Nie twierdzę, że to sitodruk obalił komunizm,
ale napewno skutecznie go podgryzał
Jacek Fedorowicz.
Emisja znaczków "Poczty Podziemnej" stała się w XX wieku najbardziej specyficzną formą działalności opozycyjnej w Polsce, zupełnie nieznaną w innych krajach. Już w czasie I Wojny Światowej w obozach w Beniaminowie i Szczypiornie, w których zostali internowani Legioniści Piłsudskiego zorganizowano wewnętrzną "Pocztę Obozową", która opatrywała listy przesyłane z baraku do baraku znaczkami wykonanymi przez obozowych grafików i odciskami okolicznościowych stempli, również własnej produkcji. "Poczty Obozowe" działały także w większości obozów jenieckich dla żołnierzy polskich w czasie II Wojny Światowej.[1] Własnymi znaczkami i stemplami dysponowała Harcerska Poczta Powstańcza działająca w czasie Powstania Warszawskiego[2] Również w Stoczni Gdańskiej w Sierpniu 1980 r. listy i dokumenty opatrywano odciskami okolicznościowych pieczęci imitujących stemple pocztowe[3].
Świadomi tej tradycji działacze opozycyjni internowani po 13.XII..1981 r., natychmiast po przewiezieniu do ośrodków odosobnienia przystąpili do wytwarzania stempli nadruków na koperty i znaczków pocztowych, którymi opatrywali korespondencję z rodzinami. Te znaczki i nadruki, z początku bardzo prymitywne, bo odciskane najczęściej ze stempli sporządzonych z surowych ziemniaków, w miarę wzbogacania oprzyrządowania. i opanowywania techniki stawały się coraz doskonalsze, nierzadko osiągając poziom istnych drzeworytowych lub linorytowych arcydzieł[4].
Bardzo szybko druk i kolportaż znaczków "Poczty Podziemnej Solidarności" podjęły liczne ośrodki opozycyjne działające poza murami ośrodków odosobnienia, a działalność ta spotkała się ze spontaniczną przychylnością społeczeństwa. "Już pierwsze emitowane serie znaczków wzbudziły ogromne zainteresowanie nie tylko wśród filatelistów. Społeczeństwo polskie przyjęło ten pomysł z dużym aplauzem, zaś w sferach rządowych można było zauważyć zdenerwowanie i niepokój. Podziemna Poczta zaczęła się szybko rozwijać i w nieoficjalnym obiegu pojawiały się coraz to nowe i coraz to ciekawsze graficznie wydania."- pisał Anatol Kobyliński, posiadacz jednej z największych kolekcji tych znaczków i autor monografii “Sześć lat Podziemnej Poczty w Polsce 1982-1988”[5].
Według Stanisława Remuszki[6] "nikt nie zna pełnej liczby znaczków (bloczków, serii, etc.), które spontanicznie projektowano i wydawano w ciągu minionych 6 lat w setkach niezależnych podziemnych drukarni w całej Polsce. Według bardzo przybliżonych ocen, można mówić o około 10.000 rozmaitych okazów, emitowanych w niskich nakładach – od kilkuset do kilku tysięcy egzemplarzy. Prezentują one rozmaity poziom: od nierówno przyciętych skrawków zwykłego papieru z odbitym prymitywnym biało-czerwonym stemplem – po małe, kolorowe, ząbkowane arcydzieła plastyki i sztuki typograficznej."
"Znaczki tej nieoficjalnej Poczty Podziemnej – pisał w 1989 r. A. Kobyliński – stały się już wkrótce poszukiwanym obiektem zbierania i to nie tylko w kraju, stanowiąc pewnego rodzaju dokument wydarzeń historycznych, dziejących się podówczas w Polsce. Te nieduże obrazki, zamknięte w formę znaczka pocztowego, poza tym, że przynosiły dochód przeznaczony na utrzymanie podziemnych struktur "Solidarności" , spełniały także ważną rolę poznawczą , przypominając Polakom o narodowych tradycjach i tych etapach historii narodu, które zostały przemilczane lub sfałszowane przez oficjalne źródła rządowej propagandy, lub tzw. środki masowego przekazu. Na znaczkach Podziemnej Poczty odżywały znów postacie wielkich Polaków, których obecność w naszej historii usiłowała zatrzeć w pamięci narodu komunistyczna propaganda.
Z biegiem czasu Podziemna Poczta funkcjonowała coraz sprawniej. Często zdarzały się przypadki, że do adresatów, nie tylko z kraju ale i zagranicą, dochodziły przesyłki pocztowe ofrankowane znaczkami Poczty Podziemnej "Solidarności" i do tego przez niedopatrzenie, lub może nawet celowo, opatrzone przez Pocztę Polską datownikami. Tego rodzaju koperty staną się niewątpliwie w filatelistyce, nawet oficjalnej, cennymi "białymi krukami"
Na początku stanu wojennego miało miejsce wydarzenie, które cytowany już S. Remuszko opisał w sposób następujący: “Przed kilkoma laty wydarzyła się rzecz niezwykła, zagraniczni emisariusze nielegalnej jeszcze podówczas "Solidarności" sprezentowali brytyjskiej królowej starannie dobrany zbiór najpiękniejszych okazów. Elżbieta II – ciesząca się zasłużoną sławą Pierwszej Kolekcjonerki Świata - dar ów przyjęła, nobilitując niejako całą polską niezależną filatelistykę wśród hobbystów” a dwuznaczkową serię “Solidarność z Walczącym Afganistanem” wydaną w połowie lat 80-tych przez lubelskie niezależne wydawnictwo “FIS” (które założyli i prowadzili: późniejszy prezydent Lublina Paweł Bryłowski, szef Wydawnictwa UMCS, Andrzej Peciak i dyrektor Ośrodka “Brama Grodzka – Teatr NN”, Tomasz Pietrasiewicz), przedrukował londyński “Time”[7].
O olbrzymiej popularności znaczków "Poczty Podziemnej" może również świadczyć fakt, że oprócz monografii A. Kobylińskiego ukazało się w Polsce i za granicą wiele poświęconych im katalogów. Pierwszy z nich, Katalog Podziemnej Poczty "SOLIDARNOŚCI" został wydany przez Związek Filatelistów Polskich we Francji już w 1985 r., a “w 1986 roku ujrzał światło dzienne prawdziwy rarytas: obejmujący lata 1982-85 pierwszy tom “Poczty Podziemnej”, wydany – jak na prawdziwe arcydzieło przystało – w nakładzie 50 (!) egzemplarzy, w formie maszynopisu, z wklejonymi kolorowymi odbitkami fotograficznymi. Autor tej iście benedyktyńskiej pracy – warszawianin Zbigniew Endzel – wydał potem sukcesywnie w latach 1987-89 tomy II-V, doprowadzając historię bezdebitowej filatelistyki do wiosny 1989 (obrady okrągłego stołu)”[8].
W 1991 r. powstało w Warszawie Towarzystwo Poczty Podziemnej, którego organem prasowym jest biuletyn “Filatelista Podziemny”. W piśmie tym można znaleźć wiele ciekawych informacji dotyczących znaczków "Poczty Podziemnej", a także organizowanych przez TPP wystaw i prezentacji. Pierwszą taką wystawę Towarzystwo Poczty Podziemnej zorganizowało w warszawskim Muzeum Niepodległości w dniach od 12 do 18 maja 1993r.[9] Wystawy znaczków Poczty Podziemnej organizowały również inne instytucje. Np 24-31 sierpnia 2000 r. prezentację taką zorganizowały w Gdańsku z okazji XX rocznicy Sierpnia`80 Komisja Krajowa NSZZ “Solidarność” i Zarząd Okręgu Polskiego Związku Filatelistycznego[10]. Mieszkańcy Puław po raz pierwszy mieli okazję obejrzeć większą kolekcję takich znaczków dopiero w maju 2001 r. (podczas prezentacji zbioru działacza Towarzystwa Poczty Podziemnej Wiesława Leszczyńskiego w Domu Chemika[11]), mimo że opozycja puławska w latach 1983 – 1985 przyczyniła się w niemałym stopniu do jej wzbogacenia. Dość powiedzieć, że na niespełna 30 emisji, które według S. Kowalewskiego ukazało się w całej Polsce w 1983 r.[12], aż 7 wyszło spod rakla “grupy puławskiej”. Łącznie wprowadziliśmy do podziemnego obiegu 127 oryginalnych wzorów graficznych znaczków (na ogólną liczbę wydanych w latach 1983-1989 w całej Polsce około 3000[13]), nie licząc wariantów kolorystycznych. Do klaserów filatelistów puławskich trafiły jednak tylko nieliczne egzemplarze, gdyż ze względów konspiracyjnych znaczki te były rozprowadzane prawie wyłącznie poza Puławami. Względy konspiracyjne, ale i szereg innych okoliczności sprawiły, że ta ważna sfera działalności puławskiego środowiska opozycyjnego pozostała dotychczas znana tylko nielicznym mieszkańcom Puław. "Puławskie" znaczki są natomiast doskonale znane filatelistom z wielu innych miast Polski. Reprodukcje większości z nich można znaleźć zarówno w monografii A. Kobylińskiego, jak i we wszystkich katalogach znaczków Poczty Podziemnej włącznie z najbardziej znanymi Katalogami Zbigniewa Kowalewskiego [14] i Andrzeja Jaworskiego[15], wydanymi przez Towarzystwo Poczty Podziemnej.
Dodać jeszcze należy, że cechą wyróżniającą znaczki "puławskie" spośród wszystkich innych jest ich wielobarwność. Na przykład aż 4-kolorowy bloczek upamiętniający bitwy o Narvik, Tobruk, Monte Cassino i lotniczą Bitwę o Wielką Brytanię projektu A.Znojkiewicza czy liczne znaczki 3-kolorowe. Przy zastosowaniu techniki sitodruku, wykorzystywanej zazwyczaj wyłącznie do druku jednobarwnego jest to zjawisko raczej unikalne.
