Narodziny Podziemnej Solidarności

« poprzednie Wszystkie strony następne » (Strona 5 z 11)

Wiadomość o wprowadzeniu stanu wojennego, dla nas, działaczy „Solidarności” Ziemi Puławskiej była całkowitym zaskoczeniem. Nie byliśmy na nią zupełnie przygotowani, nie było instrukcji, planów działania, nie wyznaczono rezerwowych działaczy, którzy przejmą kontrolę nad działalnością związku[1] ani też awaryjnych kontaktów. Nie było zorganizowanej łączności a numery telefonów i adresy musieliśmy wyszukiwać w książce telefonicznej.Od czasu prowokacji bydgoskiej wiedzieliśmy tylko, że odpowiedzią Związku na atak będzie strajk generalny. Ale i przygotowań do takiego strajku też nie przedsięwzięto.

Nic więc dziwnego, że w pierwszych godzinach stanu wojennego najbardziej widoczne były spontaniczne akcje szeregowych członków i sympatyków Solidarności. Wśród nich panowała wprawdzie atmosfera grozy i bezsilnej złości, ale i wola oporu, co wyrażało się m.in. w treści ulotek i plakatów.

W Puławach zanim przedstawiciele Komisji Zakładowych zdołali się odnaleźć i zwołać na pierwsze zebranie[2], nim powstało jakiekolwiek centrum koordynujące działania, nim ruszyła poligrafia, miasto (a szczególnie klatki schodowe, windy i przystanki autobusowe) było już obwieszone odręcznymi ulotkami i plakatami wykonanymi najczęściej przez młodzież szkolną na prymitywnych, dziecięcych drukarenkach, albo przy użyciu stempli z gumki kreślarskiej lub ziemniaka,. Kilka z tych kolportowanych wówczas plakatów przedstawiłem w Załączniku 1. Atmosfera oporu udzielała się nawet małym dzieciom. Dowodem niech będzie "deklaracja członkowska" tajnej organizacji założonej przez dwóch puławskich ośmiolatków, uczniów I klasy Szkoły Podstawowej Nr 2[3], oraz mało czytelny plakat z hasłem „WRONa skona” (Załącznik 2), który (podobnie jak kilka innych), w ramach działań tej „organizacji” w tajemnicy przed rodzicami sporządzili i rozlepili na klatkach schodowych okolicznych budynków. Natychmiast też powstały liczne teksty i rysunki wyśmiewające telewizyjne przemówienie szefa WRONy, gen Jaruzelskiego i szczególnie znienawidzonego rzecznika Rządu PRL, Jerzego Urbana. Kilka z nich zamieszczono w Załączniku 3.

Niestety Zarząd Oddziału NSZZ „Solidarność” Ziemia Puławska nie stanął wówczas na wysokości zadania i nie wykazał żadnej inicjatywy. Prezydium Zarządu Oddziału zebrało się tylko dwukrotnie między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem i to tylko po to, żeby uznać za niecelowe i szkodliwe podejmowanie swoich statutowych obowiązków w podziemiu. Uzgodniono wówczas, że każdy członek Zarządu ma wolną rękę, jeśli chodzi o działalność konspiracyjną lub jej zaniechanie. Stanowisko to było nawet racjonalne z punktu widzenia konspiracji, gdyż wzajemne kontakty dobrze znanych członków Zarządu Oddziału były na pewno pilnie obserwowane przez SB, ale zorganizowanie struktury zastępczej dostosowanej do wymogów konspiracji należało jednak do obowiązków demokratycznie wybranych władz. Wydaje się, że działacze wybrani do ZO w czerwcu 1981 r. podejmując się kierowania działalnością Związku w normalnych warunkach nie byli przygotowani, ani mentalnie ani merytorycznie, do zadań stojących przed organizacją w warunkach konspiracji, w której zdają egzamin działacze zupełnie innego typu i o innych predyspozycjach. Należy również pamiętać, że większość najaktywniejszych działaczy NSZZ „Solidarność”, którzy w okresie jawnego działania Związku wykazali zdolności organizacyjne i cieszyli się olbrzymim autorytetem przebywało w tym czasie w więzieniach lub obozach dla internowanych, że pozrywało się z tego względu wiele kontaktów, brak było wiarygodnych informacji, a większość struktur organizacyjnych Związku nie funkcjonowała. Niemniej wyłączenie się z działalności demokratycznych władz Zarządu Oddziału na początku stanu wojennego o dobre kilka miesięcy opóżniło uformowanie się struktur podziemnych.


Zebranie na Marynkach, na którym przeważały nastroje kapitulanckie[4] a powszechną postawą była niechęć do podjęcia jakiegokolwiek ryzyka też organizacji struktur nie posunęło naprzód. Zebranie to zakończyło się właściwie tylko zobowiązaniem jego uczestników do wysondowania w poniedziałek rano nastrojów i stopnia gotowości załóg macierzystych zakładów do podjęcia strajku oraz przekazania tych informacji na następnym zebraniu, które wyznaczono we wtorek, 15 grudnia w pomieszczeniach laboratorium OPISiK na Marynkach. Uczestnicy niedzielnego zebrania byli tak przestraszeni i zdezorientowani, że nie było nawet mowy o wyborze jakiegoś centrum koordynacyjnego, a te działania, które wówczas zapoczątkowano były podjęte niejako poza głównym nurtem zebrania.

Niewielka, przypadkowo dobrana grupka działaczy NSZZ „Solidarność”, którzy przebywali od wieczora 12 grudnia w budynku hali wegetacyjnej IUNG, całkowicie izolowana, odcięta od dopływu informacji i nieprzygotowana do podjęcia jakiejkolwiek decyzji, której zasięg obejmowałby całe miasto, oprócz zwołania zebrania na Marynkach[5], przeprowadzenia ewakuacji dokumentów z pomieszczeń Zarządu Oddziału i Redakcji Biuletynu Informacyjnego „Solidarność Ziemi Puławskiej”, powielacza i sporego zapasu papieru, też nie podjęła żadnych działań organizacyjnych.; mimo intensywnych usiłowań nie udało jej się nawet nawiązać kontaktu z Przewodniczącym Zarządu Oddziału Ziemia Puławska, Andrzejem Starzakiem. Od wszelkich działań uchylił się również pracownik IUNG, Jan Rybicki wyznaczony na rezerwowego szefa Zarządu Oddziału w razie aresztowania jego legalnie wybranych członków[6].

W tych warunkach pierwszą, powstałą całkowicie spontanicznie, organizacją członków NSZZ „Solidarność”, która podjęła skoordynowane działania Związku Solidarność był Komitet Strajkowy w Zakładach Azotowych, który ukonstytuował się już w poniedziałek 14 grudnia we wczesnych godzinach rannych w składzie Z. Woźny, J. Saniewski, J. Kopytowski, Z. Benicki Komitet ten niezwłocznie powołał straż robotniczą, zorganizował zaopatrzenie w żywność, poligrafię, a nawet opiekę duszpasterską[7].

