O Trzech Takich

« poprzednie Wszystkie strony następne » (Strona 1 z 16)

O trzech takich, co w grudniu 1981 r. usiłowali
osłabić gotowość obronną PRL oraz wywołać rozruchy i niepokój społeczny [1]

 

W 10 dni po wprowadzeniu stanu wojennego a w przeddzień wigilii Bożego Narodzenia, 23 grudnia 1981 r. o godz. 19.00 trzej niedawni uczniowie Liceum im. ks. Adama Jerzego Czartoryskiego w Puławach, a obecnie studenci: Stanisław Głażewski, Grzegorz Nakonieczny i Jakub Skiba[2] wybrali się na akcję plakatową przy ul. Kołłątaja w Puławach. Nie zabawili przy tym zajęciu zbyt długo, bo już około godz.19.10 zostali namierzeni i zgarnięci do „suki”[3] przez patrol MO czujnie, jak żurawie, strzegący bezpieczeństwa socjalistycznego ustroju PRL. Nim opowiem jak potoczyły się dalsze losy tej trójki[4] muszę wrócić do okoliczności, które sprawiły, że znaleźli się oni w tym właśnie czasie w miejscu, w którym – na ich nieszczęście - operowali trzej dzielni i oddani sprawie socjalizmu chłopcy z MO[5]: Bogumił Rosiak, Wojciech Adamowicz i Ryszard Jeżewski.

13 grudnia 1981 r. zastał w Puławach tylko Grzegorza Nakoniecznego. Świadczy o tym jego zeznanie w czasie śledztwa, że “od dnia 13 grudnia 1981 r....często przebywał w pobliżu siedziby Zarządu Oddziału NSZZ “Solidarność” w Puławach”[6], jak również fakt, że według wielu świadków, to właśnie on 14 grudnia 1981 r. pomagał wynosić z pomieszczeń Redakcji Biuletynu “Solidarność Ziemi Puławskiej” powielacz i materiały drukarskie[7]. Pozostali dwaj w chwili ogłoszenia stanu wojennego brali udział w strajkach okupacyjnych ogłoszonych przez NZS na uczelniach: Stanisław Głażewski na Uniwersytecie Warszawskim a Jakub Skiba na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Po zakończeniu strajków i zawieszeniu zajęć na uczelniach pod koniec grudnia wszyscy znaleźli się w Puławach. W przypadku Stanisława Głażewskiego stało się to 18 grudnia, taką bowiem datę nosi zezwolenie na przejazd z Warszawy do Puław. W tamtych pięknych czasach obywatele PRL nie mogli bowiem zmieniać miejsca pobytu wedle własnych fantazji i potrzeb, bez zezwolenia ludowej władzy. Treść tego kuriozalnego – jak na warunki europejskie – dokumentu, bez którego nie można było legalnie nabyć biletu na przejazd, brzmi następująco (Załącznik 2):

Na podstawie par. 2 rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 13.12.1981 w sprawie zezwoleń na zmianę miejsca pobytu w czasie obowiązywania stanu wojennego oraz zasad i trybu postępowania w tych sprawach zezwalam Głażewskiemu Stanisławowi na zmianę miejsca pobytu z m. Warszawy, ul. Żwirki i Wigury 95 do m. Puław, Waryńskiego 4/3 w czasie od 18.12.81. Decyzja niniejsza jest ostateczna

Inspektor Dzielnicowy

(Strona 1 z 16)

