13-19.12.1981r.- strajk w Zakładach Azotowych Puławy-wspomnienia-autor nieznany.

ZAKŁADY AZOTOWE PUŁAWY

13 – 19.12.1981 r.

Strajk okupacyjny

13. Niedziela

O godz. 0.00 generał w. Jaruzelski ogłasza stan wojenny w Polsce. Ja o tym fakcie dowiedziałem się z radia o godz. 9.00. Wywarło to na mnie, młodym człowieku, dziwne wrażenie. Od razu nasunęło mi się pytanie, jak zareaguje na to nasze młode społeczeństwo Polskie? W ponad tysiąc letniej historii Polski tego jeszcze nie było. Najbardziej byłem ciekawy co zrobią szarzy robotnicy, czy znów będą strajki tak ostatnio modne w naszej Ojczyźnie. Na ulicach dało się zauważyć zwiększone patrole MO i wojska.

14.12.81 r. (poniedziałek)

O 6.00 rano jestem już na zakładzie. Jadąc do pracy w autobusie każdy dyskutował o sytuacji jaka wydarzyła się w kraju. Około 6.15 prawie cała pierwsza zmiana zebrała się w jednej z hal na zakładzie. Zebrali się tutaj robotnicy aby zaprotestować bezprawiu i pogwałceniu Konstytucji PRL. Decyzja mogła być tylko jedna – STRAJK OKUPACYJNY – z wyłączeniem zakładu z ruchu oprócz Elektrociepłowni, która ogrzewa miasto. Tłum ludzi po odśpiewaniu Hymnu Narodowego dzieli się na dwie grupy.

- pierwsza idzie na sterownię Amoniaku I

- druga na sterownię Amoniaku II

Jest nas wszystkich około tysiąc ludzi.

Ja znalazłem się z grupą, która poszła na Amoniak I. Po wejściu na sterownię, każdy siadał gdzie mógł. Sterownia była cała zapełniona ludźmi. Przez radiowęzeł przemawiał dyrektor zakładu, który prosił o zachowanie spokoju, ładu i porządku na stanowiskach pracy. Kiedy nagrywali to przemówienie nie wiedzieli, że pierwsza zmiana już przystąpiła do strajku.

Utworzyły się cztery punkty, gdzie ludzie przez okupowanie budynków zaczęli strajk. Było to Am. I, Am. II, Melamina i Kaprolaktam. Ludzi przybywało z każdą chwilą . Najliczniejszy punkt był na Amoniaku I, tu też zawiązał się Komitet Strajkowy.

Czas upływał na grze w karty, rozmowach na różne tematy. Każdy czekał w niepewności jak potoczy się wszystko dalej. Między godz. 18 a 19 do sterowni Am. I wpadł dyrektor w towarzystwie dwóch oficerów WP, podchorążego i czterech szeregowych. Major prosi kierownika zmiany, następuje krótki dialog między nimi. Major grozi mu, że strajk w okresie stanu wojennego grozi pozbawieniem wolności od 3 lat do kary śmierci włącznie, a pozostałym robotnikom przebywającym w sterowni 3 lata. Następnie spytał nas czy są świadomi co robią i czy wiedzą, że w Polsce ogłoszono stan wojenny, Jeden z robotników zadał pytanie z kim prowadzimy wojnę, na co major spuścił głowę. Pytanie było bez odpowiedzi.

Następnie w naszej obecności zwrócił się do dyrektora z prośbą dostarczenia na wtorek listy osób strajkujących wraz z adresami. Pierwszy dzień strajku zakończył się wspólną modlitwą o wolność i suwerenność Polski w pełnym tego słowa znaczeniu.

15.12.81 r. (wtorek)

Po nocy spędzonej w spokoju na kufajkach i na czym kto mógł, rozpoczął się drugi dzień wspólną modlitwą.

Przyłączyły się do nas obce firmy znajdujące się na terenie naszego zakładu, były to” Budochem, Mostostal, Kotłomontaż, Piecobudowa oraz znajdujący się poza bramami Z.A. Techpan.

Docierają do nas wiadomości, że strajkują największe zakłady Lubelszczyzny oraz Wybrzeże, Śląsk, Warszawa. Wiadomości te przyjęte zostały burzą oklasków.

Panuje wspaniała atmosfera, ludzie zza bramy dostarczają żywność,, papierosy. Ze stołówki zakładowej dwa razy dziennie dowożą nam gorące posiłki. Co pewien czas podawane są nowe wiadomości o sytuacji w kraju i regionie.

Dzień mija spokojnie, jeszcze wieczorna modlitwa i ludzie powoli zasypiają, czekając, co nowego przyniesie następny dzień.

16.12.81 r. (środa)

Rozpoczyna się trzeci dzień strajku okupacyjnego w Z.A. Puławy.

Dzisiaj mija 11 rocznica Wydarzeń Grudniowych na Wybrzeżu. Poranna modlitwa odbywa się w intencji poległych robotników stoczni, którzy oddali swoje życie za to, żebyśmy mogli żyć godnie i nie być uciskanymi przez naszą kochaną władzę.

Środa jest też kolejnym dniem strajku w całej Polsce. W naszym gronie zauważa się, że ktoś sieje wrogą propagandę i wprowadza strajkujących w panikę mającą na celu osłabienie psychiczne. Najsłabsi się wyłamują, ale jest nas jeszcze ponad 300 osób razem z pozostałymi wydziałami liczba ta wynosi około 1600 osób. Około południa dostajemy wiadomość, że przez miasto demonstracyjnie przejechały trzy czołgi, które skierowały się w stronę zakładów. Pełna gotowość, ale każdy wie, że czołgi przeciwko nam nie ruszą bo nasze zakłady, to jak beczka prochu, jeden nierozmyślny ruch i w promieniu 20 km. Zamiera życie. Z czołgami zdarzyła się zabawna historia. Otóż jednemu z nich pęka gąsienica i ażeby odjechać potrzebna pomoc jednego ze strajkujących spawaczy. Po naprawie czołgi odjeżdżają w kierunku miasta. Wśród strajkujących zapanowały znów lepsze nastroje i zrodziła się myśł, żeby na bramie nr 1 postawić krzyż – symbol wiary. Bramy zakładu podczas strajku były cały czas otwarte i zamiast barykad ten krzyż miał nas bronić przed wrogiem. Którym był nasz brtat – Polak wcielony do wojska i ZOMO.

                                                                                                  Pan jest mi pomocą, nic mnie nie przestrasza

                                                                                                  cóż może uczynić mi człowiek...

                                                                                                                                                          (Ps. 117,6)

Milicja rozpędza strajkujących w Techpanie, którzy poza terenem Z.A. Nie byli bezpieczni, bo była ich garstka, około 100 osób. Postanowiono, że jutro rano, kiedy Techpan przyjdzie do pracy grupa ludzi z Azotów przyprowadzi ich na teren Z.A., gdzie razem z nami będą mogli kontynuować strajk.

Wieczorem nasiliły się fale plotek przynoszonych z zewnątrz, o tym, że mają nas dzisiejszej nocy zagazować oraz spuścić na teren zakładu desant wojsk chemicznych. Kto choć trochę myślał wiedział, że to idiotyczna bzdura. Dzień kończy się wiadomością bardzo smutną. W kopalni „Wujek” przelała się nasza krew, ginie 7 górników. Za nich i robotników Wybrzeża odbywa się modlitwa, która kończy dzień.

