Proces "o myszy i niedźwiedzia"
W skądinąd arcyciekawym opracowaniu Jacka Śnieżka pt. "Czy wiesz, że...!? czyli osobliwości Ziemi Puławskiej"[1] znaleźć można informację o procesie, którym na początku stanu wojennego żyły bez mała całe "solidarnościowe" Puławy. Oto jej pełny tekst:
CCXXXI. Jak puławianin zadarł ze ... Związkiem Radzieckim!
... Ireneusz Ostrokólski, redaktor naczelny biuletynu "Solidarność" Ziemi Puławskiej miał sprawę karną za... napaść na Związek Radziecki!? Miałem okazję rozmawiać z red. Ostrokólskim przy okazji kolejnej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego. Podstawą do procesu był rysunek w podziemnej gazetce z czerwca 1981 r. Na jednym z nich widać skulonego, śpiącego niedźwiedzia z twarzą Leonida Breżniewa. Dookoła misia, niczym w dziecięcej zabawie chodzi grupa ludzi trzymających się za ręce nucąc piosenkę "stary niedźwiedź mocno śpi (...)". Scenkę rodzajową wymyślił sam naczelny, a jego pomysł przelał na papier Krzysztof Małagocki, były redaktor Dziennika Wschodniego. Puławski biuletyn w nieznanych okolicznościach dotarł do ambasady ZSRR w Warszawie. Konspiracyjna prasa przed wprowadzeniem stanu wojennego rozchodziła się jak świeże bułeczki. Chętnie kupowali ją zwłaszcza funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa, podszywając się pod zwolenników "Solidarności". Pięciotysięczny nakład wspomnianej gazetki rozszedł się błyskawicznie. - "Mieczysław Rakowski na jednym z posiedzeń w Komitecie Centralnym z furią wymachiwał biuletynem i krzyczał, że dostał to z ambasady radzieckiej. Te rysunki były jak policzek wymierzony przez "Solidarność" w "wielkiego brata".
Proces I. Ostrokólskiego odbył się 6 dni przed wprowadzeniem stanu wojennego. 13 grudnia został internowany. W ośrodkach dla internowanych przebywał rok. W jakich okolicznościach doszło do powstania tych rysunków? - "zainspirowała mnie telewizyjna relacja ze zjazdu partii w Moskwie. Breżniew powiedział wtedy "nie pozostawimy Polski w biedzie" . Nie chodziło mu bynajmniej o dostawy do naszego kraju artykułów spożywczych. Była to ewidentna zapowiedź interwencji. Tak właśnie skojarzyłem sobie tamtą sytuację".
Dalszy ciąg rozprawy kontynuowano po zakończeniu internowania. Ku zaskoczeniu wszystkich sędzia Andrzej Mogielnicki z Puław wydał wyrok uniewinniający. Prokurator odwołał się od niego. Sąd Wojewódzki w Lublinie nie był już tak wyrozumiały. W efekcie pomysłodawca rysunków z Breżniewem otrzymał rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata.
Niestety, ta krótka notatka aż roi się od błędów i nieścisłości, które w imię dbałości o przekaz historyczny powinny być jak najszybciej sprostowane. I z tego właśnie względu podjąłem trud ponownego zrelacjonowania przebiegu procesu "o myszy i niedźwiedzia", mimo że podstawowe informacje na ten temat zawarłem już w monografii Biuletynu Informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej"[2].
Katalog nieścisłości otwiera tytuł notatki bowiem Ireneusz Ostrokólski zadarł nie tyle ze Związkiem Radzieckim – co z Sekretarzem Generalnym KPZR, Leonidem Breżniewem i był sądzony nie za napaść na związek Radziecki - jak chce tego Jacek Śnieżek – ale za to, że zamieścił na okładkach Nr 34 Biuletynu rysunki znieważające osobę Sekretarza Generalnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, przez co godził w nasze sojusze międzynarodowe – jak ujął to prokurator A. Gmoch w Akcie Oskarżenia z 8 października 1981 r. (Załącznik 1). Kamieniem obrazy i tym co tak rozsierdziło premiera Rakowskiego była nie piosenka "stary niedźwiedź mocno śpi", ale zaproponowana przez Redakcję Biuletynu "współczesna wersja" jej zakończenia: "jak sięzbudzi to ... nam pomoże" umieszczona na ostatniej stronie 34 numeru Biuletynu, utożsamiająca pomoc ze strony ZSRR z interwencją zbrojną.
Nie sposób zgodzić się również z tym fragmentem tekstu, w którym Jacek Śnieżek informuje swoich czytelników, że konspiracyjna prasa przed wprowadzeniem stanu wojennego rozchodziła się jak świeże bułeczki. Chętnie kupowali ją zwłaszcza funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa, podszywając się pod zwolenników "Solidarności". Pomijając nietrafnie użyty termin "konspiracyjna", o czym dalej, z całym naciskiem muszę stwierdzić, że Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej", który był kolportowany wyłącznie kanałami związkowymi, kupowali (i czytali) zwłaszcza członkowie i sympatycy NSZZ "Solidarność". Niektóre egzemplarze docierały oczywiście również do funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa (a nie jak twierdzi Jacek Śmieszek Urzędu Bezpieczeństwa, który został zlikwidowany w grudniu 1956 r.) i innych agend PRL, ale nie masowo i nie "zwłaszcza".
Nad większością z tych nieścisłości można by ostatecznie przejść do porządku dziennego, gdyby nie wkradły się do tego tekstu dwa stwierdzenia całkowicie nieprawdziwe. Pierwsze z nich to informacja o zawodzie wykonywanym wówczas przez Krzysztofa Małagockiego. Nie był on bowiem – jak twierdzi Jacek Śnieżek – "byłym redaktorem Dziennika Wschodniego" (który zresztą w tamtych czasach w ogóle jeszcze nie istniał), ale projektantem w Lubelskich Zakładach Futrzarskich w Kurowie. Nie jest również prawdą, że Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" był przed 13 grudnia 1981 r. "gazetką podziemną" czy elementem "prasy konspiracyjnej", jak twierdzi Jacek Śnieżek. Nie można przecież uznać za "podziemny" czy "konspiracyjny" oficjalnego organu legalnej organizacji, w którego każdym numerze podawano do publicznej wiadomości adres i skład osobowy Redakcji, a o którego druku w państwowej instytucji, jaką był IUNG, zadecydowali sekretarz POP PZPR w IUNG, wojewoda lubelski i naczelnik Miasta Puławy. Prawdą jest natomiast, że Biuletyn "Solidarność Ziemi Puławskiej" wychodził poza zasięgiem cenzury prewencyjnej sprawowanej przez Główny Urząd Kontroli Prasy Publikacji i Widowisk (chociaż nie poza sferą zainteresowań tej instytucji, o czym dalej).
Po tych wstępnych uwagach polemicznych przystępuję bez zwłoki do meritum, zaczynając od przedstawienia garści informacji o Biuletynie.
Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" był pismem NSZZ "Solidarność" w Puławach wydawanym w okresie od listopada 1980 r. do czerwca 1981 r. przy Międzyzakładowym Komitecie Założycielskim NSZZ "Solidarność", a następnie do grudnia 1981 r. przy Zarządzie Oddziału NSZZ "Solidarność" Ziemia Puławska w oficjalnym nakładzie 5 tys. egz[3]. Założycielami i niekwestionowanymi liderami Redakcji Biuletynu byli Ireneusz Ostrokólski, ps. Fizyczny, pracownik puławskiego Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa[4] oraz Włodzimierz Zbiniewicz, ps. Wołodia z Instytutu Weterynarii w Puławach, których wizerunki przedstawiłem na Ilustracjach 2 i 3. Skład Redakcji pisma był zmienny; w różnych okresach czasu należeli do niej: Apoloniusz Berbeć, Antoni Faber i Ireneusz Ostrokólski z IUNG, Hanna Czekaj, Andrzej Hoszowski i Włodzimierz Zbiniewicz z IWet., Krzysztof Małagocki z LZF w Kurowie, Andrzej Kowalczyk z Powiatowego Domu Kultury[5] i Czesław Stolar z Z.A. Puławy.
Niestety ze względu na nawał pracy członkom Redakcji Biuletynu nie przyszło do głowy, żeby zrobić sobie wspólne zdjęcie dla potomności. Chcąc zatem przywołać ich wizerunki muszę z konieczności posłużyć się fotografiami wykonanymi podczas I Walnego Zebrania Delegatów NSZZ "Solidarność" Ziemia Puławska w hali sportowej MOSiR w dniach 30-31.05.1981 r. (Ilustracje 4-6), na których wszakże brakuje wizerunków Apoloniusza Berbecia i Krzysztofa Małagockiego. Można je natomiast znaleźć na zbiorowej fotografii lokatorów Ośrodka Odosobnienia dla Internowanych w Załężu (Ilustracja 7), gdzie po 13 grudnia 1981 r. wylądowała spora część członków Redakcji.
Wokół Redakcji Biuletynu szybko ukształtowało się prężne, kilkudziesięcioosobowe środowisko bliższych lub dalszych współpracowników. Byli wśród nich: korespondenci i publicyści, maszynistki przygotowujące maszynopisy, pracownicy poligrafii drukujący pismo, kolporterzy, a także liczni bywalcy pomieszczeń Redakcji podpowiadający tematy publicystyczne, sygnalizujący ważne zdarzenia, propozycje tematyczne do poruszenia w Biuletynie lub tylko spragnieni aktualnych wiadomości lub zachodzący tu na ciekawą dyskusję.
W 2005 r., w artykule "Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" (listopad 1980-grudzień 1981)[6] napisałem: Pełna lista współpracowników Redakcji z obszaru działania NSZZ "Solidarność" Ziemia Puławska obejmuje następujące nazwiska (w nawiasach liczba podpisanych tekstów opublikowanych przez nich w Biuletynie): S. Głażewski (32), A. Lekan (21), B. Szewczyk (8), J. Łodyga (6), W. Hennel (5), H. Nowak (5), M. Strzemski (5), J. Chmielewski (4), L. Gryniewicz (4), R. Celarski (3), K. Lekan (3), E. Owczarski (3), M. Szewczyk (3), W. Boguszewski (2), J. Ciepielewski (2), I. Czeżyk (2), J. Grajper (2), J. Grundboeck (2), W. Kuba (2), M. Legieć (2), A Lipowski (2), C. Świerczyński (2), A. Bobrowska (1), D. Dąbrowska (1), J. Gądor (1), K. Gądor (1), S. Gędek (1), K. Goluch (1), A. Jackiewicz (1), Z. Jakubczak (1), M. Jakubiak (1), St. Jasiocha (1), A. Jelinowska (1), S. Karpiński (1), K. Kaczmarek (1), A.D. Kozak (1), J. Krasiński (1), Z. Kudyk (1), A. Kuba (1), J. Kurczewski (1), Z. Lesisz (1), A. Maczuga (1), Z. Mazur (1), T. Onoszkiewicz (1), Piwowarek (1), J. Strękowski[7] (1), E. Szczygieł (1), A. Szkutnik (1), H. Sztaba (1), M. Wójcik (1), S. Zadura (1).
Rękopisy publikacji musiały być przepisane na maszynie możliwie szybko i możliwie bezbłędnie. Poświęcały temu ochotniczo sporo swego wolnego czasu dwie pracownice IUNG, Teresa Celuch i Jadwiga Klaudel, których maszynopisy zaspokajały nawet wygórowane wymagania stawiane przez red. Hannę Czekaj przygotowującą makiety pisma.
Gotową makietę w formacie A-4 po drobiazgowej korekcie w każdy piątek rano przekazywano bezpośrednio do drukarni.Znakomita większość numerów Biuletynu została wydrukowana w Zakładzie Małej Poligrafii IUNG, kierowanej przez Stanisława Mełgiesia, który okazał się, podobnie jak jego podwładni, wielkim sympatykiem i wiernym przyjacielem pisma[8]. To właśnie on poufnie wprowadził Ireneusza Ostrokólskiego w arkana zależności i obowiązków służbowych kierownika drukarni, które przewidywały m.in. przekazanie trzech egzemplarzy każdego numeru Biuletynu Dyrekcji Instytutu oraz następnych trzech cenzurze[9] (Głównemu Urzędowi Kontroli Prasy Publikacji i Widowisk). Przygotowaniem matryc offsetowych i drukiem zajmowali się pracownicy Małej Poligrafii IUNG: Ryszard Socha, Joanna Socha, Maria Deska, Bonifacy Maruszak i Remigiusz Grzeszczyk, działając w ten sposób, żeby gotowy nakład był do dyspozycji Redakcji już około południa. Chodziło bowiem o to, żeby Biuletyn zdążył trafić do czytelników w piątek przed zakończeniem pracy. Na przeczytanie go mieli oni wtedy dwa wolne od pracy dni.
Kolportaż biuletynu zorganizował pracownik IUNG, Zbigniew Lipa (Ilustracje 5 i 6) przy współpracy kolegów z IUNG, Piotra Kopani, Włodzimierza Maziarczyka, Zbigniewa Mazura. To właśnie oni odbierali z drukarni gotowy nakład, wydruki w formacie A-2 przenosili w wielkim wiklinowym koszu do siedziby Redakcji i organizowali ich składanie do formatu A-5. Według Ireneusza Ostrokólskiego wyodrębniły się dwie szkoły składania Biuletynu: szkoła Ostrokólskiego polegająca na scedowaniu tej czynności na czytelników oraz szkoła Zbiniewicza przewidująca organizację specjalnej ekipy składaczy. W praktyce, ze względu na konieczność rozkolportowania nakładu w bardzo krótkim czasie ukształtował się kompromis polegający na tym, że kolporterzy wspomagani przez grupę ochotników spośród hurtowych odbiorców pisma, którzy zbierali się w pomieszczeniu Redakcji już koło południa, składali do formatu A-5 tylko 500 egzemplarzy przeznaczonych głównie dla odbiorców spoza Puław[10]; reszta nakładu kolportowana była w arkuszach A-2.
Bardzo cennym współpracownikiem Redakcji Biuletynu okazał się pracownik Fabryki Żelatyny, Tomasz Henel-Onoszkiewicz (Ilustracja 8), który cały swój czas wolny od pracy zawodowej poświęcał na obsługę redakcyjnego teleksu i z tej racji uzyskał miano "szalonego teleksisty".To właśnie głównie dzięki niemu Redakcja utrzymywała stałą łączność ze strukturami Związku w całej Polsce i rozporządzała pełnym zestawem aktualnych wiadomości.
Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej[11] był czytany przez członków i sympatyków "Solidarności" nie tylko w Puławach i w Lublinie, ale również w wielu innych miejscowościach w Polsce, nieodmiennie spotykając się z bardzo wysoką oceną[12]. Ostatni numer Biuletynu ukazał się na trzy dni przed ogłoszeniem stanu wojennego, 10.12.1981 r. Pismo było jednak nadal pilnie studiowane, tyle, że przez osoby należące do zupełnie innego środowiska. Np. w 1982 r. gorliwym czytelnikiem Biuletynu był redaktor Sztandaru Ludu, organu KW PZPR w Lublinie, redaktor Marek Adam Jaworski[13].
Wcześniej, we wrześniu 1981 r., w artykule "Aktualności bez muzyki"[14] Ireneusz Ostrokólski dworując sobie nieprzystojnie na łamach pisma z Konstytucji PRL napisał m.in.: "Nie rozumiem dlaczego zmieniono Konstytucję – przecież była zupełnie nieużyteczna" - miał te słowa powiedzieć A. Słonimski, po uchwaleniu przez Sejm nowej wersji Konstytucji w pamiętnym roku 1976.
Z tą "używalnością" ustawy zasadniczej nadal jest kiepsko. A szkoda to wielka, bo każdy kto by ją przeczytał dokładnie, gotów już byłby wstąpić do najbliższego klubu miłośników Konstytucji... utrzymując, że Konstytucja PRL zawiera wiele doskonałych przepisów i regulacji, tyle tylko, ze nikt ich nie przestrzega. Autor tego artykułu nie wiedział jeszcze wtedy, że już w wkrótce jego los w perspektywie najbliższych kilku lat będzie zależał od człowieka, który na szczęście zarówno przepisy Konstytucji, jak i kodeksu karnego postanowił - wbrew ówczesnej pragmatyce - traktować z całą powagą i konsekwentnie trzymać się zarówno ich litery jak i ducha. Osobą tą był sędzia Sądu Rejonowego w Puławach, Andrzej Mogielnicki, człowiek, który potrafił się przeciwstawić wytycznym i dyrektywom zwierzchników oraz dysponentów politycznych PRL. Ale zacząć należy od początku.
W monografii "Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej"[15] przedstawiłem początek sprawy w taki oto sposób:
Wszystko zaczęło się od Listu KC KPZR do KC PZPR podyktowanego "zaniepokojeniem o losy socjalizmu w Polsce, o Polskę jako wolne, niepodległe państwo...". w którym to liście "towarzysze radzieccy" nazwali NSZZ "Solidarność" m.in. "przestępczym spiskiem przeciw władzy ludowej" i zapewnili "towarzyszy polskich", że w razie zagrożenia w Polsce socjalizmu, nie pozostaną bezczynni lecz udzielą im bratniej pomocy. Gazetę z tym listem przyniósł do Redakcji W. Zbiniewicz w trakcie przygotowywania do druku Nr 34(42) Biuletynu. Wiadomość wywołała zrozumiałe zainteresowanie i ożywioną dyskusję, nie wolną od określeń powszechnie uznawanych za niecenzuralne. Pokłosiem tej dyskusji zaaprobowanym przez wszystkich uczestników był komentarz redakcyjny[16] oraz pomysł na okładki przygotowywanego właśnie numeru pisma. A odbyło się to w sposób następujący: Z. Zbiniewicz skomentował sytuację, którą wywołał ów list słowami starej dziecięcej piosenki o starym niedźwiedziu, który – jeśli nie będziemy chodzić cichutko – to "się zbudzi i nas zje". Myśl tę w lot podchwycił I. Ostrokólski i zaproponował biuletynowemu ilustratorowi, K. Małagockiemu narysowanie dwóch konterfektów "starego niedźwiedzia" z fizjonomią tow. Leonida B. otoczonych tańczącymi ludzikami i opatrzonych komentarzami w postaci słów piosenki "Stary niedźwiedź mocno śpi..." w dwóch wersjach: klasycznej ("jak się zbudzi to nas zje") i zmodyfikowanej w duchu listu KPZR ("jak się zbudzi, to nam... pomoże")[17]. W ten sposób powstał pomysł okładek Nr 34(42) Biuletynu[18], które niebawem miały tak wzburzyć kpt. SB, T. Kufla i prokuratora A. Gmocha, że obydwaj poczuli się zobowiązani do natychmiastowego wszczęcia śledztwa zakończonego po kilku miesiącach "procesem o myszy i niedźwiedzia"/-/.
Nieco wcześniej, na początku maja, dwaj członkowie Redakcji Biuletynu, A. Berbeć i I. Ostrokólski odbyli wyprawę do Szwecji, skąd przywieźli, oprócz elektrycznego powielacza, broszurkę z satyrycznymi rysunkami dotyczącymi sytuacji w PRL wydaną w Londynie, która była akurat kolportowana w szwedzkich środowiskach polonijnych[19]. Wkrótce potem na łamach Biuletynu znalazło się kilka rysunków z tej broszurki, w tym dwa, które szczególnie nie przypadły do gustu Prokuraturze. Jeden z nich to ilustracja z "Deutsches Allgemeines Sonntagsblatt" zamieszczony na 22 stronie Nr 34(42) Biuletynu[20], który wedle prokuratora "przedstawia uciekających przed radzieckim czołgiem dwóch mężczyzn, z których jeden znajduje się już w wodzie, natomiast drugi – na którego koszulce widnieje napis "Polska" znajduje się tuż przed nią. Umieszczony pod rysunkiem napis niedwuznacznie sugeruje, że tonący mężczyzna nie może oczekiwać pomocy ze strony obsługi czołgu"[21]. Drugi, pochodzący z "Die Welt", zamieszczony na okładce Nr 35(43) przedstawia robotnika, który obarcza osobnika uosabiającego partię odpowiedzialnością za kryzys gospodarczy w PRL[22]. Ostatnim rysunkiem, który nie spodobał się czynnikom politycznym oraz wymiarowi sprawiedliwości PRL, była ilustracja z okładki Nr 28(36) Biuletynu, przedstawiająca - według prokuratora A. Gmocha - "pochód małych myszekprowadzonych przez myszkę o sumiastych wąsach Wałęsy"[23], "z napisem "Polska", na które czają się koty symbolizujące ZSRR i NRD"[24]). Pochodzenie tego ostatniego rysunku[25] jest już dzisiaj niemożliwe do ustalenia.
Często cytowany w czasach PRL slogan propagandowy opisujący funkcjonowanie struktur politycznych w systemie tzw. "demokracji socjalistycznej", wprowadzony do obiegu przez I Sekretarza KC PZPR, Edwarda Gierka brzmiał: "Partia kieruje, Rząd rządzi". Popularna szeptanka dopisywała do niego jeszcze jeden człon: "naród głoduje". Ale i po tej modyfikacji opis rzeczywistości był daleki od doskonałości, gdyż charakteryzował tylko fasadę. W rzeczywistości wszystkie kluczowe decyzje zapadały i tak na Kremlu, a przebieg ich wdrażania w Polsce i przez tych "kierujących" i przez tych "rządzących" nadzorowała, podobnie jak za czasów carskich, ambasada radziecka. To również radziecka ambasada i jej ówczesny szef, Awierkij Aristow decydowała o tym co jeszcze jest "socjalistyczne", a co już jest "kontrrewolucją".
Nic więc dziwnego, że gdy w czerwcowy poranek 1981 roku, rzeczony ambasador "bratniego" ZSRR, przeglądając poranną prasę zmarszczył brew i wyraził niezadowolenie z rysunków ukazujących się w Biuletynie Informacyjnym "Solidarność Ziemi Puławskiej", jak na komendę zmarszczyli brwi i napięli muskuły jego wasale i ci "kierujący" jak np. I sekretarz KW PZPR w Lublinie tow. Kruk i ci "rządzący" jak np. wicepremier, tow. Mieczysław Franciszek Rakowski. Nad nie przeczuwającym niczego Biuletynem zbierały się czarne chmury.
Akcję anty biuletynową zainaugurował wicepremier rządu PRL, Mieczysław Rakowski, który 25.06.1981 r., w trakcie rozmów z przedstawicielami NSZZ "S" w Urzędzie Rady Ministrów na temat ustaw o cenzurze, związkach zawodowych, przedsiębiorstwie państwowym i samorządzie powiedział, żesformułowanie o czasowym zastosowaniu kontroli wstępnej, znajdujące się w projekcie czytanym w Sejmie nie zadowala rządu, który wolałby za pysk wziąć redaktorów tych pisemek zawierających jazgot antykomunistyczny i antyradziecki. Pisma te - jak wspomniany już biuletyn Ziemi Puławskiej – zamieszczają zdaniem M. Rakowskiego skandaliczne karykatury. "Przez kilku czy kilkunastu nawiedzonych –skonkludował M.F. Rakowski – nie można wystawiać na szwank interesów najważniejszych...[26]
W ślad za wicepremierem niezwłocznie poszedł I Sekretarz KW PZPR w Lublinie tow. Władysław Kruk[27]:
W różnorodnych ulotkach i biuletynach podważana jest zdolność naszej partii do rządzenia krajem, ośmieszana partia i jej członkowie, szkalowany Związek Radziecki. Niektórzy działają z otwartą przyłbicą, inni posługują się słownym kamuflażem, jeszcze inni wykorzystują szyld "Solidarności". Niech tu za przykład posłuży wielce wymowna lektura puławskiego biuletynu, który niewiele ma wspólnego z wydawnictwem związkowym, którego treść przesiąknięta jest od pierwszego do ostatniego wiersza antykomunizmem i antysowietyzmem. Tego rodzaju działalność musi się spotkać ze zdecydowanym politycznym ideowym przeciwdziałaniem członków partii...[28]
Z tezami zawartymi w wypowiedziach Mieczysława Rakowskiego i Władysława Kruka polemizował na łamach Biuletynu Antoni Faber w artykule pod zagadkowym tytułem "W sprawie otwarcia przyłbicy, lub z przyłbicą, ale bez łba"[29]:
"... Jakkolwiek trudno jest się w pełni pogodzić z zabiegami semantycznymi p. Rakowskiego i treścią podanej przez niego definicji – łatwiej byłoby nam zaakceptować twierdzenie, że biuletyn puławski jest po prostu antysocjalistyczny. Trudno bowiem przyjąć tezę o jego antykomunizmie, zważywszy, że formacja o której mowa nie jest z oględzin znana nikomu z członków redakcji. Mając zaś w pamięci słowa młodego Marksa do Engelsa, trudno być pro- lub antykomunistą nie wiedząc czym jest komunizm. Tak więc brak kompetencji w sprawach komunizmu, w pełni zresztą w redakcji uświadomiony, czynił by jej anty-usiłowania równie zabawnymi jak dokonywanie w naszych warunkach krytyki Konfucjusza.
Powróćmy więc do tezy o antysocjalistycznym charakterze biuletynu. Jaki jest to antysocjalizm? Treść naszego biuletynu przesiąknięta jest od początku do końca (według p. Kruka) antysocjalizmem realnym. Nie godziliśmy się i nie godzimy z socjalizmem głoszącym, jak w ostatnim dziesięcioleciu, hasła sprawiedliwości, równości, godności, demokracji i samorządności, a zarazem negującym te wartości w praktyce społecznej. Protestowaliśmy i protestować będziemy przeciw "marksizmowi urzędowemu" (albo inaczej usprawiedliwiającemu), który prowadzi do (wg. T. Bohata):
- wydzielenia oraz izolacji poszczególnych tez i twierdzeń Marksa, Engelsa i Lenina,
- przykrawania rzeczywistości społecznej do arbitralnie sformułowanej – z haseł uprzednio wyizolowanych – doktryny,
- adaptacji twierdzeń filozofii marksistowskiej do wymogów chwili, do potrzeb polityki bieżącej,
- przekładu kategorii teoretycznych marksizmu na język i sposoby myślenia potocznego,
- administracyjnego monopolu w sferze ideologii.
Wszystkie wymienione zabiegi niweczą strukturę marksizmu, prowadzą do amputacji składowych bytu społecznego i prymitywizmu społecznego myślenia, czyniąc z socjalizmu pancerz do ochrony grupowego interesu partyjno-administracyjnej biurokracji.
Zarzut o antysowietyzmie biuletynu oparty zapewne na subiektywnej ocenie kilku rysunków z kręgu satyry politycznej, wydaje się być równie przesadzony jak nieprawomocny. Podejrzewam, że na podobnej zasadzie (sądząc np. z wysokości ludzików na karykaturach) biuletyn można nazwać antypigmejskim.
Na zakończenie sprawa..."szyldu". Biuletyn puławski jest pismem związkowym i będzie nim dotąd, dopóki znajdzie się choć kilku związkowców, którzy będą chcieli go czytać. Na razie idzie nam dobrze, co w części, jak sądzę, zawdzięczamy dobrej reklamie oficjeli partyjno-rządowych. O czym informując z otwartą przyłbicą – pozdrawiamy naszych związkowych i profesjonalnych czytelników.
A. Faber
Wprawdzie wśród środków, które partia zamierza wykorzystać przeciw Biuletynowi "Solidarność Ziemi Puławskiej" tow. W. Kruk nie wymienił Milicji Obywatelskiej, Służby Bezpieczeństwa ani Prokuratury, ale zbieżność dat między wypowiedziami Mieczysława Rakowskiego i Władysława Kruka a początkiem działań MO i SB sugeruje, że to właśnie te wystąpienia wyzwoliły niebywałą wręcz aktywność organów ścigania i że to właśnie w nich szukała natchnienia Prokuratura Wojewódzka w Lublinie. O wydarzeniach tych opowiedzą najlepiej ich bezpośredni świadkowie - redaktorzy numeru specjalnego Biuletynu[30]:
Zacznijmy od początku. Na początku był Biuletyn. Drukarze drukowali, związkowcyczytali, zaś redakcja przygotowywała wciąż nowe numery, zastanawiając się, jak długo jeszcze? W lipcu przyszło pierwsze wezwanie, potem następne i kolejno członkowie redakcji wędrowali na przesłuchania do słynnego (jeszcze sprzed Sierpnia, kiedy to w Lublinie rozpracowywał wydawnictwa niezależne) kapitana T. Kufla z lubelskiego UB.
Zainteresowanie okazał także I Sekretarz KW PZPR w Lublinie p. Władysław Kruk. W artykule pt. "Nadzieje ze zjazdem łączone" /Sztandar Ludu, 14.VII.81/ wezwał on członków partii do "zdecydowanego politycznego, ideowego przeciwdziałania" tego rodzaju działalności. Zapewne dlatego akta sprawy znalazły się na biurku A. Gmocha, wiceprokuratora wojewódzkiego.
Dzięki akcji prokuratorskiej rysunki zyskały na popularności. Przedrukował je Informator Zarządu Regionu oraz Biuletyn NSZZ "Solidarność" Rolników Indywidualnych w Lublinie. W celu poinformowania jak najszerszej opinii publicznej o śmieszności całej sprawy, redakcja zwróciła się do zaprzyjaźnionego "Wolnego Związkowca", biuletynu NSZZ "Solidarność" Huty Katowice z propozycją przedrukowania tych rysunków. Fakt ten władze wykorzystały jako pretekst do rozpętania histerycznej kampanii propagandowej przeciw "Solidarności" w Hucie Katowice, a Jacek Cieślicki, redaktor naczelny do swojego wcześniejszego zarzutu zarobił dodatkowy artykuł /283 par. 3 kk, (obraza Leonida B.[31])
Tymczasem w Lublinie trwały przesłuchania i oto efekt w postaci 6 postanowień o przedstawieniu zarzutów. Otrzymali je: Ireneusz Ostrokólski, Apoloniusz Berbeć, Antoni Faber, Hanna Czekaj, Krzysztof Małagocki, Andrzej Kowalczyk. Ostatni członek redakcji, Włodzimierz Zbiniewicz, jako jedyny zarzutu nie otrzymał. Prawdopodobnie dlatego, że ani razu w Prokuraturze się nie pokazał, gdyż dziwnym trafem otrzymywał bądź wezwania nieformalne, bądź po terminie, bądź bywał nieobecny.
Członkom redakcji zarzucono, przez fakt opublikowania reprodukowanych dalej rysunków i artykułu A. Lekan, popełnienie następujących przestępstw: "rozpowszechnianie fałszywych wiadomości" i "wyszydzanie Narodu Polskiego" (art. 270 i 271 kk w zw. z art.273 kk, w sumie można oberwać do 10 lat) oraz obrazę Leonida B. (art.283 par 3 kk, do lat 3) W ten sposób prokurator wykazał dużą dozę inwencji, ukazując to, co wielu nawet do głowy by nie przyszło.
Przesłuchania w lubelskiej SB rozpoczęły się 7 lipca, o czym Redakcja poinformowała czytelników pisma w numerze38(46)[32]:
Członkowie Redakcji Biuletynu Informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej" Ireneusz Ostrokólski i Apoloniusz Berbeć zostali wezwani do Komendy MO w Lublinie w charakterze świadków w sprawie działalności wydawniczej. Sprawa oznaczona jest numerem 16/81. Ireneusz Ostrokólski był przesłuchiwany w dniu 7.07.81 przez ok. 45 minut. Pytania dotyczyły Biuletynu Ziemi Puławskiej.
W dn. 8.07.81 przybyli do Puław funkcjonariusze SB przeprowadzili wizję lokalną "w okolicach biuletynu". Ponieważ członkowie Redakcji wzywani są jako świadkowie rozumiemy, że podejrzany jest Biuletyn, i że to jego wsadzą.
Na przesłuchania inwigilację Redakcja zareagowała drwiną w postaci dwóch rysunków Krzysztofa Małagockiego w Nr 38(46) pisma (Ilustracja 13), z których pierwszy, zamieszczony na okładce nawiązuje do nazwiska szczególnie dokuczliwego oficera SB, kapitana T. Kufla przesłuchującego redaktorów. Na drugim, zamieszczonym na ostatniej stronie autor włożył w usta spikera telewizyjnego następującą uwagę: "są też świadkowie i dowody, że "Solidarność" rzuca uroki na świnie, odbiera krowom mleko..." (Ilustracja 14)
Wyrazicielem spontanicznej reakcji czytelników Biuletynu był Bogdan Szewczyk, który w artykule "Przesłuchania"[33] napisał m.in.:" ...dzisiaj redaktorzy pism związkowych, jutro piszący do nich, a pojutrze Ty czytelniku Biuletynu, dostaniesz wezwanie jako podejrzany owspółudział w działalności szkodliwej. Wiesz kto buduje BAM?[34] Ci co słuchają "kawałów" - to ostrzeżenie pamięta jeszcze rocznik, aktualnie zasiadający w ławach szkolnych, a zatem czasy nie tak odległe./.../
W naszych puławskich warunkach, działanie przywracające wiarę człowieka w skuteczność walki, utrzymanie i rozszerzenie tego, co zostało wspólnym wysiłkiem zdobyte, podtrzymanie nadziei w nieprzemijająca wartość odzyskanej wolności osobistej, a przede wszystkim działalność, która uwalnia od paraliżującego s t r a c h u - pełni grupa ludzi z Biuletynu"Solidarność Ziemi Puławskiej". Działalność ta jest znakomita, czego dowodem są bardzo wysokie oceny, jakie wystawiają Biuletynowi czytelnicy. Nakład tego pisma rozchodzi się w całości błyskawicznie, dowodząc, ze zapotrzebowanie na nie nie słabnie. Jest to zatem pismo nasze i jego istnienie ma fundamentalne znaczenie dla społecznego ruchu "Solidarność".
Plamą na honorze naszych środowisk i członków Związku byłby brak reakcji wobec rozpoczętych przesłuchań prowadzonych przez Komendę Wojewódzką w Lublinie a wymierzoną -w zagwarantowaną umowami społecznymi – niezależność Związku i pisma./.../
Na walnych zebraniach, które należy z tej przyczyny niezwłocznie zwoływać, NSZZ "Solidarność", środowiska i grupy społeczne – powinny podejmować decyzje o poparciu, akceptacji i solidarności z Redakcją Biuletynu Biuletynu Informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej" oraz deklarować obronę ludzi, którzy artykułują literą i rysunkiem nasze dążenia i odczucia ..."
Bogdan Szewczyk
15 lipca 1981 r. Prezydium Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" w IUNG, którego wiceprzewodniczącym był Ireneusz Ostrokólski, skierował do Premiera Rządu PRL, gen. Wojciecha Jaruzelskiego następujące oświadczenie[35]:
NSZZ "Solidarność" IUNG Puławy 15.07.1981 r.
Pan Premier Rządu PRL
Generał Wojciech Jaruzelskiego
W a r s z a w a
O ś w i a d c z e n i e
W związku z wszczętą przez organy ścigania akcją skierowaną przeciw Redakcji Biuletynu Informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej" oraz wypowiedziami V-ce Premiera M. Rakowskiego w tej kwestii – Prezydium Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" IUNG w Puławach oświadcza co następuje:
- Biuletyn spełnia oczekiwania naszych członków i w środowisku oceniany jest bardzo wysoko.
- Wszelkie insynuacje w kwestii wykroczenia poza sferę działalności Związku oraz godzenia w interesy państwa i ustroju uważamy za obsesyjne i pozbawione jakichkolwiek podstaw.
W świetle powyższego oświadczamy, iż jakiekolwiek represjonowanie Redakcji oraz osób piszących do Biuletynu traktować będziemy jako atak na statutowe prawa Związku.
W imieniu członków NSZZ "Solidarność" IUNG oświadczamy, iż zdecydowanie wystąpimy w obronie Redakcji i autorów piszących do Biuletynu Ziemia Puławska.
Za Prezydium:
/ - / T. Skiba, / - / J. Chmielewski, / - / E. Kern, / - / Z. Biały,/ - / L. Gryniewicz
Do Wiadomości:
- Sejm PRL
- V-ce Premier M. Rakowski
- Wojewódzka Prokuratura w Lublinie
- KW MO Lublinie
- Region Środkowo-Wschodni NSZZ "Solidarność" w Lublinie
- Oddział Regionu Środkowo-Wschodniego NSZZ "Solidarność" w Puławach
Stanowisko Zarządu Oddziału Ziemia Puławska w tej sprawie przedstawił już 16.VII Wiceprzewodniczący Jan Łodyga[36]
OŚWIADCZENIE
Zarząd Oddziału NSZZ Solidarność "Ziemia Puławska" w Puławach z satysfakcją przyjął dowody zainteresowania naszym pismem związkowym "Solidarność Ziemi Puławskiej" ze strony Sekretarza KW PZPR w Lublinie p. W. Kruka, które znalazło wyraz w artykule opublikowanym w "Sztandarze Ludu" w dniu 14 lipca br.
Nie podzielając poglądów p. Kruka w części dotyczącej zawartości naszego Biuletynu, przypominamy, że wyłączne prawo do oceny wydawnictw wewnątrzzwiązkowych mają członkowie NSZZ "Solidarność".
Opinia środowiska puławskiego i całego Oddziału o Biuletynie "Solidarność Ziemi Puławskiej" jest jak dotąd pozytywna, co znalazło swój wyraz w treści Uchwały Nr 11 Walnego Zebrania Delegatów Oddziału oraz licznych uchwałach i oświadczeniach Komisji Zakładowych NSZZ "Solidarność".
Przypominamy również, że zgodnie z paragrafem 7 p.14 Statutu NSZZ :"Solidarność" działalność wydawnicza jest jednym ze statutowych uprawnień naszego Związku. Prawo członków Związku, będących równocześnie obywatelami PRL do nieskrępowanego prezentowania swoich poglądów wynika z Art. 83 Konstytucji PRL, który brzmi: "PRL zapewnia obywatelom wolność słowa, druku, zgromadzeń i wieców, pochodów i manifestacji" oraz treści Art. 18 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, ratyfikowanej w ramach Aktu Końcowego Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, przez Sejm PRL /Dz.U. Nr 38/1977 poz.169/: "Każda jednostka ma prawo do wolności opinii i słowa. Nie wolno więc nikogo niepokoić z powodu jego przekonań. Każdy ma prawo do szukania, otrzymywania i udzielania informacji przy pomocy wszelkich środków porozumiewania się i bez względu na granice."
Wyrażamy pogląd, że ostatnie przesłuchiwania przez organy SB członków Redakcji "Solidarność Ziemi Puławskiej", jako sprzeczne zarówno z literą, jak i z duchem obydwu powyższych dokumentów, stanowiących przepisy prawne najwyższej wagi, należą do działań niepraworządnych.
