotu było wprawdzie możliwe, ale nie dla wszystkich członków grupy, wobec czego tej drogi ucieczki zaniechali. Natomiast oczywistym ich błędem, który trzeba położyć na karb niedoświadczenia, było przeoczenie możliwości pozbycia się obciążających dowodów (ulotki, nożyczki, klej) w trakcie kilkudziesięciometrowej ucieczki w ciemnościach.

Po zatrzymaniu plakaciarzy zapakowano do milicyjnej “suki” i nie szczędząc im urągliwych epitetów przewieziono na komendę MO w Puławach, gdzie zostali poddani wstępnemu przesłuchaniu. W tym samym czasie w mieszkaniach ich rodziców odbywały się drobiazgowe rewizje. Siedmiu uzbrojonych po zęby funkcjonariuszy wkroczyło do naszego mieszkania o godzinie 21.20. Dowodził nimi tęgi, gburowaty oficer, który odmawiając podania podstawy prawnej przeszukania, swojego nazwiska i numeru służbowego a nawet przyczyny najścia, dosyć brutalnie spędził wszystkich domowników do jednego pokoju oddając ich pod straż jednego ze swoich podwładnych. Drugi funkcjonariusz zajął stanowisko w przedpokoju, prawdopodobnie polując na ewentualnych gości. Reszta z dowódcą na czele zajęła się gruntownym przeszukiwaniem szaf, szafek, tapczanów itp. Po jakimś czasie nawiązał się jednak, w dużej mierze jednostronny, oszczędny kontakt słowny z dowódcą bojówki, który wykazywał wyraźne skłonności dydaktyczne głęboko osadzone w naukach Marksa-Lenina. Przejawiały się one tym, że za każdym razem, gdy w naszym mieszkaniu znalazł coś co w jego mniemaniu nie zgadzało się z “generalną linią Partii” lub godziło w “międzynarodowy interes proletariatu” (np. egzemplarze Tygodnika Powszechnego, Tygodnika “Solidarność” czy legalnych biuletynów związkowych), wygłaszał pod naszym adresem dyskurs tej mniej więcej treści: “Jeśli rodzice czytają coś takiego, to nie dziwota że synka wychowali na kryminalistę”. Z treści tych monologów mogliśmy wyciągnąć wniosek, że naszego najstarszego syna kompanioni funkcjonariuszy, którzy złożyli nam wizytę trzymają pod kluczem z przyczyn politycznych i że tej właśnie okoliczności zawdzięczamy przywilej podejmowania w naszym domu tak miłych gości. Tymczasem pozostali dwaj nasi synowie uczyli się socjalistycznej praworządności każdy na swój sposób: 15-letni Krzysztof zaciekle broniąc zomowcom dostępu do swoich skarbów, a 8-letni wówczas Łukasz pozornie nie zwracając uwagi na to, co się wokół niego dzieje, nieruchomo siedząc w fotelu i kurczowo ściskając jego poręcze tak, że zbielały mu kostki u rąk.

Po rozgrzebaniu szaf z ubraniami, szafek kuchennych i tapczanów oraz nieudanej próbie przeglądania prywatnej korespondencji, którą to próbę stanowczo udaremniła im moja żona, funkcjonariusze ochoczo przystąpili do przeglądania książek. Z początku sumiennie kartkowali każdy egzemplarz zaglądając również pod obwoluty. Jednak po jakiejś pół godzinie zorientowali się, że przy tym tempie pracy nie zdołają zakończyć przeszukania przed upływem tygodnia, gdyż przed nimi stało jeszcze zadanie skontrolowania przynajmniej 3,5 tysiąca tomów. Resztę księgozbioru przejrzeli więc bardzo pobieżnie i po około dwóch godzinach zakończyli przeszukanie naszego mieszkania. Plon akcji był mizerny: nie znaleźli żadnych ulotek, zabrali tylko kilka egzemplarzy wydawnictw drugiego obiegu m.in. paryskiej Kultury odmawiając spisania protokołu konfiskaty naszej własności. Następnie niemal cała ekipa udała się na rewizję do mieszkania rodziny Jakuba Skiby w sąsiednim budynku. Z nami pozostał tylko jeden uzbrojony funkcjonariusz, który miał pilnować, żebyśmy nie nawiązali kontaktu z kimkolwiek z zewnątrz. Założył swoją kwaterę w przedpokoju, a nam na miejsce pobytu wyznaczył jeden z pokojów, pilnie wsłuchując się w treść naszych rozmów. Po pewnym czasie nasz opiekun łaskawie zgodził się na to, abyśmy przeszli do kuchni i zjedli kolację. Wtedy właśnie żona, widząc, że wykazuje on wyraźne oznaki zmęczenia i przemarznięcia[20] zaproponowała mu szklankę gorącej herbaty i posiłek przy wspólnym stole. Odmówił, ale odtąd opuściła go arogancja i zaczął nas traktować nieomal przyjaźnie. Zgodził się nawet usiąść na podanym mu stołku widząc, że jego postawa na baczność z bronią u nogi wyraźnie nas deprymuje, a nawet poinformował nas o przyczynach najścia i aresztowaniu chłopców. Późnym wieczorem cała akcja została zakończona, posterunek w naszym przedpokoju zwinięty i nareszcie mogliśmy przystąpić do narady co wypada nam uczynić nazajutrz[21].

Opisuję to wydarzenie tak drobiazgowo, gdyż to pierwsze nasze zetknięcie się oko w oko z rzeczywistością stanu wojennego wywarło na nas wszystkich niezatarte wrażenie. Późniejsze konfrontacje z „chłopcami od Kiszczaka” traktowaliśmy już jako normalkę.


W wigilię Bożego Narodzenia już od rana, wspólnie z Tadeuszem Skibą, ojcem Jakuba[22], rozpoczęliśmy poszukiwania naszych aresztowanych dzieci. Zaczęliśmy od Komendy Powiatowej MO w Puławach, gdzie po szeregu sprzecznych informacji wczesnym popołudniem utwierdziliśmy się w przekonaniu, że nasi synowie natychmiast po aresztowaniu i zakończeniu rewizji w naszych mieszkaniach, zostali przewiezieni do Lublina. Noc spędzili w areszcie Komendy Wojewódzkiej MO przy ul. Północnej. Mogę sobie wyobrazić jak wyglądało ich pierwsze w życiu zetknięcie się z kryminałem, bo znam ten areszt z autopsji. Zatrzymanych po rewizji osobistej, odebraniu zapałek, pasków od spodni, sznurowadeł, scyzoryków itp. przetrzymywano tam w wilgotnych, 4-osobowych celach z piwnicznym okienkiem pod samym sufitem, wyposażonych w drewniane prycze tak twarde, że najczęściej otrzymany śmierdzący brudem koc służył aresztantom nie jako przykrycie, ale jako materac. Ozdobą każdej celi była tzw. "bardaszka", czyli wielki żeliwny kocioł z niezbyt szczelną pokrywą. Głównym urokiem tego urządzenia była roztaczana wokół niepowtarzalna woń. Po zdjęciu pokrywy aromat ulegał zwielokrotnieniu, ale dochodziło do tego raczej rzadko, gdyż nikt, kto naprawdę nie musiał, do ostatniej chwili zwlekał z użyciem "bardaszki" zgodnie z jej przeznaczeniem. Noc spędzona w takich warunkach musiała być dla nowicjuszy przeżyciem niezapomnianym.

W Wigilię Bożego Narodzenia po południu trzej interesujący nas aresztanci zostali doprowadzeni na przesłuchanie do Prokuratury Wojskowej. Tymczasem szukający ich rodzice zaopatrzeni na wszelki wypadek w paczki z ciepłą odzieżą i żywnoscią zdołali już odwiedzić Komendę Wojewódzką MO przy ul. Narutowicza, gdzie odesłano ich do Prokuratury Wojewódzkiej[23]. Dyżurujący akurat prokurator jako jedyny okazał nam wiele życzliwości: uważnie nas wysłuchał, zatelefonował tu i ówdzie poczem skierował nas do Prokuratury Wojskowej. Tam wyjednaliśmy sobie audiencję u dyżurnego prokuratora i w zatłoczonym korytarzu rozpoczęliśmy długie oczekiwanie na wezwanie przed jego oblicze. Byliśmy tak strapieni i zdenerwowani, że nie bardzo zwracaliśmy uwagę na to, co się dzieje dokoła. A działo się niemało: co chwilę konwojenci wprowadzali do gabinetu prokuratora i wyprowadzali zeń kolejnych aresztantów. Niektórzy z nich oczekiwali pod strażą na wezwanie siedząc na ławach obok nas. I stało się, że dopiero słysząc wywoływane moje nazwisko zorientowałem się, że przez jakiś czas siedziałem niemal obok własnego syna nie rozpoznając go. On mnie zresztą też nie poznał, bo obydwaj siedzieliśmy z głowami smętnie spuszczonymi a ponad to żaden z nas nie był przygotowany na takie spotkanie. Dopiero po wyprowadzeniu syna z gabinetu prokuratora konwojent pozwolił mi zamienić z nim parę słów, a nawet w drodze wyjątku ze względu na Wigilię – podać mu przygotowaną paczkę z odzieżą, świątecznym ciastem i opłatkiem (oczywiście nie obyło się bez skrupulatnego przejrzenia jej zawartości.). Po krótkiej chwili zostaliśmy z T. Skibą zawezwani przed oblicze Podprokuratora Prokuratury Garnizonowej w Lublinie, kapitana mgr Lecha Kochanowskiego[24], który obciążył nas pełną odpowiedzialnością za – jak to ujął - “wychowanie dzieci na kryminalistów” i oświadczył, że ich przestępstwa i ogrom szkód na jakie narazili kraj są na tyle poważne, że będą mogli uważać się za szczęściarzy jeśli opuszczą kryminał wcześniej niż za 10 lat[25], a grozi im nawet dożywocie. Nie bez satysfakcji oznajmił nam również, że zobligowany postanowieniami Dekretu o stanie wojennym, wobec kalibru przestępstw, których dopuściły się nasze dzieci właśnie przed chwilą podpisał decyzję o natychmiastowym aresztowaniu całej trójki.

Tak „pokrzepieni na duchu” w Wigilię 24 grudnia 1981 r. około godziny 19-ej opuściliśmy budynek Wojskowej Prokuratury Garnizonowej zastanawiając się, jaką częścią uzyskanej wiedzy powinniśmy podzielić się z naszymi rodzinami. W toku dyskusji doszliśmy do wniosku, że najlepsza będzie jednak cała prawda. Nastrój w jakim przemierzaliśmy ciemne i puste ulice Lublina w drodze na dworzec PKP najlepiej ilustruje odpowiedź Tadeusza Skiby, znanego z poglądów nader pacyfistycznych, na moje chytre pytanie, co by zrobił, gdyby teraz spotkał nagle któregoś z ZOMO-wców, którzy aresztowali nasze dzieci, albo, nie przymierzając, podprokuratora kpt. mgr. Lecha Kochanowskiego. Bez namysłu odpowiedział: zadusiłbym wszystkich gołymi rękami. Byłem tego samego zdania.

Do domu wróciłem tuż przed godziną milicyjną[26]. Cała nasza rodzina, a także dwójka przyjaciół aresztowanych: Małgorzata Kibil[27] i Tomasz Lizak, zaniepokojonych losem swoich szkolnych kolegów z Liceum im. A.J. ks. Czartoryskiego z niecierpliwością czekała na wieści z Lublina. Moje sprawozdanie z podróży do Lublina wcale nastrojów nie poprawiło. Do skromnej Wigilii, skompilowanej z artykułów żywnościowych przydzielonych na kartki zasiedliśmy ze łzami w oczach. Była to najsmutniejsza Wigilia w moim życiu, mimo, że w okresie hitlerowskiej okupacji zdarzyło mi się siedzieć przy wigilijnym stole, przy którym nie było nic oprócz ziemniaków. Ale wtedy, w 1944 r. mimo głodu było nam wesoło, bo obserwując odwrót niemieckich żołnierzy żyliśmy już nadzieją na lepszą przyszłość. Tym razem mogliśmy oczekiwać tylko najgorszego.


