Wydrukuj tę stronę

WYDAWNICTWO “FAMILIA”

Napisane przez  Stanisław Głażewski
Powinno się postawić pomnik “Wariata-opozycjonisty”.
Bo tylko przez różnych wariatów, nawiedzonych, niedo-
warzonych dziwaków mamy wolność. Normalnych,
zrównoważonych zostałoby może góra 10%.

Bronisław Komorowski GW Duży Format z 27.XI.2006

Kres trwającemu 500 dni karnawałowi “Solidarności” przyniósł wprowadzony przez gen. Jaruzelskiego 13 grudnia 1981 r. stan wojenny./.../

“Solidarność” zeszła do podziemia. Członkowie jej kierownictwa, którzy uniknęli internowania, rozpoczęli tworzenie podziemnych struktur Związku./.../ Oprócz struktur “solidarnościowych” działały niezliczone inne organizacje podziemne wywodzące się zarówno od tych działających przed 13 grudnia..., jak też utworzone po wprowadzeniu stanu wojennego./.../ “Solidarność” dawała o sobie znać setkami wydawnictw podziemnych, gazet, naklejek, znaczków, kartek pocztowych, napisów na murach....[1]

Jedną z takich oddolnych puławskich inicjatyw było wydawnictwo FAMILIA[2] powołane do życia już w grudniu 1981 r., tuż po ogłoszeniu stanu wojennego przez grupkę ocalałych z pogromu działaczy “Solidarności”. Chociaż nigdy nie podlegało ono konspiracyjnym władzom Związku, to chętnie z nimi na różnych polach współpracowało[3]. Podobny status miało wówczas wiele spontanicznie powstających grup konspiracyjnych, m. in. Tygodnik Wojenny, z którym przez dłuższy czas współpracowaliśmy, a który podobnie jak "Familia" według jego współtwórcy Jana Strękowskiego “był pismem “Solidarności”, ale nie był związany z żadną strukturą i nie podlegał żadnym władzom związkowym. “TW” współpracował zarówno z władzami “Solidarności” Mazowsza i innych regionów.... jak i TKK[4].

W 2001 roku Jacek Fedorowicz napisał[5]“Nie twierdzę, że to sitodruk obalił komunizm, ale na pewno skutecznie go podgryzał”. Jeśli jest w tym choć źdźbło prawdy, to nasze małe, prowincjonalne wydawnictwo odegrało w tym podgryzaniu rolę wcale niemałą. W ciągu całego okresu współpracy posługiwaliśmy się bowiem techniką sitodruku, którą opisałem szczegółowo w innym artykule[6].

Nazwa “Familia” była tylko jedną z kilku nazw, którymi sygnowaliśmy nasze druki. Równie często używaliśmy nazw NOWA – BIS[7], SGO[8], Oficyna w Suterynie, Niezależna Oficyna Wydawnicza w Lesie Liściastym (lub iglastym) i kilka innych, których już nie pamiętam Ze względów propagandowych (chcieliśmy stworzyć wrażenie, że tych wydawnictw jest o wiele więcej niż było w rzeczywistości) i samozachowawczych (wymóg bezpieczeństwa) zmienialiśmy je dosyć często. Nazwa “Familia” oddaje jednak najlepiej charakter stosunków, które nas, przynajmniej na początku, łączyły. Oparte one były na głębokiej przyjaźni, pełnym zaufaniu i bezwzględnej lojalności. Do czasu[9].

Początki były skromne. Szukając jakichś kontaktów po 13 grudnia, jeszcze przed Świętami nawiązałem współpracę z Marią i Bogdanem Szewczykami[10], w których pracowni przy ul. Filtrowej, na początku grudnia 1981 r. przeszedłem solidną praktykę drukarską przy powielaniu (techniką sitodruku) plakatu wykpiwającego “proces o myszy i niedźwiedzia”[11](Załącznik2), a jeszcze wcześniej, pod koniec lat 70-tych przeszedłem chrzest opozycyjny uczestnicząc w wykładach Towarzystwa Kursów Naukowych [12]

Początkowo grupę "Familia" tworzyli Stanisław Głażewski oraz Bogdan i Maria Szewczykowie. Nieco później, po internowaniu S. Głażewskiego do wydawnictwa dołączyła Zdzisława Głażewska a – po opuszczeniu obozu dla internowanych - Ireneusz Ostrokólski. Ponad to z wydawnictwem w różnym czasie współpracowali: Wacław Hennel, Józef Gądor, Krzysztof Małagocki, Bogdan Oroń, Alicja Skiba i kilka innych osób.


Grupa była całkowicie autonomiczna, zarówno pod względem programowym jak i finansowym, choć przez cały okres istnienia utrzymywała ścisłe stosunki z podziemnymi strukturami "Solidarności" (i innych ugrupowań opozycyjnych). Inaczej zresztą być nie mogło, gdyż w chwili organizacji "Familii" na przełomie lat 1981/82 żadnych struktur Związku jeszcze w Puławach nie było, a cała aktywność opozycyjna odbywała się w oparciu o spontaniczne inicjatywy oddolne. W chwili zaś zorganizowania się podziemnych struktur "Solidarności", "Familia" osiągnęła już stabilizację finansową, własne kontakty organizacyjne, spory dorobek a co najważniejsze przywykła już do samodzielności. Nie była ona zatem zainteresowana podporządkowaniem się żadnym nowo powstałym strukturom, które dopiero musiały dowieść swojej sprawności i przydatności dla podziemia. Autonomia, przy wypracowanych już zasadach konspiracji wydawała nam się zresztą bezpieczniejsza od działania w jednolitych strukturach organizacyjnych. To, że prawidłowo ocenialiśmy sytuację okazało się już na przełomie lat 1983/84, kiedy to niemal całą podziemną strukturę "Solidarności" Ziemi Puławskiej dotknęła olbrzymia wsypa, która autonomiczną "Familię" ominęła bokiem nie wyrządzając jej żadnej krzywdy[13].

Współpracownicy "Familii" pracy w Wydawnictwie poświęcali niemal cały swój wolny czas, mimo, że wszyscy pracowali zawodowo i mieli zobowiązania rodzinne. Drukowanie nie było zresztą naszym jedynym zajęciem. Musieliśmy jeszcze sporządzać projekty, opracowywać teksty, zaopatrywać drukarnię w papier (kupowany po jednej ryzie w różnych sklepach), trudne do zdobycia klisze pozytywowe, pigmenty i inne składniki farby, przygotowywać emulsję sitodrukową, przepisywać na maszynie teksty przeznaczone do druku, zabiegać o udostępnienie nam mieszkań, przygotować wydruki do kolportażu, zorganizować kolportaż itp. A nie byliśmy już zbyt młodzi. Najmłodszy z nas dobiegał 35-tki, najstarszy – dawno przekroczył 50-tkę.

Niemal od początku podział pracy w wydawnictwie był ściśle określony:

Bogdan Szewczyk wykonywał we własnej ciemni wszelkie prace fotograficzne, sporządzał matryce sitodrukowe, przygotowywał farby, a w czasie druku podkładał papier. Do niego należały również ewentualne kontakty ze strukturami zewnętrznymi.

Maria Kapturkiewicz-Szewczyk sporządzała projekty graficzne i rysunki oraz zajmowała się kolportażem; jeśli druk odbywał się w jej mieszkaniu[14] dochodziło do tego podkarmianie drukarzy i pojenie ich herbatą a po zakończeniu pracy doprowadzanie mieszkania do normalnego stanu.

Do obowiązków Stanisława Głażewskiego i Ireneusza Ostrokólskiego należało wyszukiwanie bezpiecznych miejsc nadających się do przechowywania sprzętu i druku, zaopatrywanie wydawnictwa w papier, drukowanie (obsługa ramki i rakla), a po zakończeniu pracy sprzątanie miejsca druku, usuwanie emulsji z matryc a także ich konserwacja i przygotowywanie do następnej akcji, przenoszenie ramek z miejsca ich przechowywania do miejsca przygotowywania matryc, a następnie gotowych matryc do miejsca druku. Stanisław Głażewski zajmował się ponad to redagowaniem wszelkich tekstów przeznaczonych do powielenia: ulotek, tekstów okolicznościowych, dydaktycznych i propagandowych, a także - jeśli zaszła taka potrzeba (np. w okresie wyborów) – nawet rymowanek.

Pozostali członkowie grupy nie mieli przydzielonych stałych obowiązków; włączali się oni do działania w miarę takiej potrzeby.

Jako podstawowego sprzętu drukarskiego używaliśmy ramek do sitodruku[15] specjalnej konstrukcji. Ramki te, wykonane z aluminiowych rurek były składane, tak, by można je było przenosić bez zwracania na siebie uwagi np. w rękawie. Po rozłożeniu ramek rozpinaliśmy na nich matryce sitodrukowe składające się ze stylonowej tkaniny obszytej ze wszystkich stron specjalnymi zakładkami wykonanymi przez Zdzisławę Głażewską z mocnego płótna. W zakładki te należało wsunąć rurki stanowiące konstrukcję ramy. Urządzenie to, podobnie jak specjalne pudełko na papier skonstruowane przez Bogdana Szewczyka nie nadawało się niestety do wykonywania druków wymagających dużej precyzji takich jak np. wielobarwne znaczki pocztowe, pocztówki, cegiełki itp. Te były wykonywane na tradycyjnej ramie drewnianej.

Dobrze wykonana matryca sitodrukowa wytrzymuje około tysiąca wydruków, później emulsja stopniowo się wyciera i matryca zaczyna „siać” farbę w miejscach niepożądanych. Dlatego też nakłady większości naszych wydawnictw obracały się wokół 1000 arkuszy lub były ich wielokrotnością. Jedynie kolejne numery Tygodnika Wojennego z powodu chronicznych niedoborów papieru[16] drukowaliśmy w nakładach o połowę mniejszych.


W trakcie drukowania wykorzystywaliśmy farby różnych typów: farbę drukarską rozcieńczaną olejem sojowym lub mydlaną pastą do prania "Comfort" a także farbę temperową sporządzaną z chudego twarogu macerowanego z mlekiem wapiennym z dodatkiem sadzy lub pigmentów mineralnych[17].

Dysponując rozkładanymi ramkami na sita mogliśmy w znacznym stopniu oddzielić miejsce sporządzani diapozytywów i matryc (była to zazwyczaj ciemnia fotograficzna Bogdana Szewczyka w jego pracowni na "Zachcie") od miejsca druku, co znacznie zwiększało bezpieczeństwo. Druki wymagające ram drewnianych (pocztówki, znaczki Podziemnej Poczty "Solidarności" itp.) wykonywaliśmy z reguły w mieszkaniu Marii i Bogdana Szewczyków przy ul. Krańcowej, wykorzystując fakt, że przenoszenie przez Bogdana Szewczyka różnych przedmiotów (również odpowiednio zamaskowanych ramek sitodrukowych) z pracowni do mieszkania było rzeczą całkowicie zwyczajną i nie wywoływało niczyjego zainteresowania. Natomiast pozostałe druki (kolejne numery Tygodnika Wojennego, ulotki, plakaty, broszury itp.) drukowaliśmy w mieszkaniach różnych zaprzyjaźnionych osób. Szczególnie często wykorzystywaliśmy mieszkania emerytów IUNG Janiny Dutkiewicz oraz Jadwigi i Leonarda Zinkiewiczów. Wielokrotnie korzystaliśmy także z gościny nauczycielki LO im ks. A. Czartoryskiego, Izabeli Bronikowskiej, studentki KUL, Aliny Hennel, emeryta IUNG, Jerzego Ciepielewskiego, pracownika LZF w Kurowie, Krzysztofa Małagockiego, pracowników IUNG, Zdzisławy i Stanisława Głażewskich a także kilku innych osób.

Znakomita większość naszych druków była przekazywana strukturom "Solidarności" nieodpłatnie. Część nakładu (również znaczków pocztowych, które stanowiły nasze jedyne źródło dochodu) przekazywaliśmy nieodpłatnie warszawskim strukturom ROPCiO, który kolportując je już odpłatnie w ten sposób zdobywał fundusze na swoją działalność. Bezpośrednim odbiorcą ze strony ROPCiO był Bogumił Studziński lub, znacznie częściej, Władysław Brykczyński, który z racji kontaktów służbowych z IUNG-iem często bywał w Puławach. Zimą Władysław Brykczyński, starszy, nobliwy korpulentny pan, zwykł nosić obszerne futro, pod którym ukrywał trzy płócienne sakwy wykonane przez Marię Kapturkiewicz-Szewczyk. W tych sakwach, pocąc się niemiłosiernie, bez zwracania uwagi potrafił przewieźć pociągiem kilka ryz zadrukowanego papieru. Latem brał jednorazowo mniej, ale za to częściej przyjeżdżał.

Do dnia dzisiejszego zachowało się sporo diapozytywów, które wykorzystywaliśmy przy sporządzaniu matryc sitodrukowych, zwłaszcza diapozytywów broszur, cegiełek, znaczków pocztowych i plakatów. Według podstawowych kanonów konspiracji powinny one być zniszczone natychmiast po wykorzystaniu łącznie z niedodrukami i innymi śladami powielania. Przy takim postępowaniu przypadkowa wpadka nakładu nie dekonspirowała drukarni, a nam groziła jedynie odpowiedzialność karna za przechowywanie i kolportaż, a nie znacznie surowsze kary za powielanie. Na ogół tych zasad skrupulatnie przestrzegaliśmy paląc w kominku na "Zachcie" lub w specjalnie wykopanym dołku na działce wszystko, co pozostało po wydrukowaniu nakładu, z wyjątkiem wydruków gotowych do kolportażu. W początkowym okresie działania od zasady tej odstępowaliśmy jedynie w przypadku diapozytywów, tych pozycji, które mogły liczyć na dodruk, lub mogły być wykorzystane przez inne drukarnie. Materiały te przechowywałem w miejscu absolutnie bezpiecznym: w piwnicy emerytki IUNG, Zofii Miczyńskiej, która, ze względu na sędziwy wiek właścicielki, już od dawna nie była wykorzystywana zgodnie z przeznaczeniem. Później przechowywałem w ten sposób większość używanych przez nas negatywów, diapozytywów, a nawet maszynopisów i projektów. W tej piwnicy, pod zwałami węgla materiały te dotrwały aż do 1989 r., chociaż nie wszystkie w dobrym stanie, gdyż kilkakrotne awarie kanalizacji spowodowały częściowe lub całkowite zniszczenie wielu depozytów.