Zarząd Oddziału NSZZ Solidarność "Ziemia Puławska" w Puławach jest zdecydowany użyć wszelkich statutowych uprawnień dla zapewnienia ciągłości wydawania prasy związkowej i ochrony członków Redakcji przed represjami, do czego jest zresztą zobowiązany Uchwałą Nr 11 Walnego Zebrania Delegatów
Za Zarząd Oddziału
Wiceprzewodniczący / - / J. Łodyga
15 lipca stanowisko Zarządu Regionu w Lublinie telefonicznie przesłał do Redakcji Biuletynu Rzecznik Prasowy Zarządu Regionu Wojciech Samuliński[37]:
Przestępstwo?
Jak się dowiadujemy warunkowo umorzono postępowanie zarejestrowane pod numerem I DS 26080s, którego celem miało być ustalenie, czy redaktorzy Biuletynu Ziemi Puławskiej popełnili przestępstwo z art. 178 par.2 kk. Zdaniem prokuratury zachodziło uzasadnione podejrzenie, że w Biuletynie Ziemi Puławskiej obrażono funkcjonariusza na służbie.
Nadal trwa postępowanie Nr DS 107/81, którego celem jest ustalenie czy popełniono przestępstwo z art. 237 i 283 kk. Zdaniem prokuratury i KW MO zachodzi uzasadnione podejrzenie, że na okładkach Biuletynu Ziemi Puławskiej opublikowano rysunki, które szkodzą sojuszom PRL, stanowią czynną napaść na głowę obcego państwa i obrażają godność Narodu Polskiego, inkryminowane rysunki drukujemy poniżej.
Prezydium Zarządu Regionu swoje stanowisko w tej sprawie przedstawia w oświadczeniu z dnia 15.07 br.
Lublin, 15.07.1981
O Ś W I A D C Z E N I E
Prezydium Zarządu Regionu Środkowo-Wschodniego NSZZ Solidarność zostało poinformowane o wszczęciu postępowania wyjaśniającego, którego celem jest ustalenie, czy popełniono przestępstwo z artykułu 237 i 283 kk przez publikację rysunków na okładkach No 34 Biuletynu NSZZ Solidarność Ziemi Puławskiej.
Wszczynając postępowanie Prokuratura Wojewódzka nie poinformowała władz związkowych o tym fakcie. Prezydium ocenia, że takie działania ze strony KW MO i Prokuratora Wojewódzkiego są poważnym naruszeniem dotychczasowych stosunków władz państwowych z NSZZ Solidarność w Regionie. Prezydium uznaje, że wszczęcie postępowania jest bezpośrednim atakiem na Związek, który przecież jest wydawcą Biuletynu Ziemi Puławskiej.
Szczególnie niepokojące jest naruszanie przepisów Kodeksu Postępowania Karnego przez KW MO (nieformalne wypełnianie wezwań, wywieranie nacisków w celu udzielania wyjaśnień na członków Związku). Prezydium domaga się takiego wypełniania funkcji nadzoru nad postępowaniem wyjaśniającym przez Prokuraturę Wojewódzką, aby obowiązujące przepisy nie były naruszane,
Prezydium oczekuje, że Prokuratura Wojewódzka odmówi wszczęcia postępowania karnego w tej sprawie (nie stwierdzi naruszenia prawa).
W chwili obecnej Prezydium uważa za konieczne poinformowania jak najszerszej opinii związkowej o powodach wszczęcia postępowania wyjaśniającego i jego przebiegu.
Rzecznik Prasowy Zarządu Regionu
Wojciech Samuliński
Wreszcie w połowie lipca głos zabrała również Redakcja Biuletynu[38] Uczyniła to oczywiście we właściwym sobie, prześmiewczym stylu:
Na niedawnym spotkaniu z "Solidarnością p. premier Rakowski powiedział: "Rząd wolałby wziąć za pysk redaktorów tych pisemek". Pobożne to życzenie, któremu zresztą trudno się dziwić. Ostatecznie wolna prasa utrudnia życie każdemu rządowi, zmusza do liczenia się ze społeczeństwem i utrudnia stosowanie wobec niego metod gangsterskich. Rzecz jednak w tym, że "wzięcie za pysk redaktorów" oznacza jednocześnie wzięcie za pysk związkowców. Przecież związek bez prasy to związek niemy./-/
...wszczęcie śledztwa przeciw redakcji naszego biuletynu staje się sprawą jedną z wielu. Jedno tylko nas wyróżnia: nikt przed nami nie dopuścił się "gwałtownego ataku na osobę zajmującą naczelne stanowisko w obcym państwie", prezydenta żadnego nie zastrzelił ani królowi bomby nie podłożył...
Nie będziemy więc zastanawiać się nad zarzutami; bardziej niepokoi nas coś innego, to mianowicie, że stan praworządności okazuje się na dłuższą metę trudny do zniesienia dlaaparatu władzy PRL.
Wiadomo, o co tu chodzi: o zastraszenie środowiska i wbicie klina pomiędzy czytelników a redakcję i współpracowników biuletynu. Wiadomo: "Solidarność" jako taka jest dobra, źli są "ekstremiści".
Realizacji tego zadania towarzyszą działania często cokolwiek mijające się z praworządnością. Można tu wspomnieć:
- nieformalne wezwania,
- naciąganie na rozmowy poza protokołem w czasie przesłuchań,
- grzebanie w aktach personalnych w zakładach pracy przez funkcjonariuszy SB w taki sposób, by cała załoga o tym wiedziała ("Byli w kadrach! Papiery sprawdzali! Jutro nas będą przesłuchiwać!")
Tak szczególne zainteresowanie organów ścigania środowiskiem puławskim sprawia, że wielu związkowców w tej lub innej formie może mieć do czynienia z aparatem milicyjnym i jego metodami. Należy się do tego przygotować. Przeciętny obywatel, któremu przychodzi po raz pierwszy zetknąć się z prawem (lub bezprawiem) czuje się w tym wszystkim zagubiony. Obowiązujących przepisów – w tym i swoich uprawnień – najczęściej nie zna, co zwiększa jeszcze jego bezradność i uzależnienie od przesłuchującego.
Każdy związkowiec musi pamiętać, że wobec aparatu policyjnego nie jest sam; broni go Związek. A podstawowych przepisów prawnych dobrze się jest nauczyć. Z tą myślą publikujemy tekst "Obywatel a Służba Bezpieczeństwa"[39]. Był on pisany dla potrzeb opozycji demokratycznej w czasach przedsierpniowych; jednakże od tego czasu ani metody policyjne, ani przepisy, czy kwalifikacje prawne nie uległy zmianie. A działacze NSZZ "Solidarność" coraz częściej bywają określani jako "siły antysocjalistyczne", który to epitet wówczas zarezerwowany był dla działaczy opozycyjnych. Wraca nowe.
REDAKCJA
P.S. Nie chcemy poświęcać zbyt wiele miejsca samemu biuletynowi (choć jest to sprawa Związku). Dlatego nie publikujemy licznych uchwał, rezolucji i oświadczeń protestujących przeciw śledztwu i podkreślających bezzasadność zarzutów; wszystkim Komisjom Zakładowym dziękujemy za solidarność.
Szanując stanowisko Redakcji pomijam liczne uchwały, rezolucje i oświadczenia nadsyłane do Redakcji na znak solidarności, z wyjątkiem listu KZ NSZZ "Solidarność" w LZF w Kurowie – macierzystej organizacji związkowej członka Redakcji Biuletynu, K. Małagockiego, do Prokuratury Wojewódzkiej w Lublinie[40], który w niedalekiej przyszłości miał przynieść ciekawe następstwa:
KZ NSZZ Solidarność Kurów Lubelski, dn.15.07.1981 r.
Lubelskich Zakładów Futrzarskich w Kurowie
Do
Prokuratury Wojewódzkiej w Lublinie
W związku z wszczęciem śledztwa przeciwko członkom redakcji Biuletynu Informacyjnego NSZZ "Solidarność Ziemi Puławskiej", KZ NSZZ Solidarność Lubelskich Zakładów Futrzarskich w Kurowie wyraża zdecydowany protest.
Uważamy, że odbywające się przesłuchania – mające na celu zastraszenie pojedynczych członków Redakcji – są ingerencją w wewnętrzne sprawy Związku i pogwałceniem jego niezależności zagwarantowanej w umowach społecznych oraz są niezgodne z art.83 Konstytucji PRL, który mówi, że "Polska Rzeczpospolita Ludowa zapewnia obywatelom wolnośćsłowa, druku, zgromadzeń i wieców, pochodów i manifestacji".
Wobec powyższego żądamy natychmiastowego zaprzestania przesłuchań członków Redakcji Biuletynu "Solidarność Ziemi Puławskiej".
Oznajmiamy, że nie pozostawimy własnemu losowi ludzi, którzy przywracają nam wiarę w siebie i lepsze jutro – a w wypadku jakichkolwiek represji wobec nich lub osób z nimi współpracujących KZ NSZZ "Solidarność" Lubelskich Zakładów Futrzarskich w Kurowie podejmie formy protestu przewidziane w Statucie.
Za Komisję Zakładową
Przewodniczący KZ NSZZ "Solidarność" LZF Kurów
Władysław Rozmus
Już następnego dnia, 16 lipca KZ NSZZ "Solidarność" w LZF otrzymała teleks[41]:
W związku z nadesłanym teleksem z dnia 15 lipca 1981 r. Proszę o osobiste przybycie w dniu 17 lipca 1981 r. (piątek) godz. 9.00 do Prokuratury Wojewódzkiej w Lublinie, ul. Okopowa 2 pok. 53 w celu omówienia poruszonych w teleksie spraw.
Zastępca Prokuratora Wojewódzkiego w Lublinie
mgr E. Berzyński
Wymiana korespondencji między KZ "Solidarność" w LZF a Prokuraturą zaowocowała ciekawym spotkaniem, do którego jednak doszło dopiero w końcu listopada, na 2 tygodnie przed procesem. Przebieg spotkania został przedstawiony piórem Czesława Stolara w 65(73) numerze Biuletynu[42]:
Spotkanie związkowców i prokuratury w LZF Kurów
NIE JESTEM AUTOREM AKTU OSKARŻENIA...
"Zapraszamy Prokuraturę na spotkanie z załogą "Lubelskich Zakładów Futrzarskich"
Komisja Zakładowa LZF umówiła strażników "Samorządności Ludowej" z delegatami związkowymi w Kurowie na "randes-vous" w sprawie procesu wytoczonego naszemu biuletynowi.
Ciepłe spojrzenia związkowców powitały prokuratora Kamińskiego z Lublina i prokuratora Fryszkiewicza z Puław w dniu 25.XI.1981 r.
Spotkanie odbyło się w "odwecie" na teleksowe wezwanie prokuratury lubelskiej skierowanej do KZ i żądającej stawienia się przedstawicieli Komisji Zakładowej w Lublinie na pouczenie, które "należało" się związkowcom z Kurowa w związku z ich protestem wobec śledztwa przeciw redakcji biuletynu
Prokuratorzy rozpoczęli od sprawozdania na temat stanu przestępczości w regionie, z którego wynikało, że w zasadzie przestępczość pozostała na dawnym poziomie z wyjątkiem włamań do prywatnych mieszkań, których wskaźnik względem ubiegłego roku wzrósł o kilkanaście procent. W tym miejscu przedstawiciel Zarządu Oddziału NSZZ "Solidarność" Ziemia Puławska, kol. J. Łodyga stwierdził, iż "Solidarność" nie okazała się czynnikiem kryminogennym – wbrew twierdzeniu środków masowego przekazu – tu na tej sali ten mit został obalony. Gwoli sprawiedliwości należy podać, iż prokuratorzy nie oponowali przeciw temu twierdzeniu. Jednakże do całowania i uścisków nie doszło.
Głos zabrali delegaci załogi, którzy sprowadzili spotkanie do głównego tematu, czyli w okolice biuletynu. Oto kilka typowych wypowiedzi:
- "rysunki w biuletynach przyjmuję z uśmiechem i nie czuję się obrażona, natomiast poniżonajestem faktem, że przez tyle lat okradano nas z naszej historii, kultury i godności."
- "Wszyscy dzisiaj szukamy tekstu Konstytucji, ponieważ trudniej ją zdobyć niż niezależne wydawnictwa."
- "Dlaczego ludzie "siedzą" za przekonania.?
- "Obejrzałem biuletynowe niedźwiedzie i nawet nie kojarzyłem ich z ZSRR, ale jak prokuratura oficjalnie stwierdziła, że to antyradzieckie, to wszyscy zaczęli na gwałt szukać tych niedźwiedzi i dopatrywać się różnych znaczeń."
- "Mnie się wydaje, panowie prokuratorzy, że wy jesteście tylko wykonawcami, ale jesteście też Polakami – gdzie byliście kiedy okradano nasz kraj – gdzie jesteście teraz, gdy propaganda sąsiadów opluwa nas a oficjalna prasa skwapliwie to przedrukowuje – dlaczego nic nie robicie, kiedy Nasz Zjazd nazywany jest w "Sztandarze Ludu" "spędem Gdańskim"?
- "Te koty, które w biuletynie narysowano jak czają się na nas, to ja rzeczywiście widzę – bo oni rzeczywiście się czają."
- "Ten proces przeciw Ostrokólskiemu – to próba zastraszenia ludzi i przyjmuję to jako atak na Związek – to jest proces przeciw społeczeństwu."
- "Czy prokuratura nie widzi plakatów, które drukują "nieznane siły" i jątrzą i obrażają nas naprawdę?"
- "Kiedyś nie mieliśmy naszej polskiej drogi – teraz mamy autostradę, ale obstawiono ją paragrafami i nie możemy iść do przodu."
W końcu głos zabierają prokuratorzy i stwierdzają:
- "My nie jesteśmy przedstawicielami Rządu i jeżeli tak myślicie, to jesteście w błędzie."
- "To Sąd Najwyższy interpretuje prawo a ono jest takie, jakie uchwalił Sejm."
- "Swego czasu przyszedł do nas przewodniczący MKZ p. Masiak i powiedział, że MKZ odcina się od działalności biuletynu."
- "Nie my jesteśmy autorami aktu oskarżenia – nic nie mogę mówić o sprawie Ostrokólskiego – przepisy zabraniają mi tego – sąd wyda sprawiedliwy wyrok – od tego jest i to jest sąd niezawisły."
- "Nikt nie siedzi za przekonania, jak ktoś siedzi to za ich propagowanie."
- "Moglibyśmy wytoczyć sprawy każdemu numerowi biuletynu, ale woleliśmy ich nauczyć, jak trzeba robić biuletyn."
Tu związkowcy postanawiają napisać rezolucję delegatów w sprawie śledztwa i procesu wytoczonego przez prokuraturę naszemu biuletynowi i proponują prokuratorom udział. Niestety, do zbratania ludu z "praworządnością ludową" nie dochodzi, Prokuratorzy wycofują się do swoich siedzib, a związkowcy dyskutują nad tekstem rezolucji. Oto jej ostateczny kształt:
Rezolucja
Załoga Lubelskich Zakładów Futrzarskich w Kurowie – reprezentowana przez swoich delegatów – po spotkaniu z przedstawicielami Prokuratury Wojewódzkiej i Rejonowej w dniu 25.11.1981 r., zdecydowanie potępia działalność Prokuratury idącą w kierunku ograniczenia wolności słowa, druku i przekonań.
Większość z nas jest czytelnikami Biuletynu Informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej" i naszym zdaniem publikowane materiały – nawet jeśli odkrywają prawdę i krytycznie oceniają niektóre zjawiska zachodzące w naszym życiu nie są wymierzone przeciwko zasadom ustrojowym oraz sojuszom, którymi jesteśmy związani Stąd też wszelkie ograniczenia w działalności zespołów redakcyjnych wydawnictw Solidarności i wydawnictw niezależnych oraz stawianie w stan oskarżenia członków tych zespołów uważamy za zamach na NSZZ "Solidarność" i podstawowe swobody i prawa obywatelskie zagwarantowane Konstytucją PRL.
W tym kontekście wyrażamy głębokie oburzenie z powodu wytoczenia procesu Ireneuszowi Ostrokólskiemu.
Uważamy, że w/w proces nie jest procesem Ireneusza Ostrokólskiego, lecz procesemprzeciwko całemu społeczeństwu, przeciwko prawdzie i odnowie. Jeżeli społeczeństwo żąda odnowy, to żąda jej również w działalności Prokuratury, jako strażnika praworządności i sprawiedliwości.
Naszym zdaniem Prokuraturze nie wolno dowolnie interpretować praw i przepisów obowiązujących w naszym państwie.
Kurów, dn. 25.11.1981 r. Delegaci na Walne Zebranie NSZZ "Solidarność" LZF
Delegaci na Walne Zebranie Samorządu Pracowniczego LZF
(Na podstawie notatek opracował Cz. Stolar).
W wypowiedziach prokuratorów najciekawszy jest passus mówiący o tym, że "Mogliśmy wytoczyć sprawy każdemu numerowi biuletynu, ale woleliśmy ich nauczyć, jak robić biuletyn.", z którego wynika m.in., że jedną z funkcji prokuratury w PRL-u była dydaktyka. W praworządnym kraju, jeśli zostało przekroczone prawo – prokuratura m u s i wkroczyć, jeśli nie zostało przekroczone – wkraczać jej n i e w o l n o. W PRL – jak widać – prokuratura mogła robić co chciała, albo, co bardziej prawdopodobne – co jej kazali. I panowie prokuratorzy nie widzieli w tym nic zdrożnego. Przy takim nastawieniu przedstawicieli "wymiaru sprawiedliwości" skazujący wyrok w procesie przeciwko Biuletynowi wydawał się być przesądzony.
Tymczasem w połowie lipca do Zarządu Oddziału Ziemia Puławska wpływa oficjalne pismo[43]:
Prokuratura Wojewódzka Lublin, dnia 15.lipca 1981 r.
Wydział Śledczy
24-950 Lublin
ul. Okopowa 2a MKZ NSZZ SOLIDARNOŚĆ
Nr Ds107/81/S w Puławach
Zawiadamiam, że Prokuratura Wojewódzka w Lublinie postanowieniem z 13 lipca 1981 roku wszczęła śledztwo w sprawie publikacji zamieszczonych w biuletynach informacyjnych nr 34(42) i 35(43) wydanych przez Solidarność Ziemi Puławskiej, zawierających treści poniżające naczelne organa PRL i przywódcę ZSRR.
AG/msł. Wiceprokurator
/- / A. Gmoch
Nie próżnowało również SB, czego dowodem jest wezwanie Hanny Czekaj na przesłuchanie w dniu 17.07.1981 r.[44]
Reakcja czytelników Biuletynu była natychmiastowa. W jednym tylko numerze 42(50) znaleźć można aż dwa wystąpienia w obronie Biuletynu. Henryk Nowak w tekście pt. "W obronie Biuletynu" napisał[45]:
Powiedzenie "dziś oni, jutro my" zaczyna się potwierdzać. Macki aparatu "bezpieczeństwa" sięgnęły do redakcji puławskiego biuletynu. To posunięcie władz wywołało duże zainteresowanie i zaniepokojenie w zakładach pracy Jak wynika z rozmów i komentarzy forma i treść biuletynu odpowiada czytelnikom i zdecydowani są bronić jego niezależności. Jeżeli zostanie podjęta decyzja strajku, zostanie ona z pewnością przez wszystkich zaakceptowana. Nasuwa sięjednak pytanie: czy trzeba aż strajku, żeby władze zrozumiały, że społeczeństwo nie da się zepchnąć do czasów sprzed Sierpnia? Komu aż tak zależy na ocenzurowaniu biuletynów? Nie wpływa to w żadnym wypadku na zwiększenie autorytetu partii. Wyniki Zjazdu są traktowane jako nihil novi – nic nowego, a największe oburzenie wywołała wypowiedź delegata z "Transbudu" p. Żbikowskiego.
Od siebie polecam lubelskiej prokuraturze lekturę okładki "Karuzeli" nr 8/584 oraz "Przeglądu" nr 6 wydawnictwa im. Konstytucji 3 Maja. Proponuję jednak wcześniej wziąć elenium lub coś takiego, gdyż o ile dwa rysunki "puławskie" mają akcent bądź co bądź optymistyczny, to rysunki "Przeglądu" mogą przyprawić o atak serca. Są tam dwa rysunki z gazet zachodnich np. z "Der Spigla" i twory naszej polskiej wyobraźni.
I na zakończenie przestroga dla wszystkich omijających cenzurę. Pisanie nazwiska tow. Breżniewa bez "tow." lub "Jaśnie Miłościwie Panującego" (w ZSRR oczywiście!) jest grubym politycznym nietaktem. Pragnę, by biuletyn nie musiał zmieniać nazwy na "Ziemi Nowo-Aleksandryjskiej"[46] ani nic w tym stylu.
Henryk Nowak
Drugi tekst w obronie Biuletynu zamieszczony w Nr 42(50) to obszerny list Anny Doroty Kozak[47]:
Droga Redakcjo,
Treść pisma Prokuratury Wojewódzkiej (zamieszczonego w biuletynie Nr 48), które niedwuznacznie implikuje podejmowanie przez nas mrożących krew w żyłach knowań przeciw Narodowi Polskiemu, organom PRL oraz Przywódcy ZSRR, wprawiła mnie w prawdziwe osłupienie. Prokuratura dokonała tym samym wielkiej rzeczy, albowiem wprowadzenie przeciętnego obywatela PRL w stan osłupienia, zwłaszcza ostatnio, wymaga sporej inwencji./.../
Przypadek niedźwiedzia ma, wydaje mi się, poważniejszy podtekst. Jedną z wielu działek polskiego życia politycznego, która od lat zalega ugorem i porasta chwastem, jest karykatura polityczna. Podobno przed wojna i u nas było co w prasie oglądać, lecz niestety – ja tego nie pamiętam. Wstyd się przyznać, ale o karykaturze politycznej pobieram wiedzę wyłącznie z prasy rodem ze zgniłego Zachodu, która np. z lubością portretuje p. Thatcher – jako wiedźmę na miotle, p. Reagana w charakterze szalonego kowboja, gwałtem zdobywającego saloon, czy panią Margaret Trudeau – jako rozebranego luksusowego "zajączka". Ktokolwiek, tam na zgniłym zachodzie – znaczący: polityk, aktor, pisarz, krawiec )!) - nie ucieknie przed złośliwym piórkiem karykaturzysty, będąc sportretowany w pozach dalekich od posągowych. Dla wielu jest to powód do chwały Churchill był dumny ze swej kolekcji własnych karykatur. Zresztą zachodnia karykatura polityczna nie musi być chyba nam szczególnie reklamowana, jako że latami i z dużym upodobaniem serwowało ją polskie pismo FORUM, korzystając z przedruków z nie innej, a właśnie ZACHODNIEJ prasy.
Nie przypuszczam, aby BARDZO WAŻNYM OSOBISTOŚCIOM rodem z Zachodu kiedykolwiek wpadło do głowy, że są przez to napadane (czynnie lub nie!), w przeciwnym bowiem wypadku należałoby oczekiwać wyginięcia całej prasy zgniłokapitalistycznej, a ta jednak ma się dobrze i prosperuje.
Jeśli wolno pomarzyć... Marzy mi się seria Mleczki o p. Rakowskim ze "Sportem" - z braku cygara – w zębach (Churchill), o p. Jaruzelskim na rowerze w drodze do Urzędu Rady Ministrów (wzorem Edwarda Heatha), o prof. Jabłońskim wywalającym na całą długość język -reporterom – w chwili irytacji (Albert Einstein – najsłynniejsze zdjęcie świata!). Prześladuje mnie też wizja p. Kani w koszulce z napisem "lubię Stasia" (I like Ike – D. Eisenhower), aby prasa partyjna nie powtarzała do znudzenia hasła "element antysocjalistyczny". Słynni politycy zawszelubili być ludzcy i popularni.
Powyższe rozwiązania nie powinny sugerować, że uważam wspomnianego niedźwiedzia za karykaturę polityczną, co niedwuznacznie dają nam do zrozumienia zainteresowane organa ścigania. Kieruje mną bowiem wewnętrzne przekonanie, iż ówże niedźwiedź do złudzenia przypomina moją własną skromną fizjonomię (- ach, te brwi! - co możecie sprawdzić na zdjęciu); a mnie mimo szczerych chęci, trudno uznać za BARDZO WAŻNĄ OSOBISTOŚĆ POLITYCZNĄ. Co więcej, parę mi znajomych osób również rości sobie prawo do bycia rozpoznanym jako portretowany. Proponuję więc, abyście na przyszłość nazywali ewentualne modele z imienia, a wtedy z pewnością unikniecie podobnych nieporozumień.
Anna Dorota Kozak
P.S. W mrocznych czasach średniowiecza artystom, którzy odważyli się malować brzydkich władców bez upiększeń groziło skrócenie o głowę. Współczesność, Bogu dzięki, zaakceptowała deformację jako środek artystycznego wyrazu, ale czy los artystów stał się przez to bezpieczniejszy?
A.D. Kozak
Miarą sympatii Autorki powyższego listu dla Biuletynu i jego Redakcji jest fakt, że ta młoda, nieprzeciętnie urodziwa osoba (Ilustracja 5) publicznie przyznaje się do podobieństwa z bydlęciem niepięknym z natury, które piórko Krzysztofa Małagockiego dodatkowo jeszcze oszpeciło nadając mu rysy twarzy Leonida B. Chcąc być w zgodzie z faktami muszę w tym miejscu nadmienić, że ani poświęcenie Anny Doroty, ani jej argumentacja nie zachwiały rewolucyjnym zapałem prokuratora A. Gmocha, ani też nie osłabiły jego proletariackiej czujności. Ręka tego niezłomnego komunisty nigdy nie zadrżała przy podpisywaniu kolejnych dokumentów w sprawie "o myszy i niedźwiedzia".
29 lipca Redakcja Biuletynu NSZZ "Solidarność" w IUNG "Przeszłość-Przyszłości" utworzyła specjalną rubrykę, ozdobioną winietą Biuletynu "Solidarność Ziemi Puławskiej", w której zamieszczano wszelkie informacje o przebiegu śledztwa. 29 lipca w rubryce tej odnotowano, że:
"Kłopoty naszych kolegów z Redakcji BI "Solidarność Ziemi Puławskiej" - są przedmiotem zainteresowania agencji prasy związkowej. "AS", Biuletyn pism związkowych i zakładowych, Nr 25 z dn. 14-20.07.1981 r., donosi m.in.[48]:
Śledztwo przeciw "Solidarności Ziemi Puławskiej...Prokuratura Wojewódzka w Lublinie...postanowieniem z 13.07.1981 r.,wszczęła śledztwo w sprawie publikacji zamieszczonych w biuletynach Nr 34(42) i 35(43)... Zarząd Regionu Środkowo-Wschodniego (15.07), Zarząd Oddziału Ziemia Puławska, (15.07), oraz liczne komisje zakładowe (m.in. WSK Świdnik, Instytut Nawozów Sztucznych, Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa) wystosowały protesty w tej sprawie uznając fakt wszczęcia śledztwa za atak na Związek."
Na następną informację o postępach śledztwa czytelnicy Biuletynu musieli czekać do połowy sierpnia, kiedy to na łamach pisma ukazał się niepodpisany artykuł pt. " Lubią nas"[49]:
Lubią nas
Wieczorem, 12 sierpnia, podczas składania tego numeru, rozdzwoniły się w redakcji telefony od naszych Czytelników z gratulacjami za znalezienie się Solidarności Ziemi Puławskiej w centrum zainteresowania Radia i TV. Spowodowała to informacja podana w głównych wydaniach Dziennika Telewizyjnego i Radiowego, jakoby MKZ Ziemi Puławskiej zlecił Redakcji "Wolnego Związkowca" druk materiałów antypaństwowych i antyradzieckich.
Faktem jest, że redakcja nasza miewała okresowe kłopoty z drukiem, ale jak dotąd była w stanie drukować swoje materiały na miejscu. Nie zachodziła więc nigdy potrzebakorzystania z pomocy wydawnictw "Solidarności" poza Puławami. Dotyczy to również byłego MKZ Ziemi Puławskiej, którzy od połowy czerwca br. Funkcjonuje jako Zarząd Oddziału Ziemia Puławska.
Wracając do Redakcji "Wolnego Związkowca" , skądinąd znakomitego pisma, to nikt nie jest w stanie zlecić jej cokolwiek. Prawdą jest natomiast, że podczas pierwszej rundy przesłuchań członków naszej redakcji przez SB zwróciliśmy się do naszych kolegów z Katowic z sugestią przedruku w "Wolnym Związkowcu" inkryminowanych przez władze rysunków (co uczyniły już pisma "Solidarności" wychodzące w naszym regionie), w celu poinformowania szerokiej opinii publicznej o żałosnej i kompromitującej akcji wymierzonej przeciw niezależnej prasie związkowej.
Równocześnie informujemy naszych czytelników o dalszym ciągu tej akcji. Po dwutygodniowej przerwie, 12 sierpnia, kpt. T. Kufel (do niedawna jeszcze porucznik) z KW MO w Lublinie przesłuchał dalszych członków redakcji: Włodzimierza Zbiniewicza i Antoniego Fabera, kończąc tym samym I rundę kampanii, w której członkowie redakcji występowali w charakterze świadków. II rundę otwiera, wyznaczone na 13 sierpnia, przesłuchanie Ireneusza Ostrokólskiego tym razem już w charakterze podejrzanego z art. 270 K.K. ("Kto wyszydza, lży lub poniża Naród Polski, PRL, jej ustrój lub naczelne organy...) i art.283 K.K.("Kto na terytorium PRL dopuszcza się czynnej napaści na osobę sprawującą naczelne stanowisko w obcym państwie...) O dalszym przebiegu wydarzeń i ewentualnych następstwach będziemy informować na bieżąco.
Z ostatniej chwili
Po wysłuchaniu wiadomości radiowych zwróciliśmy się teleksem do kolegów z "Wolnego Związkowca". A oto co nam odpowiedzieli:
0642410 iung pl
031274172 hk pl
Redakcja "Wolnego Związkowca" Jacek Cieślicki
/.../ u nas wszystko w porządku. Numer "WZ" wielce kwestionowany zaczynamy jutro rozprowadzać. Nie mamy pojęcia o co chodzi prokuraturze. Prawdopodobnie występują z ramienia Tow. Opieki nad Zwierzętami. I słusznie. /.../
Dobrze byłoby jak najszerzej wyjaśnić naszymi solidarnościowymi środkami jak śmieszna jest ta cała sprawa. Jutro poślemy wam nieco "Wolnych Związkowców"[50]. To byłoby tyle. Dołączam szczere gratulacje ze strony naszej redakcji dla redakcji obydwu puławskich biuletynów[51]. Jesteście naszym wzorem.
nadał Jacek Cieślicki cześć
Na kłamliwe enuncjacje telewizyjne i szykanowanie działaczy Biuletynu "Solidarność Ziemi Puławskiej", a także członków Redakcji "Wolnego Związkowca", którzy odważnie stanęli w obronie naszych puławskich dziennikarzy, natychmiast zareagowały puławskie władze Związku publikując w Biuletynie Informacyjnym "Solidarność Ziemi Puławskiej" następujący tekst[52]:
Uchwała
w sprawie ataków na Związek podjęta na zebraniu Zarządu Oddziału NSZZ "Solidarność" Ziemia Puławska z udziałem przedstawicieli Komisji Zakładowych w dniu 18 sierpnia 1981 r.
Protestujemy przeciwko represjonowaniu działaczy związkowych przez władze iatakom na nasz Związek.
- Okres ostatnich dwu miesięcy to nasilenie przez władze akcji represjonowania działaczy związkowych. Władze zobowiązane do ścigania i karania winnych nadużyć gospodarczych popełnionych w ostatnim dziesięcioleciu na wielką skalę, całą energię organów dochodzeniowych skierowały na nasz Związek. Domagamy się natychmiastowego zaprzestania realizacji tego kierunku polityki władz wobec Związku "Solidarność".
- Organy ścigania ponowiły akcje zmierzające do ograniczenia statutowo i prawem zapewnionej działalności wydawniczej Związku. Redaktorzy pism związkowych całego kraju są wzywani pod różnymi pretekstami na przesłuchania, ostrzegani o grożącej im odpowiedzialności karnej za kontynuowanie pracy na rzecz Związku. Mnożą się zarzuty bliżej nie wyjaśniane, polegające na dowolnej interpretacji – niczym nie uzasadnionej – rysunków i tekstów zamieszczonych w prasie związkowej. W dalszym ciągu kontynuowane jest dochodzenie przeciwko redaktorom Biuletynu Informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej" Wywierana jest silna presja mająca na celu osłabienie, a wręcz zaprzestanie działalności wydawniczej Związku. Domagamy się natychmiastowego zaprzestania dalszego prowadzenia śledztwa przeciwko redaktorom BI "Solidarność Ziemi Puławskiej". Zdecydowani jesteśmy użyć w przeciwnym razie wszelkich dostępnych nam środków protestu, ze strajkiem włącznie.
- W ostatnim okresie ze szczególną zawziętością zaatakowane zostały redakcje biuletynów informacyjnych "Solidarność Ziemi Puławskiej" i "Wolnego Związkowca" Huty Katowice. Oszczercza kampania prowadzona w telewizji, prasie codziennej i radiu, dezinformuje opinię publiczną. Wbrew woli załogi zablokowano pracę zakładu poligraficznego Huty Katowice, uniemożliwiając dalszy druk "Wolnego Związkowca" bez zapoznania nas z wynikami prowadzonego śledztwa.
"Wolny Związkowiec" zamieścił informację o szykanowaniu redakcji biuletynu "Solidarność Ziemi Puławskiej", przedrukowując rysunki drukowane wcześniej w naszym biuletynie. Rysunki te były również drukowane w kilku innych biuletynach związkowych.
Podawanie do wiadomości publicznej wiadomości o "zleceniu" "Wolnemu Związkowcowi"druku materiałów rzekomo zakazanych przez prokuraturę w Puławach oraz dowolna interpretacja treści rysunków przez organa ścigania, jest oficjalnym atakiem na działalność wydawniczą Związku.
Żądamy natychmiastowego zaprzestania szykan wobec redakcji "Wolnego Związkowca". Będziemy solidarnie popierać każdą akcję członków Związku w obronie niezależności naszych pism, w tym "Wolnego Związkowca" i Biuletynu Informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej".
NSZZ SOLIDARNOŚĆ
Zarząd Oddziału Ziemia Puławska
Prokuratura całkowicie ignorując protesty związkowców robiła swoje dalej a plon tych działań, poprzedzony komentarzem Redakcji, znaleźć można w 50(58) numerze Biuletynu [53]
Gry i zabawy
Wiele świadczy o tym, że organy ścigania po ostatecznym uporaniu się ze sprawcami kryzysu gospodarczego i politycznego w PRL rozporządzają nadmierną ilością wolnego czasu, który postanowiły zagospodarować w sposób najbardziej – ich zdaniem – społecznie uzasadniony mobilizując wszystkie swe "moce przerobowe" do zwalczania niezależnych wydawnictw NSZZ "Solidarność". Jednym z dowodów ożywionej działalności prokuratury na tym polu jest poniższe pismo skierowane do kol. Ireneusza Ostrokólskiego[54].
Redakcja
Prokuratura Wojewódzka Lublin, dnia 21 sierpnia 1981 r.
Wydział Śledczy
Lublin
Nr Ds 107/81/S
Uzasadnienie
postanowienia z dnia 13 sierpnia 1981 roku o przedstawieniu zarzutów
Ireneuszowi Marii Ostrokólskiemu
13 sierpnia 1981 r. Ireneuszowi Ostrokólskiemu ogłoszono postanowienie o przedstawieniu zarzutów treści następującej:
- w maju i czerwcu 1981 roku w Puławach województwa lubelskiego, jako odpowiedzialny członek redakcji Biuletynu Informacyjnego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego "Solidarność" Ziemi Puławskiej, działając wspólnie z innymi osobami, zamieścił w numerach 28, 34 i 42 tego pisma rysunki wyszydzające Naród Polski oraz artykuł rozpowszechniający fałszywe wiadomości mogące wyrządzić poważną szkodę interesom PRL, a następnie biuletyny te w nakładzie po 5000 egzemplarzy skierował do publicznego rozpowszechniania,
tj. o czyn z art.270 par.1 kk w zw. z art. 273 par.1 kk i art.271 par.1 kk w zw. z art.10 par.2 kk
- w czasie i miejscu oraz charakterze jak w pkt I, działając wspólnie z innymi osobami, zamieścił na okładkach Biuletynu Informacyjnego nr 34 NSZZ "Solidarność" Ziemi Puławskiej rysunki znieważające przywódcę Związku Radzieckiego przez co godził w nasze sojusze międzynarodowe, przy czym rysunki te zostały publicznie rozpowszechnione, tj. o czyn z art.283 par.3 kk.
Lektura Biuletynów Informacyjnych wydanych przez "Solidarność" Ziemi Puławskiej prowadzi do wniosku, że rysunek na stronie tytułowej nr 28 oraz na stronie 22 numeru 34 tych pism jest szydzeniem z Narodu Polskiego.
Z kolei artykuł pt. "Bez złudzeń" zamieszczony na stronie 13 Biuletynu nr 43[55] rozpowszechnia fałszywe wiadomości o osobie I Sekretarza KC PZPR.
Z ustaleń śledztwa wynika, że Ireneusz Ostrokólski był upoważniony do reprezentowania Redakcji Biuletynu Informacyjnego w kontaktach zewnętrznych. Podpisywał on również zamówienia na wykonanie druku przedmiotowych pism.
Mając powyższe okoliczności na uwadze należy uznać, że zachodzi uzasadnione podejrzenie, że Ireneusz Ostrokólski dopuścił się przestępstw wskazanych w postanowieniu o przedstawieniu zarzutów z dnia 13 sierpnia 1981 r. -
WICEPROKURATOR
/ - / mgr A. Gmoch
Kolejny komunikat na temat poczynań organów ścigania redakcja Biuletynu podała do wiadomości czytelników już w następnym numerze pisma[56]:
Gier i zabaw ciąg dalszy
2.09.1981 r. prokurator Prokuratury Wojewódzkiej w Lublinie przesłuchał w obecności pracownika SB, jako podejrzanych kolejnych członków zespołu redakcyjnego "Solidarności Ziemi Puławskiej": Hannę CZEKAJ, Antoniego FABERA i Krzysztofa MAŁAGOCKIEGO. W wyniku przesłuchania prokurator przedstawił w/w zarzuty popełnienia przestępstw polegających na wyszydzaniu Narodu Polskiego, rozpowszechnianiu fałszywychwiadomości i znieważaniu przywódcy Związku Radzieckiego. Podobne zarzuty ProkuraturaWojewódzka przedstawiła już kol. OSTROKÓLSKIEMU (patrz nr 50(58) BI "Solidarność Ziemi Puławskiej"). Podejrzani zwrócili się z prośbą o pisemne sformułowanie zarzutów
Jak podało 2.09.81 r. PR, Prokuratura Wojewódzka w Katowicach skierowała do Sądu sprawę przeciwko red. Jackowi CIEŚLICKIEMU ("Wolny Związkowiec"). Oprócz zarzutów przedstawionych członkom redakcji "Solidarności Ziemi Puławskiej", Jacek Cieślicki został oskarżony o "obrazę przywódcy ZSRR, Sekretarza Generalnego KC KPZR".