Pierwszym zalążkiem centrum koordynującego działania członków NSZZ „S” w skali całego miasta stała się niewielka grupka działaczy zwołanych przez Jana Nakoniecznego[8] na spotkanie, które odbyło się w poniedziałek 14 grudnia na terenie Przedsiębiorstwa Zaopatrzenia w Wodę "Wodrol" w Puławach. W zebraniu tym uczestniczyli Jan Nakonieczny, Jan Łodyga, Halina Komsta, Stanisław Głażewski i kilku innych, a jednym z jego merytorycznych ustaleń było wydelegowanie ukrywającego się przed internowaniem Jana Nakoniecznego do Zakładów Azotowych w celu wsparcia trwającego już od rana strajku. Wybór Jana Nakoniecznego był podyktowany faktem, że znał on osobiście wielu czołowych działaczy NSZZ „Solidarność” w Zakładach Azotowych. Poza tym na zebraniu postanowiono nawiązać kontakt z grupami opozycyjnymi we wszystkich zakładach, w których przed 13 grudnia działały koła NSZZ "Solidarność", a także zorganizować druk i kolportaż wydawnictw niezależnych oraz inne formy oporu w zakładach pracy na terenie całej Ziemi Puławskiej[9]. Po zakończeniu strajku w Zakładach Azotowych osoby te spotykały się regularnie dwa razy w tygodniu. Pierwszym przejawem tej działalności było wydanie dwóch numerów wojennego wydania Biuletynu Informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej" w całości zredagowanych przez Stanisława Głażewskiego a wydrukowanych przez Zbigniewa Lipę i Zbigniewa Mazura na strychu Pałacu Czartoryskich, gdzie 14 grudnia ukryto powielacz Gestetner, uratowany z pomieszczeń Zarządu Oddziału[10].

W ciągu kilku następnych dni oczy całych „solidarnościowych” Puław były skierowane na Zakłady Azotowe a nastroje w miarę nadchodzenia wiadomości o pacyfikacji kolejnych strajkujących zakładów na Lubelszczyźnie były coraz bardziej minorowe. Po utracie możliwości swobodnego poruszania się po mieście[11] moje kontakty z innymi działaczami „S” uległy ograniczeniu, postanowiłem więc poświęcić cały mój wolny czas na redagowanie biuletynów, ulotek i komunikatów, które drukowano na strychu Pałacu Czartoryskich a kolportowano głównie w Zakładach Azotowych.

Sytuacja uległa radykalnej zmianie dopiero po zakończeniu strajku w ZA, co nastąpiło 17 grudnia. Wykorzystując kontakty nawiązane w czasie spotkania w Wodrolu oraz aktywność organizatorów strajku w ZA, Jan Nakonieczny zorganizował strukturę o nazwie Komitet Obrony Narodowej (KON), która przez pierwsze pół roku koordynowała niemal wszystkie poczynania solidarnościowej opozycji w Puławach. To właśnie KON zorganizował siatkę kolportażu instrukcji i ulotek wydawanych w innych miastach. Poza tą organizacją pozostawały właściwie tylko organizacje młodzieżowe oraz środowisko „Zachty”, czyli grupa działaczy skupionych wokół Marii i Bogdana Szewczyków, prowadzących przy ul. Filtrowej pracownię plastyczną, stanowiącą od lat bardzo silne centrum opozycyjne[12].


W ciągu 6 miesięcy działania KON nawiązał kontakty z tymczasowymi Komisjami Zakładowymi w większości przedsiębiorstw i instytucji Ziemi Puławskiej, zorganizował redakcję biuletynu i poligrafię i zainicjował szereg akcji masowo popieranych przez społeczeństwo Puław.

Dopiero 17 czerwca 1982 r. KON uległ samorozwiązaniu, a jego miejsce koordynatora poczynań opozycyjnych przejął Tymczasowy Zarząd Oddziału Ziemia Puławska, który przejął od KON-u kontakty organizacyjne oraz poligrafię. Mimo wielkiej wsypy z licznymi aresztowaniami na przełomie lat 1983/1984 struktura ta przetrwała w składzie prawie nie zmienionym, aż do powołania przez przedstawicieli Tymczasowych Komisji Zakładowych kilkunastu puławskich zakładów pracy Tymczasowej Międzyzakładowej Komisji Związkowej (TMKZ)[13], która wyprowadziła Związek z podziemia i przygotowała demokratyczne wybory do jego władz.

Z chwilą powstania Tymczasowego Zarządu Oddziału, podporządkowanego Tymczasowemu Zarządowi Regionu w Lublinie i uznającego autorytet Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej zakończyły się w zasadzie prace nad organizacją podziemnych struktur NSZZ „Solidarność” na obszarze Ziemi Puławskiej. Poza nimi l pozostało jednak nadal środowisko "Zachty", które przynajmniej do końca 1984 r. zachowało całkowitą autonomię, co oczywiście nie wykluczało wzajemnego wspomagania się i wspólpracy.

Nim jednak do tego doszło mieszkańcy Puław, członkowie i sympatycy NSZZ "Solidarność" zainicjowali szereg spontanicznych akcji opisywane już niejednokrotnie w różnych wspomnieniach[14]. Pierwszą z nich była akcja samopomocowa zorganizowana w Zakładach Azotowych jeszcze w czasie strajku przez Kazimierę Górską. Polegała ona na ewidencjonowaniu i osób represjonowanych za działalność opozycyjną, nawiązywaniu kontaktów z ich rodzinami, zbieraniu funduszów na obsługę prawną i zapomogi dla osób aresztowanych, internowanych, zwolnionych z pracy lub poszkodowanych w inny sposób. Podobna grupa powstała w końcu grudnia 1981 r. w Instytucie Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa. W jej skład wchodzili m.in. Zdzisława Głażewska, Maria Ruszkowska i Edward Ślusarczyk. Listy represjonowanych opozycjonistów z Puław sporządzane przez członków tej grupy przedstawiono w Załączniku 5. Należy w tym miejscu zaznaczyć, że mimo powszechnej biedy i niedostatku ofiarność mieszkańców Puław – sympatyków NSZZ "Solidarność" była olbrzymia i obejmowała nie tylko dary pieniężne, ale również artykuły tak cenne jak np. kartki na papierosy za które przy łucie szczęścia lub dzięki znajomościom, można było nabyć również alkohol czy nawet wyroby czekoladopodobne. Podobne odruchy międzyludzkiej solidarności były wówczas powszechne.