                                                                                                                Gdy usłyszycie głos Jego

                                                                                                                nie zatwardzajcie serc waszych

                                                                                                                                                          (Ps 94,8)

17.12.81 r. (czwartek)

Minęła noc. Wszyscy żyją, nie było gazu ani desantu. Leci już czwarty dzień strajku. Wczorajsza myśl o krzyżu szybko rodzi się w czyn. Ludzie zrobili krzyż, który dziś stanie koło bramy nr 1.

Po porannej modlitwie grupa ludzi z Am. I i Am. II idzie z krzyżem do bramy. Wspaniały moment, krzyż staje przy bramie a grupa ludzi, ok. 300 osób klęka na śniegu i w cichej modlitwie prosi Boga o to, aby ten krzyż strzegł nas teraz jak i wtedy kiedy wrócimy na swoje miejsca pracy.

                                                                                                  Tron Twój, Boże na wieki wieków.

                                                                                                  Twe berło królewskie jest berłem prawości!

Następnie ludzie udają się po pracowników Techpanu, którzy całą grupą przyłączają się do Am. II. Następuje załamanie u ludzi na Melaminie. Z Am. II, który jest jeszcze dość silny – 250 osób idzie delegacja na Melaminę, gdzie zostało już niewiele ponad 100 osób. Jest krótka pogadanka, która podtrzymuje ludzi na duchu, ale nie wiadomo, co będzie jutro.

Najlepsza atmosfera panuje na Am. II. Między ludźmi znajdującymi się tam jest nasz kolega, który brał udział w wypadkach na Wybrzeżu 1970 r. w Stoczni Gdańskiej. On też przybywa wieczorem do ludzi z Am. I i podtrzymuje ich na duchu.

Przyjeżdża szef produkcji z milicją (oczywiście radiolką). Chce rozmawiać z ludźmi, po naradzie podobnie jak w innych punktach strajku ludzie z Am. I odmawiają wpuszczenia szefa, który przybył z polecenia dyrektora, któremu stołek wymyka się z minuty na minutę. Wśród ludzi krążą znów nieprawdopodobne i niesprawdzone opowieści.

Niektórzy dostają telefony z bramy, że ojciec ciężko chory, matka uległa wypadkowi, brat w szpitalu itp.

Większość z nich nie wraca zostawiając kolegów i przyjaciół bez słowa pożegnania. Potem okaże się, że to było celowo po to, ażeby wyciągnąć konkretną osobę za bramę. Dzień kończy się jak zwykle modlitwą.

                                                        Kamień, który odrzucili budujący stał się kamieniem węgielnym

                                                        Jest to dzieło Pana i stoi, niby cud, przed oczyma naszymi

                                                                                                                                                          (Ps 117, 22-23)

18.12.81 r. (piątek)

Piąty dzień strajku. Jeszcze przed rannym spotkaniem z Bogiem zaczęło ubywać ludzi. Pomyślałem wtedy: co to będzie, gdy na innych punktach jest to samo. Do godz. Wyłamał się cały wydział Remontowo-Budowlany, Pomiarowy oraz Zakład Remontowy. Niestety moje obawy okazały się słuszne, garstka ludzi z Melaminy przyłączyła się do Kaprolaktamu. U nas na Am. I coraz mniej ludzi, do godz. 14.00 jest nas już tylko 160 osób. Dochodzą nas sprawdzone wiadomości że szykuje się duża akcja SB, ZOMO i wojska. To jeszcze bardziej załamuje ludzi, którzy są słabi i nie wiedzą, a może już nie chcą wiedzieć, w jakim celu jest prowadzony strajk okupacyjny.

Moja krótka osobista refleksja jest taka, że żyjąc 20 lat w socjalistycznej Polsce, wychowany w rodzinie katolickiej nie mogę sobie tego wytłumaczyć, jak to możliwe, ze ponad 30 lat po wojnie w mojej Ojczyźnie, którą kocham sercem i duchem i jestem dumny, ze jestem Polakiem i mówię po polsku, Polak na Polaka podnosi rękę i to nie po raz pierwszy. Były lata 1956, 1968, 1970, 1976, 1980.

                                                                      Dla Ciebie mordują nas dzień w dzień.

                                                                      Przyrównani jesteśmy do owiec przeznaczonych na rzeź

                                                                                                                                                                        (Ps 43,22)

Rodacy, jak my wyglądamy w oczach świata. Kraj, który wychował tylu wspaniałych ludzi, prowadzi teraz wojnę między sobą.

Wracając do strajku w Z.A. To około godz. 17.00 były na zakładach trzy punkty, w których było razem ok. 700 strajkujących. Po modlitwie wieczornej na Am. I zostało nas 100 osób.

19.12.81 r. (sobota)

Szósty dzień. Rano nie wiedziałem, że już ostatni. Po modlitwie w intencji Ojczyzny dostaliśmy pewną wiadomość, że dzisiaj będzie decydujący atak. Okazało się, że jesteśmy ostatnim zakładem w regionie, który strajkuje.

                                                                                                                Pochłonięta jest śmierć w zwycięstwie.

                                                                                                                Gdzie jest zwycięstwo twe, śmierci?

                                                                                                                Gdzie jest, śmierci, oścień twój?

                                                                                                                                                                        (Ps 25,8)

Zdobyto FSC, WSK–Świdnik, FŁT-Kraśnik, EDA-Poniatowa, a są to wiodące zakłady w regionie. Do garstki ludzi około 80 osób przemówi,(chyba za późno) przewodniczący MZKS, żeby kto się zdecydował na wszystko, niech zostanie, a reszta opuści pomieszczenie sterowni. Była godz. 13.20 kiedy zapada decyzja, że ludzie, którzy zostają na dobre i na złe mają się przenieść na sterownię AM. II lub Kapro.

Trzeba tutaj dodać, że zwykli robotnicy najprawdopodobniej nie będą represjonowani bo tylu ludzi naraz nie zamkną, ani nie internują. Bo kto, jak nie my będziemy na nich robić. Najbardziej byli narażeni przywódcy strajku, których będą poszukiwani przez chłopców z SB.

Grupa 30 osób, która została z Am. I podzieliła się na 2 grupy, 1 grupa – przyłączyła się do Am. II, a druga do Kapro. Ja wraz z kolegami, którzy byli ze mną od pierwszych minut strajku, udałem się na Kapro, gdzie strajkował mój stryjo. Zostaliśmy mile przyjęci przez ludzi, którzy tam byli. Ok. godz. 15.00 przez miasto w stronę zakładu jechała kolumna autobusów i samochodów cięż. W liczbie około 150 wozów. Poza samochodami było cztery czołgi i pięć wozów pancernych. Siły te liczyły około 3500 wojska, SB, ORMO, ZOMO. Nas była garstka na Kapro 200, Amoniak II ponad 200. Można łatwo zobaczyć jaka była siła na jednego szarego robotnika, który oprócz maski gaz. Miał dwie ręce i w sercu dobro Ojczyzny i nadzieję na lepsze jutro. Jak stwierdził jeden z naszej grupki, która liczyła 150 osób – plewy odpadły, a zostało ziarno – z którego będzie kiedyś wolna i suwerenna Polska Rzeczypospolita Ludowa. Z ludzi zdecydowanych na wszystko wyjątkową dzielność wykazały kobiety, które niektórych mężczyzn podtrzymywały na duchu.