Mimo przedsięwzięcia szeregu działań zapewniających nam względne bezpieczeństwo, przystępując do działalności konspiracyjnej musieliśmy się przecież liczyć z możliwością wpadki. Byliśmy więc przygotowani również na taką okoliczność, czego dowodem jest wyciąg z KPK opatrzony wskazówkami jak należy zachowywać się w czasie przesłuchania, spisany ręką Zdzisławy Głażewskiej w kwietniu 1982 r. Później pojawiło się kilka fachowych poradników dla kandydatów na konspiratorów, a wśród nich bardzo wówczas popularny "Mały Konspirator" wydany przez Wydawnictwo cdn (Załącznik 3).


1981 r.

 

Pierwszymi owocami współpracy w ramach wydawnictwa "Familia" były sitodrukowe życzenia świąteczne dla naszych internowanych i aresztowanych kolegów, które za pośrednictwem ich rodzin trafiły do adresatów jeszcze przed Wigilią[18]. Również jeszcze przed Świętami Bogdan Szewczyk wykonał pieczątkę z nazwą Związku pisaną “solidarycą”[19], która to pieczątka posłużyła mi do opatrywania nazwą “Solidarności” różnych “WRON-ich” plakatów i ogłoszeń.

23 grudnia Bogdan Szewczyk został aresztowany[20]. Przez kilka dni puławska SB daremnie usiłowała na nim wymóc zobowiązanie, jeśli już nie do współpracy, to chociaż do wyłączenia się z wszelkich działań opozycyjnych. Oczekując na jego zwolnienie (co nastąpiło tuż przed Nowym Rokiem) wykonałem na przebitce[21] około 30 tys. miniulotek o treści “Solidarność żyje i działa” "Solidarność" żyje i walczy!" oraz "Solidarność zwycięży!!". Słowo “Solidarność” odciskałem na nich pieczątką zwilżoną czerwonym tuszem, resztę hasła wpisywałem na maszynie przez kalkę. Arkusze (Załącznik 4) ciąłem na pojedyncze ulotki gilotyną do zdjęć fotograficznych. Część z nich przekazałem rodzinom internowanych kolegów, którzy przemycili je do więzienia we Włodawie. Tam zostały nimi oblepione drzwi wszystkich cel w pawilonie dla internowanych. Później dotarła do mnie informacja, że klawisze urządzili im specjalny kipisz w poszukiwaniu maszyny do pisania, gdyż uznali za pewnik, że ulotki zostały wykonane na miejscu we Włodawie. Sporo tych ulotek przekazałem do Zakładów Azotowych z sugestią, żeby do ich rozrzucenia wykorzystać prądy wstępujące w chłodniach kominowych. Nigdy nie dostałem jednak informacji, czy proceder ten przyniósł oczekiwany efekt w postaci “deszczu ulotek” nad ZA.

Nie miałem również informacji o efektach jeszcze innego sposobu rozrzucania ulotek metodą, którą można nazwać balonowo-przewieszkową. Przedstawiam go poniżej – może się jeszcze przydać. Wyrzut ulotek tą metodą (fachowo zwaną “na przewieszkę”[22]) odbywał się w sposób następujący:

Ułożony w wachlarz plik ulotek należało przemyślnie obwiązać nitką, która opierała się na papierosie (koniecznie jakiejś zachodniej marki; można je było kupić tylko za dolary w sklepach Pewexu[23]; krajowe “Popularne” czy “Klubowe” zupełnie nie nadawały się do tego celu, gdyż gasły niemal natychmiast po zapaleniu). Po dokonaniu tych czynności (lub – jak w mojej wersji - przed wyekspediowaniem całej tej machiny w powietrze) papieros należało zapalić natychmiast opuszczając miejsce wyrzutu. Po pewnym czasie papieros przepalał nitkę uwalniając ulotki[24], które spadając rozsypywały się na przestrzeniach tym większych im większa była wysokość punktu wyrzutu oraz siła wiatru.

Jako środek transportowy (i to był już mój osobisty wsad intelektualny w przedsięwzięcie) wykorzystywałem dziecinne baloniki napełnione wodorem, wytwarzanym w aparacie Kippa jako produkt reakcji metalicznego cynku z kwasem solnym. Do uniesienia każdego pliku ulotek wystarczały zazwyczaj trzy baloniki. Miejscem startu był IUNG-owski ogródek doświadczalny przy ul. Czartoryskich, w którym nietrudno było znaleźć miejsce dostatecznie osłonięte krzakami a równocześnie oświetlone latarnią, w blasku której musiałem przeprowadzić wszystkie potrzebne operacje (działałem oczywiście tylko w nocy). Dopiero teraz, pisząc te słowa zdaję sobie sprawę, że tylko dzięki swojej szczęśliwej gwieździe nie straciłem przy tym procederze ani oczu, ani rąk, ani żadnego innego organu, co było by dla mnie szkodą niepowetowaną a - zważywszy raczej nikłe efekty całego procederu – zupełnie niepotrzebną. . Nazajutrz rano po każdym wyekspediowaniu w powietrze pliku ulotek (zazwyczaj 2-3 tysiące) skrupulatnie obchodziłem całe miasto w ich poszukiwaniu. Tylko raz znalazłem ich kilka w pobliżu stacji kolejowej. Sądzę zatem, ze balony na dużych wysokościach musiały trafiać na silne prądy poziome, które szybko zapędzały je poza obręb miasta. Ale możliwe jest również, że ulotki były, tylko ja w ciemności nie potrafiłem ich odnaleźć (mogłem ich szukać tylko przed rozpoczęciem pracy w IUNG, czyli przed godz. 7-mą, a o tej porze w zimie panują jeszcze ciemności) albo też zostały wyzbierane przez sympatyków lub wrogów "Solidarności" zanim rozpocząłem swój obchód.

Ulotki identycznej lub podobnej treści drukowaliśmy jeszcze wielokrotnie, również w jednobarwnej wersji sitodrukowej. Rozkładaliśmy je w sklepach, urzędach na przystankach autobusowych, w pociągach i autobusach.


Tuż po Świętach, za pośrednictwem żon internowanych kolegów, dotarła do nas niemiła informacja, że dwaj przywódcy “Solidarności” z Zakładów Azotowych, pałając chęcią jak najszybszego opuszczenia ośrodka dla internowanych we Włodawie, podpisali t.zw. lojalkę akurat w tym czasie, gdy do Włodawy dotarła informacja, że wyposażona w czołgi kolumna wojskowa zbliża się do Puław w celu pacyfikacji strajku w Zakładach Azotowych[25], a ich koledzy przygotowują się do odparcia ataku. Później, również za pośrednictwem żon internowanych kolegów, otrzymaliśmy nie mniej przykrą wiadomość, że atmosfera w niektórych kręgach puławskich działaczy “Solidarności” internowanych we Włodawie daleko odbiega od ideału. Najdrastyczniejszym tego przejawem było typowanie i tropienie “SB-eckich wtyk” oraz "kapusiów" wśród działaczy, którzy uniknęli internowania, a zdaniem niektórych internowanych “zasłużyli” sobie na to bardziej niż oni, pisząc np. niepochlebne dla władz PRL i ZSRR artykuły w prasie związkowej[26].

Dużo zamieszania sprawiali wówczas również występujący od czasu do czasu w telewizji byli działacze “Solidarności” (np. były rzecznik prasowy Komisji Krajowej NSZZ “Solidarność” Marek Brunne) namawiający do podpisania “lojalek” i zaniechania oporu. Wprawdzie nie były to na ogół postacie pierwszoplanowe, ale i tak ich występy wprowadzały w szeregi organizującego się dopiero solidarnościowego podziemia nie lada zamęt.

Dało nam to asumpt do wielogodzinnych dyskusji przy raklu[27], jak w naszej sytuacji należy zachować się w czasie przesłuchania i jak należy reagować na próby wymuszania różnych zobowiązań względem SB. Żadnych ogólnie obowiązujących norm jeszcze wtedy nie wypracowano, więc musieliśmy radzić sobie sami.

Na własny użytek postanowiliśmy więc wypracować coś w rodzaju kodeksu etycznego, którego później skrupulatnie przestrzegaliśmy. Nasz (tzn Bogdana Szewczyka i Stanisława Głażewskiego, bo Ireneusz Ostrokólski siedział jeszcze wtedy w obozie dla internowanych), kodeks był prosty i łączył wymogi honoru z koniecznym pragmatyzmem. Kodeks nie przybrał nigdy formy pisanego dokumentu, zatem przy prezentacji jego głównych postanowień skazany jestem wyłącznie na własną pamięć.

  1. Przekazanie SB czy innym służbom jakichkolwiek informacji dotyczących działalności po 13 grudnia 1981 r. jest czynem niedopuszczalnym i automatycznie eliminuje kapującego z grupy W tych sprawach zawsze należy iść w zaparte, nawet jeśli okazywane dowody lub świadkowie mówią co innego. Jeśli okoliczności tego wymagają, można natomiast przyznać się do legalnej działalności związkowej sprzed ogłoszenia stanu wojennego np. do zaangażowania w pracę statutowych struktur Związku, współpracy z wydawnictwami związkowymi itp. powszechnie znanych faktów.

  2. Do czynów w najwyższym stopniu nagannych zaliczyliśmy podpisanie zgody na współpracę z SB, nawet jeśli podpisało się ją ze z góry powziętym zamiarem niedotrzymania tych zobowiązań jako wymuszonych. Dopuszczaliśmy natomiast podpisanie “zobowiązania do przestrzegania praw obowiązujących w stanie wojennym” (t.zw. “lojalki”) lub zobowiązania do zachowania w tajemnicy przebiegu i treści przesłuchania, jeśli stanowi to warunek zwolnienia z aresztu. Wyszliśmy bowiem z założenia, że lepiej podpisać i szybko powrócić do knucia, niż bezczynnie siedzieć za kratkami.

  3. Uzgodniliśmy wówczas także, że bez zwłoki będziemy się wzajemnie informować o wszelkich kontaktach ze służbami specjalnymi oraz o obszarach ich zainteresowań.

  4. Na koniec postanowiliśmy nie interesować się szczegółami działań konspiracyjnych, które nie są niezbędne dla wykonania indywidualnych zadań. W ten sposób tajemnica naszych działań była chroniona podwójnie: poprzez ścisłe przestrzeganie uzgodnionych zasad oraz przez ignorancję w sprawach, które każdego z nas nie dotyczyły. Miało to oprócz dobrych, również i złe strony: do dzisiaj np. nie wiem jak w naszym zespole zorganizowany był kolportaż wydawanych druków, kto utrzymywał kontakty ze strukturami zewnętrznymi i jakie to były struktury itp. Nie należało to bowiem do zakresu moich obowiązków.


Ten nasz zdroworozsądkowy kodeks etyczny nie dotyczył oczywiście przywódców wszystkich szczebli, którzy naszym zdaniem byli obowiązani świecić przykładem niezłomności. Im nie przyznawaliśmy prawa do podpisywania żadnych “kwitów”, które to prawo przysługiwało w pewnych okolicznościach nam, maluczkim oferującym opozycji swoją ciężką fizyczną pracę a nie swoje przywództwo. Naszym pierwszoplanowym zadaniem było podtrzymywanie nadwątlonego ducha u członków i sympatyków "Solidarności" i przysparzanie kłopotów WRONie bez zbytniego narażania się na dekonspirację.

Dodatkowo ustaliliśmy, że będziemy unikać demonstracyjnego okazywania swojej opozycyjności, żeby nie ściągać na siebie zainteresowania SB. Ten dodatkowy punkt umowy był szczególnie miły dla mnie, którego los obdarzył niezwalczoną awersją do wszelkiego rodzaju publicznych demonstracji (nigdy np. nie zdobyłem się na publiczne pokazanie palcami popularnego "zająca" lub na noszenie opornika). Moje zaangażowanie w demonstracje ograniczało się zatem do udziału w "świdnickich spacerach" w czasie dziennika TVP oraz do wystawiania w oknie świecy w 13 dniu każdego miesiąca a w czasie procesji Bożego Ciała - specjalnie dla mnie namalowanego przez Marię Kapturkiewicz-Szewczyk obrazu Matki Boskiej z Dzieciątkiem pokazującym "zająca". Bogdan Szewczyk pozwalał sobie jedynie na udział w kilkuosobowym chórku, który uświetniał uroczystości patriotyczno-religijne a demonstracje Ireneusza Ostrokólskiego były bodaj jeszcze skromniejsze.

Wydawało nam się (dziś zresztą jestem tego samego zdania), że nasze rozstrzygnięcia były całkiem rozsądne i dlatego raz ustalonych zasad przestrzegaliśmy skrupulatnie przez cały okres naszej współpracy. Zresztą w kwestii etyki w kontaktach ze Służbą Bezpieczeństwa podziemie solidarnościowe nigdy nie wypracowało jakichś ogólnie obowiązujących zasad oczywiście z wyjątkiem tej kategorycznie zakazującej kapować na kolegów i w jakikolwiek sposób współpracować ze służbami specjalnymi. Poglądy na to, czy podpisanie “lojalki” stanowi rysę na honorze czy nie, były już bardzo zróżnicowane. Z reguły najbardziej rygorystyczne zasady wyznawali ci, którym przesłuchania i naciski ze strony SB nigdy nie groziły. Ci, którzy mieli okazję doświadczyć SB-ckich metod na własnej skórze i doskonale wiedzieli jak one smakują stawali się bardziej wyrozumiali. I tak już pozostało do dnia dzisiejszego[28].