Spośród wielu innych akcji przeprowadzonych w tym okresie przez puławskie środowiska opozycyjne wspomnę tylko te, w których miałem okazję uczestniczyć lub je bezpośrednio obserwować. A oto niektóre z nich:

Demonstracyjny bojkot Dziennika TV przez udział w spacerach w Alei Partyzantów w porze jego nadawania. Ten rodzaj demonstracji niechęci do oficjalnej propagandy wymyślili związkowcy ze Świdnika (stąd nazwa "spacery świdnickie") i po raz pierwszy wprowadzili w życie w dniu 5 lutego 1982 r[15]. Już 13.02 pierwszy spacer po Krakowskim Przedmieściu odbyli studenci z Lublina, 21 lutego przyłączyli się do nich mieszkańcy Puław[16] a później akcję tę podjęli mieszkańcy niemal wszystkich miast w Polsce. Spacery odbywały się na trasie od ronda do stacji kolejowej po stronie LO im ks. Adama Czartoryskiego i z powrotem po stronie szpitala. Po ćwierćwieczu trudno mi ocenić jak licznie Puławiacy w nich uczerstniczyli, pamiętam jednak, że obydwa chodniki Alei Partyzantów były szczelnie zapchane. Spacery były oczywiście pilnie obserwowane i filmowane przez wiadome służby a pojedyńcze osoby, zwłaszcza młodzież, były zapraszane do pobliskiej Komendy MO, gdzie musiały wyjaśniać cel ich pobytu w tym właśnie miejscu i czasie (oczywiście wszyscy szli na dworzec kolejowy lub z niego wracali). Żeby poczuć się raźniej uczestnicy odbywali spacer grupami rodzinnymi, towarzyskimi lub środowiskowymi. Po kilku dniach wobec coraz większego zagrożenia represjami spacery zakończono a wznowiono je na apel Tymczasowego Zarządu Oddziału NSZZ SOLIDARNOŚĆ "Ziemia Puławska" latem 1982 r.(Załącznik 6).


Inną formą demonstrowania niechęci do władz stanu wojennego były tzw. Msze za Ojczyznę, zapoczątkowane przez ks. Jerzego Popiełuszkę w warszawskim kościele pod wezwaniem św. Stanisława Kostki 13 stycznia 1982 r.[17]. W Puławach odbywały się one w Kościele NMP na Górce. Najsilniej utkwiła mi w pamięci pierwsza z nich odprawiona dla upamiętnienia Powstania Styczniowego. Odbyła się ona 12 lutego 1982 r. Nieliturgiczną część tego nabożeństwa przygotowały puławskie nauczycielki, Izabella Bronikowska i Maria Legieć. Trafiłem na nią z niemal całą swoją rodziną prosto z rozprawy przed Sądem Wojskowym przeciwko trzem studentom[18] wśród których był nasz syn, oskarżonym o godzenie w obronność PRL. Nic więc dziwnego, że ze ściśniętym gardłem słuchaliśmy wiersza Marii Konopnickiej A w Warszawie[19], przepięknie recytowanego przez ówczesnego ucznia gimnazjalnego, a obecnie lekarza w puławskim szpitalu, Pawła Gajka. Później odbyło się wiele takich nabożeństw, często z udziałem czołowych polskich aktorów (Barbara Horawianka, Barbara Rachwalska, Tomasz Stockinger, Mieczysław Voit i in.[20]), a zawsze z udziałem chórku zorganizowanego w środowisku "Zachty", którego repertuar obejmował wiele pieśni historyczno-patriotycznych surowo wówczas zakazanych. W skład tego chóru wchodzili: Ignacy Czeżyk, Zbigniew Pieleszek, Jan Skrzyniarz, Bogdan Szewczyk i Henryk Sztaba a jego kierownictwo muzyczne sprawował nauczyciel z puławskiej Szkoły Muzycznej, Jerzy Sochacki.

Zarówno w okresie działalności Komitetu Obrony Narodowej "Solidarność", jak i po ukonstytuowaniu się (w połowie czerwca 1982 r.) Tymczasowego Zarządu Oddziału NSZZ "Solidarność" Ziemia Puławska funkcjonowało w Puławach kilka autonomicznych organizacji i grup opozycyjnych nie związanych lub luźno związanych z TZO. W różnych okresach działały m.in. Wydawnictwo "Familia"[21] grupa "Wesołe Świstaki" drukująca Tygodnik Mazowsze[22] Grupa Włostowicka[23] grupa Radia "Solidarność"[24] a także zorganizowane przez Bogdana Masiaka wydawnictwo, o którym wspomina Jan Okoń pisząc[25]:

Miałem dość bliski kontakt z B[ogdanem] Masiakiem i po rozmowie z nim stworzyliśmy grupę próbującą działać. W grupie tej oprócz mnie i Masiaka był Z[enon] Benicki i Ania Sadurska. Benicki postarał się o powielacz, Bogdan pisał artykuły a Ania Sadurska robiła nam matryce na maszynie, z których potem drukowaliśmy na powielaczu. Mój teść Józeg Krysiak namówił kuzyna w Starym Borze, u którego drukowaliśmy biuletyny. W pewnym sensie, gdy jechaliśmy drukować to była sama przyjemność bo ci gospodarze czyli Gil Czesław z żoną byli tak gościnni, że zawsze przyjmowali nas suto zastawionym stołem. Część biuletynów rozprowadzaliśmy w mieście, ale większość moja żona Teresa zanosiła na Zakłady Azotowe i tam Genio Sulejczak rozprowadzał po całych zakładach. Był traf, że jakiś niepowołany pracownik zauważył i doniósł do władz, które szybko zrobiły rewizję w wypożyczalni i u Gienia w domu. Gienio biuletyny przed rewizją wprowadził już w obieg.


Demonstracje związane z obchodami drugiej rocznicy Sierpnia`80 organizowane już były pod egidą TZO. O ich skali i zakresie dają pojęcie informacje zawarte we wrześniowym numerze podziemnego Informatora Regionu Środkowo Wschodniego[26]:

W nocy z 29 na 30.VIII na kominie Elektrociepłowni w Zakładach Azotowych ponownie powieszono /poprzednio 13.VIII/ flagę z napisem "Solidarność CDN". Flaga wisi na wysokości 80 m. Wron-y nie potrafią jej zdjąć.

W nocy z 28 na 29 VIII zmieniono nazwę ul. 22 lipca[27] na ul. Lecha Wałęsy. Napis taki pojawił się na wszystkich budynkach.

Manifestacja 31 sierpnia rozpoczęła się Mszą Świętą o godź. 17. Następnie pięciotysięczny tłum[28] przeszedł w milczącym pochodzie przez ul. Centralną /tak wszyscy w Puławach nazywają ul. Rewolucji Październikowej/ i Partyzantów. Patrole kontrolowały dokumenty demonstrantów, w bocznych ulicach stało wojsko, 3 autokary ZOMO, działko wodne. Żadnych incydentów nie zanotowano. O 19.00 manifestanci rozeszli się do domów.