Postanowienie o tymczasowym aresztowaniu naszego syna[28] noszące datę 24 grudnia informuje, że:

“Podprokurator Wojskowej Prokuratury Garnizonowej w Lublinie – kpt. mgr Lech Kochanowski po zapoznaniu się z aktami śledztwa w sprawie p-ko Stanisławowi – Jackowi Głażewskiemu s. Stanisława, zatrzymanemu w dniu 24 grudnia 1981 r. o godzinie 1.00 na zasadzie art.8 ust.1 Dekretu z dnia 12.12.1981 r. o postępowaniach szczególnych w sprawach o przestępstwa i wykroczenia w czasie obowiązywania stanu wojennego, postanowił zastosować względem ob. Stanisława - Jacka Głażewskiego s. Stanisława, podejrzanego o popełnienie przestępstwa z art. 46 ust.1 w zb. z art.48 ust. 3 w zw. z art. 48 ust. 1 i 2 Dekretu z dnia 12.12.1981 r. o stanie wojennym /Dz.U.Nr 29. poz.154/. środek zapobiegawczy – tymczasowe aresztowanie z terminem do dnia 24 marca 1982 r. Jeżeli nie nastąpi przedłużenie tego terminu.

Uzasadnienie

Stanisław – Jacek Głażewski s. Stanisława dnia 23 grudnia 1981 r. w Puławach, woj. Lublin będąc członkiem Niezależnego Zrzeszenia Studentów, którego działalność została zawieszona, nie odstąpił od udziału w niej i wspólnie z Grzegorzem Nakoniecznym i Jakubem Skibą, w zamiarze osłabienia gotowości obronnej PRL oraz wywołania rozruchów i niepokoju społecznego przenosił, a następnie rozklejał w miejscach publicznych nielegalne wydawnictwa i ulotki zawierające fałszywe wiadomości o działaniach i sytuacji w siłach zbrojnych PRL, a także wzywające do strajku powszechnego.

Zastosowanie tymczasowego aresztowania uzasadnione jest przepisem art. 8 ust.1 Dekretu z dnia 12.12.1981 r. O postępowaniach szczególnych w sprawach o przestępstwa i wykroczenia w czasie obowiązywania stanu wojennego, gdyż przepis ten stanowi, że w postępowaniu doraźnym środek zapobiegawczy areszt tymczasowy stosuje się obligatoryjnie”.

Pod pismem widnieje pieczęć okrągła Wojskowej Prokuratury Garnizonowej w Lublinie i pieczęć Podprokuratora. Brakuje natomiast jego podpisu.

Na końcu dokumentu widnieje jeszcze adnotacja potwierdzona podpisem aresztowanego, że decyzję powyższą doręczono mu 24.12.1981 r. oraz pouczenie, że “na postępowanie to służy (na zasadzie art. 212 par 2 kpk.) zażalenie do Wojskowego Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego w Warszawie w terminie zawitym 3 dni od daty doręczenia niniejszego postanowienia, a ponadto niezależnie od tego (na zasadzie art. 214 kpk) prawo składania w każdym czasie wniosków o uchylenie lub zmianę środka zapobiegawczego tymczasowego aresztowania” oraz, że “Zgodnie z treścią art. 220 par.2 kpk, podejrzanemu przysługuje prawo złożenia wniosku o zawiadomienie o aresztowaniu innej osoby, oprócz osób najbliższych.”.(Załącznik 5).

Tego samego dnia, 24 grudnia 1981 r., Wojskowa Prokuratura Garnizonowa w Lublinie wystosowała do matki aresztowanego, Zdzisławy Głażewskiej, pismo powiadamiające ją o osadzeniu syna w Areszcie Śledczym w Lublinie w związku z podejrzeniem o przestępstwo “rozpowszechniania ulotek nawołujących do wywołania rozruchów społecznych i osłabienia gotowości obronnej PRL” (Załącznik 6).

Nie bacząc na Święta, rodziny aresztowanych natychmiast podjęły działania mające na celu zapewnienie chłopcom pomocy prawnej. Już w piątek, 25 grudnia Zdzisława Głażewska, Janina Nakonieczna i Tadeusz Skiba wybrali się do Lublina aby powierzyć obronę synów mec. Stanisławowi Filipowskiemu[29]. Pośpiech wydawał się konieczny, gdyż tylko 5 lubelskich adwokatów posiadało uprawnienia do stawania przed sądem wojskowym. Do pośpiechu obligował nas również tryb doraźny procesu. Za radą mec. Stanisława Filipowskiego (który miał bronić Stanisława Głażewskiego i Jakuba Skibę) pozyskano dodatkowo mec. Jerzego Aktaboskiego jako obrońcy Grzegorza Nakoniecznego, traktowanego przez prokuraturę jako prowodyr grupy i z tej racji zagrożonego surowszym wyrokiem. W poniedziałek, 28 grudnia, po wizycie w prokuraturze wojskowej, załatwiamy chłopcom opiekę jeszcze jednego obrońcy, płk. Stanisława Kowalskiego[30], który – jako zawodowy żołnierz – był dobrze widziany w środowiskach sądownictwa wojskowego.


Pozyskani obrońcy natychmiast wystąpili z wnioskami o oddoraźnienie postępowania oraz o uchylenie aresztu. Obydwa wnioski zostały odrzucone , ze względu na „szczególnie wysoki stopień szkodliwości społecznej” czynu oraz „nie dopatrzenie się w aktach sprawy nadzwyczajnych przesłanek uzasadniających uchylenie lub zmianę środka zapobiegawczego” (Załączniki 7 i 8)[31]. Obydwie decyzje bardzo nas zmartwiły, pierwszy ze względu na wrażenie, jakie w nas pozostawiła niedawna rozprawa Ali Skibowej, przeprowadzona w tym właśnie trybie, druga, ze względu na nie najlepszy stan psychiczny wszystkich trzech delikwentów[32]. Zapewne zmartwiłoby to nas jeszcze bardziej gdybyśmy znali tekst MIKOŁAJA zamieszczony kilka lat później w podziemnym Tygodniku Mazowsze (Załącznik 9). Na szczęście opisane w tym artykule sytuacje nie były udziałem naszych chłopców, ale i tak nie było im lekko. Na szczęście niektórzy z nich trafili na cele, w których obok więźniów kryminalnych zostali osadzeni również pracownicy puławskich Zakładów Azotowych aresztowani za zorganizowanie strajku 14 grudnia 1981 r. Np. Stanisław Głażewski przebywał w tej samej celi co Zenon Benicki z ZA.

W uzasadnieniu do wniosku o uchylenie aresztu adwokat naszego syna podkreślił jego zły stan psychiczny wywołany przebywaniem w areszcie, wobec czego w dniu 4 stycznia 1982 r. skierowano go na badania w Szpitalu Wojskowym w Lublinie. Skorzystaliśmy z tego, żeby z nim swobodnie porozmawiać. Przywieźli go zakutego w kajdanki a dwaj konwojenci, żołnierze służby czynnej nie chcieli go rozkuć nawet podczas oczekiwania na badanie zasłaniając się regulaminem, ale i tak zachowali się przyzwoicie bo – łamiąc regulamin – pozwolili nam swobodnie porozmawiać z synem, a nawet dyskretnie się odwrócili gdy napełnialiśmy chłopcu kieszenie przywiezionymi smakołykami. Równie przyzwoicie zachował się lekarz wojskowy badający syna, który poinformowany o przyczynach aresztowania - niezupełnie w zgodzie ze stanem faktycznym - znalazł w jego osobowości cechy nadwrażliwości i skłonność do reakcji nerwicowych.[33] Nie był to zresztą przypadek odosobniony. Po latach adwokat Maciej Dubois wspominał,[34]że w stanie wojennym lekarze psychiatrzy na ogół bardzo pomagali obrońcom więźniów politycznych dopatrując się nawet u najzdrowszych ludzi odchyłek psychicznych.

Ważnym aspektem opieki nad aresztowanymi było ich podkarmianie. Dzięki przeogromnej ofiarności sąsiadów i kolegów z pracy gromadzenie zapasów żywności przebiegało nader sprawnie. Paczki z żywnością i odzieżą przekazywaliśmy aresztantom w czasie widzeń lub za pośrednictwem służb więziennych. Zdobycie umożliwiającego to talonu (Załącznik 10) nie przedstawiało większych trudności, chociaż zdarzały się również nieprzyjemne niespodzianki[35]. Z aresztantami utrzymywaliśmy kontakt korespondencyjny lub osobisty podczas wizyt. Niestety korespondencja oficjalna bardzo się opóźniała. Np. list napisany przez syna 1.01 dotarł do nas dopiero 18.01. Znacznie pewniejsza pod każdym względem była korespondencja przesyłana nieoficjalnie[36].

W ciągu prawie półtoramiesięcznego aresztu syna udało nam się uzyskać z nim tylko 2 widzenia[37] i to w okolicznościach bardzo nieprzyjemnych. Optymizmem nie napawała olbrzymia brudna sala przedzielona pancerną szybą. W jednym z kątów zainstalowano stanowisko podsłuchującego rozmowy klawisza. Aresztanci zasiadali po jednej stronie szyby, odwiedzający – po drugiej i porozumiewali się za pośrednictwem telefonu. Ze względu na zrozumiałe zdenerwowanie, ograniczenie widzenia do 10 minut i groźbę podsłuchu, oprócz zdawkowych pozdrowień i uwag nie udało nam się nigdy porozmawiać w tych warunkach z synem konstruktywnie, a widok przygnębionego i wynędzniałego aresztanta przez szybę nie dodawał nam otuchy. Ale ze względu na syna, znajdującego się w o wiele gorszej sytuacji, musieliśmy nadrabiać miną.


Opieka nad aresztantami nie ograniczała się do zapewnienia im obrony i przesyłania artykułów żywnościowych. W styczniu 1982 r. za radą obrońców przystąpiliśmy do akcji zbierania opinii w szkole, do której aresztanci chodzili w Puławach oraz na uczelniach. Kilka z tych opinii dotyczących Stanisława Głażewskiego, m.in. rektora U.W. Prof.dr Henryka Samsonowicza z 8.01.1982, Dziekana Wydziału Biologii U.W., prof. dr hab. Zbigniewa Kwiatkowskiego z 8.01.1982, Profesorów puławskiego IUNG: prof. dr Anny Jelinowskiej, prof. dr Marii Ruszkowskiej oraz prof. dr Zdzisława Goneta z 12 01.1982, jak również Dyrektora L.O. Im Ks. Adama Jerzego Czartoryskiego w Puławach, mgr Aleksandra Chromińskiego i b. wychowawczyni chłopców w tej szkole, mgr Matyldy Leszek z 15.01.1982, zamieściłem w Załączniku 11. W kompletowaniu tych dokumentów bardzo nam pomogły: koleżanka syna z U.W. Anka Sołtyńska oraz Prof. prof. Anna Jelinowska i Maria Ruszkowska, które nie tylko, że z własnej inicjatywy wystosowały do sądu poręczenia za wszystkich trzech, ale również, nie bez kłopotów, zdołały wyjednać podpisy dyrektora i wychowawczyni pod opiniami L.O. w Puławach[38]. Sygnatariuszom wszystkich tych dokumentów należą się od podsądnych i członków ich rodzin gorące podziękowania, gdyż w tamtych czasach występowanie w obronie oskarżonych z Dekretu o stanie wojennym łączyło się z niemałym ryzykiem. Nie ulega wątpliwości, że zawieszenie ostatecznego wyroku w dużej mierze można wiązać z jednoznacznie pozytywnymi opiniami środowiskowymi całej trójki.

