PIERWSZE DNI STANU WOJENNEGO W PUŁAWACH

« poprzednie Wszystkie strony następne » (Strona 1 z 15)

Ta noc [1] zmieniła nasz świat. O pierwszej w nocy zebrała się Rada Państwa, która półtorej godziny później, po dramatycznym przemówieniu generała Tuczapskiego, przyjęła drakoński dekret o stanie wojennym. Do końca przeciw był tylko Ryszard Reiff, członek Rady Państwa z ramienia PAX.
Na ulicach wielkich miast wśród śniegu stanęły pojazdy opancerzone, a przy koksownikach grzali się żołnierze [2]./.../
Władzę w Polsce przejęła istniejąca nieformalnie Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego [3]. Do działań związanych z wprowadzeniem stanu wojennego użyto ok. 70 tys. żołnierzy, 30 tys. funkcjonariuszy MSW, 1750 czołgów, 1400 pojazdów opancerzonych, 500 wozów bojowych piechoty, 9 tys. samochodów. Do najważniejszych instytucji i przedsiębiorstw skierowano ok. 8 tys. komisarzy wojskowych.... W 49 “Ośrodkach odosobnienia” (tzw. internatach) już w pierwszym tygodniu znalazło się ok. 5 tys. internowanych [4]. -
pisali kilkanaście lat póżniej Jacek Kuroń i Jacek Żakowski [5].

Nim jednak do tego doszło, uporczywe pogłoski o przygotowywanej radykalnej rozprawie z “Solidarnością” krążyły w środowiskach opozycyjnych właściwie już od kryzysu bydgoskiego w marcu 1981 r. Bezpośrednie przygotowania do generalnej rozprawy z NSZZ “Solidarność” zapoczątkowała działalność Terenowych Grup Operacyjnych powołanych przez gen. Jaruzelskiego 23.X.1981, oraz skierowanie do Sejmu projektu ustawy o szczególnych uprawnieniach dla rządu, a atak ZOMO na budynek warszawskiej Wyższej Oficerskiej Szkoły Pożarnictwa (w którym odbywał się protest studentów) w dniu 2 grudnia 1981 r. [6] stanowił ostatnią próbę przed generalną rozprawą.

Na Lubelszczyźnie przygotowania do stanu wojennego ukończono 26 listopada 1981 r. Wcześniej, na początku lipca sporządzono wykaz obiektów “które mogą być źródłem inspiracji napięć i konfliktów” [7]. W grupie 16 takich obiektów żnalazł się m.in. Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa. Świadczy to nader pochlebnie o działalności NSZZ “Solidarność” w naszym Instytucie.

W Puławach pod koniec 1981 r. nie wyczuwało się jednak specjalnego napięcia [8]. Może dlatego, że akurat wtedy środowisko NSZZ “Solidarność” było mocno zaabsorbowane procesem “o myszy i niedźwiedzia” [9], którego termin wyznaczono na 6 grudnia. Z działań mogących uchodzić za przygotowania do przetrwania ewentualnego ataku na Związek "Solidarność" przypominam sobie jedynie dwa fakty mające miejsce około 10 grudnia: bezowocne, dyskretne poszukiwanie z Włodkiem Zbiniewiczem [10] bezpiecznego i łatwego do zakonspirowania miejsca, w którym w razie potrzeby można by umieścić powielacz, matryce i zapas papieru oraz odbytą w tym samym mniej więcej czasie poufną rozmowę z Janem Nakoniecznym [11], w trakcie której poinformował mnie, – zastrzegając bezwzględną tajemnicę - że osobą wyznaczoną do organizacji podziemnych struktur Związku w IUNG w razie jego delegalizacji i aresztowania członków struktur oficjalnych jest pracownik Zakładu Roślin Pastewnych IUNG, Jan Rybicki [12], do którego powinni się zgłaszać wszyscy, którzy chcieliby podjąć działalność w konspiracji. Kto taką decyzję podjął, nie pytałem, ale jej autorem nie był napewno Zarząd Oddziału NSZZ “Solidarność” Ziemia Puławska, którego byłem członkiem. “Konspiracyjną strukturę władz związkowych, które w przypadku zagrożenia, gdy zabraknie władz nadal będą mogły kierować Związkiem” powołali również w tym samym mniej więcej czasie dzałacze “Solidarności” w zakładach Azotowych [13].


Sobotni wieczór 12 grudnia 1981 r. poświęciłem na opracowanie dla Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej” komentarza podsumowującego wyniki Walnego Zjazdu Delegatów NSZZ “SOLIDARNOŚĆ”, który właśnie zakończył obrady w Gdańsku. Praca szła mi opornie, bo wieczór był wyjątkowo zimny, a ogrzewanie znów szwankowało.

Pierwsze sygnały nadchodzącej burzy dziejowej nadeszły z Lublina: około 21.00 zadzwonił do mnie jeden z działaczy Regionu z wieścią, że w okolicach Wojewódzkiej Komendy MO w Lublinie rozpoczął się podejrzany ruch. Zaniepokojony tą wiadomością wybrałem się na obchód Puław. Wszędzie było cicho i spokojnie. Uspokojony wróciłem więc do domu i zasiadłem ponownie do pracy.

Kilka minut przed północą telefon: wzięli Bogdana Masiaka. Następny telefon dopadł mnie już w przedpokoju, tuż przed wyjściem z domu: wzięli Krzysia Małagockiego. Wyraźnie zaczynało się coś na dużą skalę. Błyskawicznie zawiadomiłem o wydarzeniach wszystkich, których telefony znałem i już po kilku minutach odbyliśmy w gronie kilku osób pierwszą gorączkową “wojenną” naradę na rogu ulic Izabelli i Waryńskiego. Przedmiotem narady były dociekania, czy to najazd z zewnątrz, czy tylko akcja wewnętrzna, kogo wzięli, kto uszedł, a kto jest zagrożony [14].

W tej pierwszej naradzie udział wzięli: Józef Gądor [15], Stanisław Głażewski [16], Jan Nakonieczny [17] i Tadeusz Skiba [18].

Wobec siarczystego mrozu i zaczynających krążyć patroli pieszych i zmotoryzowanych przekradliśmy się do pomieszczeń IUNG, gdzie założyliśmy pierwszą kwaterę. Mając zabezpieczone tyły, przedsięwzieliśmy w ciągu nocy kilka wypraw do miasta w celu nawiązania kontaktów i zdobycia informacji. Plonem jednego z takich rekonesansów był plakat rozlepiony w Puławach tuż po północy [19]. Był to prawdopodobnie jeden z pierwszych “wojennych” plakatów w Puławach, a może nawet i w Polsce. [20]

Budynek IUNG przylegający do Hali Wegetacyjnej nadawał się do naszych celów szczególnie dobrze, gdyż był usytuowany tuż obok Starostwa, co umożliwiało ciągłą obserwację pomieszczeń Zarządu Oddziału NSZZ “Solidarność” zlokalizowanych w tym budynku oraz sporego odcinka Al. Jedności, a równocześnie dzięki temu, że na jego przedpolu ział olbrzymi wykop przeznaczony dla przyszłego hotelu i budynku laboratorium uniemożliwiał frontalny atak ZOMO umożliwiając zarazem w razie zagrożenia szybką i bezpieczną ewakuację ludzi i sprzętu przez Halę Wegetacyjną w kierunku ul. Głębokiej i parku.

Przekradając się (brnąc nieraz po pas w śniegu) parkiem i bocznymi uliczkami szybko zdołaliśmy zawiadomić rodziny o naszym względnym bezpieczeństwie oraz ustalić, że tylko jeden spośród nas (Jan Nakonieczny) jest obiektem zainteresowania MO; mieszkania pozostałych nie były niepokojone. Mogliśmy wprawdzie dokonać tej konstatacji telefonicznie nie ruszając się z miejsca, gdyż telefony w Puławach wyłączono dopiero po 2.00, [21] ale woleliśmy nie korzystać z tej możliwości bojąc się podsłuchów i dekonspiracji. W czasie którejś z nocnych wędrówek po Puławach, natknęliśmy się na Jana Łodygę [22], który postanowił dołączyć do naszej grupy.

Resztę nocy spędziliśmy we czwórkę (Józef Gądor postanowił nocować w domu) na podłodze mikroskopijnej ciemni fotograficznej Pracowni Izotopowej IUNG usytuowanej na parterze budynku przy Hali Wegetacyjnej. [23] Nocleg był koszmarny, gdyż pomieszczenie było o wiele za szczupłe dla czterech dorodnych mężczyzn, a podłoga zasłana jedynie fartuchami laboratoryjnymi – strasznie twarda. Z boku na bok mogliśmy się obrócić tylko wszyscy razem, na komendę, a kości od twardej podłogi bolały nas jeszcze przez tydzień. Noc spędziliśmy zatem prawie bezsennie. To właśnie wtedy, niecierpliwie czekając na świt, który miał umożliwić nam jakieś sensowne działanie, rozpoczęliśmy z Tadeuszem Skibą dyskusję na temat najlepszego sposobu organizacji podziemnych struktur “Solidarności”, która to dyskusja po 2-letnim okresie sporów i polemik zakończyła się dopiero w grudniu 1984 r., po wielkiej wsypie, która przydarzyła się puławskiemu podziemiu solidarnościowemu.

W czasie gdy my spaliśmy sobie beztrosko na twardej podłodze, nasi mniej szczęśliwi koledzy zamknięci w milicyjnej suce [24] pędzili w nieznane w kierunku wschodnim. Jeden z pasażerów suki, Apoloniusz Berbeć [25]opisał to w sposób następujący:

“Tak czy inaczej, nieco po północy zostałem zupełnie grzecznie i “humanitarnie” wyciągnięty z łóżka, wyprowadzony z domu i po stosownej odprawie w lokalnej komendzie odbyłem wraz z grupą innych wybrańców peregrynację w bezokiennej budzie [26] wprawdzie w tradycyjnym kierunku, czyli na wschód, ale do niezbyt w końcu odległej Włodawy.

Tam też, czyli w tej Włodawie “zamknęły się za nami bramy więzienia” - niezbyt skądinąd srogiego – ot, takiego prowincjonalnego “pudła” z widokiem na nadbużańskie łęgi.Nie było na powitanie “Scieżek zdrowia”, polewania wodą, wielogodzinnego stania na mrozie, ani innych elementów godnych wykorzystania w kombatanckim wspominku [27]. Wepchniętych do średnio dobrze ogrzanych cel powitał nas Głos. Głos oznajmiał zdumionej Polsce i światu, że właśnie jeszcze ubiegłego wieczora Polska stała na brzegu przepaści, ale on /ten Głos właśnie/ ją znad tej przepaści zawrócił i popchnął w zgoła przeciwnym kierunku. Było tam też trochę o narodzie, który się ma niebawem odrodzić i że nawet nie będzie się musiał sam odradzać, bo mu w tym pomoże wojsko i inne wyspecjalizowane służby. Wtedy stało się dla nas jasne, że nasz niespodziewany pobyt nad Bugiem musi być integralną częścią owego odrodzenia, co byłoby bardzo optymistyczne, gdyby nie dręcząca wątpliwość, czy my też jesteśmy przewidziani do odrodzenia, czy też raczej uznani za przypadki beznadziejne i spisani na straty./.../

Tegoż niedzielnego ranka witały nas gromkie okrzyki “Śmierć komunie – niech żyje Solidarność”, którymi honorowali swoich nowych “kolegów” starzy lokatorzy włodawskiego zakładu karnego” [28].

My, lokatorzy ciasnej ciemni w Pracowni Izotopowej IUNG “dopiero o 5.00 rano z przemówienia szefa WRON, gen. Jaruzelskiego, dowiedzieliśmy się, że komuniści dokonali kolejnego historycznego aktu, biorąc losy narodu w swoje “doświadczone i zasłużone ręce” i przy pomocy wojska i ZOMO właśnie ratują go od “najgorszego”. Jakoś nie potrafiliśmy wzbudzić w sobie entuzjazmu dla tej operacji, ani też wdzięczności dla WRON-y; bardziej przemawiało nam do wyobraźni wezwanie z plakatu:

KOLEDZY!
KOMUNIŚCI ARESZTOWALI
NASZYCH PRZYWÓDCÓW
BROŃMY SIĘ!!!

Postanowiliśmy zatem zorganizować obronę. [29]


Nastroje panujące w tamtą pamiętną mroźną i śnieżną grudniową noc najlepiej oddaje wiersz Krystyny Gądor, napisany w czasie świąt Bożego Narodzenia 1981 r. ale opublikowany dopiero w 1989 r. [30]:

Krystyna Gądor

BALLADA DZIADOWSKA

Trzynastego grudnia roku pamiętnego,

łomotała władza do domu naszego!

Drzwi nam wywalała – i internowała,

ładu i porządku bronić przecież chciała!

Choinki szumiały, dzieciaki płakały...

Takie to wspomnienie – w Boże Narodzenie.

 

Obolałe kości i dotkliwy głód sprawiły, że już od świtu podjęliśmy obserwację przedpola. Wyglądając z okna naszej “sypialni” byliśmy m.in.mimowolnymi świadkami powrotu z kościoła (była przecież niedziela) dwóch członków Komisji Zakładowej Oświaty i Kultury NSZZ “Solidarność”, Ignacego Czeżyka w towarzystwie Bogdana Szewczyka. Panowie ci zatopieni w ożywionej dyskusji defilowali przed nami nieśpiesznym krokiem gwałtownie gestykulując i co chwilę się zatrzymując w ciekawszych momentach debaty. Zachowywali się tak, jakby odbywali zwyczajowy niedzielny spacerek i byli tak zatopieni w dyspucie, że zupełnie nie zwracali uwagi na gęsto krążące piesze i zmotoryzowane patrole, a także na nasze dyskretne wołanie i znaki którymi usiłowaliśmy zwrócić ich uwagę na sprawy bardziej przyziemne: i oni i my wiedzieliśmy już bowiem, że pierwszy z nich był od kilku godzin poszukiwany przez SB a i drugi miał tyle na sumieniu, że mógł się spodziewać aresztowania w każdej chwili.

Skoro świt udało nam się nawiązać kontakt z mieszkającym w pobliżu Jerzym Chmielewskim, [31] a za jego pośrednictwem z dwiema nauczycielkami z Zespołu Szkół Zawodowych Nr 1, Marią Legieć i Ewą Szczygieł. [32]. To właśnie one podjęły trud zwołania na godź 10.00 do siedziby Zarządu Oddziału w budynku Starostwa przy Al. Jedności 19 (obecnie Al. Królewska) ilu się da ocalałych działaczy NSZZ “Solidarność”. Prowadząc ciągłą obserwację, wiedzieliśmy, że czy to przez celowe niedopatrzenie, czy przez nieudolność władz stanu wojennego pomieszczenia Zarządu Oddziału oraz Redakcji Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej” nie zostały zajęte ani opieczętowane i są przez cały czas dostępne. Korzystając z tego oraz z wielkiej sympatii dla Związku portiera budynku Starostwa, który zgodził się przymknąć oko na nasze poczynania, zaczęliśmy już od rana wynosić z tych pomieszczeń papier, dokumenty i sprzęt poligraficzny [33]. Proceder ten przerwali dopiero działacze (niemal w komplecie stawili się członkowie Zarządu Oddziału NSZZ “Solidarność” Ziemia Puławska), którzy zaczęli się schodzić na zebranie tak licznie, że znaczna ich część nie zdołała nawet wejść do budynku. Większość z nich znała już niemal na pamięć telewizyjne przemówienie gen. Jaruzelskiego, bo od północy wszystkie rozgłośnie radiowe i telewizyjne nadawały je na okrągło. Niektórzy przynieśli ze sobą zerwane ze słupów ogłoszeniowych obwieszczenia z tekstem Dekretu o stanie wojennym [34] oraz ręcznie pisane plakaty informujące współobywateli o sytuacji w kraju (Załącznik 2).