Przypisy

  1. Wyrok Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego w Ośrodku Zamiejscowym w Lublinie, w sprawie przeciwko Grzegorzowi Dariuszowi Nakoniecznemu s. Jana, Jakubowi Skibie s. Tadeusza i Stanisławowi Jackowi Głażewskiemu s. Stanisława z 10 lutego 1982 r., Sygn.Akt So. W.41/82 Rw.136/82.
  2. Cała trójka znała się od zawsze, gdyż ich rodzice byli pracownikami IUNG w Puławach, co sprawiło, ze razem chodzili do przedszkola Nr 1 przy ul. Kościelnej i Szkoły Podstawowej Nr 2 przy ul. Gagarina (obecna Aleja Mała), razem wyjeżdżali na kolonie i obozy wakacyjne, wreszcie spotkali się w jednej klasie LO im. ks. A.J. Czartoryskiego i razem zdali maturę. W okresie dzieciństwa i młodości mieszkali po sąsiedzku a dwaj z nich (S. Głażewski i J. Skiba) wychowali się nawet na jednym podwórku.
  3. „Suka” to powszechnie wówczas używana nazwa milicyjnego radiowozu.
  4. Losy te opisałem na przykładzie jednego z trójki, Stanisława Głażewskiego, gdyż dysponowałem dokumentami dotyczącymi jedynie jego. Losy dwóch pozostałych uczestników tych wydarzeń były zresztą bardzo podobne.
  5. MO to popularny skrót nazwy Milicja Obywatelska, organizacji, która pełniła wówczas funkcje policyjne. W przeciwieństwie do obecnej Policji MO była skrajnie upolityczniona.
  6. Akt Oskarżenia w sprawie przeciwko Grzegorzowi Dariuszowi Nakoniecznemu s. Jana, Jakubowi Skibie s. Tadeusza i Stanisławowi Jackowi Głażewskiemu s. Stanisława z 9.01.1982 r., Znak akt. Pg Śl. II/10/81, s.3.(Załącznik 1).
  7. S.T. Głażewski – W imię "Solidarności", Wyd. Towarzystwo Przyjaciół Puław, Puławy 2010, s. 26.
  8. Paweł Nakonieczny – wówczas uczeń Liceum im. ks. A.J. Czartoryskiego w Puławach
  9. Jan Nakonieczny, pracownik IUNG, przed 13 grudnia 1981 r. działacz MKZ NSZZ “S” Regionu Środkowo-Wschodniego w Lublinie oraz Zarządu Oddziału NSZZ “S” Ziemia Puławska
  10. Znaczną część dnia roboczego poświęcali temu procederowi m.in. pracownicy IUNG, Zbigniew Mazur i Andrzej Lipa.
  11. W czasie strajku w ZA Puławy (14 - 19.12.1981 r.) proceder ten uprawiali głównie Czesław Stolar i Zdzisław Wiśniewski.
  12. Pracownica Zakładu Mikrobiologii IUNG, żona przewodniczącego KZ NSZZZ “S” w IUNG, Tadeusza Skiby, matka studenta Jakuba Skiby.
  13. 5 marca 1982 r. Paweł Nakonieczny stanął przed Kolegium ds. wykroczeń i - wobec doskonałej opinii ze szkoły i braku wiarygodnych dowodów winy z wyjątkiem niezbyt przekonywujących zeznań funkcjonariuszy MO, którzy go zatrzymali - został uniewinniony.
  14. 21 grudnia 1981 r. mec. Słowiński zaskarżył wyrok na A. Skibową załączając do rewizji bardzo pochlebną opinię Kierownictwa Zakładu Mikrobiologii z 19 grudnia 1981 r., w którym skazana pracowała, a po kilku dniach również poręczenie Dyrekcji IUNG z 23.12 (Załącznik 3). W wyniku tych zabiegów 19 stycznia 1982 r. odbyła się rozprawa rewizyjna, w trakcie której wyrok został zmieniony na 6 mies. więzienia w zawieszeniu z obowiązkiem potrącania 15% wynagrodzenia za pracę oraz zapłacenia grzywny. Ostatecznie po miesiącu więzienia, w końcu stycznia 1982 r. Alicja Skibowa wróciła do domu.
  15. Akt Oskarżenia w sprawie przeciwko: Grzegorzowi Dariuszowi Nakoniecznemu s. Jana, Jakubowi Skibie s. Tadeusza i Stanisławowi Jackowi Głażewskiemu s. Stanisława z 9.01.1982 r., Znak akt. Pg Śl. II/10/81.