O godz. 14.45 nastąpiły pertraktacje z załogą na Am. II, po godzinie dyskusji ludzie z łzami w oczach opuścili budynek bo jakikolwiek opór mógł się skończyć rozlewem krwi bo panowie szczególnie z ZOMO nie przebierali w środkach. Z opowiadań kolegów wynika że po przyprowadzeniu pod bramą 1 ludzie byli podzieleni na dwie grupy.

Jedna to pracownicy Z.A., a druga to Techpan, którym to zarzucono, że przybyli na teren zakładu bez przepustki i zgody dyrekcji.

U nas na Kapro panował jeszcze spokój. Parę minut po godz. 16.00 zaczęło otaczać nasz budynek wojsko. Z okien widzieliśmy około 100 żołnierzy i 300 ZOMO-wców. Wśród nas panował idealny spokój, grano w karty, spożywano posiłki a jedna grupka młodych ludzi śpiewała wesołe piosenki przy akompaniacji gitary. Jednak z chwilą jak leciał czas napięcie nasze rosło.

Podjechały „szczekaczki” z głośników przemówił do nas płk. Łepkowski, który dowodził akcją żołnierzy, jako, że został odpowiedzialnym za zakład. Między innymi pan płk. Powiedział, że jak do godz. 17.00 opuścimy pomieszczenie sterowni to on zapewni nam bezpiecz., jak nie to o godz. 17.00 do akcji wkroczą roboty z ZOMO. Postanowienie jedno – gramy na zwłokę. Minęła 17.00. Cisza. Godz. 18.00 , do sterowni przybył pułkownik, jako że kierownik zmiany odmówił wyjścia przed okupowany budynek. Już wcześniej zapada decyzja, że w razie jak dojdzie do rozmów, to tyko z wojskiem w żadnym wypadku z „podludźmi” bo za takich są uważane siły ZOMO.

Pułkownik wszedł do sterowni, rozebrał się, dwie kobiety powitały go chlebem i solą jak nakazuje nam nasza staropolska tradycja. Pan pułkownik powiedział, żeby nie żartować bo przyszedł w o wiele poważniejszej sprawie. Wtedy to doznałem największego wzruszenia w swoim życiu. Oto strajkujący ludzie powstali i zaczęli śpiewać, wszyscy pieśń.

                                          Boże, coś Polskę przez tak liczne wieki

                                          Otaczał blaskiem potęgi i chwały

                                          Przed Twe ołtarze zanosim błaganie

                                          Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie...

Pułk. wziął bochenek chleba zrodzonego na Polskiej ziemi, ucałował go, a następnie serdecznie ucałował nasze dziewczyny i było widać, że jest bardzo wzruszony. Powiedział nam, po co do nas przyszedł. Prosił o opuszczenie budynku, a on daje gwarancje oraz słowo oficera L.W.P., że włos nam z głowy nie spadnie . Następnie ludzie zadawali pytania w takim sensie mniej więcej:

– kto i dlaczego zabiera nam Ojczyznę?

– Czemu została zbezczeszczona nasza Konstytucja?- Dlaczego Polak na Polaka?

Takich i podobnych pytań było wiele, niestety odpowiedzi żadnej. Może pan pułk. Jej nie znał, a może prawda jest zbyt smutna żeby ją mógł poznać zwykły robotnik, który chce żyć i pracować w wolnej Ojczyźnie.

Dostaliśmy zapewnienie, że do bramy będziemy pod eskortą naszego wojska. Pułkow. prosił żeby nie zaczepiać Zomowców, którzy obstawili drogę ok. 12000 swoimi siłami. Powoli schodzimy na dół. Formujemy się w grupkę i ruszamy na bramę. To, co zobaczyły moje oczy było przerażające, po jednej stronie drogi ustawieni co dwa metry uzbrojonych po zęby zdobywcy zakładów panowie z ZOMO. Nasza kolumna wyglądała przy nich skromnie, było nas tylko ok. 150 osób. W oczach tych ludzi, też Polaków (a może nie) nie widać było jakiegoś miłego i serdecznego spojrzenia. Jednego z nich stać było na to, że kiedy jedna z kobiet powiedz. - Ludzie na kogo te siły, na bezbronnych ludzi? - Było to skierowane nie do panów świata, ale do ludzi, którzy wytrwali do końca, odpowiedzieć – robota – była krótka – Nie oglądaj się stara k...., tylko idź przed siebie.

Komentarz zbyteczny.

W miarę zbliżania się do bramy i siły były coraz większe, każde skrzyżowanie zastawiono autob. Zomowców bo zwykły żołnierz, który gdyby nie mundur, byłby z nami. Po przybyciu pod bramę zatrzymali nas. Pułk. Załatwiał autobusy, które miały nas odwieźć bezpośrednio do domów. My w tym czasie rozmawialiśmy z chłopakami co nas eskortowali. Są to młodzi ludzie z czynnej służby, którzy jak my pragną gorąco dobra Ojczyzny.

Opowiadali o zdarzeniach w Lublinie, Kraśniku. Nareszcie otworzyli bramy. Wychodząc za bramę ogarnęło mnie kolejne wzruszenie i nie tylko mnie, ale wszystkich. Przed bramą cztery czołgi i skot i duże siły MO i ORMO, ale na bramie krzyż, który nas bronił przed czołgami i naszym wrogiem skuteczniej, niż by stała tu barykada. Ostatni strajkujący robotnicy na Lubelszczyźnie oddali należną cześć temu symbolowi wiary człowieka w człowieka.

Jeszcze tylko ostatnie spojrzenia w twarz ludzi, którzy na rozkaz gotowi byli zabić pałkami bezbronnych ludzi patrzących na nas z drwiącym uśmiechem i nienawiścią w oczach.

Pożegnanie z pułkownikiem z nadzieją, że matka nas wszystkich – Polska – będzie wolna. Wsiadamy do autob. Które zawiozą nas do naszych matek, ojców, sióstr, braci.

Bezpiecznie.

Tak to minęło sześć dni strajku w Z.A. Pierwszego strajku tak długo i do którego zakończenia użyto grupę ponad 3500 osób, czołgów i wozów panc. Po to, żeby rozpędzić garstkę robotników, których bronią była wiara w Boga i lepsze jutro naszej wspólnej Ojczyzny, dumnej Polski, nad którą, miejmy nadzieję wróci orzeł biały z koroną i będzie patrzył z góry na szczęśliwych ludzi nad Wisłą urodzonych.

                                 -Zewsząd ucisk znosimy, lecz nie jesteśmy zmiażdżeni;

                                 pełni wątpliwości, lecz nie zrozpaczeni;

                                 prześladowani, lecz nie opuszczeni;

                                 powaleni na ziemię, lecz nie pokonani.