Redakcja
Następnego dnia miało miejsce spotkanie Redakcji Biuletynu z Czytelnikami, które podsumował w 52(60) numerze pisma Rzecznik Prasowy Zarządu Oddziału, Stanisław Głażewski[57]. Jak wynika z tego sprawozdania, w dniu 3 września 1981 r., a więc już po sformułowaniu zarzutów pod adresem Biuletynu przez Prokuraturę Wojewódzką, "znakomita większość Czytelników uznała, że biuletyn redagowany jest prawidłowo, reprezentuje wysoki poziom, ciekawą i dowcipną szatę graficzną oraz celnie trafia w gusta i aktualne zainteresowania środowiska."
W 51(59) numerze Biuletynu, w artykule "Praktyczna lekcja moralności socjalistycznej"[58] Stanisław Głażewski skomentował treść niesłychanego dokumentu pt. "Uwagi dotyczące metod i techniki postępowania PZPR wobec wszystkich ogniw społecznych niezależnych wobec tej organizacji" Dokument ten, opracowany już w styczniu 1981 r. wspólnymi siłami Wydziału Administracyjnego KC PZPR, Prokuratury Generalnej, Ministerstwa Sprawiedliwości, MO i MSW, przyszłość Związku, a szczególnie wydawnictw "Solidarności" oraz losy ich redaktorów rysuje w barwach nader ciemnych. Zaleca on organom państwa m.in.:
- Popularyzować negatywną rolę inteligencji w działalności "Solidarności", zaczynać od KOR, a potem przenosić negatywny pogląd w tej sprawie na doradców, intelektualistów itp.
- Nie godzić się na wydanie codziennego pisma "Solidarności", utrudniać powstanie innych periodyków, traktować biuletyny powielane jako nielegalne, gromadzić materiały obciążające redaktorów takich biuletynów.
- Zbierać wszelkie obciążające materiały dotyczące działaczy katolickich, KOR itp. oraz "Solidarności". To samo dotyczy sympatyków wśród naukowców, pisarzy itp. oferować przez pewnych ludzi księżom, działaczom, sympatykom itp. Kościoła, "Solidarności", KOR i innych ugrupowań korzystne kupno walut (zapisywać numery sprzedanych, nagrywać rozmowy, w miarę potrzeby wszczynać postępowania, a zawieszać w wypadku deklaracji wycofania się z działań).
- Wciągać działaczy, zwłaszcza "Solidarności" w pijatyki, a następnie w dyskusje polityczne albo awantury. Potem wykorzystywać takie materiały do ich dyskwalifikacji. Powielać i rozsyłać "nielegalne pisma" kontrujące Kościół, KOR, "Solidarność".
- Działaczy "Solidarności" straszyć skutkami karnymi, wyciągać ich sprawy, stwarzać sytuacje zniechęcające do wystąpień publicznych, wszczynać z każdego powodu postępowania karne, grozić następstwami w odniesieniu do rodziny, dzieci, psuć opinię np. Przez rozsyłanie imienne do miejsc pracy pornografii, nielegalnej prasy, prasy zagranicznej itp. Przetrzymywać po 48 godzin, zwalniać, zatrzymywać ponownie. Nie dawać ochrony MO w przypadku napadów itp.
Uniknięcie tych wszystkich raf i pułapek zastawionych na środowiska opozycyjne było nie lada wyczynem. W przypadku puławskich struktur związkowych, udało się to jednak wcale nie najgorzej. A już na pewno nie pozwolił się podejść ani zastraszyć nikt z redaktorów i współpracowników puławskich wydawnictw związkowych, mimo, że wyrok skazujący w procesie "o myszy i niedźwiedzia" wydawał się nie ulegać wątpliwości. Redakcja Biuletynu Informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej" nie była zresztą jedyną represjonowaną jesienią 1981 roku redakcją pism związkowych. Ich pełną listę skompletowaną na I Krajowym Zjeździe Delegatów NSZZ "Solidarność" przynosi 56(64) numer Biuletynu[59]:
WYKAZ REPRESJONOWANYCH REDAKCJI
- Redakcje posiadające akty oskarżenia:
Piła – dwóch członków redakcji posiada akty oskarżenia dotyczące starego dekretu o cenzurze
Puławy – sprawa skierowana do sądu. Cała redakcja (7 osób) oskarżona z paragrafów 270, 271, 173[60], 283 kk
Katowice - "Wolny Związkowiec" - redaktor naczelny – J. Cieślicki – oskarżenie z paragrafu 283 kk (o obrazę Leonida B.)
Robotnik Szczeciński – 2 osoby, akt oskarżenia za wydawanie poza cenzurą , 18.09.81 r. odbyła się pierwsza rozprawa
Chełm – 6 osób, oskarżenie z paragrafów 270, 271 kk i wydawanie poza cenzurą (plakaty o głodzie)
Skierniewice – A. Przytuła, redaktor biuletynu zakładowego, 9.09. odbyła się pierwsza rozprawa sądowa o zniesławienie członka PZPR
Kraśnik Fabryczny – sprawa skierowana do sądu.
- Pisma, w stosunku do których aktualnie toczy się śledztwo:
Łódź - "Solidarność z Gdańskiem", dotyczy wydrukowania opinii ludzi zwiedzających wystawę poświęconą wydarzeniom 56, 68 i 70 r.
Krosno – w sprawie ulotek poświęconych wydarzeniom w Bydgoszczy w marcu 81 r.
Słupsk – śledztwo na wniosek Ambasady Radzieckiej o druk dokumentów z I tury Zjazdu (paragraf 133 kk)
"Wiadomości Tarnowskie" - śledztwo za wydawanie poza cenzurą – 2 członków redakcji
Wałbrzych – trwa postępowanie prokuratorskie paragraf 133 kk
- Pisma, w stosunku do których aktualnie toczy się postępowanie wyjaśniające:
"Solidarność Zielona Góra"
"Tygodnik Solidarność"
Biuletyn Informacyjny w Kutnie
Biuletyn w Skarżysku-Kamiennej
- Pisma, którym się uniemożliwia druk lub narzuca cenzurę:
"Niezależne Słowo" - Wałbrzych
"Odrodzenie" - Jelenia Góra
"Solidarność Jastrzębie"
"Solidarność Ziemi Sieradzkiej"
Tymczasem Prokuratura Wojewódzka w Lublinie 2 października wykonała następny krok, a jego ślad pozostał w postaci dokumentu cytowanego w 56(64) numerze Biuletynu[61]:
Prokuratura Wojewódzka
Wydział Śledczy
20-960 Lublin ul. Okopowa 2a
Nr Ds 107/81/S POSTANOWIENIE
o zamknięciu śledztwa
Dnia 2 października 81 r.
Andrzej Gmoch, Wiceprokurator Prokuratury Rej. Del. do Prokuratury Wojewódzkiej w Lublinie, w sprawie przeciwko I. Ostrokólskiemu i innym, podejrz. z art.270 par.1 kk, na zasadzie art.278 kpk
p o s t a n o w i ł
zamknąć śledztwo w tej sprawie
U z a s a d n i e n i e
Zebrany materiał dowodowy w tej sprawie uzasadnia wniesienie aktu oskarżenia przeciwko I. Ostrokólskiemu, w związku z czym postępowanie przygotowawcze należy zamknąć.
Wiceprokurator
/ - / A. Gmoch
Równocześnie pozostali członkowie Redakcji Biuletynu otrzymali pisma niemal identyczne w treści z poniższym, którego adresatem był Krzysztof Małagocki (Załącznik 6):
Sygn. akt Ds 107/81/S
Prokuratura Wojewódzka
ul. Okopowa 2a
Skr. Poczt.167
20-950 Lublin
POSTANOWIENIE
o częściowym umorzeniu śledztwa
Data 2 października 1981 r.
Andrzej Gmoch, wiceprokurator rej. Delegowany do Prokuratury Wojewódzkiej w Lublinie w sprawie przeciwko Krzysztofowi Małagockiemu i in., podejrz. Z art. 270 par. 1 kk i inne, na zasadzie art. 280 par. 1 kpk
postanowił
- Umorzyć śledztwo przeciwko Krzysztofowi Małagockiemu pod. o zamieszczenie w numerach 28, 34 i 42 Biuletynów Informacyjnych "Solidarność Ziemi Puławskiej" rysunków wyszydzających Naród Polski oraz artykułu rozpowszechniającego fałszywe wiadomości mogące wyrządzić poważną szkodę interesom PRL, a następnie skierowanie tych Biuletynów do publicznego rozpowszechniania /art.270 par. 1 kk w zw. z art. 273 par. 1 kk oraz art. 271 par. 1 kk w zw. z art. 10 par. 2 kk/, jak również o umieszczenie na okładkach Biuletynu nr 34 NSZZ "Solidarność Ziemi Puławskiej" rysunków znieważających przywódcę ZSRR /art.283 par. 3 kk/ - z uwagi na brak dostatecznych dowodów popełnienia przez podejrzanego zarzucanych mu czynów /art.280 par. 1 kpk/.
Uzasadnienie
Na mocy porozumienia zawartego 9 stycznia 1981 roku pomiędzy Dyrekcją Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach, a Redakcją Biuletynu Informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej" Instytut ten zobowiązał się do udostępniania maszyny offsetowej dla druku przedmiotowego Biuletynu.
Biuletyn Informacyjny nr 28 z 8 maja br. zawierał na stronie tytułowej rysunek przedstawiający pochód stada mysz[62] z napisem "Polska" na które czai się kot symbolizujący Związek Radziecki. Z kolei w Biuletynie nr 34 z 11 czerwca br. umieszczono na przedostatniej stronie rysunek człowieka z napisem "Polska" uciekającego przed radzieckim czołgiem.
Nie może ulegać żadnej wątpliwości, iż autorom obu tych rysunków chodziło o publiczne wyszydzenie Narodu Polskiego. Niezależnie od tego rysunki te godzą w konstytucyjne zasady polityki zagranicznej Polski i jej sojusze, bowiem posądzają naszych sojuszników o nieprzyjazne zamiary w stosunku do naszego państwa.
Nr 34 Biuletynu Informacyjnego zawierał na stronie tytułowej i ostatniej rysunki znieważające przywódcę Związku Radzieckiego . Natomiast artykuł "Bez złudzeń" umieszczony w numerze 42 Biuletynu z 24 lipca 1981 r. rozpowszechniał fałszywe wiadomości o osobie I Sekretarza KC PZPR.
W toku przeprowadzonego w tej sprawie śledztwa nie zdołano ustalić autorów podanych wyżej publikacji[63].
2 września 1981 r. przesłuchano w charakterze podejrzanego Krzysztofa Małagockiego, zarzucając mu dopuszczenie się przestępstw określonych w przepisach art. 270 par. 1 kk w zw. z art. 273 par. 1 kk oraz art. 271 par 1 1 kk w zw. z art. 10 par 2 kk, a nadto art. 283 par. 3 kk, a polegających na tym, że:
- W maju i czerwcu 1981 r. w Puławach województwa lubelskiego, jako członek redakcji Biuletynu Informacyjnego NSZZ Ziemi Puławskiej, działając wspólnie z innymi osobami, zamieścił w numerach 28, 34 i 42 tegoż pisma rysunki wyszydzające Naród Polski oraz artykuł rozpowszechniający fałszywe wiadomości mogące wyrządzić poważną szkodę interesom PRL, a następnie biuletyny te w nakładzie po 5.000 egzemplarzy skierował do publicznego rozpowszechniania;
- w czasie i miejscu oraz charakterze jak w pkt. I działając wspólnie z innymi osobami zamieścił na okładkach Biuletynu nr 34 rysunki znieważające przywódcę Związku Radzieckiego przez co godził w nasze sojusze międzynarodowe, przy czym rysunki te zostały publicznie rozpowszechnione.
Krzysztof Małagocki odmówił złożenia w tej sprawie wyjaśnień.
Również przesłuchani jako podejrzani inni członkowie redakcji Biuletynu Informacyjnego NSZZ "Solidarność Ziemi Puławskiej" skorzystali z prawa odmowy złożenia wyjaśnień.
19 września br. przesłuchany został w charakterze biegłego Jan Duda – pracownik Głównego Urzędu Kontroli Prasy Publikacji i Widowisk z Delegatury w Lublinie. Zeznał on między innymi, że odpowiedzialność za treść każdego ukazującego się w naszym Kraju wydawnictwa ciąży na autorze danej publikacji oraz osobie, która zleca ją do druku i rozpowszechnia.
Z ustaleń przedmiotowego śledztwa wynika, że osobą zlecającą Biuletyny nr 28, 34 i 42 do druku był Ireneusz Ostrokólski.
Z uwagi na to, że w toku dotychczasowego postępowania przygotowawczego nie zebrano dowodów, które wskazywałyby na to, że Krzysztof Małagocki jest autorem któregoś z podanych wyżej rysunków lub artykułu "Bez złudzeń" prowadzone przeciwko niemu śledztwo należy umorzyć z uwagi na brak dostatecznych dowodów popełnienia przez podejrzanego zarzucanych mu czynów.-
WICEPROKURATOR
/mgr. A. Gmoch/
Czytając powyższy tekst nie sposób nie zauważyć, że w Redakcji Biuletynu standardem były wzorowa lojalność i pełna solidarność. Rzadko się bowiem zdarza, a i wówczas nie było to powszechne[64], aby wszyscy członkowie kilkuosobowego zespołu, znajdujący się w obliczu bezpośredniego zagrożenia własnej wolności, chroniąc kolegę jednomyślnie odmawiali zeznań i wskazania autora inkryminowanych rysunków, mimo że autor przynajmniej jednego z nich (Krzysztof Małagocki) był im wszystkim doskonale znany.
Od chwili zamknięcia śledztwa, działania Prokuratury Wojewódzkiej w Lublinie przyjmują tempo galopujące. Już 28 października na pierwszej stronie Kuriera Lubelskiego można było znaleźć następującą informację uzyskaną w Prokuraturze Generalnej:
AKT OSKARŻENIA PRZECIWKO IRENEUSZOWI OSTROKÓLSKIEMU[65]
W Prokuraturze Generalnej poinformowano, że Prokuratura Rejonowa w Puławach skierowała do miejscowego Sądu Rejonowego akt oskarżenia przeciwko Ireneuszowi Ostrokólskiemu, wiceprzewodniczącemu Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" w Instytucie Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach, redaktorowi naczelnemu Biuletynu Informacyjnego NSZZ "Solidarność" Ziemi Puławskiej, który w dwóch numerach tego wydawnictwa ukazującego się w nakładzie 5 tys. egzemplarzy opublikował i rozpowszechnił rysunki lżące, wyszydzające i poniżające Polską Rzeczpospolitą Ludową i naród polski oraz godzące w sojusz polsko-radziecki.
Czyny oskarżonego wyczerpują znamiona przestępstw określonych w art. 270 paragraf 1, art. 273 paragraf 1 i art. 283 paragraf 2 kk oraz zagrożone są karą od 1 roku do 10 lat pozbawienia wolności.
Następnego dnia informację tę przedrukował (tym razem na 2 stronie i bez powoływania się na Prokuraturę Generalną) Sztandar Ludu[66]
Opisu dalszych poczynań Prokuratury Wojewódzkiej w Lublinie dokonali redaktorzy Numeru Specjalnego Zarządu Oddziału[67]:
... "Wkrótce jednak prokuratura poszła po rozum do głowy i pięciu osobom umorzyła śledztwo "z braku dowodów winy". W ten sposób do strzału wystawiono jedynie Ireneusza Ostrokólskiego, równie niewinnego, jak cała reszta redakcji.
A oto ostatni elaborat wiceprokuratora A. Gmocha:
Prokuratura Wojewódzka
Wydział Śledczy Lublin, dnia 8 października 1981 r.
20-960 Lublin
ul. Okopowa 2a
Nr Ds 107/81/S
A K T O S K A R Ż E N I A
przeciwko Ireneuszowi Marii Ostrokólskiemu oskarżonemu z art.270 par.1 kk w zw. z art. 273 par 1 kk oraz art.283 par.3 kk
O S K A R Ż A M :
Ireneusza Marię Ostrokólskiego syna Jerzego i Natalii z d. Staniak, urodzonego 30 października1948 roku w Szczecinie, zamieszkałego w Puławach, przy ul. Głębokiej 9/13, pochodzenia społecznego inteligenckiego, wykształceniu wyższym, z zawodu fizyka, zatrudnionego w Instytucie Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa, żonatego, ojca dwojga dzieci w wieku 6 i 9 lat, nie karanego /na wolności, środka zapobiegawczego nie stosowano/
o to, że
- w maju i czerwcu 1981 roku w Puławach, województwa lubelskiego, jako redaktor naczelny Biuletynu Informacyjnego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Solidarności Ziemi Puławskiej zamieścił w numerach 28 i 34 tegoż pisma rysunki poniżające i wyszydzające Państwo i Naród Polski, a następnie biuletyny te w nakładzie po 5000 egzemplarzy skierował do publicznego rozpowszechniania
- w czasie, miejscu oraz charakterze jak w pkt.1 zamieścił na okładkach Biuletynu Informacyjnego nr 34 NSZZ Solidarność Ziemi Puławskiej rysunki znieważające osoby Sekretarza Generalnego KC KPZR, przez co godził w nasze sojusze międzynarodowe, przy czym rysunki te zostały publicznie rozpowszechnione.
Czyn opisany w pkt. 1 stanowi występek określony w przepisach art.270 par.1 kk w zw. z art. 273 par.1 kk, zaś w pkt. 2 z art. 283 par.3 kk.
Na zasadzie art.16 i 21 par.1 kpk sprawa podlega rozpoznaniu przez Sąd Rejonowy w Puławach w postępowaniu zwyczajnym.
U Z A S A D N I E N I E
9 stycznia 1981 roku zawarte zostało porozumienie pomiędzy Dyrekcją Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach a Redakcją Biuletynu Informacyjnego "Solidarność" Ziemi Puławskiej mające na celu ustalenie zasad korzystania z maszyny offsetowej IUNG, na której drukowano wymieniony biuletyn.
Nakład tego pisma ustalony został na 5.000 egz. Przy czym w każdym numerze zawarta była klauzula "tylko do użytku wewnątrzzwiązkowego".
Wydany 8 maja 1981 r. Biuletyn Informacyjny nr 28 zawiera na stronie tytułowej rysunek przedstawiający stado myszy z napisem "Polska", na które czają się koty symbolizujące Z.S.R.R. i N.R.D.
W numerze 34 Biuletynu Informacyjnego z dnia 11 czerwca 1981 r. umieszczono na stronie 22 alegoryczny rysunek Polski upostaciowanej w figurze człowieka, podtrzymującego w rękach spadające go spodnie i uciekającego przed radzieckim czołgiem.
Treść obu tych rysunków wskazuje jednocześnie, że ich autorom chodziło o poniżenie i wyszydzenie Państwa i Narodu Polskiego.
Tego rodzaju publikacje godzą ponadto w konstytucyjne zasady polityki zagranicznej PRL i jej sojusze, bowiem imputują naszym sojusznikom nieprzyjazne zamiary w stosunku do naszego państwa.
Natomiast na okładkach Biuletynu Informacyjnego nr 34 umieszczono dwa rysunki znieważające osobę Sekretarza Generalnego KC KPZR Leonida Breżniewa.
Zamieszczony na tych rysunkach niedźwiedź symbolizujący przywódcę ZSRR otoczony jest kręgiem ludzi. Pierwszy z tych rysunków opatrzony jest komentarzem: "My się go boimy cichutko chodzimy, jak się zbudzi to nas zje". W przypadku drugiego rysunku ten sam komentarz kończy się słowami: "jak się zbudzi to nam pomoże".
W toku śledztwa przesłuchano w charakterze biegłego Józefa Dudę – pracownika Głównego Urzędu Kontroli Prasy Publikacji i Widowisk z Delegatury w Lublinie. Stwierdził on między innymi, że odpowiedzialność za treść każdego ukazującego się w naszym Kraju wydawnictwa ciąży na autorze danej publikacji oraz osobie, która zleca ją do druku i rozpowszechnia.
W toku śledztwa nie zdołano ustalić autorów podanych wyżej rysunków. Stwierdzono jedynie, ze osobą zlecająca druk Biuletynów Nr 28 i 34 był Ireneusz Ostrokólski. Należy przy tym uznać, iż pełnił on w redakcji Biuletynu funkcję Redaktora Naczelnego, o czym świadczy fakt, że 19czerwca b.r. zlecając druk kolejnego Biuletynu użył pieczątki z takim napisem.
Ireneusz Ostrokólski nie był dotychczas karany, a w miejscu zamieszkania oraz w zakładzie pracy posiada pozytywną opinię.
Przesłuchany w charakterze podejrzanego Ireneusz Ostrokólski nie przyznał się do winy i odmówił złożenia w tej sprawie wyjaśnień.
Należy nadmienić, iż pozostali członkowie zespołu redakcyjnego Hanna Czekaj, Apoloniusz Berbeć, Antoni Faber, Andrzej Kowalczyk i Krzysztof Małagocki również odmówili złożenia wyjaśnień. Prowadzone przeciwko nim śledztwo zostało umorzone, bowiem w jego toku nie zebrano dostatecznych dowodów wskazujących, ze są oni autorami zakwestionowanych rysunków.
WICEPROKURATOR
/A. Gmoch/
Wypada zwrócić uwagę, ze w akcie oskarżenia nie wymienia się już artykułu Alicji Lekan pt. "Bez złudzeń" z numeru 43[68], który figurował z zarzucie /"rozpowszechnianie fałszywych wiadomości o osobie I sekretarza KC PZPR", art.270 kk/. W artykule tym autorka wspominała o liście Władysława Gomułki, który miał wpłynąć do sekretariatu IX Zjazdu PZPR w w którym W. Gomułka obarczał Stanisława Kanię odpowiedzialnością za masakrę w grudniu 1970 r. na Wybrzeżu. Przypomnijmy, ze w międzyczasie St. Kania przestał być I Sekretarzem KC PZPR; czy przez to "fałszywe wiadomości" przestały być fałszywe?
Wcześniej jeszcze zrezygnowano z poniższego rysunku, początkowo również inkryminowanego[69]
W dalszej części Biuletynu Nr 64(72), jego redaktorzy zamieścili fragment Oświadczenia Rady Programowej do Spraw Prasy Związkowej Zarządu Regionu Środkowo-Wschodniego z 3 listopada 1981 r[70], w konkluzji którego Rada "podkreśla z całą mocą, że zarzuty oskarżenia przeciwko Ireneuszowi Ostrokólskiemu stanowią pogwałcenie zagwarantowanego przez konstytucję PRL prawa do wolności słowa i przekonań, jak również odpowiednich paktów praw społecznych ratyfikowanych przez Radę Państwa PRL w roku 1977... i domaga się uwolnienia I. Ostrokólskiego od stawianych oskarżeń, umorzenie postępowania i dania mu odpowiedniej satysfakcji" oraz fragment dokumentu[71] uchwalonego 26.X.1981 r. przez Zarząd Oddziału w rozszerzonym składzie:
Oświadczenie Zarządu Oddziału NSZZ "Solidarność"
i przedstawicieli KZ przedsiębiorstw i instytucji Ziemi Puławskiej
... Podkreślamy z całą mocą, że biuletyn "Solidarność Ziemi Puławskiej" a także jego Redakcja zostały powołane decyzją Zgromadzenia Delegatów puławskich zakładów pracy w październiku 1980 r., stając się w ten sposób pismem całego Związku w rejonie puławskim. Inkryminowane w akcie oskarżenia - przeciwko jednemu z redaktorów Biuletynu, kol. Ostrokólskiemu – materiały były dobrze znane delegatom na I WZD Ziemi Puławskiej i zostały przez nich zaakceptowane, co też znalazło wyraz w uchwałach WZD.
Całą odpowiedzialność za linię programową, treść i formę biuletynu przyjął na siebie Związek i decyzję tę podtrzymuje obecnie z całą mocą. Wobec powyższego akt oskarżeniaprzeciwko kol. Ostrokólskiemu traktujemy jako skierowany przeciwko każdemu z nas.
Kategorycznie protestujemy przeciw tendencyjnej interpretacji rysunków w biuletynach. Z oburzeniem odrzucamy twierdzenie Prokuratora jakoby w naszym piśmie związkowym obrażono Naród Polski. Jako część tego narodu stwierdzamy, że obrażają nas nie rysunki opisujące nasza tragiczną rzeczywistość, ale inwektywy, wyzwiska i insynuacje, którymi codziennie raczą nas partyjne środki masowego przekazu.
Jako wolni ludzie żyjący we własnym kraju żądamy, aby prawo w naszej Ojczyźnie odpowiadało naszemu poczuciu sprawiedliwości, które musi być zbiorem norm akceptowanych przez całe społeczeństwo.
Za fakt haniebny uważamy, że w II już roku odnowy do sądu może wpłynąć akt oskarżenia oparty na stalinowskich paragrafach.
Oświadczamy, że członków i współpracowników Redakcji Biuletynu będziemy bronić przy użyciu wszelkich dostępnych nam środków i nie dopuścimy do jakichkolwiek szykan czy represji za działalność prowadzoną na polecenie i z upoważnienia Związku.
Stanowczo ostrzegamy autorów procesu przeciwko kol. Ostrokólskiemu, że cała odpowiedzialność za grożący w związku z tym konflikt o trudnych do przewidzenia rozmiarach spadnie wyłącznie na nich i instytucje przez nich reprezentowane.
26.X.1981 r. Rzecznik Prasowy
Zarządu Oddziału "Solidarność" Ziemi Puławskiej.
27 października oświadczenie w sprawie procesu wydali koledzy I. Ostrokólskiego z Redakcji Informatora NSZZ "Solidarność" w IUNG "Przeszłość-Przyszłości"[72]:
OŚWIADCZENIE
Redakcja Informatora "Przeszłość-Przyszłości" stoi na stanowisku, że śledztwo wszczęte przez Prokuraturę Wojewódzką w Lublinie przeciwko naszemu redakcyjnemu koledze, Irkowi Ostrokólskiemu i innym członkom Redakcji Biuletynu "Solidarność Ziemi Puławskiej", stanowi jaskrawy przejaw naginania prawa do aktualnych interesów władz politycznych z uszczerbkiem dla prawdy i sprawiedliwości.
Wyrażamy nadzieję, że wyrok, który zapadnie w sprawie Irka, będzie obiektywny i zgodny ze społecznym poczuciem sprawiedliwości.
Uznając zasadę:
JEDEN ZA WSZYSTKICH – WSZYSCY ZA JEDNEGO
pod którą podpisaliśmy się jesienią ub. r. przystępując do NSZZ "Solidarność" za główny kanon programowy naszego Związku, uważamy się za współoskarżonych w procesie wytoczonym Irkowi Ostrokólskiemu i deklarujemy gotowość do udzielenia mu wszelkiej pomocy i poparcia, jakich ma prawo od nas oczekiwać.
Redakcja
Do zarzutów zawartych w akcie oskarżenia ustosunkowali się także koledzy Ireneusza Ostrokólskiego, członkowie Redakcji Biuletynu "Solidarność Ziemi Puławskiej" podpisując 30 października 1981 r. obszerny tekst wskazujący na kompletny zanik instynktu samozachowawczego u jego sygnatariuszy. Elaborat ten wyszedł spod pióra Rzecznika Prasowego Zarządu Oddziału, S. Głażewskiego[73]:
Rozmyślania nad aktem oskarżenia
Analizując przebieg śledztwa i treść aktu oskarżenia sporządzonego przez Prokuraturę Wojewódzką w Lublinie przeciwko byłemu redaktorowi biuletynu "Solidarność Ziemi Puławskiej", Ireneuszowi Ostrokólskiemu trudno oprzeć się wrażeniu, że dokument ten z prawem ma niewiele wspólnego, a rzeczywistym celem akcji wszczętej przez Prokuraturę jest pozbawienie możności działania najaktywniejszych działaczy NSZZ "Solidarność" po kolei.
O treści biuletynu decydujemy wspólnie i wspólnie za nią odpowiadamy, co uwidaczniamy w stopce redakcyjnej każdego numeru. Kolejne numery biuletynu podpisują do druku różni członkowie zespołu, najczęściej ci, którzy nadzorują druk, a nie ci, którzy numer redagują.
W tej sytuacji fakt pozwania do odpowiedzialności za treść numerów 28 i 34 biuletynu tylko jednego członka naszego zespołu uważamy za pociągnięcie niczym nie uzasadnione, wobec czego czujemy się współoskarżonymi na równi z naszym kolegą, Ireneuszem Ostrokólskim.
Analizując merytoryczna treść aktu oskarżenia jeszcze raz dochodzimy do smutnego wniosku, że Prokuratura PRL nie czuje się instytucją, której zadanie polega na nadzorowaniu przestrzegania prawa w interesie społeczeństwa, do czego została powołana, ale organem naginającym prawo, zgodnie z koniunkturalnym interesem elity władzy, ze szkodą dla społeczeństwa.
Jeśliby PRL była państwem praworządnym, to proces taki jak ten, wytoczony Redakcji naszego biuletynu byłby niemożliwy, gdyż w świetle przepisów prawnych najwyższego rzędu: Konstytucji PRL, Międzynarodowych Paktów Praw Człowieka ratyfikowanych przez Sejm PRL, działalność którą prowadzimy jest całkowicie legalna i prawnie dozwolona . O koniunkturalnym charakterze zarzutów stawianych Redakcji przez Prokuraturę świadczy choćby fakt, że pierwotnie śledztwem objęty był również rysunek zamieszczony na okładce 35 numeru naszego biuletynu, przedstawiający robotnika obarczającego partię odpowiedzialnością za głód panujący w kraju. Ostatecznie rysunek ten został ze śledztwa wyłączony, gdy okazało się, że głód jest naszą codzienną rzeczywistością a "kierownicza rola partii" we wszystkich dziedzinach życia nie pozwala wątpić, gdzie zapadały decyzje, które do tego doprowadziły.
Jeśliby nawet uznać zasadność opinii Prokuratury Wojewódzkiej w Lublinie, że niedźwiedź widniejący na okładkach 34 numeru naszego biuletynu, "symbolizuje przywódcę ZSRR, Leonida B." - do czego naszym zdaniem nie ma najmniejszych podstaw – to nietrudno dowieść powołując się na precedensy, że karykatury przywódców państw są w "naszym systemie" prawnie dozwolone. Przecież nie tak dawno obnoszono w Polsce na pochodach 1-majowych kukły symbolizujące prezydenta Hiszpanii, Franco, prezydenta USA, Trumana, premiera Wlk. Brytanii, Churchilla, czy prezydenta Jugosławii, Broz Tito dyndające na szubienicach. Starsi z nas pamiętają również karykatury Tito przedstawianego m. in. w postaci psa z łańcuchem na szyi i kością w zębach, podpisane, żeby nie było wątpliwości o kogo chodzi – zgrabnym dwuwierszem: "Tak to bywa najmitom – na psy zeszedł już Tito". Karykaturę tę reprodukował z upodobaniem m.in. Urzędowo cenzurowany i prawomyślny organ KC PZPR - "Trybuna Ludu" a Prokuratura, o ile nam wiadomo, nie interweniowała. Wygląda więc na to, że przywódca ZSRR cieszy się większym szacunkiem Prokuratury PRL od przywódców innych państw. Trudno dociec dlaczego.
Rysunki zamieszczane w naszym biuletynie, również te objęte aktem oskarżenia, stanowią wierny opis statusu politycznego naszego kraju oparty na analizie informacji docierających do nas za pośrednictwem całkowicie legalnych i cenzurowanych środków masowego przekazu.
Zagrożenie "bratnią pomocą" stanowi od lat, obok SB i cenzury, jedyną metodą utrzymywania w ryzach i posłuszeństwie polskiego społeczeństwa i wymuszania jego uległej postawy wobec władz. Subtelne aluzje do możliwości piątego już chyba rozbioru Polski, jeśli nie będziemy grzeczni i posłuszni robił w TV jesienią ub.r. Ówczesny członek KC PZPR p. R. Wojna. Teza o nierozdzielności niepodległości Polski od "socjalizmu" powtarzana publicznie do znudzeniaprzez wszystkich przywódców partyjnych z pp. Kanią, Olszowskim i Jaruzelskim na czele oraz stanowiąca główną treść wszystkich uchwał partyjnych, może być rozumiana tylko w ten sposób, że zagrożenie w Polsce "socjalizmu" będzie równoznaczne z utratą niepodległości. A przecież nie "imperialistyczne koła na zachodzie" ani Chiny, czy rasistowska RPA, ale najbliżsi sąsiedzi mogliby nas tej niepodległości pozbawić.
Poczucie stałego zagrożenia mają utrwalać w świadomości polskiego społeczeństwa obszerne sprawozdania z przebiegu manewrów "zaprzyjaźnionych armii" wokół granic Polski, doniesienia o "zaniepokojeniu bratnich partii" sytuacją w naszym kraju oraz deklaracji o gotowości przyjścia Narodowi Polskiemu z "bratnią pomocą".
Zdumienie więc musi budzić zarzut zawarty w akcie oskarżenia, że nasze rysunki "imputują naszym sojusznikom nieprzyjazne zamiary w stosunku do naszego państwa" w warunkach, gdy to właśnie imputują bezkarnie i używając nawet oficjalnej terminologii wszystkie środki masowego przekazu. Zresztą w świetle "Doktryny Breżniewa" usprawiedliwiającej nadrzędnym interesem "międzynarodowego proletariatu" wkraczanie obcych, chociaż "zaprzyjaźnionych" wojsk na terytorium każdego KDL-u[74], w którym – zdaniem radzieckich ideologów – zagrożony został "Ustrój socjalistyczny", sankcjonującej w ten sposób prawo ZSRR do ingerencji w wewnętrzne sprawy innych państw, ewentualna akcja obcych armii na terytorium Polski nie byłaby aktem "nieprzyjaznym", jak twierdzi Prokuratura Wojewódzka w Lublinie, ale "bratnią pomocą", jak pisaliśmy w naszym biuletynie, nawet wtedy, gdyby obywatele Polski poddanej takiemu eksperymentowi mieli na ten temat zgoła inną opinię.
Że zagrożenie Polski "bratnią pomocą" nie jest iluzoryczne - choć naszym zdaniem mało prawdopodobne – upewniają nas, oprócz doniesień w rodzimych i "bratnich" środkach masowego przekazu, fakty z najnowszej historii KDL-ów. Przekonali się o tym w 1956 r. Polacy i Węgrzy, w 1968 r. Czechosłowacy, a dwa lata temu – mimo podpisania w międzyczasie przez ZSRR Aktu Końcowego Konferencji Helsińskiej – również Afgańczycy. Podczas wszystkich tych "bratnich" akcji mogła się zdarzyć i zdarzała się na pewno niejednokrotnie, sytuacja, którą przedstawiliśmy na rysunku zamieszczonym na 22 stronie 34 numeru naszego biuletynu.
Jeśli obraża to Naród Polski i godzi w nasze sojusze – w co zresztą ośmielamy się wątpić – to należy pamiętać, że obecny status polityczny Polski nie jest dziełem ani Redakcji Biuletynu "Solidarność Ziemi Puławskiej", ani "Solidarności", ani nawet polskiego społeczeństwa. Nie mamy również żadnego wpływu na treść informacji, komentarzy i pogróżek rozpowszechnianych przez prasę, radio i telewizję, z których czerpiemy natchnienie do naszych rysunków i karykatur.
Na zakończenie – aby uniknąć nieporozumień – trzy wyjaśnienia:
- Zobowiązani treścią Porozumień Gdańskich, Statutu NSZZ "Solidarność" i Konstytucji PRL uznajemy fakt, że "przewodnią siłą polityczną społeczeństwa w budowie socjalizmu jest PZPR" (Art.3 Konstytucji PRL), przynajmniej do zmiany konstytucji, pod jednym wszakże warunkiem: że o tym co należy rozumieć pod zapisem "przewodnia siła polityczna" zadecyduje nie KC PZPR, ale "lud pracujący miast i wsi" dzierżący w Polsce z mocy tejże Konstytucji najwyższą władzę.
- Uznajemy również konstytucyjną zasadę, że PRL "umacnia przyjaźń i współpracę z ZSRR" (Art.6 Konstytucji PRL), pod warunkiem, że jest to dla Polski korzystne ze względów zarówno politycznych jak i gospodarczych oraz, że nie ogranicza to naszej suwerenności i niepodległości, a więc prawa Narodu Polskiego do swobodnego decydowania o własnych losach, z charakterem ustroju polityczno-gospodarczego włącznie. Jeśli nasze stosunki z ZSRR są tego rodzaju – ale o tym musi również rozstrzygnąć z mocy swych konstytucyjnych uprawnień "lud pracujący miast i wsi" a nie KC PZPR – to jesteśmy gotowi nie tylko je uznawać, ale nawet gorąco je popierać i propagować.
- Nie jesteśmy także przeciwnikami socjalizmu. Przeciwnie, są nawet wśród nas gorący jegozwolennicy. Protestujemy jedynie przed określaniem mianem socjalizmu systemu, który obdarza nas od 36 już lat PZPR, a który – według naszego rozeznania – z socjalizmem niewiele ma wspólnego.
/ - / A. Berbeć, / - / Hanna Czekaj, / - / S. Głażewski,
/ - / Krzysztof Małagocki, / - / Włodzimierz Zbiniewicz
Czytając powyższy tekst, trudno zrozumieć, dlaczego wszyscy jego sygnatariusze nie zostali natychmiast pozamykani i oskarżeni o kwestionowanie ładu jałtańskiego albo nawet o kontrrewolucję. Widocznie w listopadzie 1981 r. przygotowania do stanu wojennego były już na tyle zaawansowane, że porachunki z opozycją postanowiono załatwić hurtem po 13 grudnia. Na razie władze wykazywały zainteresowanie wyłącznie osobą Ireneusza Ostrokólskiego a dowodem tego zainteresowania było wezwanie dostarczone adresatowi 13 listopada 1981 r.[75]:
Sąd Rejonowy Osobiste stawiennictwo obowiązkowe
Wydział Karny
24-100 w Puławach Ob. Ireneusz – Maria Ostrokólski
ul. Dzierżyńskiego 7 ul.Głęboka 9/19
24-100 Puławy
Termin dnia 7.XII.1981 r. godź. 19.00
WEZWANIE
Sąd Rejonowy w Puławach wzywa obywatela do stawiennictwa w charakterze oskarżonego na rozprawę główną, która odbędzie się dnia 7 grudnia 1981 r. O godz. 10.00 w Sądzie Rejonowym w Puławach przy ul. Dzierżyńskiego nr 7 w sali nr I w sprawie z art.270 par.1 kk w zw. z art.273 par.1 kk i 283 par.3 kk
Sekretarz
/podpis nieczytelny/
Zarząd Oddziału NSZZ "Solidarność" Ziemia Puławska i Komisja Zakładowa NSZZ "Solidarność" w IUNG, której Ireneusz Ostrokólski był wiceprzewodniczącym, nie czekając na wyznaczenie terminu rozprawy już od początku listopada przedsięwzięły szereg czynności przygotowawczych do procesu. Przede wszystkim zapewniono I. Ostrokólskiemu pomoc prawną. Podjął się tego zadania znany puławski adwokat, mec. Zdzisław Łuszczewski. Biuro Interwencji NSZZ "Solidarność" Regionu Mazowsze dodatkowo wydelegowało dwóch adwokatów warszawskich: A. Grabińskiego i St. Szczukę. Ponad to przygotowano akcję ulotkową i plakatową przed i w czasie procesu. Po wyznaczeniu terminu rozprawy zorganizowano służbę porządkową, przygotowano i rozprowadzono karty wstępu na salę sądową itp. Koordynację wszystkich tych poczynań Prezydium Zarządu Oddziału powierzyło Stanisławowi Głażewskiemu, który był jego członkiem odpowiedzialnym za wydawnictwa.