Biorąc to wszystko pod uwagę wydaje się rzeczą zasadną utrwalenie na piśmie wspomnień o tej sferze działalności konspiracyjnej we wczesnych latach 80-tych, co – jak mniemam – może być pomocne dla zrozumienia ówczesnych nastrojów, marzeń i oczekiwań, a także genezy i motywacji tej ciężkiej, niezbyt czystej i bardzo żmudnej pracy. Będzie to zarazem realizacja (z karygodnym – przyznaję – opóźnieniem) solennej obietnicy złożonej przeze mnie publicznie w trakcie uroczystości otwarcia pierwszej wystawy znaczków Poczty Podziemnej w Muzeum Niepodległości w Warszawie w 1993 r.
Na wstępie dwie uwagi ogólne: w katalogach, znaczki, które drukowaliśmy w Puławach, zostały przypisane Regionowi Środkowo – Wschodniemu, co z geograficznego punktu widzenia jest niepodważalną prawdą, ale niezbyt precyzyjnie oddaje istotę naszych powiązań organizacyjnych. Wszystkie osoby zaangażowane w te prace, i sentymentem, i działalnością były bowiem związane raczej z "przedwojennym" Zarządem Oddziału NSZZ Solidarność "Ziemia Puławska" i z Biuletynem wychodzącym pod tą nazwą do 13 grudnia 1981 r., niż z Regionem Środkowo – Wschodnim a działalność wydawniczą prowadziły poza konspiracyjnymi strukturami NSZZ “Solidarność” na Lubelszczyźnie. I druga uwaga: żadna z osób uczestniczących w druku puławskiej edycji znaczków nie interesowała się wówczas filatelistyką. Było to zapewne główną przyczyną szeregu błędów (niewybaczalnych u rasowego filatelisty, ale naturalnych u profanów), które niebacznie popełniliśmy (np. nie zawsze podany rok emisji, niestabilne kolory, zróżnicowany papier itp, a przede wszystkim rezygnacja z prowadzenia dokładnej dokumentacji każdego znaczka zawierającej obok niezbędnych danych o terminnach i nakładach również informacje o liczbie wariantów kolorystycznych, kolorystyce papieru, rodzajach farb etc), jak również faktu, że nikt z nas nie zatroszczył się o zgromadzenie pełnego zbioru drukowanych przez nas znaczków, ani nawet nie prowadził na bieżąco dokładnej ich ewidencji(zachowały się jedynie diapozytywy niemal wszystkich naszych znaczków oraz projekty wykonane przez grafików puławskich). Jedną z przyczyn tych zaniechań była wyrobiona przez lata działalności w konspiracji odruchowa niechęć do gromadzenia materiałów, które w razie wpadki mogłyby nas obciążyć. Ale najważniejszą tego przyczyną był fakt, że po prostu nie przyszło nam to do głowy. Zresztą po latach przeżytych w PRL-u i doświadczeniach zebranych w czasie stanu wojennego, nawet przez myśl nam nie przeszło, że będąc w dosyć już zaawansowanym wieku, dożyjemy chwili, gdy nasze druki będą mogły być publicznie eksponowane, a nawet staną się obiektem zainteresowania prawdziwych filatelistów. Dlatego też żeby dać czytelnikom pojęcie o efektach naszej pracy, niniejsze opracowanie zmuszony jestem zilustrować tym, co mi pozostało do dyspozycji: pojedyńczymi znaczkami i arkuszami na ogół kiepskiej jakości, które jako nie nadające się do kolportażu zachowały się w skrytce zakonspirowanej w wilgotnej piwnicy, co również nie mogło pozostać bez wpływu na ich obecny wygląd.
Pomysł druku znaczków poczty podziemnej zrodził się w naszym środowisku wczesną wiosną 1983 r., w trakcie ożywionej dyskusji grupy osób zaangażowanych w działalność opozycyjną o przeszłości i szansach na przyszłość ruchu "Solidarność". Rozmowa ta odbyła się na świeżym powietrzu pod rozłożystym orzechem ocieniającym budynek pracowni plastycznej Marii i Bogdana Szewczyków[16], w miejscu, które od lat było widownią mniej lub bardziej zakonspirowanych imprez o charakterze opozycyjnym. W dyskusji, obok gospodarzy udział wzięli: Stanisław Głażewski[17] i Krzysztof Małagocki[18], którzy niedawno opuścili obozy dla internowanych i pałali chęcią "zagrania WRONie na nosie" i udowodnienia jej, że "Solidarność" mimo wszystko żyje i działa. Chodziło również o podtrzymanie na duchu członków i sympatyków "Solidarności" przez stworzenie wrażenia, że nie wszyscy opuścili ręce i poddali się poczuciu klęski i niemocy. K. Małagocki i S. Głażewski w latach 1980/81 byli ściśle związani z Biuletynem Informacyjnym "Solidarność Ziemi Puławskiej"[19] (który w latach 1980-1981 r. lokował się w czołówce wydawnictw związkowych w kraju), pierwszy jako ilustrator, drugi jako autor wielu artykułów i członek Prezydium Zarządu Oddziału NSZZ Solidarność "Ziemia Puławska", odpowiedzialny za informację i wydawnictwa związkowe, który nie czuł się zwolniony ze swoich obowiązków przez wprowadzenie stanu wojennego.
A było o czym dyskutować, bowiem ówczesna sytuacja w puławskim środowisku opozycji solidarnościowej nie budziła raczej optymizmu. Statutowy organ Związku, Zarząd Oddziału “Solidarność Ziemi Puławskiej” po dwóch spotkaniach Prezydium na przełomie lat 1982/1983[20] nie przejawiał większej ochoty do działania w konspiracji, grupa opozycyjna działająca pod nazwą KON[21] właśnie dogorywała, kilka innych inicjatyw podejmowanych przez dawnych działaczy kończyły się z reguły konstatacją, że “wszystko stracone i nic się już nie da zrobić” lub też, że “priorytetowym celem “Solidarności” jest ratowanie substancji biologicznej,” co w praktyce oznaczało zaniechanie wszelkiej działalności. Trudno też było zorganizować coś w oparciu o Region, gdyż w Lublinie podziemne struktury “Solidarności” weszły właśnie w długotrwały okres sporów kompetencyjnych między RKK[22] i TZR[23], które zajmowały im większość czasu i energii. W tej sytuacji, ci którzy odczuwali potrzebę konkretnego działania musieli sobie sami zorganizować pole dla realizacji swojej aktywności oraz stworzyć własne zaplecze techniczno-finansowe[24]. I właśnie dokładnie w ten sposób postąpili uczestnicy zebrania pod orzechem wiosną 1983 r. My mieliśmy bowiem taką potrzebę, a ponad to rozporządzaliśmy kompletnym sprzętem do sitodruku oraz praktyczną umiejętnością posługiwania się tą techniką, jak również znajomością opracowanej przez Adama Kerstena z KUL metody przygotowywania farby drukarskiej idealnie nadającej się do celów konspiracyjnych[25], niewielkim zapasem papieru wyniesionego 13 grudnia z pomieszczeń redakcyjnych Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej”oraz pomieszczeniami w pracowni Marii i Bogdana Szewczyków przy ul. Filtrowej i w ich mieszkaniu przy ul. Krańcowej, idealnie nadającymi się na drukarnię. Brakowało nam tylko niezbędnych funduszów na odnawianie zapasu materiałów drukarskich. Nie byliśmy bowiem ludźmi majętnymi, a nasze skromne oszczędności już dawno pochłonęły drukowane własnym sumptem karty z życzeniami świątecznymi dla więźniów politycznych, ulotki, plakaty, cegiełki, nadruki na koperty etc.
Po burzliwej wymianie propozycji uzgodniono, ze najlepszym sposobem wznowienia działalności wydawniczej w konspiracji, dostosowanym do naszych sił i możliwości będzie wydanie kilku serii znaczków poczty podziemnej, które:
-
Udowodnią sympatykom, że Związek nadal działa;
-
Przypomną zdarzenia z przeszłości objęte PRL-owską cenzurą;
-
Będą propagowały idee "Solidarności";
-
Stanowiąc niewątpliwą atrakcję i przedmiot pożądania nie tylko dla osób sympatyzujących z "Solidarnością", będą przenosiły symbole i treści patriotyczne również do środowisk politycznie obojętnych lub związanych z WRON[26];
-
Pozwolą na zgromadzenie funduszów umożliwiających wznowienie wydawania Biuletynu "Solidarność Ziemi Puławskiej", z którego wszyscy byliśmy (i nadal jesteśmy) bardzo dumni, lub rozpoczęcie innej działalności wydawniczej.
Zainspirowały nas oczywiście znaczki poczty obozowej wykonywane techniką drzeworytu lub linorytu przez internowanych działaczy "Solidarności". W pracach tych celował szczególnie K. Małagocki, który w okresie internowania we Włodawie, Kielcach i Łupkowie wykonał kilkanaście linorytowych stempli znaczków i nadruków na koperty. Również internowany w Lublinie S. Głażewski walnie przyczynił się do powstania (bardzo prymitywnego) stempla, jedynego wykonanego tam znaczka poczty obozowej. Stempel został mozolnie wydłubany kozikiem w kawałku gumowej wycieraczki “zorganizowanej” na spacerniaku.
Nie bez wpływu na ostateczną decyzję był fakt, że już na przełomie maja i czerwca 1983 r., w nieco innym gronie przygotowaliśmy koperty z nadrukami upamiętniającymi II Pielgrzymkę Jana Pawła II do Polski w dniach 16-23 czerwca 1983 r. (Ilustracja 1), oraz okolicznościowy znaczek (w Katalogu Z. Kowalewskiego jest on oznaczony Nr 22) z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej (Ilustracja 2),. Zaprojektowała je Maria Kapturkiewicz-Szewczyk[27]. Znaczek wydrukowali w pracowni przy ul. Filtrowej Bogdan Szewczyk[28] i Stanisław Głażewski a nadruki na koperty wykonali Alicja Skiba[29] i Stanisław Głażewski w mieszkaniu Janiny Dutkiewicz[30].. Były to jedne z najwcześniejszych druków “Poczty Podziemnej Solidarności” w Polsce wykonane poza miejscami odosobnienia dla internowanych a równocześnie jedyne wydrukowane przez nasz zespół znaczki jednobarwne.