To właśnie wtedy, podczas gorącej dyskusji na tematy aktualne i kompletowania listy internowanych kolegów w siedzibie Związku doznałem dobroczynnych skutków nastroju, dziś już prawie zapomnianego a w owych czasach w szeroko pojętych środowiskach opozycyjnych powszechnnego. Epizod, który chcę zrelacjonować, ludziom postronnym może wydawać się nic nie znaczącym drobiazgiem, ale dla mnie zarówno wtedy, jak i obecnie stanowi on egzemplifikację rodzącej się wówczas solidarności, nie tej hasłowej, ale praktycznej, doznawanej na codzień.

Otóż żaden z nas wychodząc wieczorem z domu nie miał tyle przytomności, zeby zabrać ze sobą większy zapas papierosów, wskutek czego te kilkanaście sztuk, które zdołaliśmy zgromadzić przeszukując kieszenie i z którego następnie solidarnie korzystaliśmy wedle potrzeb, wyczerpał się już koło północy. Osoby doświadczone, znające uroki tego nałogu zrozumieją zatem i bez trudu wybaczą, że po prawie bezsennej nocy i po 10 godzinnej abstynencji nikotynowej, moje pierwsze słowa po przestąpieniu progu lokalu Zarządu Oddziału gdzie miało się odbyć zwołane przez nas zebranie nie dotyczyły ani stanu państwa, ani sytuacji Związku, ani nawet represji. Było to pytanie, czy ktoś może mnie poczęstować papierosem. Natychmiast – co było rzeczą zupełnie normalną - wyciągnęło się do mnie kilkanaście paczek, z których zaczerpnąłem do woli. Ale rzeczą daleko przekraczającą moje nadzieje, ale charakterystyczną dla rozpoczynającego się właśnie kilkuletniego okresu powszechnej, bezinteresownej solidarności było to, że jedna z tych paczek pozostała na stałe w moich rękach, a później w kieszeniach znalazłem jeszcze kilka następnych. Po prostu ci co mieli dzielili się z tymi, którzy nie mieli. Osobom, które nie sięgają pamięcią tak daleko wstecz muszę jeszcze wyjaśnić, że w tamtych czasach, a także długo przed tem i długo potem, papierosy, podobnie jak i wszystkie inne produkty niezbędne ludziom do życia (z wyjątkiem octu i musztardy, które zazwyczaj królowały na sklepowych półkach), były przydzielane na kartki w daleko nie wystarczających ilościach w przypadkowym czasie i miejscu, więc ofiarodawcy papierosów nie mieli żadnej pewności czy i kiedy zdołają odnowić własne zapasy. Później takie dowody solidarności i koleżeństwa były w konspiracji solidarnościowej normą.

Nie miałem nigdy okazji podziękować ofiarodawcom tamtych papierosów za ich spontaniczną reakcję, a nie znając ich nazwisk, nie mogę tego zrobić również teraz. Jeśli jednak, któryś z nich będzie czytał te słowa, to chciałbym, żeby wiedział, że ten ich czyn będę z rozrzewnieniem wspominał do końca życia, gdyż pozostanie on dla mnie na zawsze symbolem solidarności, która niespodziewanie narodziła się między nami w tamtych ciężkich i smutnych czasach [35].

Wygłodzeni mieszkańcy PRL cieszyli się wówczas ogromną sympatią i doświadczali dowodów solidarności mieszkańców połowy Europy, spontanicznie zbierających i przesyłających do Polski dary w postaci produktów spożywczych (mąki, ryżu, cukru, oleju [36] itp.), które na naszym rynku były niedostępne, albo dostępne tylko na kartki oraz odzieży. Gromadzeniem i rozdzielaniem tych darów zajmowały się najczęściej parafie. Mieszkając w sąsiedztwie Parafii WNMP w Puławach często byłem proszony o pomoc w rozładunku ciężarówek, które dary do Puław przywoziły. Materialnym dowodem tej międzynarodowej solidarności jest obrazek dołączony do darów zebranych w kantonie Jura w Szwajcarii z miłymi życzeniami od tamtejszego proboszcza (Załącznik 3).


Po tej dygresji powracam do głównego toku narracji, który porzuciłem w chwili, gdy pamiętnego ranka 13 grudnia 1981 r. około godziny 10-ej, w pomieszczeniu Zarządu Oddziału NSZZ “Solidarność” Ziemia Puławska i przed budynkiem kłębił się tłum działaczy i członków “Solidarności”. Jedni z nich przybyli na nasze wezwanie, inni przyszli dowiedzieć się u źródła, jakie stanowisko zajmuje Związek wobec stanu wojennego. Wszyscy byli szalenie rozemocjonowani i domagali się natychmiastowych radykalnych działań odwetowych. Zdając sobie sprawę, że w takich warunkach nie da się zorganizować rzeczowej dyskusji i podjąć próby rozsądnej oceny sytuacji, jeden z obecnych, Wojciech Skowronek, ówczesny dyrektor Oddziału Pszczelnictwa Instytutu Sadownictwa i Pszczelarstwa, mającego swą siedzibę w Pałacu Marynki na Mokradkach, nie bacząc na ryzyko osobiste z tym związane, zaproponował nam przeniesienie zebrania na Marynki. Oczywiście propozycję tę przyjęliśmy z entuzjazmem równiez dlatego, że w każdej chwili mozna było przecież oczekiwać zajęcia pomieszczeń Związku przez Milicję, i drogą dyskretnego zawiadamiania działaczy – naszym zdaniem - godnych zaufania zwołaliśmy zamknięte zebranie wtajemniczonych na godź. 12 w okrągłej sali Pałacu Marynki, skąd w razie zagrożenia łatwo było niespostrzeżenie ewakuować się do parku i rozproszyć po okolicy. Nad bezpieczeństwem zebranych mieli czuwać dwaj studenci Stanisław Głażewski Jr. i Grzegorz Nakonieczny [37] obserwując okolicę w pobliżu miejsca zebrania.

Pierwsze “wojenne” zebranie działaczy “Solidarności” odbyło się już w dziesiątej godzinie wojny [38] i zgromadziło ponad 100 osób z niemal wszystkich puławskich zakładów pracy. Zapadły na nim dwie ważne decyzje: o organizacji działalności podziemnej i o podjęciu strajku protestacyjnego w dużych zakładach pracy. Ustalono też pierwszą listę internowanych obejmującą (narazie) 8 nazwisk: B. Masiak, Z. Kudyk, T. Parfianowicz, K. Murat i J. Skrzyniarz z Zakładów Azotowych, A. Berbeć, i I. Ostrokólski z IUNG oraz K. Małagocki z Zakładów Futrzarskich w Kurowie [39].

Inne zachowane relacje zawierają informacje, że na zebraniu tym działacze “Solidarności” “powołali Komitet Strajkowy Oddziału NSZZ “S” Ziemia Puławska na czele z T. Skibą (IUNG). Zebrani podjęli decyzję o proklamowaniu we wszystkich puławskich zakładach strajku powszechnego” [40], dokonali “oceny sytuacji oraz próby odpowiedzi na pytanie, jak się zachować. Zdecydowanie przeważała opinia, że na ten zbrojny akt agresji aparatu władzy na Narodzie, trzeba odpowiedzieć strajkiem generalnym. W przypadku Puław strajkiem Zakładów Azotowych, który miał zainicjować Jan Nakonieczny...Kończąc pierwsze spotkanie przedstawicieli Komisji Zakładowych na “Marynkach” ustaliliśmy czas i miejsce następnego. Wszyscy w miarę możliwości podjęli się obowiązku organizowania protestu w swoim środowisku...” [41] oraz, że “Chyba wszyscy opowiadali się za strajkiem generalnym. /.../ Decyzja zapadła jednoznaczna: w poniedziałek rano idziemy do pracy i przystępujemy do strajku.” [42]

Do jednej z tych relacji wkradło się kilka nieścisłości.Starałem się je sprostować w Uwagach na temat pracy P. Wojtowicza, [43], pisząc:

“W całkowitej sprzeczności z faktami stoi informacja, że: “Dnia 13 grudnia o godzinie 12 odbyło się w Pałacu Marynki spotkanie kilkudziesięciu działaczy "Solidarności", którzy /.../ powołali Komitet Strajkowy Oddziału NSZZ "S" Ziemia Puławska na czele z T. Skibą (IUNG) i... podjęli decyzję o proklamowaniu we wszystkich puławskich zakładach strajku powszechnego... z powołaniem sie na opracowanie Z. Lesisza (przypis 263). Będąc jednym z uczestników tego zebrania twierdzę, że nie zapadła na nim żadna decyzja, bo zapaść nie mogła i to co najmniej z trzech powodów:

- uczestnicy tego zebrania stanowili nie mającą uprawnień decyzyjnych, przypadkową grupę działaczy, których udało się w ciągu kilku godzin zebrać (w dużej mierze dzięki ofiarności dwóch puławskich nauczycielek: M. Legieć i E. Szczygieł, które od świtu biegały od mieszkania do mieszkania – telefony przecież nie działały);

- jego uczestnicy nie znali wówczas ani sytuacji ogólnej, ani też nastrojów wśród członków swoich KZ-ów, nie rozporządzali więc żadnymi przesłankami na których mogliby oprzeć jakąkolwiek propozycję. Dlatego też wszelkie decyzje odłożono do czasu zapoznania się z sytuacją w kraju (nieoceniona RWE) i sondaży środowiskowych;

- zebrani (a przynajmniej ich część) zdawali sobie sprawę, że wśród przypadkowo zebranych kilkudziesięciu działaczy mogą znajdować się kapusie; w tych warunkach każdy członek jakiegokolwiek powołanego komitetu, czy osoba imiennie obarczona jakimś ważnym zadaniem miałaby minimalne szanse na podjęcie działań; ośrodki internowania tylko na takich czekały.

Moim zdaniem atmosferę zebrania na Marynkach i jego efekty wiernie oddają wspomnienia dwóch jego uczestników: I. Czeżyka, a szczególnie J. Stopki (s.122). Informacje zawarte w tych wspomnieniach mogę wzbogacić o następujące fakty: Zebranie oficjalnie zakończyło się ustaleniem, że jego uczestnicy zorientują się w nastrojach panujących w ich zakładach, a w szczególności w stopniu gotowości pracowników do ewentualnego strajku i wyniki sondażu zaprezentują na następnym spotkaniu, które zapowiedziano na wtorek, 15.12 również na Marynkach.


Mówiąc wprost: 13 grudnia 1981 na Marynkach ani nie został powołany Komitet Strajkowy, ani T. Skiba nie został jego przewodniczącym. Tego dnia nie został również desygnowany na inicjatora strajku w Zakładach Azotowych Jan Nakonieczny. Wszystkie powyższe decyzje zapadły w innym czasie i w zupełnie innych okolicznościach, o czym dalej.

Przyczyną kontrowersji wokół miejsca i czasu powołania Komitetu Strajkowego Ziemi Puławskiej oraz osoby nim kierującej, które mógłby definitywnie rozstrzygnąć jedynie sam Tadeusz Skiba lub któryś z jego ówczesnych współpracowników, wynikają niewątpliwie z faktu, że Zygmunt Lesisz, autor często później cytowanej informacji o tych wydarzeniach nie był ich bezpośrednim uczestnikiem, o czym świadczy choćby fakt lokowania przez niego konspiracyjnego spotkania przedstawicieli różnych zakładów pracy w dniu 13 grudnia na terenie IUNG [44], a nie - jak było w rzeczywistości – w Pałacu Marynki na Mokradkach, korzystał więc z niesprawdzonych informacji z drugiej ręki..

Natychmiast po opuszczeniu Pałacu Marynki powróciliśmy do ewakuacji dokumentów i sprzętu poligraficznego z pomieszczeń Zarządu Oddziału. Brali w tym udział zarówno działacze Związku, jak i osoby postronne. Np. Powielacz marki Gestetner [45] wynieśli z Redakcji Biuletynu w wiklinowym koszu dwaj młodzi ludzie: Grzegorz Nakonieczny i Aleksander Chłopecki. Maszyny do pisania przeznaczone do sporządzania matryc ewakuował Stanisław Głażewski a znaczną część dokumentów Zarządu Oddziału i Redakcji Biuletynu Informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej" ukrył w pomieszczeniach Oddziału Walutowego Narodowego Banku Polskiego (sąsiadujących z pomieszczeniami “Solidarności”) jego ówczesny dyrektor, Tadeusz Kocoń [46]. Udało się również uratować i ukryć w pomieszczeniach IUNG cały zapas papieru zgromadzonego w pomieszczeniu redakcyjnym. Sprzęt i dokumenty wynoszono z pomieszczeń “Solidarności” jeszcze w poniedziałek do południa Odbywało się to pod nosem kolejnych portierów budynku Starostwa, którzy udawali, że tego procederu nie dostrzegają.. Funkcjonariusze MO wkroczyli do pomieszczeń wykorzystywanych przez NSZZ “Solidarność” dopiero w poniedziałek koło południa, ale wtedy niewiele tam już znaleźli. Co prawda część wyniesionych akcesoriów walała się później w okolicznych krzakach (ja np. w zaroślach przed budynkiem Starostwa znalazłem komplet pieczątek Zarządu Oddziału, które przechowuję do dziś), ale w pazury WRON-y wpadło naprawdę niewiele, dzięki czemu represji uniknęło np. wielu korespondentów Redakcji Biuletynu, którzy w swoich listach czasem aż nazbyt szczerze definiowali swój stosunek do komunizmu i “wieczystej przyjaźni PRL z ZSRR”. Listy te oczywiście natychmiast zostały zniszczone, z wielkim pożytkiem dla korespondentów, ale z niepowetowaną szkodą dla historii. Zawierały one bowiem zapis rzeczywistych poglądów, oczekiwań i nadziei ówczesnych obywateli PRL.

Miarą indolencji, a może celowego niedbalstwa władz stanu wojennego w Puławach może być fakt, że dopiero w 1985 r. komuś przyszło do głowy otworzyć szafę stojącą na korytarzu budynku Starostwa, w pobliżu drzwi do dawnych pomieszczeń redakcji Biuletynu Informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej". W nagrodę za dociekliwość znalazł tam znaczną część nakładu “Zniewolonego umysłu” Czesława Miłosza wydrukowanego tuż przed ogłoszeniem stanu wojennego z matryc wypożyczonych z Niezależnej Oficyny Wydawniczej (NOWA). Dzięki temu odkryciu spora część pracowników Starostwa miała okazję wzbogacić swoje księgozbiory o tę pozycję, szczególnie wówczas przez władze nielubianą.

Uratowany sprzęt poligraficzny i papier przenieśliśmy natychmiast do magazynu wazonów w piwnicy pod budynkiem Hali Wegetacyjnej, udostępnioną nam przez Tadeusza Skibę. Zebraliśmy się wtedy w tej piwnicy w nieco zmienionym składzie: ukrywającego się Jana Nakoniecznego, który zapewnił już sobie wygodniejsze i bezpieczniejsze lokum zastąpili Jerzy Chmielewski, Zbigniew Lipa. [47]i Czesław Stolar [48] Druk pierwszych ulotek, biuletynów, odezw i plakatów rozpoczęliśmy już w niedzielę po południu. Tekst pierwszego plakatu tępionego ze szczególną zaciekłością przez ZOMO brzmiał: WILKI PRZYCHODZĄ NOCĄ... [49]Tekst tego plakatu (Załącznik 4) zaproponował Jerzy Chmielewski, a jego (i innych plakatów, których treści nie sposób już dziś ustalić), kolportażem zajął się jeszcze tego samego dnia młodszy syn Jana Nakoniecznego, Paweł [50], uczeń LO im. ks. Adama Czartoryskiego. Przed zmrokiem musieliśmy zakończyć pracę, gdyż światło padające z piwnicznych okienek mogło zwrócić uwagę nieproszonych gości. Resztę popołudnia przeznaczyliśmy zatem na zapakowanie sprzętu poligraficznego do wiklinowego kosza oraz na zacieranie śladów naszego kilkunastogodzinnego pobytu w pomieszczeniach Hali Wegetacyjnej IUNG. W poniedziałek rano pomieszczenia te miały się bowiem stać normalnym miejscem pracy grupy ludzi, z których nie wszyscy kwalifikowali się do wtajemniczenia w nasze niedzielne poczynania.