Pomimo prób zastraszania mieszkańcy naszego miasta zorganizowali również obchody drugiej rocznicy rejestracji NSZZ "Solidarność" przez Sąd Najwyższy. Lubelski Informator nr 45[29] donosił z Puław:

Jak wszędzie, w pierwszych dniach listopada WRONa podjęła akcję zastraszania. W ZA z pracownikami rozmawiał dyrektor i 10 komisarzy-pułkowników. 4 i 5 XI przesłuchiwano 4 nauczycieli Liceum im. Czartoryskiego, 8 i 9 XI – 10 pracowników IUNG.9.XI Krystyna Ostrokólska ze szkoły nr 3 została skazana przez kolegium na 6 tys. zł grzywny za ..."udział w manifestacji 31 sierpnia". /Jej mąż, Ireneusz Ostrokólski, jest internowany w Łupkowie./

Mimo to w Puławach protestowano. W ZA w nocy poprzedzającej 10.XI pojawiły się napisy na murach, sztandary i 2 balony na uwięzi z napisem "Solidarność". 10.XI o 14-ej, podczas wychodzenia I-ej zmiany, komisarze wraz z pomocnikami demonstracyjnie stanęli obok bramy nr 1. Tłum pracowników stanął im naprzeciw i z odkrytymi głowami odśpiewał Rotę i "Boże coś Polskę", po czym spokojnie rozszedł się do domów.

W IUNG 10.XI. o godź. 15 pracownicy zgromadzili się na dziedzińcu pałacowym. Złożono kwiaty i zapalono znicze pod tablicami Krystyny Krahelskiej i innymi, a następnie po kilku minutach oddalono się do domów. W IUNG były tego dnia liczne ulotki i plakaty, które skrzątnie zbierał tow. Bronisław Koc.

Żadnej z tych demonstracji nie mogłem niestety obejrzeć na własne oczy, gdyż w tym czasie przebywaliśmy już z pracownikiem Z.A., Henrykiem Sztabą w Ośrodku Odosobnienia dla internowanych, podejrzani (niesłusznie) o organizowanie tych właśnie demonstracji, ale informacje o nich, które dotarły do nas za pośrednictwem rodzin, niemal natychmiast, niezmiernie nas ucieszyły.

Wielka szkoda, że nie zachowała się najmniejsza choćby notatka o tych (i wielu innych) puławskich demonstracjach. Żeby przybliżyć atmosferę w jakiej się one odbywały muszę zatem sięgnąć do anonimowego rękopiśmiennego opisu manifestacji 3-majowych w Lublinie, który otrzymałem od Jana Nakoniecznego w maju 1982 r. z prośbą o sporządzenie na ten temat notatki do puławskiego Biuletynu KON[30]:

Dnia 3-go maja o godz. 18.00 msza w intencji ojczyzny zgromadziła w Katedrze lubelskiej tłumy ludzi, które zapełniły szczelnie nie tylko katedrę , ale i przyległe tereny. Po zakończonej mszy św. ludzie ruszyli pod dawną siedzibę zarządu NSZZ „Solidarność” na placu Łokietka. Przejście na Krakowskie Przedmieście zagradzał kordon złożony z milicji i wojska. Ludzie skandowali „Solidarność” oraz „Wałęsa”., a następnie z okrzykiem „wojsko z ludem” rozerwali kordon i ruszyli Krakowskim Przedmieściem w stronę Placu Litewskiego. Nie zatrzymywany przez nikogo około 10-15-tysięczny tłum docierał do Pomnika Konstytucji 3-go mają, gdy tuż przed Pl. Litewskim zagrodziły mu drogę dwa transportery opancerzone SKOT. Ludzie zatrzymali się wahając się, ale z ponownym okrzykiem „Wojsko z ludem” ruszyli do przodu, a SKOT-y wycofały się. Pod Pomnikiem Konstytucji zostały złożone kwiaty m. in. od „Solidarności” oraz NZS PL i wielu osób prywatnych. Odśpiewany został Hymn Polski, „Rota” i „Boże coś Polskę”. W przerwach między śpiewami wznoszono okrzyki żądające zniesienia stanu wojennego i wypuszczenia internowanych ludzi. Tłum się przez dosyć długi czas nie rozchodził, ale część ludzi zaczęła opuszczać plac. Większość osób rozeszła się kiedy zauważono, że milicja i wojsko próbuje otoczyć plac. Tajniacy aresztowali kilka osób, a następnie cała „armada wozów MO” odjechała. Około 1000 manifestujących z powrotem przedarło się przed budynek „Solidarności”. Tam „organa porządku” zastosowały swoje „dobrze wypróbowane środki”: pałki, armatki wodne oraz gaz łzawiący. Ludzie uciekali głównie na Stare Miasto.

Dnia 4.03 na Placu Litewskim zlikwidowane zostały przystanki MPK, a na ulicy 3 mają milicja ustawiła dwa „Stary” i „Nysę” pełną ZOMO. Cały dzień niewielkie grupy ludzi gromadziły się koło Pomnika Konstytucji. Większa grupa zgromadziła się koło godziny 20-ej. W dwadzieścia minut potem ZOMO ruszyło z pałkami do natarcia i kto nie zdążył uciec z Placu Litewskiego zostawał ciężko pobity. W kilkanaście minut później ludzie ponownie zaczęli zbierać się koło pomnika i po przeciwległych stronach na ulicach Kołłątaja i 3-go maja. Tym razem milicja wykazała bardziej dosadnie co ona może zrobić, bo oprócz ataku pałkarzy zaczęto rzucać na cały Plac Litewski gaz łzawiący a następnie rzucać petardy. Następnie to samo działo się na przyległych ulicach i po pewnym czasie centrum Lublina było pokryte jakby „angielską mgłą”. Akcja milicyjna nie ustawała do późnych godzin wieczornych ((nawet po godzinie milicyjnej), a ZOMO-wcy urządzali łapanki na przechodniów, którzy nieostrożnie usiłowali poruszać się po ulicach.