Nieco później okazało się, że na taki sposób zdobywania funduszów na działalność konspiracyjną wpadliśmy nie tylko my. Np. czołowy działacz Regionu Mazowsze, Teodor Klincewicz wprędce doszedł do wniosku, że “gdy na podziemną działalność brakuje pieniędzy, a ludziom zaczyna brakować zapału... trzeba, jak za niemieckiej okupacji, robić konspiracyjną galanterię – znaczki czy kalendarze. Ale nikt nie robił ich tak fantazyjnie jak on. Znaczki z Madonnami na srebrnej a potem złotej apli, koniecznie przeszyte maszyną do szycia, z równo dziurkowaną perforacją”[31]. W połowie lat 80-tych emitując znaczki Poczty Podziemnej gromadzili fundusze na rozruch wydawnictwa FIS lubelscy działacze podziemnej “Solidarności”[32] Jak podaje Jan Strękowski[33], również “TW[34] wydawał znaczki poczty podziemnej. Pierwszą serię znaczków przygotowaliśmy na wizytę papieża Jana Pawła II w Polsce, kolejnymi były m.in. bloczek “Więźniowie sumienia” przedstawiający 11 więzionych przywódców “Solidarności” oraz znaczek z Lechem Wałęsą, wydany po przyznaniu mu nagrody Nobla”.
W tym miejscu nadmienić wypada, że zespół wydający “Tygodnik Wojenny” należał – podobnie jak nasz zespół - do “Solidarności”, “ale nie był związany z żadną strukturą i nie podlegał żadnym władzom związkowym[35]” choć z niektórymi z nich oczywiście współpracował. Podobny status przyjęło zresztą wiele działających wówczas grup konspiracyjnych “Solidarności”, które nie mogły nawiązać kontaktu, bądź z różnych względów nie chciały podporządkować się zawiązanym w podziemiu, a więc niestatutowym władzom Zwiazku.
Po podjęciu decyzji, nie zwlekając, omówiliśmy treść pierwszego bloczka znaczków i podzieliliśmy zadania: Bogdan Szewczyk podjął się przygotowywania w swojej pracowni plastycznej przy ul. Filtrowej emulsji, farb oraz matryc sitodrukowych a także prowadzenia finansów grupy. W czasie druku B. Szewczyk podkładał papier pod matryce[36]. Mnie przypadła rola zaopatrzeniowca i redaktora wszelkich tekstów a w czasie druku operowanie raklem drukarskim[37]. Do obowiązków Marii Kapturkiewicz-Szewczyk i Krzysztofa Małagockiego miało należeć przygotowywanie projektów znaczków. Jako najdogodniejsze miejsce do zainstalowania drukarni uznaliśmy mieszkanie Marii i Bogdana Szewczyków, zarówno ze względu na to, że był w nim izolowany pokój, którego drzwi zamaskowano dużym lustrem, jak i na to, że zapach farby olejnej w mieszkaniu artystów-plastyków jest rzeczą całkowicie normalną i nie powinien zwracać uwagi przypadkowych gości. Dodatkowym walorem tego mieszkania jako miejsca druku był fakt, że B. Szewczyk mógł do niego przenosić ze swojej pracowni gotowe matryce bez nadmiernego zwracania uwagi osób postronnych.
Dwie trójznaczkowe serie poświęcone rocznicom Powstania Warszawskiego i Wojnie Polsko-Bolszewickiej w 1920 r. miała zaprojektować Maria. Kapturkiewicz-Szewczyk; obowiązek zaprojektowania pozostałych dwóch serii upamiętniających Sierpień `80 i wybuch II Wojny Światowej wziął na siebie Krzysztof Małagocki. Do każdej serii znaczków postanowiliśmy dołączyć krótkie teksty informacyjne, dotyczące postaci i wydarzeń zilustrowanych na znaczkach, gdyż w owym czasie sprawy te były mało znane (cenzura), albo też znane w wersjach mocno zniekształconych przez propagandę. Opracowanie tych tekstów powierzono S. Głażewskiemu, a wydrukować je mieli metodą sitodruku B. Szewczyk i S. Głażewski, którzy posługiwali się tą techniką już w trakcie akcji plakatowej przed sławetnym "procesem o myszy i niedźwiedzia"[38] w grudniu 1981 r. Technikę tę wykorzystywaliśmy również na początku stanu wojennego wydając puławską edycję “Tygodnika Wojennego” (z klisz przywożonych z Warszawy przez Stanisława Gędka[39]) oraz ulotki i plakaty, z tym, że druk wielobarwnych znaczków – a tylko takie zaspakajały nasze ambicje – wymagał daleko idących zmian i ulepszenia sprzętu. Dokonał ich według własnych pomysłów B. Szewczyk, konstruując specjalny zawias do ramek sitodrukowych zaopatrzony w śruby umożliwiające precyzyjne ustawienie ramy względem podkładki pod papier. Podkładka była wykonana z kawałka linoleum z przyklejonymi ogranicznikami pozwalającymi na umiejscowienie papieru w pożądanej pozycji z dokładnością do jednego milimetra. Dzięki temu możliwe stało się nakładanie na papier kolejnych kolorów w miejscach ściśle oznaczonych[40]. Emulsję sitodrukową sporządzaliśmy mieszając ze sobą wodny roztwór alkoholu poliwinylowego z roztworem chromianu amonowego, który działał jako fotoaktywator.[41]. Sprzęt fotograficzny niezbędny do wykonywania odbitek negatywowych i diapozytywów stanowił stałe wyposażenie ciemni w pracowni Bogdana Szewczyka[42]. Poważny problem stanowiły natomiast kolorowe pigmenty o odpowiednich parametrach[43], w które musieliśmy zaopatrywać się po słonych cenach na czarnym rynku.
Technika sitodruku była idealną metodą powielania w warunkach konspiracji, gdyż nie wymagała wykorzystywania trudnych do ukrycia urządzeń[44] ani też zbytnio nie zwracała uwagi otoczenia hałasem czy specyficznym zapachem (z początku używaliśmy nawet prawie bezwonnych farb temperowych[45], wkrótce potem, ze względu na cechy możliwych do zdobycia pigmentów musieliśmy przejść na farby olejne rozcieńczane naftą, które ze względu na łatwo rozpoznawalny zapach znacznie pogorszyły zarówno komfort pracy, jak i bezpieczeństwo drukarzy), a cała "drukarnia" mieściła się w dużej teczce.
Wspomnieć również wypada, że metoda sitodruku ma również swoje wady. Jedną z nich jest fakt, że cechy fizyczne farb do sitodruków zmieniają się w zależności od wieku farby oraz temperatury i wilgotności powietrza. Z tego względu zasiadając za ramką drukarską nigdy nie wiedzieliśmy, czy farba, która doskonale nam służyła jeszcze tydzień wcześniej, w chwili obecnej okaże się równie przydatna. Innym mankamentem tej metody było stopniowe ścieranie się emulsji pod wpływem drapania jej raklem. Po kilkuset “drapnięciach” sito zaczynało “siać” farbę również w miejscach, które powinny pozostać białe. Jeśli zatem planowaliśmy nakład większy od jednej ryzy (co zdarzało się np. przy drukowaniu ulotek), musieliśmy przygotować sobie kilka kompletów matryc.
Ze względu na na ograniczone fizyczne i psychiczne możliwości drukarzy, jak również na odporność domowników i ich skłonność do tolerancji , nakład znaczków z reguły nie przekraczał jednej ryzy papieru (500 arkuszy). Nakład trafiający do kolportażu był w przypadku znaczków jednobarwnych o około 10% mniejszy z powodu zdarzających się w takiej na ogół proporcji arkuszy zadrukowanych wadliwie, które należało wycofać i zniszczyć. Proporcja niedodruków wzrastała proporcjonalnie do liczby kolorów składających się na pełny obraz znaczków a także od aktualnej kondycji wykonawców. W skrajnych przypadkach dochodziła ona nawet do 50% a wtedy do kolportażu trafiała zaledwie połowa zamierzonego nakładu. W zależności od wymienionych czynników oraz liczebności poszczególnych wzorów na arkuszu, rzeczywisty nakład każdego znaczka mieścił się w granicach od 500 do 3.000 sztuk[46].
Na przełomie czerwca i lipca 1983 r., według projektów Marii Kapturkiewicz-Szewczyk i Krzysztofa Małagockiego powstał 12-znaczkowy bloczek (w Katalogu Z. Kowalewskiego opatrzony numerem 27), który został rozkolportowany w przededniu rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego (Ilustracja 3). Bloczek ten zasługuje na szczególną uwagę nie tylko dlatego, że był pierwszym wydrukowanym przez grupę puławską w wymienionym składzie, ale również z jeszcze kilku innych powodów. Jako pierwszy z drukowanych w Polsce znaczków “Poczty Podziemnej” był trójkolorowy (czarno-czerwono-zielony) i tak zaprojektowany, że każda z czterech serii znaczków miała przewagę innego koloru. Kolorystycznie zróżnicowane były również poszczególne znaczki w seriach. Wymagało to benedyktyńskiej wprost cierpliwości i nadzwyczaj lekkiej ręki przy przygotowywaniu klisz i matryc (dla każdego koloru należało przygotować oddzielną matrycę), a także nie byle jakiego oka. Wszystkie te cechy w stopniu nieprzeciętnym charakteryzowały wykonującego wszystkie nasze matryce B. Szewczyka[47]. S. Głażewski wykazywał natomiast większe uzdolnienia drukarskie, operując raklem z wymaganą siłą i precyzją. Różnice w uzdolnieniach i temperamentach sprawiły, że już do końca działania grupy obowiązywał następujący podział pracy: B. Szewczyk przygotowywał matryce i farby, a w czasie drukowania podkładał papier. S. Głażewski utrzymywał kontakt z projektantami i kolporterami, starał się o papier oraz inne materiały, a w czasie drukowania machał raklem. Zważywszy, że zadrukowanie ryzy papieru trzema kolorami trwało w najlepszym razie około 6 godzin (a zdarzały się dnie, w których i okres 10 godzinny był zbyt krótki), a druk odbywał się w małym zamkniętym pokoiku w oparach rozpuszczalników i, przynajmniej na początku, w atmosferze lęku przed wykryciem (o natężeniu odwrotnie proporcjonalnym do stopnia zmęczenia), praca ta była nadzwyczaj wyczerpująca.