Przed rozstaniem uzgodniliśmy, że Andrzej Lipa, który z racji charakteru swojej pracy miał dostęp do wszystkich zakamarków pałacu w poniedziałek skoro świt przygotuje stanowisko drukarskie na strychu pałacu nad salą seminaryjną Zakładu Nawożenia [51] i kwadrans przed godziną siódmą rano [52] będzie oczekiwał w umówionym miejscu z kilkoma zaufanymi kolegami, a ja dokładnie o tej samej godzinie dostarczę mu w to miejsce kosz z powielaczem. Uzgodniwszy to wszystko ustawiliśmy kosz z powielaczem przykrytym brudnymi fartuchami laboratoryjnymi na sankach porzuconych przez kogoś na korytarzu hali poczem rozeszliśmy się do domów, aby uniknąć represji zapowiedzianych w Dekrecie o stanie wojennym dla tych, którzy nie wrócą do domów przed godziną milicyjną, którą wyznaczono na 20-tą. Ja z – jak się miało okazać niepotrzebnej - ostrożności tę i jeszcze następną noc spędziłem poza domem korzystając z (nieświadomej) gościnności Zakładu Roślin Specjalnych w ogródku doświadczalnym przy ul. Czartoryskich, gdzie rozkładałem sobie na podłodze śpiwór.

Zupełnie inaczej spędzili pierwszy dzień stanu wojennego strajkujący pracownicy Zakładów Azotowych. Oto relacja jednego z nich, Henryka Sztaby [53]:

“Niedziela 13 grudnia 1981 r. Budzik wydzwania pobudkę. Jest 4.30 rano Zaspany idę do autobusu na ranną zmianę. Ulice jak zwykle puste o tej porze. Godzina szósta. Idę z pobranymi analizami do labolatorium i tu – konsternacja. Radio. Przemówienie Jaruzelskiego. Stan wojenny

Pierwsze gorączkowe narady. Jesteśmy sami i zdani na siebie. Telefony nie działają. Samorzutnie pada hasło do strajku. O godzinie 9 jest już z nami kolega Zygmunt Woźny. Sterownia Amoniaku zapełnia się setkami ludzi. Przychodzą z miasta wieści o aresztowaniu Jasia Kudyka [54] i wielu naszych z “Solidarności” . Trwa gorączkowa narada, co robić. Decydujemy się wreszcie na strajk okupacyjny z częściowym wyłączeniem produkcji. Podyktowane to jest troską o losy najbliższych w mieście. Odstawić całą produkcję – to skazać miasto na pastwę mrozu poprzez pozbawienie ciepła z sieci grzewczej z EC.

Powoli sytuacja zaczyna się stabilizować, rośnie determinacja tych, którzy decydują się na gest oporu, na podniesienie głowy...

Powoli kończy się ten dzień. Jedni z drugimi dzielą się kęsem chleba, każdy zaczyna szukać miejsca do snu. Idę porozmawiać z Zygmuntem. Jest zdecydowany, ale w oczach czai się wyraźny niepokój. Zwracam uwagę, że należy zorganizować warty i całonocne czuwanie, zabezpieczyć przejścia, aby nie dać się zaskoczyć przez przemoc.

Tak, jesteśmy bez doświadczenia. Tego strajku i jego organizacji dopiero trzeba się uczyć.

Wracam na sterownię. Setki pokotem leżących kolegów. Jeszcze nie śpią, Wyczuwa się atmosferę przygnębienia. Zwracam się do kolegów z propozycją wspólnej modlitwy wieczornej. Zgoda. Prowadzę tę modlitwę. Bez wymyślnych słów. Ojcze Nasz i Zdrowaś i parę ciepłych słów, że przecież nie jesteśmy sami. Jeszcze chwil parę po modlitwie trwa cisza, a potem jakaś dziwna metamorfoza. Uśmiechy, poklepywania, rozmowy. Powiało ufnością. Decyzją ogółu modlitwa rano i wieczorem w sposób zbiorowy i zorganizowany zostaje tego wieczoru postanowiona.

Koledzy wysyłają mnie do dwóch pozostałych punktów strajku w Za Puławy, to jest do Zakładu Amoniaku II i do Wytwórni Kaprolaktamu. Legitymuję się przepustką strajkową “Solidarności” ZA Puławy nr 1. Rozmawiam o pierwszych wrażeniach, dzielimy się spostrzeżeniami natury organizacyjnej. Mówię o czynniku wzmocnienia duchowego poprzez zbiorową modlitwę. Akceptują to i wprowadzają u siebie.

Wracam na Amoniak. Zjawia się Zdzicho Wiśniewski i jeszcze paru kolegów. Pomagam im zainstalować się w pokojach kierownictwa Zakładu. Przynosimy radio. Zaczyna się nasłuch. Maszyny terkoczą calą noc. Nad ranem wyruszą na miasto pierwsi kurierzy obładowani ulotkami [55].

Tak minął niepokornym pierwszy dzień stanu wojennego [56].”

Do relacji Henryka Sztaby dodać należy informację, że do strajku w ZA “Puławy” przyłączyli się “nieliczni pracownicy firm obcych stacjonujących na terenie Zakładów, z “Mostostalu”, “Chemizoli” z Instytutu Nawozów Sztucznych. Jest też “Solidarność” z IUNG-u [57], a także grupa studentów z UMCS [58].”


Tadeuszowi Deputatowi, działaczowi NSZZ “Solidarność w IUNG poniedziałkowy poranek 14 grudnia kojarzy się natomiast z osobą tow. [59] Michała Asprasa. W jego pamięci spośród wielu wydarzeń, owego dnia utrwaliły się bowiem dwa:

14 grudnia 1981 r. poszedłem jak zawsze przed godziną 7 do pracy. Listę obecności pracownicy IUNG podpisywali na portierni. Ja natomiast swoją listę wziąłem do Zakładu. Jeszcze nie odszedłem od portierni, jak nieznajomy pan zebrał wszystkie pozostałe listy punktualnie o godzinie 7 i poszedł w kierunku dyrekcji. Jak się okazało, ów człowiek to “utrwalacz” władzy ludowej, który w ten sposób chciał zmusić do przestrzegania dyscypliny pracy w stanie wojennym. Tym “utrwalaczem” był, jak się później okazało, peerelowski apoaratczyk Aspras. Osoby, które nie zdążyły podpisać obecności, podobno dostały nagany, które długo nie zajmowały miejsca w teczkach personalnych.

Solidarność IUNGowska miała w świetlicy bibliotekę z książkami, broszurami i czasopismami oficjalnie dotąd nie wydanymi. Zaraz na początku dnia cała biblioteka zniknęła [60]. Zaopiekowali się nią pracownicy Działu Technicznego. W świetlicy był też sklepik, w którym można było kupić m.in. znaczki Solidarności. Wszystkie znaczki, a było ich dwa plastykowe wiadra, przyniosłem do Zakładu, aby je sprzedać. Wieść o nich szybko się rozniosła po Instytucie i w ciągu dwóch godzin oba wiadra były puste. Pieniądze uzyskane ze sprzedaży przydały się bardzo w czasie działalności podziemnej [61].

Oryginalną formę strajku okupacyjnego zastosowała młodzież z LO im. ks. Adama Czartoryskiego w Puławach, zorganizowana w Suwerennościowym Porozumieniu Młodzieży (SPM). Ich protest wyrażał się siedzeniem na schodach przed pokojem nauczycielskim w ciągu każdej przerwy między lekcjami [62].

Dla mnie ów pamiętny poniedziałek rozpoczął się o godzinę wcześniej. W tym dniu przyszedłem bowiem do IUNG-u tuż po godzinie 6-ej, żeby przygotować wszystko do transportu sprzętu. Trochę się tego bałem, gdyż znacznie większa szerokość dna kosza od szerokości sanek zapowiadała dużą ich wywrotność, a ja musiałem je przeciągnąć przez dwa krawężniki ul. Głębokiej. Zaczęłem się więc zastanawiać, co powinienem zrobić jeśli mój ładunek wysypie się z kosza na środku ulicy w okresie sporego już o tej porze ruchu. W trakcie tych rozmyślań do hali weszła Henryka Rzepka-Sulima z Pracowni Izotopowej IUNG, która zawsze przychodziła do pracy nieco wcześniej od innych bo dojeżdzała spoza Puław. Widząc moją strapioną minę spytała, czy może mi w czymś pomóc. Odpowiedziałem niezupełnie zgodnie z prawdą, że muszę zawieźć do pralni brudne fartuchy ale boję się wywrotki. Oczywiście nie uwierzyła w ani jedno słowo, bo odwożenie brudnych fartuchów nie należało do moich obowiązków, a sytuacja nie pozostawiała wątpliwości, że ładunek na sankach jest trefny, ale nie zadając już żadnych pytań zaofiarowała z pomocą. Mokrzy z emocji, ja ciągnąc sanki za sznurek, ona popychając je z tyłu i przytrzymując kosz dociągnęliśmy ładunek na dziedziniec pałacowy i, jak to było umówione, schowaliśmy go za kępą cisów w pobliżu wejścia na schody wiodące na strych. Nigdy później z Panią Henią o tym nie rozmawiałem, bo najpierw był stan wojenny, a później Pani Henia przeniosła się z IUNG-u do Zakładów Azotowych. Dlatego dopiero teraz mogę się do niej zwrócić i powiedzieć: Pani Heniu, serdecznie Pani za tę milczącą pomoc dziękuje i przepraszam za ryzyko, na które nieopatrznie Panią wtedy naraziłem.

Na pałacowym strychu powielacz pozostał tylko kilka dni: było tam bardzo zimno, bo mróz trzymał siarczysty a pomieszczenie było tak niskie, ze drukarze musieli pracować na kolanach. Odwiedziłem ich tylko raz przynosząc im gorącą herbatę, później w trosce o bezpieczeństwo zabronili mi wszelkich odwiedzin. W chwili mojej wizyty pracowali na powielaczu Zbigniew Lipa z IUNG i Czesław Stolar z Zakładów Azotowych. Później Cz. Stolara zastąpił pracownik IUNG, Zbigniew Mazur. Plonem ich pracy były m.in. plakaty (Załącznik 6), rozlepiane w ciągu następnych dni w całym mieście oraz obszerna ulotka z tekstem Stanisława Głażewskiego [63] kolportaż której zaprowadził do aresztu kilku puławskich uczniów [64], a przed surowe oblicze Sądu Wojskowego trzech puławskich studentów.

We wtorek rano Czesław Stolar przedostał się na teren strajkujących Zakładów Azotowych, gdzie powierzono mu zadanie zorganizowania poligrafii [65]. Wywiązał się z niego z iście bondowską pomysłowością, w ciągu kilku godzin uruchamiając drukarnię właściwie z niczego. We wspomnieniach spisanych w 2006 r. [66] Cz. Stolar opisał tamte wydarzenia w następujący sposób:

Mnie we wtorek [67] rano udało się przedostać na teren Z.A. Udałem się od razu na zakład Amoniaku I, gdzie już czekał na mnie Zdzicho Wiśniewski i Stacho Dębicki. Redagowali Biuletyn Starajkowy – Informacje z “Wolnej Europy” i Głosu Waszyngtonu [68] i jakieś przecieki od kurierów ze Świdnika o okupacji.

Miałem za zadania wydrukować ulotkę-orędzie, na szczęście miałem woskówki i farbę. Z ramki od Instrukcji BHP zrobiłem ramę do drukowania. Dziewczyna musiała się poświęcić, zdjęła rajstopy na siatkę do druku. Wpisałem tekst na woskówkę i wydaliśmy pierwszy Biuletyn Strajkowy stanu wojennego ze strajku w Z.A. Puławy [69]. Potem powstał jeszcze jeden numer.

A jeszcze jedno: wałek do druku. Przyniósł go pan Krzysio Futera z Zakładu Mechanicznego – miałem u niego wcześniej praktyki. Pewnie wałek miał być dla żony . Ale może uratowałem mu życie, bo mogła mu przyłożyć tym wałkiem za ten strajk.

Dlatego o tym piszę, bo nikt, kto nie był na tym strajku nie wie, jaka była atmosfera – bombardowanie przez głośniki radiowęzła – płaczące żony i matki, wzywające do wyjścia. Pamiętam zajście, gdy żona apelując do męża skłamała, że zmarł jego ojciec. Wyszedł ze strajku, było mu przykro. Podziwiam go bo za parę godzin wrócił, stanął na taborecie i powiedział, że żona go oszukała. To były budujące momenty tego strajku

Pan Henryk Sztaba odprawiał Msze Święte [70]. Na zorganizowanym ołtarzu stała Konstytucja PRL z kirem.

Po wydrukowaniu drugiego numeru Biuletynu zapadła decyzja, że przenosimy się na Amoniak II.

Po “załatwieniu” Świdnika ekipy wojsk i milicji ruszyły na Puławy. [O zakończeniu strajku] decydowali zapewne pan Stopka i pan Skrzyniarz [71]


Przebieg i zakończenie strajku w Zakładach Azotowych (nastroje panujące wówczas w ZA doskonale ilustruje dramatyczna treść odręcznych plakatów (Ilustracja 9), rozlepianych w mieście przez rodziny strajkujących w trakcie oczekiwania na pojawienie sie wojska i ZOMO), zostały wyczerpująco opisane w licznych opracowaniach [72], powrócić zatem wypada do wydarzeń które się rozegrały na strychu Pałacu Czartoryskich – siedziby IUNG.

Tuż po Świętach Bożego Narodzenia ze względu na katorżnicze warunki pracy na pałacowym strychu i groźby dekonspiracji, dzięki staraniom Zbigniewa Lipy, powielacz wywieziono ciężarówką prowadzoną przez Jana Szczygła, pracownika RDP [73], do letniej kuchni przy domku na Działkach, zamieszkiwanym przez działacza Związku, Andrzeja Krawczyka [74]. Asystowałem przy tym z daleka obserwując jak wózek akumulatorowy wiozący kosz z powielaczem, zgrabnie wymijając na dziedzińcu SB-ckiego “opiekuna “ IUNG por. Jerzego Masłowskiego składającego akurat w Instytucie swoją codzienną wizytę, zmierza do bramy małego parku od ul. Izabelli, gdzie oczekiwał już ze swoim pojazdem Jan Szczygieł.