                                 Stale obnosimy na swym ciele konanie Jezusa,

                                 aby też życie Jezusa okazało się na naszym ciele, -

 

Po ogłoszeniu przez władze WRONu stanu wojennego w Zakładach Azotowych "Puławy" w Puławach zaczyna się organizować spontaniczny ruch strajkowy. Załogi pracujące w ruchu ciągłym chcą zaraz, jeszcze na pierwszej zmianie w niedzielę 13.12.81 doprowadzić do zatrzymania niektórych instalacji produkcyjnych. Następuje nawet na krótko zatrzymana instalacja produkcyjna kaprolaktamu. Perswazje kierownictwa przedsiębiorstwa na wszystkich instalacjach produkcyjnych powodują, że załogi postanawiają odłożyć decyzję w sprawie strajku do poniedziałku, kiedy to będą pełne obsady instalacji produkcyjnych, służby utrzymania ruchu (remontowcy, mechanicy, pomiarowcy), a także administracja. W poniedziałek 14 grudnia już od godz. 6.00 rano – po przyjeździe załóg na I zmianę, w budynku hali warsztatowej zgromadzili się przedstawiciele wszystkich zakładów produkcyjnych oraz służb pomocniczych. Po wiecu trwającym ok. 1/2 godz. Zebrani – kilkaset osób – jednogłośnie ustalili, że podejmują akcję strajkową. Konsekwencją tych ustaleń było:

– zatrzymanie jednej jednostki produkcyjnej na instalacji Zakładu Amoniaku I,

– zatrzymanie jednej jednostki produkcyjnej na instalacji Zakładu Amoniaku II,

– zatrzymanie instalacji produkcyjnej całego Zakładu Kaprolaktamu,

– ograniczenie produkcji innych instalacji produkcyjnych , t.zn. Kwasu azotowego, saletry amonowej, mocznika i melaminy,

– wstrzymanie przez służby ruchu wszelkich prac poza niezbędnymi do utrzymania ruchu instalacji produkcyjnych na tych zmniejszonych obrotach.

Zatrzymanie wszystkich instalacji produkcyjnych nie było możliwe bowiem;

– w okresie zimowym odstawienie instalacji produkcyjnej spowodować mogło katastrofalne zniszczenia instalacji (pęknięcia -rozmrożenia rurociągów, chłodnic, zaworów zasów itp.)

– Zakłady ogrzewają poprzez swoją elektrociepłownię zakładową całe miasto, istniała więc potrzeba normalnej pracy elektrociepłowni i jej wydziałów pomocniczych, a także – poprzez różne powiązania technologiczne, niektórych instalacji produkcyjnych.

           Łącznie protest podjęło około 1,5 tysiąca osób z Zakładów Azotowych „Puławy”.

Poza Zakładami Azotowymi „Puławy” strajk podjęły także następujące firmy pracujące bądź na terenie Zakładów, bądź w ich sąsiedztwie:

– Mostostal Warszawa – oddział w Puławach,ok. 100 osób, cała załoga

– „Techpan” - ok. 150 osób, ok. 80% załogi,

– „Montochem” - ok. 80 osób, 80% załogi,

– Lambda – przedsiębiorstwo robót antykorozyjnych?

Powstało łącznie kilka kilka zgrupowań strajkowych:

– na Zakładzie Amoniaku I na sterowni,

– na Zakładzie Amoniaku II na sterowni,

– na Kaprolaktamie na sterowni,

– na Zakładzie Związków Azotowych na sterowni

– na Wydziale Melaminy w budynkach socjalnych

– w przedsiębiorstwie Mostostal

– w przedsiębiorstwie „Techpan”

w których było zgromadzonych po kilkuset pracowników, co łącznie dawało ok. 1500-2000 osób.

Utworzono Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, w skład którego wchodzili przedstawiciele wszystkich przedsiębiorstw oraz poszczególnych zgrupowań. Zaczęto tworzyć zaopatrzenie (żywność, papierosy, napoje) powstały prowizoryczne stołówki, zespoły porządkowe, wartownicze itp. Zorganizowano ołtarze, przy których zarówno rano, jak i wieczorem odprawiano nabożeństwa i modlitwy. Powstała sieć łącznościowa i nagłaśniająca.

Poszczególne grupy wzajemnie się odwiedzały, organizowały spotkania. Taki stan trwał do środy 16.12.81.

17 grudnia – rocznica wydarzeń z 1970 roku

           W dniu tym strajkująca załoga a zwłaszcza grupa zlokalizowana na Zakładzie Amoniaku II (mechanicy) postanowiła:

– przygotować dwa krzyże drewniane wysokości ok. 2 m,

– Idąc w pochodzie z innymi grupami strajkującymi (przedstawicielami tych grup) doprowadzić do ustawienia tego krzyża na bramie Nr 1 Zakładów( brama obok Dyrekcji Naczelnej Zakładów i Biurowca Biura Przepustek

– jeden z krzyży przytwierdzić na budynku administracyjnym Zakładu Amoniaku II i Zakładu Związków Azotowych (jest to wspólny biurowiec tych dwóch Zakładów)

– przejść w pochodzie z flagą narodową do przedsiębiorstwa „TECHPAN” i stamtąd przejąć strajkujących, którzy przyłączą się do grup strajkujących na terenie Zakładów Azotowych „Puławy”.

           Wcześniej, jeszcze z samego rana grupa strajkująca w przedsiębiorstwie „MOSTOSTAL” (teren przylegający do Zakładów Azotowych obok bramy Nr 3 – z dużą halą produkcyjną), przeskakując ogrodzenie, dostało się na teren Zakładów Azotowych „Puławy” i połączyła się z tam strajkującymi grupami (chyba na Zakładzie Kaprolaktamu).

Z samego rana we wszystkich grupach odbyły się modlitwy poranne, ofiarowane za tragicznie zmarłych w 1970 roku. Trzeba bowiem powiedzieć, że we wszystkich punktach strajku były ustawione polowe ołtarze z obrazami świętymi, bądź krzyżami czasami naprędce wykonanymi, jak na Zakładzie Kaprolaktamu, czasami natomiast, krzyżami krzyżami przeniesionymi z różnych wydziałów, przeważnie mechanicznych, które w ostatnich miesiącach były wykonane, poświęcone i powieszone w halach produkcyjnych. Mówiąc o tych polowych ołtarzach trudno nie wspomnieć tego, że na sterowni Zakładu Kaprolaktamu na ołtarzu tym, nad którym wisiał krzyż wykonany przez strajkujących, ustawiona była pięknie wydana Konstytucja PRL – duży format książkowy, chyba z 1953 roku lub 52 – nie wiem dokładnie w którym roku, oczywiście jeszcze bez paragrafów o przewodniej roli naszej jedynej słuszną drogą idącej proletariackiej przewodniczce.

Konstytucja ta przewiązana była czarną wstęgą a po bokach ołtarza były dwie flagi: żółto-biała, a z drugiej strony niebiesko-biała.

           Wracając do faktów z 17 grudnia wszystkie zaplanowane i podane wyżej zamierzenia zostały wykonane, opiszę tylko dwa z nich.