Wracając do działalności Wydawnictwa "Familia" w 1981 r., w okresie między Świętami a Nowym Rokiem opracowaliśmy i wydrukowali jednostronicową ulotkę adresowaną "Do posłów na Sejm PRL, członków PZPR, ZSL, SD, PRON i komunistycznych ZZ, do żołnierzy WP, funkcjonariuszy MO, SB, ZOMO i ORMO oraz do niezorganizowanych kolaborantów, renegatów i zaprzańców"(Załącznik 5a). Ulotka ta, której tekst opracował Stanisław Głażewski, a wydrukowali Stanisław Głażewski i Bogdan Szewczyk była wielokrotnie wznawiana w następnych miesiącach. Zachowany "brudny" maszynopis tej ulotki pozwala na pokazanie, w jaki sposób w czasach, gdy do sporządzania makiet służyły maszyny do pisania, a nie komputery, wyrównywano prawą stronę tekstu. Efekt ten uzyskiwaliśmy przez zapisywanie w "brudnym" maszynopisie liczby znaków niezbędnych dla dopełnienia każdego wiersza (Załącznik 5b).i zwiększanie o tę liczbę odstępów między wyrazami przy powtórnym przepisywaniu tekstu.

Plon naszych działań w1981 był jeszcze mizerny: 2 ryzy maszynopisowych ulotek na przebitce i 2 ryzy ulotek sitodrukowych, ale w tym okresie zdołaliśmy zorganizować zgrany i ofiarny zespół ludzi, pozyskać około 150 ryz papieru (z zapasów zgromadzonych przed 13 grudnia przez redakcję Biuletynu Informacyjnego „Solidarność Ziemi Puławskiej”), wynaleźć 2 nieźle zakonspirowane lokale na drukarnie i opracować recepturę niezłej farby temperowej.


1982

 

Prawdziwą stabilizację i szersze pole do działania nasza trzyosobowa grupa osiągnęła dopiero na początku 1982 r., po nawiązaniu kontaktu (za pośrednictwem Stanisława Gędka[29]) z warszawską redakcją “Tygodnika Wojennego”[30]

Nasza współpraca z "TW" polegała na druku około 500 (w zależności od zapotrzebowania i zapasów papieru) egzemplarzy każdego z kolejnych numerów pisma z diapozytywów otrzymywanych z redakcji. Wydruki były kolportowane nieodpłatnie zarówno w Puławach, jak i w Lublinie. Diapozytywy dostarczał nam co tydzień Stanisław Gędek. Odbierała je od niego na dworcu kolejowym w Puławach Maria Kapturkiewicz-Szewczyk i przekazywała Bogdanowi Szewczykowi, który we własnej ciemni wykonywał matryce sitodrukowe. Drukowali w mieszkaniu Jadwigi i Leonarda Zinkiewiczów Stanisław Głażewski i Bogdan Szewczyk a potem również Zdzisława Głażewska i Ireneusz Ostrokólski.

Okres współpracy z TW (od początku kwietnia 1982 r. do końca marca 1985 r.) wspominam niezbyt mile, głównie z powodu trudności technicznych, które nas wówczas trapiły. Dysponowaliśmy wówczas dwiema ramami do sitodruku o rozmiarach A-3, umożliwiającymi druk dwóch stron pisma o formacie A-4. Operowanie ramami o takich wymiarach i odpowiedniej długości raklem było bardzo męczące a uzyskiwane wydruki nie były zbyt czytelne. Sporo kłopotów sprawiał nam brak odpowiedniej emulsji do sporządzania matryc i farby, a także przenoszenie bez zwracania uwagi przechodniów tak wielkich matryc z ciemni fotograficznej przy ul. Filtrowej, gdzie sporządzane były matryce do miejsca druku przy ul. Waryńskiego. Po pewnym czasie Bogdan Szewczyk opracował recepturę dobrej farby temperowej (jej wypełniaczem był chudy twaróg macerowany z ługiem wapniowym) ale sytuacja uległa radykalnej poprawie dopiero po otrzymaniu wiosną 1983 r. z Francji[31] paczki zawierającej wielki słój emulsji sitodrukowej (zamaskowanej majonezem), zwój specjalnej tkaniny stylonowej na matryce i pasków z gumy olejoodpornej na rakle. Dzięki temu wzbogaciliśmy się w nowy sprzęt, lepiej przystosowany do naszych możliwości i warunków, w jakich przyszło nam pracować. Nie była to jedyna paczka od Jana Stepka. Nieco później otrzymałem wielką paczkę zawierającą same puszki, sądząc po etykietach, z kompotem brzoskwiniowym. Myśląc niezbyt pochlebnie o gustach nadawcy postanowiłem zachować puszki na "czarną godzinę" wrzuciłem więc zawartość paczki do piwnicy i przestałem o niej myśleć. Dopiero po jakimś czasie zauważyłem, że puszki podejrzanie spuchły. Po ich otwarciu okazało się, że w każdej zatopiony jest, w zepsutym już kompocie, plastikowy woreczek z miniaturowymi wydaniami paryskiej Kultury i broszur wydawnictwa "Spotkania". W ten sposób biblioteki wydawnictw niezależnych w Puławach i okolicy wzbogaciły się m.in. w kilkadziesiąt egzemplarzy miniaturowych wydań książek Tadeusza Żenczykowskiego "Dwa Komitety 1920 1944" i Piotra Woźniaka "Zapluty karzeł reakcji".

Pamiątką po naszej ponad trzyletniej współpracy z Tygodnikiem Wojennym jest kilkadziesiąt zachowanych kompletów diapozytywów i wydruków pisma, z których jeden, Nr 63 z 1983 r. zawierający komplet sprawozdań z II Pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, został reprodukowany w Załączniku 7. W załączniku tym zamieściłem również reprodukcję ostatniej strony specjalnego wielkanocnego numeru TW z zabawnymi obrazkowymi życzeniami dla czytelników, współpracowników, a nawet przeciwników pisma.


Oprócz druku "TW" w 1982 r. Wydawnictwo "Familia" na prośbę kolegów z "Solidarności" zajmowało się masową produkcją różnych stemplowanych (Załącznik 8) lub przepisywanych na maszynie zawiadomień i ogłoszeń (Załącznik 9).

Ważną pozycją w katalogu wydawnictw "Familii" w 1982 roku były maszynopisowe kartki z życzeniami na Wielkanoc (Załącznik 10) i sitodrukowe na Boże Narodzenie (Załącznik 11) dla członków i sympatyków NSZZ "Solidarność". Teksty życzeń opracował Stanisław Głażewski, a kartki zaprojektowała Maria Kapturkiewicz-Szewczyk. Drukowali w mieszkaniu Marii i Bogdana Szewczyków, Stanisław Głażewski i Bogdan Szewczyk.

W przededniu pierwszej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego Wydawnictwo "Familia" wydało całą serię plakatów zaprojektowanych przez Bogdana Oronia (Załącznik 12). Plakaty te wydrukowali w mieszkaniu Jadwigi i Leonarda Zinkiewiczów Zdzisława Głażewska, Stanisław Głażewski, Ireneusz Ostrokólski i Bogdan Szewczyk, który wykonał również matryce. Część projektów tych plakatów została wykonana przez Bogdana Oronia na specjalnej kalce kreślarskiej, dzięki czemu można je było wykorzystywać bez żadnej obróbki fotograficznej jako gotowy diapozytyw.

Również jesienią 1982 r. "Familia" wydrukowała cegiełki na budowę kościoła pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego. Na wydrukach wykonanych według projektu Marii Kapturkiewicz-Szewczyk widnieje pierwszy wizerunek fasady kościoła, którego fundamenty tkwiły wówczas jeszcze w ziemi (Załącznik 13). Cegiełki te wydrukowano fioletową farbą, tą samą, której użyto przy druku życzeń na Boże Narodzenie.

W grudniu 1982 r. Wydawnictwo "Familia" (kryjące się tym razem pod nazwą "Oficyna w Suterenie") wydało swoją pierwszą broszurę - 6-stronicowy esej Stefana Kisielewskiego "Bić się czy rozmawiać" wydrukowany po raz pierwszy w Paryżu w lutym 1982. Ten niewielki, uznany wówczas za obrazoburczy, artykuł dziś śmiało może być uważany za zapowiedź okrągłego stołu (Załącznik 14).

O tym, że środowisko Zachty potrafiło nie tylko ciężko pracować, ale również wesoło się bawić świadczy Dyplom wzorowego siekacza wręczony Stanisławowi Głażewskiemu w czasie VIII "wojenno-środowiskowego" kiszenia kapusty 11.12.1982 r. (Załącznik 15). Pod pretekstem jesiennego kiszenia kapusty od 1975 roku organizowano na Zachcie obchody rocznicy 11 listopada. Tym razem ich program został wzbogacony uroczystym powitaniem Puławiaków zwolnionych z Ośrodków Odosobnienia dla internowanych, którzy stawili się na Zachcie niemal w komplecie. Z tej okazji spotkanie było (wyjątkowo) z lekka zakrapiane, a obok zwyczajowych pieśni legionowych wykonywano na nim piosenki skomponowane przez internowanych przy akompaniamencie skrzypiec Igora Czeżyka. Na tym spotkaniu Ireneusz Ostrokólski w duecie ze Stanisławem Głażewskim wykonali "Zieloną Wronę" uzyskując w nagrodę niejednokrotnie później wykorzystywany, zbiorczy pseudonim "Wesołe świstaki".

Bilans roku 1982 to 62 ryzy zadrukowane metodą sitodruku dwustronnie i 16 ryz zadrukowanych jednostronnie, nie licząc cegiełek i okolicznościowych życzeń. Ulotek maszynopisowych lub stemplowanych na przebitce wprowadziliśmy w tym roku do kolportażu około 6 ryz.


1983

 

1983 r. Wydawnictwo "Familia" może zaliczyć do najbardziej udanych. Były tego dwie przyczyny w końcu 1982 r.wrócili z Ośrodków Odosobnienia dla internowanych dwaj jego współpracownicy Stanisław Głażewski i Ireneusz Ostrokólski, udało się również radykalnie rozwiązać problemy finansowe. W roku poprzednim mogliśmy korzystać z zapasów papieru redakcji Biuletynu "Solidarność Ziemi Puławskiej" a stosunkowo niewielkie koszty farby pokrywaliśmy z własnej kieszeni. Teraz obydwa te źródła zaopatrzenia wyschły: papier się skończył a tamę dopłacaniu do działalności podziemnej położyły nasze rodziny. Wiosną 1983 r. postanowiliśmy zatem spróbować uzyskać finansową samowystarczalność przez emisję i kolportaż znaczków Podziemnej Poczty "Solidarności", wzorowanych na znaczkach wydawanych w obozach dla internowanych. Wszystkie nasze znaczki zaprojektowali: Maria Kapturkiewicz-Szewczyk, Krzysztof Małagocki i Zbigniew Znojkiewicz, a wydrukowali je w mieszkaniu Marii i Bogdana Szewczyków Stanisław Głażewski i Bogdan Szewczyk. Więcej szczegółów dotyczących tego wycinka działalności Wydawnictwa "Familia" podałem w innym artykule[32]. Można w nim również znaleźć barwne reprodukcje wszystkich naszych znaczków.

W 1983 r. Wydawnictwo "Familia" wydało 19 znaczków Podziemnej Poczty Solidarności, zgrupowanych w 7 seriach. Traktowaliśmy je nie tylko jako jedyne źródło dochodów Wydawnictwa, ale również jako skuteczny sposób przypominania, zwłaszcza młodzieży, ważniejszych wydarzeń z historii Polski, dlatego też z początku dołączaliśmy do naszych znaczków krótkie informacje o wydarzeniach, którym były one poświęcone, autorstwa Stanisława Głażewskiego (Załącznik 16). Później na wniosek naszych kolporterów działalności takiej zaniechaliśmy, gdyż dołączane do znaczków informacje wydrukowane w innym formacie i znacznie większych rozmiarach, bardzo utrudniały kolportaż.

Wszystkie nasze znaczki były drukowane w nakładzie około 1000 arkuszy, z czego połowa trafiała nieodpłatnie do warszawskich struktur ROPCiO, a połowa do kolportażu odpłatnego, zorganizowanego przez działaczy "Solidarności" z Regionu Mazowsze, Elżbietę i Wiesława Leszczyńskich oraz Miladę i Leszka Fabryckich.

Druk wielobarwnych znaczków metodą sitodruku wymagał specjalnego oprzyrządowania do wielokrotnego nadrukowywania. Dla celów poglądowych, w Załączniku 17 przedstawiłem reprodukcje wszystkich diapozytywów i gotowego wydruku jednego z najwcześniej wydanych przez nas trójkolorowych bloczków. Każdy kolor widniejący na znaczku wymagał bowiem oddzielnego diapozytywu i oddzielnej matrycy sitodrukowej, tak że np. znaczki trójkolorowe musiały być nadrukowywane 3-krotnie. Natomiast kolejne fazy projektowania znaczka wyemitowanego w październiku 1983 r., w ciągu jednej nocy po uhonorowaniu Lecha Wałęsy Pokojową Nagrodą Nobla, można prześledzić w Załączniku 18.


Dzięki kilku ulepszeniom sprzętu do sitodruku dokonanym przez Bogdana Szewczyka znaczki Wydawnictwa "Familia" wyróżniały się wśród emitowanych przez inne wydawnictwa w tym czasie wielobarwnością i dużą precyzją wykonania.