Zanim jednak doszło do ewakuacji powielacza z IUNG-u zostały na nim wydrukowane co najmniej dwa numery Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej” i kilka tekstów ulotnych. Dla przypomnienia ich zawartości posłużę się opracowaniem Piotra Wojtowicza:

“Z datą 17 grudnia ukazał się pierwszy po delegalizacji związku numer biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej” - nosił kolejny numer wydawniczy 67(75) i dedykowany był internowanym członkom redakcji A. Berbeciowi, K. Małagockiemu oraz I. Ostrokólskiemu. W tekście “Do czytelników” redakcja wyjaśniała: “Zarząd Oddziału NSZZ “Solidarność” Ziemia Puławska został przez partię zawieszony, biura i redakcję biuletynu opieczętowano. Zespół redakcyjny, przetrzebiony aresztowaniami stracił możliwość pracy. Ale związek działa nadal. Dawnych działaczy zastąpili nowi. Powstał również nowy zespół redakcyjny biuletynu, który podobnie, jak tow. Jaruzelski w PRL, postanowił objąć absolutną władzę w wydawnictwach związkowych. Dzięki temu pismo nie straci ciągłości, a czytelnicy, którzy w ciągu ponad roku zdążyli się przyzwyczaić do przeglądania “Solidarności Ziemi Puławskiej” będą ją nadal przy końcu każdego tygodnia przeglądać. Nowy zespół redakcyjny postanowił pozostawić bez żadnych zmian winietę pisma dopisując jedynie datowanie według nowej ery: ery czerwonego faszyzmu. Czytelnicy muszą nam darować, że biuletyn będzie chudy, na nędznym wydawany papierze i prymitywną techniką. Nie możemy mu ponadto zagwarantować tak wysokiego poziomu jak dawny, doświadczony i fachowy zespół redakcyjny. Ale najważniejsze, że będzie wychodził nadal. Natychmiast po likwidacji dyktatury czerwonych faszystów uroczyście zobowiązujemy się przekazać redakcję pisma w godne ręce jej założycieli i prawowitych redaktorów. Mamy nadzieję, że nie zdążymy wydać więcej niż 3-4 numery” [75].

Ten tak szumnie zaanonsowany “nowy zespół redakcyjny” biuletynu był w istocie jednoosobowy. Autor tekstów, redaktor pisma i wykonawca matryc woskowych nazywał się Stanisław Głażewski, a pluralis majestatis używał wyłącznie dla stworzenia iluzji, że solidarnościowe podziemie aż pęka od nadmiaru ochotników. Spodziewając się w każdej chwili aresztowania, a terminowe wydawanie biuletynu uważając za sprawę najwyższej wagi poprosiłem o zorganizowanie rezerwowej redakcji Irenę Kobus [76], ale redakcja ta przed konfiskatą powielacza w końcu stycznia 1982 r. nie zdążyła już podjąć pracy.

Wyjaśnić jeszcze należy, dlaczego tak zależało mi na nieprzerwanym, regularnym wydawaniu biuletynu. Przede wszystkim chodziło o to, żeby członkom NSZZ “Solidarność” w Puławach dostarczyć materialnego dowodu, że Związek wcale nie został rozbity i mimo represji nadal istnieje i działa. Po drugie, naiwnie wyobrażałem sobie, że jeśli mimo internowania większości członków redakcji, biuletyn będzie wychodził nadal, to władze stanu wojennego uznają internowanie redaktorów za nieskuteczne i wypuszczą naszych kolegów na wolność. Podobną naiwnością zgrzeszyłem oceniając w tekście “Do Czytelników” okres obowiązywania stanu wojennego na 3-4 tygodnie, wyobrażając sobie, że jeśli będziemy mnożyć niezbite symptomy nieprzerwanego działania Związku w konspiracji, to WRON, przekonawszy się o nieskuteczności represji, stan wojenny czemprędzej odwoła i przystąpi do negocjacji. Taką naiwnością grzeszyłem zresztą nie ja jeden, o czym świadczy z przekonaniem powtarzane wówczas porzekadło: “Zima wasza – wiosna nasza”. Przypomnę jeszcze, że tego rodzaju optymizm odziedziczyliśmy po rodzicach, którzy zimą 1940 r. uprzyjemniali sobie smutne okupacyjne dni podśpiewując z identycznym wyczuciem sytuacji: “Gdy słoneczko zaświeci – sikoreczka [77] przyleci”

W dalszej części swojej pracy, na stronie 138, Piotr Wojtowicz omawia następny numer Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej” pisząc [78]:

“W datowanym na 24 grudnia numerze 68(76) biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej” czytamy: “Z okazji Świąt Bożego Narodzenia, Komitet Strajkowy Ziemi Puławskiej składa wszystkim członkom i sympatykom NSZZ “Solidarność” serdeczne życzenia rychłego urzeczywistnienia się naszych marzeń o wolnej, niepodległej i samorządnej Polsce... Przy wigilijnej wieczerzy pomyślimy i o tych, którzy z determinacją okupują kopalnie, huty i fabryki, protestując w imieniu nas wszystkich przeciwko haniebnej próbie faszyzacji naszej Ojczyzny i ponownego ubezwłasnowolnienia społeczeństwa. Ze szczególną wdzięcznością pomyślimy więc o załodze puławskich “Azotów”, która wraz z załogami kilku innych przedsiębiorstw i instytucji, nadaremnie oczekując czynnego wsparcia ze strony pozostałych puławskich zakładów pracy i wiele przy tym ryzykując, potrafiła z godnością bronić przez 6 długich dni i nocy honoru Ziemi Puławskiej, demonstrując w imieniu 30 tysięcy członków “Solidarności” kategoryczny sprzeciw wobec bezprawnych antynarodowych i antyspołecznych poczynań władz partyjnych...”

Nie ulega wątpliwości, że wspomniany w powyższym tekście “Komitet Strajkowy Ziemi Puławskiej” był strukturą całkowicie fikcyjną powołaną do życia medialnego tylko po to, żeby odwrócić uwagę unkcjonariuszy SB od struktur rzeczywiście działających. Dowodem na to niech będzie fakt, że wszystkie teksty, również ten zacytowany wyżej oraz inne sygnowane nazwą “Komitet Strajkowy Ziemi Puławskiej” w Nr 68(76) biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej” napisałem ja sam bez niczyjej inspiracji czy upoważnienia. Według mojej wiedzy oprócz Komitetu Strajkowego działającego w dniach 14-19 grudnia w Zakładach Azotowych i stowarzyszonych z nimi przedsiębiorstwach, takich jak Instytut Nawozów Sztucznych, TECHPAN itp., po 13 grudnia 1981 r. nie istniał w Puławach żaden inny komitet strajkowy, a ten działający przez 6 dni w ZA Puławy został powołany nie na Marynkach w dniu 13 grudnia pod przewodnictwem T. Skiby - jak informuje powołując się na wspomnienia Z. Lesisza - Piotr Wojtowicz na s.122, ale dzień później w Zakładach Azotowych z inicjatywy i pod przewodnictwem Zygmunta Woźnego, jak pisze on na s.125-126 powołując się na to samo źródło. Dopuszczam jednak myśł, że komitet taki mógł istnieć poza moją wiedzą, gdyż w tamtych czasach różne zakonspirowane struktury opozycyjne organizowały się spontanicznie na zasadzie kooptacji wybranych osób przez jednostki obdarzone inicjatywą i skłonnościami przywódczymi. Opis uformowania się jednej z takich struktur, której trzon stanowili działacze zgromadzeni przez Jana Nakoniecznego na terenie przedsiębiorstwa WODROL w Puławach w dniu 14 grudnia, przedstawię nieco dalej.


Zamykając ten temat dodać jeszcze należy, że Informatory Strajkowe Ziemi Puławskiej, o których Piotr Wojtowicz wspomina na s. 128 swojego opracowania były bez wątpienia organami Komitetu Strajkowego w Zakładach Azotowych i tam były redagowane Fakt ten czyni bardzo prawdopodobną myśl, że nazwy: “Komitet Strajkowy w ZA” i “Komitet Strajkowy Ziemi Puławskiej” były używane zamiennie dla określenie tej samej struktury. Ale i tę wątpliwość mogą rozstrzygnąć wyłącznie uczestnicy lub bezpośredni obserwatorzy tamtych wydarzeń.

Obok kilkudziesięciu tekstów artykułów, apeli, odezw i oświadczeń, które w ciągu tych gorących dni grudnia 1981 r. wyszły spod mojego pióra, a których z pamięci wymienić i zliczyć już nie potrafię, była również ulotka, o której P. Wojtowicz wspomina na stronie 134 swojej pracy [79]:

“W odezwie zatytuowanej “Dość zbrodni PZPR hańbiących cały Naród”, podpisanej przez “Solidarność Ziemi Puławskiej” czytamy między innymi: ....Zbrodnia w kopalni Wujek obciąża w pierwszym rzędzie PZPR. I to nie tylko jej KC. Popierając i aprobując swoją przynależnością do zbrodniczej organizacji wszystkie jej działania, każdy członek PZPR ubroczył sobie ręce krwią górników z kopalni Wujek, mimo, że na tych rękach nie obeschła jeszcze robotnicza krew przelana 11 lat temu na Wybrzeżu... Robotniczą krew przelaną w kopalni Wujek i na Wybrzeżu, a także pamięć innych, liczących się w setki tysięcy ofiar partii, możemy uczcić tylko w jeden sposób: uporczywą walką o demokratyczną i praworządną Rzeczpospolitą..” W zakończeniu znalazł się apel do Wojska Polskiego, by nie udzielało pomocy partii w “jej zbrodniczej walce z Narodem”, lecz by żołnierze w oparciu o chlubne tradycje nieśli “na sztandarach hasło wolności”. To ostatnie zdanie z apelem do żołnierzy zostało już wkrótce przez Prokuraturę Wojskową utożsamione z przestępczym osłabianiem gotowości sił zbrojnych do obrony granic PRL i stało się powodem sporych kłopotów trójki studentów, którzy tę ulotkę kolportowali [80]

Przy czytaniu tekstów pisanych na przełomie grudnia 1981 i stycznia 1982 r. aż bije w oczy dominujący w nich ton egzaltacjii, który dzisiejszego czytelnika może razić i odstręczać, ale właśnie takie wówczas panowały nastroje wywołane poczuciem bezsilnej złości po brutalnym zerwaniu przez WRON Porozumień Sierpniowych, stłumieniu przemocą odzyskanej na chwilę wolności i podjęciu (na szczęście nieudanej) próby zniszczenia “Solidarności”, którą z takim mozołem przez kilkanaście miesięcy budowaliśmy i z którą tak wielkie wiązaliśmy nadzieje.

Powracając do wydarzeń, które rozegrały się w poniedziałek 14 grudnia 1981 r., należy dodać, że jeszcze do południa związkowcy z IUNG wynosili z pomieszczeń Zarządu Oddziału NSZZ “Solidarność” Ziemia Puławska i Redakcji Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej” i ukrywali pozostałe tam jeszcze dokumenty i zapasy papieru. Około południa niemal puste pomieszczenia zostały zamknięte i opieczętowane. Podobny los spotkał lokal Komisji Zakładowej NSZZ “Solidarność” w IUNG. Skonfiskowane zostały również z pomieszczeń Zakładu Małej Poligrafii IUNG dokumenty i materiały redakcyjne Informatora NSZZ “Solidarność” w IUNG “PRZESZŁOŚĆ-PRZYSZŁOŚCI”, w tym również kompletna makieta ostatniego, 28 numeru tego pisma przygotowywana właśnie do druku a także egzemplarz unikalnego w PRL opracowania “POZA KRAJEM – ZA OJCZYZNĘ. Żołnierz polski na frontach zachodnich II Wojny Światowej 1939-1945”, które nigdy się już nie odnalazły. Szczególnie żal mi było książki, którą otrzymałem w darze od Koła Polskiego w Rzymie w czasie pielgrzymki zorganizowanej przez puławski KIK we wrześniu 1981 r. i z niemałym strachem przeszmuglowałem przez granicę. Poszczególne rozdziały tej książki drukowane w odcinkach jako wkładka do Informatora cieszyły się olbrzymią poczytnością, jako nieocenione źródło wiarygodnej wiedzy o wówczas prawie nieznanych epizodach z dziejów Armii Polskiej na Zachodzie. W chwili ogłoszenia stanu wojennego nieopublikowany został tylko jeden rozdział tej książki o Pomocniczej Służbie Kobiet.

Żeby przywołać pamięci dalsze wydarzenia tego dnia należy się cofnąć do niedzieli 13 grudnia, kiedy to “Po zakończeniu spotkania na Marynkach w dniu 13.12, najaktywniejszy jego uczestnik, Jan Nakonieczny (wobec groźby internowania ukrywający się już od kilku godzin) poufnie umówił się z kilkoma dobranymi według nieznanego mi klucza, osobami na konspiracyjne spotkanie w poniedziałek 14.12 w Wodrolu [81] (wzmiankę o tym spotkaniu zamieścił P. Wojtowicz na s.124) i to właśnie na tym spotkaniu (w autobusie krążącym wokół terenu Wodrolu) zapadła decyzja m.in. o konieczności wydelegowania kogoś kompetentnego i obdarzonego charyzmą do ZA w celu podtrzymania strajku (padło na Jana Nakoniecznego, który, oprócz wymienionych walorów, miał wśród działaczy "S" w ZA wielu znajomych i przyjaciół jeszcze z czasów organizowania pierwszych struktur NSZZ "Solidarność"). [82]Jan Nakonieczny towarzyszył strajkującym pracownikom Zakładów Azotowych aż do końca protestu. Opuścił teren ZA, przeskakując w nocy przez ogrodzenie, dopiero na kilka godzin przed pacyfikacją Zakładów przez oddziały ZOMO, i lasami przekradł się do miasta, gdzie natychmiast podjął chwilowo przerwaną działalność organizacyjną.

Relację tę uzupełnić wypada informacjami zawartymi w zeznaniach Andrzeja Krawczyka [83], które Piotr Wojtowicz odnalazł w zasobach IPN a ich treść opublikował na stronach 124-125 swojej pracy [84].

“W dzień wprowadzenia stanu wojennego Andrzej Krawczyk spotkał w siedzibie Zarządu Oddziału NSZZ “Solidarność” Ziemia Puławska wiceprzewodniczącego J. Łodygę, który poinformował go o miejscu i terminie konspiracyjnego zebrania. Odbyło się ono następnego dnia – 14 grudnia na terenie Przedsiębiorstwa Zaopatrzenia Rolnego w Wodę “Wodrol” w Puławach, a w spotkaniu uczestniczyli I. Czeżyk, H. Komsta, J. Łodyga, J. Nakonieczny, S. Głażewski oraz kilka innych osób. Podczas zebrania podjęte zostały decyzje o kontynuowaniu działalności związkowej, która miała polegać między innymi na drukowaniu i rozpowszechnianiu niezależnych wydawnictw oraz organizowaniu oporu w puławskich zakładach pracy, z wyłączeniem Zakładów Azotowych, w których działa inna grupa osób. Działacze, którzy zebrali się w “Wodrolu” w różnym składzie spotykali się regularnie, przeciętnie co dwa dni. Na wniosek J. Nakoniecznego teren Puław podzielono na 5 rejonów kolportażu ulotek i innych wydawnictw”.

Do listy uczestników tego spotkania zawartych w powyższym tekście mogę dodać tylko jedno nazwisko: Edwarda Owczarskiego oraz przypuszczenie, że musiał wśród nas być ktoś z “Wodrolu”, kto to niecodzienne spotkanie w autobusie zorganizował. Napewno nie było na nim Tadeusza Skiby, gdyż przypominam sobie, że właśnie na tym zebraniu Jan Nakonieczny przekazał mi dla niego kilka poufnych informacji i jedną prywatną prośbę. Gdyby mógł, niewątpliwie przekazałby je Tadeuszowi Skibie osobiście. Fakt ten wskazuje, że kluczowa decyzja o delegacji Jana Nakoniecznego do strajkujących już Zakładów Azotowych zapadła bez udziału T. Skiby, co stanowi ważną przesłankę podważającą informację Z. Lesisza o jego powołaniu na szefa Komitetu Strajkowego Oddziału NSZZ “Solidarność” Ziemia Puławska.już 13 grudnia na Marynkach.

Zgodnie z zeznaniami Andrzeja Krawczyka i moją pamięcią grupa osób, która spotkała się 14 grudnia w “Wodrolu”, po zakończeniu strajku w Zakładach Azotowych w dniu 19.12.1981 r., utworzyła Komitet Obrony Narodowej (KON), któremu przewodził Jan Nakonieczny. Jako uczestnik kilku pierwszych konspiracyjnych spotkań grupy i współtwórca jej założeń programowych [85] mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że głównym celem KON "Ziemia Puławska" kierowanego przez Jana Nakoniecznego było przygotowanie społeczeństwa do spodziewanej konfrontacji zbrojnej i dlatego organizacja ta miała quasi wojskową pionową strukturę organizacyjną.