Śledztwo zostało zamknięte 9.01.1982 r. i tegoż dnia akt oskarżenia o przestępstwo z art. 48 ust. 3 w zw. Z art. 48 ust. 1 i 2 Dekretu z dnia 12.12.1981 r. o stanie wojennym /Dz.U.Nr 29, poz.154/ zostało przesłane do Sądu warszawskiego okręgu Wojskowego w Warszawie (Załącznik 12). My zostaliśmy o tym zawiadomieni kartką od adwokata, Stanisława Filipowskiego (Załącznik 13), który tą samą kartką poprosił nas o rozmowę w sprawie honorarium. W jej trakcie, narzekając na ogrom pracy, jakiej obrona naszych dzieci wymaga, zażądał honorarium poza taryfikatorem motywując to argumentem, że przecież i tak my tej należności nie będziemy musieli regulować, bo wszelkie koszta procesów pokryje podziemna „Solidarność”. Formalnie miał rację, ale my odrzuciliśmy ten sposób rozumowania i oświadczyliśmy, że albo przystanie na honorarium według taryfikatora, albo zmienimy adwokata. Bardzo niechętnie przyjął nasze warunki, ale w trakcie rozprawy srodze się na naszych dzieciach odkuł. Ale o tym dalej.

W przeddzień rozprawy, 3 lutego 1982 r. w kościele Wniebowzięcia NMP w Puławach (na górce) została odprawiona Msza św.[39] w intencji podsądnych, w której udział wzięło kilkaset osób, głównie ich koledzy oraz pracownicy IUNG.

Rozprawa przed Sądem Warszawskiego Okręgu Wojskowego Ośrodek Zamiejscowy w Lublinie rozpoczęła się punktualnie o godz. 9.00. Olbrzymią salę rozpraw w Klubie Garnizonowym w Lublinie przy ul. Lipowej wypełniali po brzegi członkowie rodzin, koledzy i działacze puławskiej „Solidarności”. M.in. z Warszawy przyjechała koleżanka Stanisława Głażewskiego Anka Sołtyńska przywożąc pieniądze uzbierane wśród studentów na pomoc prawną. Byli niektórzy nauczyciele z L.O. im ks. A.J. Czartoryskiego w Puławach z polonistką Izabellą Bronikowską na czele, a także wielu pracowników IUNG. Podsądnych skutych kajdankami przywieziono więzienną zakratowaną „suką” i rozkuto im ręce dopiero przed wejściem do sali. Trójka sędziów w nienagannych wojskowych mundurach wkroczyła na salę rozpraw krokiem defiladowym wytwarzając niezapomnianą atmosferę grozy[40]. I podsądnym i widzom aż ciarki przebiegły po plecach. Sama rozprawa trwała zresztą bardzo krótko. Po odczytaniu aktu oskarżenia i przesłuchaniu podsądnych przewodniczący składu sędziowskiego, odroczył ją do 10 lutego (Załącznik 14). Po wznowieniu rozprawy w dniu 10.02 o godz. 9.00, przesłuchaniu świadków, biegłych i podsądnych oraz wystąpieniach prokuratora i adwokatów[41] przewodniczący około godz. 12 zamknął rozprawę i zapowiedział, że wyrok będzie ogłoszony dopiero o 17.00. Podsądnych odprowadzono pod konwojem do aresztu a my przez kilka godzin zgadywaliśmy, czy wobec ogromu szkód jaki – według prokuratora - interesom PRL wyrządzili wyrok będzie w zawieszeniu czy bez, bo że będzie skazujący wątpliwości raczej nie mieliśmy.


O godz. 17.00 ogłoszono wyrok: Grzegorz Nakonieczny, uznany za prowodyra został skazany na 2 lata więzienia w zawieszeniu na 4 lata a Stanisław Głażewski i Jakub Skiba na 1,5 roku w zawieszeniu na 3 lata[42]. Odetchnęliśmy. A oto pełna treść wyroku (Załącznik 15):

 

Sygn.akt So.W.41/82

Rw.136/82

WYROK

W IMIENIU POLSKIEJ RZECZYPOSPOLITEJ LUDOWEJ

Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego w Ośrodku Zamiejscowym w Lublinie, w składzie:

przewodniczący – kpt. Zygmunt Stefaniak

sędzia - ppor. Zbigniew Makarewicz

sędzia - ppor. Andrzej Kaczmarek

w obecności prokuratora wojskowego ppor. Tadeusza Korczaka, obrońcy adw. adw. Jerzego Aktaboskiego, Stanisława Filipowskiego i Stanisława Kowalskiego oraz przy udziale protokólanta sekr. Sąd. szer. Janusza Chałata – rozpoznawszy sprawę:

/.../

3./ Stanisława-Jacka G ł a ż e w s k i e g o s. Stanisława i Zdzisławy z domu Buczak, urodzonego 30 września 1961 r. w Puławach, narodowości polskiej, obywatelstwa polskiego, kawalera, pochodzenia społecznego inteligenckiego, mającego wykształcenie średnie ogólnokształcące, bez zawodu, studenta II roku Wydziału Biologii UW, nie posiadającego majątku, stale zamieszkałego w Puławach, ul. Waryńskiego 4/3, nie odznaczonego, sądownie nie karanego,

oskarżonych o to, że

dnia 23 grudnia 1981 r. w Puławach, woj. lubelskiego, działając wspólnie, w zamiarze osłabienia gotowości obronnej Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej oraz wywołania rozruchów i niepokoju społecznego, a następnie rozlepili w miejscach publicznych nielegalne wydawnictwa i plakaty zawierające fałszywe wiadomości o działaniach i sytuacji w siłach zbrojnych PRL, a także wzywające do strajku powszechnego,

- tj. o czyn z art.48 ust.3 w zw. z art.48 ust.1 i 2 Dekretu z dnia 12 grudnia 1981 r. o stanie wojennym /Dz.U. Nr 29 poz. 152/

i kierując się stosownymi przepisami postępowania karnego,

o r z e k ł

  1. na podstawie art. 2 i art.12 ust.2 Dekretu z dnia 12 grudnia 1981 r. o postępowaniach szczególnych w sprawach o przestępstwa i wykroczenia w czasie obowiązywania stanu wojennego /Dz.U. Nr 29 poz. 156/ - odstąpić od postępowania doraźnego w niniejszej sprawie.
  2. Grzegorza Dariusza Nakoniecznego, s. Jana

Jakuba Skibę, s. Tadeusza oraz

Stanisława Jacka Głażewskiego s. Stanisława

uznać za winnych tego, że

w dniu 23 grudnia 1981 roku o godzinie 19.00, w Puławach, działając wspólnie, rozpowszechnili przez rozklejanie w klatkach schodowych budynków mieszkalnych otrzymane od nieustalonego bliżej mężczyzny 3 ulotki, które w swej treści zawierały wiadomości mogące osłabić gotowość obronną Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, jak również mogły one spowodować niepokój publiczny z uwagi na swe fałszywe wiadomości, przy czym po odstąpieniu od tej działalności zostali zatrzymani przez funkcjonariuszy MO,

  • tj. popełnienia przestępstwa z art. 48 ust. 1 w zb. z art. 48 ust.2 Dekretu z dnia 12 grudnia 1981 r. o stanie wojennym /Dz.U. Nr 29 poz 154/

i za to skazał

/.../

C/ Stanisława Jacka Głażewskiego s. Stanisława

  1. na mocy art.48 ust. 1 Dekretu z dnia 12 grudnia 1981 r. o stanie wojennym /Dz.U. Nr 29 poz 154/ na karę 1 /jednego/ roku i 6 /sześciu/ miesięcy pozbawienia wolności,
  2. na zasadzie art.73 par.1 i 2 i 74 par. 1 kk orzeczoną wyżej karę pozbawienia wolności warunkowo zawiesza na okres 3 /trzech/ lat,
  3. na podstawie art. 75 par. 1 kk orzeka grzywnę w kwocie 15.000 /piętnaście tysięcy/ złotych z zaliczeniem jej na poczet po myśli art. 83 par. 3 kk okresu tymczasowego aresztowania od dnia 24 grudnia 1981 r. do dnia faktycznego wyjścia na wolność, przyjmując jeden dzień pozbawienia wolności za równoważny grzywnie w kwocie 100 /stu/ złotych, z jednoczesną zamianą pozostałej grzywny stosownie do treści art. 37 par. 1 kk w razie nieuiszczenia w terminie na zastępczą karę pozbawienia wolności, również przyjmując jeden dzień tej zastępczej kary za równoważny grzywnie w kwocie 100 /stu/ złotych,
  4. na zasadzie art. 76 par. 2 kk oddaje skazanego pod dozór kuratora,
  5. na podstawie 1 i 2 ust. 1 pkt. 4 i art. 3 ustawy z dnia 23 czerwca 1973 r. o opłatach w sprawach karnych – /Dz. U. Nr 27 poz. 152/ – zasądza od oskarżonego na rzecz Skarbu Państwa tytułem opłaty kwotę 6000 /sześć tysięcy/ złotych,

zaś

na zasadzie art. 547 par.1 kpk obciąża go w 1/3 kosztami postępowania w niniejszej sprawie[43].

Dowody rzeczowe: na mocy art.48 ust. 1 Dekretu z dnia 12 grudnia 1981 r. o stanie wojennym /Dz. U. Nr 29 poz 154/ orzeka przepadek 2 /dwóch/ tub kleju, nożyczek oraz taśmy przylepnej – jako przedmiotów, które służyły do popełnienia przestępstwa.


Z uzasadnienia wyroku wynika, że odstąpienie sądu od trybu doraźnego i zawieszenie wyroków oskarżeni zawdzięczali nie tylko dobrej opinii w środowisku i poręczeniu za nich Rektora UW prof. Samsonowicza i profesorów z IUNG, Anny Jelinowskiej i Marii Ruszkowskiej, ale również temu, że: sumienność w wykonywaniu obowiązków służbowych przez milicjantów, doskonała znajomość form i metod działania przestępców oraz olbrzymia wiedza psychologiczna – pozwoliły na szybkie i sprawne ujęcie oskarżonych – w ciągu 10 minut od rozpoczęcia przez nich akcji przestępczej. Dzięki temu treść rozplakatowanych materiałów nie trafiła do wiadomości publicznej....co sprawiło, że działanie oskarżonych nie było nośnikiem szczególnie wysokiego stopnia społecznej szkodliwości... Z powyższego wywodu już tylko krok do stwierdzenia, że za stosunkowo łagodny wyrok oskarżeni powinni być wdzięczni funkcjonariuszom MO, którzy ich pojmali, bo gdyby z tym zbyt długo zwlekali, to wyrok byłby wydany w trybie doraźnym i bez zawieszenia.