Koledzy oskarżonego, członkowie NSZZ "Solidarność" w IUNG, na tydzień przed rozpoczęciem rozprawy uchwalili i rozkolportowali w formie ulotki następujący dokument[76]:
OŚWIADCZENIE
członków NSZZ "Solidarność" w Instytucie Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa
Dnia 7 grudnia br. prokurator wojewódzki A. Gmoch postawi przed Sądem w Puławach całą "Solidarność" w osobie naszego kolegi Ireneusza Ostrokólskiego. W procesie tym my wszyscy zostaliśmy oskarżeni o to, że czujemy się ludźmi, którzy żyjąc we własnym Kraju, tu nad Wisłą, chcą mówić własnym głosem o swoich sprawach.
Nie z naszej winy znaleźliśmy się w sytuacji, kiedy nie możemy dostać chleba, butów i wielu innych rzeczy potrzebnych do życia . Można odjąć nam wiele od ust, ale nie da się reglamentować myślenia. Myśleć może każdy i wielu z nas dzisiaj umie już myśleć. Rozumiemy dobrze, że chociaż na ławie oskarżonych zasiądzie tylko jeden z nas, to na sali tej prokurator postawi w stan oskarżenia cały nasz Związek.
Pamiętamy dobrze zebranie przedstawicieli puławskich zakładów pracy z października ubiegłego roku, kiedy powołaliśmy do istnienia Biuletyn Informacyjny "Solidarność" Ziemi Puławskiej. Koledzy, którym powierzyliśmy redagowanie Biuletynu służyli ofiarnie naszej sprawie przez cały rok. To dzięki nim mamy jeden z najlepszych w Kraju biuletynów związkowych. Tę naszą własną gazetę oceniać możemy tylko my sami, a nie prokuratura realizująca obcą nam i wrogą linię polityczną.
Utożsamienie postaci na rysunku z osobą sekretarza KPZR jest jawną prowokacją, To właśnie karkołomna interpretacja prokuratora jest godzeniem w sojusze. Pomijamy tu już fakt, czy sam "obrażony" podzielałby w tym względzie bujną wyobraźnię oskarżyciela, a ponad to czy jakimkolwiek rysunkiem można ugodzić sojusz.
Prokurator, jeżeli chce widzieć w rysunku niedźwiedzia jakąś konkretną osobę, to jest to jego prywatną sprawą, ale nie wolno mu na podstawie takiej personifikacji oskarżać Związku i jego członków.
Stwierdzamy w tym miejscu wyraźnie i jednoznacznie, że biuletyn nasz prawidłowo rejestruje nastroje ludzi pracy, ich obawy i niepokoje, dobrze służąc uwalnianiu się człowieka ze "skorupy" kłamstwa i strachu. Bariera lęku została przełamana raz na zawsze.
Akt oskarżenia przygotowany przez prokuraturę jest próbą powrotu do dawnych metod sprawowania władzy poprzez zastraszanie. Jako obywatele i związkowcy nie zgadzamy się na to, aby prawo służyło polityce. Chcemy szanować prawo, chcemy, aby to było nasze prawo, działające dla dobra nas wszystkich. Koniunkturalna interpretacja przepisów prawa odbiera mu autorytet.
W akcie oskarżenia napisano: "Treść rysunków wskazuje jednoznacznie, że ich autorom chodziło o poniżenie i wyszydzenie Państwa i Narodu Polskiego". Nie dziwi nas ta prokuratorska ocena treści rysunków z Biuletynu, jeżeli jedynym biegłym przesłuchiwanym na tę okoliczność przez pana prokuratora był nie kto inny tylko pracownik cenzury Józef Duda.
Z oburzeniem odrzucamy twierdzenie prokuratury jakoby Naród Polski został obrażony i wyszydzony w biuletynie. Wprost przeciwnie! - to podyktowany służalczością wobec prokuratorskich mocodawców – akt oskarżenia obraza nas jako obywateli tego Państwa.
Protestujemy przeciwko takiemu systemowi prawnemu, w którym możliwe jest preparowanie takich procesów!
W imię powszechnego poczucia prawa, sprawiedliwości i godności obywatelskiej żądamy wycofania aktu oskarżenia i umorzenia sprawy przeciwko Związkowi reprezentowanemu przez naszego Kolegę, Irka Ostrokólskiego.
Puławy, dnia 30.XI.1981
Członkowie NSZZ "Solidarność" w IUNG Puławy
W przeddzień pierwszej rozprawy, 6 grudnia odbyło się bardzo burzliwe zebranie Zarządu Oddziału z przedstawicielami KZ puławskich zakładów pracy i instytucji. Na tym zebraniu przedstawiciele środowisk robotniczych zaprezentowali plan rozpędzenia uczestników rozprawy przez grupy uzbrojonych w metalowe pręty związkowców. Po kilkugodzinnej dyskusji członkom Prezydium Zarządu Oddziału z wielkim trudem udało się jednak przekonać większość zebranych, że siłowe rozwiązanie pozbawiające Sąd szansy wykazania się niezawisłością i praworządnością, nie jest najlepszym sposobem rozwiązania problemu. Przekonywający, w przeciwieństwie do pozostałych, mieli przy tym świadomość, że sędzia wyznaczony do rozpoznania sprawy Biuletynu, Andrzej Mogielnicki ma zasłużoną opinię prawnika rzetelnego i odpornego na naciski[77] oraz poufną informację, że w nocy na terenie puławskiej jednostki wojskowej, naprzeciwko budynku Sądu, został skoszarowany silny oddział ZOMO. Ostatecznie większość zebranych dała się przekonać do rezygnacji z rozwiązań pozaprawnych, wyłonienia grup porządkowych zobowiązanych do utrzymania ładu w okolicach budynku Sądu i uchwalenia następującego apelu, którego tekst zachował się tylko w maszynopisie (Załącznik 9):
APEL DO ZWIĄZKOWCÓW I SPOŁECZEŃSTWA PUŁAW
Koledzy!
Dziś, 7 grudnia 1981 r. Rozpoczyna się w puławskim Sądzie Rejonowym proces naszego kolegi, Ireneusza Ostrokólskiego z redakcji Biuletynu "Solidarność Ziemi Puławskiej". Akt oskarżenia sporządzony przez Prokuraturę Wojewódzką w Lublinie jest jednym z etapów walki władzy ze Związkiem i społeczeństwem.
Dziś na ławie oskarżonych zasiądzie cała "SOLIDARNOŚĆ", a dzieje się to w obliczu strajku generalnego, który może stać się naszą jedyną odpowiedzią na próby wprowadzenia stanu wyjątkowego i terroru państwowego, dla zdławienia naszej – polskiej szansy.
Mamy do obrony naszej ludzkiej godności i Związku, który jest fundamentem nadziei społecznych, tylko gołe ręce. Nie mamy czołgów, policji i potężnych sojuszników. Mamy natomiast wiarę w słuszność sprawy i determinację do jej obrony.
Musimy być zdecydowani, ale i rozważni. Walcząc o PRAWO SPRAWIEDLIWE wierzymy, że nasz kolega zostanie uwolniony od bzdurnych zarzutów wymyślonych przez prokuraturę dla celów politycznych i zlikwidowania "Biuletynu Ziemi Puławskiej".
To nasz biuletyn i potrafimy go obronić!
Jednakże nie mamy dzisiaj powodów, aby przypuszczać, że Sąd Rejonowy w Puławach zrealizuje nadzieje tych, którzy marzą o powrocie do minionej wszechwładzy nad społeczeństwem.
Trzeba to wyraźnie podkreślić – dzisiaj nie ma powodów, aby sądzić, że prokuraturze uda się tu w Puławach zgwałcić Temidę.
Wierzymy wszyscy w to, że rozprawa sądowa obnaży całą żałosną maskaradę polityczną na jaką zdecydowała się prokuratura.
APELUJEMY DO WSZYSTKICH O ZACHOWANIE SPOKOJU I GODNOŚCI
Związkowcy z "Solidarności" z pewnością potrafią okazać swoją postawą na sali sądowej i w okolicach gmachu Sądu Rejonowego w Puławach, że rozumieją powagę sytuacji i konieczność zachowania spokoju, wykażą dojrzałość społeczną i nie dopuszczą do jakichkolwiek awantur w obliczu SĄDU. Nikt nie powinien mieć pretekstu do podjęcia próby prowokacji mającej sugerować, że "Solidarność" usiłuje wywierać jakiekolwiek naciski na zespół sędziowski.
Sąd niezawisły – to sąd podlegający jedynie przepisom prawa i opierający się na fundamencie sumienia.
Swoją godną i rozsądną postawą wykażemy dzisiaj zrozumienie tych zasad i poparcie dla Redakcji Biuletynu "Solidarność Ziemi Puławskiej".
Zarząd Oddziału
z up. Rzecznik Prasowy / - / S. Głażewski
Apel ten został natychmiast powielony i rozplakatowany na ulicach miasta razem z wcześniej przygotowanymi przez Zarząd Oddziału NSZZ "Solidarność " Ziemia Puławska i Komisję Zakładową NSZZ "Solidarność" w IUNG plakatami tekstowymi i rysunkowymi (Ilustracje 17a-d) przez upoważnione do tego zespoły plakaciarzy. Z zachowanego planu organizacji kolportażu i ochrony budynku Sądu[78] wynika, że zespołów plakatujących było 15, każdy liczył tylu członków ile rodzajów plakatów weszło do kolportażu + 2 osoby obstawy i operował w przydzielonym mu rejonie miasta. Plakatowano w przeddzień rozprawy w niedzielę, 6 grudnia w godzinach 7-9 i ponownie w dniu rozprawy w poniedziałek 7 grudnia w godzinach 6-8. Ulotki rozdawało w niedzielę przed kościołami po każdej mszy 6 kilkuosobowych zespołów kolporterów. Zorganizowano również 3 grupy mające za zadanie utrzymanie porządku wokół budynku Sądu Rejonowego ze szczególnym uwzględnieniem obydwu wejść i placu przed budynkiem. Każdy z kolporterów i członków służb porządkowych otrzymywał specjalne upoważnienie wydane przez Zarząd Oddziału[79].
Staranie przygotowano również organizację grup Związkowców obserwujących proces. Służby porządkowe, składające się głównie z pracowników Zakładów Azotowych, wpuszczały na salę rozpraw tylko posiadaczy specjalnych kart wstępu opatrzonych wizerunkiem zakutego w kajdany niedźwiadka oraz okrągłą pieczęcią Zarządu Oddziału[80]. Z zachowanego rozdzielnika[81] wynika, że łącznie wydano 77 kart wstępu, przy czym Związkowcy z IUNG byli wyraźnie uprzywilejowani (10 kart + 5 kart dla pracowników drukarni IUNG). Rodzina Ireneusza Ostrokólskiego otrzymała 3 karty wstępu, Redakcja Biuletynu "Solidarność Ziemi Puławskiej" - 4 a Redakcje Biuletynów ZA, PPBP i IUNG po 2. Zarząd Oddziału mógł dysponować 10 kartami wstępu, Zarząd Regionu - 5, podobnie jak KZ Zakładów Azotowych etc. Karty były wydawane osobom fizycznym na pisemny wniosek Komisji Zakładowych. W końcu okazało się jednak, że wszystkie te zabiegi na niewiele się zdały, gdyż jedną z pięciu ław przeznaczonych dla publiczności okupuje, nie przejmując się brakiem kart wstępu, grupa etatowych pracowników puławskiej SB z "opiekunem" IUNG, por. Masłowskim na czele, z satysfakcją obserwujących kilkunastu Związkowców posiadających karty wstępu, zmuszonych do obserwowania przebiegu procesu na stojąco.
Obowiązek zorganizowania wszystkich tych służb i rozdzielników przypadł w udziale Rzecznikowi Prasowemu Zarządu Oddziału, który z tej racji otrzymał kilkudniowe oddelegowanie z pracy w IUNG[82].
Przebieg procesu
Dziś, po ćwierćwieczu przebieg procesu "o myszy i niedźwiedzia" jest bardzo trudny do odtworzenia. Wprawdzie Redakcja Biuletynu "Solidarność Ziemi Puławskiej w 66(74) numerze pisma poinformowała czytelników, że "....przygotowujemy relację z pierwszej rozprawy Irka Ostrokólskiego. Relację tę zamieścimy w numerze specjalnym, który wkrótce się ukaże.", ale ze względu na ogłoszenie kilka dni później stanu wojennego, zawieszenie NSZZ "Solidarność" a zwłaszcza internowanie większości członków Redakcji, ani relacje z pierwszej rozprawy, ani tym bardziej sprawozdania z kolejnych rozpraw nigdy się nie ukazały. W chwili obecnej, jeśli nie ma się dostępu do protokołów sądowych, przebieg rozpraw można odtworzyć wyłącznie na podstawie strzępków informacji zachowanych w oficjalnych dokumentach, kilku zdjęć oraz nielicznych faktów zapamiętanych przez uczestników i obserwatorów tych zdarzeń.
Pierwsza rozprawa procesu przeciwko Biuletynowi w osobie jego (wtedy już byłego[83]) redaktora, Ireneusza Ostrokólskiego "o myszy i niedźwiedzia" odbyła się 7 grudnia 1981 r. Punktualnie o godz.10.00 w sali rozpraw Nr 1 Sądu Rejonowego w Puławach zasiedli: za stołem sędziowskim przewodniczący rozprawie Sędzia Sądu Rejonowego Andrzej Mogielnicki oraz ławnicy St. Barański i M. Polak i sekretarz sądowy A. Miłosz. Po lewicy Wysokiego Sądu na ławie oskarżonych zajął miejsce oskarżony I. Ostrokólski a naprzeciwko niego srożył się prokurator A. Gmoch. Przed oskarżonym zasiedli: znany puławski adwokat mec Z. Łuszczewski oraz dwaj obrońcy wydelegowani przez Biuro Interwencji NSZZ "Solidarność" Regionu Mazowsze: mec. St. Szczuka i mec A. Grabiński[84].
Na początku rozprawy prokurator Andrzej Gmoch odczytał akt oskarżenia poczem sędzia Andrzej Mogielnicki zapytał oskarżonego, czy przyznaje się do winy. Ireneusz Ostrokólski odpowiedział negatywnie i oświadczył, że zamierza skorzystać "z przysługującego mu prawa odmowy składania wyjaśnień lub odpowiadania na pytania", co nie pozbawiło go jednak "jednej z konstytucyjnych gwarancji obywatelskich – prawa do obrony – realizował go bowiem w drodze tak zwanej obrony formalnej – korzystając z pomocy przybranych przez siebie obrońców" [85] W dalszym ciągu procesu, oskarżony, zobligowany do tego przez obrońców, czynnego udziału w rozprawach nie brał a cały ciężar obrony pozostawił swoim adwokatom ograniczając się do zdobienia ławy oskarżonych.
W dalszej części przewodu sądowego do zabrania głosu wezwany został biegły powołany przez prokuraturę Jan Duda, pracownik lubelskiej delegatury Głównego Urzędu Kontroli Prasy Publikacji i Widowisk (GUKPPiW) zwanego potocznie cenzurą. Biegły ten oświadczył, że w świetle obowiązującego w PRL prawa odpowiedzialność za treść każdego ukazującego się wydawnictwa ponosi autor publikacji oraz osoba zlecająca jego druk i rozpowszechnianie. Uznał również wszystkie inkryminowane rysunki za naruszające Porozumienia Gdańskie i godzące w interesy polityczne PRL. Na pytanie Sądu, biegły J. Duda wyjaśnił, że "Zgodnie z treścią obowiązującego w chwili czynu dekretu z dnia 5 sierpnia 1946 r. O utworzeniu Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk /Dz.U.Nr 34 poz.210/ oraz ustawy o zakresie i trybie sprawowania nadzoru i kontroli prasy przez GUKPPiW /Dz.U. Nr 13 poz.75 z 1975 r./ wydawanie czasopism wymaga zezwolenia i kontroli Głównego Urzędu. Zmiany społeczno-polityczne w kraju, które nastąpiły w 1980 r., treść zawartych Porozumień Gdańskich oraz znany wówczas projekt nowej ustawy o kontroli, która w swym obowiązującym 1 października 1981 r. przepisie art.4 stwierdzała, iż biuletyny przeznaczone dla członków Związku nie podlegają cenzurze – spowodowały iż pomimo formalnego obowiązywania przepisów prawnych, nie były już one w tych warunkach przez Główny Urząd stosowane".
Następnie prokurator A. Gmoch pytany przez obrońców w jaki sposób rysunki zamieszczane w prowincjonalnym Biuletynie "Solidarność Ziemi Puławskiej" mogły narazić na szwank sojusze PRL i czy wyobraża sobie, że Sekretarz Generalny KC KPZR, tow. Leonid Breżniew czytuje puławski Biuletyn w zależności od treści w nim zawartych kształtuje politykę zagraniczną ZSRR, przyznał, "że użyte w akcie oskarżenia sformułowania, iż zamieszczenie przez oskarżonego rysunków /zdaniem oskarżenia znieważających/ godziło w sojusze międzynarodowe, użyte było tylko dla podkreślenia stopnia społecznego niebezpieczeństwa czynów, nie dotyczą zaś kwalifikacji prawnej", co nie przeszkodziło mu "we wnioskach złożonych bezpośrednio przed zamknięciem przewodu /k.219/ .. ponownie stwierdzić, że kwestionowane rysunki godzą w więzi sojusznicze ZSRR i Polski, uwłaczają nadto pamięci osób poległych we wspólnej walce z hitleryzmem".[86]Niekonsekwencji w poczynaniach prokuratora A. Gmocha było zresztą bez liku. Np. w przypadku rysunku zamieszczonego w Nr 34 na s.22 według prokuratora oskarżony zasługuje na wyrok skazujący za to, że "ilustracja ta nie pozostawia żadnych wątpliwości, iż w przypadku gdyby państwo nasze znalazło się w sytuacji człowieka w wodzie nie może oczekiwać ono pomocy ze strony swego wschodniego sąsiada"[87] , a równocześnie za zasługujący na wyrok skazujący uważa podpis pod niedźwiedziem przedstawionym na okładce tego samego numeru pisma, z którego wynika, że ów niedźwiedź "jak się zbudzi to nam ...pomoże"[88]. W ogóle cały akt oskarżenia przygotowany został wyjątkowo niedbale a jego autor nie zadał sobie nawet trudu uzasadnienia postawionych zarzutów, uważając widocznie, że ponieważ mają one charakter polityczny, dla uzyskania wyroku skazującego wystarczy samo ich sformułowanie.
Na zakończenie pierwszego posiedzenia Sądu, strony zasugerowały swoje kandydatury biegłych z zakresu satyry rysunkowej. Obrońcy I. Ostrokólskiego zaproponowali Jana Mleczkę, oskarżyciel wniósł o powołanie Szymona Kobylińskiego. Po krótkiej wymianie zdań obrońcy przystali na propozycję prokuratury przyznając, że ekspertyza Szymona Kobylińskiego, autora rysunków satyrycznych w tygodniku Polityka, będzie najbardziej miarodajna. Sąd postanowił ponadto zasięgnąć opinii Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego o ewentualnych społecznych skutkach zamieszczenia w Biuletynie inkryminowanych rysunków oraz Międzyuczelnianego Instytutu Nauk Politycznych UMCS w Lublinie, od którego oczekiwał oceny sytuacji politycznej w Polsce w okresie przygotowywania do druku Nr 28 i 34 Biuletynu. Na tym rozprawę w dniu 7 grudnia 1981 r. zakończono, następną wyznaczając na 20 stycznia 1982 r. Informację o tym zamieścił już nazajutrz na pierwszej stronie niezawodny Sztandar Ludu[89].
W PUŁAWACH ROZPOCZĄŁ SIĘ PROCES I. OSTROKÓLSKIEGO
(Inf. Wł.) Wczoraj rano przed Sądem Rejonowym w Puławach rozpoczął się proces Ireneusza Ostrokólskiego – redaktora naczelnego biuletynu "Ziemia Puławska". Akt oskarżenia zarzuca mu dopuszczenie do publikacji rysunków i tekstów podważających sojusz ze Związkiem Radzieckim i obrażających naród polski. Obrony oskarżonego podjęło się dwóch adwokatów z Warszawy i jeden z Puław.
Po kilkugodzinnej rozprawie sąd podjął decyzję o jej odroczeniu do 20 stycznia 1982 r., celem powołania biegłych, którzy mogliby wydać opinię w materii stanowiącej przedmiot procesu. Oskarżony odpowiada przed sądem z wolnej stopy.(ed)
Do rozprawy wyznaczonej na 20 stycznia jednak nie doszło, gdyż 13 grudnia 1981 r. został w Polsce wprowadzony stan wojenny, co skutkowało osadzeniem niemal całej redakcji w ośrodkach odosobnienia dla internowanych, a ponadto Sąd Rejonowy w Puławach pismem z 31 grudnia 1981 r. (Załącznik 12) na podstawie art. 299 par. 1 pkt.3 kpk i art. 25 par. 1 kpk w zw. z art. 18 Dekretu z dnia 12.XII.1981 r. /Dz.U.Nr.29 poz.157/ postanowił uznać swą niewłaściwość i przekazać sprawę według właściwości Wojskowemu Sądowi Garnizonowemu w Lublinie, uzasadniając swą decyzję tym, że zgodnie z art. 18 Dekretu z 12 grudnia 1981 r. o przekazaniu do właściwości sądów wojskowych spraw o niektóre przestępstwa oraz o zmianie ustroju sądów wojskowych i wojskowych jednostek organizacyjnych Prokuratury Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej w czasie obowiązywania stanu wojennego /Dz.U.Nr.29 poz.157/ sprawy o przestępstwa, o które został oskarżony Ireneusz Maria Ostrokólski, w których postępowanie karne przed sądami powszechnymi toczyło się w dniu wprowadzenia stanu wojennego obligatoryjnie przekazuje się sądom wojskowym.
Postanowienie to wywołało sporą konsternację w lubelskim Wojskowym Sądzie Garnizonowym, gdyż przekazano mu sprawę, której - wobec internowania podsądnego - nie był w stanie prowadzić, jednak zgrabnie wybrnął z kłopotu wywodząc przytomnie w piśmie z dnia 27.01.1982 r. (Załącznik 13), że: zarzucony oskarżonemu czyn popełniony został w miesiącach maju i czerwcu 1981 r. i obecnie oskarżony jest internowany. Postępowanie zatem przeciwko niemu nie może się toczyć. Wobec powyższego, na mocy art. 25 par. 1 kpk oraz art. 5 dekretu z dnia 12.12.81 r. postanowił sprawę Ireneusza Marii Ostrokólskiego przekazać Sądowi Rejonowemu w Puławach jako właściwemu, celem rozpoznania wskazując, że wprawdzie art.18 dekretu z 12 grudnia 1981 r. zawiera postanowienie o przekazaniu do właściwości sądów wojskowych spraw o występki, o które oskarżony jest Ireneusz Ostrokólski, ale zgodnie z art. 5 tegoż dekretu, jeśli dobro wymiaru sprawiedliwości albo wzgląd na zabezpieczenie porządku społecznego nie stają temu na przeszkodzie, sąd wojskowy może przekazać sądowi powszechnemu sprawę o przestępstwo przekazane do orzecznictwa sądów wojskowych . Przepis ten ma zastosowanie w sprawie niniejszej.
Wojskowy Sąd Garnizonowy powiadomił o swoim postanowieniu Ireneusza Ostrokólskiego, który po internowaniu przebywa prawdopodobnie we Włodawie[90], za pośrednictwem Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Lublinie (Załącznik 14).
W ten sposób sprawa "o myszy i niedźwiedzia" zatoczywszy na jałowym biegu pełne koło na przełomie stycznia i lutego 1982 r. wylądowała ponownie w Sądzie Rejonowym w Puławach. Następna rozprawa, miała się jednak odbyć dopiero po niespełna dwóch latach po pierwszej, w czerwcu 1983 r., a miarą staranności jaką wykazał Sąd rozpatrując sprawę Ireneusza Ostrokólskiego może być fakt, że poświęcił jej aż 5 sesji w dniach 7.grudnia 1981 r. oraz 10, 21, 30 czerwca i 2 lipca 1983 r.[91]
Największym problemem obrony w okresie poprzedzającym tę drugą rozprawę było nakłonienie niemłodego już wtedy i poważnie chorego na serce Szymona Kobylińskiego do podjęcia się wyczerpującej i stresującej roli biegłego. Dokonali tego sympatycy Biuletynu z Warszawy. Przez blisko spokrewnioną ze Stanisławem Głażewskim i zaprzyjaźnioną z Ireneuszem Ostrokólskim Elżbietę Leszczyńską, pracownicę Galerii "Zapiecek" w Warszawie udało się nawiązać kontakt z stałym bywalcem tej Galerii, Szymonem Kobylińskim i przekonać go, że nie bacząc na okoliczności powinien propozycję Sądu Rejonowego w Puławach bezwzględnie przyjąć. W negocjacjach i obmyślaniu argumentacji znaczną rolę odegrał również działacz podziemnej "Solidarności" w Warszawie, Leszek Fabrycki. Wobec skoncentrowanych nacisków i trafnego doboru środków perswazji, a także pod wpływem rozmowy z Ireneuszem Ostrokólskim, który w towarzystwie Leszka Fabryckiego odwiedził Szymona Kobylińskiego w jego domu letniskowym w Gniazdowie, nie najlepiej się czujący Szymon Kobyliński uległ, zastrzegając wszakże, że jego opinia będzie miała charakter profesjonalny i będzie w pełni obiektywna. Znając dotychczasową twórczość Szymona Kobylińskiego w zakresie satyry politycznej, namawiający nie mieli najmniejszej wątpliwości że będzie ona dla oskarżonego korzystna – i nie zawiedli się. Zaproponowana przez prokuraturę kandydatura biegłego wydała się obrońcom trafna głównie z tego powodu, iż znali oni jeden z ostatnich rysunków satyrycznych Szymona Kobylińskiego w tygodniku "Polityka", przedrukowany zresztą w 12 numerze Informatora IUNG "Przeszłość-Przyszłości"[92] (Załącznik 15) na którym widnieje niedźwiedziopodobny osobnik przysłonięty częściowo znakiem cenzury, ale którego charakterystyczne krzaczaste brwi sterczące ponad tym znakiem nikomu żyjącemu w tamtych czasach nie pozwalały wątpić, że chodzi o Sekretarza Generalnego KC KPZR, Leonida Breżniewa. Owemu niekompletnie ocenzurowanemu leonidopodobnemu osobnikowi, inny osobnik widniejący na rysunku, znacznie chudszy i wyglądający na takiego, któremu całe życie upłynęło w PRL, prezentuje pantomimę świadczącą o całkowitym braku czci; pokazuje mu język wykonując równocześnie tzw. "gest Kozakiewicza". Młodszym należy w tym miejscu wyjaśnić, że takim właśnie gestem okazał swoje lekceważenie rosyjskiej publiczności na moskiewskiej Olimpiadzie w 1980 r, polski skoczek o tyczce, Władysław Kozakiewicz, niezwłocznie po oddaniu skoku, który przyniósł właśnie jemu, a nie jego radzieckiemu konkurentowi złoty medal olimpijski. Tym niezbyt eleganckim i obyczajowo nagannym gestem pokwitował Kozakiewicz zachowanie moskiewskiej publiczności, która niewybrednymi okrzykami i zbiorowym buczeniem utrudniała mu koncentrację przed skokiem. Świetnie znający te fakty czytelnicy Polityki mogli więc odczytać przesłanie rysunku Szymona Kobylińskiego tylko w ten sposób, że symbolizowana przez chudego osobnika "Solidarność", czy szerzej – opozycja demokratyczna w Polsce za nic sobie poczytuje zagrożenie ze strony ZSRR uosabianego przez ocenzurowanego niedźwiedzia. Dokładnie tak samo odczytywaliśmy wówczas sens rysunku z okładki Nr 28(36) Biuletynu "Solidarność Ziemi Puławskiej": mimo zagrożenia ze strony uosobionych przez koty "przyjaciół" z ZSRR, NRD i innych demoludów, "Solidarność" pod wodzą wąsatego Wałęsy śmiało i odważnie dąży do wyznaczonego celu, jakim była demokratyzacja ustroju Polski.
Pisemna ekspertyza Szymona Kobylińskiego (Załącznik 16) wpłynęła do Sądu Rejonowego w Puławach już 4 maja 1983 r. Dwa dni później, 6 maja 1983 r. przesłali swoją opinię eksperci z Zakładu Psychologii Społecznej Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego (Załącznik 17).
Rozprawa odbyła się 21 czerwca 1983 r., w warunkach nierównie bardziej kameralnych niż pierwsza; nie było już tłumów chętnych do jej obserwowania, ani też kart wstępu na salę sądową czy służb porządkowych wokół budynku Sądu. Nie było również ani plakatów i ulotek, ani nawet buńczucznych zapowiedzi członków "Solidarności" deklarujących obronę oskarżonego wszelkimi środkami, bo czasy diametralnie się zmieniły. Był tylko Wysoki Sąd, oskarżony i jego najbliższa rodzina, obrońcy, eksperci, garstka sympatyków Biuletynu i niezawodni dyżurni SB-cy z por. Masłowskim na czele.
Kluczowym fragmentem tej rozprawy było odczytanie ekspertyzy biegłego Szymona Kobylińskiego, która zarówno ze względu na użytą argumentację, potoczystą narrację i klarowność wywodu, jak również ze względu na piękny, dziś już rzadko spotykany język, zasługuje na przytoczenie w całości:
Szymon Kobyliński 07-130 Łochów
wieś Gniazdowo-Kaliska
woj. Siedlce
Zam. st.: 00-679 Warszawa,
Wilcza 69/5a Gniazdowo, 4 maja 1983
Do
S Ą D U R E J O N O W E G O
II Wydziału Karnego w Puławach
Wysoki Sądzie!
Listem z 25 kwietnia i z terminem odpowiedzi do 15 maja br. - otrzymałem trzy pytania Wysokiego Sądu, uznającego we mnie biegłego w dziedzinie satyry graficznej, jakiej się istotnie w kraju i zagranicą od circa 36 lat oddaję. Pytanie pierwsze brzmi:
"1. - Jakie są obowiązujące reguły i zasady oraz uznane zwyczaje dotyczące ilustracyjnej formy satyry politycznej oraz granice jej dopuszczalności?"
Otóż nie ma ż a d n y c h r e g u ł i z a s a d w tej mierze, zwłaszcza pisanych, gdyż każda cywilizacja przyjmuje własne tradycje jako stosowany tu zwyczaj umowny. My należymy do kultury śródziemnomorskiej, w której przed tysiącleciami powstała inauguracyjna karykatura faraona Amenhotepa I jako groźnego drapieżnika wobec struchlałej antylopy. Potem sztuki antyczne i ich pochodne pełne były, aż po złośliwe wizerunki olimpijskich bogów, ostrej satyry, co i swą nazwę z tej epoki powzięła. A później, z najgłębszych wieków średniowiecza wyrósł szacowny obyczaj żywienia błazna u stóp tronu, jako naturalnej odtrutki na wszechwładzę monarsza , czego w Polsce chwalebnym zwieńczeniem był wielki Stańczyk. Utrwaliła się też prastara bezkarność wszystkich Stańczyków cywilizowanego świata, tych jednoosobowych wcieleń opinii publicznej wobec władzy. Przykładem owa cześć, jaką się myśliciel-moralista cieszył na Wawelu, choć i królom Zygmuntom ciskał gorzką prawdę w oczy i ościennych sojuszników nie oszczędzał (jednego z nich przyrównał publicznie do krwiożerczego niedźwiedzia). "Granicą dopuszczalności" było tylko poczucie humoru dostojnych słuchaczy, a jak to były rozległe granice, niech świadczy fakt, iż od stuleci stanowiło ujmę obrażanie się na trefnisia, ono dopiero doszczętnie ośmieszyłoby tego, kto by się obraził! Na tym właśnie zasadzała się uzdrawiająca i oczyszczająca rola społeczna satyry, która – dumna u nas dewizą Krasickiego, iż "prawdziwa cnota krytyk się nie boi" - pragnie czynić swoje w każdych warunkach, z intencją naprawy sytuacji.
A zatem w samym charakterze satyry nie ma znieważania i poniżania jej obiektów, bo gdyby była, nie mogłyby istnieć żadne pisma satyryczne świata, jako sprzeczne z prawem.
Natomiast subiektywny odbiór czegokolwiek w sensie obelgi czy zniesławienia – zależy od rzeczy tak nieskodyfikowanej i niepochwytnej urzędowo, jak stopień czyjejś osobistej drażliwości, u każdego odmienny, a odwrotnie proporcjonalny do poczucia humoru. Tu regułą stałą jest tylko wzrost tego stopnia w miarę malejącego poczucia własnego autorytetu. Dlatego najpewniejsi siebie zwykli mówić z godnością: "Jestem wyższy ponad to!", - a ci, co mają wątpliwości wobec wagi własnej osoby, pilnują czujnie, by nikt nie próbował ich ukazać inaczej, niż na sztywnym piedestale: - znana była historia z E. Gierkiem i P. Jaroszewiczem, którzy bardzo długo nie zezwalali na publikację ich fotografii, gdzie spoglądają na zegarki, bo to był gest za mało "pomnikowy"... A przeciwnie: najwięksi mężowie stanu, wzorem De Gaulle`a lub Churchilla, martwią się, jeśli ilość ich karykatur (o dowolnej ostrości) maleje, bo to sygnalizuje spadek popularności u narodu, przygasanie autorytetu.
Jeśli jednak ktoś mimo wszystko ośmieszy się uznaniem swojej karykatury za obelgę, ten ma u nas jedyną drogę protestu (sądowego): - mianowicie t y l k o p r y w a t n e oskarżenie na drodze cywilnej, kodeks karny bowiem milczy w tej mierze. Większość wszakże takich pretensji – np. Casusy Karpuszko i Kucia contra SZPILKI – powód przed polskim sądem przegrywa.
Obecnie mamy przed sobą trzy rysunki, przejdźmy je kolejno, zgodnie z drugim punktem, gdzie idzie o "Dokonanie interpretacji rysunków zamieszczonych w biuletynach (periodyku "Solidarności" puławskiej z lata `81) i oceny ich wymowy".
Na najwcześniejszym, być może dającym komuś asumpt do mniemania, iż żart ten, jak czytam, "poniża i wyszydza Państwo i Naród Polski" - widzimy pochód małych myszek przed grupką dużych kotów, z których największy nosi napis ZSRR, inny NRD, dalsze są bez inskrypcji. Pochód ten prowadzi myszka o sumiastych wąsach Wałęsy, a za nią transparenty: NSZZ, POLSKA, oraz białoczerwona chorągiewka. W sumie mamy typową kolumnę związkowej manifestacji pod wodzą jej przewodniczącego, a nie imprezę państwową. Uważanie żartów o "Solidarności" za obelgę dla całego narodu i państwa, to jednak gruba przesada, bo związek ten był mimo wszystko tylko częścią społeczeństwa.
Sądząc po sposobie rysowania podejrzewam, że jest to kopia jakiegoś zagranicznego autora, a już na pewno powielenie stałego, odwiecznego schematu karykatury politycznej, stosowanej permanentnie na całym bez mała świecie. Tak samo radziecki KROKODIŁ ukazuje mnogie państwa i rządy, jako ezopowe zwierzęta z odpowiednimi napisami, identycznie czyni PUNCH, HARAKIRI, SZPILKI, FIGARO, NEW YORKER i setki innych pism – a o jakimkolwiek obrażaniu się kogokolwiek głucho. Albowiem mamy tu prastary obyczaj satyryczny, wszędzie i stale stosowany. - Czy zaś wizja sytuacji odpowiada mojemu przekonaniu, to już inna kwestia, tuaj nic do sprawy niemająca. Jestem w swym światopoglądzie przeciwny wymowie mnóstwa karykatur w naszej – również bieżącej – prasie tak, jak wielu protestuje przeciw moim satyrom gazetowym. I każdy ma prawo dać odpowiedź tym samym sposobem, przez opublikowanie kontr-karykatury, a kto ma rację, osądzi czytelnik!
Następny rysunek, według mnie również skopiowany skądeś (bo jest tak profesjonalny w formie, że musi pochodzić od zawodowca, a u nas żaden z wytrawnych karykaturzystów nie stosuje takiej akurat kreski), głosi z grubsza to samo, co poprzedni, tyle, że wśród innych rekwizytów. Tu ktoś z napisem POLSKA na piersi , idący na pomoc tonącemu i widzący bliski za pagórkiem czołg radziecki, powiada: "Władek trzymaj się, ale na litość Boga nie wołaj o pomoc.". Znowu zestaw ogranych, schematycznych symboli, stosowany do znudzenia od niepamiętnych lat i spowszedniały w karykaturze doszczętnie, tysiące takich w karykaturze światowej, na rozmaite tematy. Tu także o procesach o zniesławienie głucho. Zamiast POLSKA może być, przypuśćmy, RFN, w miejsce sierpa i młota na czołgu znak CDU, całość może dotyczyć wewnętrznych rozgrywek zachodnioniemieckich, lub – z innymi ocechowaniami – zgoła brazylijskich. Zwykły seryjny produkt gazetowy, nieistotny banał. Mnie osobiście dziwi tylko imię Władek, pasowałoby raczej jakieś inne, ale i tak cała rzecz bez znaczenia.