Oprócz przygotowań do konfrontacji z twórcami stanu wojennego KON zajmował się redakcją, drukiem i kolportażem bibuły, a także organizowaniem różnych akcji opozycyjnych, takich jak: spacery w Alei Partyzantów w czasie nadawania Dziennika Telewizyjnego (spacery te odbywały się na początku lutego 1982 r.; uczestniczyły w nich tłumy Puławiaków, mimo, że spacerujący byli fotografowani a często również legitymowani i mogli się spodziewać kłopotów w pracy), bojkot prasy, zapalanie świec w oknach 13 i 16 dnia każdego miesiąca, akcje plakatowe i ulotkowe, wylepienie Trybuną Ludu chodnika przy bramie nr 1 Zakładów Azotowych.


Jedną z pierwszych akcji organizowanych przez KON była akcja zrywania obwieszczeń z tekstem Dekretu o stanie wojennym. Po kilku dniach stanu wojennego plakaty te znikły ze wszystkich słupów ogłoszeniowych więc władze poleciły umieszczać je na wewnętrznej stronie sklepowych okien wystawowych. Wtedy przedsięwzięto akcje zespołowe, z których jedną miałem okazję obserwować z niewielkiej odległości. Zespół stanowiło trzech studentów: Stanisław Głażewski Jr., Grzegorz Nakonieczny i Jakub Skiba. Jeden z nich zostawał przed sklepem i udając, że ogląda wystawę zasłoniał plakat z zewnątrz a dwaj pozostali wchodzili do sklepu. Jeden z nich zasłaniał plakat od wewnątrz, a drugi jednym uchem zrywał go, miął i chował pod rozpiętą kurtkę, poczem niespiesznie opuszczali sklep, wyrzucali to co zostało z plakatu do najbliższego kosza i rozglądali się za następnym powtarzając operację da capo.

Pamiętam jeszcze z tamtych czasów dwie inicjatywy KON, które do białości rozpalały wściekłość puławskich funkcjonariuszy SB. Wykonawcą pierwszej z nich był Edward Owczarski, który pracował wówczas jako operator wielkiego dźwigu budowlanego wykorzystywanego akurat przy budowie pawilonu “Społem” naprzeciwko bydynku Komitetu Miejskiego PZPR przy ul. Zwycięstwa (obecnie Marszałka J. Piłsudskiego) [86] Przy pomocy wysięgnika tego dźwigu Edward Owczarski rozrzucił wielki plik ulotek “lżących, wyszydzających i poniżających” PRL i jego władze w nocy z 30 kwietnia na pierwszego maja, wskutek czego wyelegantowani działacze zamiast w skupieniu przygotowywać się do pochodu musieli gonić po ulicach ulotki, które dzięki ożywczemu wietrzykowi pląsały jak rybki w bystrym nurcie. Sporo było przy tym śmiechu (oczywiście nie funkcjonariuszy PZPR), ale Edward Owczarski przypłacił ten figiel więzieniem i utratą pracy [87].

Nie mniej sprytny figiel wycięli SB-kom pracownicy Zakładów Azotowych dojeżdzający do pracy asfaltową drogą rowerową biegnącą przez las. To właśnie oni wypisywali na tej drodze różne hasła używając do tego celu kapsli od piwa wbijanych w rozmiękły asfalt. Wydłubanie tych kapsli nie było rzeczą ani łatwą, ani miłą zważywszy, że pracę tę trzeba było wykonać w dzień (w nocy nie udałoby się usunąć kapsli bez rujnowania nawierzchni drogi) wysłuchując urągliwych uwag przejeżdzających pracowników ZA. Osobiście widziałem tam hasła typu: “Solidarność żyje” albo “WRON-a skona”, ale słyszałem, że zdarzały się tam teksty nierównie mniej eleganckie.

I to już właściwie wszystko, co potrafię powiedzić o działalności KON, gdyż z organizacją tą byłem związany tylko przez kilka tygodni. W tym krótkim okresie czasu uczestniczyłem w kilku zebraniach, z których pierwsze odbyło się w mieszkaniu zaoferowanym do tego celu przez Edwarda Owczarskiego w budynku usytuowanym na rogu ul. Piaskowej i Eustachiewicza. Zapamiętałem je tak dobrze dlatego, że nie byłem pewien, czy nie zaciągnę za sobą “ogona” i dlatego – zdając sobie sprawę, że ze względu na kiepski wzrok mam kłopoty z rozpoznawaniu ludzi, nawet znajomych – poprosiłem kolegę z IUNG, Edwarda Szelęźniaka, żeby odprowadził mnie na miejsce i idąc kilkadziesiąt kroków z tyłu da mi znać, jeśli zauważy coś podejrzanego. Żadnego kapusia oczywiście nie wypatrzył, bo go nie było, a zebranie odbyło się bez przeszkód. Został na nim dokonany podział miasta na 5 stref organizacyjnych i kolportażowych, rozdane zadania do wykonania w ciągu następnych kilku dni (polegające głównie na nawiązywaniu kontaktów organizacyjnych z poszczególnymi zakładami pracy), ustalone hasła i wyznaczone miejsce i czas następnego spotkania.

Bezpośrednią przyczną urwania się moich kontaktów z KON było aresztowanie mojego najstarszego syna Stanisława Jr., który wraz z dwoma kolegami Grzegorzem Nakoniecznym i Jakubem Skibą dał się przydybać jeszcze przed Świętami patrolowi ZOMO na srogo wówczas karanym plakatowaniu, [88] wskutek czego na jakiś czas straciłem ochotę do knucia. Mój rozbrat z KON-em (ale nie z Janem Nakoniecznym, z którym spotykałem się nadal m.in. organizując mu spotkania z członkami rodziny, wymieniając z nim “bibułę” i informacje a także redagując na jego prośbę kilkadziesiąt ulotek i tekstów publicystycznych do biuletynu) był jednak nieunikniony również z powodu zasadniczej różnicy poglądów na cele i metody opozycji. Szybko uświadomiłem sobie bowiem moją całkowitą nieprzydatność do działań harcersko-wojskowych, a taki właśnie charakter nadał swojej organizacji Jan Nakonieczny. Nie potrafiłem również zaakceptować metody publicznego zniesławiania nawet najgorliwszych funkcjonariuszy partyjnych, lub wolontariuszy WRON w rodzaju Michała Asprasa, z amatorstwa wysługujących się władzom [89], przez publikowanie w anonimowych pismach i ulotkach nieprawdziwych informacji.

Takie metody piętnowania osób współpracujących z władzami PRL zostały zresztą nieco później potępione również przez władze podziemnej “Solidarności” m.in w Oświadczeniu RKW Reg. Mazowsze z 18 grudnia 1985 r., opublikowanym w Tygodniku Mazowsze [90]. Czytamy tam m.in. :

“Cała tradycja europejska głosi zasadę, że jakiekolwiek oskarżenie człowieka nie może być anonimowe, zaś wyrok orzekający o winie lub niewinności musi być wydany przez niezależne ciało wyrokujące /.../ RKW NSZZ “Solidarność” oświadcza, że opublikowana w nr 132 Tygodnika “CDN – Głos Wolnego Robotnika” informacja, że wymieniona z imienia i nazwiska osoba jest agentem SB, sprzeczna jest z tą tradycją i wyrządziła niepowetowane straty moralne.... Niedopuszczalne są zwłaszcza stwierdzenia, w których anonimowi autorzy uzurpują sobie prawa oskarżyciela, obrońcy i sędziego.

Dlatego stwierdzamy, że RKW Mazowsze będzie każdorazowo potępiać zamieszczanie tego typu oświadczeń i piętnować zachowanie ich autorów. Pisma zamieszczające takie informacje nie będą miały prawa reprezentowania naszego Związku. /.../


Nie mniej ważną przyczyną było moje postanowienie z pierwszych godzin stanu wojennego, że mimo zmiany sytuacji, w miarę sił i środków będę kontynuował zadanie, którym zaszczycił mnie w czerwcu 1981 r. Zarząd Oddziału NSZZ “Solidarność” Ziemia Puławska (którego członkiem i działaczem czułem się nadal), powierzając mi pieczę nad wydawnictwami związkowymi. I właśnie temu zadaniu postanowiłem poświęcić się również w konspiracji, intuicyjnie wyczuwając olbrzymią informacyjną i środowiskotwórczą siłę podziemnych wydawnictw. Potwierdzenie trafności moich intuicyjnych wyborów znalazłem kilka lat później w wywiadzie, którego udzielił w 1986 r., Tygodnikowi Mazowsze Jerzy Giedroyć w 40 rocznicę powstania paryskiej “Kultury” [91] mówiąc:

“To co staramy się robić w tej chwili – to walczyć z nastrojami kapitulanckimi /.../ Z takimi tendencjami trzeba za wszelką cenę walczyć, trzeba podtrzymywać wolę oporu” i dalej poproszony o wymienienie najważniejszego dokonania opozycji solidarnościowej w Polsce powiedział bez wahania: “Przede wszystkim wydawnictwa i prasa. Każde nawet najmniejsze pismo, to grupa ludzi aktywnie działających politycznie – i to jest bardzo ważne. Muszę też powiedzieć, że zawartość tej prasy bardzo się poprawia”. Także Jacek Kuroń był zdania, że “największym osiągnięciem podziemia było stworzenie zaplecza poligraficznego, początkowo opartego głównie na prostych powielaczach...” [92]

Na razie wykonywałem te zadania redagując kolejne numery Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej” oraz ulotki, apele i oświadczenia. Wkrótce jednak straciłem kontakt z powielaczem, który powędrował w służbę KON i odczuwałem potrzebę jakiegoś stałego zajęcia. Jeszcze przed Świętami nawiązałem zatem współpracę z Marią i Bogdanem Szewczykami [93], w których pracowni na ul. Filtrowej, w listopadzie 1981 r. odkrywałem tajniki sitodruku przy powielaniu plakatu wykpiwającego “proces o myszy i niedźwiedzia” [94], a pierwszymi efektami tej współpracy były sitodrukowe życzenia świąteczne i noworoczne, dla naszych internowanych i aresztowanych kolegów, które za pośrednictwem ich rodzin trafiły do adresatów jeszcze przed wigilią. Również jeszcze przed Świętami Bogdan Szewczyk wykonał pieczątkę z nazwą Związku pisaną “solidarycą”, która posłużyła mi do opatrywania nazwa “Solidarności” różnych “WRON-ich” plakatów i ogłoszeń. Wykonałem również na przebitce [95] około 30 tys. miniulotek o treści “Solidarność żyje i działa” oraz "Solidarność zwycięży" [96].

W tym miejscu muszę porzucić na chwilę temat naszej działalności wydawniczej w pierwszych dniach obowiązywania stanu wojennego, żeby na chwilę powrócić do spotkania przedstawicieli NSZZ “Solidarność” na Marynkach w dniu 13 grudnia. Zapadła na nim decyzja, że po rozeznaniu sytuacji i nastrojów w swoich zakładach pracy zgromadzeni przekażą wyniki sondażu na umówionym z góry spotkaniu we wtorek 15 grudnia. Zebranie doszło do skutku również na Marynkach, tyle że tym razem nie w reprezentacyjnej sali okrągłej, ale w pomieszczeniach laboratoryjnych Oddziału Pszczelnictwa Instytutu Sadownictwa i Kwiaciarstwa. Wzięło w nim udział zaledwie kilkunaście osób. Po omówieniu ogólnej sytuacji w kraju (na podstawie informacji z Radia Wolna Europa Jana Nowaka-Jeziorańskiego) i zapoznaniu się z opiniami uczestników o nastrojach społecznych “zapadła decyzja o zaniechaniu myśli o strajku generalnym w Puławach i skoncentrowaniu całej uwagi działaczy "S" na niesieniu pomocy strajkującym kolegom z Zakładów Azotowych i ich rodzinom.” [97]

Z tego drugiego zebrania na Marynkach musiałem się pośpiesznie ewakuować przed jego zakończeniem z powodu nagłego wezwania do gabinetu dyrektora IUNG. Wiadomość o tym zakomunikował mi zdyszany kolega z pracy Edward Szelęźniak, którego wychodząc z Zakładu zawiadomiłem o miejscu mojego pobytu w ciągu najbliższej godziny. Okazało się, że w gabinecie dyrektora oczekuje na mnie grupa oficerów, której dowódca uroczyście nałożył na mnie areszt domowy obowiązujący od powrotu z pracy do wyjścia do pracy następnego dnia. Podobny zaszczyt spotkał również kilku innych pracowników IUNG zaangażowanych w działalność związkową: Jerzego Chmielewskiego, Antoniego Fabera, Józefa Gądora, Leszka Gryniewicza i Tadeusza Skibę [98]. Do listy tej należy dopisać opuszczone przez redaktora Informatora Strajkowego nazwisko sekretarza Komisji Zakładowej NSZZ “Solidarność” w IUNG, Elżbiety Kern, która 15 grudnia również znalazła się w areszcie domowym [99].

Areszt domowy, mimo oczywistej (gdyby ktoś chciał koniecznie przestrzegać jego rygorów zgodnie z intencjami pomysłodawców) uciążliwości miał również swoje dobre strony. Obfite śniegi, które nawiedziły Polskę akurat w połowie grudnia 1981 r. zmusiły puławskich komisarzy wojskowych do zarządzenia obowiązkowego stawiennictwa wszystkich mężczyzn (z wyjątkiem starców i niedorostków) do pracy przy odśnieżaniu torowisk wiodących do Zakładów Azotowych a szczególnie do elektrociepłowni. Odśnieżanie odbywało się po godzinach pracy, a więc w okresie, gdy “aresztanci domowi“ musieli pod rygorami prawa stanu wojennego przebywać w domach. Nie czując się powołany do rozstrzygania, czy ważniejsze jest polecenie stawienia się do odśnieżania, czy areszt domowy przedstawiłem ten dylemat do decyzji komisarzowi wojskowemu w IUNG [100], Kazimierzowi Bisowi Na zajęcie jednoznacznego stanowiska pozwoliły mu dopiero liczne konsultacje telefoniczne. Okazało się, że aresztanci domowi są niegodni przywileju odśnieżania socjalistycznych torów, nie wykluczone, że ze względu ich wrodzone skłonności do dywersji i sabotażu. Tak czy owak podczas gdy my, ekstrema “Solidarności” siedzieliśmy sobie w ciepłych (umiarkowanie, bo tzw. “zima stulecia” rozregulowała jak zawsze funkcjonowanie PRL) mieszkaniach, pogryzali kartkowe wyroby czekoladopodobne [101] i słuchali pogadanek Jerzego Urbana, nasi mniej szczęśliwi koledzy srodze marzli przy odśnieżaniu torów.


Przystępując do współpracy z Marią i Bogdanem Szewczykami zdawałem sobie sprawę, że pilnie potrzebujemy jakiegoś stałego źródła finansowania, gdyż nie byliśmy ludźmi bogatymi a posiadane przez nas zapasy materiałów drukarskich szybko się wyczerpywały.

Świadom tego faktu, na pierwsze konspiracyjne zebranie Prezydium Zarządu Oddziału NSZZ “Solidarność” Ziemia Puławska w “przedwojennym” składzie, zwołane przez Andrzeja Starzaka [102] między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem w mieszkaniu Krystyny Knapik [103] przy ul.Bieruta (obecnie Brata Alberta) przyszedłem z gotowym planem, związanym z t.zw. “pieniędzmi biuletynowymi”, o których istnieniu doskonale wiedziałem. Zebranie musiało się odbyć właśnie wtedy, gdyż zapamiętałem, że gospodyni poczęstowała nas pysznym świątecznym ciastem.