Z drugiej jednak strony, należy podkreślić, że przewód sądowy był przeprowadzony w miarę rzetelnie i z dużą dozą wyrozumiałości dla podsądnych a wyrok uzasadniono w taki sposób, aby zminimalizować skuteczność ewentualnej rewizji prokuratury[44]. Świadczy o tym choćby następujący argument przytoczony w uzasadnieniu wyroku: każdy prawomocny wyrok sądu wpływa na postawy społeczne oraz kształtuje świadomość prawną. Około 10 dni temu wyrokiem Wojskowego Sądu Garnizonowego w Lublinie – wyrok prawomocny – dwaj studenci KUL uznani zostali winnymi tego, że rozpowszechniali ulotki, które z uwagi na treść mogły osłabiać gotowość obronną PRL oraz wywołać niepokój publiczny przez fałszywe wiadomości w ten sposób, że rozdawali te materiały na głównej ulicy Lublina przechodniom i w ten sposób rozprowadzili co najmniej 40 ulotek, a sąd zgodnie z wnioskiem prokuratora wymierzył im za to karę w zawieszeniu. Gdy zważy się powyższe w zestawieniu, że w przedmiotowej sprawie również występuje student KUL – J. Skiba, to wówczas na problem ten należy spojrzeć szerzej, w aspekcie, by w społeczeństwie nie powstało przekonanie przypadkowości prowadzenia sprawy w trybie doraźnym, bowiem taka ocena mogłaby stworzyć olbrzymią szkodę w społecznym poczuciu praworządności. Świadczy o tym również wielokrotne podkreślanie młodości oskarżonych i ich nienagannej opinii w środowisku, co według sądu świadczy jednoznacznie, ze czyny, których dopuścili się oskarżeni były w ich dotychczasowym, wybitnie uczciwym życiu zdarzeniem incydentalnym.

 

Mimo wyroku w zawieszeniu podsądnych ponownie zakuto w kajdanki i pod konwojem odwieziono do aresztu tłumacząc takie postępowanie względami proceduralnymi. Więzienie mieli opuścić dopiero nazajutrz[45] (Załącznik 16). Następnego dnia po powrocie chłopców z aresztu w naszym mieszkaniu odbyła się narada wszystkich zainteresowanych. Debatowaliśmy co mamy robić dalej wobec zapowiedzi prokuratora, że złoży apelacje od wyroku w Sądzie Najwyższym. Zawieszenie wyroków nie załatwiało również sprawy ich studiów, gdyż prawo obowiązujące w stanie wojennym przewidywało, że opuszczenie przez studenta kilku zajęć bez usprawiedliwienia obliguje uczelnię do skreślenia go z listy. W najlepszej sytuacji był Jakub Skiba, student KUL, ale dwaj pozostali musieli się liczyć z dyscyplinarnym relegowaniem z uczelni z tzw. „wilczym biletem”, który zamykał drogę do wszystkich uczelni w demoludach[46]. W wyniku podziału ról, nam przypadł obowiązek rozejrzenia się za jakimś dobrym adwokatem w Warszawie, gdzie miał się odbyć ewentualny proces rewizyjny.

W niedzielę, 14.02. wieczorem, nie bez przygód[47], chłopcy rozjechali się: Stanisław Głażewski i Grzegorz Nakonieczny do Warszawy a Jakub Skiba do Lublina.


Nasz syn na Uniwersytecie Warszawskim, mimo że był z nim związany zaledwie przez 2,5 miesiąca[48], został otoczony życzliwością i niemal ojcowską opieką zarówno ze strony Rektora, prof. Henryka[49] Samsonowicza i Dziekana, prof. Zbigniewa Kwiatkowskiego, jak również ze strony większości personelu naukowego i kolegów. Opuścił więzienie w nie najlepszej kondycji psychicznej więc władze Uczelni natychmiast zapewniły mu urlop dziekański (Załącznik 17) żeby mógł na jakiś czas zejść z oczu obrońcom ustroju PRL, a także pobyt w sanatorium w Maciejowcu w Sudetach, żeby mógł podreperować nadszarpnięte pobytem w areszcie zdrowie. Żeby zaś uchronić go od wydalenia z uczelni załatwiono mu t. zw. „indywidualny tok studiów” przysługujący wybijającym się studentom.

27 lutego 1982 r. adwokat syna, Stanisław Filipowski zawiadomił nas, że do Sądu Najwyższego w Warszawie wpłynęła rewizja od wyroku z datą 10.02.1982 r. (Załącznik 18) oraz poinformował, że jeśli chcemy nadal korzystać z jego usług, powinniśmy wnieść dalsze opłaty[50] . Oczywiście z jego usług zrezygnowaliśmy postanawiając zaangażować jakiegoś warszawskiego adwokata. Pomógł nam w tym przypadek. Babcia oskarżonego Stanisława Głażewskiego, Ludwika Głażewska, na początku XX wieku była wychowanką pensji Panny Aspis we Włocławku[51] gdzie zaprzyjaźniła się z koleżanką panną Zofią Dubois (po mężu Czajkowską), siostrą przedwojennego posła na Sejm RP z ramienia PPS, Stanisława Dubois, który został zamordowany w Auschwitz w 1942 r. Syn Stanisława Maciej Dubois wyrósł na dzielnego i niezależnego człowieka, wziętego adwokata pełniącego w owym czasie funkcję Dziekana Rady Adwokackiej w Warszawie[52]. Babcia podsądnego przejęta kłopotami wnuka zasięgnęła rady swojej przyjaciółki i została przez nią polecona matce mecenasa, która z kolei poleciła ją synowi bilecikiem o następującej treści „Szanowny Dziekanie, proszę Cię bardzo o opiekę nad moimi znajomymi i o dobrą dla nich radę co do wyboru obrońcy” (reprodukowanym w Załączniku 19). Z tym bilecikiem wybrała się do Warszawy matka podsądnego gdzie okazało się, że mec. Dubois tak sobie wziął do serca rekomendację swojej matki, że postanowił sam podjąć się obrony chłopców odmawiając nawet przyjęcia honorarium[53].

Rozprawę rewizyjną w Sądzie Najwyższym wyznaczono na 25 marca 1982 r.[54] na godz. 11.00. Po powzięciu tej wiadomości (Załącznik 20) zwołujemy spotkanie wszystkich zainteresowanych w naszym mieszkaniu. Informujemy ich o gotowości mec. Macieja Dubois do obrony chłopców i proponujemy rezygnację z adwokatów lubelskich. Ostatecznie ustalamy, że zrezygnujemy z dotychczasowych obrońców i powierzymy obronę wszystkich trzech chłopców mec. Dubois. Alicja Skibowa zastrzegła jednak, że wszystkie rozmowy z obrońcą muszą odbywać się w obecności kogoś z jej rodziny[55].Nazajutrz, 8 marca matka oskarżonego Stanisława, Zdzisława Głażewska jedzie z Tadeuszem Skibą do Lublina złożyć adwokatom wymówienia (Załącznik 21) i zamknąć ostatecznie rachunki za obronę[56], a 10 marca oboje jadą do Warszawy omówić z mec. Maciejem Dubois linię obrony. Równolegle postępowało – na wniosek mec. Dubois - kompletowanie zaświadczeń i opinii na KUL i Uniwersytecie Warszawskim. Dwa takie dokumenty wystawione w marcu 1982 r. przez Dziekana Wydziału Biologii UW, prof. Zbigniewa Kwiatkowskiego są reprodukowane w Załącznikach 22 i 23.

Następna narada w sprawie obrony chłopców odbyła się w niedzielę 21 marca, a nazajutrz, 22 marca Alicja i Tadeusz Skibowie i Zdzisława Głażewska wyruszyli do Warszawy by ostatecznie omówić z mec.Maciejem Dubois szczegóły obrony. Tu okazało się, że Jakub Skiba postanowił nie uczestniczyć w rozprawie rewizyjnej a żeby to usprawiedliwić, pod błahym pozorem poszedł do szpitala. Podczas wizyty w Zespole Adwokackim Alicja Skibowa[57] zażądała od adwokata szczególnej opieki prawnej nad jej synem i podkreślenia w trakcie rozprawy, iż jest on całkowicie niewinny, gdyż nie uczestniczył w rozlepianiu ulotek a jedynie na usilne prośby kolegów stał przed domem, nie wiedząc nawet, co oni tam robią.


Rozprawa rewizyjna odbyła się 25.03.1982 r. w sali 205 Sądu Najwyższego w Warszawie przy ul. Nowowiejskiej a jej jedynymi widzami byli rodzice Stanisława Głażewskiego i Jakuba Skiby oraz matka Grzegorza, Janina Nakonieczna. Przed wejściem na salę zrobiło się gorąco, gdyż nasz syn niespodziewanie oświadczył, że do więzienia za nic już nie pójdzie i jeśli nastąpi odwieszenie kary, to on zamierza się ukrywać a następnie zbiec za granicę. Nic więc dziwnego, że przewodowi przysłuchiwaliśmy się z zapartym tchem i z duszą na ramieniu. Na szczęście do najgorszego nie doszło. Rozprawa trwała zaledwie kilkadziesiąt minut i w niczym nie przypominała lubelskiej[58]. Skład orzekający bez trudu dał się przekonać mecenasowi Dubois, że rewizja prokuratorska jest bezzasadna, poczem przewodniczący, starszy oficer przekazał podsądnym kilka rad na przyszłość. Można je streścić jednym zdaniem: „młodość ma swoje prawa i skłonność do oporu wobec zastanej rzeczywistości jest w tym wieku naturalna, ale życiowe doświadczenie każe mu oświadczyć, że nie warto dla chwili satysfakcji ryzykować całej przyszłości”. Następnie Sąd uznał, że kara, którą podsądni okupili już swój czyn jest wystarczająca i oświadczył, że oddala prokuratorską rewizję[59]. A oto treść wyroku rewizyjnego (Załącznik 24):

 

Rw. 167/82

 

Sąd Najwyższy – Izba Wojskowa

Wyrokiem z dnia 25 marca 1982 r.

 

o r z e k ł

 

1/ rewizji prokuratora nie uwzględnić i zaskarżony wyrok utrzymać w mocy.

2/ kosztami postępowania odwoławczego obciążyć Skarb Państwa.

 

Wyrok jest prawomocny z dniem 25 marca 1982 r.

 

Warszawa, dnia 19 maja 1982 r.

Za zgodność:

Sędzia Sądu WOW

 

Podpis nieczytelny

 

Ktoś, kto by myślał, że to już koniec tej nieprzyjemnej i niepotrzebnej sprawy, bardzo by się pomylił, bo ona dopiero się rozkręcała. Ale na razie uwolnieni chłopcy zajęli się nadrabianiem zaległości. Nasz syn, korzystając z indywidualnego toku studiów i uzyskanego na uczelni półrocznego urlopu zdrowotnego wybrał się z kilkoma kolegami z UW na kilka dni do Zakopanego. Przywiózł ze sobą kuriozalny dokument: pisemne pozwolenie na wycieczkę na Halę Gąsienicową (Załącznik 25). Dokument jest mało czytelny więc warto przytoczyć jego treść dla przypomnienia, w jakim rygorze przyszło nam wszystkim żyć w okresie stanu wojennego;

 

Zakopane, 5.04.1982 r.

DECYZJA

Na podstawie paragrafu 2 Rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 13.12.1981 r. w sprawie zezwoleń na zmianę miejsca pobytu w czasie obowiązywania stanu wojennego oraz zasad i trybu postępowania w tych sprawach /Dz.U.Nr 29/ zezwalam Głażewski Stanisław Jacek na pobyt w strefie nadgranicznej w m. M. Oko, Hala Gąsienicowa w dniach 5.04-11.04.82 r. Decyzja niniejsza jest ostateczna.

Zastępca Komendanta Miejskiego MO w Zakopanem


W Załączniku 25 zamieściłem również ponad to jeszcze jeden dokument z tamtych czasów ilustrujący inny przykład rygorów stanu wojennego nierzadko ocierających się o granice absurdu. Jest to Zaświadczenie, w którym Kierownik Zakładu Wirusologii Instytutu Mikrobiologii UW, doc. dr hab. Andrzej Piekarowicz potwierdza, że 10.11.1982 r. „Ob. Głażewski Stanisław skończył prowadzone przeze mnie zajęcia laboratoryjne o godz. 18 i opuścił budynek UW przy ul. Karowej 18.”. Zaświadczenie takie było wówczas niezbędne dla udowodnienia swojego prawa do przebywania na ulicy w czasie powrotu z zajęć na Uczelni do domu w razie spotkania patrolu MO.