Na przedwiośniu 1983 roku uczestniczyłem już w zorganizowanych przez Tymczasowy Zarząd Oddziału "Ziemia Puławska" praktycznych szkoleniach mających na celu wyrobienie w nas nawyku racjonalnego zachowania się podczas przesłuchań (niewiele wartą wiedzę teoretyczną posiedliśmy studiując różne poradniki, np. bardzo wówczas poczytny samouczek “Mały Konspirator"[31] wydany przez CDN. Szkolenie prowadził w mieszkaniu Zofii Góreckiej[32] przy ul. Leśnej lubelski prawnik, Janusz Mazurek [33], a jego uczestnikami byli również Zofia Górecka, Tadeusz Skiba, Zdzisław Wiśniewski[34] oraz kilka innych osób, których wymienić już nie potrafię. Szkoleń takich musiało być więcej skoro w naszych archiwach rodzinnych zachowały się notatki spisane ręką Zdzisławy Głażewskiej, stanowiące wyciąg z KPK opatrzony radami praktycznymi (Załącznik 8).Wtedy dopiero okazało się, że powtarzane nam wciąż zalecenie odmowy odpowiedzi na kolejne pytania przesłuchujących (członkowie opozycji przesłuchiwani byli z reguły “w sprawie” lub jako świadkowie więc Kodeks Karny dawał im prawo do odmowy odpowiedzi na pytania jeśli mogło by to im, lub ich bliskim, zaszkodzić) jako postawy najbezpieczniejszej, jest bardzo trudne do realizacji. Każdy człowiek ma bowiem zakodowane w psychice odruchy obronne, o czym świetnie wiedzą przesłuchujący. Przesłuchiwanemu wydaje się, że jeśli czegoś natychmiast nie wyjaśni albo nie sprostuje, to przesłuchujący dojdzie do wniosku, że jest winien więc zaczyna się tłumaczyć coraz bardziej się wikłając. Ćwiczenia zaaplikowane nam przez Janusza Mazurka miały na celu zwalczenie takich odruchów. Polegały one na tym, że J. Mazurek wcielał się w rolę przesłuchującego, a my kolejno mieliśmy za zadanie powtarzać w kółko: “na to pytanie odmawiam odpowiedzi”. I proszę mi wierzyć, że z początku prędzej czy później każdy z nas pękał i zaczynał się tłumaczyć, wyjaśniać, prostować itp. Poziom zadowalający Janusza Mazurka osiągaliśmy zazwyczaj dopiero po kilku takich ćwiczebnych przesłuchaniach.

Prawdopodobnie jednym z elementów akcji szkoleniowej w zakresie konspiracyjnego BHP przedsięwziętej przez TZO Ziemia Puławska wiosną 1983 r. była 18-stronicowa broszurka "Przesłuchanie jako rozmowa. Metody i techniki psychologiczne stosowane przez SB" wydrukowana w Puławach[35] przez niezidentyfikowane wydawnictwo (Załącznik 9). Broszura ta została wydrukowana przy zastosowaniu ręcznego powielacza na matryce białkowe, takiego samego, jaki zastosowano do druku biuletynów wydawanych przez puławski KON a potem przez Tymczasowy Zarząd Oddziału Ziemia Puławska. Opis tej metody w wersji zalecanej przez podziemnego "Robotnika" można znaleźć w Załączniku 10.

Podobne zalecenia były publikowane w podziemnej prasie związkowej a także w licznych ulotkach i broszurkach. Szczególnie ciekawy tekst podsumowujący zagrożenia czyhające na przesłuchiwanych opozycjonistów można było znależć w Tygodniku Mazowsze [36]:

Jak uniknąć obciążania siebie i innych? Często jedynym dowodem w sprawach politycznych są zeznania złożone w śledztwie lub przyznanie się do winy. Odwołanie ich przed sądem rzadko kiedy poprawia sytuację, choć oczywiście lepiej to zrobić


KILKA RAD DLA PRZESŁUCHIWANYCH

GDY JESTEŚ ŚWIADKIEM

1.Masz prawo odmówić odpowiedzi na każde kolejne pytanie powołując się na art. 166 Kodeksu Postępowania Karnego zezwalający na to w przypadku, gdy odpowiedź mogłaby narazić na odpowiedzialność karną Ciebie lub osobę najbliższą.

Masz co prawda formalny obowiązek udzielania wyjaśnień, a ukrywanie i fałszowanie informacji jest karalne. Praktycznie oznacza to jednak tylko tyle, że nie wolno Ci odmówić “blokiem” - nie wolno powiedzieć, że w ogóle nie będziesz odpowiadał na żadne pytanie.

Możesz, i to bez specjalnego udawania - grać rolę przestraszonego: “Panowie, słyszałem takie historie o przesłuchaniach, że boję się cokolwiek powiedzieć, by sobie nie zaszkodzić.”

Pamiętaj, że o tym, co może Ci zaszkodzić i kto jest dla Ciebie osobą najbliższą , rozstrzygasz Ty sam i nie musisz tego uzasadniać.

2. Masz prawo niczego nie pamiętać, nawet gdyby było to zupełnie niewiarygodne.

3. Nie warto kłamać, oni zostają z protokołem lub z nagraną kasetą. W kłamstwach pogubisz się prędzej czy później.

4. Nie próbuj też podawać mnóstwa autentycznych szczegółów po to, żeby zapewnić sobie lub komuś alibi. Mogą je wykorzystać w następnych przesłuchaniach, żeby stworzyć wrażenie, że wszystko wiedzą, albo przekonać innych, że sypiesz.

5. Nie zeznawaj bez protokołu, przeczytaj go uważnie, żądaj poprawek, jeśli coś się nie zgadza. Po jego podpisaniu nie wdawaj się już w żadne rozmowy.


GDY JESTEŚ PODEJRZANYM

1. Masz prawo w ogóle odmówić zeznań i to jest zwykle najlepszy pomysł.

2. Masz też prawo kłamać, co może być czasem uzasadnione dobrem innych lub Twoim własnym. Ale – jak wspominaliśmy – jest to ryzykowne.

3. Jeśli się zdecydujesz coś powiedzieć, nie spiesz się. Możesz złożyć wyjaśnienia później, po konsultacji z adwokatem, nawet na sali sądowej. Masz prawo do trzech obrońców, chociaż mogą Ci pozwolić na kontakt z nimi dopiero wtedy, kiedy zgodnie z przepisami muszą, to jest po zamknięciu śledztwa. Wtedy będzie czas na ustalenie strategii obrony.

4. Nie próbuj przechytrzyć śledczego, nawet, jeśli wydaje Ci się głupi. I tak Ci się to nie uda – on ma za sobą całą machinę.

5. Nie wierz temu, że ktoś Cię sypnął. Nie wierz temu, że pogrążając innych poprawisz swoją własną sytuację.

6. Nie wpadaj w panikę, kiedy przedstawią Ci dowody rzeczowe. Muszą jeszcze wykazać, że właśnie ciebie one obciążają (zidentyfikowanie zdjęć, ekspertyza nagranego głosu itp.).

7. Przyznanie się i złożenie wyjaśnień zwykle wydłuża, a nie skraca czas aresztu (choć stosują też przetrzymywanie milczących). Człowiek, który zacznie mówić będzie musiał wielokrotnie powtarzać swoje wyjaśnienia, stale je rozwijając.

8. Przyznanie się do winy może czasem złagodzić wymiar kary, ale konsekwentne nieprzyznawanie się daje szansę, że śledztwo zostanie umorzone lub kwalifikacja czynu zmieniona na łagodniejszą.