           Pierwsze, to przytwierdzenie przed wejściem do budynku administracyjnego Zakładu Amoniaku II i Zakładu Związków Azotowych drewnianego dużego krzyża. Drugie, to uformowanie pochodu składającego się z przedstawicieli różnych grup, który rozpoczął się od Zakładu Amoniaku II i ruszył w kierunku bramy Nr 1 Zakładów. Pochód mógł liczyć w początkowej fazie kilkaset osób. Na czele pochodu niesiono flagę narodową oraz jeden z dwóch wykonanych krzyży drewnianych. W nacechowanej godnością i powagą grupie zbliżono się do bramy Zakładów. Z biurowca Biura Projektów, z budynku Instytutu Nawozów Sztucznych (samodzielna jednostka na terenie Zakładów) dołączyły grupy osób. Czoło pochodu osiągnęło wysokość bramy nr 1. Tu nastąpiło charakterystyczne zdarzenie. Przed strażnicą Straży Przemysłowej Zakładów stała grupa strażników z zastępcą Komendanta, p. Staszakiem (prawdopodobnie takie nazwisko nosił ten Pan). W momencie kiedy przechodzący niosący flagę oraz krzyż byli na jego wysokości oddał on honory zarówno fladze, jak i krzyżowi (postawa na baczność i salutowanie).

           Pochód zatrzymał się. Kilka osób zaczęło przytwierdzać krzyż do ogrodzenia bramy. Pochód stał w milczeniu skupiony. Przewodniczący grupie po zamocowaniu krzyża( Adaś – bliżej ani nazwiska, ani imienia nie znam – o tej postaci powiem nieco później) powiedział takie mniej więcej słowa „ Krzyża i Boga nawet czołgi nie potrafią zniszczyć , dlatego pomódlmy się w skupieniu”. Wszyscy stojący w pochodzie – a była to już duża grupa ludu – uklękli na oblodzonej jezdni i w milczeniu oraz skupieniu odmówili modlitwę za zmarłych w 1970 roku (zabitych).

Zarówno dla uczestników tego zdarzenia, jak również obserwatorów patrzących z sąsiednich budynków, było to niesamowicie piękne, wzruszające i tak wymowne przeżycie. W wielu oczach pojawiły się łzy. Sądzę, że wszyscy, którzy w tym uczestniczyli, a także obserwatorzy zapamiętają to na całe życie.

           Kolejno pochód zrobił zwrot i przeszedł drogą wzdłuż ogrodzenia Zakładów (ale drogą wewnętrzną) do bramy nr 2 Zakładów. Minął bramę niezatrzymywany i skierował się w stronę „TECHPANU” - jest to ok90ło 400-500 metrów od bramy nr 2. Po przejściu tej odległości zatrzymał się przed bramą „TECHPANU”. Po krótkiej rozmowie brama została otwarta i cały pochód wkroczył – witany przez pracowników „TECHPANU” brawami a często i łzami – między budynki tego przedsiębiorstwa. Pracownicy tego przedsiębiorstwa, którzy zamierzali dołączyć do grup strajkowych na terenie Zakładów, udali się do swoich miejsc pracy, zabrali odzież i niezbędne przedmioty i dołączali do stojącego pochodu.

Po dołączeniu ostatnich chętnych – co niestety trwało dosyć długo, ok. 40 minut – a w sumie było to ok. 100-120 pracowników „TECHPANU” pochód ruszył z powrotem w stronę bramy Nr 2 Zakładów Azotowych. I znów przeszedł nie zatrzymywany bramą, razem z grupą pracowników „TECHPANU”. W momencie, kiedy cały pochód był już na terenie Zakładów, drogą od strony Straży Pożarnej Zakładów przejechał na sygnale wóz bojowy strażacki z działkiem wodnym na górze. Prawdopodobnie wóz ten miał zatrzymać na bramie cały uformowany pochód – ale chyba spóźnił się o kilka minut.

Na bramie Zakładów grupa podzieliła się na dwie części:

– grupa – jej część odłączyła od pochodu i udała się na Zakład Amoniaku I (była to część załogi tam strajkującej),

– druga część grupy pomaszerowała w kierunku Amoniaku II i Zakładu Związków Azotowych. Wśród tej grupy byli wszyscy strajkujący z „TECHPANU”, którzy przeszli na teren Zakładów Azotowych.

           Wszystkich strajkujących na terenie Zakładu Amoniaku II podzielono na dwie części. Część ulokowano na sterowni Zakładu Związków Azotowych(w tym pracowników „TECHPANU”), część pozostała na starym miejscu, tzn. sterowni Amoniaku II.

           W tym też dniu (być może że w następnym) grupa strajkujących zlokalizowana w budynku administracyjno-socjalnym Wydziału Melaminy (w składzie której znajdowali się pracownicy remontowi, Zakładu Mocznika, Zakładu Kolejowego, pracownicy „Montochemu”), przeszli w całości na sterownię Zakładu Kaprolaktamu. To przejście podyktowane było tym, ze punkt ten był bardzo oddalony od pozostałych grup. Sam budynek łatwo można było otoczyć i spacyfikować.

           Wieczorem we wszystkich grupach odbywały się modlitwy oraz śpiewy, grano na gitarze i harmonii.

           Prawdopodobnie w tym też dniu – tutaj mogą być przesunięte daty, ale fakty są autentyczne – robione były próby złamania strajku przez jego rozbicie. Metodę rozbicia strajku opracowaną chyba w grupie operacyjnej, składającej się z kierownictwa Zakładów i grup wojskowych, próbowano zastosować w następujący sposób.

           Otóż ludzie zbliżeni do kierownictwa Zakładów niby z własnej woli i chęci doprowadzenia do wyjścia z tej „patowej” sytuacji, chcieli stworzyć coś na wzór „misji dobrej woli” - działając poprzez tych ludzi doprowadzili do spotkania dwóch grup strajkujących – niezależnie od siebie i nie wiedzących o sobie – do spotkania z Dyrektorem Zakładów T. Piaseckim, jako z kolei przedstawicielem sztabu wojskowo-kierowniczego Zakładów.

           Z perspektywy widać, że jedynym celem Dyrektora było:

– przekonać jedną lub kilka osób z grupy strajkującej aby posługując się swoim autorytetem i uznaniem wśród strajkujących, doprowadzili do wyprowadzenia z Zakładów części strajkujących (jednej lub dwu większych grup). Dyrektor sądził, że wyprowadzenie jednej grupy doprowadzi do załamania grup następnych, które czując się zdradzone, samorzutnie opuszczą teren Zakładów,

– utwierdzenie strajkujących, ze nie mają żadnych szans , że będą z całą surowością ukarani. Sadził, ze spowoduje to rozłam i załamanie wśród ludzi, którzy byli odpowiedzialni za całość strajku.

Celu tego Dyrektor nie osiągnął z co najmniej dwóch powodów:

– zdecydowanej odmowy - jednej z grup uczestniczących w rozmowach – doprowadzenia do rozłamu i zdrady strajkujących,

– zdeterminowania samych grup strajkujących, którym przedstawiona propozycja zakończenia strajku (miało to miejsce na Zakładzie Kaprolaktamu) została odrzucona.

Przedostatni dzień strajku – piątek 18.12 br.

           Powiedzieć trzeba, że z każdym dniem było niestety coraz mniej ludzi zdeterminowanych i zdecydowanych trwać do końca. Z liczby sięgającej w pierwszych dniach – ok. 2 tysięcy ludzi (co stanowiło być może większość załogi mogącej strajkować – poza obsługą ruchu ciągłego, obsługą elektrociepłowni i przyległymi wydziałami – ogrzewania miasta).