Dalszym powodem, dla którego po wydrukowaniu pierwszego bloczka znaczków chodziliśmy dumni jak pawie był fakt, że udało nam się techniką służącą do druku jednobarwnego wykonać druki wielobarwne i to z taką precyzją, która nas samych zadziwiła, a której dowodem jest m.in. wstrzelenie ceny na znaczkach upamiętniających Wojnę Polsko-Bolszewicką w kółko o średnicy 4 mm, czy dokładne połączenie różnokolorowych rąk w serii poświęconej paktowi Ribbentrop-Mołotow.
Z innej przyczyny w naszej pamięci zapisał się bloczek wydany z okazji przyznania Lechowi Wałęsie Nagrody Nobla (w Katalogu Z. Kowalewskiego nr 11). Został on zaprojektowany i wydrukowany w ciągu nocy z 5 na 6 października 1983 r., w kilka godzin po nadaniu przez RWE wiadomości o tym wydarzeniu[48]. Pierwsze znaczki trafiły do obiegu (na razie wśród najbardziej zaufanych znajomych) już po 10 godzinach od pierwszej wzmianki w RWE i dla wielu stanowił pierwszą informację o tym sukcesie "Solidarności". Tempo jak na owe czasy i prymitywną technikę zaiste oszałamiające. Ten trzyczęściowy, trójkolorowy (brązowo-czarno-czerwony) bloczek składał się z bardzo wówczas popularnego graficznego portretu L. Wałęsy autorstwa J. Fedorowicza[49] na brązowym tle, stosownego czarnego napisu na tle gdańskiego Pomnika Poległych Stoczniowców i graficznego przedstawienia pochodu pod transparentem "Solidarności", autorstwa M. Szewczykowej, która cały bloczek zakomponowała (Ilustracja 4). Kolorystyka tego znaczka (czarno-czerwono-brązowy) wzięła się z naszego ubóstwa warsztatowego: po prostu owego ranka rozporządzaliśmy tylko dwoma pigmentami do farby: czarnym tuszem oraz czerwoną minią stosowaną do zabezpieczania przedmiotów metalowych przed korozją. Kolor brązowy uzyskaliśmy mieszając ze sobą farbę czarną z brązową.
W 1983 r. wydrukowaliśmy jeszcze jedną, ostatnią już całkowicie zaprojektowaną i wykonaną w Puławach, serię czarno-czerwono-zielonych znaczków (w Katalogu Z. Kowalewskiego nr 44), zaprojektowanych przez Krzysztofa Małagockiego dla przypomnienia wydarzeń grudniowych : Grudzień`70 na Wybrzeżu, pacyfikacja kopalni Wujek w grudniu 1981 r., dwa znaczki poświęcone drugiej rocznicy stanu wojennego (fruwająca na Polską czarna WRONa) oraz jeden z popularnym wówczas hasłem “Solidarność zwycięży” (Ilustracja 5). Znaczki te są godne wzmianki z co najmniej trzech powodów: jako jedyne zostały one zaprojektowane przez K. Małagockiego w ten sposób, że zbędna okazała się faza fotograficznego przygotowywania diapozytywów.. Fragmenty, które miały być pokryte różnymi kolorami projektant naniósł od razu na oddzielne kawałki kalki technicznej, które można było wykorzystać przy sporządzaniu matryc sitodrukowych jako diapozytywy. Drugim powodem ich odmienności od innych naszych znaczków jest pomyłkowe odwrócenie o 180 stopni ostatniego znaczka w serii, a trzecim fakt, że przy ich druku użyliśmy czerwonej farby rozpuszczalnej w wodzie. Pod wpływem wilgoci z powietrza farba ta już po kilku miesiącach zaczęła rozlewać się po papierze migrując w jego mikroporach. Tej samej farby i z tym samym skutkiem użyliśmy jeszcze raz przy druku pierwszej (fotograficznej) wersji wizerunków jedenastki uwięzionych przywódców.
Cechą charakterystyczną wszystkich 19 znaczków (zgrupowanych w 7 seriach) zaprojektowanych w Puławach w 1983 r. (8 przez M. Kapturkiewicz-Szewczyk i 11 przez K. Małagockiego) jest nadruk zwykłą czcionką “Poczta Solidarność”, w odróżnieniu od wszystkich znaczków późniejszych, które noszą ten nadruk wykonany przy zastosowaniu specyficznego liternictwa wzorowanego na pomyśle Jerzego Janiszewskiego, zwanego wówczas “solidarycą”
Pierwszym poważnym problemem, z którym przyszło nam się zmierzyć już po wydrukowaniu pierwszych serii znaczków był problem ich kolportażu. Okazało się bowiem, że w warunkach, w których postanowiliśmy prowadzić swoją działalność (mała grupa izolowana od innych środowisk opozycyjnych i z tego względu nie posiadająca żadnego zaplecza) stosunkowo łatwo było nasze znaczki wydrukować, a znacznie trudniej je rozkolportować w taki sposób, by nie zwrócić uwagi wiadomych służb. Dopiero wtedy zdaliśmy sobie sprawę, że jeśli nagle w 50-tysięcznych Puławach pojawi się kilka tysięcy nielegalnych druków a nie pojawią się one w żadnym innym rejonie kraju, to dni naszej działalności będą policzone. Wtedy właśnie w sukurs przyszła nam grupa warszawskich działaczy NSZZ “Solidarność”, którzy w stanie wojennym nie zaniechali działalności opozycyjnej. Przed 13 grudnia 1981 byli oni wielkimi admiratorami Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej”. Wszystkie te osoby obok ogólnosolidarnościowych porachunków z WRON mieli również swoje własne porachunki i z obydwu tych względów pałali chęcią dokuczenia “czerwonemu”[50].
Nawiązanie kontaktów roboczych - ujmując rzecz jak najkrócej - odbyło się w sposób następujący. W lipcu 1983 r. naszymi znaczkami pochwaliłem się swojej siostrze, Elżbiecie Leszczyńskiej[51] opowiadając jej przy okazji o kłopotach z ich kolportażem. Siostra natychmiast skrzyknęła swoich kolegów z pracy w Komisji Planowania, podobnie jak ona za działalność opozycyjną pozbawionych pracy, z którymi łączyły ją zarówno dawna współpraca w strukturach NSZZ “Solidarność”, jak i regularne uczestnictwo w Mszach za Ojczyznę w Kościele św. Stanisława Kostki na Żolibożu, odprawiane co miesiąc przez ks. Jerzego Popiełuszkę.[52].
W skład tej grupy wchodzili: Ewa Dutkiewicz-Bury[53], Leszek Fabrycki[54], Elżbieta Leszczyńska[55] i Krystyna Sadurska[56] Wkrótce dołączyli do nich Milada Fabrycka[57], Roman Bury[58], Wiesław Leszczyński[59], Feliks Sadurski[60] oraz Janina i Roman Misiakowie[61].
Wszystkie te osoby, obok wielkiego zapału do pracy, wnosiły do grupy cenne kontakty nawiązane m.in. w czasie kursu Społecznej Nauki Kościoła zorganizowanego w dolnej części kościoła św. Stanisława Kostki na Żoliborzu (m.in. z Andrzejem Skupińskim, pracownikiem Huty Warszawa, Mirosławą Gomolińską z Ministerstwa Łączności, Ireną Mazanek-Rek z Instytutu Historii Sztuki PAN, Elżbietą Murowską, przewodniczącą NSZZ “Solidarność” Pielęgniarek, która wkrótce potem miała przemawiać na mszy pogrzebowej ks. Jerzego Popiełuszki), a także podczas comiesięcznych spotkań Środowisk Twórczych w Kościele NMP na Nowym Mieście. To właśnie na tych spotkaniach nawiązali oni kontakt ze Stefanem Bratkowskim, od którego otrzymywali kasety jego “Gazety Mówionej” w celu powielenia i rozkolportowania.
Nieco później Leszkowi Fabryckiemu i Elżbiecie Leszczyńskiej udało się wciągnąć do współpracy ich znajomego z Sopotu, Mariana Maciejewskiego, który ze względu na charakter zajęć zawodowych często podróżował po całej Polsce i z tej racji mógł oddać grupie nieocenione usługi jako kurier, a Krystyna Sadurska powiększyła krąg współpracowników nawiązując kontakt z działaczem KPN, Sławkiem Mazurkiewiczem w celu wymiany z tą organizacją wydawnictw II obiegu a także znaczków.