Po powrocie z Zakopanego Stanisław Głażewski pojechał od razu do sanatorium w Maciejowcu w Sudetach i tam przesłaliśmy pismo z 1.06.1982 r. (Załącznik 26) z postanowieniem Sądu Rejonowego w Puławach o wyznaczeniu mu kuratora, do którego miał obowiązek się zgłosić w ciągu 7 dni. Odpowiedział na nie dopiero 20.06 zawiadamiając kuratora, że z powodu pobytu w sanatorium a potem egzaminów na Uczelni będzie mógł stawić się u niego dopiero po 10 lipca (Załącznik 27). Do spotkania doszło w umówionym terminie u nas w domu. Kurator, p. Tadeusz Iwanow okazał się przemiłym i rozumnym człowiekiem. Stwierdził, ze doskonale zdaje sobie sprawę z dziwaczności sytuacji i z politycznego charakteru tej kurateli, zapewnił również, że doskonale rozumie naszą sytuację i zrobi wszystko, żeby nam pomóc. Następnie kurator i jego podopieczny zagłębili się w roztrząsanie problemu jak sprawować kuratelę, jeśli kuratora od podopiecznego dzieli odległość 120 km. Potem kurator razem z podopiecznym ustalili zasady swoich wzajemnych stosunków: p. Iwanow zadeklarował, że nie zamierza ingerować w życie syna i dopóki nie zajdzie nic nowego, on zadowoli się raz w miesiącu telefoniczną informacją, że wszystko w porządku i kilkoma szczegółami z życia akademickiego podopiecznego, które mogłyby być przydatne przy opracowywania okresowych sprawozdań. Po kilku minutach przyjacielskiej gawędy panowie pożegnali się obopólnie z siebie zadowoleni i do końca okresu kurateli podopieczny widział się ze swoim kuratorem chyba tylko raz: w czasie wizyty pożegnalnej.

Do załatwienia pozostały jeszcze sprawy finansowe. W dniu 19 maja 1982 r. Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego w Warszawie ustalił koszty postępowania za I instancję. Wyniosły one 90 zł (30 zł za doręczenie wezwań i innych pism sądowych + 60 zł. za konwoje). Kwotę tę (Załącznik 28) dopisano do pozostałych kosztów (15.000 zł. – 4.900 zł. /za areszt/ grzywny + 6.000 zł. opłat sądowych) i na łączną kwotę 16.190 zł w dniu 19 maja 1982 r. zostało wystawione wezwanie do zapłaty (Załącznik 29). Ponieważ jednak skazany wniósł o rozłożenie należności na raty sąd przychylając się do tej prośby zawiadomił go o konieczności niezwłocznej wpłaty jedynie 20% zasądzonej grzywny (Załącznik 30), a pozostałą należność pismem z dnia 13.08.1982 r. rozłożył na 9 rat miesięcznych po 1.419 zł każda (Załącznik 31).

W tym miejscu nadmienić wypada, że wszelkie koszty obydwu rozpraw (grzywny + opłaty sądowe + honoraria obrońców wszystkich trzech podsądnych) zostały w całości pokryte ze składek studentów Uniwersytetu Warszawskiego (zebranych i przywiezionych przez studentkę UW, Ankę Sołtyńską) oraz składek pracowników IUNG i kilku innych zakładów pracy z okolic Puław, m.in. Lubelskich Zakładów Futrzarskich w Kurowie.

W toku dalszego postępowania karnego przed Sądem Wojskowym, w październiku 1983 r., skazany Stanisław Głażewski niespodziewanie otrzymał pismo następującej treści:

„Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego w Warszawie w osobie sędziego płka Henryka Urbanowicza... w obecności prokuratora ppłka Józefa Wiśniewskiego po rozpoznaniu na posiedzeniu w dniu 26 października 1983 r. sprawy cyw. Stanisława Głażewskiego ... skazanego za przestępstwo z art. 42 ust. 1 dekretu z dnia 12.12.1981 r. o stanie wojennym na karę 1 roku i 6 miesięcy pozbawienia wolności z zawieszeniem na trzyletni okres próby i oddanie na ten okres pod nadzór kuratora oraz 15 tys. zł. grzywny /uiszczona/ w przedmiocie zastosowania amnestii, zważywszy, że przestępstwo zostało popełnione przed dniem zniesienia stanu wojennego, a orzeczona kara ulega darowaniu na mocy art.3 ust 1 ustawy z dnia 21 lipca 1983 r. o amnestii /Dz.U. nr 35 poz. 177/ postanawia skaz. Stanisławowi Głażewskiemu darować karę pozbawienia wolności, orzeczoną w wymiarze 1 roku i 6 /sześciu/miesięcy. /.../ Jeżeli sprawca przestępstwa, który skorzystał z amnestii, popełni do 31 grudnia 1985 r. nowe umyślne przestępstwo podobne, za które orzeczono karę pozbawienia wolności, poprzednio wydane orzeczenie o zastosowaniu amnestii ulega uchyleniu, a kary darowane podlegają wykonaniu.”(Załącznik 32).

Skazany Stanisław Głażewski zamiast wyrazić gorącą wdzięczność za objęcie go amnestią 30.12.1983 r. skierował do Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego pismo (Załącznik 33), w którym wniósł o uchylenie postanowienia z dnia 26.10.1983 r. motywując swój wniosek następująco: „... amnestia stwarza dla mnie sytuację mniej korzystną. Pogorszenie polega na o rok dłuższym okresie w ciągu którego może nastąpić wykonanie kary oraz odebraniu mi możliwości wcześniejszego zatarcia skazania. Według art. 79 par.2 kk. skazanie ulega zatarciu z mocy prawa z upływem 6 miesięcy od zakończenia okresu próby, natomiast przy zastosowaniu amnestii miałyby zastosowanie ogólne przepisy o zatarciu skazania, czyli zgodnie z artykułem 3 kk. nastąpiłoby ono dopiero po upływie 10 lat od darowania kary.”


26 stycznia 1984 r. Sąd Wojskowy w Warszawie udzielił odpowiedzi na powyższe zażalenie wydając następujące postanowienie (Załącznik 34):

„Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego w Warszawie w składzie: przewodniczący – płk. Władysław Monarcha, sędziowie: mjr Jerzy Steckiewicz i kpt. Krzysztof Plichtowicz /spr./...przy udziale prokuratora wojskowego por. Macieja Bąka, po rozpoznaniu zażalenia cyw. Stanisława Głażewskiego s. Stanisława na postanowienie Sądu WOW w Warszawie z dnia 26.10.1983 r. w przedmiocie amnestii, po wysłuchaniu sędziego sprawozdawcy i prokuratora wnoszącego o uwzględnienie zażalenia, na mocy art.12 ust.2 Ustawy z dnia 21 lipca 1983 r. o amnestii /Dz.U. nr 39 poz. 39/ postanowił: w uwzględnieniu zażalenia skaz. cyw. Stanisława Głażewskiego uchylić postanowienie Sądu WOW z dnia 26.10.1983 r. w przedmiocie amnestii. /.../ Sąd zważył co następuje:

Zażalenie jest zasadne. Okres próby wyznaczony wyrokiem skazującym upływał skazanemu 25 marca 1985 roku oczywiście pod warunkiem przestrzegania w tym okresie porządku prawnego. Zastosowanie amnestii w tym konkretnym przypadku pogorszyłoby sytuację skazanego.”[60]

Po oddaleniu przez Sąd Najwyższy rewizji prokuratorskiej, w momencie gdy wydawało się iż kłopoty wywołane nieopatrznym nalepieniem 3 ulotek są już za nami a skazany Stanisław Głażewski może zająć się już tylko studiami, niespodziewanie dotarło do niego groźne wezwanie z Komisji Dyscyplinarnej dla Studentów UW[61] z 19.10.1982 r. „w charakterze obwinionego celem złożenia wyjaśnień w toczącym się postępowaniu wyjaśniającym w sprawie zachowania się Obywatela w dniu 23 grudnia 1981 roku”, podpisane przez sekretarza tejże Komisji, Elżbietę Przeździecką (Załącznik 35). Do wezwania została dołączona kartka od Dziekana, prof. Tomasza Umińskiego[62] o następującej treści: „Proszę we wtorek rano przyjść najpierw do mnie, nie szukając tamtej pani. Gdyby Pan chciał znać szczegóły wcześniej, proszę wpaść do mnie do domu...[63] Tomasz Umiński”.

Ten króciutki liścik (Załącznik 36) wart jest przytoczenia w całości gdyż zawiera całą prawdę o solidarności między ludźmi w tamtych czasach. Oto profesor o wielkim dorobku naukowym, piastujący wysokie akademickie stanowisko ryzykuje całą swą karierą, żeby przyjść z pomocą studentowi II roku. Bo przecież gdyby ten liścik, podpisany własnym nazwiskiem wpadł w niepowołane ręce, nie sądzę żeby prof. Umiński mógł się długo utrzymać na stanowisku dziekana. O nastawieniu prof. Umińskiego do całej tej sprawy świadczy pogardliwy zwrot o „tamtej pani” na określenie sekretarza Komisji.

W dniu 1 grudnia 1982 r. do Komisji Dyscyplinarnej UW wpłynął wniosek o wymierzenie Stanisławowi Głażewskiemu i Grzegorzowi Nakoniecznemu skazanym prawomocnym wyrokiem sądu „kary dyscyplinarnej nagany z ostrzeżeniem”, podpisany przez zastępcę rzecznika dyscyplinarnego dla studentów, dr Jacka Petzla (Załącznik 37), w następstwie czego obwiniony już następnego dnia został wezwany na rozmowę (Załącznik 38), która odbyła się dokładnie w pierwszą rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, 13 grudnia 1982 r. W wyniku dalszego postępowania w dniu 17.01 1983 r. student Stanisław Głażewski otrzymał z sekretariatu Komisji pismo o treści: „Uprzejmie proszę o przybycie w charakterze obwinionego na posiedzenie Komisji Dyscyplinarnej dla Studentów Uniwersytetu Warszawskiego, które odbędzie się w dniu 26 stycznia 1983 r. o godz. 10.00 w sali im. Rektora Brudzińskiego w Pałacu Kazimierzowskim /.../ W sprawie Obywatela został powołany następujący skład orzekający: Przewodniczący – doc. dr Stanisław Lato, członkowie: dr Tadeusz Mołdawa , stud. Piotr Dąbrowski. /.../ Obwinionemu studentowi służy prawo do obrony. Obrońcą może być tylko osoba wybrana przez obwinionego spośród studentów lub nauczycieli akademickich”.(Załącznik 39).