9. W razie aresztowania staniesz przed trudną próbą izolacji. Mogą Ci zablokować korespondencję, udzielać kłamliwych informacji o rodzinie itp. Nie pozwól sobie na myślenie: “Byle by tylko wyjść na wolność” Pamiętaj, że na wolności będziesz musiał żyć z przyjaciółmi, sąsiadami i z samym sobą.

Uważaj na to, co mówisz w celi. Mogą posadzić z tobą konfidenta, który będzie się Tobą opiekował i pomagał Ci w życiu aresztanta... Poza tym nie zapominaj o możliwości podsłuchu.


NIE DAJ SIĘ IM NABRAĆ

Jeżeli jesteś przesłuchiwany – czy to w roli świadka, czy podejrzanego – będą wobec Ciebie stosować cały arsenał środków. Będą próbowali przekonać Cię:

- że wiedzą wszystko. Tymczasem wiedzą znacznie mniej, niż Ci się wydaje. Często brakuje im tych najważniejszych elementów lub jedynie się ich domyślają, albo dysponują informacjami, których nie zechcą użyć na sprawie, np. żeby nie spalić konfidenta. W takiej sytuacji, dopiero Twoje przyznanie może być użyte jako dowód;

- że są inteligentni. W rzeczywistości stosują stereotypowy zestaw technik. Przesłuchujący może Ci np. zarzucić popełnienie groźnego przestępstwa, żeby wywołać reakcję obronną (“Ja nic nie wiem o ukrywaniu broni, ja tylko...);

- że są sympatyczni i chcą Ci pomóc. Tego chyba nie trzeba komentować.

Mogą stosować różne typy przesłuchań: przesłuchanie-dyskusję, przesłuchanie-rozmowę, przesłuchanie-pouczenie moralne. Mogą grozić, szantażować, straszyć, a nawet bić. Wszystko to potwierdza jedynie ich bezsilność wobec Twojego milczenia, jeśli uda Ci się je zachować.

Każdy ma własne recepty na trudne życiowe sytuacje. Nie udawaj przed samym sobą – przyznaj się do własnego strachu czy zmęczenia. Ale mu się nie poddawaj. Nie trać zwykłego rozsądku, ta sytuacja – choć tak trudna – minie i lepiej się w niej zachować mądrze niż głupio.


Takie zalecenia w stanie wojennym były przydatne nie tylko dla działaczy podziemia, ale również dla obywateli PRL, którzy bezpośrednio nie angażowali się w konspirację, a mimo to ze względu na swoją działalność przed 13 grudnia`81, byli inwigilowani, szykanowani i straszeni. Dzięki ściśle przestrzeganej zasadzie, że wszystkie osoby wchodzące w dobrowolne (np. przy staraniach o paszport) lub przymusowe (przesłuchania, inwigilacje, „przyjacielskie rozmowy”) kontakty z SB przekazywały podziemnym strukturom informacje jaki był temat rozmowy i kim się szczególnie interesował. Zachowały się dwie takie notatki sporządzone przez pracownice puławskiego IUNG tuż po przesłuchaniach (Załącznik 11). Te robione na gorąco sprawozdania pozwalają zorientować się w jakiej atmosferze takie przesłuchania się odbywały i jak dalece były poniżające, a także do jakich argumentów SB-ecy się uciekali wobec bądź co bądź niemłodych już kobiet, żeby zastraszyć je i skłonić do podpisania lojalek. Oto fragment notatki pracownicy IUNG, Elżbiety Kern[37] przesłuchiwanej 30 grudnia 1981 r.:

 

Przesłuchiwał Masłowski. Trzeba podpisać deklarację, ze „nie prowadziłam i nie będę prowadziła działalności szkodliwej dla PRL i, że zobowiązuję się przestrzegać przepisy wynikające z dekretu o stanie wojennym” Przypomniał mi, że mam dzieci i chcę być z rodziną, ze starszymi i chorymi rodzicami. „My nie straszymy bronią (poprosiłam o pokazanie pistoletu) ani nie bijemy ludzi, ale pani chce być z rodziną, więc trzeba podpisać w/w deklaracje”.

Pytano o skład Prezydium KZ. Wmawiano mi, że 12/13 grudnia 81 byłam w biurze Zarządu Oddziału. Wyjaśniałam to.

 

Inna pracownica IUNG, Krystyna Gądor, wielokrotnie poddawana przesłuchaniom napisała m.in.:

 

Rozmowa „profilaktyczna”- dn.13.I.1982r. - godz. 10.00 do ok.14.00 przez cywilnego pracownika z Lublina (prawdopodobnie Ostrowski?). Groźby: całe działanie Związku było nielegalne i wrogie. Proszę się nie martwić o rodzinę – są domy dziecka i domy opieki społecznej. Jak Pani nie podpisze deklaracji – przejedzie się Pani do Lublina – pod opiekę pułkowników. Rada Wojenna zajmie się Panią. Zmuszono mnie do złożenia zeznań co do działalności związkowej jako starościny grupy i bibliotekarki[38]. Deklaracji nie podpisałam – jedynie, że znane mi są przepisy o odpowiedzialności karnej za nieprzestrzeganie dekretu o stanie wojennym. Obrażano mnie jako pracownika („co za kretyny intelektualne tam pracują – nic nie pamiętają”) i jako członka Związku (anarchiści, wrogowie ludu itp.).

Dn. 17-go II 1982 – ok. godz. 16.00 – trzyosobowa grupa pod dowództwem Masłowskiego – w domu przekazała mi nakaz przeszukania mieszkania. Rewizja w domu i piwnicy trwała do ok. godz 19.00. Zabrano wszystkie biuletyny „Solidarności”, kolekcję znaczków i inne materiały – wszystkie legalne sprzed 13-go. Następnie zawieziono mnie na komendę MO, gdzie byłam przesłuchiwana przez Ostrowskiego (?) i Masłowskiego do ok. godz. 22-giej. Krzyki i groźby: co pani za brednie mówiła o groźbach?[39] Już dawno trzeba było panią zamknąć. /.../ O godz. 22 – po rewizji osobistej zostałam zamknięta w celi. Ok. godz. 10-tej następnego dnia – tj. 18-go zostałam doprowadzona na przesłuchanie. Przesłuchiwała mnie kobieta. Postawiła mi zarzut, że jestem świadkiem – i jednocześnie oskarżoną – o pisanie i rozpowszechnianie wierszy i ulotek o treści antypaństwowej. Zaprzeczyłam wszystkiemu przyznając się jedynie do pisania wierszy o innej tematyce. Ok. godz. 10.00 zabrano z naszego Zakładu wszystkie maszyny do pisania, które przekazano do ekspertyzy do Lublina. Przesłuchanie trwało do ok. godz. 13.00 O godz. 14.45 zostałam zwolniona.