  16. W tym numerze Informatora Strajkowego zamieszczony został tekst pt: „Stan wojenny – przeciw komu?”, a w nim m.in. następujące konstatacje: Na tydzień przed Świętami Bożego Narodzenia, które są tradycyjnym okresem pokoju i pojednania, gen. Jaruzelski zafundował społeczeństwu stan wojenny. Podobnie jak w pamiętnych dniach Grudnia 1970 na ulicach miast pojawiły się czołgi i samochody pancerne. Wbrew woli społeczeństwa, nie pytając o zdanie Sejmu PRL władza zdecydowała się na krok, który może mieć nieobliczalne następstwa. Wszystko było przygotowane zawczasu: szczegółowe przepisy dekretu o stanie wojennym, oddziały ZOMO często przebrane w mundury wojskowe, zapasowe studia telewizyjne. Jednocześnie rząd mówił o Froncie Porozumienia Narodowego, o gotowości do rozmów. Wiadomo już co to za front. Front przeciwko społeczeństwu... Naiwna jest wiara, że społeczeństwo polskie można złamać siłą, że jakikolwiek problem można rozwiązać przemocą. Robotnicy nie dali się zastraszyć. Świadczą o tym nasilające się w całym kraju strajki. „Solidarność” zaskoczono perfidnym chwytem, aresztowano przywódców, ale związek nie dał się złamać. Tworzą się nowe struktury, składające się z ludzi, którzy dotychczas się nie ujawniali. W nowych warunkach brak doświadczenia zastępuje instynkt właściwy Narodowi Polskiemu, nabyty podczas wielu wieków walk narodowo-wyzwoleńczych. Działać należy zdecydowanie lecz rozważnie. Jak dotąd pewną rozwagę wykazuje także władza. Szczególnie wojsko nie ma jak widać ochoty do wystąpień przeciwko społeczeństwu. Za wszelką cenę trzeba uniknąć przelewu krwi. Najważniejsze jest życie ludzkie, zarówno robotnika, jak żołnierza czy milicjanta. Praw ludzkich nikogo pozbawić nie można. Stalinizm się nie powtórzy. Solidarni, rozważni i zdecydowani – ZWYCIĘŻYMY! (Cyt. Za: Piotr Wojtowicz - NSZZ „Solidarność” Ziemi Puławskiej w latach 1980-1981 Praca magisterska napisana w Zakładzie Myśli Politycznej XIX i XX wieku, Lublin 2004., s.131.
  17. Zaiste wielkie musiało być wzburzenie tych trzech młodych ludzi, jeśli zaryzykowali wolność dla rozkolportowania wydawnictwa, które w tym czasie było już kompletnie zdezaktualizowane, gdyż strajk w Stoczni Gdańskiej, gdzie rezydował Krajowy Komitet Strajkowy, podobnie jak strajk w kopalni „Wujek” został spacyfikowany już 2 tygodnie wcześniej, 16.12, a strajk w puławskich Z.A. - 19.12. W chwili rozlepiania ulotek, 23.12 dogorywał również strajk w Hucie Katowice (spacyfikowany właśnie 23.12) a trwał jedynie strajk w kopalni „Piast” (do 28.12). W tych warunkach kolportowanie materiałów nawołujących do strajku generalnego, większego sensu już nie miało. Trzeba również stwierdzić, że kolportując te materiały młodzi ludzie ryzykowali szczególnie dużo, bo całą swoją przyszłość. A wszyscy trzej mieli niemałe ambicje zawodowe, całkowicie zresztą usprawiedliwione postępami w nauce. Dziś, po 28 latach, jeden z nich jest profesorem neurobiologii na angielskim Uniwersytecie w Keele, drugi piastuje stanowisko wiceprezydenta miasta Puławy, a trzeci jest członkiem Zarządu Narodowego Banku Polskiego.
  18. Stanisław Głażewski – informacja ustna.
  19. S. Głażewski był np. rekordzistą SP Nr 2 i LO im. Ks. A.J. Czartoryskiego w Puławach w biegach krótkich i członkiem Sekcji Lekkoatletycznej klubu sportowego “Wisła”.
  20. Trwała właśnie jedna z “zim stulecia”, które regularnie prześladowały obywateli PRL.W czasie takich zim kaloryfery były ledwie letnie i w domu chodziło się w kufajkach lub kożuchach.
  21. W kalendarzyku mojej żony pod datą 22.12.1981 r. znalazłem następujący zapis: „Kuba S. dostał z sądu pozwolenie na widzenie się z matką”, a pod datą 23.12.1981 r.: Kuba, nasz Stasio i Cezary jadą do Lublina do więzienia. Wyśmiano ich i pozwolenie też. Wrócili wzburzeni ok. 18.00. O 21.20 u nas rewizja, u Tadziów S. też. Dowiadujemy się że chłopcy zostali zatrzymani razem z Grzesiem N. jak nalepiali ulotki”.