Wypracowana dzięki emisji znaczków Podziemnej Poczty Solidarności niezależność finansowa pozwoliła Wydawnictwu "Familia" znacznie rozszerzyć zakres działania. W 1983 r. obok kolejnych numerów "Tygodnika Wojennego" wydaliśmy m.in. 5 broszur (wszystkie one były sygnowana kryptonimem "niezależna oficyna wydawnicza BIS"):

  1. 8-stronicową (A-5) broszurę Władysława Bieńkowskiego "Przyczyny niepowodzeń reform ekonomicznych w Polsce" (Załącznik 19) wydrukowaliśmy w nakładzie 1000 egzemplarzy wczesną wiosną 1983 r. Był to zapis wystąpienia Autora na konferencji Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, która odbyła się 15.06.1981 r.

  2. 25-stronicową (A-6) broszurę Władysława Bieńkowskiego "13 grudnia 1981 r." (Załącznik 20) wydrukowaliśmy w marcu 1983 r. w nakładzie 1000 egzemplarzy.

  3. Latem 1983 r. Wydawnictwo "Familia" wprowadziło do obiegu 28-stronicową (A-6) broszurę Eweliny Podolskiej i Zdzisława Imielińskiego "Spisek przeciw prawdzie, czyli techniki przemocy propagandowej" (Załącznik 21). Do tekstu podstawowego tej broszury dołączyliśmy poemat Salomona Jaworzyńskiego [Jerzego Jedlickiego], napisanego w Ośrodku Odosobnienia dla internowanych w Jaworzu pt. "Ballada o Ekstremie"[33] oraz nawiązujący do jej treści rysunek Krzysztofa Małagockiego przedstawiający faceta gryzącego się we własny zadek.

  4. Broszurę Macieja Poleskiego "Program i Organizacja" (Załącznik 22), liczącą 14 stron (A-5) wydrukowaliśmy jesienią 1983 r. w nakładzie 1000 egzemplarzy.

  5. Najwięcej pracy przysporzyła nam w grudniu 1983 r. 79-stronicowa (A-6) broszura przygotowana przez podziemną Komisję Edukacji Narodowej NSZZ "Solidarność" „I Zeszyt Edukacji Narodowej” (Załącznik 23). Ze względu na jej doniosłość postanowiliśmy wydrukować tę pozycję w nakładzie 1000 egzemplarzy nie biorąc pod uwagę faktu, że nie dysponując odpowiednimi urządzeniami introligatorskimi nie potrafimy zszyć tak grubego zeszytu. W rezultacie cały nakład musieliśmy przekazać warszawskiej strukturze ROPCiO. Wydruki zawiózł do Warszawy w swoich sakwach Władysław Brykczyński kilkakrotnie obracając, gdyż cały nakład miał objętość 20 ryz papieru.

Oprócz tych 5 broszur jesienią 1983 r. wydrukowaliśmy w nakładzie 1000 egzemplarzy (A-5) w formie 4-stronicowej ulotki fragment wywiadu Tadeusza Mazowieckiego dla Ewy Berberyusz pt. "Niemożliwe uczynić możliwym", zdjętego przez cenzurę z 9 numeru "Tygodnika Powszechnego" (Załącznik 24). Druk tego wywiadu uznaliśmy za rzecz najwyższej wagi, nie tylko z powodu ciekawej treści, ale głównie ze względu na fakt, że drukowanie w II obiegu materiałów zdjętych przez cenzurę z prasy oficjalnej wydawało nam się najlepszym sposobem ograniczania skutków PRL-owskiej cenzury.

Mając świadomość naszych ograniczonych możliwości, teksty do druku wybieraliśmy ze szczególną starannością, po długich dyskusjach i rozważaniach. Preferowaliśmy te, które – według naszego rozeznania - nie były jeszcze w Polsce drukowane. Tylko I Zeszyt Edukacji Narodowej ze względu na doniosłość jego treści wydrukowaliśmy mimo jego wcześniejszej publikacji w Wydawnictwie Głos. Wszystkie broszury wydaliśmy w nakładzie 1000 egz., gdyż taka była wytrzymałość naszych matryc sitodrukowych i na tyle wystarczały nasze zasoby papieru. Pozostałe nasze druki miały nakłady zależne od aktualnego zapotrzebowania środowiska.


Decyzja o druku wielostronicowych broszur spowodowała konieczność znalezienia jakiegoś stałego lokalu, w którym można by przeprowadzać cały cykl produkcyjny od maszynopisu poprzez fazę fotograficzną, przygotowywanie matryc aż do gotowego wydruku. Takie lokum znacznie ograniczyłoby ryzyko wpadki przy przenoszeniu klisz, matryc i innych materiałów drukarskich. Braliśmy pod uwagę trzy możliwości: adaptację pustego schronu przeciwatomowego zlokalizowanego w podziemiach naszego budynku, wykorzystanie pustych pomieszczeń klasztoru o.o. Reformatów w Kazimierzu Dolnym lub zorganizowanie drukarni w niewykorzystywanych pomieszczeniach Technikum Rolniczego w Sobieszynie. Pierwszą z tych możliwości odrzuciliśmy ze względu na koszty i trudności w adaptacji schronu oraz całkiem realnej groźby nagłej jego kontroli przez władze wojskowe, druga możliwość odpadła ze względu na trudności w nawiązaniu kontaktu z nieufnymi władzami Zakonu. Najbardziej obiecująca wydawała się możliwość trzecia związana ze szkołą w Sobieszynie, gdzie mieliśmy wejście przez zasłużonego nauczyciela historii w tej szkole Mariana Jakubiaka, członka środowiska Zachty. W końcu jednak zrezygnowaliśmy również i z tego pomysłu, ze względu na niepokojącą informację, rozpowszechnianą w środowisku opozycyjnym Puław przez Jerzego Chmielewskiego, który przechodząc korytarzem w budynku SB na przesłuchanie zobaczył w uchylonych drzwiach jednego z pomieszczeń Mariana Jakubiaka siedzącego przy biurku w pozie wskazującej na duże zadomowienie, z czego wyciągnął mylny wniosek na temat charakteru pobytu Mariana Jakubiaka w tym budynku. Wkrótce potem ze wstydem czytaliśmy w lubelskim Informatorze następujący komunikat i zrobiło nam się strasznie głupio:

15.XII. zwolniony został z pracy z dnia na dzień nauczyciel Zespołu Szkół Rolniczych w Sobieszewie, p. Marian Jakubiak. Poniósł on karę za dostarczenie grupie uczniów tekstów literackich i historycznych w związku z przygotowywaną przez nich uroczystością szkolną związaną z dniem 11 listopada. Święto Niepodległości wywołuje we władzach niemiłe refleksje i skojarzenia[34].

Od tego czasu nigdy już nie wierzyliśmy w żadne niesprawdzone, i nie poparte przekonywającymi dowodami, informacje tego typu.

Oprócz broszur w 1983 r. Wydawnictwo "Familia" wprowadziło do kolportażu serię sitodrukowych i maszynopisowych ulotek z tekstami Stanisława Głażewskiego z okazji 1-go maja (Załącznik 25). Matryce sitodrukowe tych ulotek wykonał Bogdan Szewczyk a w kwietniu 1983 r. wydrukowali je w nakładzie 1000 egz. w mieszkaniu Janiny Dutkiewicz, Stanisław Głażewski i Ireneusz Ostrokólski W podobnym nakładzie Antoni Faber, Stanisław Głażewski i Ireneusz Ostrokólski wydrukowali (z matryc wykonanych przez Bogdana Szewczyka) w mieszkaniu Jerzego Ciepielewskiego plakaty z okazji 1 maja, zaprojektowane przez Bogdana Oronia (Załącznik 26a), a w mieszkaniu Krzysztofa Małagockiego - Stanisław Głażewski, Krzysztof Małagocki i Ireneusz Ostrokólski "banknoty" o nominale 100 jaruzelów.

Drugą serię plakatów, poświęconych rocznicom Sierpnia`80 i Września 1939 r. (Załącznik 26b) wydrukowali w lipcu 1983 r. w mieszkaniu Janiny Dutkiewicz, Stanisław Głażewski i Ireneusz Ostrokólski.

Obok druków powielanych techniką sitodruku Wydawnictwo "Familia" jeszcze w 1983 r. wprowadzało do kolportażu teksty przepisywane na maszynie. Miało to miejsce zwłaszcza przy powielaniu krótkich zawiadomień o uroczystościach kościelnych (Załącznik 27). Ta metoda informowania miała kilka zalet: nie dekonspirowała powiązań duchowieństwa z środowiskami konspiracyjnymi a równocześnie pozwalała na stosunkowo szybkie powielenie informacji w dużym nakładzie (tekst taki można było przepisać na przebitce przez kalkę w 7 kopiach, dzięki czemu jedno przepisanie dawało ponad 100 zawiadomień) i łatwy kolportaż. Dla bezpieczeństwa należało jedynie zniszczyć oryginał maszynopisu[35] oraz zużytą kalkę.

Ofertę wydawniczą "Familii" w roku 1983 dopełniły okolicznościowe pocztówki wydrukowane w nakładzie po 100 arkuszy każda. Te wydane z okazji nadchodzących Świąt Wielkanocnych (Załącznik 28) wydrukowali w mieszkaniu Marii i Bogdana Szewczyków, Stanisław Głażewski i Bogdan Szewczyk, posługując się matrycami wykonanymi przez Bogdana Szewczyka według projektu Marii Kapturkiewicz-Szewczyk. Również w marcu 1983 r. zostały wydrukowane pocztówki upamiętniające 43 rocznicę Zbrodni Katyńskiej. Wydawnictwo "Familia" tym razem ukryło się za kryptonimem "SGO im. Fr. Kleeberga", który można było odczytywać zarówno jako skrót nazwy S[amodzielna] G[rupa] O[pozycyjna] jak i jako zbitkę inicjałów nazwisk członków grupy: S[zewczyk] G[łażewski O[strokólski]. Kartki wykonane według wszystkich czterech wzorców przedstawionych w Załączniku 28 wydrukowano w nakładzie 200 arkuszy każdy.


Podobne, tyle, że wielobarwne, pocztówki Wydawnictwo "Familia" wydrukowało w nakładzie 500 arkuszy w grudniu 1983 r., tuż przed Świętami Bożego Narodzenia (Załącznik 29). Tym razem posłużyliśmy się jednak kryptonimem "Drukarnia w lesie iglastym". Dopełnieniem każdego 4-kartkowego arkusza był kartonik do ustawienia na stole wigilijnym z wizerunkiem choinki i nadrukiem "miejsce dla więźnia politycznego, emigranta, uchodźcy" Również i te pocztówki, zaprojektowane przez Marię Kapturkiewicz-Szewczyk zostały wydrukowane w mieszkaniu M. I B. Szewczyków przez Stanisława Głażewskiego i Bogdana Szewczyka.

Wiosną 1983 r. Wydawnictwo "Familia" działając na zlecenie puławskiej "Solidarności" podziemnej wydrukowało cegiełki z których dochód zasilił Fundusz Pomocy dla Aktorów bojkotujących TVP (Załącznik 30). Cegiełki zaprojektowali Krzysztof Małagocki i Maria Kapturkiewicz-Szewczyk. Wydrukowali je w nakładzie 1000 arkuszy (4. tys. egz.), w mieszkaniu Janiny Dutkiewicz Stanisław Głażewski i Alicja Skiba. Cegiełki, drukowane w trzech kolorach: czarnym, niebieskim i brązowym były kolportowane razem z wydrukiem bardzo pochlebnego dla aktorów, tekstu, który powieliliśmy w formie jednostronicowej ulotki już z własnej inicjatywy (Załącznik 31). Tekst ten to fragment zapisu rozmowy wicepremiera M.F. Rakowskiego z kilkoma przedstawicielami świata kultury, wśród których byli aktorzy: Hanna Skarżanka i Andrzej Łapicki oraz reżyser Kazimierz Dejmek. Ta sama dwójka: Stanisław Głażewski i Alicja Skiba, wykonał mniej więcej w tym samym czasie i miejscu nadruki na koperty i papier listowy (Załącznik 32), zapowiadające II wizytę Jana Pawła II wykorzystując matryce przygotowane przez Bogdana Szewczyka według projektów Marii Kapturkiewicz-Szewczyk.

Na zakończenie wypada jeszcze wspomnieć, że w końcu 1983 r. na prośbę podziemnej "Solidarności" wydrukowaliśmy 500 egzemplarzy kalendarza na 1984 r. (Załącznik 33), którego projekt i nakład podstawowy pochodził z jakiegoś źródła poza puławskiego. Nakład podstawowy tego kalendarza rozszedł się błyskawicznie wobec czego niezbędny stał się szybki dodruk, który wykonali Stanisław Głażewski i Bogdan Szewczyk. Pech chciał, że miejsce druku kalendarza zostało przez SB natychmiast rozszyfrowane, miał on bowiem winietę skopiowaną z okładki 35(43) numeru Biuletynu Informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej"[36]. Bardzo szybko udało się więc esbekom rozpoznać szlaki jego kolportażu, co w rezultacie doprowadziło do wielkiej wsypy w puławskim podziemiu solidarnościowym na przełomie lat 1983/1984.

Doroczne kiszenie kapusty na Zachcie miało w 1983 r. charakter znacznie skromniejszy niż w roku poprzednim, znacznie okazalszy był natomiast dyplom wręczany jego uczestnikom. Maria Kapturkiewicz-Szewczyk przedstawiła na nim techniką linorytu scenę ubijania kapusty w beczce przez alegoryczną panienkę, w asystencji Stanisława Głażewskiego i Bogdana Szewczyka (Załącznik 34).

Dzięki niespodziewanie dużym wpływom z kolportażu znaczków Podziemnej Poczty Solidarnosci od naszych warszawskich współpracownikom mogliśmy również zaopatrywać w książki dwie podziemne biblioteki a także wspomóc rodziny represjonowanych po wsypie kolegów z IUNG-u; fundusze podziemnych struktur organizacyjnych przeznaczone na zapomogi okazały się bowiem zbyt szczupłe, aby móc sprostać wielokrotnie zwiększonym wypłatom. Decyzję w tej ostatniej kwestii podjęliśmy niejednomyślnie. Niektórzy spośród nas uważali bowiem, że skoro nie możemy pomóc wszystkim represjonowanym, to powinniśmy zrezygnować z tej akcji w ogóle. I to była pierwsza rysa na monolitycznym dotychczas organizmie Wydawnictwa "Familia".