           Co się składało na to zmniejszanie się liczby strajkujących:

1. Przypuszczenie przez kierownictwo przedsiębiorstwa (niestety), sztab wojskowy, partię ataku psychologicznego poprzez

- zakładową rozgłośnię,

- wszelkiej maści „kapusiów”, „dobrych kolegów”, kierownictwo wydziałów, grup itp.,

- straszenie wszystkich, wszelkimi możliwymi i niemożliwymi skutkami strajku,

- psychozę zwolnień z pracy, wręczania kart mobilizacyjnych

-udzielania natychmiastowych urlopów

-wykorzystanie płaczących i załamanych żon i dzieci, łącznie z podaniem i przekazaniem takiej audycji z płaczącymi żonami z zakładowej rozgłośni.

2. Brak wiarygodnej informacji o tym, co się dzieje w Kraju, kto strajkuje, jakie regiony, ile osób, jakie zakłady. Każda informacja o strajkach w innych regionach, innych zakładach, niezmiernie podnosiła na duchu strajkujących.

3. Trudne warunki bytowania – spanie na podłodze, w pełnym pogotowiu, ubrani, brak sensownego zajęcia, możliwości utrzymania czystości osobistej.

4. Częściowo mała odporność psychiczna samych strajkujących. Poddani po raz pierwszy takim olbrzymim obciążeniom ludzie, często wydawałoby się bardzo odporni, nie wytrzymywali.

5. Fatalne oddziaływanie znacznej ilości mieszkańców miasta, skąd bez przerwy dochodziły informacje o wręcz wielkiej psychozie mieszkańców przerażonych ewentualnymi skutkami jakiejś awarii na terenie Zakładów.

Wszystko to razem wzięte powodowało, że nawet bardzo odważni ludzie załamywali się i przepraszając, ze nie wytrzymując odchodzili.

6. Wręcz haniebne zachowanie się większości kierownictwa – personelu inżynieryjno-technicznego, które w swojej większości nie tylko nie wsparło strajkujących, ale często pozwalało się wykorzystać do złamania oporu. Podkreślić należy, ze były dowody wsparcia ze strony tego personelu, że ukrywano sympatię dla strajkujących przed kierownictwem Zakładów i kierownictwem partyjnym, że część ludzi z nadzoru przyłączyła się do strajkujących. Trzeba także wspomnieć o ludziach – pracownikach inżynieryjno-technicznych z Biura Projektów, którzy poprzez swój czynny udział w strajku przez cztery pierwsze dni dodawali niewątpliwie otuchy strajkującym i podkreślali jedność wszystkich pracowników.

           W tym przedostatnim dniu kierownictwo Zakładów niewątpliwie wraz z całym sztabem wojskowym przypuścili jeszcze jeden, ostatni już szturm psychologiczny i psychiczny na strajkujących. Po odbytym spotkaniu-naradzie, do wszystkich czterech skupisk strajkujących, punktualnie o godz. 14.30 udały się cztery zespoły:

1. Na Zakład Amoniaku II z zastępcą Dyrektora, Dankowskim, inż. Kawką, inż. J. Skwarkiem

2. Na Zakład Amoniaku I z zastępcą Dyrektora RYBAKIEM i innymi kierownikami służb inż. KUPCZYKIEM inż. LEŚNIAKIEM

3. Na Zakład Zw. Azotowych z Szefem Produkcji PSTROWSKIM i inż. A. SKALSKIM

4. Na Zakład Kaprolaktamu z zastępcą Dyrektora WOŁOSZYNEM i inż. POCHWALSKIM

           Zespoły te chciały przekazać informacje i utwierdzić strajkujących w bezcelowości dalszego strajku. Wszędzie jednak spotkały się ze zdecydowanym odporem, prawie, że ich wyrzucono siłą i żegnano okrzykami o zdradzie narodowej, o braku poczucia polskości i partyjnych bubkach. Opór strajkujących i ich determinacja była tak wielka, ze zespoły wyrzucone ze wszystkich tych punktów, miały przerażenie w oczach a czasami także łzy.

           Noc w tym przedostatnim dniu strajku minęła spokojnie, strajkujący chociaż zmęczeni już solidnie, nie dawali po sobie tego poznać.

Ostatni dzień strajku – sobota 19.12.1981

Dzień rozpoczął się jak zwykle – pobudka, odmówienie modlitwy, prace porządkowe, śniadanie. Przed południem różne informacje o strajkach na Śląsku, w Hucie Katowice, Krakowie. Niestety grupy topnieją, co szczególnie widoczne jest na sterowni Amoniaku I, gdzie ma siedzibę Komitet Strajkowy. Załamują się też ludzie z kierownictwa Komitetu Strajkowego. Jeden z jej członków zostaje zabrany z Zakładu Amoniaku I i ulokowany gdzieś indziej (za wiedzą 1-2 osób ze ścisłego kierownictwa) – dokładnie nikt nie wie gdzie. Po prostu załamał się , nerwy odmówiły posłuszeństwa i aby w krytycznym momencie nie zawiódł postanowiono jak wyżej.

Przekazane pewne informacje o koncentracji grup wojskowych i ZOMO w okolicy Puław. Analiza w kierownictwie strajku też prowadzi do wniosku, że atak na Zakłady nastąpi bądź to jeszcze dzisiaj, ale najprawdopodobniej jutro, tj. w niedzielę. Za niedzielą przemawiało to, że:

– na Zakładach będzie już tylko obsługa instalacji, bez administracji i służb utrzymania ruchu,

– względy specyficzne – zakład chemiczny, gdzie trudniej poruszać się w nocy niż w dzień.

           Strajkujący chcieli, aby ten atak był dopiero w niedzielę, na ten bowiem dzień ustalono, że do zespołów strajkujących przyjdą księża, odprawiona będzie msza św., spowiedź i komunia. Bardzo na tym zależało tym zdeterminowanym ludziom.

           Grupa strajkująca na sterowni Amoniaku I w dalszym ciągu maleje. Dalszy korowód żon, znajomych, przekonujących o bezsensowności dalszego strajku, apel komitetu partyjnego. Odchodzą następni załamani i zastraszeni. Na sterowni Amoniaku I przerażająco mała garstka ludzi, do której przemawiają przedstawiciele kierownictwa strajku oraz innych grup - z Kaprolaktamu oraz Amoniaku II.

Ustalenia kierownictwa strajku

poszerzonego w ostatnim dniu o ludzi, którzy winni być do końca ze strajkującymi - na wypadek ataku:

1. Z trzech ognisk strajkowych pozostających jeszcze (sterownie Amoniaku II, Amoniaku I i Kaprolaktamu), utworzy się 2 grupy:

- jedną na sterowni Kaprolaktamu, do której przejdzie część grupy z Amoniaku I

- drugą na sterowni Amoniaku II, do której przejdzie pozostała część grupy Amoniaku I.