Posiedzenie Komisji odbyło się w przewidzianym terminie a jego plonem był dokument o następującej treści (Załącznik 40):

Orzeczenie

Komisji Dyscyplinarnej dla Studentów Uniwersytetu Warszawskiego

Komisja Dyscyplinarna dla Studentów Uniwersytetu Warszawskiego w składzie: Przewodniczący doc.dr Stanisław Lato, Członkowie: dr Stanisław Mołdawa i stud. Piotr Dąbrowski w dniu 26 stycznia 1983 r. w obecności rzecznika dyscyplinarnego ds. studentów Uniwersytetu Warszawskiego dr Jacka Petzla po rozpatrzeniu sprawy Stanisława Głażewskiego .... studenta Wydziału Biologii obwinionego o to, że w dniu 23 grudnia 1981 r. działając wspólnie z dwoma kolegami rozpowszechniał przez rozklejanie na klatkach schodowych budynków mieszkalnych w Puławach ulotek /w ilości trzech/, które w swej treści zawierały wiadomości mogące spowodować niepokój publiczny orzeka uznać winnym Ob. Stanisława Głażewskiego zarzuconego mu czynu i wymierzyć karę upomnienia

Uzasadnienie: Komisja po zapoznaniu się z aktami sprawy, po wysłuchaniu wyjaśnień obwinionego i opinii Prodziekana Wydziału Biologii uznała winę Stanisława Głażewskiego za udowodnioną. Komisja stwierdza, że wymierzona kara Stanisławowi Głażewskiemu będzie miała charakter wychowawczy.

Orzeczona kara – upomnienie - była najłagodniejsza z możliwych mimo że rzecznik dyscyplinarny żądał kary znacznie surowszej - nagany z ostrzeżeniem. Nic więc dziwnego, że wymierzona kara rzecznika, dr Jacka Petzla nie usatysfakcjonowała[64] toteż pismem z dnia 9.02.1983 odwołał się od decyzji z dnia 26.01.1983 r. żądając zaostrzenia kary (Załącznik 41). Swój wniosek dr Petzel umotywował w następujący sposób: „...zastosowanie najłagodniejszej z możliwych kar dyscyplinarnych w stosunku do studenta skazanego wyrokiem sądowym nie jest ze względów wychowawczych właściwe”.

Odwoławcza Komisja Dyscyplinarna pismem z dnia 24.03.1983 r. (Załącznik 42) wezwała zatem delikwenta na kolejne posiedzenie, które odbyło się 12 kwietnia 1983 r. o godz. 9.00 w sali im. Rektora Brudzińskiego w Pałacu Kazimierzowskim. Komisja w składzie: przewodniczący – prof. dr Jerzy Stembrowicz, członkowie: prof. dr Władysław Sztyber i stud. Krzysztof Kopczyński, przy udziale rzecznika dyscyplinarnego dr Jacka Petzla i obrońcy dr hab. Lecha Falandysza nie podzieliła zastrzeżeń rzecznika i postanowiła „utrzymać w mocy orzeczenie Komisji Dyscyplinarnej z dnia 26 stycznia 1983 r./tzn. zatwierdzić je/.” uzasadniając swoje orzeczenie w następujący sposób: „Komisja doszła do przekonania, że kara orzeczona w trybie sądowym w stosunku do studenta Stanisława Głażewskiego jest dostatecznie dotkliwa i stosowanie w trybie dyscyplinarnym kary nagany lub ostrzejszej wskutek tego byłoby sankcją za daleko idącą zważywszy wyjątkowość czynu, którego obwiniony się dopuścił, niezwykłość okoliczności /stan wojenny/, stan zdrowia obwinionego....oraz nienaganną opinię jaką cieszył się i cieszy nadal obwiniony na Uczelni.” (Załącznik 43).


W tej sytuacji władzom uczelni nie pozostawało nic innego oprócz zawiadomienia obwinionego o orzeczonej karze co uczyniły w piśmie z 12 kwietnia 1983 r. podpisanym przez Prorektora UW, Doc.dr hab. Włodzimierza Kowalskiego. (Załącznik 44):

„Uprzejmie zawiadamiam, iż prawomocnym orzeczeniem Komisji Odwoławczej Dyscyplinarnej dla Studentów Uniwersytetu Warszawskiego w dniu 12 kwietnia 1983 r. został Obywatel ukarany karą upomnienia.-”

Ostatni dokument w postępowaniu dyscyplinarnym na Uniwersytecie Warszawskim to pismo Prorektora UW Doc. dr hab. Marka Wierzbowskiego do Dziekana Wydziału Biologii UW z 4.kwietnia 1986 r. (Załącznik 45) o następującej treści:

„Na podstawie art. 117 ustawy z dnia 4 mają 1982 roku uprzejmie proszę Obywatela Dziekana o zatarcie kary dyscyplinarnej Ob. Stanisławowi Głażewskiemu.

W myśl par. 36 Rozporządzenia Ministra Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki z dnia 10 sierpnia 1983 roku w sprawie zasad i trybu postępowania dyscyplinarnego wobec studentów szkół wyższych /Dz.U.Nr. 49 poz. 220/ zatarcie skazania powoduje uznanie obwinionego za niekaranego oraz usunięcie orzeczenia skazującego i wszelkich notatek dotyczących postępowania wyjaśniającego i dyscyplinarnego z jego akt osobowych.”

Na piśmie tym Dziekan prof. Tomasz Umiński, niezmiennie Stanisławowi Głażewskiemu życzliwy, dopisał odręcznie: „Widziałem 11 kwietnia 1986, proszę sprawdzić, czy w aktach p. Głażewskiego są jakieś papiery, dotyczące jego ukarania. Jeśli są, proszę zaprosić go „w sprawie zatarcia kary dyscyplinarnej” i wszystko mu oddać, włącznie z tym pismem. T. Umiński.”

 

Na tym obydwa wątki sprawy: karny i dyscyplinarny definitywnie się skończyły. Potem przez kilka lat trwał dalszy rozkład PRL zakończony obradami Okrągłego Stołu, wyborami 4.czerwca, powołaniem rządu Tadeusza Mazowieckiego, który radykalnie zmienił ustrój Polski i pierwszymi po wojnie, całkowicie demokratycznymi wyborami w 1991 r. Skazany w 1982 r. student Stanisław Głażewski zdołał skończyć studia, podjąć pierwszą pracę w Instytucie Biologii Doświadczalnej im. Marcelego Nenckiego w Warszawie, a nawet ożenić się, wyemigrować do USA i podjąć pracę na Uniwersytecie Georgetown w Waszyngtonie, gdy nagle 15 lipca 1993 r. otrzymał z Naczelnej Prokuratury Wojskowej pismo o treści:

„Zawiadamiam, iż w dniu dzisiejszym Naczelny Prokurator Wojskowy, wniósł z urzędu, do Izby Wojskowej Sądu Najwyższego w Warszawie, rewizję nadzwyczajną na Pańską korzyść, od wyroku Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego z dnia 10.02.1982 r., sygn.akt: So.W. 41/82, utrzymanego w mocy wyrokiem Izby Wojskowej Sądu Najwyższego w Warszawie, z dnia 25.03.1982 r. /sygn. Rw. 167/82/.(Załącznik 46).


Do zawiadomienia o wszczęciu postępowania dołączony został odpis Rewizji Nadzwyczajnej (Załącznik 47), podpisanej przez Naczelnego Prokuratora Wojskowego, płk. mgr Józefa Zdzirkowskiego. W uzasadnieniu wniosku o uniewinnienie Grzegorza Nakoniecznego, Jakuba Skiby i Stanisława Głażewskiego napisano:

„Badając akta przedmiotowej sprawy, stwierdzić należy, że pomimo niekwestionowanych ustaleń faktycznych, przyjętych przez Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego, aprobowanych rozstrzygnięciem IW SN, dokonano nieprawidłowej oceny prawnej czynu popełnionego przez oskarżonych, co doprowadziło do ich skazania z obrazą przepisów prawa materialnego, a konkretnie art. 48 ust. 1 w zb. Z art. 48 ust. 2 dekretu. /.../

... mankamentem rozstrzygnięcia sądu I instancji jest gołosłowne przyjęcie, że w rozpowszechnianych ulotkach znajdowały się wiadomości fałszywe, mogące osłabić gotowość obronną Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej oraz wywołać niepokój publiczny i rozruchy. Analiza zabezpieczonych w aktach sprawy dokumentów wskazuje bowiem, że wspomniane publikacje były w istocie reakcją na wprowadzenie w Polsce, w dniu 13.12.1981 r., stanu wojennego. Ich treść koncentrowała się na negatywnym opiniowaniu tego faktu oraz krytyce ówczesnych ograniczeń, często drastycznych, w sferze praw obywatelskich i pracowniczych i zasad demokracji.[65]

Tak więc po przeszło 10 latach, po prawie dwóch latach toczących się bez przerwy postępowań karnych i dyscyplinarnych angażujących wielu ludzi i instytucji z Sądem Najwyższym włącznie okazało się, że przestępstwo nigdy właściwie nie zaistniało a wszystkie wydane w tej sprawie orzeczenia nosiły znamiona „obrazy przepisów prawa materialnego”.

Termin rozprawy rewizyjnej wyznaczono na 14.09.1993 r. (Załącznik 48). Miała się ona odbyć o godz. 8.30 w Sądzie Najwyższym w Warszawie, przy ul. Nowowiejskiej 26b. w sali Nr 205, tej samej, w której toczyła się rozprawa rewizyjna. Skazany cyw. Stanisław Głażewski nie wziął w niej udziału gdyż mieszkał już za granicą. Nie interesował się również jej wynikiem, więc nie wiadomo na pewno jak się zakończyła. Należy jednak sądzić, że wyrok z 1982 r. - podobnie jak większość wyroków w sprawach politycznych ferowanych w okresie stanu wojennego został uchylony a skazani – uniewinnieni.

Po następnych kilku latach, 20 kwietnia 1999 r. Senator Zbigniew Romaszewski, wykorzystując dokumentację zebraną pod jego kierownictwem w okresie funkcjonowania Komisji Interwencji i Praworządności NSZZ „Solidarność”, na temat około 3000 osób skazanych w ramach represji za działalność polityczną w latach 80-tych rozesłał do nich ankietę dotyczącą oceny sędziów, którzy w tych procesach orzekali. Jedna z takich ankiet trafiła również do skazanego Stanisława Głażewskiego. Dowodem jej wypełnienia jest ręczny dopisek na piśmie przewodnim do ankiety (Załącznik 49): „Wypełniony kwestionariusz wysłano 12.07.99”.

 

Reasumując:represje, których doświadczyli trzej studenci w stanie wojennym za przeprowadzenie akcji plakatowej, były dokuczliwe i denerwujące, ale – dzięki solidarności środowisk, w których się obracali - oprócz przykrych wspomnień nie wywarły one większego wpływu na dalsze losy skazanych. Dla porównania warto przytoczyć represje, których doświadczyli ich o pokolenie starsi koledzy, uczniowie tej samej szkoły w Puławach, którzy podobną akcję plakatową zorganizowali w apogeum stalinizmu:

 

W grudniu 1950 r. Zygmunt Leszek Szukiewicz chodził do ostatniej klasy Gimnazjum im. ks. A.J. Czartoryskiego w Puławach.

Akurat w tym czasie UB aresztował w okolicy około 300 osób związanych z partyzantką poakowską. Prawie każda ze znajomych rodzin kogoś straciła – wspomina – panowało powszechne przygnębienie. Chcieliśmy – jak to się mówi – trzymać fason. Z dwoma kolegami z gimnazjum założyliśmy podziemną organizację “Biało-Czerwoni”. Na maszynie do pisania robiliśmy ulotki i plakaty, które potem rozlepialiśmy w okolicznych wsiach. Miały służyć “podtrzymaniu serc”. Uważaliśmy to za obowiązek. W ulotkach pisaliśmy, że “Polska nie da się skomunizować” albo, że jesteśmy pod “okupacją sowiecką” Rozkleiliśmy jakieś 20 sztuk. Wpadliśmy, gdy kolega poszedł sprawdzić, czy ulotki jeszcze są. Byliśmy dość naiwni, a przeciwko sobie mieliśmy profesjonalistów z UB.