Na tym spotkaniu, w którym uczestniczyli: przewodniczący Andrzej Starzak, wiceprzewodniczący Janusz Łodyga, skarbnik Krystyna Knapik oraz członkowie Prezydium Zarzadu Stanisław Głażewski, Zofia Górecka, Andrzej Jackiewicz i Andrzej Kuba omówiliśmy sytuację ogólną i perspektywy działania. Doszliśmy wspólnie do wniosku, że zakonspirowanie działalności Zarządu Oddziału w doskonale znanym (również SB) składzie powołanym w wyniku wyborów 13 czerwca 1981 r., byłaby niecelowa. Uznaliśmy zatem, że każdy z członków puławskich władz Związku powinien sobie sam zorganizować działalność konspiracyjną, dostosowaną do indywidualnych gustów i możliwości lub też włączyć się w działalność spontanicznie powstających grup oporu. Bardzo mi takie stanowisko dogadzało, gdyż – jak wespomniałem wyżej – kontynuując swoją działalność sprzed 13 grudnia, już od kilkunastu dni byłem związany z grupą opozycyjną na “Zachcie”.

Pojadając doskonałe ciasto niecierpliwie wyczekiwałem sposobnej chwili, żeby poruszyć sprawę “pieniędzy biuletynowych”, która mnie – jako się rzekło wyżej - żywo interesowała.”Pieniądze biuletynowe” to była niebagatelna kwota 555 tysięcy złotych pochodzących z wływów z kolportażu Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej” przed 13 grudnia. Pieniądze te, w braku innych możliwości, zostały zdeponowane na imiennej książeczce oszczędnościowej, założonej na nazwisko sekretarki Zarządu Oddziału, Joanny Krzywiec z upoważnieniem dla wiceprzewodniczącego Jana Łodygi. Pieniądze te mogły oczywiście leżeć sobie spokojnie w PKO czekając na spokojniejsze czasy, gdyby nie fakt, że władze PKO postanowiły zrewaloryzować wkłady oszczędnościowe emitując t.zw. bony rewaloryzacyjne, po które właściciele książeczek lub osoby upoważnione do dysponowania wkładami musieli zgłaszać się osobiście. Problem polegał na tym, że, dysponujący książeczką Jan Łodyga nie był pewien, czy nie jest ona zastrzeżona i czy może bezpiecznie odebrać należne bony. Z drugiej strony, zaniechanie pobrania bonów rewaloryzacyjnych mogłoby ściągnąć na posiadacza takiej książeczki uwagę odpowiednich służb. Zadecydowaliśmy, zatem, że przed ewentualnym wycofaniem pieniędzy, Krystyna Knapik, która była pracownicą NBP, korzystając ze swoich znajomości w PKO, delikatnie wybada sytuację. I z tym się rozstaliśmy.

Następne konspiracyjne zebranie Prezydium Zarządu Oddziału odbyło się w tym samym miejscu i w podobnym składzie na początku stycznia 1982 r. Krystyna Knapik powiadomiła nas wtedy, że numer książeczki, na którym były ulokowane “pieniądze biuletynowe” nie został zastrzeżony, ani nie budzi specjalnego zainteresowania SB. Jan Łodyga postanowił zatem podjąć całą kwotę łącznie z 110.500 zł w bonach rewaloryzacyjnych. Wtedy właśnie zaproponowałem, żeby te pieniądze, stanowiące de facto własność Redakcji Biuletynu, przeznaczyć na kontynuację tradycji Biuletynu w wydawnictwie zorganizowanym w konspiracji. O jakim wydawnictwie myślę i przez kogo zorganizowanym oczywiście ze względów konspiracyjnych nie wyjawiłem. Propozycja ta nie spotkała się jednak z poparciem większości zebranych. Postanowiono z rozdysponowaniem pieniędzy poczekać na wyklarowanie się sytuacji w puławskich strukturach opozycyjnych, a do tego czasu pozostawić ją w depozycie u Jana Łodygi jako rezerwę finansową Związku. Dalsze losy tego funduszu opisałem już wcześniej [104].

Ta decyzja utwierdzała mnie w przeświadczeniu, że jeśli chcemy kontynuować naszą działalność wydawniczą w ramach zespołu zorganizowanego na “Zachcie”, to musimy sami postarać się o źródło finansowania. Wkrótce je zresztą znaleźliśmy i dalszą działalność wydawniczą grupy finansowaliśmy z wpływów z emisji znaczków “Podziemnej Poczty Solidarności”, o czym obszernie piszę gdzie indziej [105].

Zamykając temat mojego uczestnictwa w spotkaniach Prezydium Zarządu Oddziału NSZZ “Solidarność” Ziemia Puławska po 13 grudnia 1981 r., muszę wspomnieć o jeszcze jednym takim spotkaniu, które w składzie okrojonym do dwóch członków Prezydium: przewodniczącego Andrzeja Starzaka i członka, Stanisława Głażewskiego, z udziałem Ireneusza Ostrokólskiego odbyło się latem 1986 r., na krótko przed procesem Jana Łodygi, oskarżonego z art. 201 kk o “zabór mienia tj. o przechowywanie funduszy “S” na książeczce PKO” [106] W spotkaniu tym, a właściwie w całej serii spotkań, które miały miejsce w moim mieszkaniu debatowaliśmy wówczas, jak można by uchronić naszego kolegę przed wyrokiem skazującym go na bezwzględną, wieloletnią odsiadkę. Adwokat Tomasz Przeciechowski, który prowadził tę sprawę stał na stanowisku, ze nadzieję na niski wyrok daje tylko niepodważalny dowód (zeznanie lub dokument), że “pieniądze biuletynowe” przechowywane na książeczce nie były własnością Związku, podlegającą konfiskacie na podstawie prawodawstwa stanu wojennego, ale stanowiły wyłączną własność Redakcji Biuletynu i jako takie konfiskacie nie podlegały. Uzgodniliśmy, że najlepiej będzie powołać na świadka przewodniczącego MKZ Ziemi Puławskiej, Bogdana Masiaka, który zeznałby – w całkowitej zresztą zgodności z prawdą – że na podstawie nigdy nie sformalizowanej, ustnej umowy między Redakcją i MKZ-em, Redakcja Biuletynu nie była nigdy agendą MKZ i działała jako struktura autonomiczna pod każdym względem, również finansowym. Niezwłocznie – upoważniony do tego przez zgromadzonych – udałem się na Włostowice do mieszkania Bogdana Masiaka, żeby go o takiej możliwości zawiadomić i uzyskać od niego obietnicę stawienia się w sądzie jako świadek obrony. Bogdan Masiak – wówczas już poważnie chory – odmówił jednak swojego udziału w procesie, wobec czego pozostała nam jako ostatnia deska ratunku przedstawienie w sądzie dokumentu poświadczającego finansową autonomię redakcji. Na szczęście dysponowaliśmy uratowanymi od konfiskaty kilkoma arkuszami oryginalnego papieru firmowego Redakcji, ozdobionego kolorową winietą pisma oraz kompletem pieczątek Zarządu Oddziału odnalezionych przeze mnie kilka dni po jej opieczętowaniu w krzakach okalających wejście do budynku Starostwa, gdzie przed 13 grudnia 1981 r. mieściła się siedziba Zarządu,. Dzięki temu mógł powstać dokument definiujący niezależność finansową Biuletynu i zezwalający Zarządowi Oddziału do korzystania z tych funduszów w nagłych wypadkach w formie pożyczek po uzgodnieniu z Redakcją (Załącznik 10) Pod dokumentem, opatrzonym odciskami wszystkich możliwych pieczęci i datą z wczesnego okresu działania Zarządu Oddziału, podpisy zwoje złożyli przewodniczący Zarządu Oddziału NSZZ “Solidarność” Andrzej Starzak oraz przedstawiciel Redakcji Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej” Ireneusz Ostrokólski. Należy zauważyć, ze wszystkie elementy tego dokumentu były całkowicie prawdziwe: zgodna z prawdą była przede wszystkim jego treść, prawdziwy był papier, pieczęcie, maszyna, na której dokument przepisałem [107] a także podpisy kontrahentów, a jedyną nowością było to, że ustna forma umowy została zastąpiona formą pisemną. Dlatego też po zaprezentowaniu dokumentu wysokiemu sądowi przez adwokata, obydwaj jego sygnatariusze mogli z czystym sumieniem potwierdzić zgodność jego treści z charakterem zawartej umowy oraz autentyczność swoich podpisów. Na podstawie dokumentu i zeznań jego sygnatariuszy sąd orzekł, że podsądny Jan Łodyga, mógł nie mieć świadomości, że “pieniądze biuletynowe” należy przekazać władzom stanu wojennego, co przesądziło o tym, że 16.XII.1986 r. sąd ferował stosunkowo niski wyrok: 2 lata więzienia, 200 tys. zł grzywny, zwrot kosztów sądowych i zwrot “zagarniętej” kwoty 199 tys zł [108]. Ostatecznie Jan Łodyga, opuścił więzienie już w lutym 1987 r [109].


Ślepy traf nierzadko kierujący losami ludzi sprawił, że po ograniczeniu kontaktów z KON, latem 1982 r. jeszcze raz zetknęłem się na kilka miesięcy z zakonspirowanymi strukturami Związku "Solidarność". 13 czerwca po południu Tadeusz Skiba niemal siłą zaciągnął mnie na zebranie, które odbyło się w mieszkaniu jednego ze wspólpracowników NSZZ "Solidarność" w IUNG, Edwarda Tuźnika na Działkach. Na miejscu okazało się, że jest to zebranie założycielskie nowej struktury organizacyjnej NSZZ "Solidarność", która przejmuje funkcje inspiracji i koordynacji działań opozycyjnych na obszarze Ziemi Puławskiej od KON "Solidarność". Ta nowa struktura, obarczyła mnie obowiązkiem redagowania pisma, które miało zastąpić biuletyn "KON – Solidarność". Pierwszym moim zadaniem było jednak zredagowanie Oświadczenia TZO NSZZ "Solidarność" Ziemia Puławska, które ukazało się w nowym Biuletynie Informacyjnym NSZZ "Solidarność" Ziemi Puławskiej nr 1 z 13.VI.1982 r.:

OŚWIADCZENIE

Tymczasowego Zarządu Oddziału NSZZ Solidarność "Ziemia Puławska"

W wyniku akcji porządkowania działalności związkowej w naszym rejonie oraz dostosowania jej do warunków stanu wojennego, decyzją uprawomocnionych przedstawicieli KON zakładów pracy z Puław i okolic, w których ukonstytuowały się utajnione Tymczasowe Komisje Zakładowe, w dniu 13 czerwca 1982 r. został powołany i rozpoczął działalność Tymczasowy Zarząd Oddziału NSZZ Solidarność "Ziemia Puławska". Równocześnie rozwiązał się i zaprzestał działalności Komitet Obrony Narodowej /KON/, który w ciągu minionych 6 miesięcy inspirował i koordynował działania o charakterze społecznego ruchu oporu.

W dniu swojego powstania TZO "Ziemia Puławska" oświadcza, że:

  1. Uważa się za utajniony odpowiednik i kontynuatora pracy Zarządu Oddziału NSZZ Solidarność "Ziemia Puławska", organizacyjnie podporządkowany Tymczasowemu Zarządowi Regionu Środkowo-Wschodniego w Lublinie. Po zakończeniu stanu wojennego i uchyleniu decyzji o zawieszeniu Związku, TZO "Ziemia Puławska" ulegnie automatycznemu rozwiązaniu ustępując miejsca władzom wybranym na Walnym Zebraniu Delegatów Oddziału.

  2. Uznaje Tymczasową Komisję Koordynacyjną NSZZ Solidarność w składzie: Z. Bujak, W. Frasyniuk, W. Hardek i B. Lis za legalną władzę Związku w okresie obowiuązywania stanu wojennego.

  3. Stanowi organ inspirujący, organizacyjny i koordynujący działalność Związku na terenie Oddziału "Ziemia Puławska", zgodnie ze statutem i programem NSZZ Solidarność oraz wymogami stanu wojennego

  4. W celu poprawienia obiegu rzetelnej informacji powołuje komitet redakcyjny i wznawia wydawanie Biuletynu Informacyjnego "SOLIDARNOŚĆ ZIEMI PUŁAWSKIEJ" w wersji wojennej.

Tymczasowy Zarząd Oddziału NSZZ Solidarność "Ziemia Puławska" apeluje do wszystkich tych, którzy:

  • nadal uważają się za członków NSZZ Solidarność,

  • gotowi są włączyć się do walki o prawo NSZZ Solidarność do swobodnej działalności oraz bronić jego władz i programu,

  • pragną włączyć się do działań mających na celu zmuszenie WRON do odwołania stanu wojennego, zwolnienia wszystkich internowanych i skazanych oraz przywrócenia swobód obywatelskich

o organizowanie we wszystkich zakładach pracy, w których działalność związkowa nie została dotychczas wznowiona, Tymczasowych Komisji Zakładowych i nawiązywania kontaktów organizacyjnych z TZO "Ziemia Puławska".

Ze względu na bezpieczeństwo działaczy i organizacji, w skład TKZ-ów nie powinni wchodzić członkowie przedwojennych Komisji Zakładowych, a działalność TKZ-ów, zorganizowanych według dowolnych zasad, powinna się odbywać z uwzględnieniem podstawowych zasad konspiracji.

Apelujemy również do wszystkich organizacji spontanicznie zawiązanych w okresie stanu wojennego i działających na naszym terenie w sposób nieskoordynowany, o nawiązanie kontaktu i włączenie się do struktur TZO "Ziemia Puławska".

Przypominając, że udział w działaniach i akcjach organizowanych przez władze NSZZ Solidarność, reprezentowane w okresie stanu wojennego przez Tymczasowe Komisje Zakładowe, a w dziedzinach dotyczących całego środowiska – przez Tymczasowy Zarząd Oddziału "Ziemia Puławska" jest statutowym i moralnym obowiązkiem członka Związku, wzywamy wszystkich do aktywnej i ofiarnej, ale również rozumnej, ostrożnej i uporządkowanej działalności zmierzającej do realizacji naszych wspólnych ideałów i dążeń.

Tymczasowy Zarząd Oddziału

NSZZ Solidarność "Ziemia Puławska"


Na zebraniu założycielskim TZO "Ziemia Puławska" dokonano wyboru konspiracyjnych władz Związku, powierzając funkcję ich przewodniczącego Tadeuszowi Skibie, który równocześnie nadal pełnił funkcję przewodniczącego Tymczasowej Komisji Zakładowej w Instytucie Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa. Wzmianka w "Oświadczeniu" o nie wchodzeniu w skład tymczasowych komisji członków przedwojennych Komisji Zakładowych miała oczywiście na celu odwrócenie uwagi SB od Tadeusza Skiby i innych "przedwojennych" działaczy, którzy w olbrzymiej liczbie zasilili struktury konspiracyjne.

Powstanie TZO "Ziemia Puławska" zakończyło w zasadzie porządkowanie puławskich struktur NSZZ "Solidarność" działających w podziemiu. Oczywiście w naszym środowisku nadal funkcjonowały organizacje autonomiczne (m.in. Wydawnictwo "Familia", z którym byłem związany, struktura Masiaka o której pisał Okoń, Grupa "Wesołe Świstaki" drukująca Tygodnik Mazowsze, Grupa Włostowicka i zapewne kilka innych,) ale i one były w bezpośrednim bądź pośrednim kontakcie z TZO.

W ciągu całego okresu obowiązywania stanu wojennego, t.zn. do grudnia 1982 r. byłem uczestnikiem jeszcze co najmniej kilkunastu spotkaniach różnych środowisk opozycyjnych, ale ponieważ najbardziej odpowiadała mi działalność wydawnicza, zarówno ze względu na umiejętności, temperament i postanowienie kontynuacji działalności sprzed 13 grudnia, jak i ze względu na brak czasu, nikłe zdolności organizacyjne i zerowe ambicje przywódcze, nie podtrzymywałem stałych kontaktów z żadnym z nich.