Ten podział na ostatnie dwie grupy miał pełne uzasadnienie w tym, że grupa na sterowni Amoniaku I była już nieliczna. Na grupę tę, gdzie mieściło się kierownictwo strajku był skierowany największy atak propagandowy i psychologiczny – stąd największe wyłomy i załamania. Jednocześnie przejście pozostałych na sterownię Zakładu Kaprolaktamu i Zakładu Amoniaku II wzmocni będące tam zespoły strajkujące.

2. W przypadku ataku – jego pierwszej fazie zachowanie strajkujących musi być:

- pełne godności i przekonania, że ustępujemy przed siłą, ale swym zachowaniem potwierdzamy absolutną słuszność swojego zachowania, tzn. podjęcia strajku z chwilą ogłoszenia stanu wojennego,

 - podporządkowanie jednej osobie, która przed całą grupą będzie prowadzić ewent. rozmowy z przedstawicielami wojska,

- w żadnym wypadku i pod żadnym pozorem nie mogą mieć miejsca jakiekolwiek działania, które mogłyby narazić na straty lub zniszczenie instalacji, a także wystawić ludzi na bezpośrednie niebezpieczeństwo.

Znana strajkującym informacja o przekonaniu Kierownictwa Zakładów i Sztabu Wojskowego o determinacji strajkujących i ewentualnych szaleńczych krokach z ich strony, nie była dementowana tylko i wyłącznie dla tego, aby i z tamtej strony była większa rozwaga a także większe atuty obrony już po przegranej – w trakcie procesów i dochodzeń – że wszystko potrafiono w miarę rozważnie doprowadzić do końca.

3. Ustalono także następny scenariusz zachowania po po wejściu dowództwa grup wojskowych:

- przywitanie chlebem i solą dowódcy,

- odśpiewanie pieśni patriotycznej („Boże, coś Polskę...”, Hymnu Narodowego itp.)

- postraszenie oblegających upustami pary przez zawory bezpieczeństwa, włączenie syreny,

- po przemówieniu dowództwa (jeśli będzie ładne i będzie czas i możliwość jakichkolwiek mów), przemówienie przedstawiciela strajkującej grupy, wyjaśniające całość sprawy (stanowiska strajkujących , złamania Konstytucji, wprowadzenie na teren Zakładów wojska itp.)

- wyjście strajkujących w porządku i z godnością oraz poddanie się rygorom narzuconym siłą lub też uzgodnionych w czasie rozmów.

Sobota 19.12 godz. 14.00 – 18.00

1. Strajkujący ze sterowni Amoniaku I przechodzą szybko w 2 grupach

- jedna na Amoniak II (sterownia)

- druga na Kaprolaktam (sterownia)

2. Podobnie podzielił się Komitet Strajkowy rozszerzony w tym ostatnim dniu, część na Zakład Amoniaku II, część na Kaprolaktam.

3. Ostatnie ustalenia z przewodniczącymi grup na sterowniach (Zakładów Amoniaku II i Kaprolaktamu) – grup zarówno z Zakładów jak i przedsiębiorstw obcych, które jeszcze pozostały wśród strajkujących.

4. Informacja, że przed Zakłady kieruje się cała kolumna samochodów, czołgów, wozów pancernych, sanitarek, w sumie ponad sto różnego rodzaju i przeznaczenia pojazdów oraz, że w kolumnie tej znajduje się kilka tysięcy wojska, ZOMO, ORMO, porządkowych itp.

5. Informacja o tym, że wychodzący z Zakładów pracownicy – po godz. 15.00 zeszli się przed bramą Nr 1 – uklękli przed krzyżem i odmawiają modlitwę.

6. Ok. godziny 16.00 wojsko i ZOMO wchodzi na teren Zakładów, wjeżdżają także pojazdy, których w ostatnim okresie będzie ponad 100 na wszystkich drogach na terenie Zakładów otaczających obiekty, na których są lub były grupy strajkowe. Wśród pojazdów są wozy opancerzone, wozy radiowe, karetki, gaziki, wozy dowództwa, wozy z grupami żołnierzy i ZOMO (z szybami zamalowanymi), ciężarowe, autobusy i w zasadzie wszystko, co porusza się po drogach.

7. Grupy wojskowe oraz ZOMO – w pełnej gotowości otaczają olbrzymi teren między Zakładem Amoniaku I, Amoniaku II i Kaprolaktamu. Poglądowo jest to obszar o bokach ok. 1,5 km x 1,5 km (dokładność bardzo z grubsza), o wielu drogach zakładowych. Z pośród zewnętrznego kordonu tworzone są kordony wewnętrzne otaczające poszczególne obiekty. Pierścienie kordonów są podwójne, jeden zewnętrzny tworzy ZOMO, wewnętrzny wojsko. Wojsko i ZOMO tworzą podwójny szpaler. Odległości między członkami formacji nie ma żadnej – bok przylega do boku (nawet zając nie przecisnąłby się, aby się wydostać). W odległości ok. metrów z tyłu (na zewnątrz) następny taki sam pierścień składający się z ZOMOwców z tarczami, pałami, w hełmach, za pasami ładunki gazów obezwładniających. Gęby jak na „zamówienie” i bez uzbrojenia słabszych samym ich wyglądem można przestraszyć.

8. Podobno na zewnątrz są apele przez megafony o poddanie się – do środka, do sterowni głosy jednak nie docierają.

9. Zapadł już dokładnie zmrok, prószy śnieg, jest mróz, palące się latarnie na instalacjach, kordony otaczające poszczególne obiekty. W sumie, chociaż tragiczna sytuacja to sceneria niepowtarzalna wprost, jak z bajki. Gdyby to chcieć wyreżyserować nie udałoby się lepiej!

10. Wymiana informacji pomiędzy sterowniami Kaprolaktamu i Zakładu Amoniaku II (członkami kierownictwa strajku). Spokojnie, bez paniki ostatnie posiłki, picie herbaty a nawet kawy. Zupełny spokój! – spokój a nie paraliż strachu. Sprawia to wrażenie wręcz fantastyczne; potęga wojska i ZOMO zgromadzonego na zewnątrz w liczbie kilku tysięcy, ze sztabem, pełną informacją, wszystkimi dostępnymi środkami łączności, całe kierownictwo Zakładów, wozy pancerne, wozy łączności itp. A wewnątrz tego pierścienia w dwóch punktach:

1/ na sterowni Amoniaku II i

2/ na sterowni Kaprolaktamu

w sumie może z górą 3000 ludzi (a na pewno nie więcej niż 350) zmęczonych przez te 7 dni strajku, zarośniętych, w roboczych ubraniach – już zniszczonych z maskami (i pochłaniaczami amoniaku) ale zupełnie spokojnych, patrzących przez okna z pytaniem w oczach:

- czy to zabawa

- czy nierealny sen, bowiem aż śmiech ogarnia, kiedy zestawi się te „dwie armie” - te trzy setki spracowanych ludzi zachowujących się z pełną godnością i te parę tysięcy sprowadzonych z zewnątrz, żeby ich „uspokoić”.

11. Próby zabezpieczenia – schowania pozostałej żywności (ma być przekazana dla „Caritasu” - o ile żywność ostanie się).

12. Parę wydmuchów pary z zaworów bezpieczeństwa i innych upustów (EC, Kaprolaktamu, Amoniaku II) oraz włączenie syreny. Chodzi o „postraszenie” tych atakujących – na pewno zrobiło to na nich wrażenie (może puszczają amoniak).