  22. Ojciec Grzegorza Nakoniecznego, Jan zagrożony internowaniem musiał się ukrywać, wobec czego my dwaj przejęliśmy opiekę również nad jego synem.
  23. W kalendarzyku mojej żony pod tą datą widnieje zapis: „Dziś St. s. i Tadeusz S. odnaleźli chłopców w Prokuraturze Wojskowej w Lublinie. Areszt Śledczy na Południowej”.W tym miejscu muszę wyjaśnić, że moja żona mając na co dzień do czynienia z dwoma Stanisławami (mężem i synem) rozróżniała nas w ten sposób, że męża określała w swoim kalendarzyku kryptonimem „St.s.” (senior) a syna - „St.j.” (junior).
  24. Kilka lat temu lubelski IPN postawił prokuratorowi Lechowi Kochanowskiemu zarzuty związane z jego wyczynami w stanie wojennym.
  25. Że nie były to czcze pogróżki świadczy fakt, że 3 lutego 1982 r. został orzeczony wyrok 10 lat pozbawienia wolności dla Ewy Kubasiewicz za zorganizowanie strajku w Wyższej Szkole Morskiej.
  26. Dekret o stanie wojennym, przewidywał, że po godzinie milicyjnej, którą wyznaczono na 20-tą, bez specjalnej przepustki nikomu nie wolno pozostawać poza domem.
  27. Kilka lat później Małgosia Kibil została naszą synową
  28. Postanowienie o tymczasowym aresztowaniu z 24 grudnia 81. Znak akt Pg.Śl. II/10/81.
  29. W kalendarzyku Zdzisławy Głażewskiej pod datą 25.12.1981 r. widnieje zapis: „Ja. p. Janka [Nakonieczna] i Tadeusz S[kiba] jedziemy do Lublina załatwić adwokata poleconego nam w Puławach. Jest to mec. Filipowski”.
  30. Moja żona zapisała pod datą 28.12.1981r.: „W prokuraturze ja, Stasiek [Głażewski] i Tadeusz [Skiba]. Pierwsze rozmowy z obrońcą płk. Kowalskim. Opłacamy adwokatów”.
  31. Odstąpienie od trybu dorażnego warunkowały tylko dwie przesłanki: znikomy stopień szkodliwości czynu lub zły stan psychiczny podsądnego. - Maciej Dubois – w "Zapiski ze współczesności". Polskie Radio pr. II. 20.01.2012, g. 11.45.
  32. Moja żona pod datą 4.01.1982 r. zapisała: „Widziałem się ze St.j. w Prokuraturze i rozmawiałam z nim .... Wygląda b. źle, jest przygnębiony”.
  33. Wyniki tych badań przyczyniły się później do zawieszenia wyroków wszystkim trzem oskarżonym, a naszemu synowi po uchyleniu aresztu pozwoliły na uzyskanie urlopu zdrowotnego i uniknięcie relegowania z uczelni.
  34. Maciej Dubois – w "Zapiski ze współczesności". Polskie Radio pr. II. 20.01.2012, g. 11.45.
  35. Np. 30.01. 1982 r. moja żona odnotowała w kalendarzyku: „Widzenia z chłopcami, nie pozwolono podać im ani okruszyny. Zaostrzenie przepisów”.
  36. Np. w kalendarzyku żony pod datą 19.01. znajduję notatkę: „Znów list od St. do nas i do Małgosi przesłany przez p. B”. Ów tajemniczy p. B. to towarzysz naszego syna z celi, aresztowany pracownik Z.A. Puławy, Zenon Benicki, który znalazł sposób, żeby na widzeniu, korzystając z nieuwagi pilnującego klawisza, przekazać żonie list nie tylko swój, ale i naszego syna.
  37. W kalendarzyku mojej żony pod datą 23.01 znalazłem zapis: „Widzenie ze St[aśkiem Głażewskim] j[uniorem], K[ubą Skibą] i G[rzesiem Nakoniecznym]. Wczoraj kipisz u K[uby Skiby] (kipisz to slangowa nazwa rewizji), a pod datą 30.01.: „Widzenie z chłopcami”.
  38. B. wychowawczyni wszystkich trzech aresztantów w klasie maturalnej, Matylda Leszek, żarliwa obrończyni ustroju PRL pokwitowała całą sprawę uwagą: „mają to, na co zasłużyli”, ale po namowach opinię jednak podpisała, podobnie jak Dyrektor L.O. Aleksander Chromiński, który w pamięci puławskiej opozycji demokratycznej i większości wychowanków z tamtych czasów, zapisał się jak najgorzej, czego materialnym dowodem był świński ryj znaleziony przez niego na wycieraczce i niezbyt pochlebne sentencje wypisywane na drzwiach po jego haniebnym zachowaniu w sprawie niepokornej nauczycielki, Izabeli Bronikowskiej.