Początkowo nasi warszawscy współpracownicy przyjęli na siebie obowiązek przygotowania wydrukowanych przez nas znaczków (które dostarczaliśmy im w arkuszach) do kolportażu (t.zn. pocięcie arkuszy, posegregowanie znaczków, odrzucenie egzemplarzy wadliwych,) i ich kolportaz udrożnionymi przez siebie kanałami m.in. W Trójmieście, Szczecinie, Poznaniu, Białymstoku, Krakowie, Lublinie, Wrocławiu oraz oczywiście w Warszawie, a także wysyłkę prasy niezależnej i znaczków na różne adresy w Europie Zachodniej[62]. Ustalaniem odpowiednich adresów (za pośrednikiem łączników ze strukturami opozycyjnymi) zajmowała się Ewa Dutkiewicz-Bury a przygotowaniem przesyłek i ich wysyłaniem Krystyna i Feliks Sadurscy, Milada i Leszek Fabryccy oraz Elżbieta i Wiesław Leszczyńscy[63]. Już jednak wkrótce zakres ich obowiązków miał się jeszcze znacznie poszerzyć: Trzeba w tym miejscu podkreślić z naciskiem, że wszystkie te (jak i wszystkie inne) czynności wykonywali oni oczywiście społecznie, t.zn. nie odnosząc z tego procederu żadnych korzyści, podobnie zresztą, jak społecznie wykonywali swoje zadania puławscy projektanci, drukarze i kolporterzy znaczków.
Pomysł wydania serii znaczków z wizerunkami jedenastu uwięzionych przywódców opozycji.[64] zrodził się już w lipcu 1983 r Skompletowania zdjęć całej jedenastki podjęli się nasi warszawscy przyjaciele. Z wizerunkami 10 z nich, dzięki swoim kontaktom z różnymi warszawskimi kręgami opozycji nie było większych kłopotów, problemem nie do pokonania stał się natomiast wizerunek Grzegorza Palki. Wtedy brawurową akcją popisała się Krystyna Sadurska udając się (z duszą na ramieniu) po fotografię G. Palki do Łodzi, gdzie po odszukaniu rodziny uwięzionego działacza, jakimś tylko sobie znanym sposobem zdołała na tyle się uwiarygodnić i pozyskać jej sympatię (w czasach, gdy nadmiar ufności często prowadził za kratki), że w końcu otrzymała upragnione zdjęcie[65]. Stało się to w chwili, gdy niemal zapadła już decyzja wydrukowania bloczka z pustą ramką w miejscu przeznaczonym na wizerunek Grzegorza Palki.
Naiwnie sądząc, że techniką sitodruku uda nam się reprodukować półtonowe odbitki fotograficzne, już w styczniu 1984 z zapałem przystąpiliśmy do pracy by po kilkudziesięciu godzinach bezskutecznych wysiłków i zmarnowaniu wielu kilogramów papieru i farby uznać się za pokonanych; uzyskiwane reprodukcje nie nadawały się do kolportażu. Na dowód, że jednak próbowaliśmy, kilkadziesiąt arkuszy zadrukowanych bloczkiem (zaprojektowanym przez Bogdana Szewczyka i Stanisława Głażewskiego) półtonowych znaczków przekazaliśmy naszym warszawskim współpracownikom, którzy tyle trudu włożyli w skompletowanie fotografii (Ilustracja 6). To właśnie któryś z tych - według nas nieudanych – dwubarwnych (czarno-czerwonych lub broązowo-czerwonych) arkuszy trafił na wystawę w Muzeum Niepodległości (gdzie wzbudził nieoczekiwanie wielkie zainteresowanie), a następnie do Katalogu Z. Kowalewskiego (nr 153). Ten w zasadzie nieudany bloczek[66] stanowi obecnie prawdziwy unikat. Przypomnieć jeszcze wypada, że znaczki z tej serii jako ostatnie opatrzono nadrukiem “Poczta Solidarność”.
Następne znaczki były już sygnowane nadrukiem “Poczta Solidarności” zaproponowanym przez warszawskiego architekta Andrzeja Znojkiewicza[67], z którym nasi współpracownicy z Warszawy nawiązali kontakt w końcu 1983 r. Na podstawie fotografii sporządził on graficzne portrety uwięzionych oraz, dodatkowo, portrety czterech dowódców Armii Krajowej. Andrzej Znojkiewicz ustalił również raz na zawsze standardy projektów (były to rysunki o wymiarach 80 x 60 mm, wykonane czarnym tuszem na odwrotnej stronie papieru fotograficznego) oraz objął funkcję głównego projektanta znaczków “puławskich” przejmując również inicjatywę w zakresie wyboru tematów. Od tego momentu grupa puławska wykonywała prawie (wyjątek stanowiły znaczki wydrukowane w maju 1984 r. o tematyce antywyborczej oraz niektóre znaczki zaprojektowane dla uczczenia Powstania Warszawskiego oraz przypomnienia zasług dla kraju Marszałka Piłsudskiego i Prymasa Wyszyńskiego) wyłącznie zadania wiążące się z przygotowywaniem matryc i drukiem. Również decyzje dotyczące kolorystyki znaczków i ich rozmieszczeniu na arkuszach nadal zapadały w Puławach.
Według projektów A. Znojkiewicza w końcu stycznia 1984 r. wydrukowaliśmy arkusze zawierające 11 + 4 dwubarwne znaczki z dodatkiem tekstów informacyjnych (Ilustracja 7). Zostały one zamieszczone w Katalogu Z. Kowalewskiego pod. numerami 134 i 135. Te serie znaczków jako pierwsze (od czasu znaczka wydrukowanego dla upamiętnienia w II pielgrzymki Jana Pawła II do Polski – Ilustracja 1) zostały wykonane w kilku kolorach (czarno-czerwone, zielono-czerwone i brązowo-czerwone). Na każdym arkuszu widnieją graficzne wizerunki 11 uwięzionych przywódców opozycji (Nr katalogowy 135) oraz (pod Nr 134) wykonane również według projektów A. Znojkiewicza portrety czterech przywódców konspiracyjnych organizacji wojskowych z czasów hitlerowskiej okupacji: (Służby Zwycięstwu Polski oraz kontynuujących jej tradycje Związku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej) generałów: Michała Tokarzewskiego-Karaszewicza (“Doktor”), Stefana Roweckiego (“Grot”), Tadeusza Komorowskiego (“Bór) i Leopolda Okulickiego (“Niedźwiadek”). Do obydwu serii znaczków zostały dołączone krótkie teksty historyczno-dydaktyczne, przybliżające zasługi osób przedstawionych na znaczkach.
Wcześniej, bo na początku stycznia udało nam się wydać dwie serie znaczków z wizerunkami wielkich zakładów pracy, których pracownicy walnie przyczynili się do powstania NSZZ “Solidarność” a w stanie wojennym aktywnie uczestniczyli w działalności podziemnych struktur Związku[68]. Jeden ze znaczków tej serii deklaruje solidarność z rolnikami (Ilustracje 8 i 9) Te 3-kolorowe (czarno-zielono-czerwone lub czarno żółto-czerwone) znaczki (reprodukowane w Katalogu Z. Kowalewskiego pod Nr 154). Obydwie serie tych znaczków powstały w wielkim pośpiechu ze względu na wielką wsypę podziemnych struktur “Solidarności”w Puławach na przełomie lat 1983/84 i związanymi z tym faktem zwiększonymi potrzebami finansowymi na zapomogi dla rodzin aresztowanych kolegów. Dlatego też znaczki te są opatrzone nadrukami przypominającymi, że “Solidarność” to my wszyscy, zarówno ci aresztowani, jak i ci pozostający na wolności oraz informacją, że do ceny każdego znaczka została doliczona kwota 15 zł, która będzie przekazana na pomoc dla represjonowanych kolegów.
Następną serię znaczków wydrukowaliśmy w maju 1984 r. (Ilustracja 10). Na każdym arkuszu widniały dwa bloczki zaprojektowane przez M. Kapturkiewicz-Szewczyk , składające się z przedstawionych na tle zarysów Orła Białego wizerunków zmarłego w 1981 r. Prymasa Polski Stefana Kard. Wyszyńskiego (opatrzony cytatem z jednej z jego ostatnich homilii: “nie wystarczy, że nie czynimy nic złego, trzeba abyśmy czynili dobrze”) i Marszałka Józefa Piłsudskiego (z jego słynną dewizą “Zwyciężyć i lec na laurach – to klęska. Być zwyciężonym i nie ulec – to zwycięstwo”). Portrety wykorzystane przy projektowaniu bloczka wykonał K. Małagocki. W katalogu Z. Kowalewskiego noszą one Nr 152. Resztę arkusza wypełniały znaczki według projektów A. Znojkiewicza (upamiętniając rocznicę bitwy o Monte Cassino - w Katalogu Nr 150) i K. Małagockiego (przypominający o rocznicy Powstania Warszawskiego Nr 149) oraz cztery znaczki autorstwa M. Kapturkiewicz-Szewczyk (w Katalogu Z. Kowalewskiego można je znaleźć pod Nr 149), które wymagają szerszego komentarza. Dwa z nich są reprodukcjami ulotek i plakatów antywyborczych[69] wydrukowanych przez naszą grupę w okresie poprzedzającym wybory do rad narodowych 17 czerwca 1984 r w nakładach liczonych w dziesiątkach tysięcy sztuk. W serii tej znalazł się również znaczek szczególnie nam bliski. Jego tematem jest scena druku ulotek wzywających do bojkotu wyborów 17.04.1984 r., naszkicowana z natury przez M. Kapturkiewicz-Szewczyk. Zostali na nim sportretowani obydwaj drukarze znaczków: B. Szewczyk (ten z prawej, podkładający papier) oraz S. Głażewski (ten z lewej, machający raklem). Żeby utrudnić identyfikację wiadomym służbom autorka znaczka zmodyfikowała nieco wizerunki obu drukarzy przyprawiając - w rzeczywistości łysemu - B. Szewczykowi bujną czuprynę, a S. Głażewskiego pozbawiając okularów). Znaczek ten, stanowiący graficzną dokumentację naszej konspiracyjnej pracy został zadedykowany twórcom wolnej prasy i jako jedyny był kolportowany bezpłatnie, o czym informuje specjalny nadruk. Czwarty znaczek w tym bloczku, autorstwa M. Kapturkiewicz-Szewczyk przypomina rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja (Nr katalogowy 151) Arkusze z tymi 2-kolorowymi znaczkami były kolportowane w trzech kolorystycznych odmianach: zielono-czerwonej, brązowo-czerwonej i czarno-czerwonej. W celu maksymalnego wykorzystania papieru, na marginesach arkuszy wydrukowano mini-ulotki z hasłem: “Solidarność” nie głosuje”.