Te dwie relacje ze spotkań z SB są ilustracją sytuacji dosyć wówczas powszechnej. O skali przesłuchań, rewizji i represji może świadczyć notatka sporządzona w styczniu 1982 r. przez Józefa Gądora[40], który zestawił nazwiska pracowników IUNG poddanych takim procedurom (Załącznik 12).


Nieco później, latem 1985 r. swoją przygodę z SB opisała maturzystka z LO im. Ks. Adama Czartoryskiego w Puławach, Danuta Rene:

 

W czwartek – tj. 27.VI. br w moim mieszkaniu w Puławach złożył mi wizytę nieznany z nazwiska funkcjonariusz MO celem przeprowadzenia, jak twierdził – prywatnej, „przyjacielskiej rozmowy” w związku z zamiarem podjęcia przeze mnie studiów na KUL. W trakcie tej rozmowy udzielił mi następujących informacji:

  1. KUL, pod pretekstem nauki uprawia wrogą PRL działalność polityczną

  2. w obecnej trudnej sytuacji wybór KUL jako miejsca studiów jest równoznaczny z popieraniem sił wrogich Polsce Ludowej

  3. środowisko KUL wpływa ujemnie na psychikę i wypacza charakter młodego człowieka oraz jego światopogląd

  4. kandydaci na KUL są słabymi uczniami, bądź takimi, którzy starają się wymigać od wojska.

Po wypytaniu, kto skłonił mnie do wyboru KUL-u, czy widziałam nielegalne ulotki i pisma (gdzie, kiedy), z kim się przyjaźnię, kto z moich znajomych wybiera się na tę uczelnię, funkcjonariusz pożegnał się, zapowiadając dalsze wizyty, również na Uczelni.

 

Poświęciłem w tym tekście stosunkowo dużo miejsca sprawom bezpieczeństwa i relacjom z SB, gdyż w owym czasie były to sprawy pierwszoplanowe. Czołowi działacze NSZZ "Solidarność" przebywali wówczas w więzieniach i Ośrodkach Odosobnienia dla internowanych, pozostali byli ciągle inwigilowani, przesłuchiwani i zastraszani. Jeśli Związek miał zorganizować się w podziemiu i podjąć konspiracyjną działalność, to ci nieliczni którzy uniknęli więzienia musieli zatem zrobić wszystko, aby uniknąć wpadek.

Koszty knucia były w stanie wojennym bardzo zróżnicowane. Decydujący wpływ na ich wielkość miały bowiem nie tylko przepisy prawa, ale również poglądy i nastrój sędziego oraz aktualna polityka i “wytyczne” władz. Dla wyrobienia sobie opinii o zagrożeniach na które godzili się ówcześni działacze “Solidarności” ochotniczo przystępując do działań konspiracyjnych, przydatne mogą być doniesienia z podziemnej prasy wynotowanych z kilku zaledwie numerów Tygodnika Mazowsze, które przedstawiłem w Załączniku 13.

W takich warunkach rodziła się podziemna “Solidarność" Ziemi Puławskiej, która przeżywając różne wzloty i porażki dotrwała jednak w nienajgorszej kondycji aż do zimy 1988/89 r. by 9 lutego 1989 r. przerodzić się w półlegalną Tymczasową Międzyzakładową Komisję Związkową (TMKZ), a następnie w całkiem już legalny Zarząd Oddziału “Solidarność” Ziemia Puławska.