17 grudnia Szukiewicz został zatrzymany. Trafił do aresztu w Puławach /.../

Po zatrzymaniu Szukiewicz został skazany na dwa lata. W więzieniu na zamku Lubelskim odsiedział rok”[66].

Przypisy

  1. Wyrok Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego w Ośrodku Zamiejscowym w Lublinie, w sprawie przeciwko Grzegorzowi Dariuszowi Nakoniecznemu s. Jana, Jakubowi Skibie s. Tadeusza i Stanisławowi Jackowi Głażewskiemu s. Stanisława z 10 lutego 1982 r., Sygn.Akt So. W.41/82 Rw.136/82.
  2. Cała trójka znała się od zawsze, gdyż ich rodzice byli pracownikami IUNG w Puławach, co sprawiło, ze razem chodzili do przedszkola Nr 1 przy ul. Kościelnej i Szkoły Podstawowej Nr 2 przy ul. Gagarina (obecna Aleja Mała), razem wyjeżdżali na kolonie i obozy wakacyjne, wreszcie spotkali się w jednej klasie LO im. ks. A.J. Czartoryskiego i razem zdali maturę. W okresie dzieciństwa i młodości mieszkali po sąsiedzku a dwaj z nich (S. Głażewski i J. Skiba) wychowali się nawet na jednym podwórku.
  3. „Suka” to powszechnie wówczas używana nazwa milicyjnego radiowozu.
  4. Losy te opisałem na przykładzie jednego z trójki, Stanisława Głażewskiego, gdyż dysponowałem dokumentami dotyczącymi jedynie jego. Losy dwóch pozostałych uczestników tych wydarzeń były zresztą bardzo podobne.
  5. MO to popularny skrót nazwy Milicja Obywatelska, organizacji, która pełniła wówczas funkcje policyjne. W przeciwieństwie do obecnej Policji MO była skrajnie upolityczniona.
  6. Akt Oskarżenia w sprawie przeciwko Grzegorzowi Dariuszowi Nakoniecznemu s. Jana, Jakubowi Skibie s. Tadeusza i Stanisławowi Jackowi Głażewskiemu s. Stanisława z 9.01.1982 r., Znak akt. Pg Śl. II/10/81, s.3.(Załącznik 1).
  7. S.T. Głażewski – W imię "Solidarności", Wyd. Towarzystwo Przyjaciół Puław, Puławy 2010, s. 26.
  8. Paweł Nakonieczny – wówczas uczeń Liceum im. ks. A.J. Czartoryskiego w Puławach
  9. Jan Nakonieczny, pracownik IUNG, przed 13 grudnia 1981 r. działacz MKZ NSZZ “S” Regionu Środkowo-Wschodniego w Lublinie oraz Zarządu Oddziału NSZZ “S” Ziemia Puławska
  10. Znaczną część dnia roboczego poświęcali temu procederowi m.in. pracownicy IUNG, Zbigniew Mazur i Andrzej Lipa.
  11. W czasie strajku w ZA Puławy (14 - 19.12.1981 r.) proceder ten uprawiali głównie Czesław Stolar i Zdzisław Wiśniewski.
  12. Pracownica Zakładu Mikrobiologii IUNG, żona przewodniczącego KZ NSZZZ “S” w IUNG, Tadeusza Skiby, matka studenta Jakuba Skiby.
  13. 5 marca 1982 r. Paweł Nakonieczny stanął przed Kolegium ds. wykroczeń i - wobec doskonałej opinii ze szkoły i braku wiarygodnych dowodów winy z wyjątkiem niezbyt przekonywujących zeznań funkcjonariuszy MO, którzy go zatrzymali - został uniewinniony.
  14. 21 grudnia 1981 r. mec. Słowiński zaskarżył wyrok na A. Skibową załączając do rewizji bardzo pochlebną opinię Kierownictwa Zakładu Mikrobiologii z 19 grudnia 1981 r., w którym skazana pracowała, a po kilku dniach również poręczenie Dyrekcji IUNG z 23.12 (Załącznik 3). W wyniku tych zabiegów 19 stycznia 1982 r. odbyła się rozprawa rewizyjna, w trakcie której wyrok został zmieniony na 6 mies. więzienia w zawieszeniu z obowiązkiem potrącania 15% wynagrodzenia za pracę oraz zapłacenia grzywny. Ostatecznie po miesiącu więzienia, w końcu stycznia 1982 r. Alicja Skibowa wróciła do domu.
  15. Akt Oskarżenia w sprawie przeciwko: Grzegorzowi Dariuszowi Nakoniecznemu s. Jana, Jakubowi Skibie s. Tadeusza i Stanisławowi Jackowi Głażewskiemu s. Stanisława z 9.01.1982 r., Znak akt. Pg Śl. II/10/81.
  16. W tym numerze Informatora Strajkowego zamieszczony został tekst pt: „Stan wojenny – przeciw komu?”, a w nim m.in. następujące konstatacje: Na tydzień przed Świętami Bożego Narodzenia, które są tradycyjnym okresem pokoju i pojednania, gen. Jaruzelski zafundował społeczeństwu stan wojenny. Podobnie jak w pamiętnych dniach Grudnia 1970 na ulicach miast pojawiły się czołgi i samochody pancerne. Wbrew woli społeczeństwa, nie pytając o zdanie Sejmu PRL władza zdecydowała się na krok, który może mieć nieobliczalne następstwa. Wszystko było przygotowane zawczasu: szczegółowe przepisy dekretu o stanie wojennym, oddziały ZOMO często przebrane w mundury wojskowe, zapasowe studia telewizyjne. Jednocześnie rząd mówił o Froncie Porozumienia Narodowego, o gotowości do rozmów. Wiadomo już co to za front. Front przeciwko społeczeństwu... Naiwna jest wiara, że społeczeństwo polskie można złamać siłą, że jakikolwiek problem można rozwiązać przemocą. Robotnicy nie dali się zastraszyć. Świadczą o tym nasilające się w całym kraju strajki. „Solidarność” zaskoczono perfidnym chwytem, aresztowano przywódców, ale związek nie dał się złamać. Tworzą się nowe struktury, składające się z ludzi, którzy dotychczas się nie ujawniali. W nowych warunkach brak doświadczenia zastępuje instynkt właściwy Narodowi Polskiemu, nabyty podczas wielu wieków walk narodowo-wyzwoleńczych. Działać należy zdecydowanie lecz rozważnie. Jak dotąd pewną rozwagę wykazuje także władza. Szczególnie wojsko nie ma jak widać ochoty do wystąpień przeciwko społeczeństwu. Za wszelką cenę trzeba uniknąć przelewu krwi. Najważniejsze jest życie ludzkie, zarówno robotnika, jak żołnierza czy milicjanta. Praw ludzkich nikogo pozbawić nie można. Stalinizm się nie powtórzy. Solidarni, rozważni i zdecydowani – ZWYCIĘŻYMY! (Cyt. Za: Piotr Wojtowicz - NSZZ „Solidarność” Ziemi Puławskiej w latach 1980-1981 Praca magisterska napisana w Zakładzie Myśli Politycznej XIX i XX wieku, Lublin 2004., s.131.
  17. Zaiste wielkie musiało być wzburzenie tych trzech młodych ludzi, jeśli zaryzykowali wolność dla rozkolportowania wydawnictwa, które w tym czasie było już kompletnie zdezaktualizowane, gdyż strajk w Stoczni Gdańskiej, gdzie rezydował Krajowy Komitet Strajkowy, podobnie jak strajk w kopalni „Wujek” został spacyfikowany już 2 tygodnie wcześniej, 16.12, a strajk w puławskich Z.A. - 19.12. W chwili rozlepiania ulotek, 23.12 dogorywał również strajk w Hucie Katowice (spacyfikowany właśnie 23.12) a trwał jedynie strajk w kopalni „Piast” (do 28.12). W tych warunkach kolportowanie materiałów nawołujących do strajku generalnego, większego sensu już nie miało. Trzeba również stwierdzić, że kolportując te materiały młodzi ludzie ryzykowali szczególnie dużo, bo całą swoją przyszłość. A wszyscy trzej mieli niemałe ambicje zawodowe, całkowicie zresztą usprawiedliwione postępami w nauce. Dziś, po 28 latach, jeden z nich jest profesorem neurobiologii na angielskim Uniwersytecie w Keele, drugi piastuje stanowisko wiceprezydenta miasta Puławy, a trzeci jest członkiem Zarządu Narodowego Banku Polskiego.
  18. Stanisław Głażewski – informacja ustna.
  19. S. Głażewski był np. rekordzistą SP Nr 2 i LO im. Ks. A.J. Czartoryskiego w Puławach w biegach krótkich i członkiem Sekcji Lekkoatletycznej klubu sportowego “Wisła”.
  20. Trwała właśnie jedna z “zim stulecia”, które regularnie prześladowały obywateli PRL.W czasie takich zim kaloryfery były ledwie letnie i w domu chodziło się w kufajkach lub kożuchach.
  21. W kalendarzyku mojej żony pod datą 22.12.1981 r. znalazłem następujący zapis: „Kuba S. dostał z sądu pozwolenie na widzenie się z matką”, a pod datą 23.12.1981 r.: Kuba, nasz Stasio i Cezary jadą do Lublina do więzienia. Wyśmiano ich i pozwolenie też. Wrócili wzburzeni ok. 18.00. O 21.20 u nas rewizja, u Tadziów S. też. Dowiadujemy się że chłopcy zostali zatrzymani razem z Grzesiem N. jak nalepiali ulotki”.
  22. Ojciec Grzegorza Nakoniecznego, Jan zagrożony internowaniem musiał się ukrywać, wobec czego my dwaj przejęliśmy opiekę również nad jego synem.
  23. W kalendarzyku mojej żony pod tą datą widnieje zapis: „Dziś St. s. i Tadeusz S. odnaleźli chłopców w Prokuraturze Wojskowej w Lublinie. Areszt Śledczy na Południowej”.W tym miejscu muszę wyjaśnić, że moja żona mając na co dzień do czynienia z dwoma Stanisławami (mężem i synem) rozróżniała nas w ten sposób, że męża określała w swoim kalendarzyku kryptonimem „St.s.” (senior) a syna - „St.j.” (junior).
  24. Kilka lat temu lubelski IPN postawił prokuratorowi Lechowi Kochanowskiemu zarzuty związane z jego wyczynami w stanie wojennym.
  25. Że nie były to czcze pogróżki świadczy fakt, że 3 lutego 1982 r. został orzeczony wyrok 10 lat pozbawienia wolności dla Ewy Kubasiewicz za zorganizowanie strajku w Wyższej Szkole Morskiej.
  26. Dekret o stanie wojennym, przewidywał, że po godzinie milicyjnej, którą wyznaczono na 20-tą, bez specjalnej przepustki nikomu nie wolno pozostawać poza domem.
  27. Kilka lat później Małgosia Kibil została naszą synową
  28. Postanowienie o tymczasowym aresztowaniu z 24 grudnia 81. Znak akt Pg.Śl. II/10/81.
  29. W kalendarzyku Zdzisławy Głażewskiej pod datą 25.12.1981 r. widnieje zapis: „Ja. p. Janka [Nakonieczna] i Tadeusz S[kiba] jedziemy do Lublina załatwić adwokata poleconego nam w Puławach. Jest to mec. Filipowski”.
  30. Moja żona zapisała pod datą 28.12.1981r.: „W prokuraturze ja, Stasiek [Głażewski] i Tadeusz [Skiba]. Pierwsze rozmowy z obrońcą płk. Kowalskim. Opłacamy adwokatów”.
  31. Odstąpienie od trybu dorażnego warunkowały tylko dwie przesłanki: znikomy stopień szkodliwości czynu lub zły stan psychiczny podsądnego. - Maciej Dubois – w "Zapiski ze współczesności". Polskie Radio pr. II. 20.01.2012, g. 11.45.