Wreszcie pozycja trzecia, graficznie chyba kompilowana, bo figura misia, wzorem niezliczonych karykatur światowych – i też pewnie stamtąd przekalkowana – symbolizować ma władzę radziecką (tak jak Wuj Sam o twarzy F.D. Roosevelta uosabiał USA, również w amerykańskiej prasie, jak też w Anglii John Bull lub Lew Albionu miewali oblicza Churchilla, Heatha czy innych przywódców, jak francuska Marianna nosiła rysy De Gaulle`a etc. etc. Etc.), - a krąg ludzików dokoła został zapewne dorysowany ad usum żartu, że "stary niedźwiedź mocno śpi". Od co najmniej trzystu lat nasz wschodni sąsiad symbolizowany jest totemicznie niedźwiedziem, wszelako tu nie idzie tyle o ZSRR, ile o wykpienie wielu naszych, lokalnych i niezdarnych publicystów. Sprawa była przecież głośna, a zaczęła się od niefortunnego posła, który nas straszył rozbiorami Polski i naraził się na śmieszność. Inni dziennikarze byli, jak pamiętamy, jeszcze niezręczniejsi i grozili ustawicznie zniknięciem Polski z mapy, nie twierdząc bynajmniej, iż nam to wyrządzi kapitalizm... W efekcie doprowadzili do tezy, iż najpotężniejszy gwarant naszej niepodległości stanowi największe tejże suwerenności zagrożenie!! Toteż przeciw takim pomysłom powstał nie jeden obiegowy dowcip, tu akurat ubrany w słowa, że "jak się zbudzi, to ...nam pomoże!. Podobnie w poprzednim rysunku i w nieprzebranym mnóstwie analogicznych wiców, wykpiwających niezdarność propagandy robionej po omacku, nie fachowo, na oślep.
Przy okazji dodam, iż supozycja, jakoby rzecz miała znieważyć sekretarza generalnego KC KPZR jest o tyle wątpliwa, że nie słyszało się, aby strona radziecka kiedykolwiek i gdziekolwiek wystąpiła z protestem, iż jakieś światowe pisma czynią z podobizn komunistycznych mężów stanu taki użytek, jaki czyni moskiewski KROKODIŁ z wizerunkami dostojników światowych w swej politycznej karykaturze.
To jest stały i powszechnie używany chwyt, odwieczny na całym globie i wszędzie skonwencjonalizowany. Jeśli zaś przedstawiciele ZSRR uznają, iż coś im w czyichś publikacjach nie odpowiada, sami dają o tym znać, np. Jak wtedy, gdy ocenili, że rozmiar portretu Lenina w ilustrowanym przeze mnie atlasie szkolnym jest zbyt mały w zestawieniu z konterfektem cara. Jednocześnie rzecznicy RFN zgłosili zastrzeżenie do mojej ilustracji Psiego Pola tamże – i obie te interwencje uwzględniłem w drugim wydaniu podręcznika, ku satysfakcji obu przedstawicielstw. A więc w razie czego każdy potrafi interweniować sam, jeśli to uzna za potrzebne.
(Warto też skądinąd wziąć pod rozwagę prosty fakt , iż satyra ze swej natury nie jest zaczynem, ale komentarzem procesów społecznych, że stanowi jedynie echo zdarzeń, ich wynik, nie będąc siłą sprawczą. Toteż trudno jej przypisywać rolę podjudzająca, skoro zajmuje się żartobliwymi wnioskami z zastanej sytuacji – a nie stawianiem wyjściowych tez. Nie proklamuje, lecz dopowiada na marginesie.)
Tym samym odpowiedziałem automatycznie na trzecie polecenie Wysokiego Sądu, dysponującego "wypowiedzenie się czy zamieszczone rysunki uznać można za formę satyry politycznej a jeśli tak, to czy naruszone zostały jej zasady i w jakim zakresie" - W żadnym, bo ukazane karykatury aż do banalności powtarzają ustalone, notorycznie stosowane wzory światowej satyry politycznej, będąc wręcz kopiami tychże. Idzie tu także o skomentowanie wcześniej zaistniałej sytuacji, zgodnie z opinią autora rysunku i redaktora publikującego. Ewentualne negowanie tej opinii przeprowadza się na tejże płaszczyźnie dyskusyjnej: satyrą o kierunku odwrotnym; - prawo, zwłaszcza karne, w tej mierze milczy. Zresztą inkryminowane prace należą do rzędu nader łagodnych na tle praktyki światowej.
Wystarczy je porównać z takim choćby "listem gończym" przeciw pani premier Thatcher, której fotografia z napisem WANTED – poszukiwana została rozlepiona w W. Brytanii i i opatrzona epitetem "morderczyni bojowników IRA". Procesu, nawet cywilnego nie było. A kiedy australijski karykaturzysta Pickering wydrukował olbrzymi i zjadliwy portret głowy swego państwa, czyli Karola księcia Walii jako komicznego nagusa z obrzezanym i ozdobionym błękitną kokardą członkiem – monarcha tak się tym ubawił, że wyprosił oryginał rysunku od autora...
Reprodukcję tej australijskiej karykatury dołączyłem do ekspertyzy sądowej jesienią1981 roku w sprawie przeciw ob. Marianowi Zembrzuskiemu, który opublikował w Częstochowie identycznego niedźwiedzia (wziętego zapewne z tegoż wzoru, jaki rozpatrujemy obecnie w Puławach). Dołączyłem tam też tekst przekazany mi przez red. Jana Zakrzewskiego z Polskiego Radia, kończący się – w maszynopisie i na falach eteru – słowami: "Karykatura w obiegu publicznym nie obraża idei, nie obraża ideologii, nie umożliwia wykonania dalszych planów produkcyjnych i innych, nie poniża godności, w p r o s t p r z e c i w n i e - ujawnia ludzką godność człowieka, pokazuje go jako c z ł o w i e k a , śmiertelnego, takiego samego jak my wszyscy. W paru zachodnich pismach krajów katolickich widziałem karykatury papieża. Nie słyszałem o protestach Watykanu".
II Wydział Karny Sądu Wojewódzkiego w Częstochowie (poparty, jak mi zakomunikowano w sferach prawniczych po definitywnym zamknięciu sprawy, opinią Prokuratury Generalnej i Sądu Najwyższego PRL) uznał czyn ob. Zembrzuskiego jedynie za w y k r o c z e n i e przeciw normom cenzury, wobec braku pieczątki zezwalającej na kolportaż, co spowodowało karę grzywny i na tym koniec.
Przekazawszy powyższą (i powtórną po wokandzie częstochowskiej) opinię, zgodną notabene z przekonaniami konsultowanych przeze mnie satyryków, -
kreślę się z głębokim szacunkiem
/ - / Szymon Kobyliński
POSTSCRIPTUM. Honorarium za ekspertyzę zrzekam się, a zarazem dziękuję – wobec kiepskiego stanu zdrowia (dolegliwości naczyń wieńcowych ii.) - za umożliwienie mi kontaktu z Wysokim Sądem drogą korespondencyjną.
/ - / S.K.
POSTSCRIPTUM II. Zapomniałem nadmienić wcześniej a propos rzekomego naruszania satyrą sojuszów międzynarodowych, ze gdy po Polskim Październiku pisma satyryczne NRD i Rumunii ukazywały W. Gomułkę jako odrażającego autokratę, nie było przeciw autorom żadnych procesów, a więzy łączące kraje demokracji ludowych nie uległy, jak widać, osłabieniu.
/ - / S.K.
Ponieważ Wysoki Sąd nie zadowolił się ekspertyzą przesłaną drogą korespondencyjną i wezwał Szymona Kobylińskiego do osobistego stawiennictwa na rozprawie, możliwe było zadanie mu szeregu pytań precyzujących stanowisko wyrażone na piśmie. Dzięki kuriozalnemu postanowieniu Sądu, który zezwolił przysłuchującym się rozprawie na nagrywanie jej przebiegu pod warunkiem udostępnienia tych nagrań sędziom orzekającym, możliwe było również utrwalenie dyskusji między uczestnikami procesu. Skorzystał z tego skwapliwie lubelski "MIESIĘCZNIK", ukazujący się poza cenzurą, zamieszczając na łamach 17 numeru obszerne fragmenty przesłuchania Szymona Kobylińskiego[93] Tekst – jak wyjaśniono w notce redakcyjnej - ....obejmuje ustne odpowiedzi biegłego na pytania stron i sądu w czasie rozprawy. Przedstawiono je w obszernych fragmentach, pomijając te partie, które są prawie dosłownym powtórzeniem opinii pisemnej oraz te, które dotyczą sprawy biuletynu częstochowskiego i uprawnień Szymona Kobylińskiego jako biegłego sądowego w sprawie o dowcip rysunkowy. Zachowaliśmy styl wypowiedzi wynikający z warunków ich formułowania "na gorąco" w trakcie rozprawy. Ingerencje redakcji polegały tylko na eliminacji oczywistych powtórzeń, które mogłyby okazać się nużące w lekturze oraz w nielicznych przypadkach na zmianie szyku słów.
Oba[94] teksty publikujemy bez wiedzy i zgody Szymona Kobylińskiego[95].
Fragmenty stenogramu rozprawy
w dniu 21 czerwca 1983 roku
Sąd – Złożył pan swoją opinię pisemnie. Dziś umożliwiono panu zapoznanie się z aktami sprawy i materiałami tam zawartymi. Czy teraz popiera pan swoją opinię złożoną na piśmie?
Szymon Kobyliński – Tak, popieram swoją opinię, tym bardziej, że znalazłem tam jeszcze opinię fachowców, z którą moja opinia jest zgodna. /.../
Prokurator – Czy uważa pan, że w formie rysunku można znieważyć kogoś?
S.K. - Można, niemniej nie należałoby to do działu satyry.
Prok. - Tylko?
S.K. - Do działu obelg. Satyra jest komentarzem.
Prok. - Obelg? Czyli rozumiem, że naród polski rysunkiem można znieważyć.
S.K. - Oczywiście, widziałem takie rysunki.
Prok. - Kolejne pytanie. Te rysunki ukazały się w określonej sytuacji społeczno-politycznej. Tej sytuacji nie będę tu przypominał. Pańskim zdaniem: czy mogły być jakieś skutki społeczne i czy były to skutki skierowane na jakieś uspokojenie opinii publicznej, czy też mogły one spowodować skutek odwrotny? /.../
S.K. - Jak już napomknąłem, satyra ze swojej natury jest działalnością komentatorską, działalnością krytyczną . Czy można podać konkretny przykład? Jeżeli ja w tej chwili, tu na tej sali, dnia 21 czerwca br. powiem, że ukaże się mój rysunek w POLITYCE, na którym człowiek będzie mówił: "jest tylko jeden program; żadnego innego być nie może", nie jest to żaden dowcip i nie jest to żadna satyra. To, co w tej chwili powiedziałem, nic nie oznacza[96]. Natomiast – zdradzę państwu tajemnicę, która niebawem przestanie być tajemnicą (już została zapowiedziana), że program II telewizji zostanie na dłuższy czas zawieszony – w sytuacji, kiedy nastąpi ogłoszenie faktu, rysunek mój w POLITYCE. Który się prawdopodobnie właśnie ukarze, będzie już satyrą. To znaczy: będzie efektem faktu, że istnieje tylko jeden program i żadnego innego być nie może. Będzie komentarzem, tzn. dymem z jakiegoś ognia, ale wtórnością. Satyra, bo taka jest jej natura – jeżeli ja powiedziałem to przed faktem – nie jątrzy, nie podburza, bo z niczym się nie kojarzy. I dlatego jątrzący i poniżający, w moim rozumieniu (i moich kolegów po fachu), bywa fakt, który my komentujemy w ten lub inny sposób. Ostro lub mniej ostro. /.../ Fakty w roku 1981 były bardzo jątrzące, emocjonujące, często podburzające. Każda satyra zaś była efektem już istniejącej sytuacji. Czy to była satyra na instytucje, czy satyra na ludzi, był to wynik konkretnej, już zaistniałej sprawy. Po prostu: na tym polega praca – bo to jest praca – satyryków od czasów Amenhotepa I po wiek XX, że komentują rzeczy zaistniałe. Nasz patron właśnie, Stańczyk-Gąska,/.../ kiedy już Zygmunt Stary postanowił, że będzie Hołd Pruski, wygłosił to swoje zdanie, że "błaznem prawym jest ten, co niedźwiedzia z klatki na swoją własną szkodę wypuszcza". Gdyby to powiedział przed faktem, byłoby to po prostu bez sensu. /.../
Prok. - Chciałbym zapytać, czy pan mógłby zinterpretować te rysunki: co one mają przedstawiać?
S.K. - Zacznijmy od ostatniego, który składa się z dwóch części i który – jak się zorientowałem z akt sprawy – jest najsilniej obciążony. Na pierwszej części widać niedźwiedzia z twarzą Leonida Breżniewa. Dookoła grupa tańczących ludzi, podpis: "jak się zbudzi, to nas zje" i dopisek: "dawna wersja". Na drugiej części to samo, ale z podpisem: "jak się zbudzi... to nam pomoże" i dopisek: "obecna wersja". /.../ Sprawą w tym czasie śmieszącą, w którą się zagalopowało wielu niedoświadczonych propagandzistów, było – rozpoczęte przez jednego z posłów[97] w telewizji – przedstawianie Związku Radzieckiego jako największego gwaranta naszej niepodległości i zarazem jako największego zagrożenia tej niepodległości. To jest oczywiście logicznym nonsensem, bo: albo – albo. I ten człowiek – rozpocząwszy – i inni, naśladujący go, po prostu się w to uwikłali. Ośmieszyli tego rodzaju formułę, tego rodzaju tezę. I dlatego na ten temat powstało mnóstwo szeptanych i rysowanych dowcipów. W rzeczywistości śmiano się z tych ludzi. /.../ Sprawa wygląda tak, że jest to atak nie tyle na jakiekolwiek państwo, ile na stworzoną sytuację. Na ten ogień, z którego ten dym poszedł: na nieudolnych agitatorów, na nieudolnych publicystów. Jak pisałem w swojej opinii, po polskim Październiku w prasie – przede wszystkim NRD, Czechosłowacji, ale również i Węgier – ukazały się rysunki z wizerunkiem Gomułki jako okropnego autokraty. W żaden sposób nie wpłynęło to na stosunki między NRD a Polską, czy między Polską a Czechosłowacją. Władysław Gomułka potraktował to w taki sposób, jak normalni mężowie stanu: obrażanie się na błazna, obrażanie się na satyryka jest poniżej godności. Dziś mamy na świecie bardzo wiele karykatur Papieża i o żadnych protestach Watykanu nie słychać.
Prok. - A co do pozostałych rysunków?
S.K. - Tu sytuacja jest identyczna. Na jednym rysunku mamy koty, co się jak gdyby czają i przyglądają się pochodowi "Solidarności" w postaci myszek z Wałęsą na czele, to znaczy myszy z wąsami. Na następnym ktoś jeden tonie, drugi mówi: "Władek, trzymaj się, tylko na litość Boga nie wołaj o pomoc", a zza pagórka ukazuje się czołg radziecki. /.../ Oba te rysunki są typowymi, charakterystycznymi przykładami światowego i europejskiego stylu obchodzenia się z problemami politycznymi. Taki sam styl panuje w prasie satyrycznej radzieckiej. Symbolizowanie za pomocą zwierząt – tak jak to robił Ezop, Kryłow, La Fontaine – obrazowanie pojęć, ludzi i instytucji zwierzętami jest prastarym obyczajem ludzkim. Pierwsza satyra w naszym kręgu kulturowym, mianowicie karykaturowanie Amenhotepa I, jest również satyrą, nazwijmy to, ezopową. Przedstawiono go tam w postaci drapieżnego lwa, którego boi się jego poddany. Jest to jakby fundamentalna karykatura naszego kręgu kulturowego. Oczywiście są inne kręgi kulturowe. Gdyby, na przykład, ktoś próbował narysować cesarza Haile Selasje, to by mu głowę ścięto (jak pisze Ryszard Kapuściński). Bo to jest inny krąg kulturowy, który inaczej zupełnie działa. My, na szczęście, należymy do tego, gdzie satyryków się nie ścina, bo mnie by już dawno ścięto. Po prostu: my należymy do innego kręgu, do tego, w którym używa tego samego sposobu i KROKODIL i PUNCH i NEW YORKER i HARAKIRI i FIGARO i SZPILKI. Tych naszych symboli używamy na co dzień i dzieje się to stale, i dlatego uważam to za rzecz zupełnie banalną. Jeżeli cokolwiek mogłoby tutaj oburzać, to poglądy autorów używających satyry, a za te poglądy, jak wiadomo, u nas się nie karze.
Prok. - Co do tego ostatniego rysunku, omawianego przez pana jako pierwszy: usłyszałem, że jest on komentarzem nieudolnej propagandy. A dwa pozostałe?
S.K. - Jest to również komentarz, powtórzony zresztą z prasy światowej. Komentarz do sytuacji Polski. To znaczy, po prostu, że siły obozu, siły naszych sąsiadów czy sojuszników – jak kto chce nazywać – te siły nas obserwowały, o czym zresztą premier Rakowski, nie wpadając w ten ton niewłaściwy, mówił: "jesteśmy bardzo pilnie obserwowani". Zostało to przedstawione ezopowo, przy pomocy kotów i myszy. Zresztą, jest to w jakimś sensie komplement, bo kot jest – jak wiadomo – silniejszy od myszy. Nie ma się więc o co obrażać. W drugim wypadku jest właściwie analogiczna sytuacja. Znowu powtórzenie tego samego szablonu, tego samego banału, tej samej katarynki, tego samego sposobu, w jaki reaguje prasa światowa. Zamiast sierpa i młota na tym czołgu mogłoby być SPD, Bahr czy Kohl. To są takie umowne sposoby, pod które można podkładać cokolwiek. Po prostu, jest to taki obyczaj satyry. Ale to jest bardzo banalne. I nie ma żadnego znaczenia. Widywałem ostrzejsze rysunki w prasie światowej. Na przykład Margaret Thatcher z napisem "Wanted, wanted, wanted – morderczyni bojowników IRA" - bez echa żadnego /.../
Mecenas Szczuka - Proszę pana, pan ma teraz, zdaje się wystawę w Warszawie?
S.K. - Tak jest.
Mec. S. - Ponieważ pan tutaj mówił na pytanie pana prokuratora o ochronie cywilnej, która może wyniknąć na tle działalności karykaturzysty, to chciałbym wiedzieć, czy pan kiedyś miał na tle swojej działalności jakieś powództwo przeciwko panu o ochronę dóbr.
S.K. - Tak. Był to pan, nazwiska już nie pamiętam, z zawodu – zdaje się – inżynier budowlany, ale inżynier na pewno. To było kilkanaście lat temu. Zadzwonił on do mnie. Zadzwonił tak samo do Jerzego Flisaka oraz do Tadeusza Kubiaka i Zbigniewa Lengrena. Wszyscy razem straszliwie go obrażamy. Ja obraziłem go wielokrotnie przez to, że ukazałem go spacerującego z rękami założonymi w tył. A wszyscy wiedzą, że on spaceruje z rękami założonymi w tył. W tym momencie zacząłem być lekko podejrzliwy. I rzeczywiście. On skierował sprawę do sądu w Warszawie przeciwko redakcji tygodnika ŚWIAT, gdzie właśnie Kubiak pisał o nim złe wiersze, Lengren rysował o nim jakieś złe rysunki, a ja rysowałem go z rękami założonymi w tył. Było to jedyne podanie mnie do sądu, ale sprawa się nie odbyła, ponieważ on sam znalazł się wcześniej w zakładzie dla nerwowo chorych.
Mec.S. - Czy byłby pan łaskaw powiedzieć Sądowi o tej "zwierzęcej" stronie pracy karykaturzysty. Czy są jakieś typowe dla określonego państwa, narodu sposoby symbolizowania przez określone zwierzę?
S.K – Oczywiście, że tak. Używamy tego bardzo często. Zresztą, ja sam jestem zwolennikiem używania już gotowych modułów, m. in. ezopowych. Dajmy na to, rysuję świnię, która przez telefon dzwoni i powiada: "ja jestem świnia, ale nie jestem osioł" itd. I w związku z tym myszki, na przykład. To należy do wyposażenia symboliki jak najbardziej. To nasuwa nam skojarzenia polskie, bo nie kto inny, jak Krasicki, ojciec satyry polskiej, napisał w "Myszeidzie" te swoje wielkie słowa: "Święta miłości kochanej Ojczyzny...". Jest to właśnie na społeczeństwie myszy pokazana historia. Tak samo dzieje się w przypadku takich zwierząt, jak niedźwiedź, typowo heraldyczne zresztą zwierzę. W polskiej heraldyce Rawicz jest jednym z wielu "niedźwiedziowatych" herbów. A przy tym jest to, przynajmniej od 300 lat, symbol Rosji i Związku Radzieckiego tak dalece aprobowany i przez świat i przez Związek Radziecki, że symbolem olimpiady moskiewskiej był nie kto inny, jak właśnie niedźwiadek. Tak samo jest z lwem Albionu. Amerykanie, na przykład, używają orła jako swojego symbolu lub też w partiach osła i słonia. Tak samo kogut galijski we Francji. I bardzo, bardzo wiele zwierząt służy do symbolizowania partii, narodów, państw itd.
Mec.S. - Pan tutaj powiedział, że byłoby poniżej godności męża stanu, gdyby się obraził. Była taka słynna karykatura Ludwika Bonapartego – był to kogut, symbol Francji, ale miał twarz cesarza. Cesarz się nie obraził. Pan wiąże to z określonym kręgiem odczuć i przedstawiania?
S.K. - Tak. Znamy zresztą takich przykładów więcej. Nawet ci, którzy mieli powód zżymać się, że tam gdzieś strasznie duży nos narysowano czy uszy, np. Churchill, De Gaule, zbierali swoje karykatury. Widząc ich zanik – martwili się spadkiem popularności.
Mec.S. - Zapoznał się pan z tą drugą opinią o zakresie oddziaływania społecznego. Proszę pana, tam jest wyrażony tego rodzaju pogląd, że karykatura w takiej właśnie kontrowersyjnej sytuacji społecznej i politycznej ma charakter jak gdyby wyzwolenia się od tego konfliktu zagrażającego i powoduje, powiedzmy, złagodzenie. Czy pan podtrzymuje ten pogląd?
S.K. - Podtrzymuję ja, ale przede wszystkim podtrzymują ludzie, których często nazywamy dysponentami. Bardzo wielu i wielokrotnie, również u nas, tego właśnie rodzaju działania, polegające na obśmiewaniu czegoś, nazywają "wentylem bezpieczeństwa". Jeżeli jest jakaś szalenie napięta sytuacja, na przykład w autobusie czy tramwaju, często żart łagodzi ją i oczyszcza. Następuje rozładowanie stressu, odśmianie sytuacji. I rzeczywiście my, satyrycy temu służymy. Powiem więcej, do mnie wielu ludzi miało nawet pretensję od lat, że właśnie moje rysunki są tym, co rozładowuje sytuację. Tak łagodzą, iż wygaszają konflikty. Nawet satyra potrafi mieć do tego stopnia łagodzący charakter, że gasi te konflikty, które mogłyby powstać. To znów podkreślam: tzw. sprawa wentyla.
Mec.S. - To znaczy: przedstawienie konfliktu przez artystę grafika czy satyryka tak, żeby się można z tego śmiać, jest w gruncie rzeczy działaniem w kierunku łagodzenia sytuacji?
S.K. - Tak. Dam własny przykład. Jeżeli w 1979 roku narysowałem Edwarda Gierka, który się obudził z ręką w nocniku, zaś drugą ręką trzyma słuchawkę i wzywa eksperta, żeby mu tę sytuację wyjaśnił – było to właśnie rozładowanie sytuacji, która w końcu doprowadziła do wybuchu. Ale był to jakby wentyl. Takie psss... - wypuszczenie powietrza z tego nabrzmiałego problemu. Aż tak to może być traktowane.
Mec.S. - Rozumiem, że atakowali pana raczej ci, którzy by chcieli narastania tego problemu?
S.K. - Tak, tak było. Satyra służy również do pokazywania bardzo kluczowych spraw. Jest krytyką, ale może jednocześnie mieć charakter łagodzący. /.../
Mec.S. - Czy w normalnie funkcjonującym społeczeństwie, w normalnej prasie jako wyrazie opinii publicznej, satyra rysunkowa odgrywa zasadniczą rolę?
Sąd – Uchylam pytanie, ponieważ jest postawione jako odpowiedź.
Mec. Łuszczewski – Proszę pana, czy w tej plejadzie, zbiorze zwierząt, za pomocą których przedstawia się przywódców czy tez członków społeczeństwa, są może jakieś zwierzęta uznane przez satyryków za symbol hańbiący, określający złe cechy czy coś takiego?
S.K. - Świnia, oczywiście. Świnia, małpa.
Mec.Ł. - Świnia, małpa.
S.K. - To Ezop ustalił. To Ezop.
Mec.Ł. - To znaczy świnia, małpa to są te zwierzęta, które...
S.K. - Osioł też. Tu paradoks, bo demokraci w USA wzięli sobie właśnie osła za symbol. /.../
Mec.Ł. - Czy wśród zwierząt, które pan widzi na tych rysunkach (na dwu, bo na trzecim nie ma zwierząt), są zwierzęta uznane za hańbiące?
S.K. - Nie.
Mec.Ł. - Dziękuję. Nie mam więcej pytań.
S.K. - Nawet kot nie jest czarny.
Sąd – Dzisiaj zapoznał się pan z aktami sprawy, w których znajduje się opinia biegłego. Czy są tam jakieś stwierdzenia, z którymi pan się nie zgadza co do oceny? Pan przedstawił swoją ocenę rysunków, tamten biegły swoją. Proszę na ten temat.
S.K. - Czy Wysoki Sąd ma na myśli pracownika cenzury?
Sąd – Biegłego Jana Dudę. Tak.
A.K. - Bo tu był biegły psycholog i biegły...
Sąd – Chodzi o opinię biegłego Jana Dudy co do wymowy tych rysunków.
S.K. - Jeżeli wolno mi mieć zastrzeżenia do tego, co mówi biegły z kontroli prasy, publikacji i widowisk, miałbym tylko to zastrzeżenie, że akcent sprawy przenosi na poglądy postawionego przed sądem człowieka. Aczkolwiek sam uznaję, że ta tutaj satyra ma nikłe znaczenie społeczne,i nawet zgadza się to z opinią psychologa, niemniej jednak ta sprawa właśnie, tematy motywów treściowych, jak gdyby występują – w moim odczuciu - już w rejonie poglądów. Nie tak dawno, w stanie wojennym, opublikowałem w POLITYCE rysunek, na którym jeden człowiek mówi do drugiego: "Możesz mieć dowolne poglądy, byle bezobjawowo". No, oczywiście, to musi mieć jakieś objawy. Jeżeli ktoś ma jakieś poglądy, musi to mieć jakiś objaw. W tym wypadku objawem jest akurat satyra. Jeszcze raz tu powtarzam – dym powstający zażegniętego gdzie indziej, komentarz do faktu. A więc, ponieważ tym echem jest satyra, nie jest to objaw podburzający. I jeszcze jedno, jeśli można tu dodać. Tutaj jest sugestia, że ta karykatura narusza nasze sojusze. Narusza godność naszych sojuszników. W mojej opinii pisemnej zwróciłem uwagę na to, że jeżeli jakiś kontrahent, strona, czuje się w jakikolwiek sposób urażona - daje o tym znać sama. Ja w swoim "Atlasie dla klasy IV", opublikowanym w minionym roku, a rozpoczętym wcześniej, opublikowałem rysunki, do których się krytycznie ustosunkowały dwie ambasady: RFN – twierdząc, że Psie Pole pod Wrocławiem jest to tylko legenda, a nie fakt historyczny, oraz radziecka, która uznała, że wielkość głowy narysowanego tam Lenina jest za mała w stosunku do narysowanej obok głowy cara Mikołaja. Obie te uwagi wydawnictwo poleciło mi uwzględnić. W następnym wydaniu na przyszły rok szkolny będą już właściwe proporcje i będzie usunięty konflikt. Jednym słowem, jak pouczają doświadczenia, tych spraw potrafią doskonale bronić strony same. Dlatego sugestia pana biegłego, wydaje mi się, w tym punkcie zastępuje działalność innych.
Sąd – Przedmiotem tego postępowania jest też czyn karalny znieważenia narodu polskiego. W tej mierze wypowiedział się już biegły, Jan Duda, przedstawiając swój pogląd w tej sprawie. Czy pana pogląd jest tu podobny?
S.K. - Trochę inny. Dlatego, że ja nie widzę na tym rysunku, gdzie maszeruje pochód myszek, jak u Krasickiego, nie widzę całego narodu polskiego. Widzę tylko pochód Związku Zawodowego "Solidarność", a Związek Zawodowy "Solidarność" nie jest, nie był, całym narodem polskim. Jeżeli z kogokolwiek jest tutaj powód do uśmiechnięcia się, to wprost z "Solidarności", a nie z całego kraju czy z narodu polskiego. Z pretensją mogłaby tu wystąpić przed 13 grudnia raczej "Solidarność": dlaczego pokazują nas w postaci myszek w naszym organie? Nie ma co się tu obrażać. Cały naród polski? Jakie są tu całonarodowe rzeczy? Jest tutaj napis "Polska" i biało-czerwona chorągiewka. No właśnie, takie elementy są używane stale. Dzisiaj również wyjdziemy na ulicę i widzimy biało-czerwone sztandary wywieszane przez obywateli. Ja byłem konsultantem i współautorem ustawy sejmowej o ochronie znaków i godeł państwowych. I będąc współautorem po prostu wiem i komunikuję, jeśli wolno, że każdy obywatel Polski ma prawo do używania barw narodowych – nie flagi narodowej, flaga ma inny format – barw narodowych wówczas, kiedy uzna to za stosowne, z wyjątkiem momentów tym barwom uwłaczających. Takiej sytuacji tutaj nie widzę. Wszelkie manifestacje "Solidarności" były z użyciem dozwolonych dla każdego polskiego obywatela elementów, do których wchodzi nazwa Polski i biało-czerwona chorągiewka. A że to była "Solidarność", nie ulega najmniejszej wątpliwości, bo jest NSZZ i są wąsy Wałęsy.
Sąd – A ten rysunek z czołgiem? Czy pan by znalazł tam elementy, które zdaniem pana znieważałyby naród polski?
S.K. - Tutaj polskość jest oznaczona imieniem Władek. Zresztą dziwię się, że Władek. Prosi się użycie innego imienia. Nie wiem, o jakiego Władka chodzi. Nie widzę tu w ogóle elementów znieważających, po pierwsze, a po drugie – znieważających Polaków. Tutaj jest tonący. Akurat w tym samym czasie rysowałem, po stanie wojennym również rysowałem, sytuację Polski jako sytuację tonących. Rysowałem, powiedzmy, koło ratunkowe najeżone kolcami. Jest tu znowu aluzja do tonięcia i do sposobu ratowania się z tej toni itd. Rysowałem tonącego, któremu rzemiosło podaje rękę, a ten tonący mówi: "nie wiem czy jesteś ideologicznie słuszny".
Sąd – Na początku dokonał pan interpretacji wymowy tego rysunku. Takiej oceny dokonał również biegły Jan Duda. Czy jako fachowiec mógłby pan podać inne możliwości interpretacji? Jakie w ogóle inne interpretacje byłyby możliwe?
S.K. - Wysoki Sądzie, interpretacji rysunków może być tyle, ilu odbiorców. /.../
Sąd – Jak pan wspomniał, kazdy twórca ma jakiś zamysł artystyczny. W związku z tym kwestia złośliwości – czy taki zamysł autora można znaleźć tutaj? Teoretyzując?
S.K. - Oczywiście. Pewna doza złośliwości, tzw. Ziarno soli attyckiej, przeważnie jest i w ogóle należy do menu satyry. Bez sarkastycznego uśmiechu nie ma satyry. Jeżeli Stańczyk mówił Zygmuntom coś, to mówił w formie, którą można zawsze uznać za złośliwą. O! - złośliwy dowcip to jest idea satyry. Przy czym są tu różne działy. Np. jest taki dział stosowany przez satyrę radziecką, który się nazywa"drużeskij szarż", tzn. karykatura przyjazna: jeżeli ja kogoś przedstawiam z ogromnymi – nie wiem – uszami, nosem, wyłupiastymi oczami, coś takiego, ale robię to z pozycji przyjaciela, choć on jest niesłychanie przesadzony, w jakimś sensie pokazany złośliwie – ale z pozycji przyjaciela. Niemniej złośliwość jest ingrediencją, jest domieszką nieodzowną do tego gatunku działalności. Inaczej to byłaby po prostu ilustracja. A z chwilą wprowadzenia tam dowcipu o domieszce złośliwości zaczyna się robić satyra. Komentarz satyryczny.
Sąd – Jak pan wspomniał, grafika jest i zawodem i sztuką. W związku z tym pewnego rodzaju zasady sztuki muszą istnieć. Proszę podać w skrócie te podstawowe rzeczy, które powinny być zawarte, aby to uznać za satyrę, a w dalszej kolejności, aby ja można było nazwać satyrą polityczną. Z samego warsztatu.
S.K. - Proszę bardzo. Znowu najłatwiej mi jest opisać warsztat własny. Należę już teraz do nestorów tego gatunku w Polsce, więc może to będzie jakąś typowością zarazem. Kiedy zasiadam, aby narysować te pół kilo rysunków do zostawienia w POLITYCE na jakiś czas, to jaki mam tryb działania? Na czym polega moja praca warsztatowa? Otóż przejeżdżam świadomością te tematy, te motywy, które - mówiąc potocznie -wkurzają mnie, na które – jak to mówią – szlag mnie trafia, na co złość mnie trzęsie. I mając już tego rodzaju tematy obrane staram się do tego tematu dobrać: kota, myszkę, niedźwiedzia, człowieczka, topielca – jednym słowem dobrać do tych myśli, które mi się nasunęły. Powiedzmy, diabli mnie biorą na niszczenie przyrody, wobec tego rysuję faceta, który bretnalem przebija drzewko. Ale to jeszcze nie jest satyra. Otóż on tym bretnalem przybija domek dla ptaszków i powiada: "ja chronię przyrodę". Czyli on po prostu jest niekonsekwentny. Satyra jest tropieniem niekonsekwencji. Jest tropieniem niekonsekwencji i to jest szalenie jej ważna cecha. Jeśli już mam to obmyślone, tzn. sposób w jaki tę rzecz pokażę, rysuję to i daję. I taki jest proces powstawania. Najpierw na coś diabli biorą, potem szuka się na to słowa, wyrazu, rysunku, sposobu graficznego i często słownego i wreszcie się to daje. Wytwarza się tak pewien styl danego człowieka. I tu w tej sytuacji przytaczam zawsze konkretny przykład. Syn prowadził mój samochód (a zna się on na samochodach lepiej ode mnie i zawsze ma do mnie pretensję, że coś jest źle w moim wozie) i w pewnym momencie nacisnął na pedał. Powiada: "Ojciec, co to jest, że jak się hamuje to on ściąga w lewo?", po czym dodał: "Masz gotowy rysunek do POLITYKI". I ten rysunek się w POLITYCE ukazał. To znaczy, jest już stworzony pewien tryb myślenia, któremu już wtedy służy wszystko dookoła. Wszystko się kojarzy. Zwłaszcza – to jest dość ważna sprawa – w momentach przełomowych życie satyryka jest ułatwione. W Październiku zwyczajna piosenka "Mazowsza" o furmanie zrobiła szaloną furorę jako ideologiczna, co druga odzywka w "Weselu" Wyspiańskiego wywoływała szalone brawa, bo była – okazuje się – aktualną satyrą polityczną. Ta gęstość skojarzeń występuje w momentach przełomowych. Wszystko się wtedy kojarzy z jakimiś sprawami. No i oczywiście emocjonalność, wrażliwość odbiorcy jest wtedy również podniesiona. I tak to wygląda od strony warsztatowej, jeżeli wytłumaczyłem to, o co chodzi.
Sąd – Przez jaki element satyra staje się satyrą polityczną.
S.K. - Polityczno-ideową. To w tym ja siedzę. Bardzo ładnie nazwał to red. Garztecki. Tę dziedzinę pracy, której się poświęcam, nie ja jeden zresztą. To samo robi Mleczko, Krauze i wielu innych. Nazwał to publigrafiką, tzn. grafiką publicystyczną. Oczywiście przez to się rozumie i szeroko pojętą politykę i szeroko pojętą ideologię. I tu mianownik wspólny jest absolutnie jednoznaczny i jeden. To, co wspomniałem: tropienie niekonsekwencji. Jeżeli mówi się, że ZSRR jest gwarantem niepodległości, to nie można jednocześnie mówić, że jest zagrożeniem tej niepodległości. Po prostu to jest niekonsekwencja. Contradictio in adiecto – od razu na wstępie. A więc: tropienie niekonsekwencji. Jeżeli ja rysuję człowieka przybijającego bretnalem domek dla ptaszków, jest to człowiek niekonsekwentny, bo pozornie ratując przyrodę ją niszczy. I tak się dzieje w każdym wypadku. Jest tu niekonsekwencja przyszpilona. To jest zasada komentarza zwanego satyrą.
Sąd – Czy żeby nazwać satyrę polityczną niezbędne jest zajęcie się tematem tzw. politycznym, czy też można tego szukać w innej dziedzinie, na przykład forma wskazuje coś innego, a jednak dotyczy satyry politycznej?
S.K. - Należę do pokolenia, które nauczono za młodu, że polityką jest wszystko. Polityką jest cena, polityką jest ekonomia, polityką jest zachowanie się na ulicy. Wszystko jest właściwie w ostatecznym rachunku polityką. I dlatego stosując środki najróżnorodniejsze i obrazy najróżnorodniejsze i symbole wszelakie od ezopowych do dowolnie współczesnych – cały czas w gruncie rzeczy obracamy się w kręgu polityki. Chyba, że chcemy się pobawić i stajemy się humorystami , rysownikami ściśle humorystycznych rzeczy, nie mających żadnych ambicji publicystycznych. Ale to, co nazwał Garztecki publigrafiką jest zawsze per saldo w jakimś sensie rozumiane politycznie. Zwłaszcza w czasach – jak powiedziałem – pełnych napięć, kiedy każda najdrobniejsza rzecz nam się z polityką kojarzy. Często nawet taka, która nie zawiera w sobie aż tak wielkich treści politycznych. Niemniej jesteśmy już po prostu obolali, tak mamy nerwy na wierzchu, że wszystko dotyka nam spraw politycznych. To może spaczyć spojrzenie, ale niekoniecznie.
Sąd – Z punktu widzenia pana zawodu: co by pan zrobił, żeby satyra przestała być satyrą i stała się obelgą?