Puławy, marzec 2006

Przypisy

  1. Na kilka dni przed 13 grudnia, jeden z członków Prezydium Zarzadu Oddziału NSZZ "S" Ziemia Puławska, Jan Nakonieczny poinformował mnie wprawdzie poufnie, że z upoważnienia Zarządu Regionu na rezerwowego lidera Zarządu Oddziału Ziemia Puławska wyznaczył Jana Rybickiego z IUNG, ale po zgłoszeniu się do niego 14 grudnia usłyszałem, że była to tylko luźna propozycja, a poza tym, jakakolwiek działalność wobec ogłoszenia stanu wojennego nie ma już sensu.
  2. które odbyło się 13 grudnia w południe w Pałacu Marynki.
  3. Byli to Łukasz Głażewski i Mirosław Petruk. Obydwaj Ci „konspiratorzy” nie zaniechali działalności wywrotowej również w okresie późniejszym. M. in. przeprowadzili prywatną akcję plakatowo-ulotkową przed lokalem wyborczym w swojej macierzystej szkole Nr 2 w Puławach w okresie wyborów do rad narodowych w 1984 r.
  4. Najczęściej słyszało się opinię, że wszystko przepadło a teraz należy "za wszelką cenę zachować substancję biologiczną na lepsze czasy" i nie narażać się, bo z "nimi" nikt jeszcze nie wygrał.
  5. Zebranie to zwołaliśmy właściwie na godź. 10-tą w siedzibie Zarządu Oddziału. Dopiero tam, na wniosek Wojciecha Skowronka zapadła decyzja o przeniesieniu go na Marynki, na godź. 12-tą.
  6. O wyznaczeniu Jana Rybickiego na rezerwowego organizatora Zarzadu Oddziału poinformował mnie poufnie Jan Nakonieczny na kilka dni przed wprowadzeniem stanu wojennego.
  7. Józef Stopka – Stan Wojenny i strajk w Zakładach Azotowych "Puławy" S.A. W: Niezależny Samorządny Związek Zawodowy "Solidarność" w Puławach z perspektywy ćwierćwiecza. Studia Puławskie, Wyd. Towarzystwa Przyjaciół Puław, Seria A, Puławy 2005, s.222.
  8. Odbyło się to w ten sposób, że Jan Nakonieczny, zdegustowany nikłymi wynikami zebrania na Marynkach po zakończeniu tego spotkania dyskretnie zaprosił wybrane osoby na spotkanie w Wodrolu .
  9. Por. Sprawozdanie z zeznania Andrzeja Krawczyka w dniu 5.01.1983 w Wydziale Śledczym KWMO w Lublinie. Sprawa Obiekrtowa kryptonim "Porozumienie", sygn. IPN Lu018/163, k.95.
  10. Były to numery 67(75) z 17.12.1981 i 68(76) z 24.12.1981 r. Pierwszy z nich został zreprodukowany w Załączniku 4.
  11. W dniach od 15 do 24 grudnia obowiązywały mnie podobnie jak kilku innych kolegów z IUNG: Jerzego Chmielewskiego, Józefa Gądora, Leszka Gryniewicza i Tadeusza Skibę rygory aresztu domowego.
  12. Grupa ta podjęła działalność konspiracyjną natychmiast po wprowadzeniu stanu wojennego drukując i kolportując plakaty, ulotki, kilka broszur, znaczki Podziemnej Poczty Solidarności itp., a także - z diapozytywów przywożonych z Warszawy. - kilkaset egzemplarzy tygodniowo Tygodnika Wojennego. Więcej informacji o dokonaniach tej grupy można znaleźć w tekście Stanisława Głażewskiego pt. "Wydawnictwo FAMILIA" – maszynopis.
  13. Struktura ta została powołana przez przedstawicieli 12 puławskich zakładów pracy zebranych w dniu 9.02.1989 r. w salce katechetycznej kościoła św. Józefa na Włostowicach.
  14. Henryk Ścieżyński – Z mojego archiwum. - Opracowanie na podstawie sprawozdania z działalności KON. Studia Puławskie, Wyd. Towarzystwa Przyjaciół Puław, Seria A, Puławy 2005, s. 243.
  15. Jan Skórzyński, Marek Pernal – Kalendarium Solidarności 1980 – 89, Świat Książki, Warszawa 2005, s. 95.
  16. SOLIDARNOŚĆ Informator nr 11 Region Środkowo-Wschodni, Lublin 23.II.1982, s. 1.
  17. Jan Skórzyński, Marek Pernal – Kalendarium Solidarności 1980 – 89, Świat Książki, Warszawa 2005, s.92.
  18. Byli to trzej absolwenci LO im. Ks. Adama Czartoryskiego w Puławach: Stanisław Głażewski, Grzegorz Nakonieczny i Jakub Skiba, wtedy już studenci UW lub KUL oskarżeni i skazani za rozlepienie trzech ulotek podziemnej "Solidarności"..
  19. Pierwszą zwrotkę tego mało znanego wiersza z 1905 r. pamiętam do dzisiaj: A w Warszawie Moskwa hula, - świszczą knuty z nahajkami, - Święty Boże, Święty Mocny - Zmiłuj się nad nami.
  20. O jednej z takich uroczystości w kościele "na górce" 3.V.1983 r. pisałem w liście do żony: "Trochę nam ten deszcz (i zimno) popsuł szyki w poniedziałek, ale tylko trochę, bo i tak udało się wszystko na medal. Byli Voit, Horawianka i Rachwalska. Uraczyli nas jak należy tak pod względem treści, jak i wykonania. Ksiądz dostroił się do tego nastroju, więc wszyscy byli zadowoleni i szczęśliwi. Babcia piała z zachwytu... Nie mniej od zawodowców podobali się amatorzy: 6-osobowy chórek męski znanego Ci pochodzenia, którego duszą jest osobnik długi, łysy i poczciwy, ale biedny jak mysz kościelna [t.zn. Bogadan Szewczyk]. Bogurodzica w ich wykonaniu była majstersztykiem! To oni właśnie stworzyli nastrój, który potem trzeba było tylko podtrzymać..."
  21. Stanisław Głażewski – Wydawnictwo "Familia" - maszynopis
  22. Stanisław Głażewski – Kryptonim N-15. Rzecz o druku i kolportażu w latach 1985-1989 Tygodnika Mazowsze – Maszynopis.
  23. Zbigniew Słomka – Społeczno-polityczne przesłanki zawiązania "Grupy Włóstowickiej" i jej działalność w: 25 lat "Solidarności" Ziemi Puławskiej, wyd. Zarząd Oddziału NSZZ "Solidarność" Ziemia Puławska, s. 329.
  24. Wacław Hennel Zenon Benicki – "Tu Radio Solidarność Ziemi Puławskiej" w: 25 lat "Solidarności" Ziemi Puławskiej, wyd. Zarząd Oddziału NSZZ "Solidarność" Ziemia Puławska, Puławy 2005 r., s. 317
  25. Jan Okoń – Wspomnienia ze stanu wojennego spisane w 2005 roku w: 25 lat "Solidarności" Ziemi Puławskiej, wyd. Zarząd Oddziału NSZZ "Solidarność" Ziemia Puławska, Puławy 2005 r., s. 258
  26. SOLIDARNOŚĆ Informator nr 34 Region Środkowo-Wschodni, Lublin 2.IX.1982, s. 2.
  27. Obecnie ta ulica nosi miano Cypriana Kamila Norwida.
  28. Pięć tysięcy uczestników demonstracji, to niemal 10% mieszkańców Puław.
  29. SOLIDARNOŚĆ Informator nr 45 Region Środkowo-Wschodni, Lublin 3.XII.1982.
  30. Reprint tego rękopisu przytaczam w Załączniku 7.
  31. Broszurka ta rozpoczyna się od zachęcającego wstępu: "Mały Konspirator" jest zbiorem czytanek napisanych przez ludzi chwilowo wolnych. Jeśli przeczytasz rozdział pierwszy[Jak knuć], być może nie będziesz już musiał stosować porad z dwóch następnych. Gdy zapoznasz się z drugim [Obywatel a służba bezpieczeństwa], będziesz wiedział na jakiej podstawie prawnej nie można skazać.Cię za lekturę trzeciego. A kiedy przeczytasz trzeci, będziesz już pewny, dlaczego najlepiej w ogóle przemilczeć fakt, że książeczkę tę miałeś w ręku.
  32. Zofia Górecka (obecnie Zofia Wiśniewska), pracownica przedsiębiorstwa “Bacutil” była w latach 1980-1981 czołową działaczką NSZZ “Solidarność” w Puławach. W czerwcu 1981 r. została wybrana do Prezydium Zarządu Oddziału NSZZ “Solidarność” Ziemia Puławska.
  33. Janusz Mazurek – czołowy działacz Zarządu Regionu Środkowo-Wschodniego NSZZ “Solidarność” pełni obecnie funkcję wiceprezydenta Lublina.
  34. Zdzisław Wiśniewski, późniejszy mąż Zofii Góreckiej był członkiem Komitetu Założycielskiego NSZZ w Zakładach Azotowych, a później czołowym działaczem Związku w ZA. 13.12.1981 internowany. Bardzo czynny w stanie wojennym.
  35. Jedyną informacją o tym wydawnictwie jest notka wydrukowana na jego stronie tytułowej. Brzmi ona:"Puławy, 83"
  36. Tygodnik Mazowsze Nr 152 z 3.I.1986 r.,s.3.
  37. Elżbieta Kern, pracownica Pracowni Kartografii IUNG przed 13 grudnia 1981 r. Była członkiem Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" w IUNG.
  38. Krystyna Gądor była pracownicą Zakładu Gleboznawstwa IUNG. Przed 13 grudnia`81 pełniła w Związku "Solidarność" funkcję męża zaufania swojej grupy związkowej oraz opiekowała się biblioteką Komisji Zakładowej złożoną z wydawnictw II obiegu.
  39. Ta wzmianka świadczy o tym, że w otoczeniu Krystyny Gądor ktoś kapował donosząc na SB o treści jej wrażeń z "rozmowy profilaktycznej" 13 stycznia nieopatrznie komentowanej publicznie.

Czytany 25038 razy

Sponsorzy

solidarnosc

Wyszukaj

Multimedia

Statystyki

Dziś149
Wczoraj257
Wszystkich405044
Aktualnie jest 7  gości na stronie