  39. Pod datą 3 lutego 1872 r. moja żona zanotowała: „18,30 Msza św. w intencji chłopców. Przyjechała Ela i Ania [Sołtyńska] z Warszawy.
  40. Moja żona o wydarzeniach z 4.02.1982 r. miała do powiedzenia tylko tyle: „Rozprawa chłopców o godz. 9.00. Okropna. Przerwana i odłożona do 10.II”.
  41. W trakcie rozprawy wydarzyła się rzecz bez precedensu: oto prowadzący rozprawę Sędzia zagroził demonstracyjnie czytającemu gazetę i ostentacyjnie nie biorącemu udziału w procesie, adwokatowi Stanisławowi Filipowskiemu, że jeśli nie zmieni sposobu postępowania – oskarży go w Izbie Adwokackiej o działanie na szkodę oskarżonych. Zachowanie adwokata było prawdopodobnie jego reakcją na kategoryczną odmowę zapłacenia wielokrotnie wyższego honorarium niż przewidywał cennik. S. Filipowski domagał się tego, gdyż – jak twierdził – i tak zapłaci je podziemie a nie rodziny podsądnych.. My jednak uważaliśmy, że pieniędzmi społecznymi nie wolno nam szafować ponad niezbędną konieczność więc pretensji p. Filipowskiego do ekstra zarobku nie uznaliśmy.
  42. Moja żona pod datą 10.02.1982 r. zanotowała: „II cz. rozprawy, opóźniona, kończy się przed 12.00, ale wyrok po 17.00. Chłopców odprowadzają na komendę, my czekamy. G. - dwa lata w zawieszeniu na 4, St.j. I K. - 1,5 w zawieszeniu na 3.”
  43. Identyczny wyrok usłyszał Jakub Skiba, natomiast Grzegorz Nakonieczny, jako prowodyr został skazany na 2 lata więzienia w zawieszeniu na 4 lata, 20 tys. zł. grzywny i 7 tys. zł. opłat.
  44. W tamtych czasach łagodne wyroki w pierwszej instancji były z reguły zaostrzane w rozprawach rewizyjnych co sprawiało, że nawet sądy najbardziej przychylne dla oskarżonych starały się ferować wyroki raczej surowe (byle w zawieszeniu) ale na tyle dobrze uzasadnione, by ostały się w procesie rewizyjnym.
  45. W kalendarzyku żony pod datą 11.02.1982 r. znalazłem zapis: „St[asiek Głażewski] s[enior] i Ala [Skibowa] pojechali rano po chłopców, wrócili ok.17.00”, a pod datą 12.02.: „Spotkanie u nas chłopców i rodziców. Jakieś awersje wśród chłopców, ale wszystko dobrze się skończyło.”
  46. Popularna choć nieoficjalna nazwa Krajów Demokracji Ludowej, t.zn. wszystkich satelitów ZSRR.
  47. Moja żona: „14 chłopcy rozjeżdżają się do swoich uczelni. G[rześ Nakonieczny]. i St[asiek Głażewski] j[unior] nie dostają się do pociągu o 16.20, dopiero o 19.00. Przyjeżdżają b. późno do Warszawy”.
  48. Na Uniwersytet Warszawski nasz syn przeniósł się po roku studiów na lubelskim UMCS dopiero 1 października, a od 14 grudnia na Uczelni trwał strajk okupacyjny, w którym aktywnie uczestniczył.
  49. Prof. Henryk Samsonowicz był pierwszym „solidarnościowym” rektorem UW. W rządzie Tadeusza Mazowieckiego prof. Samsonowicz piastował stanowisko ministra Edukacji Narodowej.
  50. Pod datą 1 marca 1982 r. moja żona zapisała: „Wiadomość od adw. że jest rozprawa rewizyjna. St[asiek Głażewski].j[unior] wychodzi ze szpitala na własne żądanie [z wcześniejszych zapisków żony wynika, że chorował na anginę], ma dość „więzienia”.
  51. Był to taki prowincjonalny odpowiednik pensji pani Latter z "Emancypantek" Bolesława Prusa.
  52. Warszawska Rada Adwokacka na wniosek swego Dziekana, Macieja Dubois już 13 grudnia podjęła uchwałę, wzywającą wszystkich obrońców do bezkompromisowej obrony wszystkich, których dotknęły represje stanu wojennego, wszechstronnej pomocy internowanym oraz do bezwzględnego przestrzegania etyki zawodowej a nazwiska Macieja Dubois i Edwarda Wende jako osób, do których należy zgłaszać się po pomoc prawną, widniały w ogłoszeniach instruujących rodziny represjonowanych, kolportowanych we wszystkich warszawskich parafiach. - Maciej Dubois w "Zapiski ze współczesności". Polskie Radio pr. II. 20.01.2012, g. 11.45.