Łącznie w 1983 r.: zadrukowano co najmniej 142 ryzy (71 tys. arkuszy) papieru z czego 115 dwustronnie. 15 ryz (7,5 tys. arkuszy) zadrukowano co najmniej dwoma kolorami z czego 1 ryzę dwustronnie.


1984

 

Rok 1984 Wydawnictwo "Familia" rozpoczęło od wyznaczenia priorytetowych kierunków działania. Jednogłośnie uznano, że tematem wiodącym w tym roku powinny być wybory do rad narodowych, których termin wyznaczono na 17 czerwca. Frekwencja na tych wyborach miała być bowiem testem na gotowość społeczeństwa do czynnego poparcia opozycji.

Drugim, nie podlegającym dyskusji obszarem działania pozostał druk kolejnych numerów Tygodnika Wojennego. Trzeci kierunek wynikał z obu poprzednich: obydwa te bardzo kosztowne a nie przynoszące dochodu wydawnictwa (zarówno Tygodnik Wojenny jaki ulotki kolportowane były nieodpłatnie) mogły być sfinansowane jedynie dzięki wpływom z kolportażu znaczków Podziemnej Poczty Solidarności. Nie oznacza to jednak, że w 1984 r. zaniechaliśmy innych przedsięwzięć. Wspomnę tu o dwóch najważniejszych.

Zimą 1984 r. doszliśmy do wniosku, że warto by rozpocząć wydawanie własnego pisma informacyjno-publicystycznego, podobnego do biuletynów „Solidarności”, które wychodziły w Puławach przed 13 grudnia 1981 r. Zadania tego podjęli się dwaj redaktorzy Informatora NSZZ „Solidarność” w IUNG „Przeszłość-Przyszłości”, Józef Gądor i Stanisław Głażewski (działający pod kryptonimem WPZ-84 = W[wkrótce] P[olska] Z[wycięży]). Uzgodniliśmy, że w pierwszym półroczu, w okresie gdy naszym pierwszoplanowym zadaniem będzie obsługa wyborów do rad narodowych, pismo będzie wychodziło w niewielkiej objętości i w nakładzie 200 egzemplarzy (oszczędność papieru) a po wyborach, jeśli okaże się przedsięwzięciem trafionym, zwiększy obydwa te parametry. Do chwili osiągnięcia pełnej stabilizacji postanowiliśmy nie ujawniać ani bezpośrednio, ani w formie aluzji, że pismo jest redagowane i drukowane w Puławach. Podział pracy w dwuosobowej redakcji wyglądał w ten sposób, że Stanisław Głażewski miał redagować wszystkie teksty własne, a Józef Gądor zgodził się wziąć na siebie pozostałe prace redakcyjne łącznie z przygotowywaniem maszynopisów. Operacje fotograficzne i przygotowywanie matryc powierzono Bogdanowi Szewczykowi a drukowali pismo w mieszkaniach Janiny Dutkiewicz i Zdzisławy i Stanisława Głażewskich, Józef Gądor i Stanisław Głażewski.

Pierwszy numer miesięcznika „Polska Zwycięży”, datowany na 1 marca 1984 r. liczył 6 stron (A-5) i oprócz artykułu wstępnego wypełniał go w całości tekst listu Władysława Siły-Nowickiego do gen. Wojciecha Jaruzelskiego z 16 lutego 1984 r., w sprawie aresztowania Macieja Bednarkiewicza z krótkim komentarzem redakcji. Numer zamykało pierwsze hasło Wydawnictwa „Familia” związane z czerwcowymi wyborami: „Nie głosujesz – nie kłamiesz!” (Załącznik 35). Tym hasłem Wydawnictwo „Familia” rozpoczęło kampanię wyborczą 1984 r.

Numer 2, kwietniowy, był zaledwie 4-stronicowy, ale za to był to numer ilustrowany (Załącznik 36). Rozpoczynał się mottem:”Trzeba rozdrapywać rany Polski, żeby się nie zabliźniły błoną podłości – Stefan Żeromski” i życzeniami na Wielkanoc: „Drodzy Czytelnicy. Do życzeń zdrowych Świąt Wielkanocnych dołączamy i to, abyście nie utracili nic z duchowej wolności uświadomionej sobie w Sierpniu`80 - redakcja”. Jego wnętrze wypełniły dwa wiersze: Witolda Szolgini - „Wilkanoc wy Lwowi” i Jerzego Bazarewskiego „Matka Boska Kozielska”oraz dwa krótkie artykuły Stanisława Głażewskiego: jeden przypominający dzieje Mordu Katyńskiego, drugi informujący, że: „w końcu października 1981 r. warszawscy rzemieślnicy wykonali i ustawili w „dołku katyńskim” na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie, krzyż – pomnik ofiar Katynia, którego rysunek wykonany z natury zamieszczamy obok. Krzyż stał zaledwie kilkadziesiąt godzin. W noc poprzedzającą Święto Zmarłych „nieznani sprawcy” usunęli go potajemnie z cmentarza...” Wspomniany w tekście rysunek wykonała Maria Kapturkiewicz-Szewczyk. Resztę numeru redakcja poświęciła zbliżającym się wyborom. Oprócz tekstu Władysława Bieńkowskiego „Wybory” część tę wypełnia apel do Czytelników: „Aktywny udział w kampanii przedwyborczej, choćby przez rozlepianie w miejscach publicznych ulotek dołączonych do każdego numeru PZ, jest obowiązkiem każdego Czytelnika. Bardziej przedsiębiorczych namawiamy do opracowania i rozlepiania ulotek wykonanych flamastrem według własnego pomysłu. Powodzenia” oraz hasło wyborcze zaproponowane przez redakcję: „Jeśli dziś oddasz swój głos – możesz go jutro nie odzyskać”. Do każdego egzemplarza pisma dołączone były trzy różnokolorowe ulotki wyborcze wydrukowane przez „Familię”


Majowy numer 3 rozpoczynający się mottem „Wszelka władza w społeczności ludzkiej początek bierze z woli narodu – Konstytucja 3 Maja” wypełniają dwa artykuły redakcyjne. Pierwszy z nich „Witaj majowa jutrzenko” rozpoczyna się słowami piosenki o tym samym tytule a kończy cytatem z listu księcia Józefa Poniatowskiego „Nie znam innej władzy, jak władzę, którą naród cały ustanowił,/.../ żadnego innego obowiązku jak żyć z ukochaną ojczyzną, lub za nią umierać /.../. Ci, którzy śmieli dla ich dumy i własnej miłości zaprzedać krew współziomków swoich, są ohydą narodu i zdrajcami ojczyzny”. Drugi artykuł, którego tytuł to cytat z przemówienia króla Stanisława Augusta Poniatowskiego rozpoczynającego obrady Sejmu Czteroletniego „Czas nam wyleźć z tego błota!”, a motto to fragment poematu Kornela Ujejskiego „Maraton”, kończy się apelem redakcyjnym: „Ulotki załączone do tego numeru PZ służą do nalepiania w miejscu publicznym” kończy się hasłem wyborczym: „Kto się szanuje – ten nie głosuje”. Do każdego egzemplarza 3 numeru PZ dołączono dwa plakaty: pierwszy, tekstowy to dwustronicowa odezwa władz Regionu Środkowo-Wschodniego „W sprawie wyborów do rad narodowych” wzywająca wszystkich sympatyków „Solidarności” do bojkotu głosowania, drugi to plakat rysunkowy z tym samym przesłaniem (Załącznik 37).

Na motto 4, czerwcowego numeru miesięcznika Polska Zwycięży, redakcja wybrała słowa ks. Adama Czartoryskiego: „Nie wierzą, tym co mówią, że duch w kraju obumarł, że wszyscy są obojętni, skąpi, zatrwożeni aż do zatracenia jasnego sądu o rzeczach, że już są prawie pogodzeni z teraźniejszym stanem swym...”. Numer ten otwiera tekst homilii wygłoszonej na Mszy za Ojczyznę w warszawskim kościele św. Stanisława Kostki 27 maja1984 r. przez ks. Jerzego Popiełuszkę, skomentowany słowami Bronisława Trentowskiego z 1843 r.: „Któż najgłośniej u nas rozpacza? Ludzie małomyślni, ludzie bez dzielności, wielkości i czci dla samych siebie. Nie posiadając dość odwagi do trzymania albo z wrogami albo ze swoimi, po męsku, są pomiędzy młotem a kowadłem, nie wiedzą co robić i skwierczą.”. Resztę numeru wypełnia poświęcony wyborom artykuł „O co toczy się gra” przedrukowany z nr 16 pisma „Wola” z krótkim redakcyjnym komentarzem (Załącznik 38).W numerze tym nie zamieszczono żadnego hasła wyborczego; nie dołączono również do niego żadnych ulotek. Czwarty numer miesięcznika Polska Zwycięży okazał się również numerem ostatnim wobec faktycznego rozpadu grupy na początku maja (numer ten został wprawdzie zredagowany przez J. Gądora i S. Głażewskiego, ale wydrukowali go już we własnym mieszkaniu Zdzisława i Stanisław Głażewscy). O przyczynach tego rozpadu obszernie napisałem gdzie indziej,[37]tutaj powiedzieć wypada kilka słów o jego skutkach. Na szczęście nowe ustalenia dotyczyły wyłącznie działań dopiero planowanych a nasze zobowiązania wcześniejsze i prace w toku miały być dokończone. Kontynuowaliśmy zatem aż do marca 1985 r. druk Tygodnika Wojennego[38], wydrukowaliśmy z przygotowanych z dużym wyprzedzeniem diapozytywów broszurę „Nie było miejsca dla Ciebie...” i ulotkę z wierszem „Czerwona Zaraza”. Do skutku doszedł również wcześniej uzgodniony druk 9/14 numeru lubelskiego 'miesięcznika” a także druk następnych serii znaczków Podziemnej Poczty Solidarności, co było niezbędne dla pokrycia naszych sporych zobowiązań finansowych zaciągniętych dla sfinansowania kampanii wyborczej. Pracowaliśmy więc z konieczności razem jeszcze przez kilka miesięcy, ale już tylko z obowiązku, bez przyjemności i bez entuzjazmu a stosunki w grupie były bardziej niż naprężone. Ofiarą kataklizmu padł zatem przede wszystkim miesięcznik Polska Zwycięży, którego wydawanie zdecydowaliśmy zakończyć, mimo niedawnych planów znacznej rozbudowy pisma. Już numer lipcowy miał mieć 3-krotnie większą objętość . Miał on być poświęcony omówieniu wyników wyborów do Miejskiej Rady Narodowej w Puławach (przy tej okazji mieliśmy po raz pierwszy zdradzić, że pismo wychodzi w Puławach) oraz rocznicy rozwiązania Rady Jedności Narodowej (1.07.1944), która w latach hitlerowskiej okupacji pełniła funkcję podziemnego parlamentu. Dodatek do tego numeru z Odezwą Rady Jedności Narodowej do Narodu Polskiego i Narodów Zjednoczonych oraz Testament Polski Walczącej z 1 lipca 1944 r., miał być 1 zeszytem projektowanej Biblioteczki PZ . Z planów tych nic już nie wyszło a jedynym po nich śladem jest, wydrukowany z wcześniej przygotowanych matryc przez Zdzisławę i Stanisława Głażewskich i kolportowany jako samodzielna broszura, właśnie ten dodatek do nr 5 (Załącznik 39).

Również z przygotowanych wcześniej matryc Zdzisława i Stanisław Głażewscy wydrukowali w swoim mieszkaniu wiersz Józefa Szczepańskiego ps. „Ziutek”, „Czerwona Zaraza” z ilustracją Marii Kapturkiewicz-Szewczyk (Załącznik 40). Wiersz ten napisany w przededniu śmierci Autora w Powstaniu Warszawskim miał być integralną częścią artykułu Stanisława Głażewskiego, wydrukowanego w 1981 r. w Biuletynie Informacyjnym „Solidarność Ziemi Puławskiej”[39], ale na prośbę redakcji został z niego wyłączony. Postanowiłem zatem spełnić mój ówczesny zamiar w przededniu 40 rocznicy Powstania Warszawskiego.

Wydarzenia, które są treścią broszury „Nie było miejsca dla Ciebie.. (Załącznik 41), rozegrały się w Szkole Rolniczej w Miętnem koło Garwolina w pierwszej połowie 1984 r. Wieść o nich przywiozła do Puław nauczycielka L.O. im. ks. Adama Jerzego Czartoryskiego, która jesienią 1980 r. pomagała zakładać w tej szkole koło NSZZ „Solidarność”. Helena Hennel była również inspiratorką wydania broszury z opisem tych wydarzeń, tak żeby każdy ich uczestnik mógł otrzymać ją jako materialny dowód swojego zaangażowania. Tekst redakcyjny (s.1-12 opracował na podstawie zapisków uczestników Stanisław Głażewski, komentarzem go opatrzył Wacław Hennel (pod pseudonimem W. Miętny) a rysunki wykonała Maria Kapturkiewicz-Szewczyk. Broszurę zaprojektowała Maria Kapturkiewicz-Szewczyk a wydrukowali ją w nakładzie 300 egz. (w mieszkaniu Aliny Hennel) Stanisław Głażewski i Bogdan Szewczyk. Dodać jeszcze należy, że wobec chwilowych kłopotów finansowych Wydawnictwa „Familia”, Wacław Hennel we własnym zakresie wystarał się o papier i karton na okładki oraz pokrył koszty farby i materiałów fotograficznych.