Wrócę teraz na chwilę do spotkania, które odbyło się wiosną 1982 r. w mieszkaniu działacza NSZZ “Solidarność” w IUNG, Edwarda Tuźnika na Działkach. Spośród licznych uczestników tego zebrania, zapamiętałem, obok gospodarza, tylko Annę Jelinowską, Juliana Migdala i Tadeusza Skibę, z którym w czasie wspólnego powrotu do domu zawzięcie dyskutowaliśmy o organizacji struktur Związku kontynuując polemikę rozpoczętą jeszcze w Hali Wegetacyjnej IUNG pamiętnej nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. Tadeusz Skiba nadal upierał się przy zejściu do podziemia statutowych organów Związku powołanych w toku zeszłorocznych wyborów, a ja w niczym nie zmieniłem podtrzymywanego od tamtego czasu poglądu, że znacznie bezpieczniejsze i bardziej operatywne będą małe, wyspecjalizowane grupki konspiracyjne oparte na powiązaniach rodzinnych lub przyjacielskich. Ani wtedy, ani w czasie licznych późniejszych spotkań nie udało się żadnemu z nas przekonać adwersarza do swoich koncepcji.

Na weryfikację naszych poglądów a także praktyczny test umiejętności nabytych w trakcie szkoleń z zakresu kontaktów z władzami nie musieliśmy czekać zbyt długo. Rozstrzygnięcie sporów nastąpiło już zimą 1983 r. w trakcie wielkiej wsypy struktur zorganizowanych przez Tadeusza Skibę. Tymczasem małe rodzinno-przyjacielskie grupki, z którymi ja postanowiłem się związać nie tylko wyszły z tej opresji obronną ręką, ale nigdy nie były nawet poważnie zagrożone.

Aresztowani w czasie wielkiej wsypy na przełomie lat 1983/1984 nie byli oczywiście pierwszymi ofiarami stanu wojennego w Puławach. Pierwszymi ofiarami byli bowiem działacze internowani 13 grudnia oraz żona Tadeusza Skiby, Alicja. O jej spotkaniu z historią Tadeusz Skiba opowiedział czytelnikom “Tygodnika Powiśle” [110]:

“17 grudnia 1981 r. aresztowano moją żonę Alicję. Była ona pierwszą osobą sądzoną w stanie wojennym w Puławach. Zaraz po jego ogłoszeniu moi dwaj synowie zaczęli robić - ręcznie oczywiście – ulotki i rozlepiali je także – wraz z matką na mieście. Koledzy mojego młodszego syna Jacka, licealiści: Nakonieczny [111], Skóra i Wieczorek zostali zgarnięci przez milicję za rozwieszanie ulotek dotyczących stanu wojennego. Moja żona spotkała po tym fakcie jedną z matek tych chłopców, bardzo roztrzęsioną, zdenerwowaną. Płacząc powiedziała jej wszystko. Żona uznała, że ponieważ kobieta trzęsie się cała ze strachu uznała, że lepiej będzie jak ona sama pójdzie na komendę i spyta o chłopców. Było to 17 grudnia. Tam została aresztowana pod zarzutem znieważenia milicji. Chłopaków wypuścili i któryś powtórzył mojemu starszemu synowi, Kubie, że matkę zatrzymali. W takich okolicznościach Kuba z kolei poszedł na komendę zapytać co się stało. Milicjanci wepchnęli go do jakiegoś małego pomieszczenia i pobili. Po czym jakby nigdy nic wypuścili. Następnego dnia odbyła się rozprawa w trybie doraźnym i moja żona została skazana na 3 miesiące pozbawienia wolności oraz na karę grzywny. Odwieziono ją do Lublina na ul. Południową. Wieczorem tegoż samego 18 grudnia złapali Kubę [112]na rozwieszaniu ulotek na mieście. Wraz z dwoma kolegami [113]zostali skazani w trybie doraźnym przez Sąd Wojskowy w Lublinie na 2 lata więzienia [114].” Ostatecznie w wyniku apelacji w procesie Alicji Skibowej “19 stycznia odbyła się rozprawa rewizyjna. Wyrok został zmieniony na 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu, z obowiązkiem potrącania 15% wynagrodzenia za pracę oraz zapłacenia grzywny. Po miesiącu więzienia wyszła na wolność.”

Dalsze puławskie ofiary stanu wojennego to przywódcy strajku w Zakładach Azotowych, m.in. Zenon Benicki, Jan Okoń, Jerzy Saniewski i wielu innych internowanych, uwięzionych, pozbawionych pracy, lub szykanowanych na rozliczne sposoby.

Kończąc dodam jeszcze, że moje dalsze losy ułożyły się w ten sposób, że począwszy od zimy z 1981 na 1982 r., aż do wiosny 1989 r. cały swój wolny czas – z wyjątkiem kilkumiesięcznego okresu internowania - poświęcałem współpracy ze środowiskiem “Zachty”, a następnie - we współpracy z Ireneuszem Ostrokólskim - wydawaniu puławskiej wersji Tygodnika Mazowsze. Działania te, chociaż w dużej mierze autonomiczne odbywały się w ścisłej współpracy z podziemnymi strukturami "Solidarności": my niejednokrotnie korzystaliśmy z ich siatki kolportażowej, a oni z efektów naszej działalności wydawniczej. Sprawom tym jednak mam zamiar poświęcić osobne opracowanie.

 

Puławy, grudzień 2005

 

Tekst został wydrukowany w tomie S.T. Głażewski – "W imię "Solidarności". Wspomnienia z lat 1981-1989", wyd. Towarzystwo Przyjacół Puław, Puławy 2010, s. 15

(Strona 1 z 15)