Również w maju 1984 r. do obiegu wszedł zaprojektowany przez K. Małagockiego dwukolorowy znaczek (wydrukowany w odmianach czarno-czerwonej, zielono-czerwonej i brązowo-czerwonej) z wizerunkiem Marszałka Józefa Piłsudskiego (ilustracja 11), przypominający o przypadającej 12 maja rocznicy jego śmierci Marginesy arkuszy z tym znaczkiem zostały wypełnione antywyborczą ulotką z wizerunkiem konia trojańskiego wykonaną według pomysłu B. Szewczyka przez Krzysztofa Małagockiego. Tę serię znaczków wyjątkowo wydrukował zespół drukarzy w nieco zmienionym składzie: papier podkładał Józef Gądor[70] a raklem operował – jak zawsze – S. Głażewski. Znaczek ten, wydrukowany w mieszkaniu Janiny Dutkiewicz[71], nie został uwzględniony w Katalogu Z. Kowalewskiego.
Arkusz przedstawiony na Ilustracji 11 jest przykładem (zresztą jedynym w ciągu kilkuletniej praktyki naszej grupy) druku wykonanego z wadliwie (nierównomiernie) naświetlonej matrycy sitodrukowej. Lewa strona matrycy, naświetlona zbyt słabo “siała” farbę znacznie silniej niż prawidłowo naświetlona część prawa.
W końcu czerwca 1984 r. Przekazaliśmy do kolportażu serię składająca się z 5 dwubarwnych (w odmianach kolorystycznych czarno-czerwonej, brązowo-czerwonej i niebiesko-czerwonej) znaczków, zaprojektowanych przez A. Znojkiewicza (Ilustracja 12). Przypominała ona dokonania “Zawiszaków”, Grup Szturmowych “Szarych Szeregów”, akcje zbrojne Kedywu, Akcję “Burza” i dokonania alianckiego lotnictwa w czasie Powstania Warszawskiego (Nr w Katalogu Z. Kowalewskiego 160). Arkusze dopełniono dwoma znaczkami tego samego autorstwa. Jeden z nich podsumowywał wyniki wyborów z 17 czerwca 1984 r. (Nr katalogowy 162), informując, że “10.000.000 solidarnie powiedziało NIE” bojkotując głosowanie lub oddając głosy nieważne. Drugi znaczek (w Katalogu Nr 226) stanowił reprodukcję obelżywego wobec Armii Krajowej plakatu W. Zakrzewskiego z 1945 r., noszącego tytuł “Olbrzym (to o żołnierzu sowieckim) i zapluty karzeł reakcji” (to o AK).
Znaczek ten został powtórzony na następnym arkuszu, wydrukowanym w lipcu 1984 r. (Ilustracja 13), ale poczesne miejsce na tym arkuszu zajmował znaczek wydany dla uczczenia 40 rocznicy Powstania Warszawskiego (w Katalogu Z. Kowalewskiego Nr 166 B). Widnieje na nim wizerunek pięknego pomnika “Małego Powstańca” dłuta prof. Jerzego Jarnuszkiewicza (pomnik ten stoi przy ul. Podwale na tle murów warszawskiego Starego Miasta). Resztę arkusza wypełniają znaczki upamiętniające wybuch II Wojny Światowej: Pakt Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 r. i jego następstwa - agresję niemiecką z 1 września 1939 r.oraz agresję sowiecką z 17 września (Nr katalogowy 166 A). Czwartą rocznicę Porozumień Gdańskich przypomina znaczek, na którym widnieją krzyże zaznaczające miejsca, w których padły śmiertelne ofiary stanu wojennego, wpisane w mapę Polski (w Katalogu Nr 166 C). Wszystkie te trójbarwne (czarno-brązowo-czerwone) znaczki zostały zaprojektowane przez A. Znojkiewicza
Znaczki zaprojektowane przez A. Znojkiewicza dla przypomnienia rocznic Porozumień Gdańskich, II wojny światowej i Powstania Warszawskiego powtórzono w wersji dwubarwnej (czarno-czerwone) na następnym arkuszu wydrukowanym w sierpniu 1984 r. (Ilustracja 14). Te ostatnie z dodatkiem flag hitlerowskiej i sowieckiej, które ku niezadowoleniu projektanta, dla wypełnienia pustego miejsca w bloczku dorysowała M. Kapturkiewicz Szewczyk (Nr w Katalogu Z. Kowalewskiego 137). Resztę arkusza wypełniają następne znaczki zaprojektowane przez A. Znojkiewicza w hołdzie uwięzionym (wolność, niepodległość i demokracja za kratami – Nr w Katalogu Z. Kowalewskiego 139), dla upamiętnienia Katynia i dokonań Batalionów Chłopskich (Nr katalogowy 138) oraz dwubarwny (czarno-czerwony) bloczek autorstwa K. Małagockiego zatytułowany “40 lat walki o godne życie” (w Katalogu Nr 136) składający się z 6 znaczków, z których każdy poświęcony jest innemu etapowi tej walki (1944 – Warszawa, 1956 – Poznań, 1968 – Warszawa, 1970 – Wybrzeże, 1976 – Radom, Ursus, 1980 – Polska).
19 października cała “solidarnościowa” Polska okryła się żałobą na wieść o uprowadzeniu przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, a potem zamordowaniu organizatora Mszy za Ojczyznę w Kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu, Ks. Jerzego Popiełuszki. Na dwukolorowych znaczkach (wydrukowanych w wersjach kolorystycznych czarno-czerwonej, brązowo-czerwonej i szafirowo-czerwonej) zaprojektowanych przez A. Znojkiewicza dla upamiętnienia pogrzebu Ks. Jerzego widnieje jego wizerunek otoczony zgromadzeniem ludzi z biało-czerwonymi transparentami i napisem “Jest wśród nas” oraz wygląd Kościoła św. Stanisława Kostki w czasie pogrzebu: z wieży kościoła, który otaczają nieprzeliczone rzesze wiernych, zwisa rozdarta biało-czerwona flaga (Ilustracja 15). Znaczki te, wydrukowane w listopadzie 1984 r. W Katalogu Z. Kowalewskiego noszą numer 165).
Następny arkusz znaczków wydrukowany w grudniu 1984 r. według projektów A. Znojkiewicza (Ilustracja 16) był naszym szczytowym osiągnięciem drukarskim, gdyż jako jedyny został wydrukowany farbami o czterech kolorach (czarną, niebieską, brązową i czerwoną) co oczywiście wymagało zaangażowania 4 matryc i 4-krotnie powtórzonego druku. Z tego względu odrzuty przy drukowaniu tego arkusza przekroczyły próg 50%. Powtórzono na nim znaczki z wizerunkami Ks. Jerzego Popiełuszki i Kościoła św. Stanisława Kostki, ale tym razem zostały one zgrupowane w 4-kolorowym bloczku (Nr w Katalogu Z. Kowalewskiego 146). Podobny 4-kolorowy bloczek wydrukowaliśmy w hołdzie Rodzicom Ks. Jerzego (Nr katalogowy 145) Znaczek z wizerunkami o. Maksymiliana Kolbe i Ks. Jerzego Popiełuszki (Nr 144) są już tylko 3-kolorowe (czarno-brązowo-czerwone). Arkusz uzupełnia 4-znaczkowy bloczek upamiętniający Bitwe o Wlk. Brytanię, Narvik, Tobruk i Monte Cassino (Nr 142) oraz 4-kolorowy (czarno-brązowo-niebiesko-czerwony) znaczek wykorzystujący symbolikę sztandaru z czasów Powstania Kościuszkowskiego[72], a zadedykowany “Solidarności Wiejskiej” (Nr 147). Arkusz zamyka 3-kolorowy (czarno-niebiesko-czerwony) znaczek (Nr 143) przestrzegający, że organizowane właśnie przez Alfreda Miodowicza Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych (OPZZ) to nic innego niż przefarbowana Centralna Rada Związków Zawodowych (CRZZ) sprzed sierpnia 1980 r. Arkusz ten zamyka dorobek grupy na polu filatelistycznym w 1984 roku.
Łącznie w 1984 r. wydrukowaliśmy 83 nowe znaczki z których 5 zaprojektowała Maria Kapturkiewicz-Szewczyk, 4 Krzysztof Małagocki, 11 Bogdan Szewczyk i Stanisław Głażewski a aż 63 wyszło spod ręki Andrzeja Znojkiewicza. Wraz z 19 znaczkami zaprojektowanymi i wydrukowanymi w 1983 r. czyni to lączną liczbę 102 wzorów graficznych znaczków wprowadzonych przez nasz zespół do obiegu w ciągu niespełna 20 miesięcy..
Nowy rok rozpoczęliśmy od przypomnienia mordu dokonanego w Katyniu na oficerach polskich na rozkaz Stalina czarno-czerwonym znaczkiem zaprojektowanym przez Marię Kapturkiewicz-Szewczyk[73] i wydrukowanym w lutym 1985 r. dla uczczenia 45 rocznicy zbrodni (Ilustracja 17).. Znaczek (odnotowany w Katalogu Andrzeja Jaworskiego[74]pod Nr 142) przedstawia głowę ekshumowanej ofiary ż otworem po strzale w potylicę ze stosownym napisem dotyczącym zbrodni. Ciągłe przypominanie o Katyniu miało w owych czasach głęboki sens, gdyż oficjalna propaganda aż do 1989 r. uparcie powtarzała za propagandą sowiecką , że zbrodni tej dokonali hitlerowcy.