S.K. - Bardzo prosto. Oparłbym się na nieistniejących inwektywach, na nieistniejących cechach modela. Jeżeli ktoś powie, że Kobyliński jest miernym karykaturzystą ponieważ jego kreska, jego pomysły są banalne, wtórne, są popłuczyną po Ezopie, a jego kreska jest nudna, bo monotonna, to będzie krytyka mojej działalności. I tu ja muszę głowę schylić i powiedzieć: "takie jest zdanie krytyka". Natomiast jeśli ktoś powie, że przegląda rysunki Kobylińskiego i dochodzi do wniosku, że to świnia i łajdak, to ja go wtedy podaję do sądu, bo on popełnił obelgę. Nie ma na to danych, nie zaistniał fakt – przynajmniej on nie podał faktu – z którego taki wniosek wyciąga. Natomiast satyra prawidłowa wskazuje wyraźnie na źródło, skąd powstała, wskazuje swoje korzenie. Jest po prostu wynikiem sytuacji. Obelga zaś jest wyłącznie chęcią zarzucenia komuś rzeczy bezpodstawnych. Na tym polega obelga i na tej podstawie wygrywa się, jak rozumiem, procesy o zniesławienie czy rzucenie obelgi, że po prostu ten ktoś nie może przeprowadzić dowodu prawdy. Natomiast satyra z natury swojej jest dowodem prawdy. Wynika ona z faktu nawet tak ulotnego, jak ludzkie emocje. Ale te emocje musiały już wcześniej zaistnieć, iżby z nich wyciągnąć satyryczny wniosek. Czyli satyra jest operowaniem konkretnym faktem. Natomiast obelga jest operowaniem chęciami rzucającego obelgę. /.../
Sąd – Dziękuję biegłemu, jest wolny. Sąd zarządza 10 minut przerwy.
Śledząc tok rozumowania eksperta trudno oprzeć się przeświadczeniu, że dobierając przykłady i komentując fakty Szymon Kobyliński umilał obserwatorom czas dworując sobie i kpiąc bez żenady z prokuratora oraz "eksperta" z GUKPPiW Jana Dudy oraz, że sam się tą grą w kotka i myszkę setnie bawił raz po raz udowadniając obydwu tym panom, że – trawestując powiedzenie Marszałka Piłsudskiego - kury im szczać prowadzać a nie w rozprawach sądowych uczestniczyć. Nam, obserwatorom tego procesu z kręgu "Solidarności" szczególną satysfakcję sprawiało wielokrotne, publiczne i z wielkim szacunkiem wymienianie przez Szymona Kobylińskiego nazwy Związku "Solidarność", w czasach, gdy nawet za noszenie znaczka tej ponoć już nieistniejącej organizacji groziły surowe kary[98].
Obserwująca rozprawę puławska fraszkopisarka, Krystyna Gądor skomentowała ten fragment rozprawy następująco:
Irkowi - "do wieńca wspomnień"
Gdy grał Szczuka na Dudzie – ten brał dudy w miech
i nawet Sąd Wysoki – też uderzał w śmiech!
Dziwili się na sali rozbawieni ludzie
- czy to jest proces Irka – czy przeciwko Dudzie?
Ekspertyza Zakładu Psychologii Społecznej w Uniwersytetu Warszawskiego (Załącznik 17) też w żadnym stopniu nie mogła zadowolić ani prok. Gmocha, ani eksperta z ramienia GUKPPiW, Jana Dudy:
Warszawa dnia 6 mają 1983 roku
Uniwersytet Warszawski
Wydział Psychologii
Zakład Psychologii Społecznej
00-183 Warszawa, ul. Stawki 5/7
Sąd Rejonowy w Puławach
II Wydział Karny
O P I N I A
opracowana na zlecenie Sądu, przekazana w piśmie z dnia 25.04.83, oznaczonym sygnaturą II K 213/83, a dotycząca sprawy przeciwko Ireneuszowi Marii OSTROKÓLSKIEMU, oskarżonemu o przestępstwo z art. 270 par. 1 KK w zw. Z art. 273 KK oraz z art. 283 par. 3 KK.
Zakład Psychologii Społecznej Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego uprzejmie wyjaśnia na wstępie, że nie jest w stanie dokonać oceny oraz udzielić odpowiedzi na zawarte w piśmie Sądu pytanie: "...jakie były skutki społeczne zamieszczenia w maju i czerwcu1981 roku rysunków, których fotokopie zostały do zlecenia dołączone..." bowiem ocena taka aby być wiarygodna winna zostać oparta na sondażu opinii wszystkich osób /po uprzednim ich ustaleniu/, które zapoznały się z opublikowanymi rysunkami. Ponieważ jest to z oczywistych powodów niemożliwe, Zakład może jedynie zaprezentować ocenę jakie mogły być społeczne skutki publikacji rysunków.
Skutki społeczne prezentacji w Biuletynie Informacyjnym czterech załączonych rysunków ocenić można z psychologicznego punktu widzenia poprzez:
a/ wskazanie, dających się przewidzieć, psychologicznych konsekwencji tego faktu w obszarze kształtowania i zmiany postaw u odbiorców,
b/ określenie jego możliwego, bezpośredniego wpływu na zachowania odbiorców.
Analiza w obu wskazanych zakresach wymaga uwzględnienia szerszego kontekstu społecznego, w którym fakt ten miał miejsce.
Co się tyczy punktu a/ - wskazać należy, że badania psychologiczne ujawniają znikomą wagę oddziaływań peswazyjno-propagandowych przekazywanych w formie tekstów, plakatów, rysunków itp. Badania te dowodzą raczej, że decydujące dla kształtowania postaw są procedury angażujące istotne dla funkcjonowania człowieka mechanizmy psychologiczne, takie jak: obrona poczucia własnej wartości czy poszukiwanie uzasadnień dla własnego postępowania.
Dlatego też nadawca każdego komunikatu musi – aby uruchomić którykolwiek z owych mechanizmów – uwzględniać w swoim działaniu szereg zmiennych: wiek, płeć, wykształcenie odbiorców komunikatu, ich aktualny nastrój, stosunek do nadawcy itp., a także subtelne właściwości samego komunikatu. W konsekwencji, o ile stwierdza się skuteczność oddziaływań perswazyjnych w warunkach laboratoryjnych /gdzie wszystkie te zmienne są kontrolowane/, o tyle oddziaływania w naturalnych warunkach okazują się efektywne jedynie w ograniczonym stopniu. Co więcej – bezpośrednie i natarczywe oddziaływania na postawy wywołują tendencję do sprzeciwu wobec prezentowanych treści /tzw. "reaktancję psychologiczną"/. Może to prowadzić do pojawienia się "efektu bumerangowego", t.j. Zmiany postawy w kierunku przeciwnym do zamierzonego przez autora komunikatu.
W tym świetle nie ma powodu sądzić, aby przedstawione rysunki mogły wywrzeć realny wpływ na postawy odbiorców.
Co do punktu b/ - należy stwierdzić, że dominującym w psychologii społecznej poglądem jest teza o wieloczynnikowym uwarunkowaniu zachowania. Znaczy to, że sterują nim nie tylko postawy /bowiem wpływają one na zachowanie pod pewnymi warunkami/ ale także inne składniki osobowości i bodźce sytuacyjne. Wśród tych ostatnich na szczególną uwagę zasługują takie, które sprzyjają uwalnianiu negatywnych emocji bez podejmowania specyficznych dla nich destrukcyjnych zachowań /tzw. efekt catharsis/. Specjalistom od sterowania społecznego znana jest technika "wentylowania emocji" dzięki której napięcia rozładowuje się poprzez dowcip rysunkowy czy kabaretowy, zmieniając tym samym prawdopodobieństwo pojawienia się niepożądanych społecznie zachowań.
Można domniemywać – uwzględniając, że okres, w którym opublikowano omawiane rysunki charakteryzował się wysokim poziomem napięcia, związanego z sytuacją nieustabilizowaną społecznie oraz trudnymi warunkami ekonomicznymi – iż prezentowane rysunki mogły mieć wpływ rozładowujący negatywne emocje odbiorców.
Hipotezę tę ogranicza jednakże stwierdzony przez psychologów fakt, iż bodziec ma tym większy wpływ na funkcjonowanie człowieka im bardziej wyjątkowy /nowy, rzadki/ element w jego otoczeniu stanowi. Ograniczenie ingerencji cenzury w okresie, z którego pochodzą rysunki prowadziło do pojawienia się licznych, podobnych publikacji i ich częstej prezentacji szerokiemu ogółowi przez państwowe środki masowego przekazu /np. TV/. Tak więc, rysunki zamieszczone w Biuletynie Informacyjnym nie mogły mieć mocy oddziaływania charakterystycznego dla bodźca nieoczekiwanego. Znacznie ogranicza to możliwość ich jakiegokolwiek bezpośredniego wpływu na zachowanie odbiorców.
W konkluzji należ stwierdzić, że przekazane do zaopiniowania materiały graficzne nie mogły mieć większego, niż znikomy, wpływu na postawy ani na bezpośrednie zachowania masowego odbiorcy, do którego były skierowane.
Opinię przygotowali pracownicy Zakładu Psychologii Społecznej Zakładu Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego:
/-/ dr Hanna Eliasz – p. o. Kierownika Zakładu
/-/ prof. dr hab. Stanisław Mika
/-/ dr Barbara Malak
/-/ dr Krystyna Skarżyńska
/-/ mgr Marek Cielecki
Odczytanie tej ekspertyzy zakończyło dowodową część rozprawy, po której strony przedstawiły swoje stanowiska końcowe. Prokurator wnosił o karę bezwzględnego więzienia, obrońcy domagali się uniewinnienia. Na tym rozprawę zakończono zapowiadając ogłoszenie wyroku 2 lipca.
Po opuszczeniu sali rozpraw Szymon Kobyliński zgodził się na krótką rozmowę i rozdał kilka autografów. Najcenniejszy z nich, przeznaczony dla Ireneusza Ostrokólskiego, złożony na okładce Biuletynu Informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 64(72), został opatrzony rysunkiem sugerującym oskarżonemu ucieczkę, komentarzem "postawiony w strasznej sytuacji" oraz datą rozprawy: 21.VI.1983 (Ilustracja 22).
W tekście opublikowanym w 2005 r[99] tę drugą rozprawę, opisałem w sposób następujący:
"Dzięki profesjonalizmowi, mądrości, a przede wszystkim odporności na naciski prowadzącego obydwie rozprawy, puławskiego sędziego, A. Mogielnickiego, a także dzięki brawurowemu wystąpieniu powołanego przez Sąd biegłego, Szymona Kobylińskiego, który w błyskotliwym wywodzie rozbił w pył akt oskarżenia wykazując, że inkryminowane rysunki całkowicie mieszczą się w granicach dopuszczalnej satyry, a powołany przez prokuraturę w charakterze biegłego cenzor jest ignorantem, na koniec dzięki zaangażowaniu i profesjonalizmowi obrońców, zarówno tych wyznaczonych przez Biuro Interwencji NSZZ "Solidarność" Regionu Mazowsze, mec S. Szczuki i mec. A. Grabińskiego, jak i adwokata puławskiego mec. Z. Łuszczewskiego, proces, ku wielkiemu zaskoczeniu prokuratora, zakończył się wyrokiem uniewinniającym I. Ostrokólskiego z uzasadnieniem, że rysunki wskazane przez Prokuraturę, mieszczą się w granicach dopuszczalnej satyry politycznej.
A oto pełny tekst Wyroku z 2 lipca 1983 r., (Załącznik 19):
Sygn. akt II K.213/83
WYROK
W IMIENIU POLSKIEJ RZECZYPOSPOLITEJ LUDOWEJ
Dnia 2 lipca 1983 r.
Sąd Rejonowy w Puławach w II Wydziale Karnym w składzie
Przewodniczący Sędzia Sądu Rejonowego: A. Mogielnicki
Ławnicy St. Barański; M. Polak
Protokolant sek. Sąd. A. Miłosz
w obecności Prokuratora A. Kopieniak; W. Greszta; A. Gmoch
po rozpoznaniu dnia 10, 21, 30.06 i 2.07 1983 r. Sprawy Ireneusza Marii Ostrokólskiego urodz. 30.X.1948 r. w Szczecinie syna Jerzego i Natalii z d. Staniak
oskarżonego o to, że:
- w maju i czerwcu 1981 roku w Puławach woj. Lubelskiego jako redaktor naczelny Biuletynu Informacyjnego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego "Solidarność Ziemi Puławskiej" zamieścił w numerach 28 i 34 tego pisma rysunki poniżające i wyszydzające Państwo i Naród Polski, a następnie biuletyny te w nakładzie po 5.000 egzemplarzy skierował do publicznego rozpowszechniania.
- w czasie, miejscu oraz charakterze jak w pkt. I zamieścił na okładkach Biuletynu Informacyjnego nr 34 NSZZ Solidarność Ziemi Puławskiej rysunki znieważające osobę Sekretarza Generalnego Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, przez co godził w nasze sojusze międzynarodowe, przy czym rysunki te zostały publicznie rozpowszechnione.
Czyn opisany w pkt. I stanowi występek określony w przepisach art.270 par. 1 kk w zw. z art 273 par. 1 kk, zaś w pkt. II z art. 283 kk.
Ireneusza Marię Ostrokólskiego z dokonania zarzuconych mu czynów opisanych w pkt. I i II uniewinnia. Koszty postępowania przejmuje na rachunek Skarbu Państwa.
Za zgodność z oryginałem świadczy Kierownik Sekretariatu
/ - podpis nieczytelny
U Z A S A D N I E N I E
Ireneusz Maria Ostrokólski oskarżony był o to, że:
- w maju i czerwcu 1981 roku w Puławach woj lubelskiego jako redaktor naczelny biuletynu informacyjnego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego "Solidarność Ziemi Puławskiej" zamieścił w numerach 28 i 34 tegoż pisma rysunki poniżające i wyszydzające Państwo i Naród Polski a następnie biuletyny te w nakładzie po 5.000 egzemplarzy skierował do publicznego rozpowszechnienia.
- w czasie, miejscu oraz charakterze jak w pkt. I zamieścił na okładkach biuletynu informacyjnego nr 34 NSZZ "Solidarność" Ziemi Puławskiej rysunki znieważające osobę Sekretarza Generalnego Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, przez co godził w nasze sojusze międzynarodowe, przy czym rysunki te zostały publicznie rozpowszechnione,
tj. o czyn opisany w pkt. I jako stanowiący występek określony w art 270 par.1 kk w zw. z art. 273 par 1 kk zaś w pkt. II jako występek określony art.283 par.3 kk.
Ireneusz Maria Ostrokólski, zarówno w przygotowaniu przygotowawczym, jak i w postępowaniu sądowym – nie przyznał się do dokonania zarzuconych mu czynów i skorzystał z przysługującego mu prawa odmowy składania wyjaśnień lub odpowiadania na pytania.
Nie został jednak pozbawiony jednej z konstytucyjnych gwarancji obywatelskich – prawa do obrony – realizował go bowiem w drodze tak zwanej obrony formalnej – korzystając z pomocy przybranych przez siebie obrońców. Sąd, kierując się wyrażonymi przepisem art.2 kpk zasadami trafnego orzekania i prawdy materialnej, dążył w procesie do zupełnej zgodności ustaleń faktycznych z obiektywnymi faktami rzeczywistości, dbając o bezstronny przebieg postępowania, które dostarczyłoby dowodów o istotnym znaczeniu dla sprawy, przemawiających zarówno przeciw oskarżonemu – jak i za nim, bacząc by stwierdziwszy iż popełnione zostało przestępstwo, do odpowiedzialności został pociągnięty rzeczywisty sprawca, osoba zaś niewinna nie poniosła tej odpowiedzialności.
Konsekwencją tychże zasad, są wyrażone przepisem art.3 kpk fundamentalne zasady: bezstronności i domniemania niewinności. Aby więc oskarżony został uznany winnym, musi mu zostać udowodniona wina w trybie przewidzianym kodeksem postępowania karnego – stąd też na oskarżycielu publicznym ciąży przede wszystkim obowiązek udowodnienia winy i przedstawienia w tym kierunku dowodów.
Zdaniem Sądu, dowodów takich oskarżyciel publiczny jednak nie przedstawił, zwłaszcza w bardzo "szczupłych" materiałach postępowania przygotowawczego, nie wykorzystując istniejących jeszcze wówczas możliwości poszukiwania dowodów. Mimo to, Sąd zgodnie z obowiązującym w prawie socjalistycznym systemem dowodowym, zobowiązany był dociekać prawdy materialnej i dlatego też należało uchybienia te w zakresie jeszcze możliwym, a istotnym dla rozstrzygnięcia sprawy naprawić i okoliczności wyjaśnić.
Oba czyny zarzucane Ireneuszowi Ostrokólskiemu aktem oskarżenia, jak wynika z jego treści, dotyczą popełnienia przez niego przestępstw przewidzianych dyspozycją art 270 par. 1 kk w zw. z art. 273 par. 1 kk odnośnie czynu opisanego w pkt. I i art. 283 par 3 kk odnośnie czynu opisanego w pkt. II. Opis tych czynów dokonany w akcie oskarżenia wskazuje wprawdzie czas i miejsce popełnienia przestępstwa, sposób popełnienia (zamieszczenie w biuletynie informacyjnym rysunków), podmiotową podstawę odpowiedzialności (działanie w charakterze redaktora naczelnego pisma), pomija jednakże stronę przedmiotową. Rzecznik oskarżenia powołuje jedynie werbalne sformułowanie art. 270 par. 1 i art. 283 par 3 kk (poniżanie i wyszydzanie państwa i narodu polskiego, znieważenie Sekretarza Generalnego KC KPZR), nie wskazuje jednakże istoty czynu, a więc w czym miało się wyrażać bądź na czym polegało poniżenie Narodu Polskiego i znieważenie Leonida Breżniewa.
Konkluzja aktu oskarżenia wraz z jego uzasadnieniem winna dawać razem obraz czynu zarzuconego oskarżonemu, obraz zdarzenia, w którym działanie oskarżonego wypełnia znamiona przestępstwa, winna więc uwypuklać te cechy działania, które decydują o kwalifikacji prawnej zarzucanego czynu.
Uzasadnienie aktu oskarżenia wymogów tych nie spełnia. Winno to wywołać odpowiednie decyzje, możliwe jedynie w fazie wstępnej kontroli aktu oskarżenia, a ich niepodjęcie utrudnia w znacznym stopniu merytoryczne rozpoznanie sprawy.
Odnośnie czynu opisanego w pkt. I uzasadnienie aktu oskarżenia ogranicza się jedynie do literalnego opisu rysunków i sformułowania bez jakiejkolwiek próby uzasadnienia, tezy iż: "treść obu tych rysunków wskazuje jednoznacznie, że ich autorom chodziło o poniżenie i wyszydzenie Państwa i Narodu polskiego".
Ta tak oczywista, według aktu oskarżenia, jednoznaczność znieważenia rysunkami narodu i państwa polskiego, nie jest jednakże ani oczywista ani zrozumiała.
Również odnośnie czynu opisanego w pkt. II, uzasadnienia aktu oskarżenia dotyczy opisu rysunków, stwierdzenia i wysnucia wniosku iż "niedźwiedź symbolizuje przywódcę ZSRR, a rysunki znieważają jego osobę". Również i w tym wypadku nie podjęto próby wykazania w czym wyrażać się miał charakter rysunku.
Ocenę zajętego przez rzecznika oskarżenia stanowiska utrudnia zawsze fakt, iż konkluzja aktu oskarżenia dotycząca tego czynu formułuje go w sposób, który sugerować by mógł, iż oskarżony zamieszczając znieważające osobę Sekretarza Generalnego KC PZPR rysunki godził w ten sposób w sojusze międzynarodowe Polski, co niedwuznacznie wskazywać by miało, iż działania jego skutkować by mogło odpowiedzialność karną przewidzianą dyspozycją art. 133 kk, za nawoływanie do czynów skierowanych przeciwko jedności sojuszniczej PRL lub ich publicznego wychwalania. Tę nasuwająca się wątpliwość, wynikłą z niefortunnie sformułowanego zarzutu, co do przyjętego przez urząd prokuratorski stanowiska w zakresie odpowiedzialności oskarżonego i charakterze jego przestępczego działania, została wyjaśniona złożonym przez prokuratora, podczas rozprawy w dniu 7 grudnia 1981 r., oświadczenia (k.116) – iż użyte w akcie oskarżenia sformułowania, godzenia w sojusze Polski, dotyczą jedynie podkreślenia stopnia społecznego niebezpieczeństwa czynów, nie zaś istoty czynu i przyjętą aktem oskarżenia kwalifikację prawną czynu podtrzymują, a zajętego wówczas stanowiska, do zakończenia postępowania sądowego nie zmienił.
W toku postępowania sądowego rzecznik oskarżenia składając zarówno ustne jak i pisemne wnioski dowodowe również nie skonkretyzował swego stanowiska odnośnie wskazania, czym kierował się urząd prokuratorski (poza subiektywną oceną) stawiając tezę o umyślnym zelżeniu Narodu Polskiego i znieważeniu Leonida Breżniewa i nie wskazując w jakiej postaci działanie to miało się uzewnętrznić.
Pomimo uprzedniego przyznania, że użyte w akcie oskarżenia sformułowania, iż zamieszczenie przez oskarżonego rysunków (zdaniem oskarżenia znieważających) godziło w sojusze międzynarodowe, użyte było tylko dla podkreślenia stopnia społecznego niebezpieczeństwa czynów, nie dotyczą zaś kwalifikacji prawnej, oskarżyciel publiczny we wnioskach złożonych bezpośrednio przed zamknięciem przewodu (k.219) nie zgadzając się z wnioskami biegłego i instytutu, ponownie stwierdza, że kwestionowane rysunki "godzą w więzi sojusznicze ZSRR i Polski, uwłaczają nadto pamięci osób poległych we wspólnej walce z hitleryzmem".
W tych warunkach, przy jednoczesnym podtrzymywaniu tezy o popełnieniu przez oskarżonego przestępstw wyczerpujących dyspozycję art. 270 par. 1 kk w zw. Z art. 273 par.1 kk oraz art. 283 par. 3 kk, uznać należy, że urząd prokuratorski źle zrozumiał sens przepisów karnych przyjętych, jako mających stanowić podstawę odpowiedzialności oskarżonego. Powołane bowiem, jako naruszone przestępnym działaniem, dobra chronione – godzenia w jedność sojuszniczą, uwłaczanie pamięci osób poległych, nie stanowią przedmiotu ochrony w innych przepisach karnych i zgodzić się jedynie należy, że jako należące do tradycji historycznych narodu, mogłyby stanowić przedmiot ochrony art. 270 par.1 kk, a więc należnej narodowi czci, o ile dobro to naruszone by zostało w sposób określony tymże przepisem – na przykład umyślne wyszydzanie – bezpośrednio pamięci osób poległych w walce.
Za przyjęciem takiej oceny prezentowanego przez urząd prokuratorski stanowiska, przemawia również treść wniosku o ewentualny zwrot akt Prokuraturze w trybie art. 344 kpk w celu uzyskania opinii innych biegłych w zakresie pytań jakie postawione były biegłym w toku rozprawy. Świadczy to również o mylnym spojrzeniu urzędu prokuratorskiego na rolę i zadania biegłych w procesie, których to opinia może mieć jedynie znaczenie pomocnicze w zakresie wiadomości specjalnych, tzn. wykraczających poza zakres wiedzy prawniczej i jak każdy dowód podlegająca ocenie Sądu.
Niedopuszczalne jest żądanie od biegłych rozstrzygnięcia opinią, czy konkretne zachowanie oskarżonego stanowi przestępstwo – do tego bowiem przy jednocześnie nietrafnej interpretacji przepisów karnych, sprowadza się w istocie wniosek prokuratora o zwrot akt do uzupełnienia postępowania. Kierując się jedynie subiektywną oceną charakteru zamieszczonych w biuletynach rysunków, o czym świadczy polemiczne kwestionowanie wniosków biegłych, mylnie interpretując istotę strony przedmiotowej zarzucanych czynów – wniosek ten zmierza do merytorycznego rozstrzygnięcia sprawy poprzez opinie biegłych w drodze dokonania przez nich oceny, czy zachowanie oskarżonego było przestępstwem. Prawo to przysługuje jedynie niezawisłemu Sądowi i wyłącznie on na podstawie całokształtu materiału dowodowego o tym rozstrzyga. Zgodnie z ogólnie obowiązującą zasadą iura novit curia (sąd zna prawo), Sąd samodzielnie rozstrzyga wszystkie wyłaniające się w toku rozpoznawanej sprawy zagadnienia prawne. Nie do biegłych więc, a do Sądu należy rozstrzygnięcie czy zaistniało przestępstwo i czy dopuścił się go oskarżony, poprzez ocenę czy zamieszczone w biuletynach rysunki zawierały treści lub formy, które znieważałyby lub poniżały naród polski lub znieważyły osobę Sekretarza Generalnego KC PZPR.
Uwzględnienie więc wniosku o zwrot akt również i z tych przyczyn nie było możliwe i chociaż urząd prokuratorski do końca postępowania sądowego nie zajął rzeczowego stanowiska, które pozwalałoby na ocenę czy przedstawione dowody uzasadniają zarzuty aktu oskarżenia, Sąd będąc zobowiązany do ustalenia prawdy materialnej, mając prawo jednocześnie obowiązek podjęcia we własnym zakresie czynności zmierzających do ustalenia faktów, które znajdować się musiały w sferze jego zainteresowań w związku z rozpoznawaną sprawą – uczynił to inicjując wnioski dowodowe stron jak i czyniąc to z urzędu.
Po przeanalizowaniu całokształtu materiału dowodowego Sąd zważył co następuje:
Konstytucja Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej w swym art. 6 gwarantuje i zapewnia swym obywatelom między innymi wolność druku. Nie można jednakże tej wolności nadużyć i jej granice zakreślają między innymi przepisy kodeksu karnego, a wśród nich art. 270 par. 1 kk w zw. z art. 273 par 1 kk, jak również i art. 283 par 3 kk.
Przeanalizować więc trzeba co należy do istoty czynów zarzuconych oskarżonemu i rozważyć czy zachowanie oskarżonego wyczerpuje te znamiona.
Przede wszystkim rozważyć należy czy oskarżony może być podmiotem zarzuconych mu czynów.
Art. 273 par. 1 kk stwierdza, iż ponosi na tej podstawie odpowiedzialność ten, kto dopuszcza się czynu określonego w art. 270 par. 1 kk, a więc publicznego lżenia, wyszydzania lub poniżania Narodu – używając druku lub innego środka masowej informacji.
Ireneuszowi Ostrokólskiemu zarzucono, iż jako redaktor naczelny biuletynu zamieścił, a następnie skierował do publicznego rozpowszechniania rysunki znieważające Naród Polski i Leonida Breżniewa. Jak wynika z akt sprawy, organa ścigania nie zdołały ustalić autora rysunków i postępowanie karne przeciwko pozostałym pięciu członkom redakcji umorzono po stwierdzeniu, iż osobą zlecającą biuletyny nr 28 i 34 do druku był oskarżony. Przyjęto również domniemanie, iż pełnił on w redakcji funkcję redaktora naczelnego skoro zlecając do druku biuletyn nr 35 użył pieczątki z takim napisem. Domniemanie to jednak nie może się ostać.
W wyniku Porozumień Sierpniowych 1980 r. Przy poparciu MKZ NSZZ "Solidarność" w Gdańsku (k.7), POP przy IUNG (k.8) oraz Naczelnika Miasta (k.4) zawarte zostało porozumienie pomiędzy Dyrekcją IUNG w Puławach a Redakcją Biuletynu Informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej" dotyczące wydawania biuletynu (k. 5) w okresie do 30 czerwca 1981 r. (k. 6). Porozumienie to, poza przyjęciem na Dyrekcję IUNG obowiązku drukowania biuletynu, a na redakcję odpowiedzialności za treść, nie zawierało szczegółowych zasad jego realizacji. Przepisy statutu NSZZ "Solidarność" zawierały jedynie ogólne stwierdzenia dotyczące wydawnictw Związku, nie określając szczegółowych zasad organizacji i funkcjonowania redakcji biuletynów.
Zgodnie z treścią obowiązującego w chwili czynu dekretu z dnia 5 sierpnia 1946 r. O utworzeniu Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk (Dz. U. nr 34 poz.210) oraz ustawy o zakresie i trybie sprawowania nadzoru i kontroli prasy przez GUKPPiW (Dz.U. Nr 13 poz.75 z 1975 r.) wydawanie czasopism wymaga zezwolenia i kontroli Głównego Urzędu. Zmiany społeczno-polityczne w kraju, które nastąpiły w 1980 r., treść zawartych Porozumień Gdańskich oraz znany wówczas projekt nowej ustawy o kontroli publikacji i widowisk, która w swym obowiązującym 1 października 1981 r. przepisie art.4 stwierdzała, iż biuletyny przeznaczone dla członków Związku nie podlegają cenzurze – spowodowały iż pomimo formalnego obowiązywania przepisów prawnych, nie były już one w tych warunkach przez Główny Urząd stosowane (biegły J. Duda k. 206 verte).
W tych więc warunkach, wobec braku jeszcze odpowiednich uregulowań dotyczących nowo powstałych w szczególnej sytuacji biuletynów – należy zdaniem Sądu – stosować posiłkowo obowiązujące przepisy prawa autorskiego (Dz.U. Nr 34 poz. 234 z 1952 r.), przepisy o organizacji usług małej poligrafii (MP 1 poz.1 z 1966 r.), o organizacji wydawniczej i kolportażu prasy (Dz.U. Nr 55 poz. 367 z 1972 r.), o organizacji PAP (Dz.U. Nr 52 poz. 285 z 1961 r.), o organizacji służby prasowej (MP – 1950 r.) jak również zarządzenia resortowe Ministra Spraw Wewnętrznych, Kultury i Sztuki (MP 45 poz. 250 z 1972 r., MP 22 poz. 127 z 1977 r. i inne) uwzględniając wszakże specyfikę procesu powstawania, organizowania, redagowania jak i przygotowania fachowego członków redakcji biuletynów.
Świadkowie: Andrzej Starzak i Bogdan Masiak – przewodniczący MKZ, a następnie Zarządu Oddziału NSZZ Solidarność w Puławach, w swych zeznaniach (k.203 verte – 204 verte, 210 verte) zgodnie stwierdzają, że członkowie redakcji Biuletynu pracowali społecznie na zasadzie dobrowolności, nie byli w żaden sposób wynagradzani, funkcja zaś redaktora naczelnego nie istniała, ponieważ członkowie redakcji traktowali się na zasadzie równych praw – co miało być przejawem pełnej demokracji. Przyznają wszakże, że koniecznym było przy załatwianiu konkretnych spraw by redakcję reprezentowała jedna osoba i w tym wypadku otrzymywała ona upoważnienie (k. 109). Stwierdzają również, że Ireneusz Ostrokólski, który był pracownikiem IUNG dysponował większą ilością czasu oraz znajomością ludzi, z którymi pracował i on też w związku z tym załatwiał znaczna część spraw dotyczących redakcji biuletynu. Również i świadek Stanisław Mełgieś – kierownik Zakładu Małej Poligrafii IUNG – przyznaje, iż nie znana mu była w redakcji funkcja redaktora naczelnego i zlecenia do druku podpisywali różni członkowie redakcji. Stwierdza ponadto iż być może z jego inspiracji ze względów formalnych, użyto pieczątki firmowej Redakcji i Redaktora Naczelnego.
Analizując zamówienia na druk biuletynów (k. 169) stwierdzić należy, iż w przeważającej części podpisywał je oskarżony. W okresie od 7 stycznia 1981 r. do 11 czerwca 1981 r. - podpis I. Ostrokólskiego figuruje za stwierdzeniem "za redakcję" w dwu zaś wypadkach w styczniu 1981 r. po stwierdzeniu "z upoważnienia MKZ". W tym też czasie zamówienia podpisywane były również przez A. Fabera i W. Zbiniewicza i w wypadku tego ostatniego w miesiącu maju i czerwcu 1981 r. po stwierdzeniach: "za red. naczelnego z up." (14.V.1981), "po red. naczelnego" (28.V.1981 r.), "red. nacz. z up." (4.VI.1981 r.). Zamówienia podpisane przez W. Zbiniewicza z takimi stwierdzeniami występują również i 1.VII.1981 r., 23 i 24.VII.1981 r. Natomiast zamówienia, na których postawiona jest pieczęć z napisem "redaktor naczelny" występują tylko trzykrotnie (k.196-198) i podpisane są tylko odręcznie, bez wydruku nazwiska, w dwu wypadkach przez I. Ostrokólskiego z tym, że przy zamówieniu z dnia 26 czerwca 1981 r. po stwierdzeniu "po redaktor naczelny", a raz przez W. Zbiniewicza. Nie można więc w świetle powyższych ustaleń w sposób nie budzący wątpliwości przyjąć, iż I. Ostrokólski w chwili czynu pełnił funkcję redaktora naczelnego. Nie budzi natomiast żadnej wątpliwości, że osobą zlecająca do druku biuletyny nr 28 i 34 był I. Ostrokólski. Świadczą o tym złożone przez niego na zamówieniach podpisy, które nie były kwestionowane, a ich autentyczność w świetle zeznań St. Mełgiesia oraz porównania ich z innymi składanymi przez oskarżonego podpisami nie nasuwa żadnych zastrzeżeń.
Powstaje więc pytanie, czy w tych warunkach działanie oskarżonego skutkować może odpowiedzialnością karną za czyn przewidziany dyspozycją art. 273 par.1 kk. Odpowiedzieć na nie należy pozytywnie, o ile działanie wyczerpywało również dyspozycję art. 270 par.1 kk. Drukiem jest bowiem każdy wytwór graficzny odbity sposobem mechanicznym lub środkiem chemicznym i przeznaczony w zasadzie do rozpowszechniania.
Rozpowszechnianie zaś – to podawanie do wiadomości innym osobom informacji o faktach "czyniąc ich powszechnie" dostępnymi.
Zdaniem Sądu uznać należy iż Biuletyn Informacyjny wymogom tym odpowiada. Sporządzony był bowiem w oparciu o zasady małej poligrafii, zawierał w treści informację o faktach, a okoliczność iż przeznaczony był dla członków Związku, zgodnie z klauzulą "do użytku wewnątrzzwiązkowego" i wydawany w nakładzie 5.000, nie pozbawiało go przez to cech publicznego rozpowszechniania, zważywszy zwłaszcza na ilość członków Związku.
Zamieszczenie więc w biuletynie informacyjnym Związku Zawodowego rysunków zawierających treści określone przepisem art. 270 par.1 kk może być sposobem popełnienia przestępstwa przewidzianego dyspozycją art. 273 par.1 kk.
Uznać można wprawdzie iż zamieszczenie w biuletynach Nr 28 i 34 rysunków nastąpiło w drodze wspólnej decyzji wszystkich członków redakcji biorących udział w redagąowaniu wspomnianych biuletynów i wspólną też ich decyzją było skierowanie tychże biuletynów do druku.
Zgodnie jednak z obowiązującymi przepisami dotyczącymi zasad organizacji prasy i wydawnictw – do komitetu redakcyjnego należy redagowanie danego czasopisma, ułożenie scenariusza publikacji – a w tym i dokonanie wyboru ilustracji – jednakże w wypadkach wydania utworów bez podania nazwiska twórcy, w wykonaniu prawa autorskiego zastępuje go wydawca, a więc i za niego odpowiada, jak również za sposób redagowania ponosi odpowiedzialność redaktor naczelny.
Uznając iż w redakcji biuletynu nie było funkcji redaktora naczelnego analogicznie przyjąć należy iż w działaniu i reprezentowaniu redakcji na zewnątrz funkcje te przejmowała i ponosiła za jej działalność, odpowiedzialność osoba zlecająca własnym podpisem biuletyn do druku.
Po stwierdzeniu więc iż Ireneusz Ostrokólski może być podmiotem zarzuconych mu czynów, należy rozważyć, czy zamieszczone rysunki naruszają przepisy art. 270 par.1 kk i art. 283 par.3 kk. Zaistnienie bowiem obu tych przesłanek łącznie skutkować dopiero może odpowiedzialnością karną. Przedmiotem ochrony prawnej art. 270 par.1 kk jest Naród – należna mu cześć. Naród zaś jest to grupa etniczna, mówiąca wspólnym językiem i zamieszkująca na wspólnym terenie, związana ustrojem i wspólną tradycją historyczną. Działanie, aby mogło być określone jako przestępne skierowane być musi przeciwko Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu. Musi to być działanie umyślne, z zamiarem bezpośrednim, a dokonane poprzez lżenie bądź wyszydzanie, których charakterystyczną cechą jest zamiar wystawienia na pośmiewisko i sponiewieranie przedmiotu ochrony. Użyte przez ustawodawcę określenia "lżenie" i "wyszydzanie" są pojęciami języka codziennego, których to kodeks karny bliżej nie określa. Zważywszy iż ostrze przestępstwa skierowane jest przeciw ojczyźnie, stwierdzić należy, że z uwagi na szczególny przedmiot ochrony, pojęcie to należy traktować szerzej niż w sytuacjach innych przedmiotów ochrony – obejmując wszelkie zachowanie zmierzające do naruszenia należnej Narodowi i Państwu czci.
Należy więc dokonać analizy strony przedmiotowej przestępstwa i określić na czym polegać może działanie przewidziane przepisem art. 270 par.1 kk czyli lżenie, wyszydzanie, poniżanie. Zdaniem Sądu, lżenie to: -obrzucanie obelgami, -znieważanie –wymyślanie słowami powszechnie uznanymi za obelżywe; wyszydzanie to: -wydrwiwanie, -wyśmiewanie, -wystawianie na pośmiewisko; poniżanie zaś to: -upokorzenie, -zhańbienie, -sponiewieranie.
Dobrem chronionym art. 283 par.3 kk jest natomiast godność osobista osoby zajmującej naczelne stanowisko w obcym państwie. Bezspornym jest, iż Sekretarz Generalny KC KPZR stanowisko takie w swoim państwie zajmował. Strona przedmiotowa tego omawianego przestępstwa polega na znieważaniu umyślnym, z zamiarem bezpośrednim – musi dotykać osoby wprost, a w wypadkach podjętej krytyki staje się ona przestępstwem, gdy przekracza granice krytyki rzeczywistej i zmierza do poniżenia osoby. Znieważanie zawiera jednak pewien element względności – co bowiem w pewnych kołach lub stosunkach uchodzi za zniewagę w innych nią nie musi być. Ponieważ przestępstwo z art. 283 par.3 kk dotyczy osób zajmujących naczelne stanowiska w obcych państwach, działanie przestępne rzutować więc może na stosunki międzypaństwowe i dlatego też pojęcie zniewagi należy w tym wypadku traktować bardzo szeroko. Nie tylko więc za zniewagę należy uznać wypowiadanie obelżywych słów, wykonywanie innych gestów czy znaków charakterystycznego braku szacunku, ale i także takie zachowania, w których brak jest przyjętych powszechnie oznak poszanowania, wyrażających nadto chęć poniżenia czy uwłaczenia godności. Po dokonaniu analizy na czym polega istota przestępstw zarzuconych Ireneuszowi Ostrokólskiemu rozważyć należy czy zamieszczone w biuletynach Nr 28 i 34 rysunki poniżają i wyszydzają Państwo i Naród Polski, czy znieważają osobę Sekretarza Generalnego KC KPZR. Tu należy udzielić odpowiedzi przeczącej.