Dokonań Wydawnictwa „Familia” w 1984 dopełnił druk 9-14 numeru „miesięcznika” (styczeń-czerwiec`83) na prośbę lubelskich struktur „Solidarności”(reprodukcję okładek tego pisma przedstawiłem w Załączniku 42) . Druk zorganizował Bogdan Szewczyk w mieszkaniu Elżbiety Poźniak przy ul. Dzierżyńskiego (obecnie Lubelska), angażując aż dwa zespoły drukujące: Stanisław Głążewski i Bogdan Szewczyk oraz Ireneusz Ostrokólski i Zdzisław Wiśniewski. Pracowaliśmy nad tym w pocie czoła od świtu do późnego wieczora przez kilka dni, gdyż wydrukowanie 42-stronicowego pisma nakładzie 2000 egz. wymagało obustronnego zadrukowania ponad 20 ryz papieru. Z całego tego przedsięwzięcia najlepiej pamiętam dwa incydenty. Pierwszy przydarzył mi się w drodze do miejsca drukowania. Byliśmy umówieni kilka minut przed 5 rano, żeby zebrać się i rozpocząć pracę przed wyjściem z domu pracowników Zakładów Azotowych zdążających na pierwszą zmianę. Szedłem więc w mroźny, grudniowy poranek między ciasno ustawionymi blokami witany całym chórem dzwonków budzików nastawionych na godz. 5-tą. Popędzany ich odgłosami przyszedłem na miejsce nieco przed czasem, więc machinalnie obszedłem blok dookoła i natrafiłem na ślady odciśnięte w świeżo spadłym śniegu, których wcześniej tu nie było. Wyciągnąłem z tego jedyny możliwy wniosek, który zjeżył mi włosy na głowie: wyraźnie ktoś mnie śledzi. Dopiero po ochłonięciu zorientowałem się, że okrążając budynek natknąłem się na swoje własne ślady. Drugi pamiętny moment zdarzył się już po zakończeniu druku, gdy egzemplarze pisma zapakowane w wielkie kartonowe pudło od telewizora czekało w mieszkaniu naszej gospodyni, Elżbiety Poźniak na odebranie przez kuriera z Lublina. Ponieważ jednak przez kilka dni nikt się po nie nie zgłaszał, właścicielka mieszkania zatelefonowała do mnie do pracy nie bacząc, że grozi to dekonspiracją, że mam natychmiast od niej to pudło zabrać, pod rygorem wrzucenia go do śmietnika. Rad nie rad zabrałem to pudło od niej i dociągnąłem je jakoś do przystanku autobusowego. Przy pomocy współpasażerów udało mi się wsiąść z nim do autobusu, gdzie pod wpływem ciepła odbitki zaczęły wydzielać ostry odór nafty, którą rozcieńczaliśmy farbę. Na szczęście autobus był prawie pusty i nikt nie dociekał, co tak w tym pudle śmierdzi, ale do domu dotarłem mokry z emocji. Na szczęście tego samego dnia pojawił się kurier i sprawa została szczęśliwie załatwiona.

Nim jednak doszło do druku „miesięcznika” wydawnictwo „Familia” opracowało i wydrukowało trudną dziś do określenia liczbę plakatów i ulotek wyborczych. Akcję tę bardzo starannie zaplanowaliśmy jeszcze zimą przyjmując, że powinniśmy wprowadzić do kolportażu co najmniej 2 ulotki na każdego mieszkańca Puław (a więc ok. 100.000 egz.). Później doszliśmy do wniosku, że w celu zamaskowania miejsca druku ulotek, wcześniej w Lublinie i innych miastach Lubelszczyzny powinno się ich pojawić przynajmniej tyle samo. Wstępnie ustaliliśmy zatem, że wydrukujemy co najmniej 200 tys. ulotek. co wymagało zadrukowania ok. 25 tys arkuszy papieru (=50 ryz.). W praktyce wydrukowaliśmy ich o wiele więcej, gdyż stale dochodziły nowe pomysły graficzne. Chcąc, żeby nasze ulotki trafiły do przekonania ludziom o różnych poglądach spośród kilkuset propozycji własnego pomysłu lub zapożyczonych od innych wydawnictw wybraliśmy kilkadziesiąt, które postanowiliśmy wydrukować. Były to ulotki lakoniczne i rozgadane, czarno-białe lub kolorowe, tekstowe lub rysunkowe, przeznaczone dla ludzi różnego pokroju: wykształconych i nie wykształconych, wierzących, bojaźliwych, odważnych itp. Z jednej dobrze wykonanej matrycy sitodrukowej można wydrukować nie więcej niż 1000 arkuszy papieru. Dlatego też nakłady druków wykonywanych w podziemiu mają taki właśnie nakład. Przy masowym druku ulotek matryc potrzebowaliśmy tyle, że od maja Bogdan Szewczyk praktycznie zajmował się prawie wyłącznie ich wytwarzaniem a druk wzięli na siebie Stanisław Głażewski i Ireneusz Ostrokólski..

Już w marcu 1984 r. Stanisław Głażewski i Bogdan Szewczyk wydrukowali w mieszkaniu Aliny Hennel apel Samodzielnej Grupy Opozycyjnej (czyli nasz własny) adresowany „Do każdego kto ceni swoją godność” oraz ulotkę z reprodukcją od jakiegoś czasu krążącego po Polsce listu, uchodzącego za autograf Lecha Wałęsy (Załącznik 43). Jeszcze w marcu wydrukowaliśmy również dwie serie kolorowych miniulotek tekstowych i rysunkowych (Załącznik 44). Projekty tych ulotek wykonały: Maria Kapturkiewicz-Szewczyk (w kilku przypadkach inspirując się AK-owskimi ulotkami z 1943 r[40]) i Krystyna Gądor. Teksty wybrał i rymowanki zaproponował Stanisław Głażewski a diapozytywy i matryce wykonał Bogdan Szewczyk. Druk w mieszkaniu Janiny Dutkiewicz : Stanisław Głażewski i Ireneusz Ostrokólski.

W kwietniu wprowadziliśmy do kolportażu dwustronicowy plakat ze stanowiskiem podziemnych władz NSZZ „Solidarność” Regionu Środkowo-Wschodniego pt. „W sprawie wyborów do rad narodowych” oraz rysunkowy plakat według projektu Marii Kapturkiewicz-Szewczyk[41] (Załącznik 45), wydrukowane przez Stanisława Głażewskiego, Ireneusza Ostrokólskiego i Bogdana Szewczyka, w nakładzie po 2000 egz. Po 200 egz. każdego z tych plakatów dołączyliśmy do majowego numeru miesięcznika „Polska Zwycięży”.


W maju uzyskaliśmy prawo do wykorzystywania mieszkania Izabelli Bronikowskiej na całe 2 tygodnie. Większość ulotek wyborczych kolportowanych w 1984 r. wydrukowaliśmy z Ireneuszem Ostrokólskim właśnie w tym mieszkaniu. Na początek dodrukowaliśmy drugi nakład ulotek przedstawionych w Załączniku 44 a następnie zajęliśmy się masowym wytwarzaniem nowych wzorów zaprojektowanych w międzyczasie przez Krystynę Gądor i Krzysztofa Małagockiego, przedstawionych w Załączniku 46 oraz plakatów z tekstem „dlaczego zbojkotujemy wybory? oraz wydaniem specjalnym wrocławskiego „Z dnia na dzień” z kwietnia 1984 r., (Załącznik 47), przeznaczonych do rozlepiania w ostatnim tygodniu przed głosowaniem.

W rzadkich chwilach odpoczynku zaprojektowaliśmy arkusz ulotek naszego własnego pomysłu (Załącznik 48a). Bogdan Szewczyk błyskawicznie wykonał według niego makietę oraz diapozytyw (niestety nie zachował się) i nim skończyliśmy drukować poprzednie wzory, gotowe były nowe matryce. W naszych ulotkach wykorzystaliśmy wypowiedzi i opinie ks. Jerzego Popiełuszki , Milovana Dzilasa i lorda Attlee, rysunek z okładki książki Normana Davisa „Biały Orzeł, Czerwona Gwiazda” oraz kilka popularnych haseł. Tych dwubarwnych, czarno-czerwonych ulotek wydrukowaliśmy aż 5 tys. arkuszy. Musiały mieć one spore powodzenie skoro w następnym roku zostały bardzo pomysłowo wykorzystane przez nieznanego autora kartki z życzeniami Wielkanocnymi (Załącznik 48b).

Ponad połowę nakładu każdej z tych ulotek natychmiast po wydrukowaniu przekazywaliśmy do Lublina, pozostałe przejmował podziemny Zarząd Oddziału Ziemia Puławska, który zorganizował cięcie arkuszy oraz kolportaż ulotek i plakatów.

W tym samym miejscu i składzie osobowym wydrukowaliśmy również miniulotki przeznaczone do kolportażu wyłącznie w Puławach. Cięciem (gilotyną fotograficzną) i rozrzucaniem tych druków zajmowaliśmy się już sami po zakończeniu prac drukarskich. Te proste miniulotki (Załącznik 49) były przeznaczone do rozrzucania z dachów wysokich budynków, i rozkładania w miejscach publicznych (np. na przystankach autobusowych, w pociągach, w sklepach, w urzędach i innych masowo uczęszczanych miejscach) w ostatnich dniach kampanii wyborczej. Dużą ich ilość przekazaliśmy kolegom z Zakładów Azotowych z prośbą o wprowadzenie ich do strumienia powietrza chłodzącego chłodnie kominowe na terenie ZA, który by wyekspediował je na dużą wysokość, a następnie rozrzucił na dużej przestrzeni. Wydrukowaliśmy ich po 2000 arkuszy w kolorach czarnym i czerwonym, co przy małych ich rozmiarach (na każdym arkuszu mieściło się od 30 do 60 egzemplarzy) dało ok. 180 tys. miniulotek. Wyjaśnić jeszcze wypada, że na adresatów tych ulotek wybrano Zakłady Azotowe i IUNG a nie żaden inny puławski zakład pracy dlatego, że od postawy związkowców tych instytucji, pilnie obserwowanych przez pozostałych w dużym stopniu zależała postawa całego środowiska. Obydwa te ośrodki wyrobiły sobie bowiem w społeczności puławskiej niepodważalny autorytet dzięki wielkiemu wkładowi w organizację i funkcjonowanie struktur NSZZ „Solidarność” oraz redakcję biuletynów związkowych w latach 1980-1981.

W ostatnich dniach kampanii wyborczej na plakatach wyborczych, skrzynkach pocztowych, oknach wystawowych, a w dniu głosowania również w lokalach wyborczych, rozlepiane były ulotki samoprzylepne, których 500 egz. znaleźliśmy w puszkach przysłanych z Francji przez Jana Stepka (Załącznik 50a) a mniej więcej tyle samo wydrukowaliśmy sami (Załącznik 50b) wykorzystując diapozytywy przygotowane do druku miniulotek przedstawionych w Załączniku 49.

Mój prywatny wkład w kampanię wyborczą 1984 r. to 200 samoprzylepnych ulotek z własnoręcznie wypisaną na maszynie z czerwoną taśmą parafrazą znanego, niezbyt salonowego, powiedzenia Marszałka Piłsudskiego (Załącznik 50c) i własnoręcznie rozlepionych m.in. w wagonach PKP,w autobusach oraz w innych miejscach publicznych. W ciągu ostatnich dni przed głosowaniem cały swój wolny czas poświęciłem produkcji ulotek przeznaczonych do kolportażu w moim miejscu pracy, puławskim IUNG-u. Ulotki te (Załącznik 50d), odciskane stemplem[42] na paskach papieru rozrzucaliśmy wraz z miniulotkami wydrukowanymi wcześniej z górnych kondygnacji wszystkich schodów w Pałacu Czartoryskich w różnych porach dnia a szczególnie tuż przed rozpoczęciem i tuż przed zakończeniem pracy, gdy ruch na schodach był duży.


Przez wyborami do rad narodowych Wydawnictwo „Familia” prowadziło kampanię wyborczą również przez emisję znaczków Poczty Podziemnej „Solidarności”(Załącznik 51). np. na marginesach arkuszy znaczków wydrukowanych w maju 1984 r. wydrukowaliśmy 4 ulotki z hasłem „Solidarność nie głosuje”, a dwa znaczki z tej serii zaprojektowane przez Marię Kapturkiewicz-Szewczyk to kopie ulotek wyborczych przedstawionych w Załącznikach 44b i 45b. . Również na marginesie bloczka znaczków z wizerunkiem Marszałka Piłsudskiego wydrukowaliśmy miniaturowy plakacik wyborczy z wizerunkiem konia trojańskiego, zaprojektowany przez Marię Kapturkiewicz-Szewczyk.

W celu wzbogacenia i urozmaicenia oferty własnej, jeszcze w ostatnim tygodniu przed głosowaniem Stanisław Głażewski i Bogdan Szewczyk wydrukowali w Mieszkaniu Jadwigi i Leonarda Zinkiewiczów kilka tysięcy plakatów i ulotek kolportowanych w innych regionach Polski (Załącznik 52). Druki te miały nie najlepszą jakość, gdyż ze względu na brak czasu przy przygotowywaniu matryc Bogdan Szewczyk posłużył się nie oryginalnymi maszynopisami, tylko niezbyt czytelnymi powielaczowymi wydrukami. Gdyby nie brak czasu i doszczętne wyczerpanie się zapasów papieru[43] mogliśmy jeszcze bardziej urozmaicić naszą ofertę wydawniczą, gdyż jeszcze w czerwcu otrzymaliśmy od Krystyny Gądor dalsze, interesujące propozycje ulotek rysunkowych (Załącznik 53). Propozycje te postanowiliśmy wykorzystać przy okazji kampanii przed wyborami do Sejmu PRL w 1985 r.

Łącznie więc Wydawnictwo „Familia” na kampanię wyborczą 1984 r. przeznaczyła ponad 84 ryzy papieru zadrukowanego przez Stanisława Głażewskiego, Ireneusza Ostrokólskiego i Bogdana Szewczyka i w okresie od marca do czerwca nieodpłatnie wprowadziło do obiegu 217 tys. egz. własnoręcznie wydrukowanych plakatów i ulotek wyborczych, 194 tys. miniulotek, 1,2 tys. ulotek samoprzylepnych oraz 2 tys. znaczków Poczty Podziemnej Solidarności z motywami wyborczymi znacznie przekraczając zobowiązania podjęte wiosną.