  32. Moja żona pod datą 4.01.1982 r. zapisała: „Widziałem się ze St.j. w Prokuraturze i rozmawiałam z nim .... Wygląda b. źle, jest przygnębiony”.
  33. Wyniki tych badań przyczyniły się później do zawieszenia wyroków wszystkim trzem oskarżonym, a naszemu synowi po uchyleniu aresztu pozwoliły na uzyskanie urlopu zdrowotnego i uniknięcie relegowania z uczelni.
  34. Maciej Dubois – w "Zapiski ze współczesności". Polskie Radio pr. II. 20.01.2012, g. 11.45.
  35. Np. 30.01. 1982 r. moja żona odnotowała w kalendarzyku: „Widzenia z chłopcami, nie pozwolono podać im ani okruszyny. Zaostrzenie przepisów”.
  36. Np. w kalendarzyku żony pod datą 19.01. znajduję notatkę: „Znów list od St. do nas i do Małgosi przesłany przez p. B”. Ów tajemniczy p. B. to towarzysz naszego syna z celi, aresztowany pracownik Z.A. Puławy, Zenon Benicki, który znalazł sposób, żeby na widzeniu, korzystając z nieuwagi pilnującego klawisza, przekazać żonie list nie tylko swój, ale i naszego syna.
  37. W kalendarzyku mojej żony pod datą 23.01 znalazłem zapis: „Widzenie ze St[aśkiem Głażewskim] j[uniorem], K[ubą Skibą] i G[rzesiem Nakoniecznym]. Wczoraj kipisz u K[uby Skiby] (kipisz to slangowa nazwa rewizji), a pod datą 30.01.: „Widzenie z chłopcami”.
  38. B. wychowawczyni wszystkich trzech aresztantów w klasie maturalnej, Matylda Leszek, żarliwa obrończyni ustroju PRL pokwitowała całą sprawę uwagą: „mają to, na co zasłużyli”, ale po namowach opinię jednak podpisała, podobnie jak Dyrektor L.O. Aleksander Chromiński, który w pamięci puławskiej opozycji demokratycznej i większości wychowanków z tamtych czasów, zapisał się jak najgorzej, czego materialnym dowodem był świński ryj znaleziony przez niego na wycieraczce i niezbyt pochlebne sentencje wypisywane na drzwiach po jego haniebnym zachowaniu w sprawie niepokornej nauczycielki, Izabeli Bronikowskiej.
  39. Pod datą 3 lutego 1872 r. moja żona zanotowała: „18,30 Msza św. w intencji chłopców. Przyjechała Ela i Ania [Sołtyńska] z Warszawy.
  40. Moja żona o wydarzeniach z 4.02.1982 r. miała do powiedzenia tylko tyle: „Rozprawa chłopców o godz. 9.00. Okropna. Przerwana i odłożona do 10.II”.
  41. W trakcie rozprawy wydarzyła się rzecz bez precedensu: oto prowadzący rozprawę Sędzia zagroził demonstracyjnie czytającemu gazetę i ostentacyjnie nie biorącemu udziału w procesie, adwokatowi Stanisławowi Filipowskiemu, że jeśli nie zmieni sposobu postępowania – oskarży go w Izbie Adwokackiej o działanie na szkodę oskarżonych. Zachowanie adwokata było prawdopodobnie jego reakcją na kategoryczną odmowę zapłacenia wielokrotnie wyższego honorarium niż przewidywał cennik. S. Filipowski domagał się tego, gdyż – jak twierdził – i tak zapłaci je podziemie a nie rodziny podsądnych.. My jednak uważaliśmy, że pieniędzmi społecznymi nie wolno nam szafować ponad niezbędną konieczność więc pretensji p. Filipowskiego do ekstra zarobku nie uznaliśmy.
  42. Moja żona pod datą 10.02.1982 r. zanotowała: „II cz. rozprawy, opóźniona, kończy się przed 12.00, ale wyrok po 17.00. Chłopców odprowadzają na komendę, my czekamy. G. - dwa lata w zawieszeniu na 4, St.j. I K. - 1,5 w zawieszeniu na 3.”
  43. Identyczny wyrok usłyszał Jakub Skiba, natomiast Grzegorz Nakonieczny, jako prowodyr został skazany na 2 lata więzienia w zawieszeniu na 4 lata, 20 tys. zł. grzywny i 7 tys. zł. opłat.
  44. W tamtych czasach łagodne wyroki w pierwszej instancji były z reguły zaostrzane w rozprawach rewizyjnych co sprawiało, że nawet sądy najbardziej przychylne dla oskarżonych starały się ferować wyroki raczej surowe (byle w zawieszeniu) ale na tyle dobrze uzasadnione, by ostały się w procesie rewizyjnym.
  45. W kalendarzyku żony pod datą 11.02.1982 r. znalazłem zapis: „St[asiek Głażewski] s[enior] i Ala [Skibowa] pojechali rano po chłopców, wrócili ok.17.00”, a pod datą 12.02.: „Spotkanie u nas chłopców i rodziców. Jakieś awersje wśród chłopców, ale wszystko dobrze się skończyło.”
  46. Popularna choć nieoficjalna nazwa Krajów Demokracji Ludowej, t.zn. wszystkich satelitów ZSRR.
  47. Moja żona: „14 chłopcy rozjeżdżają się do swoich uczelni. G[rześ Nakonieczny]. i St[asiek Głażewski] j[unior] nie dostają się do pociągu o 16.20, dopiero o 19.00. Przyjeżdżają b. późno do Warszawy”.
  48. Na Uniwersytet Warszawski nasz syn przeniósł się po roku studiów na lubelskim UMCS dopiero 1 października, a od 14 grudnia na Uczelni trwał strajk okupacyjny, w którym aktywnie uczestniczył.
  49. Prof. Henryk Samsonowicz był pierwszym „solidarnościowym” rektorem UW. W rządzie Tadeusza Mazowieckiego prof. Samsonowicz piastował stanowisko ministra Edukacji Narodowej.
  50. Pod datą 1 marca 1982 r. moja żona zapisała: „Wiadomość od adw. że jest rozprawa rewizyjna. St[asiek Głażewski].j[unior] wychodzi ze szpitala na własne żądanie [z wcześniejszych zapisków żony wynika, że chorował na anginę], ma dość „więzienia”.
  51. Był to taki prowincjonalny odpowiednik pensji pani Latter z "Emancypantek" Bolesława Prusa.
  52. Warszawska Rada Adwokacka na wniosek swego Dziekana, Macieja Dubois już 13 grudnia podjęła uchwałę, wzywającą wszystkich obrońców do bezkompromisowej obrony wszystkich, których dotknęły represje stanu wojennego, wszechstronnej pomocy internowanym oraz do bezwzględnego przestrzegania etyki zawodowej a nazwiska Macieja Dubois i Edwarda Wende jako osób, do których należy zgłaszać się po pomoc prawną, widniały w ogłoszeniach instruujących rodziny represjonowanych, kolportowanych we wszystkich warszawskich parafiach. - Maciej Dubois w "Zapiski ze współczesności". Polskie Radio pr. II. 20.01.2012, g. 11.45.
  53. Odmowa przyjęcia honorarium lub obrona za symboliczne honorarium traktowano wówczas jako przestępstwo zagrażające wydaleniem z zawodu. - Maciej Dubois w "Zapiski ze współczesności". Polskie Radio pr. II. 20.01.2012, g. 11.45.
  54. W kalendarzyku żony pod datą 3.03.1982 r. czytam: „Jestem w Warszawie. Załatwiłam adwokata – p. Dubois z pomocą Eli. Wracam do Puław ze St. j. Ma zwolnienie lekarskie do 5.III., a pod datą 4.03.: St. j. dostaje zawiadomienie z Sądu Najw. o terminie rozprawy – 25.III. Przeżył to jakoś. Myślałam, że będzie gorzej.”
  55. Moja żona pod datą 7 marca 1982 zanotowała: „Posiedzenie zainteresowanych rodzin w sprawie rewizji i adwokata. Postawa Kuby wyjątkowo niesympatyczna”.
  56. Pod datą 8.03 w kalendarzyku mojej żony widnieje zapis: „Jestem w Lublinie z Tadeuszem. Załatwiamy zrzeczenia adwokatów z dalszej obrony chłopców. Jednego „rzepa” trudno się było pozbyć – Kowalski” a pod datą 9 marca: „Jutro jedziemy do Warszawy, do p. Dubois.”
  57. 22 marca moja żona zapisała: W Warszawie u adwokata p. Dubois. Tu dopiero dowiadujemy się, że Kuba nie będzie na rozprawie bo jest w szpitalu. To działanie Skibów za naszymi plecami dobiło mnie ostatecznie. Mała scysja z Alą S., ale nie chciałam z nią rozmawiać”.
  58. Moja żona zapisała swoje wrażenia z rozprawy w następujących słowach: „25.III. Rozprawa chłopców przed Sądem Najwyższym w Warszawie – 20 min, p. D[ubois] b. dobry. Wyrok utrzymano. Odetchnęliśmy.”
  59. Według oceny Macieja Dubois Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego był sądem bardzo przyzwoitym, ferującym częstokroć wyroki znacznie łagodniejsze niż sądy powszechne.
  60. Dzięki temu orzeczeniu okres zawieszenia wyroku zakończył się Stanisławowi Głażewskiemu już 25 marca 1985 r dzięki czemu mógł on w przyszłości spełniać funkcję kuriera przewożącego z Warszawy do Puław diapozytywy i matryce podziemnego Tygodnika Mazowsze, z których drukowaliśmy kilkaset egzemplarzy tego pisma na użytek członków i sympatyków „Solidarności” w Puławach.
  61. Moja żona pokwitowała to zdarzenie następującym wpisem do swojego kalendarzyka pod datą 2.11.1982 r. : „St.j. u rzecznika Komisji Dyscyplinarnej na U.W”.
  62. Prof. Tomasz Umiński, Prodziekan Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego był aktywnym działaczem „Solidarności” na UW internowanym 13.12.1981 r. Jesienią 1982 r. prof. Umiński dowiedziawszy się od syna o moim internowaniu przysłał mi przez niego ciepłe wełniane skarpetki, które dobrze służyły mu w Ośrodku Odosobnienia dla Internowanych w Białołęce. Jestem Mu za to dozgonnie wdzięczny.
  63. W tym miejscu widnieje dokładny adres domowy Prof. Umińskiego, który pominąłem.
  64. Jest rzeczą ze wszech miar możliwą, że rzecznik Jacek Petzel nie odwoływał się od orzeczenia Komisji Dyscyplinarnej z własnej inicjatywy, ale że był do tego zobligowany przez wszechmocną wówczas Podstawową Organizację Partyjną PZPR na UW lub nawet przez Służbę Bezpieczeństwa.
  65. Zaznaczyć w tym miejscu należy, że skazany cywil, Stanisław Głażewski nigdy nie zabiegał o kasację lub rewizję wyroku wychodząc z założenia, że zarzuty jakie mu postawił prokurator oceniane z perspektywy czasu i przemian politycznych jakie tymczasem w Polsce zaszły, nabrały charakteru cnót obywatelskich i raczej można się nimi szczycić, niż się ich wstydzić.
  66. Paweł Reszka - „Funkcjonariusz nadgorliwy”, Gazeta Wyborcza Lublin z 28-29 stycznia 2006, s. 3.
Czytany 43014 razy

Sponsorzy

solidarnosc

Wyszukaj

Multimedia

Statystyki

Dziś242
Wczoraj241
Wszystkich404880
Aktualnie jest 12  gości na stronie