Wbrew twierdzeniom urzędu prokuratorskiego rysunki z punktu widzenia prawnego, zarówno w swej formie, jak i treści, nie wyczerpują wskazanych wyżej znamion przestępstwa przewidzianego w art. 270 par.1 kk bądź 283 par.3 kk. Rysunek zamieszczony w Nr 28 biuletynu na stronie tytułowej przedstawia 4 koty, z których jeden ma napis: ZSRR, drugi zaś NRD, patrzące na przechodzący pochód myszy, niosące napis Polska, NSZZ i flagę narodową, a prowadzony przez mysz posiadającą duże czarne wąsy. Rysunek zamieszczony w Nr 34 biuletynu na str.22 przedstawia na pierwszym planie tonącego w wodzie człowieka, oraz drugiego stojącego z opadającymi spodniami na pomoście z napisem na koszuli Polska, w drugim zaś planie czołg z emblematem ZSRR, pod rysunkiem znajduje się podpis o treści: "Władek trzymaj się, ale na litość Boga nie wołaj o pomoc". Oba te rysunki dotyczą zarzutu opisanego w pkt.1 aktu oskarżenia. Zarzut drugi aktu oskarżenia dotyczy rysunków zamieszczonych na okładkach biuletynu Nr 34, które jak głosi podpis pod rysunkiem przedstawiają wersję starą i wersję współczesną. Rysunek dotyczący wersji starej przedstawia śpiącego niedźwiedzia z twarzą, która kojarzyć się może z podobizną Leonida Breżniewa, otoczonego grupą tańczących osób, które jak wynika z zamieszczonego u góry tekstu śpiewają: "my się go boimy, cichutko chodzimy, jak się zbudzi to nas zje". Rysunek dotyczący wersji współczesnej różni się jedynie tylko napisem - "jak się zbudzi to.....nam pomoże".
Rysunki te zostały zamieszczone w określonym miejscu i czasie, w określonych warunkach i sytuacji społeczno-politycznej. Nie można tez rozpatrywać ich w oderwaniu od tych okoliczności, bo i przepisy prawa nie funkcjonują w oderwaniu od rzeczywistości. Faktem powszechnie znanym, nie wymagającym dowodu jest aktualna wówczas sytuacja społeczno-polityczna w kraju. Okres ten związany nie tylko z trudnymi warunkami ekonomicznymi lecz i z nieustabilizowaną społecznie i politycznie sytuacją, charakteryzował się wysokim poziomem napięcia w społeczeństwie, poczuciem niepewności, a nawet wytworzonym przez środki masowego przekazu, które w znacznym stopniu oddziaływają na opinię społeczna, poczuciem zagrożenia nawet dla bytu państwowości Polski.
Obaj biegli J. Duda i T. Sz. Kobyliński w swych opiniach (k.205 verte -206 k.211 verte) zgodnie stwierdzają, iż niefortunne czy nieświadome sformułowanie oficjalnych publikacji, bądź wystąpień telewizyjnych mogły, bądź wywołały u słuchaczy czy czytelników skojarzenia, że Związek Radziecki przedstawiany dotychczas jako największy gwarant niepodległości Polski, stanowi jednocześnie największe tej niepodległości zagrożenie. Wywołane zaś skojarzenia funkcjonować zaczęły w społeczeństwie wywołując w różnych środowiskach niewłaściwe reakcje. Tak też i rysunki zamieszczone w biuletynach nasuwać mogły i nasuwały różne skojarzenia i ich ocenę. W niniejszej sprawie ocena tychże rysunków dokonana została nie tylko przez różne osoby i instytucje, ale i z różnego punktu widzenia. U podstaw oceny organów ścigania legła niewątpliwie i przesądziła ją konieczność interwencji na niewłaściwe reakcje nieodpowiedzialnych grup społeczeństwa, potrzeba prewencji ogólnej, z mniej wnikliwą a jakże konieczną oceną prawną.
Ocena wymowy i interpretacji rysunków dokonana przez część czytelników, do których rysunki te były adresowane, nie zapominając wszakże iż jest to grupa czytelników legitymująca się określonym poziomem intelektualnym, należąca do środowiska, w którym oskarżony zawodowo pracuje (k.107) świadczyłaby iż obawa o niepożądane skojarzenia czytelników i ich reakcje oraz przestępny zamiar oskarżonego jest nieuzasadniona. Z tą oceną wiąże się i znajduje w niej potwierdzenie, ocena Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, wyrażona w opinii tego Instytutu (k.186-189), dotyczy ona bowiem zagadnienia skutków społecznych zamieszczenia rysunków w biuletynach. Zwrócić należy uwagę na fakt, iż z oczywistych, uzasadnionych na wstępie względów (k.186) jest ona opinią teoretyczną – nie pozostająca jednakże w oderwaniu od realiów życia (k.187-188). Konkluzja opinii zawierająca stwierdzenie (nie mająca wprawdzie z punktu widzenia prawnego znaczenia dla bytu konkretnego przestępstwa) iż zamieszczone rysunki nie mogły mieć większego niż znikomy, wpływu na postawy ani bezpośrednie zachowanie masowego odbiorcy, poprzedzona została wnikliwym, przekonywującym, opartym wprawdzie momentami o hipotezę lecz popartym badaniami psychologicznymi i uwzględnienie kontekstu społecznego aktualnego wówczas okresu, uzasadnieniem.
Wnioski opinii Zakładu Psychologii, wbrew twierdzeniom prokuratora, sa jasne i zrozumiałe, ich uzasadnienie nie budzi wątpliwości czy niejasności, jest logiczne i odnosi się tylko do skutków społecznych zamieszczenia rysunków, a nie do oceny prawnej działania oskarżonego. Przy braku więc przestępnego działania oskarżonego, również skutki społeczne zamieszczonych rysunków pozostałyby te same, jak i przy przyjęciu, iż działanie jego spowodowane było zamiarem przestępczym.
Oceny rysunków i własnej ich interpretacji dokonali również biegli: J. Duda i T. Sz. Kobyliński.
Należy jednak podkreślić, i to szczególnie, iż własna interpretacja rysunków przez biegłych, pozostaje tylko ich własną interpretacją. Wprawdzie w niniejszej sprawie przy wydawaniu opinii niemożliwym było w zasadzie jej nie przedstawienie, jednakże zasadniczą rolą biegłych w procesie było udzielenie pomocy Sądowi w zakresie wiedzy specjalnej – biegłego J. Dudy w zakresie metod, zasad i zakresu działania cenzury i znajomości publikacji prasowych, - biegłego T. Sz. Kobylińskiego w zakresie zasad i form rządzących satyrą polityczną. Obaj biegli pomocy tej Sądowi w tym zakresie udzielili. Zwrócić uwagę należy na fakt iż obaj biegli nie są stałymi biegłymi sądowymi i w tej sytuacji zarówno dokonana przez nich interpretacja własna rysunków, jak również zawarte w opiniach ich własne poglądy w zakresie oceny prawnej, nie mogą automatycznie przekreślać wartości dowodowej tychże opinii, podlegają bowiem każdy dowód ocenie Sądu, nie mogą też świadczyć o tendencyjności czy nieobiektywności. Opinie te nie wykazują w najmniejszym stopniu wad wynikających z niedostatecznej wiedzy specjalistycznej, bądź nielogicznego rozumowania i argumentowania.
Obszerna i wyczerpująca, zarówno pisemna, a zwłaszcza ustna, poparta wieloma przykładami, opinia biegłego T. Sz. Kobylińskiego przedstawia rolę, zadania i reguły rządzące satyrą i jej granice. Dotyczy to zwłaszcza końcowej części opinii (k.213 verte – 214 verte) prezentującej wiedzę fachową w tym zakresie przejrzyście i obrazowo w oparciu o własny "warsztat" artysty. Tak więc przydatność dowodowa tychże opinii w niniejszej sprawie w zakresie oceny rysunków dotyczy jedynie strony wiedzy poza-prawnej. Fakt iż ocena co do charakteru rysunków dokonana z punktu widzenia prawnego jest zgodna z oceną dokonana z punktu widzenia specjalistycznego, umacniać może jedynie przekonanie, iż jest to ocena słuszna.
W obu punktach widzenia – z pozycji prawa, jak i satyry – istotnym jest zamiar i sposób działania. O ile zmierza ono i urzeczywistnia chęć znieważenia, poniżenia czy obrazy, oceniać to należy jako przestępstwo i równocześnie jako brak satyry, jeśli zaś pozostanie ono jedynie rzeczową krytyką, nie pozbawioną nawet pewnej niezbędnej dozy złośliwości, będzie mogło być uznane za satyrę, będzie też niekaralne. Ze wskazanych już wyżej, przy analizie strony przedmiotowej czynów zarzuconych oskarżonemu i elementów charakteryzujących przestępne działanie, żadnego z nich nie można odnieść do zamieszczonych w biuletynach rysunków. Żaden bowiem z tych rysunków, ani w swej formie, ani w treści, ani też poprzez przyjęte symbole, czy swoją wymowę nie dąży do wystawienia Narodu Polskiego na pośmiewisko, do jego znieważenia, jak również do znieważenia osoby L. Breżniewa, ani tego nie czyni nawet w sposób niezamierzony.
Zważyć również należy, że i obaj biegli dokonując własnej interpretacji rysunków, zgodnie i kategorycznie stwierdzili, że w żadnym wypadku oba kwestionowane rysunki, o ile nawet mogą mieć różną wymowę, to nie znieważają i nie poniżają narodu czy Państwa Polskiego. Pogląd ten należy uznać w pełni za słuszny i uzasadniony. Zarówno bowiem w prawie, sztuce jak i w życiu codziennym, ocena co do istoty działania jako zniewagi, obelgi, poniżenia, wystawienia na pośmiewisko – musi być jednakowa – dotyczy bowiem samej istoty, różnice ocenne wystąpić mogą jedynie w szczegółach, niuansach charakterystycznych dla danej dziedziny, dotyczyć mogą oznaczenia granic działania. Nie można odnaleźć w tych rysunkach żadnych elementów, które powodowałyby iż sposób ujemny, obraźliwy charakteryzują one, bądź w sposób uwłaczający przedstawiają naród polski czy osobę Sekretarza Generalnego.
Jak ocenia biegły J. Duda, zamieszczone w biuletynach rysunki są tak proste i czytelne, że dużo skojarzeń nie nasuwają (k.206-206 verte). Obaj biegli wykluczają kategorycznie aby rysunki poniżały bądź znieważały Naród Polski i interpretują wymowę tych rysunków jako ostrzeżenie przed interwencją radziecką w wewnętrzne sprawy Polski. Od tego momentu następuje dopiero różnica w spojrzeniu obu biegłych na wymowę tychże rysunków w pryzmacie celu, który przyświecał ich zamieszczeniu.
Zdaniem biegłego J. Dudy – zamieszczenie rysunków zawierających tę wymowę była godzeniem w sojusze międzynarodowe Polski – poprzez imputowanie państwom socjalistycznym nieprzyjaznych zamiarów wobec Polski.
Zdaniem biegłego T. Sz. Kobylińskiego była to satyra na niedoświadczonych propagandzistów, którzy swoimi publicznymi wypowiedziami takie skojarzenia w społeczeństwie wywołali, było to wytropienie niekonsekwencji i wyśmianie nielogicznego nonsensu. Zdaniem Sądu, należy podzielić, jako słuszną ocenę dokonaną przez biegłego Kobylińskiego, stawiając bowiem taką tezę argumentował ją logicznie i przekonywająco w oparciu o znane i nie kwestionowane fakty ówczesnej rzeczywistości. Opinia biegłego Dudy nie zawiera natomiast uzasadniających jego tezę argumentów.
Opierając się również o te same fakty – niefortunne sformułowania propagandy, przyznając iż mogły one wywołać niewłaściwe skojarzenia u odbiorców, niewłaściwe nastawienie do sojuszników – przyznaje jej do tego prawo usprawiedliwieniem, iż nie było to zamiarem tych publikacji, a więc i nie może to być godzeniem w sojusze. Prawa takiego odmawia jednakże biuletynowi Solidarności – oceniając to jako umyślne godzenie w sojusze Polski nie uwzględniając przy tym swego stwierdzenia, że oczywisty logiczny nonsens został stworzony oficjalnymi wypowiedziami oraz, że agencje zachodnie również wywoływały w społeczeństwie poczucie zagrożenia. Wysnucie więc przez biegłego J.Dudę takiego wniosku, przyjmującego a priori ujemny zamiar, jest zbyt pochopne i nieuzasadnione, zbyt generalizujące nawet w świetle późniejszych wydarzeń społeczno-politycznych. Nie można bowiem tego w sposób nie budzący wątpliwości stwierdzić zwłaszcza, iż nie można wykluczyć stanowiska w tej mierze biegłego Kobylińskiego, iż satyrą w tej napiętej sytuacji społeczno-politycznej próbowano złagodzić napięcie.
Również i rysunki zamieszczone w biuletynie Nr 34, a potraktowane jako znieważające osobę L. Breżniewa, ocenić należy jako nie posiadające takich cech. Jak już wyżej wspomniano, aby wypełniona została dyspozycja art.283 par.3 kk działanie charakteryzować się musi umyślnym znieważeniem, okazaniem braku szacunku, rysunki zaś żadnych cech ujemnych, ośmieszających, poniżających L. Breżniewowi nie przypisują. Biegły T. Sz. Kobyliński oceniając ten rysunek również przypisuje mu taką samą wymowę jak i rysunkom poprzedzającym. Zdaniem Sądu rysunki te dotyczą istoty tego samego problemu, a przedstawiają go jedynie, każdy z nich w innej formie graficznej. T. Sz. Kobyliński szeroko i przekonywająco zaprezentowaną przez siebie tezę uzasadnia w obu opiniach, uwzględniając również zastosowane symbole ezopowe, operując przykładami karykatur wielu mężów stanu i dochodzi do jedynie słusznego wniosku, iż rysunki te nie mogą i nie znieważają L. Breżniewa. Odmienna w tym wypadku jest ocena dokonana przez biegłego J. Dudę. Nie można jednakże zgodzić się z jego ostatecznymi wnioskami. Biegły stwierdza bowiem, że kwestionowany rysunek w sposób bardzo ujemny przedstawia L. Breżniewa i przez to go obraża (k.205). Twierdzenia tego jednakże niczym przekonywającym nie uzasadnia i nie wskazuje z jakiego powodu ma być to ujemne potraktowanie osoby Sekretarza Generalnego KC KPZR. Upatrując zniewagą jedynie poprzez karykaturalne przedstawienie osoby Sekretarza Generalnego, a zwłaszcza poprzez zastosowanie symbolu zwierzęcego , a przyznając jednocześnie, że taki sposób karykatury przyjęty jest i stosowany do Głów Państwa – ciężar zniewagi przenosi na ewentualne godzenie w ten sposób w sojusze przyjaźni. A więc i w tym wypadku przeważa zbyt daleko posunięty element ostrożności politycznej, nie dopuszczanie możliwości satyry w stosunkach przyjaźni międzypaństwowej i upatrywanie ewentualnej, jak sam przyznaje, krytycznej ocenie działalności politycznej ZSRR, bądź samego L. Breżniewa, znamion zniewagi, co w istocie zniewagą osoby być nie może.
Za trafne należy uznać stwierdzenie zawarte w piśmie Międzyuczelnianego Instytutu Nauk Politycznych UMCS w Lublinie (k.180) iż dla dokonania właściwej i słusznej analizy oceny sytuacji dotyczących żywotnych spraw Narodu i związanych z tym zachowań niezbędny jest odpowiedni czasokres i dystans historyczny.
Jednakże, niezawisły Sąd, stojąc na straży zarówno ustroju Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, jak i strzegąc spraw obywatelskich, chroniąc praworządności ludowej – zdolny jest w zmieniającej się sytuacji społeczno-politycznej, w sposób obiektywny, wolny od jakichkolwiek wpływów, nacisków czy emocji – dokonać oceny zdarzeń pod względem prawnym i dać jej wyraz w wyroku wydanym w imieniu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.
Na oryginale właściwe podpisy
Za zgodność świadczy
Sekretarz Sądu
/ - / podpis nieczytelny
Istotą tego aż 14-stronicowego Uzasadnienia jest konstatacja, że Sąd Rejonowy w Puławach, opierając się na opiniach Jana Dudy, Szymona Kobylińskiego, Zakładu oraz Międzyuczelnianego Instytutu Nauk Politycznych UMCS w Lublinie i podkreślając fakt, że to na oskarżycielu publicznym ciąży...obowiązek udowodnienia winy i przedstawienia w tym kierunku dowodów ... a zdaniem Sądu, dowodów takich oskarżyciel publiczny jednak nie przedstawił... a w toku postępowania sądowego rzecznik oskarżenia składając zarówno ustne jak i pisemne wnioski dowodowe również nie skonkretyzował swego stanowiska odnośnie wskazania, czym kierował się urząd prokuratorski (poza subiektywną oceną) stawiając tezę o umyślnym zelżeniu Narodu Polskiego i znieważeniu Leonida Breżniewa i nie wskazując w jakiej postaci działanie to miało się uzewnętrznić z czego wynika, że urząd prokuratorski źle zrozumiał sens przepisów karnych przyjętych, jako mających stanowić podstawę odpowiedzialności oskarżonego, uznał zarzutypodnoszone w akcie oskarżenia za "pochopne i nieuzasadnione" .
Wyrok uniewinniający garstka redaktorów, współpracowników i sympatyków Biuletynu przyjęła owacją na stojąco poczem udała się do mieszkania Alicji i Szczepana Lekanów, aby należycie uczcić to wydarzenie. W trakcie tego spotkania Bogdan Szewczyk zrobił zebranym pamiątkowe zdjęcie (Ilustracja 23).
Prokurator A. Gmoch nie dał jednak za wygraną i – jak można było się spodziewać – odwołał się od wyroku uniewinniającego kierując do Sądu Wojewódzkiego w Lublinie rewizję wnosząc o uchylenie zaskarżonego orzeczenia i umorzenie na zasadzie art.4 ust.2 ustawy z dnia 21.VII.1983 r. o amnestii (Dz.U. Nr 39 poz.177) postępowania o czyn z art.270 par.1 kk w zw. z art.273 par.1 kk, zaś za przestępstwo z art.283 par.3 kk wymierzenie oskarżonemu stosownej kary[100]:
Pieczęć podłużna Lublin, dnia 27 września 1983 r.
Wydział Śledczy
20-950 Lublin
ul. Okopowa 2a
Nr Dz 107/81/S
DO
SĄDU WOJEWÓDZKIEGO
WYDZIAŁ KARNO-REWIZYJNY
W L U B L I N I E
za pośrednictwem
SĄDU REJONOWEGO
W P U Ł A W A C H
R E W I Z J A
Prokuratora Wojewódzkiego w Lublinie od wyroku Sądu Rejonowego w Puławach z dnia 2 lipca 1983 r. sygn. akt II K 213/83 w sprawie przeciwko Ireneuszowi Marii Ostrokólskiemu oskarżonemu z art.270 par.1 kk w zw. z art.273 par.1 kk oraz art. 283 par.3 kk.
Na podstawie art. 392 i 376 par.2 kpk z a s k a r ż a m powyższy wyrok w całości i w oparciu o przepis art.387 pkt 3 kpk
z a r z u c a m
błąd w ustaleniach faktycznych przyjętych za podstawę zaskarżonego orzeczenia polegający na błędnym przyjęciu, iż rysunek zamieszczony w numerze 34 Biuletynu Informacyjnego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Solidarność Ziemi Puławskiej nie zawiera treści poniżających i wyszydzających Państwa i Narodu Polskiego oraz jego ustroju, jak również niesłusznym uznaniu, że rysunki znajdujące się na okładkach tegoż Biuletynu nie znieważają osoby Sekretarza Generalnego KC KPZR, podczas gdy prawidłowa ocena treści tych ilustracji prowadzi do wniosków przeciwnych.
Na podstawie art.376 par.1 i art.386 par.1 i 2 kpk
w n o s z ę
o uchylenie zaskarżonego orzeczenia i umorzenie na zasadzie art.4 ust.2 ustawy z dnia 21.VII.1983 r. o amnestii (Dz.U. Nr 39 poz.177) postępowania o czyn z art.270 par.1 kk w zw. z art.273 par.1 kk, zaś za przestępstwo z art.283 par.3 kk wymierzenie oskarżonemu stosownej kary.
WICEPROKURATOR
/ - / mgr Andrzej Gmoch
U Z A S A D N I E N I E
Wyrokiem Sądu Rejonowego w Puławach z 2 lipca 1983 r. Ireneusz Maria Ostrokólski uniewinniony został z dokonania zarzucanych mu przestępstw z art.270 par 1 kk w zw. z art.273 par.1 kk oraz art.283 par.3 kk, a polegających na tym, że:
I. w maju i czerwcu 1981 r. W Puławach województwa lubelskiego, jako redaktor naczelny Biuletynu Informacyjnego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Solidarność Ziemi Puławskiej zamieścił w numerach 28 i 34 tegoż pisma rysunki poniżające i wyszydzające Państwo i Naród Polski, a następnie biuletyny te w nakładzie po 5000 egzemplarzy skierował do publicznego rozpowszechniania,
II. w czasie i miejscu oraz charakterze jak w pkt. I zamieścił na okładkach Biuletynu Informacyjnego nr 34 NSZZ Solidarność Ziemi Puławskiej rysunki znieważające osobę Sekretarza Generalnego KC KPZR, przez co godził w nasze sojusze międzynarodowe, przy czym rysunki te zostały publicznie rozpowszechnione.
Polemikę ze stanowiskiem Sądu Rejonowego należy rozpocząć od rozwinięcia stwierdzenia zawartego w uzasadnieniu wyroku, że omówione rysunki zamieszczone zostały w określonej sytuacji społeczno-politycznej. Sąd I instancji podnosi, iż "okres w jakim się one ukazały charakteryzował się wysokim poziomem napięcia w społeczeństwie, poczuciem niepewności, a nawet wytworzonych przez środki masowego przekazu, które w znacznym stopniu oddziaływują na opinię społeczną, poczuciem zagrożenia nawet dla bytu państwowego Polski".
Wydaje się konieczne rozwinięcie tej myśli, bowiem czytelnikowi uzasadnienia wyroku może nasunąć się błędne skojarzenie, iż zdaniem Sądu środki masowego przekazu ponoszą główna winę za panująca w tamtym czasie atmosferę społeczną.
Stwierdzić na wstępie należy, ze już w maju i czerwcu 1981 r., a więc w czasie publikacji rysunków – antypaństwowe, wywrotowe działania sił wrogich socjalizmowi narażały suwerenność i byt biologiczny naszego narodu. Coraz liczniejsze były bowiem w tamtym czasie przypadki przestępstw politycznych skierowanych przeciwko podstawowym interesom i ustrojowi państwa, przeciwko naczelnym organom państwa, przeciwko Partii oraz przeciwko jedności Sojuszniczej Polski ze Związkiem Radzieckim i innymi krajami socjalistycznymi. Masowo kolportowano ulotki, plakaty i broszury o wrogich treściach. Liczne były przypadki profanacji miejsc pamięci żołnierzy radzieckich. Nie odosobnione były przy tym próby paraliżowania działalności organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości przeciwko którym wszczynano liczne akcje propagandowe.
Powyższe – z konieczności skrótowe – przypomnienie nieodległych przecież wydarzeń wydaje się być konieczne w celu odczytania prawidłowych intencji jakie przypuszczalnie przyświecały osobom, które zdecydowały się na publikowanie omawianych rysunków.
Nie można przy tym zgodzić się z aprobowaną przez Sąd tezą zawartą w opinii Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, iż "przekazane do zaopiniowania materiały graficzne nie mogły mieć większego, niż znikomy, wpływu na postawy ani na bezpośrednie zachowanie masowego odbiorcy, do którego były skierowane", a tym bardziej z poglądem, iż "prezentowane rysunki mogły mieć wpływ rozładowujący negatywne opinie odbiorców".
Ilustracje jakie ukazały się w Biuletynach Informacyjnych nr 28 i 34 NSZZ Solidarność Ziemi Puławskiej nie należy oceniać w oderwaniu od treści innych publikacji, jakie ukazywały się w tym piśmie. Lektura biuletynów wydanych przez Solidarność Ziemi Puławskiej prowadzi do wniosku, iż była to część prasy związkowej, która jątrzyła stosunki społeczne, a w żadnym wypadku nie rozładowywała napięć społecznych.
Przechodząc do analizy treści rysunków będących przedmiotem postępowania w tej sprawie należy podnieść, iż w niniejszej rewizji zrezygnowano z polemiki ze stwierdzeniem Sądu Rejonowego odnośnie ilustracji jaka ukazała się w numerze 28 Biuletynu Informacyjnego. Należy bowiem przyznać słuszność poglądowi Szymona Kobylińskiego – co zresztą zostało już uczynione w przemówieniu oskarżycielskim – iż przedstawiony pochód małych myszek prowadzonych przez myszkę o sumiastych wąsach Wałęsy nie może być utożsamiany z całym naszym Narodem.
III. Ilustracja zamieszczona w numerze 34 Biuletynu Informacyjnego przedstawia uciekających przed radzieckim czołgiem dwóch mężczyzn, z których jeden znajduje się już w wodzie, natomiast drugi – na którego koszulce widnieje napis "Polska" znajduje się tuż przed nią. Umieszczony pod rysunkiem napis niedwuznacznie sugeruje, że tonący mężczyzna nie może oczekiwać pomocy ze strony ze strony obsługi czołgu. A więc ilustracja ta nie pozostawia żadnych wątpliwości, iż w przypadku gdyby państwo nasze znalazło się w sytuacji człowieka w wodzie nie może oczekiwać ono pomocy ze strony swego wschodniego sąsiada. Rysunek ten bezpośrednio szydzi z tradycji historycznych łączących naród polski z radzieckim, a przez to samo atakuje ustrój polityczny, jaki zapanował w naszym kraju po zakończonej II wojnie światowej.
Nie znalazł się w sferze rozważań Sądu I instancji taki szczegół rysunku jak to, że mężczyzna symbolizujący Polskę, a uciekający przed radzieckim czołgiem, podtrzymuje w rękach opadające spodnie. Tego rodzaju przedstawienie mężczyzny miało niewątpliwie na celu ośmieszenie tegoż osobnika. W sytuacji gdy osoba ta symbolizuje Polskę intencję autora rysunku należy odnieść do tego podmiotu.
Z całym naciskiem podkreślić należy, iż niezależnie od stopnia zadowolenia czy przywiązania do ustroju nie są dopuszczalne czyny godzące w chroniony przez przepis art.270 kk interes polityczny PRL, przez który należy w szczególności rozumieć takie dobra o charakterze niematerialnym jak autorytet państwa, godność narodu i jego jedność, powaga naczelnych organów państwa.
Interes polityczny PRL pozostaje w ścisłym związku z interesem międzynarodowym naszego Kraju wynikającym z przynależności Polski do rodziny narodów socjalistycznych. Pogląd Sądu Rejonowego w Puławach – przyjęty w ślad za opinią Szymona Kobylińskiego – iż rysunki na okładkach Biuletynu Informacyjnego nie są ilustracjami znieważającymi osobę Sekretarza Generalnego KC KPZR jest błędny. Takie pojęcia jak znieważanie, lżenie czy szydzenie – co zresztą zauważył Sąd I instancji – maja charakter względny. Nie może stanowić przekonywającego dowodu fakt, że w szeregu innych krajach o odmiennych ustrojach społeczno-politycznych dopuszczalna jest podobna satyra polityczna. Już samo przedstawienie Sekretarza Generalnego KC KPZR pod postacią niedźwiedzia ze złośliwym komentarzem tych rysunków uwłacza czci i godności tej osoby.
Mając na uwadze podane wyżej okoliczności wnoszę jak na wstępie. -
WICEPROKURATOR
/ - / mgr Andrzej Gmoch
5 października 1983 r. mecenas Zdzisław Łuszczewski przesłał do Sądu Wojewódzkiego w Lublinie odpowiedź na rewizję Prokuratora Wojewódzkiego z 27 września 1983 r. (Załącznik 21):
Puławy, dnia 5 października 1983 r.
Do
Sądu Wojewódzkiego Wydział Karny Rewizyjny
w Lublinie
za pośrednictwem Sądu Rejonowego w Puławach
adw. Zdzisława Łuszczewskiego, członka
Zespołu Adwokackiego Nr 1 w Puławach,
obrońcy Ireneusza Marii Ostrokólskiego,
oskarżonego w sprawie
/pełnomocnictwo w aktach/
Odpowiedź na rewizję Prokuratora Wojewódzkiego
w Lublinie z dnia 27 września 1983 roku w sprawie
Sądu Rejonowego w Puławach sygn. akt II.K 213/83
Na zasadzie art.398 par.8 kpk wnoszę odpowiedź na rewizję Prokuratora Wojewódzkiego w Lublinie od wyroku Sądu Rejonowego w Puławach z dnia 2 lipca 1983 roku w sprawie Ireneusza Marii Ostrokólskiego.
Proszę Sąd Wojewódzki w Lublinie-
o utrzymanie w mocy wyroku Sądu Rejonowego w Puławach z dnia 2 lipca 1983 roku w sprawie I.M. Ostrokólskiego.
Zarzuty podniesione w rewizji nie znajdują uzasadnienia, ani potwierdzenia w materiale sprawy.
Trzeba nawet powiedzieć, że Prokurator nie ma jednolitego poglądu co do treści rysunków satyrycznych nieznanego autora, zamieszczonych w Biuletynie Informacyjnym NSZZ – Ziemi Puławskiej Nr 34 z daty 11 czerwca 1981 r.
Odnośnie rysunków z niedźwiedziem zamieszczonych na pierwszej i ostatniej stronie Prokurator -
oskarżając twierdzi, że:
...rysunki znieważają osobę Sekretarza Generalnego KC KPZR...co godzi w nasze sojusze międzynarodowe
zaś w rewizji, że:
Nie może stanowić przekonywającego DOWODU FAKT, że w szeregu innych krajach o odmiennych ustrojach społeczno-politycznych dopuszczalna jest podobna satyra polityczna...
Już samo przedstawienie Sekretarza Generalnego KC KPZR pod postacią niedźwiedzia ze złośliwym komentarzem tych rysunków uwłacza czci i godności tej osoby.
Rezygnacja Prokuratora z tezy by rysunki te godziły w sojusze z jednej strony uściśla zarzut przy art 283 par. 3 kk, pomaga wyjść z logicznego zgrzytu związanego z treścią napisu przy rysunku na stronie ostatniej jak się zbudzi to... nam pomoże, ale w gruncie rzeczy pozostaje gołosłowna, a nawet sprzeczna z rzeczywistością. Może oczywiście Prokurator nie znać satyry politycznej radzieckiej np. Krokodyl, ale tak stawiając tezę winien zająć stanowisko do tej części opinii biegłego T.S. Kobylińskiego, jaką złożył na rozprawie. Tamże demonstrowała obrona przykłady z prasy polskiej i radzieckiej satyry politycznej. Krytykując napisy nad oboma rysunkami z niedźwiedziem oraz rysunku z czołgiem Prokurator nie bierze pod uwagę t.zw. efektu catharsis, rozładowania napięcia czytelnika przez dowcip jest to takie wentylowanie emocji o których narastaniu będzie niżej.
Co do trzeciego rysunku z tonącym i czołgiem
początkowo Prokurator twierdził -
...alegoryczny rysunek Polski upostaciowiony w figurze człowieka podtrzymującego opadające go spodnie i uciekającego przed radzieckim czołgiem. Treść rysunku wskazuje jednoznacznie, ze autorom chodziło o poniżenie i wyszydzenie Państwa i Narodu Polskiego. Tego rodzaju publikacje godzą ponadto w konstytucyjne zasady polityki zagranicznej PRL i jej sojusze bowiem imputują naszym sojusznikom nieprzyjazne zamiary w stosunku do naszego Państwa.
W rewizji stawia zaś taką tezę
Ilustracja... przedstawia uciekających przed radzieckim czołgiem dwóch mężczyzn, z których jeden znajduje się w wodzie, natomiast drugi – na którego koszulce widnieje napis "Polska" znajduje się tuż przed nią. Umieszczony pod rysunkiem napis niedwuznacznie sugeruje, ze tonący mężczyzna nie może oczekiwać pomocy ze strony obsługi czołgu. A więc ilustracja ta nie pozostawia żadnych wątpliwości gdyby Państwo nasze znalazło się w sytuacji człowieka w wodzie, nie może ono oczekiwać pomocy ze strony swego wschodniego sąsiada. Rysunek ten szydzi z tradycji historycznych łączących naród polski z radzieckim, a przez to samo atakuje ustrój polityczny jaki zapanował w naszym kraju po zakończeniu II wojny światowej.
...szczegół rysunku, jak to, że mężczyzna symbolizujący Polskę, a uciekający przed radzieckim czołgiem podtrzymuje w rękach opadające spodnie. Tego rodzaju przedstawienie miało na celu ośmieszenie tegoż osobnika. W sytuacji kiedy osoba ta symbolizuje Polskę, intencję autora należy odnieść do tego podmiotu.
Wizualnie można stwierdzić, niezależnie od poglądów dot. interpretacji treści rysunku, że spodnie znajdującemu się na kładce mężczyźnie nie opadają, że go nikt nie goni, a on też nie ucieka, opuścił jedynie szelki, które być może wykorzysta podając tonącemu. Napis "Władek trzymaj się na litość Boga nie wołaj o pomoc" może wskazywać, że człowiek na kładce ma pewność uratowania tego w wodzie. Trudno przyjąć by spuszczenie szelek było obraźliwe.
Żałować wypada, że Prokurator nie uwzględnia symboliki i symbolizowania, co do zasad których, stosowanych w szczególności w rysunkach satyrycznych szczegółowo podał biegły T.S. Kobyliński. Nie można bowiem analizować treści rysunku satyrycznego bez znajomości podstawowych zasad i uprawnień satyry w całym kulturalnym świecie.
W pierwszej części uzasadnienia rewizji dokonano analizy przyczyn powstania gorącej atmosfery latem 1981 roku. I znowu wszelkie negatywne zjawiska Prokurator implikuje skutkom publikacji "antypaństwowych" i wywrotowym działaniom sił wrogich socjalizmowi. Dla przykładu podaje profanacje miejsc pamięci żołnierzy radzieckich. Z całą stanowczością trzeba podkreślić, że takich wypadków nie było w Puławach, a są tu i liczne cmentarze radzieckie i pomnik wdzięczności. Sama jednak teza budzi zasadnicze wątpliwości. Czy nie trzeba znacznej części owych profanacji przypisać chuliganom. Dla przykładu podam, że wiosną 1981 roku rozbito na cmentarzu w cytadeli poznańskiej cztery nagrobki pomników lotników angielskich, latem 1981 roku na cokole 15 p.uł. namalowano swastykę – nie słychać było o akcjach antyangielskich czy antynarodowych. - dowód Tygodnik Powszechny z daty 29.XI.1981 roku. By zaś mogło dojść do napięć w lecie 1981 roku należy prześledzić jako, że pamięć ludzka jest zawodna, treść tego co pisała prasa kształtująca opinię polityczno-gospodarczą w kraju. W tym celu załączono w charakterze dowodu wybrane artykuły z tygodnika Polityka.
Już w Nr 1 z daty 3.I.81 r. Jan Szczepański w artykule "Poszukiwanie rozumnego wyjścia" pisze m.in....ZSRR rezerwuje sobie prawo do ochrony swoich interesów wszystkimi dyspononywalnymi środkami. Pozostawanie Polski w bloku jest warunkiem bezpieczeństwa ZSRR.
W Nr 2 z daty 10.I.81 r. doc. dr Stefan Wawrzyniak pisze o niby dziennikarzach straszących nas rozbiorem Polski i wobec braku państw imperialnych, jakie dokonywały rozbiorów Polski w domyśle pozostawiają, że to ma uczynić ZSRR.
W Nr 5 z daty 31.I.81 r. w artykule "Oliwa i ogień" podaje się, że moskowicy i moskiewska część polaków dopuszczą do strzelania do polskich robotników, ponieważ wierzą że to zwiększy szanse przeżycia ustroju.
W takich warunkach rozładowaniu nastrojów służyły jak zresztą dzieje się to zawsze, rysunki satyryczne, żarty kabaretowe i in. działania wywołujące reakcje psychologiczne t.zw. efekt bumerangowy, do czego też niewątpliwie służyły i rysunki zamieszczone w Biuletynie Informacyjnym NSZZS – Ziemi Puławskiej Nr 34 z daty 11 czerwca 1981 r.
adwokat podpis nieczytelny
Ostatecznie w dniu 24.XI.1983 r., Sąd Wojewódzki w Lublinie, częściowo uznając racje prokuratora, wydał prawomocny wyrok skazujący I. Ostrokólskiego na 1 rok więzienia w zawieszeniu na 2 lata (Załącznik 22), który oskarżonego całkowicie satysfakcjonował. Wyrok w zawieszeniu oddalał bowiem od niego widmo długotrwałej odsiadki, a równocześnie nie odbierał mu poczucia dobrze spełnionego obowiązku w czasie piastowania funkcji redaktora Biuletynu Informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej".
Sygn.akt. IIKr 1373/83
W Y R O K
W IMIENIU POLSKIEJ RZECZYPOSPOLITEJ LUDOWEJ
Dnia 24 listopada 1983 r.
Sąd Wojewódzki w Lublinie w II Wydziale Karnym w składzie:
Przewodniczący Sędzia SW K. Mielnik
Sędziowie: Sędzia SW J. Pałka
Sędzia SW T. Ścioch /spr/
Protokólant Sekr.sąd. Z. Sosnowska
przy udziale V-ce Prokuratora Woj. A. Marka
po rozpoznaniu w dniu 23 listopada 1983 r.
Sprawy Ireneusza Marii Ostrokólskiego
oskarżonego z art. 270 par.1 kk w związku z art.273 par 1 kk i art.283 par.3 kk
z powodu rewizji, wniesionej przez prokuratora
od wyroku Sądu Rejonowego w Puławach z dnia 2 lipca 1983 r. Sygn. II K.213/83
- Utrzymuje w mocy zaskarżony wyrok co do czynu opisanego pod pkt I.
- Zmienia zaskarżony wyrok w pkt II w ten sposób, że Ireneusza Marię Ostrokólskiego uznaje winnym tego, że w czerwcu 1981 r. na terytorium Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, tj. w Puławach, jako członek komitetu redakcyjnego biuletynu informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej", wydawanego przez MKZ Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego "Solidarność", w numerze 34 tegoż biuletynu zamieścił zaopatrzone komentarzem słownym dwa rysunki znieważające Sekretarza Generalnego KC Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, Leonida Breżniewa, tj. popełnienia czynu wypełniającego dyspozycję art.283 par.3 kk i na podstawie tego przepisu skazuje go na karę roku pozbawienia wolności.