Drugi arkusz wydrukowany w lutym 1985 r. zawiera dwuznaczkowy bloczek dwukolorowych (czarno-czerwonych znaczków z wizerunkami Ostrej Bramy w Wilnie i Cmentarza Orląt we Lwowie, opatrzonych informacją, że na dawnych ziemiach Polski żyje ponad milion Polaków i bloczek ten (Ilustracja 18) zaprojektował A. Znojkiewicz a Andrzej Jaworski zamieścił jego opis w swoim katalogu pod Nr 143. Część nakładu tych znaczków wydrukowaliśmy na brązowym papierze pakunkowym.
Następny arkusz dwukolorowych (czarno-czerwonych) znaczków zaprojektowanych przez A. Znojkiewicza (Ilustracja 19) i wydrukowanych w marcu 1985 r. przynosi dwie serie znaczków wyliczających, mało wówczas znane bo skrzętnie ukrywane przez władze PRL, niegodziwości i zbrodnie dokonane przez funkcjonariuszy Związku Radzieckiego i PRL u schyłku II Wojny światowej i w okresie przebudowy ustroju: Jałtę, Proces 16 w Moskwie, wywózkę żołnierzy AK do ZSRR, krwawą pacyfikację demonstracji w Krakowie 3 maja 1946, sfałszowanie wyborów do sejmu w 1947 r., zbrodnię sądową na gen. Emilu Fieldorfie “Nilu” oraz przypominających, że zwycięstwo w II Wojnie Światowej zostało okupione 6 milionami ofiar oraz utratą połowy terytorium, 30% majątku narodowego, a co najważniejsze – niepodległości (znaczki te w katalogu A. Jaworskiego otrzymały numery 147 i 148). Arkusz został dopełniony drukowanym już wcześniej znaczkiem przyrównującym OPZZ do CRZZ[75].
W maju 1985 r. wydrukowaliśmy arkusz składający się z dwóch trójkolorowych (czarno-brązowo-czerwonych) bloczków o tematyce antywyborczej, wykonanych według projektów A. Znojkiewicza (Ilustracja 20). Pierwszy z nich, 6-znaczkowy (w Katalogu A. Jaworskiego opatrzony Nr 144) przypominał o zniszczeniach, których doznaje naturalne środowisko w PRL i, że biorąc udział 13 października w wyborach do Sejmu, obywatele zaakceptują taki stan rzeczy, drugi, dwuznaczkowy opisany w Katalogu pod tym samym numerem przypominał o kolejnych, daremnych próbach wymuszenia reform podejmowanych w ciągu minionego 40-lecia oraz fakt, że ustrój PRL jest oparty na milicyjnych pałkach. Arkusz uzupełnia znaczek (Nr katalogowy 141) z nieco wzbogaconą przez A. Znojkiewicza reprodukcją plakatu autorstwa St. Małeckiego, sugerującego, że rządy w PRL sprawują robotnicy. W wersji zmodyfikowanej plakat ten daje do zrozumienia, że podstawowym argumentem władz PRL jest milicyjna pałka.
Po wydrukowaniu tego arkusza, w rezultacie wydarzeń, które miały miejsce w pierwszej dekadzie maja[76], jak również ze względu na zmęczenie drukarzy, ich zaangażowanie się w inne sfery działalności konspiracyjnej oraz sprawy osobiste, tandem S. Głażewski – B. Szewczyk zaangażowany dotychczas w druk znaczków Podziemnej Poczty Solidarności, niemal z dnia na dzień przestał istnieć. Był już zresztą po temu czas najwyższy. Epoka manufaktury w podziemiu solidarnościowym właśnie dobiegała kresu. W obiegu zaczęły się pojawiać, a wkrótce go zdominowały, znacznie doskonalsze technicznie znaczki wykonane techniką komputerową, bądź też drukowane na przemyconych z Zachodu maszynach offsetowych, takie jak np. znaczki wydawane przez Teodora Klincewicza “na srebrnej a potem złotej apli, koniecznie przeszyte maszyną do szycia, z równo dziurkowaną perforacją”[77]. Popyt na mniej doskonałe znaczki drukowane bardzo pracochłonnymi technikami ręcznymi wkrótce spadł niemal do zera. Z drugiej strony na rynku filatelistycznym zaczęły się pojawiać wytwory mające na celu zaspokojenie czyjejś chciwości (z czym nie chcieliśmy mieć nic wspólnego), a nie ważnej potrzeby społecznej. Zjawisko to doskonale ilustruje list do Redakcji Tygodnika Mazowsze, który ukazał się w Nr 196 pisma[78]:
Przypominamy: działalność filatelistyczna “S” wynikła z potrzeby uczczenia rocznic, ludzi, sytuacji. Prezentowała dobrą grafikę, dobry żart, a również prawidłową wielkość (bo znaczek przeznaczony jest do naklejania na kopertę). Zyskała ogólne uznanie, zdobyła rynek i jest notowana na giełdzie filatelistyki.
Wydaje się, że łatwość sukcesów spowodowała, iż producenci zaczęli cenić tylko dochody . Przestały obowiązywać filatelistyczne normy: napisem “Poczta Solidarność” opatruje się tzw. Cegiełki, święte obrazki formatu A5, historyjki obrazkowe (serie po kilkanascie sztuk w kilku kolorach, plakaciki rocznicowe, zestawy straszliwych gąb przypisywanych wybitnym postaciom powielane za pomocą różnych sztuczek (a to trochę pozłotki, a to zmienione towarzystwo). Bywa, że boczkiem wypływają na rynek wyeliminowane wcześniej kancery. Cena zestawu znaczków, jaki ostatnio zaoferowano kolekcjonerom , wyniosła prawie 15 tys.zł. Nominały poszczególnych serii ustala się równie niefrasobliwie: 700, 800, a nawet 1000 zł.
Zakpiono ze znaczka, z filatelisty i chyba z czegoś więcej...
Sowa
Mimo rozpadu grupy, udało nam się jeszcze wydrukować dwa arkusze znaczków z diapozytywów wcześniej przygotowanych przez Bogdana Szewczyka na podstawie projektów A. Znojkiewicza. Przygotowanie matryc sitodrukowych spadło tym razem na moje (Stanisława Głażewskiego) barki. Efekty w postaci wydrukowanych przy ich udziale znaczków (Ilustracje 21 i 22) wskazują, że z zadania wywiązałem się zadowalająco a matryce przeze mnie przygotowane nie odbiegały zbytnio od przygotowywanych uprzednio przez B. Szewczyka, mimo, że były to moje pierwsze samodzielne kroki w tej dziedzinie. Później umiejętności nabyte przy tej okazji miały mi się niezmiernie przydać przy druku puławskiej wersji Tygodnika Mazowsze. Druk dwóch ostatnich arkuszy znaczków odbywał się w naszym mieszkaniu przy ul. Waryńskiego 4 i - ze względu na brak wprawy i cierpliwości u nowych członków grupy – przebiegał krótkimi etapami przez kilka kolejnych dni. Moi nowi współpracownicy, a byli nimi żona Zdzisława oraz synowie Stanisław, Krzysztof i Łukasz bardzo szybko nauczyli się precyzyjnie podkładać papier; ja pozostałem przy swoim stałym zajęciu, jakim było operowanie raklem.
Pierwszy z dwóch ostatnich arkuszy ( Ilustracja 21) wypełniony w całości przez 4-znaczkowy, czarno-czerwony bloczek (w Katalogu A. Jaworskiego reprodukowany pod Nr 139), został wprowadzony do obiegu w końcu września 1985 r. W skład tego bloczka wchodził znaczek przypominający o przypadającej 19.X. pierwszej rocznicy śmierci ks. Jerzego Popiełuszki, oraz o tygodniu solidarności z więźniami politycznymi w dniach od 3 do 10.XI. Pozostałe dwa znaczki wyrażały dezaprobatę dla nadużywania alkoholu, które jest jednym z elementów zniewolenia i proklamujące solidarność w trzeźwości.
Ostatni arkusz ze znaczkami Poczty Podziemnej Solidarności zamykający ten rozdział działalności opozycji puławskiej został wydrukowany w połowie października 1985 r. składał się tylko z dwóch czarno czerwonych znaczków (Ilustracja 22). Pierwszy z nich oznaczony w Katalogu A. Jaworskiego Nr 140 stanowił modyfikację znaczka obwieszczającego wyniki wyborów do rad narodowych z 17 czerwca 1984 r. (Ilustracja 12). Głosił on, że “13 października 1985 r. 10.000.000 wyborców jeszcze raz solidarnie powiedziało NIE!” Drugi znaczek (Nr katalogowy 149) z wizerunkiem orła z żołnierskiej czapki przypominał o rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości 11 listopada 1918 r.
W 1985 r. wydrukowaliśmy 25 nowych wzorów graficznych znaczków (24 z nich zaprojektował Andrzej Znojkiewicz a 1 Maria Kapturkiewicz-Szewczyk) tak, że łączna liczba znaczków wprowadzonych do obiegu przez naszą grupę w okresie od maja 1983 do października 1985 r. wzrosła do 127 nowych wzorów graficznych oraz niemożliwej już do ustalenia liczby wariantów kolorystycznych. Autorką 14 z tych projektów była Maria Kapturkieicz-Szewczyk, 15 zaprojektował Krzysztof Małagocki, 11 spółka Bogdan Szewczyk i Stanisław Głażewski a 87 pozostałych projektów wyszło spod ręki Andrzeja Znojkiewicza.
Do dokonań naszej grupy należy doliczyć jeszcze jeden znaczek zaprojektowany i wykonany już po rozpadzie zespołu, w sierpniu 1985 r. Jego projekt wykonała Maria Kapturkiewicz-Szewczyk na zamówienie Janusza Smagonia, współzałożyciela “Solidarności” w Nysie a wydrukowali go Bogdan Szewczyk i Wiesław Rymkiewicz. Znaczek został wydany z okazji II rocznicy poświęcenia sztandaru Niezależnego Związku Zawodowego w katedrze nyskiej (Ilustracja 23).