13. Informacja, że na Amoniaku II wyłamują drzwi wejściowe na sterownię (taranują je wózkiem elektrycznym).

Wejście atakujących na teren sterowni Amoniaku II. Przywitanie dowodzącego chlebem i solą. Zaśpiewanie pieśni patriotycznej, pertraktacje – ustalenia i wyjście ze śpiewem w kierunku bramy Nr 1 Zakładów w asyście żołnierzy – jako ochrona przed ZOMOwcami. Pertraktacje prowadził p. BENICKI ZENON – ze strony strajkujących.

14. Na sterowni Kaprolaktamu zjawia się „posłannik” dowództwa – inż. J. Osoba (zastępca kierownika Zakładu Kaprolaktamu). Zebrani oświadczają, że mogą mówić tylko z dowódcą i to bezpośrednio na miejscu na sterowni.

Po Po przekazaniu tej informacji straże przy drzwiach (strajkujących) przepuszczają dowódcę - jest nim płk. Łebkowski. Wchodzi – jest przywitany chlebem i solą przez dwie panie w białych fartuchach. Najpierw odruch – słowa po co te „ceremonie”, ale na wyraźne żądanie strajkujących pułkownik z całym szacunkiem ucałował chleb zdjąwszy uprzednio czapkę. Kolejną zaintonowano „Boże coś Polskę” Pomimo iż wszystkie sterownie są wygłuszane akustycznie, śpiew był wyraźny, zdecydowany i mocny. Stwierdzam, że śpiewał to także sam pułkownik. Po odśpiewaniu Pułkownik zaapelował do strajkujących (widać było pełne zdenerwowanie i załamywanie się głosu) o dobrowolne opuszczenie sterowni, przy zagwarantowaniu niewyciągania sankcji wobec strajkujących – z wyjątkiem, jak to określił Pułkownik, wąskiego grona przywódców strajku. Zapewnił jednocześnie, że w przypadku procesu wytoczonego przywódcom jest skłonny – o ile będzie wezwany i poproszony przez strajkujących – bronić ich oraz zapewnił, że spowoduje wszystko, co w jego mocy aby – o ile już zapadną wyroki – były one w miarę łagodne.

15. Kolejno mówił przedstawiciel strajkujących. Stwierdził, ze jest przedstawicielem Związku, który został – jego działanie – zawieszony. Powiedział także, że WRONa złamała Konstytucję - tę właśnie Konstytucję, która leży tutaj na ołtarzu (książka), przepasana kirem – dokonując zamachu stanu. Dalej stwierdził, że haniebne jest to i nie mające precedensu w świecie, aby przeciwko robotnikom wystąpiło wojsko wjeżdżając czołgami do fabryk. Kolejno zaapelował do strajkujących aby – wobec przemocy -jaka tutaj została użyta i wobec braku jakichkolwiek szans obronienia się, a także wobec zapewnienia Pułkownika o niewyciąganiu wniosków w stosunku do strajkujących – opuścili teren sterowni w zwartych szeregach pod osłoną wojska. Wspomniał też, że wobec danego słowa przez polskiego oficera, należy mieć nadzieję, że i teraz słowo także ma oparcie na honorze oficerskim.

16. W czasie tych przemówień i wymiany zdań widać było ogromne zdenerwowanie Pułkownika, zmieniająca się twarz, czasami bliskie łez oczy mówiły o tym wyraźnie. Jego ruchy także mówiły o zdenerwowaniu. W pewnym momencie zdjął pas z pistoletem, położył na pulpicie sterowniczym, zdjął płaszcz, mówiąc gestykulował. O ile ktoś ze strajkujących miałby taki zamiar, mógłby po prostu pistoletem tym, podejmując go z pulpitu, sterroryzować Pułkownika.

17. Wywiązała się także krótka dyskusja – ludzie chcieli wiedzieć coś więcej na temat tego przewrotu, istniejącego stanu, bezpieczeństwa dla kierownictwa strajku itp. Żądali jednocześnie aby do bramy Zakładów przeszli czwórkami na piechotę. Pułkownik chciał, aby wsiąść do autobusów i odjechać, ale przekonano go do przejścia na piechotę – oraz o zapewnienie obstawy wojskowej dla bezpieczeństwa strajkujących (o tym bezpieczeństwie ciągle mówił Pułkownik – tak jakby zaraz po opuszczeniu budynku sterowni miano na nas napaść – chyba ZOMO).

* * *

           I tak dobiegał ostatni okres strajku. Po ostatecznych uzgodnieniach Pułkownik zabezpieczył ochronę wojska – sam szedł na czele grupy strajkujących (grupka ponad 100-150 osób) obok szeregu z jednej i drugiej strony żołnierze w odległości ok. 3 m jeden od drugiego. Powoli, przy padającym śniegu podążaliśmy do bramy Nr 1, mijając kordony ZOMO, stojące różne pojazdy w tym i pancerne. Poczuliśmy się naprawdę fantastycznie – dumni z wytrwania di końca, z tego, że aby nas zdławić trzeba było użyć aż nieprawdopodobnie licznych sił. Idąc w tym pochodzie myśleliśmy, jakie musi być samopoczucie tych żołnierzy, a być może i ZOMOwców widząc tę grupkę zmęczonych ale radosnych ludzi. Sądzę, że zarówno oni, jak i my nie zapomnimy tego do śmierci.

           Mijając Zakład Amoniaku I – sterownię, gdzie pierwotnie mieściło się kierownictwo strajku, widzieliśmy kordony wojska i ZOMO oraz oraz wóz pancerny pod budynkiem. Po grupie „przebiegł” - chyba by należało użyć innego słowa – śmiech, że taka „armada” została skierowana przeciwko 4 laborantkom i obsłudze sterowni – w sumie, być może 10 osobom, bo sztabu strajkowego już tam od godz. 14.30 nie było, podobnie nie było tam strajkujących.

           Po dojściu do bramy Nr 1 – cały czas wśród szpaleru samochodów i wojska oraz ZOMO, zostaliśmy zatrzymani. Prowadzone były między sztabami jakieś rozmowy, w końcu nas przepuszczono i rozlokowano w autobusach i odwieziono na osiedla. Z grupy tej, w przeciwieństwie do grupy, która wcześniej opuściła fabrykę z Zakładu Amoniaku II – nie zatrzymano nikogo.

           I tak zakończył się strajk – a jednocześnie wielka przygoda dla tych wszystkich, których nikt nie jest w stanie zastraszyć i którzy ponad wszystko cenią sobie wolność i niezależność.

           Niewątpliwie zawstydzeni będą wszyscy ci, którzy nie wytrwali do końca. Będzie im ciężko spojrzeć w oczy kolegom, którzy dotrwali do końca. Sądzimy, że w przypadku powtórzenia się podobnej sytuacji i o ile zajdzie taka potrzeba staną oni na czele strajku – jesteśmy o tym absolutnie przekonani.

* * *           

Część tego opisu miała być poświęcona Adasiowi – uczestnikowi drugiego już strajku. Wrócimy do tej sprawy sprawy nieco później, ale wrócimy.

Czytany 2531 razy

Sponsorzy

solidarnosc