Na podstawie art.73 par.1 i 2 i art.74 par.1 kk wykonanie tej kary warunkowo zawiesza na okres lat dwóch.
Zasądza od oskarżonego Ireneusza Marii Ostrokólskiego na rzecz Skarbu Państwa 3600 /trzy tysiące sześćset/ złotych opłaty sądowej oraz obciąża go kosztami postępowania w kwocie 150 /stu pięćdziesięciu/ złotych.
J. Pałka T. Ścioch K. Mielnik
II Kr.1373/83
U Z A S A D N I E N I E
Sąd Rejonowy w Puławach, wyrokiem z dnia 2 lipca 1982 r. uniewinnił Ireneusza Marię Ostrokólskiego od tego, że:
- w maju i czerwcu 1981 roku w Puławach, woj. lubelskiego jako redaktor naczelny biuletynu informacyjnego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego "Solidarność Ziemi Puławskiej", zamieścił w numerach 28 i 34 tegoż pisma rysunki poniżające i wyszydzające Państwo i Naród Polski, a następnie biuletyny te w nakładzie 5000 egzemplarzy skierował do publicznego rozpowszechnienia, tj. od popełnienia czynu z art.270 par.1 kk w związku z art.273 par.1 kk;
- w czasie, miejscu oraz charakterze jak wyżej zamieścił na okładkach biuletynu informacyjnego Nr 36 NSZZ "Solidarność" Ziemi Puławskiej rysunki znieważające osobę Sekretarza Generalnego KC KPZR, przez co godził w nasze sojusze międzynarodowe, przy czym rysunki te zostały publicznie rozpowszechnione, tj. Od zarzutu z art.283 par.1 kk.
Od tego wyroku prokurator wniósł rewizję, zarzucając błąd w ustaleniach faktycznych przyjętych za podstawę rozstrzygnięcia, a polegający na "/.../ błędnym przyjęciu, że rysunek zamieszczony w numerach 34 biuletynu informacyjnego "Solidarność" Ziemi Puławskiej nie zawiera treści poniżających i wyszydzających Państwo i Narodu Polskiego oraz jego ustroju, jak również niesłusznym uznaniu, że rysunki znajdujące się na okładkach tegoż biuletynu nie znieważają osoby Sekretarza Generalnego KC KPZR, podczas gdy prawidłowa ocena tych ilustracji prowadzi do wniosków przeciwnych."
Na podstawie tak sformułowanego zarzutu rewidujący konkretyzuje wnioski o:
1/ uchylenie zaskarżonego wyroku w części dotyczącej zarzutu związanego z rysunkiem zamieszczonym na stronie 22-giej numeru 34 biuletynu informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej" i umorzenie postępowania na podstawie art.4 ust.2 ustawy z dnia 21 lipca 1983 r. /Dz.U. Nr 39. poz.177/ o amnestii,
2/ zmianę zaskarżonego wyroku co do czynu opisanego w pkt II przez uznanie oskarżonego winnym popełnienia zarzuconego mu czynu i wymierzenie na podstawie art.283 par.3 kk stosownej kary.
Sąd Wojewódzki zważył, co następuje:
Jeśli idzie o pierwszy z przytoczonych wyżej wniosków rewizji prokuratora, to nie jest on zasadny.
Wprawdzie argumentacja, tj. ustalenia i wywody Sądu I instancji dotyczące tej części zaskarżonego wyroku nie są w pełni logiczne i do końca konsekwentne, ale ostateczna konkluzja co do braku – w odniesieniu do rysunku zamieszczonego na stronie 22-giej numeru 34 biuletynu informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej" - ustawowych znamion określających przestępstwo z art.270 par.1 kk w związku z art.271 par.1 kk, jest trafna.
Brak konsekwencji w w wywodach Sądu I instancji polega na tym, że z jednej strony stwierdza się, "iż /.../ rysunki zamieszczone w biuletynie nasuwać mogły i nasuwały różne skojarzenia i ich ocenę /str.249 akt/, z drugiej zaś, że /.../ żaden bowiem z tych rysunków ani w swej formie, ani w treści, ani też poprzez przyjęte symbole, czy swoją wymowę nie dąży do wystawienia Narodu Polskiego na pośmiewisko /.../" /str.251 akt/.
Brak myślowej spójności pomiędzy przytoczonymi in ekstenso fragmentami uzasadnienia zaskarżonego wyroku wydaje się mieć swą przyczynę w nader obszernej i wykraczającej poza ramy art.372 par.1 kpk jego treści.
To uchybienie procesowe utrudnia kontrolę przebiegu toku myślowego Sądu I instancji poprzedzającego wydanie wyroku, ale nie miało ono wpływu na treść omawianej części rozstrzygnięcia. U jej podstaw leży bowiem ustalenie, iż występujące na rysunku zamieszczonym na str.22 biuletynu osoby nie mogą być utożsamiane z pojęciem Narodu Polskiego, które należy do ustawowych, przedmiotowych znamion art.270 par.1 kk.
Rysunek ten, wbrew twierdzeniu autora rewizji, tego typu skojarzeń myślowych nie wywołuje. Imputowanie oskarżonemu w tej sytuacji, tj. na tle graficznej treści rysunku, znamion znieważenia, czy wyszydzania Narodu Polskiego, byłby niedopuszczalną od strony procesowej supozycją.
Omawiany, a podniesiony w petitum rewizji zarzut nie koresponduje z treścią uzasadnienia, w której skarżący stwierdza, iż "/.../ w przypadku gdyby państwo nasze znalazło się w sytuacji człowieka w wodzie, to nie może ono oczekiwać pomocy ze strony innego wschodniego sąsiada". Jeśli omawiany rysunek zawiera tego typu wątek myślowy, to podjęta w rewizji próba wiązania go z dyspozycją art.270 par.1 kk jest zupełnie chybiona.
Zasadna jest natomiast rewizja prokuratora co do czynu oskarżonego opisanego pod pkt II zaskarżonego wyroku, a mającego za swój przedmiot dwa rysunki zamieszczone na okładkach biuletynu informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 34, przedstawiające śpiącego niedźwiedzia z twarzą, która kojarzy się z podobizną Leonida Breżniewa, otoczonego grupą tańczących osób, które śpiewają dwa refreny: jeden powszechnie znany i stosowny do treści rysunku, zaś drugi o wyraźnie drwiących akcentach.
Przyjęty – w ślad za opinią biegłego Szymona Kobylińskiego – przez Sąd I instancji pogląd jakoby rysunki te mieściły się w ramach powszechnie uprawianej satyry politycznej, odbierającej tego typu działaniom karno-prawne znamiona, nie jest trafny.
Satyra jest gatunkiem literackim. Jako kategoria ideowo-artystyczna we właściwy sobie, tj. w ośmieszający sposób wyraża zjawiska, problemy, konkretne fakty, bądź osoby. Służy określonym celom ideowym, polemicznym, dydaktycznym.
Rozstrzygając sprawę niniejszą nie sposób jest uciec od pytania, jakiemu celowi miały służyć przedmiotowe rysunki z podobizną Sekretarza Generalnego KC KPZR Leonida Breżniewa? Zaprezentowanego przez Sąd I instancji poglądu, "iż satyrą w tak napiętej sytuacji społeczno-politycznej próbowano złagodzić napięcie", Sąd Wojewódzki nie podziela. Wręcz przeciwnie, opozycja polityczna wzmagała napięcie społeczne. Jest to społeczno-polityczny fakt tak oczywisty, że nie wymaga dowodzenia. Nie wymaga również dowodzenia to, iż biuletyn informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej", realizował, jako środek masowego przekazu, cele polityki opozycji.
Polityczna wymowa tychże rysunków polega na wywołaniu w świadomości społecznej powstania zagrożenia ze strony ZSRR. Użyte w tym celu środki polegające m.in. na przedstawieniu w postaci zwierzęcej osoby Leonida Breżniewa nawiązują do jego godności osobistej i czynią to w ten sposób, że jej uwłaczają, tj. wywołują uczucie poniżenia.
Oskarżony Ireneusz Maria Ostrokólski zlecając wydrukowanie rysunków o takiej treści, działaniem swym wypełnił ustawowe znamiona art.283 par.3 kk.
Dotychczasowy, nienaganny sposób życia oskarżonego daje podstawę do wniosku, iż przypisany mu czyn ma charakter incydentalny i miał swe źródło w niewłaściwej opcji politycznej, którą oskarżony w sposób właściwy zweryfikował.
Sytuacja materialna oskarżonego, posiadającego wyższe wykształcenie i ustabilizowanego zawodowo, uzasadnia zasądzenie odeń należnej Skarbowi Państwa opłaty sadowej oraz obciążenie go kosztami postępowania.
T. Ścioch K. Mielnik J. Pałka
W ten sposób po niespełna dwóch latach zakończył się ostatecznie sławetny puławski proces "o myszy i niedźwiedzia".Przeglądając dokumenty wytworzone w trakcie tego procesu nietrudno dojść do wniosku, że ilustracje zamieszczone w Biuletynie doczekały się najbardziej chyba wyczerpującej artystycznej, socjologicznej, psychologicznej, politologicznej i prawnej analizy przeprowadzonej przez szeroką gamę specjalistów: kilkunastu prawników, psychologów, rysownika i cenzora. Nie sposób również nie zauważyć, że czytelnicy Biuletynu Informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej" z sympatią i wdzięcznością odnosząc się do obrońców i ekspertów: Szymona Kobylińskiego oraz psychologów z UW, którzy walnie przyczynili się do zawieszenia wyroku skazującego, po cichu bardziej zgadzali się jednak z opiniami formułowanymi przez prokuratora, gdyż tak samo jak on i zgodnie z zamierzeniami redakcji tak właśnie przesłanie tych rysunków odbierali.
Przeglądając powyższą relację współczesny czytelnik zachodzi zapewne w głowę, jak dorośli, poważni i wykształceni ludzie mogli zachować powagę godzinami roztrząsając kwestie tak fundamentalne jak ta, czy I Sekretarz KPZR, tow. Breżniew czytuje przy śniadaniu Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej", czy też preferuje inne zajęcia, albo czy człowiek przedstawiony na rysunku w Nr 34(42) Biuletynu "podtrzymuje w rękach opadające go spodnie"[101] - jak uporczywie twierdzi Prokurator, czy tylko "odpina szelki, żeby podać je tonącemu" jak utrzymuje obrona i pisząc na te i im podobne tematy sążniste elaboraty. Ale wtedy nie było nam do śmiechu, zwłaszcza oskarżonemu, który za swoje dokonania w Redakcji Biuletynu odsiedział już rok w ośrodkach odosobnienia dla internowanych, a teraz zawisła nad nim jak miecz Damoklesa groźba następnego, wieloletniego wyroku.
Galeria
-
Ilustracja 1a
Ilustracja 1a
-
Ilustracja 1b
Ilustracja 1b
-
Ilustracja 1c
Ilustracja 1c
-
Ilustracja 1d
Ilustracja 1d
-
Ilustracja 2
Ilustracja 2
-
Ilustracja 3
Ilustracja 3
-
Ilustracja 4
Ilustracja 4
-
Ilustracja 5
Ilustracja 5
-
Ilustracja 6
Ilustracja 6
-
Ilustracja 7
Ilustracja 7
-
Ilustracja 8
Ilustracja 8
-
Ilustracja 9a
Ilustracja 9a
-
Ilustracja 9b
Ilustracja 9b
-
Ilustracja 10
Ilustracja 10
-
Ilustracja 11
Ilustracja 11
-
Ilustracja 12
Ilustracja 12
-
Ilustracja 13
Ilustracja 13
-
Ilustracja 14
Ilustracja 14
-
Ilustracja 15
Ilustracja 15
-
Ilustracja 16
Ilustracja 16
-
Ilustracja 17a
Ilustracja 17a
-
Ilustracja 17b
Ilustracja 17b
-
Ilustracja 17c
Ilustracja 17c
-
Ilustracja 17d
Ilustracja 17d
-
Ilustracja 18
Ilustracja 18
-
Ilustracja 19
Ilustracja 19
-
Ilustracja 20
Ilustracja 20
-
Ilustracja 21
Ilustracja 21
-
Ilustracja 22
Ilustracja 22
https://www.represjonowani.pulawy.pl/historia/item/24-proces-o-myszy-i-niedzwiedzia/24-proces-o-myszy-i-niedzwiedzia.html?showall=1&start=6#sigProGalleria24811ac02a
Przypisy
- ↑ Jacek Śnieżek – "Czy wiesz, że...!? czyli osobliwości Ziemi Puławskiej", Wyd. Towarzystwo Przyjaciół Muzeum Oświatowego w Puławach, Puławy 2010, s. 95.
- ↑ Stanisław Głażewski - Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" (listopad 1980-grudzień 1981) w: Studia Puławskie Seria A tom 9(11), wyd. przez Towarzystwo Przyjaciół Puław, Puławy 2005, s. 7.
- ↑ Dzięki zaangażowaniu pracowników działów poligraficznych w IUNG, a później również IWet, ZA i ZDR Końskowola, które Biuletyn drukowały, rzeczywiste nakłady pisma z reguły były znacznie większe, dochodząc nawet do 10 tys. egz.
- ↑ Świadczą o tym choćby dokumenty przedstawione na Ilustracji 1.
- ↑ Po wielu latach okazało się, że Andrzej Kowalczyk był rezydentem Służby Bezpieczeństwa w redakcji Biuletynu o pseudonimie "Lidka". Wielkiej krzywdy swoją działalnością swoim kolegom z redakcji Biuletynu jednak nie zrobił, gdyż cała działalność wszystkich agend NSZZ "Solidarność" w tym redakcji Biuletynu Informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej" i tak odbywała się publicznie.
- ↑ w: Studia Puławskie Seria A tom 9(11), wyd. przez Towarzystwo Przyjaciół Puław, Puławy 2005,
- ↑ Jan Strękowski znalazł się na tej liście przez pomyłkę. Był on rdzennym Warszawiakiem, w latach 70-ych redaktorem Biuletynu Informacyjnego KOR a po 1980 r. Agencji Prasowej Solidarności (AS). W stanie wojennym redagował Tygodnik Wojenny.
- ↑ Ireneusz Ostrokólski tak opisał to po latach: Stanisław Mełgieś, kierownik drukarni IUNG - to jemu zawdzięczaliśmy kolorową winietę (powiedział: "jak robimy to porządnie żeby wyglądało już z daleka ciekawie") kiedyś też powiedział: "panie Ostrokólski, mam obowiązek dostarczać 3 egz. do cenzury i 3 egz. do dyrekcji", ja na to: "ale po odebraniu przez nas nakładu z drukarni", on zaś: "no tak, oczywiście", a ja na to: "no to fajnie i proszę dostarczać nie po 3 ale po 10 egz., a jakby chcieli więcej to też proszę bardzo, a gdyby mieli po przeczytaniu jakieś własne myśli albo też uwagi krytyczne czy pochlebne - to niech piszą do nas, aby z sensem i z wdziękiem – wydrukujemy". SIĘ OCHICHOTAŁEM WTEDY! W ten sposób ustalono, że do Dyrekcji IUNG i do cenzury egzemplarze pisma będą trafiały w jakiś czas po przekazaniu nakładu redakcji tak, by nie można już było wstrzymać kolportażu.
- ↑ Wielki znawca tematu, Jacek Fedorowicz w książce "Jak zostałem portrecistą Noblisty" (Wyd. Fundacja "Instytut Lecha Wałęsy", Warszawa 2008, s. 17) prerogatywy GUKPPiW określił w sposób następujący: Urząd Kontroli Prasy Publikacji i Widowisk (obrażał się, gdy ktoś go nazwał cenzurą) nie tylko kwalifikował do druku (lub odrzucał) wszystko, co się napisało, sfotografowało czy narysowało, ale decydował nawet o przydziałach papieru. Chodziło o to, żeby coś rozchodziło się szerzej, a coś innego, żeby docierało do mniejszej liczby odbiorców. Decydował o formacie afisza zawiadamiającego o występie estradowym piosenkarza! Nawet odbitki kserograficzne robiło się za pozwoleniem cenzury.
- ↑ Były to egzemplarze redakcyjne oraz przeznaczone dla archiwów, bibliotek i zaprzyjaźnionych redakcji, a także przekazywane przez przewodniczącego MKZ, Bogdana Masiaka do Regionu Środkowo-Wschodniego, przez Włodzimierza Zbiniewicza do Regionu Mazowsze oraz przez Stanisława Głażewskiego kolportowane w obrębie Ogólnopolskiej Komisji Porozumiewawczej Nauki (OKPN).
- ↑ W okresie od .listopada 1980 do grudnia 1981 r. ukazały się 74 numery o łącznej objętości 740 stron formatu A-5.
- ↑ M.in. bardzo pochlebną opinię na temat Biuletynu wyrazili Czytelnicy w dniu 3 września 1981 r. na spotkaniu z Redakcją. Sprawozdanie z tego spotkania zostało zamieszczone w Biuletynie Informacyjnym "Solidarność Ziemi Puławskiej", Nr 52(60) na s. 19.
- ↑ Marek Adam Jaworski w artykule "Nad lekturą puławskiego biuletynu "Solidarności" (I)" zamieszczonym w organie KW PZPR w Lublinie "Sztandar Ludu" Nr 19 z 27.01.1982 r., s. 4. napisał m.in.: "Zadałem sobie trud (wcale niebagatelny!) i dokładnie przejrzałem 74 numery wspomnianej publikacji, której pełna nazwa brzmi: "Biuletyn Informacyjny Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Solidarność Ziemi Puławskiej". Lektura to pouczająca – jak w soczewce odbija się na łamach biuletynu droga, jaką przeszła "Solidarność" od chwili swego powstania do grudniowych obrad KKP w Gdańsku /.../.
- ↑ I. Ostrokólski - "Aktualności bez muzyki" - Informator NSZZ "Solidarność" w IUNG Przeszłość-Przyszłości Nr 12 z 11.09.1981 r.,s.8.
- ↑ Stanisław Głażewski - "Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej (listopad 1980-grudzień 1981)" w: Studia Puławskie Seria A tom 9(11), wyd. przez Towarzystwo Przyjaciół Puław, Puławy 2005, s. 7.
- ↑ "Kto nas nie opuszcza w biedzie" Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 34(42) z 11.VI.1981 r.,s.23.
- ↑ Reprodukcje obydwu tych rysunków przedstawiłem na Ilustracji 9.
- ↑ Autoryzowana informacja uzyskana od Ireneusza Ostrokólskiego
- ↑ A. J. Chilecki – "Polskie lato 1980 (w karykaturze)" - Polonia Book Fund LTD., Londyn 1980 (Załącznik 2).
- ↑ Ilustracja 10
- ↑ Rewizja Prokuratora Wojewódzkiego w Lublinie od wyroku Sądu Rejonowego w Puławach z dnia 2 lipca 1983 r. w sprawie przeciwko Ireneuszowi Marii Ostrokólskiemu..." z dnia 27 września 1983 r. (Załącznik 20 )
- ↑Ilustracja 11.
- ↑ Rewizja Prokuratora Wojewódzkiego w Lublinie od wyroku Sądu Rejonowego w Puławach z dnia 2 lipca 1983 r. w sprawie przeciwko Ireneuszowi Marii Ostrokólskiemu..." z dnia 27 września 1983 r. (Załącznik 20).
- ↑ Akt Oskarżenia przeciwko Ireneuszowi Marii Ostrokólskiemu z 8 października 1981 r. (Załącznik 1). Godzi się zauważyć, że jeszcze w 1981 r prokuratorowi A. Gmochowi wąsata myszka kojarzyła się z Lechem Wałęsą, obecnie, w czasie obchodów XXX rocznicy Sierpnia`80, po latach intensywnej polityki historycznej, prowadzonej przez PiS i IPN, kojarzyła by mu się ona niewątpliwie nie z Lechem Wałęsą, ale z Lechem lub Jarosławem Kaczyńskimi.
- ↑ Ilustracja 12.
- ↑ Notka redakcyjna "Lubią nas..." - Biuletyn Informacyjny NSZZ "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 38(46) z 9.VII.1981 r.,s.7 (cyt za Agencją Solidarności nr 22).
- ↑ I Sekretarz KW PZPR w Lublinie tow. Władysław Kruk - "Nadzieje ze zjazdem łączone" - Sztandar Ludu z 14.VII.1981
- ↑ Nieco wcześniej, w maju 1981 r. w "Sprawozdaniu z działalności miejskiej organizacji partyjnej w latach 1979-1981", Puławy, maj 1981 r., Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" został oceniony przez KM PZPR znacznie łagodniej: "Przy akceptacji Komitetu Miejskiego i poręczeniu POP IUNG podjęto druk Biuletynu NSZZ "Solidarność" Ziemi Puławskiej. O ile w opinii członków i szerokiego aktywu partyjnego naszego miasta wydaje się zrozumiała nieufność i krytycyzm wydawnictwa nowego związku do władz miejskich, o tyle budzą poważny niepokój niektóre prezentowane treści polityczne w drukowanym biuletynie".
- ↑ A. Faber - "W sprawie otwarcia przyłbicy, czyli w przyłbicy ale bez łba" - Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 39(47) z 16.VII.1981 r.,s.29.
- ↑ Tekst redakcyjny "Proces Irka Ostrokólskiego został wyznaczony na 7.XII.1981 godz. 10.00 w Sądzie Rejonowym w Puławach" - Biuletyn Informacyjny NSZZ "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 64(72) specjalny z 23.XI.1981 r.,s.2-4
- ↑ Chodzi oczywiście o I Sekretarza "bratniej" Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego (KPZR), Leonida Breżniewa.
- ↑ Biuletyn Informacyjny NSZZ "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 38(46) z 9.VII.1981 r.,s.19.
- ↑ Bogdan Szewczyk - "Przesłuchania" - Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 38(46) z 9.VII.1981 r.,s.19-20.
- ↑ Wyjaśnienie dla młodszych lub mniej zorientowanych: BAM to Bajkalsko-Amurska Magistrala – linia kolejowa na Syberii, którą – podobnie jak Kanał Białomorski i wiele innych "strojek Komunizma" - zbudowali więźniowie polityczni, w tym również autorzy i słuchacze tzw. "szeptanek" - dowcipów na temat ZSRR oraz jego przywódców i ustroju.
- ↑ Oświadczenie Prezydium NSZZ "Solidarność" w IUNG z 15.07.1981 r. - Informator NSZZ "Solidarność" w IUNG "Przeszłość-Przyszłości" Nr 6 z 20.07.1981 r.,s.13.
- ↑ J. Łodyga, Wiceprzewodniczący Zarządu Oddziału – Oświadczenie z 16.VII.1981 r. - Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 39(47) z 16.VII.1981 r.,s.28.
- ↑ Rzecznik Prasowy Zarządu Regionu Wojciech Samuliński – "Telefonem z Lublina" - Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 39(47) z 16.VII.1981 r.,s.30
- ↑ "Wraca nowe" - Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr40(48) z 17.VII.1981 r.,s.1-2.
- ↑ I rzeczywiście znaczną część Nr 40(48) z 17.VII.1981 r. zajmuje tekst bardzo wówczas przydatnego samouczka pt. "Obywatel a Służba Bezpieczeństwa czyli poradnik życia społecznego w PRL" przedrukowanego z "Niezależnej Oficyny Wydawniczej", Wydanie IV, wrzesień 1980 r.
- ↑ List KZ NSZZ "Solidarność" w Lubelskich Zakładach Futrzarskich w Kurowie do Prokuratury Wojewódzkiej w Lublinie z 15.07.1981 r. - Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 40(48) z 17.VII.1981 r.,s.2-3.
- ↑ Teleks Zastępcy Prokuratora Wojewódzkiego w Lublinie, mgr E. Berzyńskiego do Przewodniczącego KZ NSZZ "Solidarność" LZF Kurów, ob. Władysława Rozmusa z 16 lipca 1981 r. - Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 40(48) z 17.VII.1981 r.,s.3.
- ↑ "Spotkanie związkowców i prokuratury w LZF Kurów" - Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej Nr 65(73) z 27.XI.1981 r.,s.11-13.
- ↑ Pismo Wiceprokuratora Wojewódzkiego A. Gmocha do MKZ NSZZ "Solidarność" w Puławach z 15 lipca 1981 r. - Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 40(48) z 17.VII.1981 r.,s.4.
- ↑ Wezwanie H. Czekaj na przesłuchanie w KW MO w Lublinie 17.07.1981 r. - Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 40(48) z 17.VII.1981 r.,s.5.
- ↑ Henryk Nowak - "W obronie biuletynu" - Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 42(50) z 24.VII.1981 r.,s.16.
- ↑ "Nowa Aleksandria" to oficjalna nazwa Puław w okresie rozbiorów.
- ↑ A.D. Kozak – List do Redakcji Biuletynu "Solidarność Ziemi Puławskiej" - Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 42(50) z 24.VII.1981 r.,s.17.
- ↑ Informator NSZZ "Solidarność" w IUNG "Przeszłość-Przyszłości" Nr 8 z 29.07.s.4.
- ↑ "Lubią nas" - Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 47(55) z 12.VIII.1981 r.,s.19-20.
- ↑ Numer specjalny "Wolnego Związkowca" w formie plakatu, o którym wspomina Jacek Cieślicki widnieje na Ilustracji 15.
- ↑ Jak wynika z tego tekstu Jacek Cieślicki znał tylko dwa puławskie biuletyny związkowe: Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" i prawdopodobnie Informator KZ NSZZ "Solidarność" w IUNG"Przeszłość-Przyszłości". Nie wiedział jednak, że w Puławach wychodziły ponadto: Biuletyn Informacyjny KZ NSZZ "Solidarność" w Zakładach Azotowych i Biuletyn Informacyjny NSZZ "Solidarność" Przedsiębiorstwa Budownictwa Przemysłowego Puławy.
- ↑ Uchwała Zarządu Oddziału NSZZ "Solidarność" Ziemia Puławska w sprawie ataków na Związek z 18 sierpnia 1981 r. - Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 49(57) z 20.VIII.1981 r.,s.19.
- ↑ "Uzasadnienie postanowienia z dnia 13 sierpnia 1981 roku o przedstawieniu zarzutów Ireneuszowi Marii Ostrokólskiemu" - Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 50(58) z 27.08.1981 r.,s.13.
- ↑ Reprodukcję tego pisma można znaleźć w Załączniku 3.
- ↑ Inkryminowany artykuł Alicji Lekan "Bez złudzeń" został zamieszczony istotnie na s. 13 Biuletynu Informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej", ale nie - jak wskazał prok. A. Gmoch - w Nr 43, tylko w Nr 42(50). Jego reprodukcję można znaleźć w Załączniku 4.
- ↑ "Gier i zabaw ciąg dalszy" Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 51(59) z 3.09.1981 r.,s.17.
- ↑ "Spotkanie Redakcji z Czytelnikami" - Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 52(60) z 11.IX.1981 r.,s.19-20.
- ↑ S. Głażewski - "Praktyczna lekcja moralności socjalistycznej" - Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 51(59) z 3.09.1981 r.,s.14-17.
- ↑ "Wykaz represjonowanych redakcji" - Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 56(64) z 9.X.1981 r.,s.12-13.
- ↑ W następnym, 57(65)numerze Biuletynu z 16.X.1981 r., na s.31 ukazało się następujące sprostowanie: "W poprzednim 56(64) numerze naszego biuletynu opublikowaliśmy wykaz represjonowanych przez władze państwowe pism "Solidarności" Do danych dotyczących "Ziemi Puławskiej" zakradł się błąd. Zarzut dotyczy oczywiście art. 273 (rozpowszechnianie fałszywych informacji tudzież lżenie, wyszydzanie i poniżanie Narodu Polskiego itd., za pomocą środka masowej informacji), nie zaś art.173 (rozpowszechnianie pornografii). Co to to nie. Czytelników przepraszamy. /red./
- ↑ Postanowienie o zamknięciu śledztwa z 2 października 1981 r. - Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 56(64) z 9.X.1981 r.,s.13 (Załącznik 5)
- ↑ Tak w oryginale
- ↑ Wobec solidarnej odmowy zeznań przez wszystkich przesłuchiwanych członków Redakcji Biuletynu, autorów rysunków rzeczywiście nie sposób było ustalić, ale nie sposób dociec, dlaczego prok. Gmoch uparcie twierdzi, że nie udało się również ustalić autora artykułu "Bez złudzeń" zamieszczonego w 42(50) numerze pisma, mimo że jego nazwisko (A. Lekan) widnieje tuż pod tekstem artykułu.
- ↑ Warto porównać postawę członków Redakcji Biuletynu w czasie śledztwa w 1981 r. z zachowaniem wielu członków puławskiego podziemia solidarnościowego w czasie wielkiej wsypy w latach 1983/1984, kiedy to sypanie kolegów było zjawiskiem nagminnym.
- ↑ Kurier Lubelski Nr 210 z 28 października 1981 r.,s.1 (Załącznik 7).
- ↑ Akt oskarżenia przeciwko Ireneuszowi Ostrokólskiemu - Sztandar Ludu Nr 215 z 29.X.1981 r.,s.2.
- ↑ Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 64(72) – Numer specjalny Zarządu Oddziału z 23.XI.1981 r.,s. 2-5
- ↑ Pomyłka prok. A. Gmocha powielona przez redaktorów numeru specjalnego Biuletynu. W rzeczywistości artykuł Alicji Lekan "Bez złudzeń" ukazał się w Nr 42(50) Biuletynu (Załącznik 4).
- ↑ Chodzi o rysunek z okładki Nr 35(43) z 20.06.1981 r.,s.1 (Ilustracja 11).
- ↑ "Komu potrzebny ten proces?" - Fragment Oświadczenia Rady Programowej do Spraw Prasy Związkowej przy Zarządzie Regionu NSZZ "Solidarność" Regionu Środkowo-Wschodniego z 3 listopada 1981 r. - Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 64(72) z 23.XI.1981 r.,s.7-8. Pełny tekst tego Oświadczenia został zamieszczony w 126 numerze lubelskiego Informatora na s. 2.(Załącznik 8).
- ↑ "Odpowiedzialność przyjął na siebie Związek" - Oświadczenie Zarządu Oddziału NSZZ "Solidarność" i przedstawicieli KZ przedsiębiorstw i instytucji Ziemi Puławskiej z 26.X.1981 r. - Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 64(72) z 23.XI.1981 r.,s.7.
- ↑ Oświadczenie Redakcji Informatora "Przeszłość-Przyszłości" z 27.X.1981 r. - Informator NSZZ "Solidarność" w IUNG "Przeszłość-Przyszłości" Nr 18 z 27.10.1981 r.,s.15.
- ↑ "Rozmyślania nad Aktem Oskarżenia" - Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 60(68) z 30.X.1981 r.s. 17-18.
- ↑ KDL = Kraj Demokracji Ludowej = kraj satelicki ZSRR
- ↑ Wezwanie na rozprawę w dniu 7 grudnia 1981 r. - Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" Nr 64(72) z 23.XI.1981 r.,s.2.
- ↑ Reprodukcję Oświadczenia członków NSZZ "Solidarność" w Instytucie Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa z 30.XI.1981 r. przygotowanego w formie plakatu zamieszczono na Ilustracji 16.
- ↑ Wyznaczenie do rozpoznania sprawy Biuletynu właśnie sędziego Andrzeja Mogielnickiego, a nie np. sędziego Wróbla, który kilkanaście miesięcy wcześniej skazał na karę bezwzględnego pozbawienia wolności naszą koleżankę Alicję Skibę, uznaliśmy za dowód wielkiej choć skrywanej sympatii i szacunku dla NSZZ "Solidarność", Biuletynu "Solidarność Ziemi Puławskiej" oraz jego Redakcji.
- ↑ Plan plakatowania, ulotkowania i ochrony budynku Sądu w czasie procesu "o myszy i niedźwiedzia" - rękopiśmienny projekt wykonany przez Stanisława Głażewskiego reprodukowano w Załączniku 10. Tolerowanie związkowej straży porządkowej wokół budynku Sądu w czasie procesu to jeszcze jeden dowód sympatii Prezesa Sądu Rejonowego w Puławach do Związku i jego Biuletynu.
- ↑ Upoważnienie Zarządu Oddziału "Solidarność" Ziemia Puławska do rozlepiania plakatów i kolportażu ulotek w dniach od 5.12 do 7.12.1981 r. wydane 4.12.1981 r. na nazwisko Zdzisław Wiśniewski, który był głównym koordynatorem akcji plakatowo-ulotkowej przedstawiono na Ilustracji, 18 a do utrzymania porządku w otoczeniu budynku Sądu na nazwisko Zdzisław Kudyk – na Ilustracji 19.
- ↑ Kartę wstępu na salę rozpraw w dniu 7.12.1981 r., wydaną przez Zarząd Oddziału NSZZ "Solidarność" "Ziemia Puławska" na nazwisko S. Głażewski reprodukowano na Ilustracji 20. Te karty wstępu tak się wszystkim podobały, ze nawet Prezes Sądu Rejonowego w Puławach, poprosił nas o taką kartę zamiast nas przegonić za szarogęszenie się w obiekcie, którym kierował. Był to jeszcze jeden dowód jego sympatii do "Solidarności"i Biuletynu .
- ↑ Rozdzielnik kart wstępu na salę nr 1 Sądu Rejonowego w Puławach 7.12.1981 w Załączniku 11.
- ↑ Prośba o oddelegowanie S. Głażewskiego do prac przy organizacji służb porządkowych i kolporterskich w okresie poprzedzającym proces Ireneusza Ostrokólskiego na Ilustracji 21.
- ↑ W końcu lipca 1981 r. Ireneusz Ostrokólski zrezygnował z uczestnictwa w Redakcji Biuletynu Informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej" i objął funkcję członka Redakcji Informatora Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" w IUNG "PRZESZŁOŚĆ-PRZYSZŁOŚCI".
- ↑ Zdjęcia stołu sędziowskiego oraz ławy oskarżonych z tego procesu były prezentowane w opracowaniu S. Głażewskiego - Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej" (listopad 1980-grudzień 1981) w: Studia Puławskie Seria A tom 9(11), wyd. przez Towarzystwo Przyjaciół Puław, Puławy 2005, s. 7.
- ↑ Uzasadnienie Wyroku Sądu Rejonowego w Puławach w procesie przeciwko I. Ostrokólskiemu z 2 lipca 1981 r.,s.1.
- ↑ Uzasadnienie Wyroku Sądu Rejonowego w Puławach w procesie przeciwko I. Ostrokólskiemu z 2 lipca 1983 r.,s.3.
- ↑ Rewizja Prokuratora Wojewódzkiego w Lublinie od wyroku Sądu Rejonowego w Puławach z dnia 2 lipca 1983 r. w sprawie przeciwko Ireneuszowi Marii Ostrokólskiemu z 27 września 1983 r.,s.3.
- ↑ Akt Oskarżenia przeciwko I. Ostrokólskiemu z 8 października 1981 r.,s.2.
- ↑ "W Puławach rozpoczął się proces I. Ostrokólskiego" - Sztandar Ludu Nr 243 z 8.XII.1981 r.,s.2.
- ↑ Po 13.12.1981 r. oskarżonego Ireneusza Ostrokólskiego, podobnie jak niemal wszystkich członków redakcji Biuletynu, osadzono w Ośrodku Odosobnienia dla Internowanych we Włodawie skąd - po zwiedzeniu podobnych ośrodków w Kielcach-Piaskach, Załężu i Łupkowie - został zwolniony dopiero 3.12.1982 r.
- ↑ Wyrok Sądu Rejonowego w Puławach z dnia 2 lipca 1983 r. w sprawie Ireneusza Marii Ostrokólskiego.
- ↑ Informator NSZZ "Solidarność" w IUNG "Przeszłość-Przyszłości" Nr 12 z 11.09.1981 r.,s.8.
- ↑ "NIEDŹWIEDŹ W SĄDZIE". Fragmenty stenogramu rozprawy w dniu 21 czerwca 1983 r., "MIESIĘCZNIK" Opinie – Komentarze – Analizy, Niezależne pismo NSZZ "Solidarność" Region Środkowo-Wschodni – Lublin, Nr 17 z 26 maja 1984 r.,s.17 (Załącznik 18).
- ↑ Tzn. tekst pisemnej ekspertyzy Szymona Kobylińskiego oraz fragmenty stenogramu rozprawy z jego wypowiedziami (Załączniki 16 i 18).
- ↑ Ta formuła była umieszczana zwyczajowo we wszystkich drukach podziemnych. Miała ona zdjąć z autora ewentualną odpowiedzialność za powielenie tekstu.
- ↑ Oczywiście i autor tych słów i wszyscy jego słuchacze, przez lata treningu nawykli do czytania między wierszami, doskonale wiedzieli, że jest to przejrzysta aluzja do "jedynego słusznego programu Partii" i zapowiedzi, że żadnego innego programu (np. "Solidarności") nie będzie.
- ↑ Posłem tym był wieloletni propagandzista i agitator Trybuny Ludu, autor wyjątkowo załganej książki "Rozmowy z ojcem", Ryszard Woyna.
- ↑ Np. Kolegium ds. Wykroczeń w Opatowie orzekło 23.I.1987 r. 20 tys zł grzywny z zamianą na 40 dni aresztu wobec Stanisława Bodysa, który 7.VIII 1986 "nosił publicznie odznakę "S" - organizacji prawnie nieistniejącej" - Tygodnik Mazowsze, Nr 199 z 18.II.1987 r.,s.2.
- ↑ Stanisław Głażewski - "Biuletyn Informacyjny "Solidarność Ziemi Puławskiej (listopad 1980-grudzień 1981)" w: Studia Puławskie Seria A tom 9(11), wyd. przez Towarzystwo Przyjaciół Puław, Puławy 2005, s. 7.
- ↑ Rewizja Prokuratora Wojewódzkiego w Lublinie od wyroku Sądu Rejonowego w Puławach z dnia 2 lipca 1983 r. w sprawie przeciwko Ireneuszowi Marii Ostrokólskiemu..." z dnia 27 września 1983 r. (Załącznik 20).
- ↑ Tak w oryginale.
- Załącznik 1 (855 Pobrań)
- Załącznik 2 (840 Pobrań)
- Załącznik 3 (944 Pobrań)
- Załącznik 4 (829 Pobrań)
- Załącznik 5 (863 Pobrań)
- Załącznik 6 (835 Pobrań)
- Załącznik 7 (833 Pobrań)
- Załącznik 8 (869 Pobrań)
- Załącznik 9 (815 Pobrań)
- Załącznik 10 (847 Pobrań)
- Załącznik 11 (795 Pobrań)
- Załącznik 12 (843 Pobrań)
- Załącznik 13 (799 Pobrań)
- Załącznik 14 (895 Pobrań)
- Załącznik 15 (931 Pobrań)
- Załącznik 16 (843 Pobrań)
- Załącznik 17 (896 Pobrań)
- Załącznik 18 (912 Pobrań)
- Załącznik 19 (922 Pobrań)
- Załącznik 20 (928 Pobrań)
- Załącznik 21 (873 Pobrań)
- Załącznik 22 (822 Pobrań)