Jak z powyższego omówienia wynika, niemal każdy ze znaczków wydrukowanych przez naszą grupę ma swoją historię i z każdym wiążą się jakieś wspomnienia, które sprawiają, że my, wykonawcy mamy do nich nieco inny, bardziej osobisty stosunek niż przeciętni zbieracze. Wspomnienia te przywołałem właśnie po to, żeby oglądający te znaczki filateliści nie traktowali ich wyłącznie jako elementów kolekcji, czy kawałka zasmarowanego farbą papieru, ale również jako dokumenty epoki, w której powstały, nad którymi jacyś ludzie mozolili się w imię jakiejś idei, dla zaspokojenia jakichś potrzeb wynikających z ówczesnej sytuacji. Omówienie to mogłoby być bogatsze w fakty i bardziej wyczerpujące, gdyby nie niefortunny zbieg okoliczności. Otóż w końcu 1985 r. ze skrzynką kontaktową Nr 15 Tygodnika Mazowsze nawiązała łączność osoba płci męskiej, która zbierała informacje o znaczkach podziemnych w celu wydania katalogu za granicą .Na prośbę naszych warszawskich współpracowników przygotowałem dla tej osoby obszerną informację o nakładach, nominałach, kolorach, datach wydania znaczków a nawet o wpływach finansowych z ich kolportażu[79], opierając się na zaszyfrowanych notatkach Bogdana Szewczyka, który wówczas zajmował się finansami naszej grupy. Przekonany, że sporządzone przeze mnie opracowanie pozostało do dyspozycji naszej grupy i nie przypuszczając, aby informacje w nim zawarte były mi jeszcze kiedykolwiek potrzebne, nie chcąc niepotrzebnie przechowywać dokumentów, które w razie wsypy mogłyby mocno nas obciążyć, nie sporządziłem sobie niestety kopii tej informacji; nie przyszło to również do głowy nikomu z Warszawiaków Tymczasem kontakt z osobą, która informację otrzymała został bezpowrotnie przerwany. Po 1989 r. mimo czynionych w tym kierunku wysiłków nie udało mi się odtworzyć treści informacji z 1985 r. gdyż w międzyczasie (również bezpowrotnie) straciłem dostęp do zapisków źródłowych Bogdana Szewczyka. W tej sytuacji informacje zawarte w niniejszym opracowaniu musiałem oprzeć na zawodnej pamięci mojej i nielicznych osób, które uczestniczyły w projektowaniu, druku i kolportażu naszych znaczków.
Niezwłocznie po rozwiązaniu się zespołu, w maju 1985 r. podsumowaliśmy jego dotychczasowe dokonania oraz dokonaliśmy podziału aktywów. Okazało się, że po odliczeniu kosztów i sum przeznaczonych na cele społeczne pozostaje niebagatelna kwota 412 tys. zł.oraz pewna ilość sprzętu drukarskiego zakupionego za wpływy z kolportażu. Przy podziale tych dóbr mnie przypadł komplet urządzeń do sitodruku (6 ramek, 2 rakle, podkładka pod papier, kilka metrów specjalnej tkaniny stylonowej i niewielki zapas farby) oraz 206 tys. zł. gotówką (później doszły do tego niezbyt wielkie wpływy z kolportażu nie sprzedanych wcześniej znaczków oraz kwota 60 tys. zł. uzyskana ze sprzedaży radiomagnetofonu). Zarówno sprzęt, jak i pieniądze posłużyły do uruchomienia następnej inicjatywy, którą podjąłem wkrótce potem w duecie z Ireneuszem Ostrokólskim[80]: zaopatrywania środowiska opozycji puławskiej w konspiracyjny Tygodnik Mazowsze. Działalność na tym polu została opisana w innym opracowaniu[81]. W tym miejscu warto jeszcze wspomnieć o dalszych losach sprzętu drukarskiego, który w latach 1983-1985 służył nam wiernie przy druku znaczków. Otóż od września 1985 r. do stycznia 1987 r. drukowaliśmy na nim “Gazetę Wyborową” a następnie “Tygodnik Mazowsze” z diapozytywów dostarczanych nam przez Redakcję pisma. Po otrzymaniu powielacza mechanicznego dwie ramki i rakiel przeszły w posiadanie naszych warszawskich współpracowników (z którymi nadal ściśle współpracowaliśmy) jako premia za błyskawiczne opanowanie trudnej techniki sitodruku w trakcie jednodniowego kursu zorganizowanego przez Ireneusza Ostrokólskiego w mieszkaniu Milady i Leszka Fabryckich. Traktowali je oni jako rezerwę na wypadek wsypy w Puławach. Przed wyborami do Sejmu “kontraktowego” 4 czerwca 1989 r., sprzęt ten został wykorzystany do druku ulotek, które następnie kolportowano na ulicach Warszawy i – poprzez kontakt z Sewerynem Jaworskim - na terenie Huty Warszawa[82] i zakończył swój prawie 8-letni, pracowity żywot w służbie Komitetu Obywatelskiego Warszawa - Mokotów-Wierzbno. Pozostałe matryce z raklem, wypożyczone Zdzisławowi Wiśniewskiemu[83] służyły jeszcze przez jakiś czas puławskiemu podziemiu. solidarnościowemu.
Wpływy finansowe z kolportażu znaczków - po odliczeniu kosztów utrzymania sprzętu drukarskiego, podróży do Warszawy po diapozytywy i do pozawarszawskich centrów kolportażu, wysyłki znaczków za granicę i kosztów materiałów (szczególnie kolorowych pigmentów do farb, które na czarnym rynku były bardzo drogie) w całości przeznaczaliśmy na cele społeczne. Np. w latach 1983-1985 wypłaciliśmy z nich kilka zapomóg dla rodzin aresztowanych kolegów, zakupiliśmy maszynę do szycia i do pisania dla dwóch koleżanek, które za działalność polityczną straciły pracę, i musiały stworzyć sobie podstawy egzystencji pracując chałupniczo, sfinansowaliśmy również zakup zimowego palta dla innej koleżanki, która znalazła się w podobnej sytuacji i zimą trochę marzła. Z funduszów tych były również pokrywane koszty druku, kilku broszur, plakatów i ulotek wyborczych[84] oraz Tygodnika Mazowsze, który aż do ich wyczerpania się (co nastąpiło w połowie 1987 r.) był kolportowany bezpłatnie oraz koszty zakupu książek i broszur II obiegu, a także nagrań “Gazety Mówionej” S. Bratkowskiego, “Dzwonka Niedzielnego” z Kościoła na Żytniej i homilii Ks. Jerzego Popiełuszki do biblioteki prowadzonej przez naszych warszawskich współpracowników Ewę Dutkiewicz-Bury, Krystynę Sadurską oraz Miladę i Leszka Fabryckich. Zbiory biblioteczne były udostępniane m.in. pracownikom Huty Warszawa poprzez grupę zaufanych pośredników, pracowników Huty: Andrzeja Skupińskiego, Mieczysława Markowicza, Bolesława Lipca, Jerzego Klimka i Tomasza Maciejewicza oraz – za pośrednictwem Janiny i Romana Misiaków – pracownikom biur turystycznych “Wercent” i “Prosal”, a także innych przedsiębiorstw i instytucji.
Oceniając z perspektywy ponad 20 lat naszą działalność związaną z drukiem znaczków poczty podziemnej należy uznać, że wszystkie założone cele zostały osiągnięte. Znaczki cieszyły się dużym zainteresowaniem nie tylko wśród sympatyków "Solidarności", wiemy bowiem napewno, że również filateliści z kręgów wrogich "S" i z tej racji mający niewielkie szanse nabycia znaczków poczty podziemnej u kolporterów, ofiarowali za nie na "czarnym rynku" sumy na owe czasy astronomiczne, kilkudziesięciokrotnie przekraczające ich wartości nominalne. Myślę, że dobór tematów i walory informacyjne i propagandowe naszych znaczków należy również ocenić pozytywnie, podobnie zresztą jak i sposób wykorzystania funduszów dzięki nim zgromadzonych. Zdarzające się czasem usterki techniczne, niedodruki i rozmywanie się kolorów to wynik nie zawsze odpowiednich materiałów i prymitywnej techniki, a także pośpiechu towarzyszącego z reguły pracy w konspiracji.
Na zakończenie wspomnieć jeszcze należy, że cała ta nasza praca wydawnicza nie mogłaby być wykonana, gdyby nasze rodziny nie wykazywały anielskiej cierpliwości i podziwu godnej wyrozumiałości. Gdyby nasze żony nie przymykały oczu na słoiki z farbą i emulsją w lodówce, na ich ślady na dywanach i odzieży, na całkowitą dezorganizację życia w rodzinie. Gdyby nie nauczyły się gotować w bezpośrednim sąsiedztwie dwóch usmarowanych drabów, chlapiących farbą do garnków, tolerować nocne konspiracyjne wyprawy, wielogodzinne blokowanie łazienki przemianowanej na ciemnię, czy matryce moczące się w wannie i składy papieru w tapczanie. A wszystko to w nerwowej atmosferze gorączkowej pracy i ciągłego zagrożenia.
Znaczki Podziemnej Poczty "Solidarności" wydrukowane w Puławach w latach 1993 – 2001 brały udział w licznych wystawach tematycznych. Organizator tych wystaw, Towarzystwo Poczty Podziemnej w Warszawie wydawało z okazji tych wystaw koperty z okolicznościowymi nadrukami. Niektóre z nich są reprodukowane na Ilustracjach 24-29.
Puławy, sierpień 2005 r.
Tekst wraz z wybranymi ilustracjami został wydrukowany w: Studia Puławskie tom XI wyd. Towarzystwo Przyjaciół Puław, Puławy 2010, s.76