Przypisy

  1. Noc z 12 na 13 grudnia 1981 r.
  2. 13 grudnia 1981 r. użyto: 70..000 żołnierzy, 30.000 funkcjonariuszy MSW, 1700 czołgów, 1.400 pojazdów opancerzonych i 500 wozów piechoty.
  3. W skrócie WRON, przez opozycję natychmiast przerobiona na Wronę, np w popularnej piosence: “Zielona Wrona, dziób w wężyk szamerowany.” (M. Lizut, A. Zawistowski – Dekady 1975-1984 Biblioteka Gazety Wyborczej/Oficyna Imbir, warszawa 2006, s.188)
  4. W ciągu kilku następnych miesięcy liczba internowanych podwoiła się.
  5. Jacek Kuroń, Jacek Żakowski – “PRL dla początkujących” - Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław, 1995, s.234-236.
  6. Zbigniew Lesisz - “16 miesięcy “Solidarności” w Zakładach Azotowych “Puławy” w tomie “25 lat “Solidarności” Ziemi Puławskiej”, wyd. Zarząd Oddziału NSZZ “Solidarność “ Ziemia Puławska, Puławy, 2005r.,s. 184.
  7. Piotr Paweł Gach - “Przygotowania stanu wojennego przez władze” - Http://www.solidarnosc.org.pl/lublin/25sym6html.html
  8. Przewodniczący “S” w IUNG pytany w 2001 r. przez red. Katarzynę Żaczek czy spodziewał się stanu odpowiedział: “Ja się nie spodziewałem”. Przewodniczący NSZZ “S” w PPBP Juliusz Bączkowski na to samo pytanie odpowiedział: “Tak konkretnie to na pewno nie. Ale wyczuwało się coś “w powietrzu”. Katarzyna Żaczek – Spisane będą czyny i rozmowy” - Tygodnik Powiśla “Gazeta Puławska” z 14.12.2001 r.,s.12.
  9. Proces karny wytoczony przez Prokuraturę Biuletynowi “Solidarność Ziemi Puławskiej” w osobie Redaktora Ireneusza Ostrokólskiego. Podłoże, przebieg i zakończenie tego procesu opisałem szczegółowo w artykule “Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” (listopad 1980 – grudzień 1981) opublikowanym w tomie: “Niezależny Samorządny Związek Zawodowy “Solidarność” w Puławach z perspektywy ćwierćwiecza”, Studia Puławskie seria A tom 9(11), 2005 r.,s.115.
  10. Włodzimierz Zbiniewicz, pracownik Instytutu Weterynarii w Puławach, działacz NSZZ “Solidarność” w Iwet., współzałożyciel i redaktor Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej”.
  11. Jan Nakonieczny, pracownik Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa, członek władz regionalnych NSZZ “Solidarność”, członek Prezydium Zarządu Oddziału “Solidarność” Ziemia Puławska.
  12. J. Rybicki nie podjął nigdy funkcji organizatora podziemnych struktur Związku utrzymując, że w sytucji stanu wojennego i po delegalizacji NSZZ “Solidarność” jest to bezcelowe.
  13. Zbigniew Lesisz - “16 miesięcy “Solidarności” w Zakładach Azotowtch “Puławy” w tomie “25 lat “Solidarności” Ziemi Puławskiej”, wyd. Zarząd Oddziału NSZZ “Solidarność “ Ziemia Puławska, Puławy, 2005r.,s. 185
  14. .S. Głażewski - “Trzy spotkania z historią”, Informator NSZZ “Solidarność” w IUNG “ PRZESZŁOŚĆ-PRZYSZŁOŚCI” Nr 3(31) z 15 grudnia 1989 r.,s.3.
  15. Działacz NSZZ "Solidarność" w IUNG, współzałożyciel i redaktor Informatora NSZZ “Solidarność” w IUNG “Przeszłość-Przyszłości”
  16. Członek Prezydium Zarządu Oddziału “Solidarność” Ziemia Puławska, współpracownik Biuletynu Informacyjnego "Solidarność Ziemi Puławskiej" współzałożyciel i redaktor Informatora NSZZ "Solidarność" w IUNG "Przeszłość-Przyszłości"..
  17. Członek Zarządu Oddziału NSZZ "Solidarność" Ziemia Puławska, działacz władz regionalnych Związku.
  18. Przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ “Solidarność” w IUNG.
  19. Reprodukcję tego plakatu przedstawiłem w Załączniku 1.
  20. S.Głażewski działacz NSZZ "Solidarność" na szczeblu regionalnym i krajowym, członek Prezydium Zarządu Oddziału “Solidarność” Ziemia Puławska.- “Trzy spotkania z historią”, Informator NSZZ “Solidarność” w IUNG “ PRZESZŁOŚĆ-PRZYSZŁOŚCI” Nr 3(31) z 15 grudnia 1989 r.,s.3.
  21. Później dowiedzieliśmy się, że pracownik dyżurujący w Centrali Telefonicznej odmówił wyłączenia telefonów bez pisemnego polecenia swojego przełożonego, a zdobycie takowego zajęło około 2 godzin.
  22. Działacz opozycyjny w Zakładach Azotowych, Wiceprzewodniczący Zarządu Oddziału “Solidarność” Ziemia Puławska.
  23. Obecnie znajduje się tam zaplecze Rejestracji Centrum Medycznego “Internus”
  24. Popularna nazwa policyjnej więźniarki.
  25. Apoloniusz Berbeć przed 13 grudnia był redaktorem i czołowym publicystą Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej”.
  26. Razem z Apoloniuszem Berbeciem znaleźli się w tej budzie Ireneusz Ostrokólski z IUNG oraz Zdzisław Kudyk, Bogdan Masiak, Teofil Parafianowicz i Jan Skrzyniarz, wszyscy z Zakładów Azotowych.
  27. Inny pasażer tej samej “suki” wspominał mi jednak, że po drodze do Włodawy było kilka przystanków w lesie , podczas których funkcjonariusze pilnujący siusiających na mrozie więźniów umilali im czas wymieniając teatralnym szeptem uwagi typu “rozwalamy ich teraz, czy wieziemy dalej?”
  28. Apoloniusz Berbeć - “Tamta noc” - Informator NSZZ “Solidarność” w IUNG “PRZESZŁOŚĆ-PRZYSZŁOŚCI”, Nr 3/31/ z 15 grudnia 1989 r.,s.2.
  29. S. Głażewski - “Trzy spotkania z historią”, Informator NSZZ “Solidarność” w IUNG “ PRZESZŁOŚĆ-PRZYSZŁOŚCI” Nr 3(31) z 15 grudnia 1989 r.,s.3. Reprodukcję odręcznego plakatu o którym mowa znaleźć można w Załączniku 1.
  30. Krystyna Gądor - “Ballada dziadowska”, Informator NSZZ “SOLIDARNOŚĆ” w IUNG Nr 3(31) z 15 grudnia 1989 r., s.3.
  31. Jerzy Chmielewski przed 13 grudnia był wiceprzewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ “Solidarność” w IUNG.
  32. Obydwie Panie były działaczkami Komisji Zakładowej NSZZ “Solidarność” Nauczycieli.
  33. Stanisław Głażewski - “Trzy spotkania z historią”, Informator NSZZ “Solidarność” w IUNG “ PRZESZŁOŚĆ-PRZYSZŁOŚCI” Nr 3(31) z 15 grudnia 1989 r.,s.3.
  34. Nieco później tekst tego dekretu wydatnie wzbogacił naszą kulturę. Jego fragmenty stanowiły główny motyw wokalny filmu Magdaleny Łazarkiewicz pt. “Ostatni dzwonek” z 1989 r., a całość wielokrotnie odśpiewywano przy aplauzie publiczności na stojąco w krakowskiej Piwnicy pod Baranami.
  35. To zdarzenie wywarło na mnie na tyle duże wrażenie, że gdy na którymś przesłuchaniu przez “opiekuna” IUNG z ramienia Służby Bezpieczeństwa chor. Masłowskiego, odpowiadając na pytanie, czy warto było angażować się w działalność “Solidarności” ryzykując całą swoją przyszłość, .przytoczyłem mu go jako dowód panującej w Związku “S” solidarności, pojmowanej przez nas dosłownie, dla której warto to i owo poświęcić, chor. Masłowski uznał mnie za przypadek beznadziejny i zrezygnował z nakłaniania do współpracy z SB.
  36. Niedostępny na polskim rynku olej sojowy z darów był najczęstszym składnikiem farby powielaczowej używanej w poddziemnych drukarniach, m.in. w drukarni Wydawnictwa "Familia", z którym byłem przez kilka lat związany.
  37. Obydwaj już za kilka dni mieli znaleźć się w kryminale za rozlepianie ulotek, a po niespełna miesiącu zainkasowali w trybie doraźnym wyroki 2-2,5 lat więzienia na szczęście w zawieszeniu.
  38. Oczywisty błąd: była to już 12 godzina stanu wojennego.
  39. S. Głażewski - “Trzy spotkania z historią, Informator NSZZ “Solidarność” w IUNG “ PRZESZŁOŚĆ-PRZYSZŁOŚCI” Nr 3(31) z 15 grudnia 1989 r.,s.3.
  40. Z. Lesisz – 16 miesięcy Solidarności w Zakładach Azotowych – w: XX-lecie Solidarności Ziemi Puławskiej, Puławy, 2000, s. 226.
  41. I. Czeżyk – Mój pierwszy dzień stanu wojennego, s.28-29. Cyt. za Piotr Wojtowicz – NSZZ “Solidarność” Ziemi Puławskiej w latach 1980-1981; Praca magisterska napisana w Zakładzie Myśli Politycznej XIX i XX wieku, Lublin 2004, s.122.
  42. J. Stopka - Najdłuższy strajk stanu wojennego w Polsce. - Tygodnik Powiśla. Gazeta Puławska z 21.12.2001, s. 3. Cyt. za Piotr Wojtowicz – NSZZ “Solidarność” Ziemi Puławskiej w latach 1980-1981; Praca magisterska napisana w Zakładzie Myśli Politycznej XIX i XX wieku, Lublin 2004, s 123.
  43. S. Głażewski – Uwagi na temat pracy P. Wojtowicza pt. “NSZZ SOLIDARNOŚĆ Ziemi Puławskiej” w latach 1980-1981, spisane w grudniu 2004 r. na prośbę dr Edwarda Ślusarczyka, maszynopis, s. 2.
  44. Zbigniew Lesisz – 16 miesięcy “Solidarności” w Zakładach Azotowych “Puławy” w: 25 lat “Solidarności” Ziemi Puławskiej, Wyd. Zarząd Oddziału NSZZ “Solidarność” Ziemia Puławska, Puławy 2005, s. 185.
  45. O okolicznościach dzięki którym ten powielacz, dar szwedzkich sympatyków “Solidarności” wzbogacił ruchomości Redakcji pisałem w artykule “Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” (listopad 1980 – grudzień 1980)”, zamieszczonym w: “Niezależny Samorządny Związek Zawodowy “Solidarność” w Puławach z perspektywy ćwierćwiecza” Towarzystwo Przyjaciół Puław, Studia Puławskie, Seria A Zagadnienia społeczno-historyczne, tom 9(11) Puławy 2005, s. 45.
  46. Tadeusz Kocoń pełni obecnie funkcję burmistrza Janowca.
  47. Zbigniew Lipa przed 13 grudnia po godzinach pracy w IUNG zajmował się kolportażem Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej” oraz współuczestniczył w wydawaniu innego pisma Zarządu Oddziału “Wiadomośći bieżące”, który drukowany był na redakcyjnym powielaczu i z tej racji doskonale znał się na jego obsłudze.
  48. Czesław Stolar, pracownik Zakładów Azotowych prze 13 grudnia był redaktorem Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej”.
  49. S. Głażewski - “Trzy spotkania z historią, Informator NSZZ “Solidarność” w IUNG “ PRZESZŁOŚĆ-PRZYSZŁOŚCI” Nr 3(31) z 15 grudnia 1989 r.,s.3. Plakat ten wspomina również Czesław Stolar w rękopiśmiennych wspomnieniach spisanych w 2006 r.
  50. Skończyło się to jego aresztowaniem i pociągnęło za sobą cały szereg aresztowań i procesów o których piszę w innym artykule (S. Głażewski - Procesy polityczne – rękopis).
  51. Można się tam łatwo było dostać schodami usytuowanymi na lewo od głównego wejścia do pałacu.
  52. Dzień pracy w IUNG rozpoczynał się wówczas o godzinie 7-mej. Wszystkie niezbędne manewry należało zatem wykonać nie za wcześnie żeby nie zwracać na siebie uwagi zbyt wczesną aktywnością, ale i nie za późno, zeby uniknąć zbytniego nasilenia ruchu i ciekawości ludzi śpieszących do pracy.
  53. Henryk Sztaba - “Pierwszy dzień” - Informator NSZZ “Solidarność” w IUNG “PRZESZŁOŚĆ-PRZYSZŁOŚCI”, Nr 3(31) z 15 grudnia 1989 r,.s.1.
  54. Błąd Autora wspomnień: Kudyk ma na imię Zdzisław a nie Jan. Imię Jan nosi natomiast inny internowany 13 grudnia pracownik ZA – Jan Skrzyniarz.
  55. Reprodukcje kilku z tych ulotek można znaleźć w Załączniku 5.
  56. Chodzi oczywiście o maszyny do pisania. Prymitywną poligrafię Czesław Stolar zorganizował w ZA dopiero następnego dnia.
  57. W osobie Jana Nakoniecznego.
  58. Zbigniew Lesisz – 16 miesięcy “Solidarności” w Zakładach Azotowych “Puławy” w: 25 lat “Solidarności” Ziemi Puławskiej, Wyd. Zarząd Oddziału NSZZ “Solidarność” Ziemia Puławska, Puławy 2005, s. 192.
  59. Wyjaśnienie dla młodych: w czasach komunizmu obowiązującym zwrotem grzecznościowym był “towarzysz” zastępujący przedwojennego “pana”.
  60. Cały ten księgozbiór jeszcze tego samego dnia prowadząca bibliotekę związkową Krystyna Gądor ukryła u mnie w Zakładzie Roślin Pastewnych. Po kilku dniach wziął ją na przechowanie brat pracownicy Zakładu Mikrobiologii IUNG Danuty Wróbel, Tadeusz Sakowski. W 1989 r. księgozbiór w nienaruszonym stanie wrócił na swoje dawne miejsce i służy IUNGowskim związkowcom do dziś.
  61. Tadeusz Deputat – Wspomnienia z okresu stanu wojennego – maszynopis sporządzony latem 2006 r.
  62. Tomasz Kraszewski – UDZIAŁ MŁODZIEŻY W KSZTAŁTOWANIU RUCHU NIEPODLEGŁOŚCIOWO-SOLIDARNOŚCIOWEGO ZIEMI PUŁAWSKIEJ. Wspomnienia z lat 1980 – 1988 w: 25 lat “Solidarności” Ziemi Puławskiej, Wyd. Zarząd Oddziału NSZZ “Solidarność” Ziemia Puławska, Puławy 2005, s. 201.
  63. Reprodukcję tej ulotki zamieściłem w Załączniku 7.
  64. Katarzyna Żaczek - “Spisane będą czyny i rozmowy” - Tygodnik Powiśla “Gazeta Puławska” z 14.12.2001 r.s.12.
  65. Czesław Stolar, redaktor Biuletynu Informacyjnego “Solidarności” w Z.A. Oraz Biuletynu Informacyjnego “Solidarność Ziemi Puławskiej” był absolwentem kursu dla drukarzy biuletynów związkowych, zorganizowanego w lipcu 1981 r. w Kaliszu.
  66. Czesław Stolar – Rękopiśmienna relacja o uczestnikach kursu dla drukarzy w Kaliszu oraz o wydarzeniach rozgrywających się po 13 grudnia 1981 r.
  67. 15.XII.1981 r.
  68. Pomyłka autora tekstu: rozgłośnia amerykańska nadająca po polsku nazywała się “Głos Ameryki”
  69. Z informacji Czesława Stolara wynika, że Informator Strajkowy Nr 1 został wydrukowany 15.12.1981 r., a nie jak podano w jego winiecie (Załącznik 8) - 13.XII.1981 r.
  70. Chodzi zapewne o prowadzenie zbiorowych modłów.
  71. Pomyłka Autora: Jan Skrzyniarz nie mógł współdecydować o zakończeniu strajku z powodów oczywistych: od nocy z 12 na 13 grudnia przebywał w Ośrodku dla Internowanych we Włodawie.
  72. M.in. Zbigniew Lesisz – 16 miesięcy “Solidarności” w Zakładach Azotowych “Puławy” i Jan Okoń “Wspomnienia ze stanu wojennego spisane w 2005 roku” w tomie “25 lat “Solidarności” Ziemi Puławskiej” wyd. Zarząd Oddziału “Solidarność” Ziemia Puławska, Puławy 2005.
  73. Jan Szczygieł był członkiem Zarządu Oddziału NSZZ “Solidarność” Ziemia Puławska.
  74. Tam powielacz był nadal intensywnie eksploatowany przez KON "Solidarność" przy druku biuletynów, plakatów i ulotek, by w styczniu 1982 r. wpaść wraz z obsługą w łapy funkcjonariuszy SB.
  75. Cyt. za: Piotr Wojtowicz – NSZZ “Solidarność” Ziemi Puławskiej w latach 1980-1981; Praca magisterska napisana w Zakładzie Myśli Politycznej XIX i XX wieku, Lublin 2004, s . 133.
  76. Irena Kobus pełniła wówczas funkcję kierownika Zakładu Hodowli i Uprawy Tytoniu IUNG.
  77. Aluzja do nazwiska premiera Rządu Rzeczpospolitej Polskiej na uchodźctwie i Naczelnego Wodza, gen. Władysława Sikorskiego.
  78. Piotr Wojtowicz – NSZZ “Solidarność” Ziemi Puławskiej w latach 1980-1981; Praca magisterska napisana w Zakładzie Myśli Politycznej XIX i XX wieku, Lublin 2004, s . 138
  79. Piotr Wojtowicz – NSZZ “Solidarność” Ziemi Puławskiej w latach 1980-1981; Praca magisterska napisana w Zakładzie Myśli Politycznej XIX i XX wieku, Lublin 2004, s . 134.
  80. Byli to Stanisław Głażewski Jr., Grzegorz Nakonieczny i Jakub Skiba skazani w trybie doraźnym w styczniu 1982 r. przez Sąd Wojskowy w Lublinie na 2-2,5 roku więzienia w zawieszeniu.
  81. Przedsiębiorstwo Zaopatrzenia Rolnictwa w Wodę “Wodrol” w Puławach przy ul. 1-go maja (obecnie 6 sierpnia).
  82. S. Głażewski – Uwagi na temat pracy P. Wojtowicza pt. “NSZZ SOLIDARNOŚĆ Ziemi Puławskiej” w latach 1980-1981, spisane w grudniu 2004 r. na prośbę dr Edwarda Ślusarczyka, maszynopis, s. 2.
  83. Andrzej Krawczyk – działacz NSZZ “Solidarność” w Puławach, w styczniu 1982 r. W jego garażu przez kilka tygodni funkcjonował powielacz uratowany z pomieszczeń Redakcji Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej” i tam został skonfiskowany przez SB.
  84. Piotr Wojtowicz – NSZZ “Solidarność” Ziemi Puławskiej w latach 1980-1981; Praca magisterska napisana w Zakładzie Myśli Politycznej XIX i XX wieku, Lublin 2004, s .124-125, za: Sprawozdanie z zeznania Andrzeja Krawczyka w dniu 5.01.1983 w Wydziale Śledczym KWMO w Lublinie. Sprawa obiektowa kryptonim “Porozumienie”, sygn. IPN Lu 018/163, k.95.
  85. Kodeks okupacyjny rejonu "Ziemia Puławska" - KON – "Solidarność" Ziemia Puławska, Biuletyn nr 7, s. 4. Biuletyny KON były niedatowane, więc trudno określić dokładną datę wydrukowania Nr 7, ale pamięć podpowiada mi, że musiało to być w marcu 1982 r..
  86. Obecnie budynek ten jest siedzibą puławskiego oddziału Banku Cukrownictwa.
  87. Zdarzenie to relacjonuję na odpowiedzialność Jana Nakoniecznego, który mi je z wielką satysfakcją opowiedział jeszcze w czasie trwania stanu wojennego.
  88. Stanisław Głażewski – Procesy polityczne - maszynopis 2006 r.
  89. W poniedziałek 14 grudnia, Aspras przez nikogo nie proszony ,w spontanicznej trosce o dyscyplinę pracy w IUNG, punktualnie o god. 7-mej zebrał listy obecności nie dopuszczając do ich podpisania i narażając spóźnialskich na kary dyscyplinarne.
  90. Tygodnik Mazowsze Nr 152 z 3.I.1986 r.,s.4.
  91. Jerzy Giedroyć - “40 lat paryskiej “Kultury” - Tygodnik Mazowsze, Nr 183 z 8.10.1986 r., s.1-3.
  92. Jacek Kuroń, Jacek Żakowski – “PRL dla początkujących” - Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław, 1995, s.234-243.
  93. Maria Kapturkiewicz-Szewczyk i Bogdan Szewczyk prowadzili pracownię plastyczną na ul. Filtrowej (tzw. “Zachta”), w której od wielu lat organizowali konspiracyjne spotkania puławskiej opozycji demokratycznej. W latach 1980-1981 obydwoje akrywnie działali w Komisji Oświaty i Kultury NSZZ “Solidarność” oraz w puławskim KIK-u.
  94. Przebieg tego procesu opisałem w artykule pt. Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” (listopad 1980 – grudzień 1981), opublikowanym w wydawnictwie Towarzystwa Przyjaciół Puław “Studia Puławskie” Seria A Zagadnienia społeczno-historyczne, tom 9(11), Puławy 2005, s. 7-147.
  95. Przebitka to dziś już nie używana cienka bibułka formatu A-4 wykorzystywana w epoce maszyn do pisania. Używając przebitki można było uzyskać do 8 kopii maszynowych dowolnego tekstu.
  96. Obszerniej tę nasz ą działalność opisałem w tekście pt. "Wydawnictwo "Familia".
  97. S. Głażewski – Uwagi na temat pracy P. Wojtowicza pt. “NSZZ SOLIDARNOŚĆ Ziemi Puławskiej” w latach 1980-1981, spisane w grudniu 2004 r. na prośbę dr Edwarda Ślusarczyka, maszynopis, s. 2.
  98. Represje w Puławach – Informator Strajkowy “Solidarność Ziemi Puławskiej” z 16.12.1981 r., s.2. Cyt za:Piotr Wojtowicz – NSZZ “Solidarność” Ziemi Puławskiej w latach 1980-1981; Praca magisterska napisana w Zakładzie Myśli Politycznej XIX i XX wieku, Lublin 2004, s 128, maszynopis.
  99. Elżbieta Kern – informacja ustna.
  100. Ustawodawstwo stanu wojennego przewidywało komisarzy wojskowych w każdym zakładzie pracy.
  101. Tak brzmiała ich nazwa urzędowa.
  102. Andrzej Starzak, pracownik Zakładów Azotowych 13 czerwca 1981 r.z woli delegatów został przewodniczącym Zarządu Oddziału NSZZ “Solidarność” Ziemia Puławska.
  103. Krystyna Knapik, pracownica Narodowego Banku Polskiego w Puławach , po wyborach do Zarządu Oddziału 13 czerwca 1981 r. Piastowała stanowisko jego skarbnika.
  104. Stanisław Głażewski - Biuletyn Informacyjny “Solidarność Ziemi Puławskiej” (listopad 1980 – grudzień 1981), artykuł opublikowany w wydawnictwie Towarzystwa Przyjaciół Puław “Studia Puławskie” Seria A Zagadnienia społeczno-historyczne, tom 9(11), Puławy 2005, s. 47-48..
  105. Stanisław Głażewski – Podziemna Poczta “Solidarności”, maszynopis, Puławy, 2005.
  106. Tygodnik Mazowsze Nr 193 z 7.I.1987 r.,s.4.
  107. Była to redakcyjna maszyna służąxca do sporządzania maszynopisów tekstów przeznaczonych do druku w Biuletynie, wyniesiona przeze mnie z siedziby Redakcji Biuletynu 13 grudnia 1981 r.
  108. Tygodnik Mazowsze Nr 193 z 7.I.1987 r.,s.4.
  109. W Tygodniku Mazowsze Nr 198 z 11.II.1987 r., na s.2 została zamieszczona notatka następującej treści” “Wyszedł z więzienia Jan Łodyga z Zakładów Azotowych w Puławach aresztowany w maju i skazany w grudniu 1986 na 2 lata za przechowywanie pieniędzy “S” na książeczce PKO. Rok “zdjęła” mu ustawa lipcowa. Obecnie otrzymał przerwę w odbywaniu kary – tuż przed terminem, w którym mógłby wystąpić o warunkowe zwolnienie po odsiedzeniu 2/3 wyroku”
  110. Katarzyna Żaczek - “Spisane będą czyny i rozmowy” - Tygodnik Powiśla “Gazeta Puławska” z 14.12.2001 r.s.12.
  111. Młodszy syn Jana Nakoniecznego - Paweł.
  112. Pomyłka T. Skiby. Stało się to dopiero 23 grudnia po nieudanym widzeniu z Matką w lubelskim więzieniu.
  113. Byli to Stanisław Głażewski Jr. oraz starszy syn ukrywającego się Jana Nakoniecznego – Grzegorz.
  114. W rzeczywistości na 2 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata skazany został tylko Grzegorz Nakonieczny uznany za prowodyra. Dwaj pozostali dostali wyroki po 1,5 roku w zawieszeniu na 3 lata.
Czytany 3263 razy