Wkład „Familii” w kampanię wyborczą był również bardzo kosztowny wskutek czego popadliśmy w spore długi. Żeby je pospłacać wiele czasu w drugim półroczu poświęciliśmy na druk znaczków Podziemnej Poczty Solidarności, które było jedynym naszym dochodowym przedsięwzięciem. W ciągu całego 1984 r. wprowadziliśmy do kolportażu 10 arkuszy z 84 wzorami nowych znaczków (4 z nich zaprojektował Krzysztof Małagocki, 5 Maria Kapturkiewicz-Szewczyk, 11 Stanisław Głażewski i Bogdan Szewczyk i aż 63 Andrzej Znojkiewicz). Cztery z nich przedstawiono w Załączniku 51. wśród nich szczególnie ciekawy jest wydrukowany w grudniu jedyny w dorobku „Familii” arkusz znaczków 4-kolorowych (niebieski, brązowy, czerwony i czarny) poświęcony m. in. ks. Jerzemu Popiełuszce (Załącznik 51c) oraz wydrukowany w styczniu 15-znaczkowy arkusz poświęcony więźniom politycznym i dowódcom Armii Krajowej opatrzony okolicznościowymi komentarzami.

Głównie ze względu na zaangażowanie „Familii” w akcję wyborczą bilans dokonań Wydawnictwa w 1984 r. był imponujący: ogółem zadrukowaliśmy w tym roku aż 193 ryzy papieru, z czego 99 ryz dwustronnie a 30 ryz wielobarwnie.

W roku tym Wydawnictwo poniosło również dotkliwą stratę: latem z przyczyn osobistych „Familię” definitywnie opuścił Ireneusz Ostrokólski[44], co bardzo grupę osłabiło: w drugim półroczu w wydawnictwie pozostało już tylko dwóch stałych drukarzy: Stanisław Głażewski i Bogdan Szewczyk, przy czym pierwszy z nich w tradycyjnym jesiennym kiszeniu kapusty na Zachcie już nie uczestniczył.


1985

 

Plany na 1985 r., osłabionego personalnie i bardzo zmęczonego po ubiegłorocznych wysiłkach, wydawnictwa „Familia”, były bardzo skromne. Ograniczały się do druku czterech ostatnich numerów Tygodnika Wojennego[45] i kolejnych serii znaczków Podziemnej Poczty Solidarności, a także do wydrukowania kilku zaległych pozycji, których druk odłożono ze względu na akcję wyborczą 1984 r. Najwięcej czasu poświęciliśmy jednak na przygotowanie i druk ulotek wzywających do bojkotu wyborów do Sejmu PRL przypadających na 13 października.

Akcję ulotkową przed wyborami zaproponował Wacław Hennel, który zebrał 51 tekstów i haseł propagujących bojkot wyborów w 11-stronicową broszurę (Załącznik 54). Były to teksty własne oraz przedrukowane z periodyków II obiegu. Instrukcję użytkowania broszury jej pomysłodawca, Wacław Hennel (ukrywający się pod pseudonimem W. Wolny) zawarł w apelu do czytelników wydrukowanym na okładce:

CZYTELNIKU: Broszura ta jest własnością Polski, tej prawdziwej, od Kremla niezależnej, przez żadnego Urbana nie reprezentowanej. Twoim obowiązkiem moralnym jest spowodowanie, aby krążyła, a za parę miesięcy, najpóźniej tygodni przed „wyborami” trafiła do rąk kogoś /lub z powrotem Twoich własnych/, kto ją potnie na ulotki i zdobędzie się na odwagę, bu tak wielką ich ilość rozkleić, rozłożyć, rozrzucić w miejscach publicznych tak, by mogli przeczytać i Ci, którzy nie mają kontaktu z obiegiem prasy niezależnej. Jeżeli któraś z ulotek nie będzie odpowiadała poglądom rozprowadzającego je – niech ją usunie.

Pod tym tekstem widniały jeszcze dwie uwagi: „Żadne prawa autorskie nie strzeżone. Powielanie dozwolone i zalecane” oraz „B r o s z u r a b e z p ł a t n a, ale wolne datki na zwrot kosztów – mile widziane”. Na okładce widniała również nazwa Wydawnictwa „Familia” zakodowanego pod kryptonimem „Niezależna Oficyna Wydawnicza w Lesie Liściastym”. Ten „las liściasty”, w którym przeprowadzono druk pierwszych 1000 egz. to było mieszkanie użyczone przez Alinę Hennel a wydrukowali ją (z matryc przygotowanych przez Bogdana Szewczyka) Stanisław Głażewski i Bogdan Szewczyk w marcu 1985 r. Ponieważ broszura miała wielkie powodzenie i rozeszła się błyskawicznie już w końcu maja przedsięwzięto jej dodruk w nakładzie 2000 egz. Wykonano go w mieszkaniu siostry Bogdana Szewczyka przy ul. Kołłątaja angażując do tej pracy dwa zespoły drukujące: oprócz stałych drukarzy ”Familii” Stanisława Głażewskiego i Bogdana Szewczyka należeli do nich Stanisław Mazur z Instytutu Nawozów Sztucznych i Zdzisław Wiśniewski z Zakładów Azotowych. Broszury złożyli i zszyli w mieszkaniu Zdzisławy i Stanisława Głażewskich: Zdzisława Głażewska, Stanisław Głażewski, Alina Hennel, Wacław Hennel i Bogdan Szewczyk. Było to ostatnie spotkanie członków i współpracowników Wydawnictwa „Familia”, które w końcu maja 1985 r. zakończyło swój niespełna 3,5 letni żywot.

W międzyczasie, w kwietniu 1985 r. dla poszerzenia oferty własnej, w mieszkaniu użyczonym przez Alinę Hennel wydrukowaliśmy niewielką ilość (18 tys. egz) ulotek wzorowanych na ulotkach lubelskich lub warszawskich, których treść i argumentacja wydały nam się godne uwagi (Załącznik 55). Poświęciliśmy na to 6 ryz papieru. Ulotki te były gorszej jakości, gdyż za makietę wyjściową posłużyły Bogdanowi Szewczykowi krążące w podziemiu wydruki, a nie maszynopisy.


Wkład Wydawnictwa „Familia”w akcję wyborczą w 1985 r. był znacznie uboższy w porównaniu z rokiem poprzednim. Złożyło się na to wiele czynników takich jak brak papieru, kłopoty finansowe czy braki kadrowe, ale w największym stopniu zła atmosfera w zespole, panująca już od maja 1984 r. Mimo tego w ciągu niespełna 3 miesięcy zdołaliśmy wprowadzić do kolportażu 78 tys. ulotek oraz 4 tys. znaczków Podziemnej Poczty Solidarności o tematyce wyborczej zadrukowując 46 ryz papieru. Czy przyniosło to jakieś wymierne efekty w postaci spadku frekwencji wyborczej – trudno powiedzieć. Wiadomo jedynie, że frekwencja ta w Puławach wynosiła 62% i była niższa od przeciętnej frekwencji w polskich miastach (66%), a znacznie mniejsza od frekwencji podanej przez Państwową Komisję Wyborczą (78,8%).[46] W czasie listopadowych wyborów do Sejmu PRL podziemne struktury „Solidarności” zorganizowały niezależne liczenie frekwencji wyborczej. W akcji tej wzięli udział wszyscy byli członkowie nieistniejącego już Wydawnictwa „Familia” i z tej racji mieli dostęp do zbiorczych wyników dotyczących naszego miasta. Dzięki temu mogliśmy społeczeństwo Puław powiadomić o frekwencji wyborczej już rankiem 14 października. Zorganizowaliśmy to w następujący sposób. Kilka dni wcześniej przygotowaliśmy sobie matrycę sitodrukową z odpowiednim tekstem zostawiając miejsca przeznaczone na dane liczbowe wolne. W nocy, po otrzymaniu zaszyfrowanej telefonicznej informacji o wynikach liczenia frekwencji wprowadziliśmy je w pozostawione puste miejsca wykluwając na matrycy odpowiednie cyfry igłą. Przez resztę nocy drukowaliśmy i cięliśmy na gilotynie ulotki (ok. 4 tys. egzemplarzy), które rano wprowadziliśmy do kolportażu. Po pierwszą partię, przeznaczoną dla Zakładów Azotowych, zgłosił się ok. 5 rano Zdzisław Wiśniewski. Ulotka z informacją o frekwencji wyborczej w Puławach została reprodukowana w Załączniku 56.

Nim jednak podjęliśmy prace związane z kampanią wyborczą do Sejmu PRL Stanisław Głażewski i Bogdan Szewczyk wydrukowali (w mieszkaniu Aliny Hennel) ostatnie numery Tygodnika Wojennego, 2-kolorową kartkę na Wielkanoc z życzeniami dla Czytelników od drukarzy II obiegu (Załącznik 58) oraz 4 serie znaczków Podziemnej Poczty Solidarności według projektów Andrzeja Znojkiewicza. Były wśród nich 4 znaczki nawołujące do bojkotu wyborów do Sejmu PRL (Załącznik 57a). Dwie następne serie znaczków zaprojektowanych przez Andrzeja Znojkiewicza wydrukowała już (z matryc wykonanych przez Bogdana Szewczyka) zupełnie nowa ekipa składająca się ze Zdzisławy, Stanisława Jr., Krzysztofa, Łukasza i Stanisława Głażewskich. A działo się to w ich własnym mieszkaniu, w październiku 1985 r. Jeden ze znaczków tej serii podsumowuje wyniki wyborów (Załącznik 57b). Ostatnią serię znaczków, którą zaliczyć należy do dorobku Wydawnictwa „Familia” wydrukowali w sierpniu 1985 r. w mieszkaniu Marii i Bogdana Szewczyków Wiesław Rymkiewicz i Bogdan Szewczyk. Łącznie w 1985 r. Wydawnictwo „Familia” wprowadziło do kolportażu 25 nowych znaczków (1 zaprojektowany przez Marię Kapturkiewicz-Szewczyk i 24 według projektów Andrzeja Znojkiewicza). Dodać w tym miejscu wypada, że nie udało się nam już zrealizować 2-znaczkowej serii znaczków poświęconych wydarzeniom Poznańskiego Czerwca, którymi, nie przewidując rozpadu grupy, postanowiliśmy uczcić ich 30 rocznicę przypadającą w czerwcu 1986 r. Projekty tych znaczków wykonane na kalce technicznej zostały przedstawione w Załączniku 59.

Łącznie w 1985 r. Wydawnictwo „Familia” zadrukowało 71 ryz papieru, w tym (15 dwustronnie a 12 wielobarwnie).

W ciągu 41 miesięcy swego istnienia (od grudnia 1981 r. do maja 1985 r.) Wydawnictwo „Familia” zadrukowało metodą sitodruku nie mniej niż 486 ryz (243 tys. arkuszy) papieru, w tym 291 ryz dwustronnie. Aż 57 ryz naszych wydruków to były druki wielobarwne. Dodatkowo w pierwszych fazach tego okresu wydaliśmy 8 ryz zawiadomień, ulotek i życzeń maszynopisowych lub stemplowanych. Ponad ¼ naszych wydruków to ulotki i plakaty wyborcze, pozostałe druki to: broszury, periodyki, ulotki, plakaty i kartki okolicznościowe, oraz znaczki Poczty Podziemnej „Solidarności”, których łącznie wydaliśmy 127 wzorów graficznych (i niemożliwą już do ustalenia liczbę wariantów kolorystycznych) pokrywając wielobarwnym nadrukiem aż 46 ryz (= 23 tys. arkuszy) papieru. Jeśli zważyć, że wprowadzenie do kolportażu takiej liczby wydruków wymagało zadrukowywania przeciętnie prawie 3 ryz (1,4 tys. arkuszy) papieru tygodniowo, to uwzględniając szczupłość kadr i prymitywny sprzęt oraz zaangażowanie zawodowe wszystkich członków grupy, ten wynik należy uznać za całkiem zadowalający. Wymagało to olbrzymiego nakładu sił i środków stanowiąc probierz naszej niechęci do ustroju i władz PRL a zwłaszcza do WRONy, za to, że usiłowała zniweczyć „Solidarność” i zręby społeczeństwa obywatelskiego przez nią wykreowanego w organizację różnorodnych struktur i funkcjonowanie którego wszyscy byliśmy bez reszty zaangażowani.