  53. Odmowa przyjęcia honorarium lub obrona za symboliczne honorarium traktowano wówczas jako przestępstwo zagrażające wydaleniem z zawodu. - Maciej Dubois w "Zapiski ze współczesności". Polskie Radio pr. II. 20.01.2012, g. 11.45.
  54. W kalendarzyku żony pod datą 3.03.1982 r. czytam: „Jestem w Warszawie. Załatwiłam adwokata – p. Dubois z pomocą Eli. Wracam do Puław ze St. j. Ma zwolnienie lekarskie do 5.III., a pod datą 4.03.: St. j. dostaje zawiadomienie z Sądu Najw. o terminie rozprawy – 25.III. Przeżył to jakoś. Myślałam, że będzie gorzej.”
  55. Moja żona pod datą 7 marca 1982 zanotowała: „Posiedzenie zainteresowanych rodzin w sprawie rewizji i adwokata. Postawa Kuby wyjątkowo niesympatyczna”.
  56. Pod datą 8.03 w kalendarzyku mojej żony widnieje zapis: „Jestem w Lublinie z Tadeuszem. Załatwiamy zrzeczenia adwokatów z dalszej obrony chłopców. Jednego „rzepa” trudno się było pozbyć – Kowalski” a pod datą 9 marca: „Jutro jedziemy do Warszawy, do p. Dubois.”
  57. 22 marca moja żona zapisała: W Warszawie u adwokata p. Dubois. Tu dopiero dowiadujemy się, że Kuba nie będzie na rozprawie bo jest w szpitalu. To działanie Skibów za naszymi plecami dobiło mnie ostatecznie. Mała scysja z Alą S., ale nie chciałam z nią rozmawiać”.
  58. Moja żona zapisała swoje wrażenia z rozprawy w następujących słowach: „25.III. Rozprawa chłopców przed Sądem Najwyższym w Warszawie – 20 min, p. D[ubois] b. dobry. Wyrok utrzymano. Odetchnęliśmy.”
  59. Według oceny Macieja Dubois Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego był sądem bardzo przyzwoitym, ferującym częstokroć wyroki znacznie łagodniejsze niż sądy powszechne.
  60. Dzięki temu orzeczeniu okres zawieszenia wyroku zakończył się Stanisławowi Głażewskiemu już 25 marca 1985 r dzięki czemu mógł on w przyszłości spełniać funkcję kuriera przewożącego z Warszawy do Puław diapozytywy i matryce podziemnego Tygodnika Mazowsze, z których drukowaliśmy kilkaset egzemplarzy tego pisma na użytek członków i sympatyków „Solidarności” w Puławach.
  61. Moja żona pokwitowała to zdarzenie następującym wpisem do swojego kalendarzyka pod datą 2.11.1982 r. : „St.j. u rzecznika Komisji Dyscyplinarnej na U.W”.
  62. Prof. Tomasz Umiński, Prodziekan Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego był aktywnym działaczem „Solidarności” na UW internowanym 13.12.1981 r. Jesienią 1982 r. prof. Umiński dowiedziawszy się od syna o moim internowaniu przysłał mi przez niego ciepłe wełniane skarpetki, które dobrze służyły mu w Ośrodku Odosobnienia dla Internowanych w Białołęce. Jestem Mu za to dozgonnie wdzięczny.
  63. W tym miejscu widnieje dokładny adres domowy Prof. Umińskiego, który pominąłem.
  64. Jest rzeczą ze wszech miar możliwą, że rzecznik Jacek Petzel nie odwoływał się od orzeczenia Komisji Dyscyplinarnej z własnej inicjatywy, ale że był do tego zobligowany przez wszechmocną wówczas Podstawową Organizację Partyjną PZPR na UW lub nawet przez Służbę Bezpieczeństwa.
  65. Zaznaczyć w tym miejscu należy, że skazany cywil, Stanisław Głażewski nigdy nie zabiegał o kasację lub rewizję wyroku wychodząc z założenia, że zarzuty jakie mu postawił prokurator oceniane z perspektywy czasu i przemian politycznych jakie tymczasem w Polsce zaszły, nabrały charakteru cnót obywatelskich i raczej można się nimi szczycić, niż się ich wstydzić.
  66. Paweł Reszka - „Funkcjonariusz nadgorliwy”, Gazeta Wyborcza Lublin z 28-29 stycznia 2006, s. 3.
Czytany 17702 razy

Sponsorzy

solidarnosc