 

Puławy, maj 2004

 

Tekst został wydrukowany w tomie: S.T. Głażewski – "W imię "Solidarności". Wspomnienia z lat 1981-1989" wyd. Towarzystwo Przyjaciół Puław, Puławy 2010, s. 53

Przypisy

  1. Mikołaj Lizut, Andrzej Zawistowski - “DEKADY 1975-1984”. Biblioteka Gazety Wyborczej/Oficyna Imbir, Warszawa 2006, s. 188-189.
  2. Nazwę wydawnictwa zapożyczyliśmy od stronnictwa politycznego książąt Czartoryskich działającego na przełomie XVIII i XIX w...
  3. Pierwsza informacja o działalności Wydawnictwa "Familia" (Załącznik 1) została opracowana przez Stanisława Głażewskiego już wiosną 1986 r. na prośbę Anatola Kobylińskiego, który właśnie przygotowywał katalog znaczków "Solidarności" SZEŚĆ LAT PODZIEMNEJ POCZTY W POLSCE (1982-1988), Muzeum Polskie Rapperswil, 1989. Katalog ten zawiera liczne znaczki m.in. wydane przez "Familię"
  4. Jan Strękowski i redakcja “TW” - “Tygodnik Wojenny” w: Dyskusja panelowa wokół “Tygodnika Wojennego”, Warszawa, 27 czerwca 2005 r., maszynopis dostępny w internecie.
  5. W otoku grafiki pt. “Cierpliwości!” z 2000 r., kolportowanej na Zjeździe Założycielskim Unii Demokratycznej.
  6. Stanisław Głażewski – Poczta Podziemna Solidarności. Znaczki “puławskie” - maszynopis.
  7. Nazwa BIS wywodziła się od inicjałów imion członków grupy: B[ogdan Szewczyk], I[reneusz Ostrokólski], S[tanisław Głażewski]
  8. Skrót ten, który rozwijaliśmy w nazwę “Samodzielna Grupa Operacyjna” pochodził od inicjałów nazwisk członków grupy: S[zewczyk], G[łażewski], O[strokólski}.
  9. Stanisław Głażewski - “Przyczynek do dziejów puławskiej opozycji solidarnościowej w latach 1980-1989”, Puławy, czerwiec 2001 r., - maszynopis.
  10. Maria Kapturkiewicz-Szewczyk i Bogdan Szewczyk prowadzili pracownię plastyczną przy ul. Filtrowej (tzw. “Zachta”), w której od wielu lat organizowali konspiracyjne spotkania puławskiej opozycji demokratycznej. W latach 1980-1981 obydwoje aktywnie działali w Komisji Oświaty i Kultury NSZZ “Solidarność” oraz w puławskim KIK-u.
  11. Przebieg tego procesu opisałem w artykule pt. Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” (listopad 1980 – grudzień 1981), opublikowanym w wydawnictwie Towarzystwa Przyjaciół Puław “Studia Puławskie” Seria A Zagadnienia społeczno-historyczne, tom 9(11), Puławy 2005, s. 7-147.
  12. Towarzystwo Kursów Naukowych (TKN), powołane w 1978 r. przez grupę działaczy opozycyjnych organizowało w prywatnych mieszkaniach konspiracyjne wykłady z zakresu historii najnowszej, ekonomii i socjologii.
  13. O skali zagrożenia wsypą świadczy choćby fakt, iż według wiceministra MSW, gen. Stachury, w samym tylko 1982 r. zlikwidowano w Polsce aż 360 podziemnych drukarni oraz skonfiskowano 1196 urządzeń powielających i 468 maszyn do pisania. (Jan Skórzyński, Marek Pernal – Kalendarium Solidarności 1980-89, Świat Książki 2005, s.115).
  14. W mieszkaniu Marii i Bogdana Szewczyków przy ul. Cichockiego drukowaliśmy m .in. wszystkie znaczki Podziemnej Poczty "Solidarności" oraz inne druki wielobarwne.
  15. Technika sitodruku polega na przeciskaniu farby drukarskiej gumowym raklem przez oczka specjalnej matrycy, pod którą podkłada się papier. Matrycę przygotowuje się powlekając w ciemni tkaninę stylonową o bardzo drobnych oczkach specjalną światłoczułą emulsją i naświetlając ją przez diapozytyw lampą kwarcową. W naświetlonych fragmentach matrycy emulsja staje się wodoodporna, podczas gdy w miejscach przysłoniętych zaczernionymi fragmentami diapozytywu łatwo ulega wypłukaniu strumieniem wody pozostawiając mikropory, przez które przedostaje się farba pod naciskiem rakla. Szczegółowy opis techniki sitodrukowej (a także innych technik drukarskich stosowanych w konspiracji) można znaleźć w bardzo pożytecznej broszurce pt. “Mały Poradnik Drukarski”, Wydawnictwo GŁOS, Warszawa 1980.
  16. Wydawnictwo “Familia” z początku korzystało z zapasów papieru zgromadzonych przed 13.XII.1981 r. przez redakcję Biuletynu Informacyjnego „Solidarność Ziemi Puławskiej” i „Informatora KZ NSZZ „Solidarność” w IUNG „Przeszłość-Przyszłości”. Większość papieru musieliśmy jednak kupić po jednej, najwyżej dwie ryzy w nielicznych puławskich sklepach w tych rzadkich wypadkach, gdy akurat został on do nich dostarczony. Trzeba było zatem zorganizować system sygnalizacji pojawienia się papieru w puławskich (albo okolicznych) sklepach, a także zmobilizować w takich chwilach jak największą liczbę osób, które zechciałyby go dla nas nabyć. Raz udało nam się nabyć większą ilość dobrego papieru od puławskiego poety Dominika Opolskiego, któremu wstrzymano druk jego „Aforyzmów” w chwili, gdy już uzyskał pozwolenie na zakup papieru i zdążył się weń zaopatrzyć. W każdym razie najczęstszą przyczyną ograniczenia nakładu którejś z drukowanych przez nas pozycji był właśnie brak papieru, czasem był nią brak pieniędzy, ale nigdy brak czasu, zmęczenie czy zwykłe ludzkie lenistwo.
  17. Recepturę tej farby opracował Bogdan Szewczyk. On również zajmował się jej produkcją.
  18. Nie zachował się żadna odbitka tych druków a projekt i klisze zostały zniszczone tuż po wykorzystaniu ze względu na bezpieczeństwo wykonawców.
  19. Wzorcem dla tej pieczątki była winieta Tygodnika Solidarność.
  20. Jan Okoń – Wspomnienia ze stanu wojennego spisane w 2005 roku w: 25 lat “Solidarności” Ziemi Puławskiej, Wyd. Zarząd Oddziału NSZZ “Solidarność” Ziemia Puławska, Puławy 2005 r., s. 256.
  21. Przebitka to potoczna nazwa dziś już prawie nie używanej cienkiej bibułki formatu A-4 wykorzystywanej w epoce maszyn do pisania. Używając przebitki można było uzyskać do 8 kopii maszynowych dowolnego tekstu.
  22. Paweł Smoleński – On był Kmicicem opozycji. Tylko on mógł wysadzić kolubrynę. Portret Teodora Klincewicza – legendy podziemnej “Solidarności” - maszynopis dostępny w internecie.
  23. Pewex – firma prowadząca sieć sklepów, w których artykuły importowane z Zachodu, ale również i polskie, można było nabyć bez kolejek ale tylko za dolary lub bony towarowe. Towary pewexowskie były więc dostępne tyko dla ulubieńców PZPR, bo tylko oni mogli liczyć na otrzymanie paszportu na Zachód.
  24. Podobną technikę stosowali opozycjoniści warszawscy montując pliki z ulotkami i papierosowym wyzwalaczem na dachach wieżowców. Pozwalało im to bezpiecznie opuszczać miejsca wyrzutu i obserwować efekty swojego działania z chodnika, po wmieszaniu się w tłum przechodniów.
  25. Wiadomość o tym przywieźli do Włodawy internowani uczestnicy strajków w Świdniku i Lublinie, które odziały te spacyfikowały w pierwszej kolejności.
  26. Nikt nie wiedział wtedy jeszcze, że listy osób przeznaczonych do internowania były przygotowywane w marcu 1981 r. Znalazły się na nich zatem nazwiska osób najaktywniejszych w tamtym czasie a zabrakło nazwisk osób, które zaktywizowały się dopiero w późniejszym okresie.
  27. Rakiel – pasek olejoodpornej gumy oprawiony w drewniany uchwyt. Służył do przeciskania farby przez otwory w matrycy sitodrukowej.
  28. Żeby wyczerpać do końca ten delikatny i drażliwy temat warto w tym miejscu przytoczyć casus Zbigniewa Herberta uchodzącego za wzorzec niezłomności i wysokich standardów etycznych ("Pan Cogito", "Potęga smaku" etc.). Jego przygody z SB wydają mi się zatem dobrym punktem odniesienia w kwestiach etycznych. Otóż w czasach PRL-u taki rygorysta etyczny jak "Herbert, walcząc o możliwość życia w miarę normalnego, o prawo do wyjazdu za granicę, bez zrywania kontaktu z krajem, gdzie mieszkała jego schorowana matka, wdał się w ryzykowną grę. Nie odmawiał rozmów, także wtedy, gdy (jak w przypadku podpułkownika Pieniążka) nie mógł mieć złudzeń co do osoby rozmówcy.

    W tym jednak, co opowiadał ubekom nie ma nic ponad to, co stanowiło wiedzę raczej powszechną. Zarówno wtedy, gdy mówił o poglądach Giedroycia i wpływie Juliusza Mieroszewskiego na linię polityczną "Kultury", jak i wtedy, gdy dzielił się plotkami na temat życia osobistego Alicji Lisieckiej. Krzywdy – a to przecież najważniejsze – nikomu nie wyrządził. Niesprawiedliwe zapewne określenie słowackiego pisarza Ladislava Mnacki, najpierw komunisty, potem rewizjonisty, który w 1967 roku wyemigrował z Czechosłowacji do Izraela i wrócił podczas Wiosny Praskiej , by powtórnie wyjechać po inwazji w sierpniu 1968 r. (a na koniec umrzeć w Bratysławie w 1994 roku) mianem "typowego zbója niemającego nic wspólnego z interesami narodowymi Czechosłowacji" zaszkodzić mu raczej nie mogło. A niektórym emigrantom (na przykład Tadeuszowi Nowakowskiemu, Miłoszowi, Jeleńskiemu, Czapskiemu, czy Romanowiczom) Herbert wystawiał coś w rodzaju przewrotnego świadectwa moralności, które ubeccy rozmówcy po części "kupowali". I, co najważniejsze, nie ukrywał przed przyjaciółmi z emigracji, że grę z ubecją prowadzi./.../

    18 czerwca 1969 roku pisał do Czesława Miłosza:..."Wypytywali także o Ciebie, czy byś nie wrócił, a ja im streszczałem "Dolinę Issy" i analizowałem Twoje wiersze, udając, że ich interesujesz, jako najlepszy żyjący poeta polski. Grałem głupca bez przyjemności. Stwierdziłem z przerażeniem, że się odzwyczaiłem, że nie bardzo potrafię spacerować z gównem na głowie, i że boję się o resztę życia".

  29. Stanisław Gędek przed 13 grudnia 1981 r. Był czołowym działaczem NSZZ “Solidarność” w IUNG.
  30. Bliższe informacje o "Tygodniku Wojennym", pierwszym ogólnopolskim piśmie wydawanym po 13 grudnia 1981 r., autorstwa jego współzałożyciela i redaktora, Jana Strękowskiego są zamieszczone w Załączniku 6.
  31. Nadawcą tej bezcennej paczki był towarzysz Stanisława Głażewskiego z tej samej celi lubelskiego ośrodka dla internowanych, redaktor KUL-owskich "Spotkań" Jan Stepek, który wkrótce po opuszczeniu więzienia wyemigrował do Francji, gdzie współpracował z redakcją francuskiej wersji "Spotkań" i Radiem Wolna Europa.
  32. Stanisław Głażewski – PODZIEMNA POCZTA "SOLIDARNOŚCI" Znaczki "puławskie", maszynopis
  33. Tekst wydrukowany przez nas w wielu miejscach odbiega od tekstu oryginalnego, (zamieszczonego w: Władysław Bartoszewski – Dziennik z internowania. Jaworze 15.12.1981-19.04.1982, wyd. Świat Książki 2006, s.55 i 226), gdyż pojedyncze jej zwrotki musieliśmy mozolnie wyłuskiwać z powodzi szumów i trzasków z których składały się audycje Radia Wolna Europa zagłuszane w owym czasie ze szczególną zaciekłością.
  34. SOLIDARNOŚĆ Informator Region Środkowo-Wschodni nr 82 z 3.II.1984 r., s. 1.
  35. SB zaraz na początku wojny pobrało próbki pisma wszystkich maszyn służbowych (i niektórych prywatnych), z którymi porównywano wszystkie nielegalnie kolportowane maszynopisy. Było to jednak możliwe tylko wtedy, gdy dysponowało się oryginałem.
  36. Rysunek na okładce Nr 35(43) Biuletynu Informacyjnego „Solidarność Ziemi Puławskiej” też nie był oryginalny. Został on bowiem przedrukowany z broszury „Polskie lato 1980 (w karykaturze)”, Polonia Book Fund LTD., Londyn 1980, s.12.
  37. Stanisław Głażewski - Przyczynek
  38. Ostatni, 105 numer Tygodnika Wojennego ukazał się 24.03.1985 r.
  39. S. Głażewski Biuletyn Informacyjny Solidarność Ziemi Puławskiej, Nr 43 (51) z 25.VII.1981 r.,s. 3.
  40. Stanisława Lewandowska – Polska konspiracyjna prasa informacyjno-polityczna 1939-1945, Czytelnik, 1982, plansze po s. 208, 288 i 368.
  41. Projekt Marii Kapturkiewicz-Szewczyk został oparty na plakacie wydanym przez AK w ramach Akcji N w marcu 1943 r. Reprodukcję tego plakatu można znaleźć w: Stanisława Lewandowska – Polska konspiracyjna prasa informacyjno-polityczna 1939-1945, Czytelnik, 1982, plansza po s. 288.
  42. Stempel ten wykonał jeszcze wiosną 1984, Bogdan Szewczyk. Był on również wykorzystywany w okresie kampanii wyborczej do Sejmu PRL w 1985 r.
  43. Po zakończeniu druku materiałów wyborczych, w czerwcu 1984 r. pozostały nam tylko 4 ryzy papieru, które wobec pustek w kasie, musieliśmy przeznaczyć na druk znaczków Poczty Podziemnej Solidarności – jedynego naszego źródła dochodu
  44. Po kilku miesiącach, latem 1985 Ireneusz Ostrokólski powrócił do zajęć drukarskich organizując wraz ze Stanisławem Głażewskim grupę osób zaangażowanych w druk i kolportaż na terenie Lubelszczyzny „Gazety Wyborowej” a następnie „Tygodnika Mazowsze”
  45. Tygodnik Wojenny wychodził tylko do końca marca 1985 r., poczem jego redakcja uległa rozwiązaniu.
  46. Dane według Jan Skórzyński i Marek Pernal –„Kalendarium Solidarności” 1980-89, Świat Książki, 2005,s.147.
Czytany 39220 razy